Rozdział 263- What Have I Done

-Mogę do niej zajrzeć?-  Paddy, dopadł Paula, który od godziny go zbywał.

- Musi odpoczywać. Zrobiliśmy płukanie żołądka, jej życiu już nic nie zagraża
ale pogotowie przyjechało dosłownie w ostatniej chwili- blondyn zdjął lateksowe
rękawiczki.

- To dobrze…To dobrze- tylko tyle był w stanie z siebie wykrztusić- Mogę zajrzeć?-

Paul, zmierzył go wzrokiem- A czy to nie przez ciebie się otruła?-

- Nie! Nie!- powtórzył wciąż roztrzęsiony Paddy- Skąd wiesz?-

Lekarz pokręcił głową- Pięć minut- zrezygnowany poklepał go po ramieniu- Wolałbym
nie mieć dzisiaj dyżuru- minął go.

- I co? Co z Livią?- Luk, podszedł do Patricka- Widziałem, że rozmawiałeś z Paulem-

- Chyba ok- wydukał.

- Wyglądasz gorzej od Livi- stwierdził fotograf wręczając mu kubek z kawą.

- A czuję się jeszcze gorzej- Paddy wbił wzrok w czarny napój- To jakiś koszmar-

- To była próba samobójcza?- dopytywał Luk- Chodzi o ciebie?!-

- Nie masz jakiś innych pytań?- muzyk zerknął na przyjaciela- Przedawkowała.
Paul, sam nie wie. Nie wiem po co go tutaj trzymają- skrzywił się czują ohydny
smak kawy- Smakuje jak gówno!-

- Zaczekaj pobiegnę po najlepszą kawę w mieście i sam wyglądasz jak gówno
w dodatku rozjechane!- zadrwił Luk- Co się dzieje?- usiadł obok, z dłoni Patricka
wyjął kubek z kawą, upił łyk- Ta kawa smakuje lepiej niż ty wyglądasz-

- Rozmawiałem z Leną, katastrofa – nie wiedział jak inaczej nazwać to zaszło.
- Chciałem jej zabrać Ninę…Szarpaliśmy się na ulicy- czuł, że musi to z siebie
wyrzucić.

- Jeśli chodzi o dzieci, to znam ten ból. Ale Lena nie jest Elsą, więc doceń to-

- Była wściekła, przerażona…Błagałem ją, groziłem, płakałem…Ale ona nie
chce ze mną  być- wbił wzrok w białą ścianę-Chyba nie chodzi tylko o Livię-

- Właśnie o tym ci mówiłem- Luk, wrzucił kubek do kosza.

- Nie pomagasz-

- Nie wiem czy chcę ci pomagać-

- Nie ułatwiasz-

- Strasznie głupio dałeś dupy-

- Wcześniej byłem u Livii, zwymyślałem ją- jęknął, potarł zmęczone oczy- Już
wtedy zachowywała się dziwnie a ja tylko ją dobiłem- rzekł udręczony.

- To takie w twoim stylu. W stylu Kelly- Luk, poklepał go po plecach- Posłuchaj
mnie choć raz- Paddy, niechętnie zerknął na niego – Zajrzyj do niej, przeproś,
pogadaj zanim jeszcze nie ma jej pierdolniętej siostry. Zaczekam na ciebie
i pojedziemy do domu, prześpisz się bo za chwilę będziesz leżał obok Livii a
Paul odetnie ci penisa niby przez przypadek. Odpoczniesz, zjesz coś,
pogadamy i ustalimy co dalej. Ok?-

- Ok. Lena, do mnie wróci?- zapytał cicho.

- Nie wiem, Paddy. Ale wiem, że cię kocha. Jeśli ja i Elsa, do siebie wróciliśmy
to i wy macie szansę- mówił szczerze, tak myślał- Ale nie możesz pozwolić
sobie na najmniejszy błąd i nie możesz się tak zachowywać…-

- Czyli jak?-

- Dzisiaj chyba narozrabiałeś?- Luk, skrzywił się patrząc w oczy przyjaciela.
- Tak trochę w stylu Jimma, co?-

- Boże broń!- Paddy,wstał- Daj mi chwilę-

- Tylko nie palnij czegoś głupiego-zawołał za nim Luk- Pamiętaj, że jak nie
wiesz co powiedzieć, to lepiej nic nie mów!- pogroził mu palcem.

……..

Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi, z każdym krokiem
bał się coraz bardziej. Czuł się winny. Zatrzymał się przy łóżku, spojrzał na
dziewczynę. Blada, podłączona do aparatury medycznej z zamkniętymi
powiekami, wyglądała tak młodziutko, niewinnie, dotknął jej dłoni- Przepraszam-
szepnął- naprawdę poczuwał się do winy. Zrozumiał jak bardzo Livia, musiała
czuć się przytłoczona, bezradna, samotna. Znał to uczucie! Przez chwilę
na nią patrzył,dotknął jej dłoni, usiadł na łóżku. Zauważył, że się budzi,
przetarł oczy, pochylił się nad dziewczyną- Hej- szepnął.

Livia, zamrugała powiekami, rozejrzała się i przerażona usiadła- Co się stało?!-
podniosła głos ale zaraz złapał ją duszący kaszel.

- Spokojnie- Paddy, pomógł jej się położyć, przykrył kołdrą- Jesteś w szpitalu-

- W szpitalu…- powtórzyła, próbowała zmusić umysł do wysiłku, zaczęła sobie
przypominać. Jęknęła, zakryła się kołdrą, jakby ciężar wspomnień ją przytłaczał.

- Sytuacja opanowana. Musisz odpoczywać ale wszystko jest w porządku-

- Chcę spać- odwróciła się, szczelnie okryła kołdrą.

Paddy, ponownie usiadł na wąskim łóżku- Zaraz sobie pójdę. Chciałem cię
przeprosić. To co powiedziałem…Nie myślę tak. Lubię cię. Zachowuję się w
ten sposób kiedy wszystko mi się wali, obwiniam innych, obrażam. Moi
przyjaciele śmieją się, że właśnie wtedy wchodzi ze mnie prawdziwy Paddy-
dalej leżała do niego tyłem, zamrugała powiekami, nie chciała płakać- Mam
trudny charakter i mało kto tak naprawdę mnie zna i toleruje- zaśmiał się.
- Na pewno bardzo się różnię od swojego wizerunku w mediach. Mam wady,
jestem rozkapryszony, mało samodzielny, najgorzej jest rano, po przebudzeniu
- uśmiechnęła się- Cierpię na syndrom Piotrusia Pana, tak to nazywa moja żona-
chrząknął, wbił palce we włos- Nie jestem do końca szczery, gram. Często
gram i to nie tylko na gitarze i nerwach- tym razem uśmiechnęła się szeroko,
otarła łzy- Moje życie składa się z kilku ważnych fundamentów. Bóg, wiara,
muzyka, rodzina, przyjaciele. Na samej górze tej krzywej piramidy jest moja
córka- otwartą dłonią otarł łzy- Jestem słaby. Bo jeśli któregoś fundamentu
zabraknie, piramida nie pochyla się lecz przewraca się. Nie zostaje nic, tylko
pył i żal. Nie potrafię funkcjonować bez żadnego z tych fundamentów. Jestem
z nich ulepiony. Każdy fundament ktoś kształtuje, Lena, Cleo, Luk, Bóg-

-Brakuje ciebie samego- odwróciła się, usiadła, spojrzała na niego. Ich wzrok
na kilka sekund spotkał się, zobaczyli w swoich oczach zrozumienie, akceptację.

- Przykre, nie?- zaśmiał się cierpko.

- Raczej takie dzisiejsze- odpowiedziała cicho- Taki dzisiaj mamy świat,
pokręcony, ludzie gonią za idealnym wyglądam, pozycją, nowym samochodem,
zatracamy gdzieś siebie. Kłamiemy żeby przetrwać, ranimy innych żeby zatuszować własne słabości, często nosimy maski- podciągnęła kolana pod brodę, czuła ucisk,
ból brzucha.

- Pięknie to  powiedziałaś- szepnął- Przepraszam cię- mocno ścisnął jej chłodną
dłoń.

- Możesz coś dla mnie zrobić?- spojrzała w granatową głębie jego oczu, skinął
głową.

- Nie wracajmy więcej do tego. Walcz o swoją rodzinę, ale ja chcę już zapomnieć-

Bez słowa przytulił ją, głaskał jej plecy- Wczoraj coś zrozumiałem. To co się
wydarzyło, między nami, rozpad mojego małżeństwa, twoje…Złe samopoczucie.
To tylko i wyłącznie moje wina. Przepraszam- pocałował jej czoło, wstał- Odpocznij,
pójdę już. Zajrzę jutro rano, odbiorę cię ze szpitala-

- Nie trzeba…-

- Ale chcę! Chociaż tyle mogę zrobić- wciąż trzymał jej dłoń- Wiesz, że znam jedną
osobę która nie gra i żyje pod prąd. To Jimmy. On po prostu taki jest. Jest szczery,
jest sobą- sam nie wiedział dlaczego wspomniał o bracie- Popełnia błąd ze błędem,
bywa chamski, kłótliwy i wcale się z tym nie kryje. Taki jest-

- To co robi z moją siostrą?- patrzyła na niego.

Paddy, wzruszył ramionami- Nie wiem. Albo ją kocha, albo ucieka od przeszłości-
zastanowił się- Ja, jestem perfekcjonistą, mam problem z przyznaniem się do winy,
a Jimmy, uwielbia popełniać błędy, wręcz uważa, że ma do tego prawo. I jakoś
nikogo specjalnie tym nie dziwi, potyka się, wstaje, idzie dalej. Czasem mam
wrażenie, że on już stracił to co najważniejsze i już mu nie zależy. Teraz trochę
bawi się życiem i jak zwykle na przekór wszystkim. Odpoczywaj- puścił jej dłoń.
- Będę jutro- uśmiechnął się.

Kiedy był już przy drzwiach usłyszał zdanie na które czekał od momentu kiedy
znalazł ją nieprzytomną- Nie chciałam się zabić- spojrzał na dziewczynę.
- Naprawdę nie chciałam- było jej wstyd- Trochę to wszystko mnie przerosło,
chciałam uciec, tak bardziej fizycznie, ale że nie nie bardzo mam dokąd-
przygryzła usta- To chciałam odpocząć chociaż psychicznie – wzruszyła
ramionami- Czułam się fatalnie, ktoś przeze mnie cierpi, zawiodłam.
Nie mogłam sobie z tym poradzić, źle spałam, chciałam odpocząć.
Przespać to?- zadała retoryczne pytanie – Ale chciałam się obudzić-
dodała pewnie.

- Wczoraj narobiłem tyle głupstw…- oparł się o drzwi- Wracałem od Leny,
zajrzałem do ciebie. Chciałem cię przeprosić…-

- To ty mnie  znalazłeś?- wydukała, czuła narastające napięcie.

- Tak. Ja-

- Uratowałeś mnie…-

- Można tak powiedzieć…Wcześniej cię dobiłem a później…Chciałem to odkręcić-
jakoś nie czuł się bohaterem. Oboje wiedzieli co chciała przespać i kto najbardziej
ją dobił.

-Dziękuję, że pomogłeś mi się obudzić- objęła rękoma kolana. Słyszała bicie
własnego serca.

- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że nic poważniejszego się nie stało,
że się obudziłaś- mrugnął do niej- Cześć- wyszedł. Poczuł się jakby właśnie
wyszedł ze spowiedzi. I tak nie był do końca z nią szczery. Cieszył się, że
nic jej się nie stało, że żyła ale też, że nie musiał dźwigać kolejnego ciężaru.
Właśnie taki był. Zamrugał powiekami, rozejrzał się i zastygł. Luk wraz z
Jimme, dziwnie mu się przyglądali. Chrząknął- Możemy jechać. Żyje. Jest
ok- wydukał.

- Dostałeś rozgrzeszenie?- zakpił Jimmy.

- Chyba tak- ruszył przed siebie.

- Tak myślę, że ten zakon to chyba nie był taki głupi pomysł. Przynajmniej
nikt się nie truł- Luk, objął przyjaciela ramieniem.

- Też się truły!- Jimmy, szturchnął go- To w końcu Paddy- westchnął.

- Czy ja jestem złym człowiekiem?- zaskoczył ich tych pytaniem.

- Szczerze?- Jimmy, zatrzymał się.

- Szczerze- przytaknął Paddy.

- Czasem mam wrażenie, że masz predyspozycje psychopaty!- odpowiedział
poważnie Jimmy.

- Bo mali ludzie są wredni- wtrącił Luk, popychając oburzonego Patricka w
stronę wyjścia.

- Już nigdy cię o nic nie zapytam!- burzył się obrzucając wściekłym spojrzeniem
zanoszącego się ze śmiechu brata- Idiota!-

………….

- Powiem tak…- Joey, ostawił pusty kufel- Spierdoliłeś to!- wbił wzrok w Patricka.

- On to wie- Jimmy, pomachał do brodatego barmana- To samo!- wrzasnął.

Paddy, chyba z pięćdziesiąty raz pożałował wyprawy do Blue. Po powrocie
ze szpitala, dał się wyciągnąć Jimmowi na piwo. Luk, został w domu, chciał
zostać z Elsą, która jak już wszyscy zauważyli zachowywała się dziwnie.
Nie zamierzał się zwierzać, szczególnie przed Angelo, ale Jimm, ze szczegółami
o wszystkim im opowiedział.

- Od samego początku ci mówiłem, że dajesz Lenie, zbyt wiele swobody- Joey,
oblizał usta z piany- Jej ucieczki…Pozwoliłeś jej na to i to był błąd. Spodobało
jej się i uciekła!- podsumował.

- Ty, coś bierzesz?- Jimm, wrzasnął- Ona nie uciekła, nie trenuje biegów jak
ty! Ona odeszła bo miała do tego powód!- sam zaczął żałować, że zadzwonił
po braci.

- Miejsce żony jest przy boku męża…- kontynuował nie zrażony- To normalne,
że w małżeństwie są problemy- podniósł głos- Ale małżeństwo do czegoś
zobowiązuje!-

- On ją zdradził- przypomniał mu cicho Jimmy, Paddy, przewrócił oczami,
czuł się jak widz przed telewizorem. Największą atrakcją tego wieczoru było
wyborne piwo!

- Podobno nie do końca…- Joey, wbił wzrok w Patricka.

- No bo to Paddy…- odpowiedział bez namysłu Jimmy.

Angelo tłumił śmiech- No właśnie to Paddy. Baby od zawsze właziły mu do
łóżka. Lena, była fanką, przyjaciółką rodziny, chyba była na to wszystko
przygotowana ?!- Joey, rozłożył ręce.

- Ty, jednak jesteś głupi- skwitował Jimmy, wygodnie opierając się o oparcie
krzesła- Zdrad ogólnie się nie wybacza. Tak się przyjęło-

- No ale to nie była typowa zdrada- sportowiec ściszył głos- Podobno-
bracia spojrzeli na lekko wstawionego już Patricka, który sprawił wrażenie,
nieobecnego.

- Nie przeszkadzajcie sobie- Paddy, zrobił gest dłonią – Śmiało, kontynuuj -
przeniósł wzrok z Joeya na Jimma- Nie potrafię nawet zdradzić, utrzymać
przy sobie żony, wysiedzieć w zakonie. Chyba coś ze mną nie tak-

- Od urodzenia- wypalił Jimma, ale zaraz ugryzł się w język- Słuchaj Paddy…-

- Wszystko z tobą ok- w końcu głos zabrał Angelo, a Padyy,jakby się ożywił.
- To dobrze, że nie zdradziłeś Leny, no nie do końca. Chociaż to co było między
tobą a tą dziewczyną…To dla mnie już zdrada- poprawił okulary.

- Dla mnie też- zgodził się z młodszym bratem Paddy, przysunął się bliżej stołu.

- To, że Lena, odeszła też rozumiem. Paddy, za tobą ciężko nadążyć, trudno
się z tobą żyje- blondyn zerknął na brata.

- Powiedział następca Dana- Jimmy, zanurzył usta w piwie.

- Może jestem podobny do ojca…I dzięki temu moja rodzina, świetnie funkcjonuje!-
blondyn rozłożył ręce- W domu, na scenie…-

- Z tą sceną bym się kłócił- chrząknął Jimmy, kołysząc się na krześle.

- Chyba ja wiem lepiej?- Angelo posłał mu groźne spojrzenie.

- No na pewno!- Jimm, kiwał głową robiąc śmieszną minę.

- Panowie! Panowie!- Joey, zastukał w stół- Paddy, Lenę, za włosy i do domu!-

-Bożeee- Angelo, zdjął okulary, Patrick, zakrył dłońmi twarz.

- Joey, kochany nasz- Jimm, obejmując brata ramieniem, masował palcem
czoło- Epoka kamienia łupanego minęła- zrobił zarys ręką w powietrzu- Dawno
temu, wyginęły dinozaury- reszta wybuchła śmiechem.

- Ja, mówię poważnie- poważna mina Joeya, tylko potwierdzała jego słowa.
- Może dobrałem źle słowa…-

- No raczej- zarechotał Jimmy.

- Kochacie się więc dlaczego chcecie się rozwieść?-

- Ja, nie chcę!- zaprzeczył Paddy, wyrywając Jimmowi, miskę z orzeszkami.

- Więc, nie ma tematu! Nie dasz jej rozwodu i zaciąg…Przywieziesz do domu-
wyjaśnił.

Angelo zanosił się ze śmiechu, Jimmy, trzymał się za brzuch- Ona jest adwokatem!-
pisnął blondyn.

- Prokuratorem! Idioto!- Jimmy, szturchnął brata.

- A to nie to samo?- również Joey zaczął się śmiać.

Paddy, patrzył na braci z szeroko otwartymi oczami- Mówicie o mojej żonie! Tak
was to bawi, że mi się życie rozwaliło?!- warknął- Wychodzę!- chciał wstać, ale
Jimm, mocno złapał go za ramię.

- Koniec żartów!- Jimm, uderzył w stół, przybrał poważną minę- Prawda jest taka,
że Lena, to mądra, inteligentna kobieta. Jeśli postanowi się rozwieść, zrobi to. I
na pewno nie da się ani zawieść ani zaciągnąć do domu!- spojrzał na Joeya, który
chyba nie do końca rozumiał powagę sytuacji- Lenie, chodzi o coś więcej niż o
Livię…-

-Było ich więcej?!- wrzasnął Joey pijąc piwo.

- Nie!- zaprzeczył poirytowany Paddy- Banda kretynów! Mieliście mi pomóc!-

- Mieliśmy napić się piwa i pogadać!- poprawił go Angelo- Nie było mowy o pomocy!
Co mamy niby zrobić? Sam musisz to załatwić! Zawsze potrzebowałeś sztabu ludzi
wokół siebie, radź sobie w końcu sam! Ile ty masz lat?!-

- Zaraz ci guzik strzeli- Jimmy, wskazał na brzuch blondyna- Musisz dać jej czas-
spojrzał na przygnębionego Patricka.

- Tak! Jasne! Daj jej czas!- rzekł z ironią Joey- Macie go w cholerę! Który to już
raz uciekła? Piąty?-

- Ona nie uciekła, odeszła- sprecyzował Jimm.

- Paddy,bardzo lubię Lenę!- Joey, przysunął krzesło bliżej brata- Naprawdę! Lubię,
szanuję, to wspaniała kobieta- Paddy, podniósł głowę, spojrzał na Joeya- Ale dałeś
jej za dużo swobody! Oczywiście z ciągnięciem za włosy, to był żart ale…Wiedziała
na co się pisze-

- I dzielnie to znosiła- rzekł cicho Paddy.

- Jesteś najlepszym z nas…- Angelo wraz z Jimmem, oburzeni zaczęli protestować.
- Zawsze tak uważałem i podtrzymuję to! Jesteś wyjątkowy! Dlatego ani razu nie odwiedziłem cię w zakonie! Bo nie mogłem się pogodzić z tym co cię spotkało!
Najlepiej śpiewałeś, byłeś w porządku…-

- On chciał mi żonę odbić!- wtrącił się Jimmy.

- Bo byłeś chujowym mężem!- Joey, szybko sprowadził go na ziemię.

Jimmy otworzył szeroko usta ale z wrażenia nie wiedział co powiedzieć.

- Byłeś i jesteś wyjątkowy. Wiesz to- wskazał palcem na Patricka- Ale jesteś
też cholernie trudny. Podobno prawdziwi artyści, właśnie tacy są- poklepał
go po ramieniu.

- Wychodzimy?- Angelo spojrzał na Jimma- Dosypują coś do piwa?-

- Wybrałeś sobie też wyjątkową żonę. W małżeństwie zawsze jeden błyszczy
a drugi ogrzewa się w jego blasku- teraz nawet Paddy, szeroko otworzył usta.

- Co dosypujecie do piwa?- wrzasnął Jimmy, zaglądając w pusty kufel.

- Nie wiem ale jeszcze raz to samo!- zawołał Angelo- Na trzeźwo nie da rady!-
pogładził włosy.

- Kira, Meike, Flo, Tanja, oni są z nami, ale za nami. Wiesz o co mi chodzi?-

- Lena, nie chciała błyszczeć- szepnął Paddy- Zawiodłem ją, skrzywdziłem -

- Pewnie tak, ale jak dla mnie takie małżeństwo nie przetrwa. Macie dwa różne
światy- Joey, poprawił szarą marynarkę- Tak ja to widzę- spojrzał na braci.

- Chciałem tylko przypomnieć, że Meike stoi za jakimś Ralphem a nie za mną-
Jimmy, wyszczerzył zęby w uśmiechu- To przeszłość,Joey. Masz jakiś problem
z teraźniejszością-

- Powinieneś być z Meike, to wspaniała kobieta. Idealnie pasuje, do…Nas. A
ty, powinieneś być z Joelle- Joey, podzielił się swoim zdaniem.

Jimmy, wypluł piwo z powrotem do kufla- Jeolle, nie żyje. Przegapiłeś coś?-

- Wiem, że nie żyje. Mówię tylko, że to była idealna kobieta dla Patricka-
odpowiedział spokojnie Joey.

- Zmieńmy temat- westchnął Paddy- Dosyć o mnie. Co u was?- spojrzał na braci.

- W sumie nudy. Nikt się nie truje, nie ucieka…- Joey, zrobił minę niewiniątka,
pozostali wybuchli śmiechem, nawet Paddy.

- Szykujemy się do trasy- odpowiedział Angelo.

- Słyszałem o sukcesie. Dortmund się wyprzedał, bilety na pozostałe miasta
idą jak świeże bułeczki. Cieszę się- to było szczere. Paddy, naprawdę się cieszył.

- Chcesz dołączyć?- wypalił Joey.

- Rozmawialiśmy już o tym!- naskoczył na niego Jimmy- Nie radzę- spojrzał na
Patricka, który zbladł jeszcze bardziej- Można się wykończyć! Z tej trasy nikt nie
wyjdzie cało! Są gorsi niż w przeszłości-

- W każdej chwili możesz to zrobić- Angelo spojrzał na brata- Drzwi są otwarte-

Zapadła cisza, Paddy, otarł dłonią twarz- Dziękuję…Za zrozumienie-

- Trzeba być wiernym sobie- rzekł z powagą Angelo- Potrzebowaliśmy dużo czasu,
może ty potrzebujesz go więcej-

- Myślę nad tym naprawdę. Ale jeszcze nie teraz- wyznał szczerze Paddy.
- Zazdroszczę wam tego! Nie sprzedanych biletów- roześmiali się- Raczej tego,
że potraficie wrócić! Razem! Do przeszłości- znów zapadła cisza- Wiem, że nie
robicie tego tylko dla kasy i podziwiam was za to!-

- Płyta jest dla kasy- rzekł nieskromnie Joey- Koncerty też, no może trochę-
puścił oczko.

- Naprawdę ciężko pracowałem nad moimi solowymi projektami- powiedział
Paddy- Po prostu podoba mi się to do czego udało mi się dojść. Samemu.
Zawsze chciałem to sobie udowodnić- dopił piwo- Jeśli chodzi o Lenę, to
bardzo ją kocham. Jest jeszcze Nina…- głos mu się lekko załamał- Macie
dzieci, my staraliśmy się prawie osiem lat. To cud-

- To nie cud Paddy, to seks- wyjaśnił Joey.

- Wcześniej też go uprawialiśmy!- Paddy, nie potrafił pohamować śmiechu.

- Może nie ta pozycja- sprecyzował Angelo.

- On wie co mówi!- rzekł Jimmy- Mógłby o tym uczyć- wszyscy sięgnęli po
pełne kufle.

- Będę o nią walczył! O rodzinę!- Paddy, uniósł swój w górę.

- Dokładnie! Za włosy!- żartował Joey.

- Jeśli zostanie łysa, Joey, zetnie swój kucyk. Dokleimy- śmiał się Angelo.

-Tylko wtedy możesz jej już nie chcieć!- Jimmy, objął brata- Wierzę w was!-

- Dziękuję- szepnął wzruszony Patrick.

- Tylko nie becz jak baba bo zacznę rozumieć Lenę!- Joey, zrobił groźną
minę.

- Po prostu musisz założyć nieco luźniejsze spodnie i pokazać Lenie, że
może na ciebie liczyć- szepnął Jimmy.

- Akurat ty coś o tym wiesz?- prychnął Paddy- A moją wąskie spodnie akurat
lubi!-

- Kiedy wracasz do Monachium?- zapytał Angelo odkładając kufel.

- Nie wiem. Muszę jeszcze raz porozmawiać z Leną. Ostatnia rozmowa
zakończyła się katastrofą-

- Mieszkasz u Elsy?- dopytywał blondyn.

- Tak-

- Myślałem, że u Jimma-

- Jimmy, przecież trzyma w domu eliksir młodości- rzekł Joey z ironią.

- A w ryj chcesz?- to był czuły punkt Jimma.

- Mieszkam u Elsy. Jak zawsze-

- Ok. Wpadnę…Kiedyś- rzucił luźno Angelo.

- Super- Paddy, ucieszył się.

- A w ogóle jaka jest ta Livia?- zapytał Joey.

- Normalna- odpowiedział Paddy i mimo, że nie było w tym nic śmiesznego,
przy stole rozległa się salwa śmiechu.

Dwie godziny później, Paddy, prawie słaniając się na nogach, spojrzał na równie
pijanego Jimma- Na pewno nie chcesz wejść?- wybełkotał.

- Nie. Idę do domu. Jak się umie pić to trzeba też umieć wrócić do domu-
podtrzymywał się furtki- Idź spać-

- Idę. Dzięki- Patrick, spojrzał na brata.

- Jesteś bardzo pijany?- zapytał Jimmy próbując się wyprostować.

- No chyba bardzo-

- Przepraszam-

- Za co?-

- Za to przed wyjazdem. Za sytuację z Niną-

- Już o tym zapomniałem. Przebiłem cię. Idę!- chwiejnym krokiem wszedł do
domu przyjaciół.

Jimmy, jeszcze przez krótką chwilę patrzył za bratem, po czym ruszył przed
siebie.

………………….

- Uspokój  się- Elsa, postawiła na stole, dwa kubki z kawą.

- Jestem spokojna!- odpowiedziała Lena, poprawiając kołnierzyk od koszuli
w kolorze chabrów.

- Wychodzimy!- Luk, zajrzał do kuchni, Elsa, nawet na niego nie spojrzała,
za to Lena, wbiła w niego wzrok.

- Wiem, że nie muszę cię o to pytać…Ale zapytam. Nie zabierasz jej na spotkanie
z Paddym?-

- Nie- odpowiedział Luk- Paddy, wyszedł godzinę temu. Dzwonił, że wróci
dopiero wieczorem. Jedziemy na mecz Lucasa, jest ładna pogoda, zajmę się
Niną- Lena, podeszła do wózka, pocałowała córkę- Odpoczniesz-

- Ok. Uważajcie. Po meczu, przywieź ją do mnie- poprosiła.

- Nie zostaniesz tutaj?- zerknął na żonę, ale ta sprawiała wrażenie nieobecnej.

- Nie. Za chwilę wracam do siebie, nie chcę natknąć się na Patricka- potarła
ramiona.

- Ok. Do później- wszedł do kuchni, musnął włosy żony, zero reakcji. Przytulił
przyjaciółkę.

- Kiedy zamierzasz mu powiedzieć?- Lena, spojrzała na blondynkę, ta wzruszyła
ramionami- Jesteś w ciąży, on musi wiedzieć! Musisz złożyć zawiadomienie!-

Elsa, zatkała dłonią usta- Nie chcę o tym rozmawiać- szepnęła.

- Bo ja mu powiem!-

- Zajmij się Paddym, ok?!- Elsa, podniosła głos- Miałyśmy rozmawiać o tobie!-

- Powiedziałam ci już jak zachował się Paddy! Nie ma o czym rozmawiać!-

- Jednak usunę. Tak postanowiłam- wyrzuciła z siebie- Obiecałaś mi pomóc-
stały na wprost siebie.

- Elsa…-

- Obiecałaś!- z oczu blondynki popłynęły łzy.

- Ok. Pojadę z tobą- szatynka przytuliła ją- Wszystko się ułoży- naprawdę chciała
w to wierzyć.

- Livia, wczoraj chciała się zabić- powiedziała Elsa, ocierając łzy.

- Mój Boże!- Lena, przycisnęła dłonie do twarzy- Co ty mówisz?!- musiał usiąść.

- Paddy, ją znalazł w ostatniej chwili. Żyje- blondynka również usiadła, sięgnęła
po wafle z dżemem.

- Ale dlaczego? Dlaczego to zrobiła?- Lena, była przerażona.

- A co mnie to obchodzi?!- Elsa, podniosła głos- Nie wiem!-

- Boże, jak mogła to zrobić? To młoda, mądra dziewczyna…-

Elsa,przestała przeżuwać- Mówimy o Livii, o tej samej która uwiodła ci
męża! Hallo!- pomachała rękoma.

- Przestań!- szatynka, zaprotestowała ostro- Paddy to nie Lucas. To dorosły
facet który ma swój rozum! Nie rozumiem kobiet, które wieszają psy na kobiecie
z którą zdradził ich mąż…- była zła.

- Przepraszam a czego nie rozumiesz?- Elsa, zmarszczyła brwi, dotknęła opatrunku.

- Elsa, na Boga, to Paddy, jest żonaty, ma żonę, dziecko…To głównie jego wina!
Najlepiej całą winą obciążyć kobietę a facet, niewinny! Biedaczek, nie miał wyjścia!-
czasem miała ochotę potrząsnąć przyjaciółką.

- Skoro tak chcesz to widzieć- Elsa, wzruszyła ramionami.

- Pracowała u ciebie, twoje dzieci ją uwielbiają, naprawdę ciebie to nie rusza?-

- Jakoś nie specjalnie! Wybacz ale mam własne dramaty!- przełamała wafle
na pół.

- Przepraszam- Lena, próbowała się uspokoić- Ale bardzo poruszyło mnie
to co zrobiła Livia. Lubiłam ją, nawet bardzo- objęła dłońmi kubek- Paddy, nie
jest tego wart- upił łyk.

- Lena, przemyśl ten rozwód jeszcze…-

- Strasznie żal mi Livii- szatynka, wstała, wyszła z kuchni, udała się do salonu.
- Wyjdziemy do ogrodu?- spojrzała na blondynkę.

- Możemy- Elsa, założyła szary sweter.

…….

- Gdzie jesteś?- Luk, spojrzał na swój telefon- Jestem z Niną, na meczu Lucasa-

- Odbieram Livię ze szpitala- Paddy, wysiadł z taksówki- Proszę zaczekać- zwrócił
się do kierowcy- Odwiozę ją i przyjadę. Daj mi pół godziny, powinna być już gotowa-

- Ok- Luk, rozłączył się i spojrzał na Mary.

- Nie powiem o niczym cioci Lenie- odpowiedziała rezolutnie dziewczynka- Mamie
też nie powiem. To nie jest kłamstwo, tylko milczenie- fotograf przytulił do siebie
córkę.

………..

- Niedaleko otworzyli nową cukiernię. Przejdziemy się?- Lena, założyła ciemne
okulary.

- Nie chce mi się- jęknęła Elsa, najchętniej nie wychodziłabym z domu.

- Chodź!- wzięła przyjaciółkę za rękę- Pomyśl tylko, szarlotka z lodami- kusiła.

- Sernik- Elsa, oblizała usta- Ok- zatrzasnęła za sobą furtkę.

Po drugiej stronie ulicy, Paddy, pomagał wysiąść Livii, z taksówki. Dziewczyna
potknęła się o rozwiązane sznurówki, podtrzymał ją. Wyglądało to tak jakby ją
przytulał, trzymał za rękę. Patrzyli na siebie, on jakby czule dotykał jej twarzy.

- Przecież Livia, to anioł, nie można mieć do niej pretensji- do umysłu Leny,
wdarły się słowa Elsy- Kupmy ciasto i zanieśmy jej. Trzeba dbać o bliźnich-

1 Komentarz

  1. Kurcze nie myślałam że to napisze ale polubiłam Liwie. Patrick chyba nigdy przed Leną aż tak się nie otworzył. Nie przyznał się do swojego charakteru.
    Rozmowa braci w barze przezabawna – czytałam ją trzy razy.
    Czekam na ciąg dalszy. Czuję że się będzie działo!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.