Rozdział 269- Thinking About You

Chyba mogę powiedzieć , ze najlepsze koncerty na jakich byłam od 10 lat ❤️Jimmy ❤️Brak mi słów ❤️Wena wróciła , marzenia i wspomnienia tez ❤️Cóż chyba wskrzeszę Ninę ❤️A może Jimmy, już na dobre o niej zapomniał i należy mu się kolejna , nowa, stara wielka miłość ❤️Jedno jest pewne – Kelly Wrócili w pięknym stylu a Jimmy, jedyny, najlepszy, wspaniały ;) Chyba ostatni w miarę spokojny
rozdział, a później się zobaczy ;) Pozdrawiam !!!

…….

Odwróciła wzrok, niczym odurzona ruszyła przed siebie, zła na siebie, zatrzymała się. Zerknęła przez ramię, wciąż stał w tym samym miejscu, nie poruszał się, tylko na nią patrzył.

Zatrzymała się przy ławce, postawiła obok swój bagaż, przewiesiła kurtkę. Podeszła bliżej szklanej ściany, Jimmy zrobił to samo- O co chodzi?- zapytała beznamiętnie.

- Chciałem cię zobaczyć- wbił wzrok w jej twarz, spod okularów wyłaniał się spory czerwono fioletowy siniec- Przepraszam-

- Wiem, że nie zrobiłeś tego specjalnie…- chciała zakończyć tę rozmowę.

- To mnie nie tłumaczy- wbił wzrok w nieco przybrudzone płytki.

- Ok, Jimmy nie roztrząsajmy tego- westchnęła, skrzyżowała ramiona. – Za chwilę
mam lot, chcę jeszcze napić się kawy- rozejrzała się.

- Wciąż cię krzywdzę-

- Widocznie taki mój los- chciała się roześmiać ale jej nie wyszło- Bywało gorzej-
spojrzał na nią.

- Dużo myślałem- zauważył jej ironiczne spojrzenie- Sebastian miał rację. To nie
moja sprawa, nie mam prawa się wtrącać- chrząknął.

- Nie masz- rzekła cicho.

- Sam nie wiem co mną kierowało- poczuła delikatne ukłucie, gdzieś w okolicy
serca- Przepraszam Cleo. Zawsze chciałem tylko twojego szczęścia, naprawdę- wierzyła mu, chłonęła każde jego słowo- Skrzywdziłem cię, w typowy dla siebie
sposób. Tak krzywdzę osoby które naprawdę kocham. Jeśli przy Sebastianie
będziesz szczęśliwa, to trzymam za was kciuki-

- Nie jesteśmy razem- usłyszała swój głos, ich wzrok spotkał się.

-Może od początku to z nim powinnaś być- wyciągnął przed siebie dłoń, dotknął
szklanej szyby- Naprawdę zależy mi żebyś była szczęśliwa. Tak jak kiedyś chciałem szczęścia…- urwał.

- Niny?-

- Tak- nie chciał kłamać.

- I była szczęśliwa?- zapytała cicho.

- Na swój sposób tak-

Uśmiechnęła się smutno- Nie chcę takiego szczęścia, Jimmy. To nie dla mnie.
Wracaj do  Niki- patrzyła mu w oczy- Byłeś moim błędem- wiedziała, że go rani.
To on przyszedł się z nią pożegnać, co miała mu powiedzieć? Że nie może o nim zapomnieć?-Trzymaj się- odwróciła się i odeszła.

Po jej policzkach spłynęły łzy, ale Jimmy, już tego nie widział. ….

Dwie godziny później, przekręcił klucz w zamku, cicho wślizgnął się do mieszkania. Zapalił światło w salonie i zauważył zwiniętą w kłębek Nicol, zmieszał się- Nie śpisz? -wiedział, że czeka ich poważna rozmowa. Nie bardzo chciał aby odbyła się ona tego wieczora ale czuł, że jej nie uniknie.

- Nie śpię- usiadła, opuściła nogi na ziemię- Nie zapytam gdzie byłeś bo i tak mi nie odpowiesz-rzekła, ze sarkazmem w głosie- Więc nie zapytam…Nie zapytam cię już
o nic- wstała- Odchodzę Jimmy. Nie potrzebujesz mnie- chciała go minąć ale zacisnął dłoń na jej nadgarstku- Zostaw mnie- poprosiła cicho.

-Porozmawiajmy- poprosił cicho, nie widział jej cwanego uśmiechu na ślicznej buzi.

- Za późno- przygryzła usta.

- Przepraszam Niki- pociągnął ją z powrotem na kanapę, niechętnie usiadła.

-Przepraszam- powtórzył- Masz prawo pytać mnie gdzie byłem, co robiłem i chodzić
ze mną na imprezy- dotknął jej dłoni- Jesteśmy razem-

- Po czym wnioskujesz, że jesteśmy razem?- patrzyła mu w oczy- Byliśmy, ale nie jestem pewna czy nadal jesteśmy. Tak na pewno nie wygląda związek-

- Masz rację- pokiwał głową- Przestraszyłem się…Bardzo mi na tobie zależy, problem
w tym, że ja uciekam od przeszłości…A przeszłość coraz mocniej do mnie wraca-potarł nos- Pomieszało mi się w głowie. Dowiedziałem się, że w Afryce podrywałaś Patricka- patrzył w jej ciemne niczym noc oczy- A ja od zawsze mam z nim problem…-zaśmiał się gorzko- Uciekam przed wspólnym mianownikiem…Nina, Cleo, rywalizacja…-

- Tylko, że to nie ja rozbiłam małżeństwo twojego brata- przerwała mu- Nie widzisz
tego? Oczerniła mnie przed wszystkimi, uśpiła waszą czujność, zyskała zaufanie i
pach! Wystrzeliła z broni- Niki klasnęła w dłonie- Taka właśnie jest Livia. Myślałam,
że kto jak kto, ale ty nie dasz się na to nabrać. Bo sam zawsze byłeś tym gorszym…
A raczej za takiego byłeś uważany- uśmiechnęła się ciepło- A dzisiaj to ty wracasz
na scenę z rodziną…Jesteś ok, Jimmy- odsunęła jego dłoń- Ale nie chce mi się już
tego powtarzać, przekonywać cię, siedzieć samej w domu…To nie ma sensu- odgarnęła ciemne, gęste włosy.

- Niki, nie odchodź- poprosił cicho- Daj mi ostatnią szansę. Zaniedbałem cię i dalej nie będę miał dla ciebie czasu. Za ponad miesiąc Dortmund, na dniach płyta, promocje ale chcę żebyś była tam ze mną- przytulił ją mocno. – Jutro pójdziemy razem do Patricii na obiad, ok?- kiwnęła głową.

- Ostatnia szansa-

- Ostatnia- pocałował ją.

………….

Telefon nie przestawał dzwonić, to na pewno Cleo albo ktoś z wytwórni! Goniły go terminy, za kilka dni premiera jego płyty a on jeszcze nic nie napisał, ani jednej nuty,
krótkiego słowa, melodii. Leżał na wąskim łóżku w studio. Zabarykadował się w nim
bo ze wszystkich stron się do niego dobijali. Fani otoczyli budynek a telefon nie przestawał dzwonić!- Cicho!- wrzasnął. Tępy huk skutecznie go rozbudził!

Przerażony rozejrzał się…Znał ten pokój! To na pewno nie było studio…Duży, przestronny, jasny…Sypialnia Luka i Elsy! Poderwał się na równe nogi! Zabiją go!
Miał zakaz wstępu do ich sypialni a on w ubraniach i butach przytulając się do
butelki spał w ich pościelach! Zabiją go! Przetarł oczy…I wrzasnął na dźwięk
dzwonka! Ktoś jednak dzwonił! Zaczął szukać telefonu…Rozładowany! Ktoś
dobijał się do drzwi! Wybiegł z sypialni! Pewnie Jimm! Zbiegając ze schodów
przypomniał sobie wydarzenia minionego wieczora! Urodziny Leny, jej rodzice,
Jimmy, Cleo…- Boże, spraw żeby to wszystko mi się śniło!- wrzasnął- Idę!-
przechodząc przez hol zerknął na zegar w kształcie sowy. Dochodziła jedenasta! Podrapał się po głowie. I jeszcze ten goguś w kraciastej marynarce! Zahaczył
o własne buty- Już ja ci dam moją żonę!- wygrażał się. Kogoś mu przypomniał…
Jakiegoś aktora, ale sam nie wiedział którego! Zbyt wielu nie znał…Zatrzymał się
na Rambo…Zerknął w ekran od monitoringu i prawie padł trupem z wrażenia. W
progu stał Angelo w śmiesznym kaszkiecie na głowie! Paddy, rozejrzał się, dotknął
kurtki…Pewnie będzie gadał, przewrócił oczami, ale wbił kod od alarmu i otworzył.

- O hej! Właśnie wybierałem się do…Sklepu…Po bułki…- wydukał.

- Mogę wejść?- blondyn wpakował się do środka.

- Jasne!- wizyta brata ucieszyła go takk samo jak przeraziła. Angelo nie miał w
zwyczaju wpadać na kawkę a już na pewno nie do niego!

- Jak się udały urodziny Leny?- objął Patricka wzrokiem.

- Całkiem…- Paddy nabrał powietrza by po chwili je wypuścić- Istna katastrofa!-
opadł na kanapę- Jedna z największych katastrof…A, że już kilka przeżyłem to
musiało być naprawdę fatalnie- wyciągnął nogi na stół.

- By cię Elsa widziała…- Patrick na dźwięk imienia przyjaciółki, szybko zdjął nogi.

- Rozgość się- wskazał na fotele. Blondyn z dziwnym wyrazem twarzy zrzucił z fotela różowe bokserki Patricka i usiadł- Obawiam się, że za rok Elsa będzie musiała szukać nowego domu…- rozejrzał się.

- Nie przesadzaj!- oburzył się Paddy, wbił dłoń we włosy- Jutro zamówię kogoś od sprzątania…- widząc wzrok brata, dodał- No co?! Ludzie potrzebują pracy!-

Angelo nie skomentował, poprawił okulary- Dawno tutaj nie byłem, Elsa, przemeblowała dom, jest nowocześnie ale…Jakby nic się nie zmieniło. Lubiłem ten dom, tyle wspomnień -.rozciągnął ramiona- Lubiłem tutaj przychodzić, pamiętam, że było tutaj tak…Normalnie…-

- Od tej pory wiele się zmieniło- prychnął Paddy znów kładąc nogi na stole.

-Uciekaliśmy tutaj. Biegiem z taksówki…To były czasy- pokiwał głową blondyn. Paddy, podłożył pod głowę poduszkę, kiedy Angelo zaczynał wspominać… Zapominał o czasie.
- Elsa, miała wspaniałą rodzinę. Jej rodzice zawsze serdecznie nas przyjmowali, nigdy się nie skarżyli, że za płotem koczują paparazzi, że sąsiedzi się skarżą. Trochę jej zazdrościłem. Miała normalną rodzinę, szkoda, że nikt już nie żyje- Paddy, z wrażenia uniósł głowę. Faktycznie. Rodzice i siostra Elsy już nie żyli. Poczuł się jakoś dziwnie.

- Jestem pewien, że Elsa oddałaby wszystko żeby byli dzisiaj z nią- rzekł cicho Angelo.

- No na pewno- podsumował Paddy- My też straciliśmy rodziców- wbił wzrok w sufit.

- Ale mamy siebie-

- Elsa, też ma rodzinę. Męża, dzieci-

- Tak. Ma wspaniałą rodzinę- zgodził się z nim Angelo- Do niedawna myślałem, że
Kira i dzieci to moja rodzina, że tylko oni są moją rodziną. Zapomniałem jaką mamy wielką, wspaniałą rodzinę – Paddy, zastanawiał się kogo on uważa za najbliższą rodzinę? Lenę i Ninę. Które każdego dnia tracił coraz bardziej. W końcu z każdym z rodzeństwa miał poprawne relacje, długo o to zabiegał, ale czy z kimś był szczególnie blisko? Chyba najbliżej był…Jimmy? – Nagraliśmy płytę, za tydzień premiera. Później Dortmund. Chcę żebyś wiedział, że masz otwartą furtkę- wzrok braci spotkał się.

- Angelo, nie zaczynaj…-

- Chcę tylko żebyś to wiedział- zaznaczył Angelo- Wiem, że finanse są ważne.
Myślałem nad tym…-

- I tak bym nie dostał tyle ile bym chciał- wyrwało się Patrickowi. Angelo, zamilkł.
- To nie tak- Paddy, usiadł- Rozmawialiśmy już o tym. Nie chcę. Goni mnie czas,
niedługo premiera mojej płyty, nie mogę jej nagrać, Lena, odeszła. To nie najlepszy
czas- spuścił wzrok.

- Wstydzisz się nas ?- Paddy, zesztywniał, wstrzymał oddech.

- Zwariowałeś?- wykrztusił z siebie.

- Nawet nas nie wspierasz…-

- Wspieram! Angelo, na Boga!- Paddy, wstał, poczuł suchość w gardle- Mam terminy,
umowy! Niedawno wróciłem z Afryki gdzie nagrywałem program, trasa, płyta i
problemy w małżeństwie! Skąd mam brać czas?- spojrzał na młodszego brata.
- Odciąłem się od Kelly Family, zespołu, ale nie od rodziny- patrzył bratu w oczy-
Idę dalej. Sam-

- Ok. Rozumiem. Szanuję twoje zdanie- Angelo również wstał- Rozumiem też twoje
obawy, sam przez lata nie chciałem wracać. Bałem się tego. Temat z roku na rok
wracał, zawsze było albo wszyscy albo nikt. Bałem się wrócić bez ciebie, bałem
się pracy z Jimmem, że znów nawali. Jego życie jest dość…Zakręcone- uśmiechnął
się- Ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Pilnuje terminów, nie spóźnia się,
nie kłóci, jest trzeźwy. Kończy swoją trasę, nagrywa z nami…-

- Czyli prawdziwy anioł!- Paddy, nie mógł powstrzymać się od ironii- Jimm, bohater!-

- Tego nie powiedziałem-

- Angelo, nie będę rozmawiał o Jimmie. Jest niczym wrzód na tyłku,przez ostatnie
lata nie musiałeś go znosić-

- Jimm, się zmienił!-

- Bardzo!- roześmiał się Patrick- On się co chwile zmienia…Na chwilę!-

- Chodzi o niego? Nie chcesz z nim grać?!-

- Nie!- wrzasnął Patrick- Chcę grać sam! Z moim zespołem! Mam inne pomysły,
nie chcę znów śpiewać naszych starych utworów! Skończyłem z tym!- czuł, że
traci cierpliwość.

- Ok!- Angelo, otarł twarz- Nigdy więcej nie wrócę do tego tematu. Ale coś ci
powiem…Znowu się gubisz, zatracasz, jesteś pełen sprzeczności! Sam nie
wiesz czego chcesz, czego szukasz…Jesteś sam-

- Nie jestem sam! – odciął się Patrick- Mam Cleo, Lenę, Luka…-

- Gdzie oni teraz są?- Angelo rozejrzał się.

- Wrócą!-

- Paddy, masz rodzinę!-

- Angelo, daj spokój!- Patrick, uderzył dłonią w komodę obok której przechodził.
- Myślisz, że było mi łatwo wrócić? Wywiady, ścianki, fanki, zdjęcia, nie chciałem
tego! Okazało się, że bez tego się nie da! Ok, może zaszumiało mi w głowie, ale
nie popełnię błędów z przeszłości! Mam wszystko pod kontrolą!- wiedział, że Angelo
mu nie wierzy.

- Jesteś szczęśliwy?- blondyn podszedł bliżej.

- Tak. Jestem- sam nie wiedział czy jest czy nie. Wszystko znów się waliło, niczym
domek z kart.

- Dziwnie pojmujesz szczęście, ale …Ty, właśnie taki jesteś. Dziwny- poklepał go
po ramieniu- Ja, jestem bardzo szczęśliwy. Mam wspaniałą żonę, dzieci, śpiewam
z rodziną. Bałem się tej chwili kiedy wejdziemy wspólnie do studia, na scenę- zamyślił
się- Bałem się kłótni. Kompromitacji przed tobą, fanami. Ale jest cudownie,  jest tak
jak na początku. Jak w 94. Kiedy jeszcze było normalnie. Patrzę na ciebie i mam
nadzieję, że damy radę, nie zgubimy się w tym tak jak ty- nieporadnie przytulił do
siebie brata. Wpadnij kiedyś- zatrzymał się przy drzwiach- Napisałem coś dla
ciebie- położył kartkę na parapecie okna po czym wyszedł.

Paddy, powoli podszedł do okna, objął wzrokiem pierwsze wersy ”Miałem kiedyś
brata. Jedynego. Wspaniałego. Był moim przyjacielem, powiernikiem, był moim
idolem. Zapytasz co z nim? Czy umarł? Nie. Ma się dobrze. Nawet bardzo. Dalej
jest moim bratem. Ale już nie jedynym a jednym z wielu…” Dalej nie czytał. Nie
chciał znać tekstu, te słowa bolały, ale wiedział jedno. Wiedział, że i tak do nich
nie wróci.

……………………………..

- Jeszcze ziemniaków?- zapytał Jimmy uśmiechając się do Nicoli, pokiwała
głową.

- Pyszne jedzenie- powiedziała, przełykając, wbiła wzrok w Patricię- Wspaniale
gotujesz! Wszystko jest takie dobre, smaczne…Trochę inne w smaku- oblizał
usta.

- To stare przepisy. Mojej mamy- Patricia, próbowała być miła ale nie mogła
znieść dziewczyny swojego brata. Kiedy zadzwonił, że przyjdzie na obiad
razem z Nicol, nie chciała się zgodzić, ale nie chciała znów stracić brata!

- Wow! Super! Musisz mi je koniecznie dać!- zajadała się ziemniakami z
boczkiem w śmietanowej zalewie- Nie wiem czy Jimmy, wspominał- musnęła
jego usta- Ale byłam, jestem waszą fanką!- pisnęła radośnie- Chcę wasze
autografy, zdjęcia, ale będzie kosmos! – wszyscy wbili wzrok w Jimma.

- Nie mam zwyczaju robić zdjęć z fanami w swoim domu- Patricia, odłożyła
białą, haftowaną ścierkę na stół.

- Jakimi fanami?!- oburzyła się brunetka- Jesteśmy już prawie rodziną!-

- Prawie to znaczna różnica- chrząknął Joey, Jimmy, nawet bał się spojrzeć w
stronę brata.

- Gdzie ty ją znalazłeś?- szepnął oniemiały Angelo – Rozdawali w supermarkiecie
na poprawę humoru?- Jimm, zgromił go wzrokiem.

- Musicie mi wybaczyć, ale jestem taka podekscytowana!- Niki, była w sowim
żywiole, nie widziała ironicznych spojrzeń. Właśnie zaczynał się jej czas!

- Co sądzisz o naszym powrocie? Opinia fanki- Joey, wbił w nią wzrok, a Jimmowi
utknął widelec w gardle.

- No mega niespodzianka! Istne szaleństwo!- klasnęła w dłonie- Jeszcze jak
założycie wdzianka sprzed lat…- Patricia, ostentacyjnie westchnęła.

- Minęło kilkanaście lat, nie zmieścimy się już do nich- wykrzywiła usta w uśmiechu.

- John, na pewno wskoczy w swój strój, mój pączuszek jest na diecie- dotknęła
dłonią brzucha Jimma, spojrzała na rodzeństwo- No a reszta za Joeyem!- parsknęła
śmiechem, Jimm, odpiął guzik w koszuli- Angelo, tylko nie skacz w tłum- mrugnęła
figlarnie- No i na pewno wielką stratą jest brak Patricka, ale dacie radę!- urwała
kawałek placka z makiem.

- Jesteś jego fanką?- zapytał John.

- Oczywiście! Jestem fanką Kelly Family- odparła dumnie.

- Zamilcz- szepnął  spocony ze stresu Jimmy- Zamilcz kobieto-

- Pójdę po Barby- Patricia, wstała od stołu.

- Naprawdę macie tu Barby?!- wrzasnęła podekscytowana- Barby!!! Kocham ją!-

- Co ty wyprawiasz?!- Jimmy, szarpnął ją za rękę, zaciągnął do kuchni- Ośmieszasz
mnie!- naskoczył na nią.

- Cieszę się, że tu jestem! Co w tym dziwnego?!- nie rozumiała- Idź po Barby! -
szturchnęła go- Myślałam, że jest w jakimś zakładzie dla obłąkanych czy coś!-

Tego było już byt wiele, Jimmy, niczym wściekłe zwierzę, rzucił w nią torebką
i żakietem- Idziemy!-

- Nigdzie nie idę!- oburzyła się- Zostaw mnie! I zawołaj Barby!-

- To nie jest rzecz ani zwierzę które można pooglądać czy dotknąć!- wycedził
przez zęby.

- Chcę ją poznać!-

- Zapomnij!- popchnął ją w kierunku drzwi.

Na zewnątrz Niki uderzyła w krzyk- Jak ty mnie traktujesz?! Co oni sobie o mnie
pomyślą?!-

- Nie martw się , na pewno mają o tobie wyrobione zdanie!- prychnął Jimmy, idąc
w stronę zaparkowanego samochodu.

- To moi idole, może zareagowałam emocjonalnie, ale to chyba normalne!- szła za
nim- Nie wybaczę ci tego!-

Odwrócił się i spojrzał na nią- Wiesz co ? Chyba nawet nie chcę!- otworzył drzwi.

-Jimmy, wracamy!-

- Wracamy, ale do domu!-

Obrażona wsiadła do samochodu- A teraz coś ci powiem. Barby, to moja ukochana
siostra. Nie pozwolę jej skrzywdzić!- w samochodzie było ciemno, wyraz twarzy
Jimma, przeraził ją- Zapamiętaj to sobie!-

- Czy ja chciałam ją skrzywdzić?!- wydarła się- Chciałam ją tylko poznać!-

- Nie w taki sposób!- ryknął.

- A w jaki?! Jakoś twoja brzydka żona i psychiczna żona, ją znały! A ja ? Albo
siedzę sama w domu albo…- zamilkła widząc rękę Jimma, uniesioną do góry.

Zatrzymał ją tuż przy jej policzku- Wychodzę bo zrobię ci krzywdę!- zostawił
kluczyki w stacyjce i ruszył przed siebie.

…..

Patrick, rozwalony na kanapie popijał whisky, oglądał koncert Stinga. Co
chwilę zerkał na kartkę którą zostawił mu Angelo. Czuł złość, dlaczego
kiedy jego kariera kwitła, miał wracać na stare śmieci? Ktoś zadzwonił
do drzwi- O nieeee- to pewnie Jimmy, pomyślał. Jeszcze go tu dzisiaj nie
było a dochodziła osiemnasta. Niechętnie powlókł się w stronę drzwi,
ten dom zdecydowanie przyciągał ludzi, ciągle ktoś dzwonił do drzwi!
Otwierając, zamarł! Od razu rozpoznał Adama, ich prawnika- Niczego
nie podpiszę- wydukał.

Straszy mężczyzna, wręczył mu plik dokumentów- Patrick, naprawdę
mi przykro, że widzimy się w takich okolicznościach. Lena, przesyła
dokumenty w sprawie separacji. Pół roku. Trochę wcześniej będzie
wnioskowała o rozwód. Nie dostaniecie go od razu, ponieważ macie
małe dziecko, ale po okresie separacji, nie powinno być problemu-
pokłonił się i odszedł.

Paddy, zamknął drzwi, spojrzał na dokumenty, miał dość! Odechciało
mu się wszystkiego! Lena, nie żartowała! Rzucił je na stół i opadł bez
sił na kanapę. Sam nie wiedział co robić? Jak ją przekonać, jakich
argumentów użyć? Jeśli Lena, naprawdę chciała tego rozwodu, to
rozwiedzie się z nim…I co dalej? Zostanie sam? Spojrzał na wibrujący
telefon, dzwonił Luk.

- Umieram- westchnął Paddy do telefonu.

- Przestań się nad sobą użalać- usłyszał głos przyjaciela. Uśmiechnął się.

- Kiedy wracasz?-

- Dopiero wyjechałem!-  Luk, roześmiał się.

- Wszystko się wali…-

- Paddy, nie po raz pierwszy. Uspokój się. Mam mało czasu, idź do mojego
gabinetu- muzyk skrzywił się, zerknął w stronę schodów. Dwadzieścia cztery
schody! Ociągając się wstał- W moim sejfie, podam ci szyfr, są dokumenty.
Potrzebuję ich-

- Ok- Paddy, wbił kod- Whisky!- wrzasnął.

- Unikatowe. Nawet nie dotykaj!- usłyszał poważny ton Luka, już wyciągnął
dłoń ale cofnął ją. Dalej Luk, instruował go która teczka, co ma mu przeczytać,
przesłać- Ok.Dzięki. Nie mam dzisiaj czasu, zadzwonię jutro i pogadamy, ok?-

- Ok- odpowiedział smętnie Paddy. Usiadł przy biurku, dosłownie utonął w
skórzanym fotelu przyjaciela. Odłożył wąską teczkę, z szuflady wyjął kopertę,
zaadresował ją, włożył do niej jakiś dokument dotyczący wystawy i zakleił.
Wstał, zajrzał do sejfu, w równym rzędzie stały obok siebie, kolorowe zeszyty.
Pamiętniki Niny, poczuł ciepło w okolicy serca. Włożył teczkę do sejfu, kiedy
wyjmował dłoń, zahaczył o inne teczki, segregator, wzdychając pochylił się
aby pozbierać kartki z podłogi. Spojrzał na zdjęcie Niny. Wziął je do rąk.
Znał to zdjęcie, zrobił je Luk. Zdjęcie było piękne, ona była piękna, obrysował
palcami kontury jej twarzy, dotknął policzka. Zalała go fala tęsknoty, brakowało
mu jej bardzo! Właśnie teraz, w tym trudnym momencie. Usiadł na podłodze,
zauważył zieloną, wąską teczkę. Nina Kelly. Zajrzał do środka. Dokumentacja
medyczna. Mimo iż Nina, była żoną Jimma, wszędzie upoważniała Luka.
Kochał ją chyba od zawsze, od dnia kiedy zobaczył ją na koncercie, a może
nawet wcześniej? Śnił o niej, marzył…Dla niej mógł góry przenosić, iść na
wojnę, poróżnić się z bratem, rodziną, odejść z zespołu. Mimo wszystko
zostawił ją, kochała Jimma, nie mógł dłużej udawać, że tego nie widzi. A
może popełnił wtedy błąd? Może gdyby jej wtedy nie zostawił, może w
końcu by za niego wyszła? Może by dzisiaj żyła? Jak by wyglądało ich życie?

Obok jego stóp leżało jeszcze jedno zdjęcie. Nigdy wcześniej go nie widział.
Uśmiechnął się, Lena, Nina i Elsa. Wodził palcem po ich twarzach. Oprócz
jego sióstr, trzy najważniejsze kobiety w jego życiu. Jedna była jego przyjaciółką,
druga żoną i miłością jego życia, trzecia…Była wszystkim. Była marzeniem.
Co by zrobił gdyby Nina wróciła? Oczywiście było to niemożliwe. Ale gdyby
stanęła w drzwiach tego domu, sam był na zakręcie życiowym…Jimmy, by
oszalał a on? Sam nie wiedział dlaczego to zrobił, ale dotknął palcami swoich
ust a następnie dotknął ust Niny na zdjęciu.

- Co ty, kurwa robisz?!- głos Jimma, wyrwał go jakby ze snu. Wróciła szara
rzeczywistość. Chciał wstać, ale Jimm, uprzedził go! Wyszarpał go za sweter,
przycisnął do ściany, wyrwał zdjęcie- Trzepiesz sobie nad zdjęciem Niny?!-
darł się- Pojebało cię?! Ty, mnie wciąż zaskakujesz!-

-Zostaw mnie!- odepchnął go Paddy- Niczego nie robiłem! Luk…Luk, zadzwonił
w sprawie dokumentów!- wydukał.

- I kazał ci dotykać jej zdjęcia?!-

- Oszalałeś?!- warknął Patrick, okrążył biurko, próbował się uspokoić- Dlaczego
nie słyszałem dzwonka?- poprawił sweter.

- Bo nie dzwoniłem?! To bardziej mój dom niż twój!- wściekły wymachiwał rękami.
- Aż strach pomyśleć co tu robisz pod ich nieobecność?! -

- Kretyn!- Paddy, opuścił gabinet.

- Po co ci jej zdjęcie?!- Jimmy, nie odpuszczał.

- Wypadło z sejfu. Wspominałem!- ryknął Patrick.

- Wspominałeś moją żonę?- Jimmy, zacisnął dłonie na jego ramionach.

- Nina, była też moja!- wytrzymał wzrok brata- Żałuję, że ci ją oddałem, że
się wycofałem. Może dzisiaj by żyła, może bylibyśmy szczęśli…- zza pleców
Jimm, wyłoniła się Lena. To co zobaczył w jej oczach, przeraziło go. Pustka,
nicość, jakąś przepaść. Zobaczył w jej oczach bezgraniczny smutek.

Rozdział 268-Happy Birthday Lena!

Denis widząc szok na twarzy kobiety, podał jej bukiet kwiatów- Sto lat-

- Dziękuję- chciała się uśmiechnąć ale nie potrafiła.

W przedpokoju z Niną na rękach, zjawił się Paddy- Wpadnę innym razem-
prokurator zerknął na szatynkę.

- Nie będzie innego razu!- Patrick, objął władczo żonę- Żegnam!- chciał
zatrzasnąć drzwi ale Denis mu na ta nie pozwolił.

- Paddy, przestań- poprosiła cicho Lena- Denis, dziękuję, za pamięć - zatopiła
wzrok w kolorowym bukiecie kwiatów- Urodziny za chwilę zmienią się w istną
katastrofę- odtrąciła ramię męża- Ale zapraszam na kawę i ciasto-

- Wyjdź stąd!- warknął Patrick.

Szatynka zacisnęła powieki- Przestań Paddy, to mój znajomy- szepnęła.

- Denis?!- matka Leny, rozłożyła ramiona na widok mężczyzny.

- Pani Raw, dzień dobry- przywitał. Spojrzał na Thomasa- Witam- uścisnął dłoń wysokiego, starszego mężczyznę.

- Jesteś jeszcze przystojniejszy niż cię zapamiętałam- Lisa, nie kryła zachwytu.
- I jaka kariera!- zerknęła w stronę córki, która jakby skuliła się w sobie.

- Dziękuję- mężczyzna pokłonił się- Pójdę już- nie chciał stawiać szatynki w
jeszcze bardziej krępującej sytuacji.

- Zostań!- Lisa, wzięła go pod ramię.

Lena, pociągnęła Patricka w stronę kuchni, zamknęła drzwi- Skąd oni się tutaj
wzięli?!- wysyczała.

- Mnie się pytasz?!- zapytał ze złością w głosie- Skąd ON się tutaj wziął?!-
rozłożył ręce.

- Denis, wpadł złożyć mi życzenia. Jest moim znajomym! Ludzie, mają znajomych! -
była bliska płaczu.

- On na ciebie leci! Nie pozwolę mu ślinić się na widok mojej żony!-

- Przestań…Proszę…- po jej policzku spłynęła łza. Za drzwiami stali jej rodzice, potrzebowała wsparcie, nie kolejnych ataków – Miał podrzucić mi akta Elsy.
Tylko tyle. Nie wiedziałam, że akurat dzisiaj przyjdzie- czuła jak opada z sił.

- Wyprowadzasz się kiedy mnie nie ma w domu! Spotykasz się z nim!
Wracasz do pracy! Świetnie! Widzę, że wszystko dokładnie zaplanowałaś?!-
aż kipiał ze złości, przytulił do siebie córkę.

- Rozmawiałeś z moimi rodzicami?- wbiła w niego wzrok.

- Nie! Dzwonili kilka razy…Wspomniałem, że mieszkasz teraz w Kolonii
- spuścił wzrok.

- Czyli wszystko jasne- uśmiechnęła się smutno- Dziękuję ci. Wspaniały
prezent- otarła łzy. Nacisnęła na klamkę.

- Lena, co miałem im powiedzieć?!- podniósł głos- Miałem skłamać? -

- Zapomniałam, że ty nie kłamiesz- odpowiedziała z ironią-Wiesz jak skończy
się ta wizyta?- patrzyła mu w oczy.

- Jestem przy tobie-

- Nie chcę. Ten pocałunek, był błędem. Dałam się ponieść chwili, chyba nie
masz żalu? Przerabiasz to dość często- wyszła.

W przedpokoju rodzice szatynki gawędzili z Denisem, Lena, podeszła do
nich- Denis, zostajesz?-

- Nie. Wpadłem tylko z życzeniami i tym- podał jej akta- Odezwę się-
pożegnał się po czym wyszedł.

-Wy też wyjdźcie- spojrzała na rodziców.

- Lena, chcemy z tobą porozmawiać- ojciec zrobił krok w stronę córki, ale ta
odsunęła się.

- Ale ja nie chcę-

- Teraz kiedy rozstałaś się z tym…Grajkiem- Lisa, obrzuciła wzrokiem Patricka.
- Będziesz nas potrzebować. Pomożemy ci. Pewnie nawet nie dał ci pieniędzy.
Nie masz domu, pracy, męża. Nie jesteś już też najmłodsza- trajkotała.

- Lisa- Thomas upomniał żonę.

- Szkoda, że nas nie posłuchałaś tylko wyszłać za mąż za artystę-
prychnęła.

- Nie rozwiedliśmy się jeszcze- zazanczył Paddy, był wściekły.

- Ale sie rozwiedziemy- czuła na sobie wzrok wszystkich- Ale to nasza
sprawa- zamrugała powiekiami- Tylko nasza. Wyjdźcie- podeszła do
drzwi.

- Zostaniemy. Później porozmaiwamy- rzekł stanowczo Thomas.

…….

- Możemy zacząć jeść?!- zapytał Paul spoglądając na bladą Lenę.

- Tak. Smacznego- wydukała.

- Elsy nie będzie?- zapytała Lisa.

- Wyjechali- odpowiedziała szatynka.

- Na wakacje?-

- Na rok. Do Toskanii- wyjaśniła.

- No proszę…- Lisa, sięgnęła po ziemniaki i surówki- Ustawiła się konkretnie,
ma bogatego męża, podróżują, zostawiła cię…-

- Nie zostawiła- Jimmy, przeżuwał mięso- Wróci- sięgnął po półmisek z warzywami.
- Dawno was nie widziałem. Też byliście na wakacjach?-

Lisa, odwróciła wzrok- Nie mieliśmy kontaktu z Leną- odpowiedział Thomas.

- A no tak!- Jimmy, uderzył widelcem o talerz- Przecież chcieliście jej odebrać
dziecko! Zapomniałem!-

- To nie tak- zaprotestował ojciec szatynki.

- A jak?- zapytał Jimmy z czarującym uśmiechem.

- Nie odzywaj się alkoholiku!- wrzasnęła Lisa, Lena, otarła łzy, było jej
wstyd przed znajomymi.

- Wyborne jedzenie- powiedział głośno Paul- Jedzmy, kłótnia źle wpływa
na trawienie-

Cleo, która nie była w stanie przełknąć ani kęsa, z każdą kolejną sekundą
żałował coraz bardziej swojej obecności tutaj i tego, że zabrała ze sobą
Sebastiana. Lena, nie potrzebowała więcej problemów, a była pewna, że
to nie koniec atrakcji – Wina?- niski głos ojca Leny, wyrwał ją z zamyślenia.

-Dziękuję, nie piję-

- Wino, jest wyborne, pasuje do obiadu- Lisa, spojrzała na kobietę – Thomas,
nalej Pani-

Mężczyzna wykonał polecenie żony, Cleo, wbiła wzrok w pełny kieliszek.

- Kochanie, twoje zdrowie- uśmiechnął się Thomas, ale nikt nie wziął kieliszka
do ręki.

Cleo, uniosła szklankę z wodą do góry- Sto lat, Lenka- głos jej drżał.

- Toast wznosić wodą…-

- Jestem alkoholiczką- ucięła rozmowę, na terapii tego właśnie jej uczyli,
nie wstydzić się nałogu, żyć z nim normalnie, mówić o nim, nie ukrywać.
- Trzeźwą alkoholiczką- nie dała po sobie poznać zdenerwowania.

- Oooo….- Lisa, uniosła brwi- Prawdziwa śmietanka towarzyska. Pewnie
jest Pani, związana z tą patologiczną rodziną- wskazała na Jimma i Patricka.

- Mamo przestań! I przeproś Cleo!- ryknęła Lena, była bliska histerii.

- Nie trzeba- rzekła- Tak. Jestem menedżerką Patricka-

- I pewnie jego kochanką!- Lisa, upiła łyk wina.

- Dość tego!- Lena, z hukiem odłożyła sztućce- Wynoście się! Ale już!- wrzeszczała.

- Nie rób przedstawienia!- Lisa, próbowała przywołać córkę do rozsądku.

- Proszę stąd wyjść- Paddy, podał Jimowi, Ninę, wstał od stołu – Odprowadzę was
do drzwi-

- Nie popisuj się- prychnęła Lisa, nakładając na widelec puree ziemniaczane.

Jimmy, również wstał od stolu, stanął obok brata- Odprowadzimy was-

- Nie chcę was widzieć! Wyjdźcie!- szlochała szatynka.

Thomas, podał żonie, torebkę- Idziemy. Przyjedziemy innym razem-

Lisa, podeszła bliżej córki- Dzisiaj są twoje urodziny, idealny dzień na
podsumowanie. Zniszczyłaś swoje życie, karierę! Wyjdziemy ale wrócimy,
cieszę się, że się rozwodzisz-

- Jakim cudem Lenie udało się wyrosnąć na normalną, wspaniałą kobietę mając
takich rodziców?- zapytał Jimmy, opierając się o ścianę w przedpokoju.

- Pewnie wasza muzyka ją uratowała!- prychnęła Lisa- A ty, w końcu znikniesz-
na jej twarzy pojawił się uśmiech- Wracaj do swoich pląsów na scenie i zostaw
w końcu moją córkę!-

- Nie rozwiedziemy się. Nigdy- rzekł pewnie Paddy.

- Zobaczymy!-

- Jebnięta- skwitował Jimmy, wiedząc, że matka Lisy, jeszcze go słyszy, trzasnął drzwiami. Bracia wrócili do małego salonu.

Cleo, przytulała do siebie roztrzęsioną przyjaciółkę, Paddy, położył dłoń na
ramieniu żony.

- Zostaw mnie- szepnęła- Przepraszam was- spojrzała na przyjaciół – Bardzo was przepraszam, atmosfera nie wróci, ale częstujcie się- sama nie wiedziała co plecie
ze zdenerwowania.

- Zjedz coś- Jimmy, zwrócił się do Cleo.

- Zjem-

- Na co masz ochotę?- sięgnał po półmisek z mięsem.

- Ja, jej nałożę- Basti, wbił cienki, ozdobny widelec w kawałek pieczeni.

- Cleo, woli kurczaka- Jimmy, podniósł głos.

- Nie!- zaprotestowała- Uwielbiam karkówkę- usiadła, wzięła talerz od Sebastiana, nałożyła jeszcze sałatkę i zaczęła jeść.

- Lenka, może pokroisz tort?- zapytał Paddy, szatynka, wstała, ktoś zapalił świeczki.

- Nie śpiewajcie, proszę- spojrzała na przyjaciół.

- Pomyśl życzenie- rzekł Paul.

Zdmuchnęła, zaczęła kroić tort i po kolei nakładać- Pomogę ci- zaoferował Patrick, widząc jak trzęsą się jej ręce.

- Podobny zamówiłaś mi na urodziny- Jimmy, oblizując widelczyk wbił wzrok w Cleo. Luźno rozpuszczone włosy, wąska, prosta, zielona sukienka, delikatny makijaż, szmaragdowe kolczyki.

- Nie pamiętam- dopowiedziała.

- Ja, pamiętam-

- Jimm, gdzie twoja dziewczyna?- zapytał Basti, obejmując menedżerkę.

- W domu-

- Dlaczego jej nie zabrałeś ze sobą?- muzyk drążył temat.

- Nie mogła przyjść- skłamał.

- Aha- Sebastian poprawił okulary- Jak wam się układa?-

- Co cię to interesuje?!- naskoczył na niego Jimmy- Książkę piszesz?!-

- Jimmy!- Paddy, zerknął brata.

- Tak pytam- muzyk wzruszył ramionami- Cleo, wszystko ok?- czule spojrzał
na szatynkę.

-A co ma jej być?!- warknął Jimmy.

- Nie wtrącaj się do nas!- Basti, podniósł głos.

- Do Was?- wyknął Jimmy- Wróciłaś do niego?!- wbił wzrok w kobietę.

- Jimmy- upomniała go Lena.

- Masz z tym jakiś problem?- Basti, mocniej przytulił do siebie Cleo.

- Wróciłaś do niego?!- Jimmy, dotknął ramienia kobiety, poczuł strach,
paraliżujący strach.

-Zabieraj łapy!- muzyk szarpnął dłoń Jimma.

- Sam zabieraj łapy!-

- Uspokójcie się- Cleo, nerwowo poprawiła włosy- Nie zapominajcie, że jesteśmy
na urodzinach Leny- zerknęła na szatynkę, która wydawała się nieobecna.

- Odpowiedź!- Jimmy, złapał kobietę za rękę, zmusił by spojrzała mu w oczy.

- Odwal się od niej!- Basti, zacisnął dłoń na jego nadgarstku- Zniszczyłeś
ją, jesteś z kimś więc odpuść! To nie jest twoja sprawa!-

- Uspokójcie się!- wtrącił się Paddy, Paul, przewrócił  oczami, nałożył sobie
kolejny kawałek tortu.

-Jeszcze raz mnie dotkniesz!- wrzasnął Jimmy, wyrywając rękę z żelaznego
uścisku, Cleo, pochyliła się po torebkę i poczuła silne uderzenie. Zapiekła ją
skóra.

- Boże, Cleo, przepraszam!- Jimmy, poderwał się. Wyrywając rękę, z
rozmachem uderzył menedżerkę prosto w twarz. Wszyscy zerwali się
ze swoich miejsc i stali nad kobietą, Paul, podał jej lód.

- Przyłóż- polecił.

- Wyjdź stąd!- Paddy, popchnął Jimma.

- Nie chciałem…- uklęknął- Przepraszam! Cleo, nie chciałem- dotknął jej dłoni
ale wyrwała ją.

- Cały ty! Agresja to twoje drugie imię- krzyczał Basti- Kochanie, pokaż-
dotknął twarzy szatynki.

- Porządny cios. Będzie siniec i może opuchnąć- rzekł Paul.

- Nic się nie stało…- pisnęła Cleo, wstając. Chciała stąd wyjść, poczuć
chłodny wiatr na swojej twarzy, zaczerpnąć świeżego powietrza.

- Pójdziemy już- Sebastian, objął ją.

- Cleo, przepraszam. Nie chciałem- Jimmy, stał przed nią. Jego wzrok
wyrażał skruchę i ból.

- Wsadź sobie przeprosiny…- prychnął łysy muzyk.

- Zostawcie mnie! Przestańcie się kłócić!- szatynka podniosła głos, czuła
jak pulsuje jej głowa.

- Przestań…- Jimmy, wyszeptał przez zaciśnięte zęby, odpychjąc Bastiego.
- Cloe, wiesz, że nie chciałem? To był wypadek, wiesz o tym?- wbił w nią
udręczone spojrzenie.

- Odwal się od niej!- tym razem to Bastii, odepchnął Jimma, ten wpadł na
komodę. Zaciskając zęby, rzucił się na znienawidzonego muzyka.

- Jimmy!- wrzasnęła Lena.

- Jimmy! Przestań!- krzyczała Cleo.

- Zostaw go!- Paddy, zaczął odciągąc brata, Paul, również trzymał Jimma.

- Wychodzisz!- darł się Patrick- I to już!- popchnął brata w stronę drzwi.

- Wszyscy wychodzicie!- usłyszeli stanowczy głos Leny, wzięła z rąk męża, córkę.

- Lena…- Paddy, chciał coś powiedzieć ale widząc wściekłość na twarzy żony,
zamilkł.

- Przepraszam- jęknęła załamana Cleo, Lena, mocno ją do siebie przytuliła.

-Ty, zostań, proszę- szepnęła- A oni jak chcą niech się pozabijają!-

- Cloe…- podszedł do nich Jimmy, zerknął błagalnie na przyjaciółkę.

- Wyjdź. Macie pięć minut- rzekła chłodno.

- Cleo, chodźmy- Basti, trzymał jej żakiet i torebkę.

- Cleo, zostaje. Żegnam- Lena, ucięła temat.

……………………..

-Lena, przepraszam- szepnęła szatynka kiedy zostały już same- Nie powinnam
była zapraszać Sebastiana, nie wiem co sobie myślałam- przyłożyła lód do
twarzy.

- Nie przepraszaj. Te urodziny to totalna katastrofa- westchnęła szatynka.

- Tak mi głupio-

- Przestań!- upomniała ją – To nie twoja wina, wiesz, że Jimmy, tego nie chciał?-

- Wiem- odpowiedziała- Chyba potrzebowałam tego policzka- podciągnęła nogi
pod brodę- Mogłam przewidzieć taką sytuację- pociągnęła nosem.

- Jimowi, zależy na tobie- powiedziała wkładając Ninę do wysokiego krzesełka,
usiadła na wprost córki i zaczęła podawać kaszkę- Jemy, myszko- ucałowała
stópkę córki.

- Nie. Na pewno nie. Jemu nigdy na mnie nie zależało- Cloe, wstała, podeszła
do lustra. Będzie siniec.

- Zależało. Nie tłumaczę go…Ale wiem, że Jimmy, naprawdę cię kochał-
szatynka uśmiechnęła się- To po prostu nie była wasz czas-

- Było minęło- menedżerka wzruszyła ramionami- Byłam tam wczoraj- usiadła
obok Leny- Przepadłam. Ten jego głos…Kupiłam bilet na koncert-

- Naprawdę?!- szatynka zamiast do ust córki, trafiła w nos- Przepraszam kochanie!-
wytarła dziewczynkę.

- Nie pójdę. To był impuls-

- Możemy pójść razem-

- Nie!-

- Ok-

- Trochę go nie rozumiem…- Cleo, dotknęła pulsującego policzka- Ma ładną
dziewczynę, podobno jest zakochany. Dlaczego…Był w Etall, próbował mnie
pocałować, teraz ta awantura…-

- Jimmy, na terapii przeszedł pranie mózgu. Elsa, zapisała go do najlepszych
specjalistów- Lena, roześmiała się, wzięła córkę na ręce- Coś mu się pomieszało-
postukała się w czoło- Jimmy, chciał się radykalnie odciąć od przeszłości.
Skrzywdził cię, ta sprawa ze zdjęciem…Chciał się odciąć-kiwnęła głową- Daj
nam chwilę- zniknęła z córką za drzwiami łazienki.

…………

- Jesteś jeszcze bardziej pojebany niż byłeś! Psychol!- darł się Sebastian.

- Zostaw go!- Paddy, podszedł bliżej przyjaciela- Masz rację, to psychol-
szepnął, spojrzał w stronę Jimma, czy aby nie słyszy jego słów- Ale dzisiaj
odpuść. Nie pogarszaj sprawy!- prosił.

- On ją uderzył!-

- Na Boga, nie chciał!- sam był wściekły na Jimma, ale wiedział, że nie zrobił
tego specjalnie.

- Ale uderzył!- Basti, minął Patricka, szarpnął Jimma, ale ten nie reagował,
wyglądał jakby uszło z niego życie. Siedział bez ruchu na ławce- Po cholerę
się wtrącasz?!- muzyk dalej nim szarpał- Kiedy odpuścisz?! Czego ty chcesz?-
powalił go na ziemię- Zniszczyłeś jej życie! Zniszczyłeś ją?! Rozumiesz?-
pochylił się nad nim, uderzył go, Jimmy, nie bronił się, nie reagował, z jego
oczu popłynęła pojedyncza łza.

Paddy, przez chwilę przyglądał się, wzdychając podszedł bliżej- Zostaw go!-
odepchnął przyjaciela- Wystarczy!- złapała go za ramiona.

Kiedy w końcu Sebastin, odszedł, Patrick złapał brata za poły kurtki i z trudem
postawił  na nogi- Idziemy!- warknął.

- Nie chciałem- szepnął Jimmy.

- Wiem, ale po cholerę się wtrącałeś?! Szukałeś guza a oberwała Cleo!- popchnął
go w stronę chodnika.

Jimmy z przerażeniem wpatrywał się w swoje dłonie, jak mogło do tego dojść?!

- Nieważne z kim jest bądź nie jest Cleo. To na pewno nie twoja sprawa!- kontynuował
Patrick- Interesuje cię to?!- odwrócił się by spojrzeć na brata. Wyglądał jak zbity pies.

- Interesuje-

-Dlaczego?!-

- Bo tak!-

- Nie chcę wiedzieć ani słyszeć niczego więcej!- Paddy, wymierzył oskarżycielsko
palec w Jimma- Miałeś swoją szansę. Jedną, drugą, trzecią! Kolejnej nie będzie!
Rozumiesz?!- podszedł bliżej- Rozumiesz?!- potrząsnął Jimmem- I nie mów mi,
że to nie moja sprawa! Widziałem ją po tym wszystkim co jej zaserwowałeś! Nic
więcej nie powiem!- ruszył przed siebie.

Paddy, miał rację, rzadko kiedy ją miał, ale tym razem miał rację! Niechętnie powlókł
się za nim- Koszmarny dzień!- lamentował Patrick- I jeszcze ten cały Denis! Jeszcze
się nie rozwiedliśmy!- Jimm, zastanawiał się do kogo on właściwie mówi? Do siebie?
Do niego?

- Nie przyszło ci przez myśl, że to normalny znajomy, prokurator, który prowadzi
sprawę Elsy?-

- Ona mu się podoba! -

- Podobać się może…-

- Nie może!-

- Narobiłeś jej dzisiaj wstydu, wysypałeś się przed jej rodzicami…Miałeś o nią
walczyć, ale nie w swoim stylu. Miałeś coś jej udowodnić- minął Patricka, który
nagle się zatrzymał.

- Nie potrzebuję rad, Jimm!- warknął- A już szczególnie twoich!- włożyć dłonie
do kieszeni.

- Chyba jeszcze nigdy nie byłeś bliżej rozwodu!- Jimmy, również się zatrzymał,
mijali ich most.

- Nigdy nie dam jej rozwodu- odpowiedział cicho Paddy, podeszli bliżej rzeki.
Przez chwilę w milczeniu wpatrywali się w swoje odbicia, blask księżyca
rozświetlał rzekę.

- Proszę cię, załatwi się jednym ciosem niczym przedszkolaka- rzekł z sarkazmem
w głosie Jimm.

- Nigdy ci tego nie mówiłem, ale myślę, że znalazłeś pokrewną duszę. Nicol-
Paddy, zerknął na brata- Idealnie pasujecie-

Jimmy, uśmiechnął się- I znów coś nas łączy-

- Nie rozumiem-

- Siostry- odpowiedział.

……………………

- Proszę- Lena, podała Cleo, szklankę z gęstym sokiem- Mango i marakuja-

- Dziękuję- szatynka zamieszała w koktajlu- Naprawdę możesz napić się wina-

- Daj spokój- opadła na łóżko, obok przyjaciółki- Wino tu nie pomoże, musiałabym
się napierdolić a nie mogę- z czułością spojrzała na śpiącą w łóżeczku córkę- Nina,
nie przesypia całej nocy, budzi się, nie mogę być pijana. Powiedz, że to wszystko
mi się śniło- potarła dłonią oczy, oparła głowę na ramieniu Cleo. Przekonała ją aby
została na noc, miała zapasową szczoteczkę do zębów, koszulkę do spania, obie
miały podłe nastroje więc razem zapewne było im raźniej, lepiej- Puchnie- zerknęła
na twarz menedżerki.

- Trochę- machnęła ręką – Jesteś zła na Patricka?-

- Nie- pokręciła głową- Wściekła!- spojrzała na szklankę- On się nie zmieni -

- Jest trochę zagubiony…-

Lena, przewróciła oczami- Od urodzenia, proszę cię! Ale coś ci powiem- wcisnęła
poduszkę pod głowę- Bronimy ich. Ty, Patricka, ja, Jimma. Fajnie-

- Stoję za tobą murem!- Cleo, również poprawiła poduszkę.

- Ja, za tobą też. Ciężko ich nie kochać ale jeszcze trudniej z nimi żyć- westchnęła
wkładając do ust fioletową słomkę.

- Pochwal się prezentami!-

- Ok- Lena, usiadła, związała włosy, sięgnęła po pierwszą torbę- Witaminy i bielizna.
Paul- oblała się rumieńcem, Cleo, zatkała dłonią usta- Patelnia…- sięgnęła po okulary.
- Patelnia…Patrick! Na Boga, nie kłamię! Zobacz- przycisnęła patelnię do twarzy Cleo.

- Faktycznie! I jaka chłodna- dotknęła nią twarzy.

- To od Jimma-

Cleo, rzuciła ją na łóżko- Kupił ci patelnię?!-

- To taki prezent w stylu Jimma. Praktyczna. Ale patelnia Patrick! Przeszedł samego
siebie- tłumiła śmiech- Będę rozbijać jajka i widzieć Patricka- zanurzyła dłoń w kolorowej
torbie- Jest i płyta- uśmiechnęła się triumfalnie- An Angel i nowa płyta Kelly!- pisnęła.

- Ok, kolejny. Patelnia- Cleo, wciąż był w szoku- Od Sebastiana- podała jej torebkę.

- Piękna apaszka i perfumy- Lena, spryskała nadgarstek, podała szatynce- Ładne-

-I ode mnie-

-Co my tu mamy…Cleo, jaka piękna!- nie mogła oderwać wzroku od złotej bransoletki.

- Naprawdę ci się podoba? Wprawdzie znam twój gust…-

- Piękna- przytuliła kobietę do siebie- Dziękuję!-

- I ostatni- podała jej małą paczuszkę od Patricka- Kupował sam. Jestem ciekawa-

- Skoro kupował sam…To nie mógł niczego kupić- szepnęła Lena, z torby wyjęła
płytę- Tak myślałam…To pewnie z nowej płyty- bezwiednie przycisnęła płytę do
serca- Może coś dla mnie nagrał…-

- Jest jeszcze coś- podała jej aksamitne pudełko, szatynka wbiła w nie wzrok.
Znała to pudełko. Wytarła spocone dłonie, otworzyła je, Cleo, zajrzała jej przez
ramię. Obrączka. Jej obrączka.

……

Mamo! Mamo!- dziewczynka śmiejąc się biegła wprost w ramiona swojej mamy.
- To dla ciebie- wręczyła jej bukiet, polnych kwiatów- Zapleciesz mi wianek?-

- Oczywiście- Elsa, uśmiechnęła się.

- Skończyliśmy- na jacht wszedł Luk, niósł na plecach ślicznego, podobnego
do niego chłopca- Lucas, wygrał. Chyba rośnie nam gwiazdą- postawił syna
na ziemię.

- Jestem najlepszy!- Lucas podbijał piłkę.

- I strasznie skromny- uśmiechnęła się Elsa.

- Odpływamy?- Luk, zerknął na żonę.

- Tak- odpowiedziała zakładając wianek na głowę córki- Jesteś śliczna-

Dzieci pobiegły na drugą stronę jachtu, Luk, usiadł obok blondynki, ta wtuliła się
w niego- Ten wyjazd był genialnym pomysłem- szepnęła.

- Masz mądrego męża- musnął jej włosy.

- Bardzo- zgodziła się z nim- Kocham cię, Luk-

- Kocham cię, Elsa- pocałował jej blado różowe usta.

- Zajrzę do dzieci- wstał, dotknęła brzucha.

Patrzył jak odchodzi, jak uśmiecha się do dzieci, coś im tłumaczy. Dawno
jej takiej nie widział. Roześmiana, beztroska, wiedział, że dalej cierpi, często
płakała, w nocy budziły ją koszmary, unikała ludzi. Miał wrażenie, że jakaś
cząstka niej umarła bezpowrotnie. Wspierał ją jak potrafił najlepiej. Sam
cierpiał, były dni, że nie potrafił się z tym pogodzić, czuł wściekłość, chęć
zemsty ale obiecał sobie, że cierpliwie poczeka na wynik śledztwa, prokurator
okazał się znajomym Leny. Wiedział, że rodzina go potrzebuje, nie mógł i nie
chciał ich zawieść. Od dawna wiedział, że Elsa, jest kobietą jego życia i nic
tego nie zmieni.

- Tato!- zobacz jak pięknie, głos córki wyrwał go z ponurych myśli.

Podszedł do rodziny, objął żonę i dzieci, jacht delikatnie ich kołysał, podziwiali
zachód słońca. Mieli siebie. Mieli tak wiele.

Rankiem, kiedy wszyscy jeszcze spali, Luk, sączył kawę obserwując wschód
słońca. Jacht, delikatny wiatr, morze i cisza. Tak chyba wyglądał raj, uśmiechnął
się na myśl o minionej nocy, Elsa, pozwoliła mu się zbliżyć, nie pamiętał kiedy byli
tak blisko…

Starał się nie myśleć o pracy, od razu wzrastała w nic złość. Jak tylko wrócą
będzie musiał się spotkać z tą kobietą. Jak jej było na imię…Eva. Potrząsnął głową,
nie zepsuje sobie wycieczki z rodziną! Teraz liczyła się tylko Elsa i dzieci!

……………….

Cleo, od kilku minut szukała biletu w torebce, została o jeden dzień dłużej w Kolonii.
Mimo, że urodziny Leny, okazały się prawdziwą katastrofą, następny dzień spędziły
wspaniale! Odwiedziły park rozrywki, objadały się lodami, pizzą, jeździły na karuzelach,
chwilami bawiły się lepiej od Niny. Jest! Włożyła bilet między zęby, zapięła torebkę,
poprawiła ciemne okulary i ciągnąc za sobą bagaż ruszyła do odprawy. Bilet, bagaż,
krótka wymiana zdań i przechodząc przez piszczącą bramkę jak ją nazywała usłyszała
swoje imię, przerażona odwróciła się i spojrzała na Jimma.

 

Rozdział 267- Sometimes

Nie chciała tego. Nie chciała wtedy w hotelu go pocałować, odwzajemnić
pocałunku. Dała się ponieść, wtedy, pozwoliłaby mu na wszystko. Liczył
się tylko on. Paddy Kelly.

Nie chciała zranić Ani, ani połknąć za dużej dawki leków. Nie chciała rozwalić
jego małżeństwa! Chciała stąd uciec, wyjechać, tyle, że nie bardzo wiedziała
dokąd. Nie chciała też przyznać się nawet przed samą sobą, że go kocha.
Może nie kocha ale na pewno jest w nim zakochana. Wycofała się, przeprosiła,
ale on wciąż wracał. Niczym piękny a zarazem przerażający sen. Sen o
zakazanej miłości.

Teraz był tak blisko, że kręciło jej się w głowie, mocniej do niego przywarła.
Wtuliła twarz w jego szyję, czuła, że reaguje na nią. Odsunęła się gwałtownie,
już raz się zapomniała! Nie chciał znów ulec swoim słabością, krótkiej chwili.

- Livia, spokojnie. Nie chcę cię skrzywdzić, tylko ci pomóc- nie odrywał od
niej wzroku- Nie chcę cię wykorzystać…Wykorzystać chwili- poprawił się.

- Nie możesz mi pomóc, nie rozumiesz?! A już na pewno nie swoją obecnością!-
zaczęła miotać się po kuchni, poprawiła potargane włosy.

- Nie jesteś mi obojętna- chyba sam w końcu przyznał się do tego przed samym
sobą,  podszedł do niej, wziął ją za rękę, nie protestowała, nie miała siły. Posadził
na kanapie, pomógł zdjąć trampki, widząc, że drży, sięgnął po koc. Jakieś
piętnaście minut później wrócił z talerzem zapełnionym kanapkami. Wbiła wzrok
w gorącą herbatę. Usiadł obok- Zjedz coś-

- Nie chcę-

- Nie wyjdę dopóki nie zjesz-

Szybko wmusiła w siebie kromkę chleba, uśmiechnął się. Miała w sobie coś
z dziecka, jak Nina. To lubił w niej najbardziej. Uśmiech, iskierki w oczach,
i taką normalność, prostotę.

- Zjadłam – przełknęła, zapiła herbatą.

- Gdzie trzymasz przepisane leki?- rozejrzał się.

- W kuchni. W szafce obok lodówki-

Wrócił z fiolką witamin- Połknij- podał jej szklankę z wodą.

- Ok. Możesz już iść- okryła się kocem.

- Wiem, że ci ciężko, sam jestem na cholernym zakręcie- zaczął mówić,wyjątkowo
łatwo przychodziło mu mówienie o sobie przy tej dziewczynie. Rzadko komu się
zwierzał- Luk z Elsą, wyjechali- zobaczył zaciekawienie na twarzy blondynki- Nie
wiem jak będzie bez nich, ale chcę ich dobra. Muszą przetrwać- bezwiednie bawił
się swoją obrączką- Zamieszkam w ich domu- Livia, usiadła, koc zsunął się na
podłogę, wyglądała jakby zaraz miała zemdleć- Wracają za rok- dodał- Nie martw
się , nie będę cię nękał- uśmiechnął się- Ale chcę żebyś wiedziała, że jestem
obok, że zawsze ci pomogę- mówił cicho, jego głos przyprawiał ją o dreszcze.
- Lena, chce separacji, rozwodu. Jest zimna, niedostępna, uszczypliwa. Taka
jak kiedyś- posmutniał- Przyjaźniliśmy się. Naśmiewała się ze mnie, długo o nią walczyłem, nie chciała mnie- podrapał się po głowie- Dzisiaj zrozumiałem jak
bardzo się zmieniła przez te wszystkie lata, jak nasze małżeństwo ją zmieniło.
Livia, nie obwiniaj się- zerknął na dziewczynę- To nie twoja wina, tylko moja.
Dzisiaj zrozumiałem, że nie chodzi tylko o ten nasz incydent. Chodzi o coś
więcej, o przeszłość. Naprawdę, nie obwiniaj się- wysilił się na uśmiech- Lena,
nigdy by nie odeszła przez…Incydent- to słowo idealnie pasowało- To się
musiało stać. Nie znałaś nas wcześniej, naszej historii. Lena, była prześladowana,
dlatego tak ją chronię-

- Przez fanki?- Livia, usiadła, podciągnęła nogi pod brodę.

- Przez psychofankę, a właściwie, przez jej siostrę. To długa historia i uwierz
mi, wolisz jej nie znać. Zoe, prawie ją zabiła, jej siostra wcześniej zabiła Ninę-

- Tę Ninę?!-

- Tak. Żonę Jimma. To, że on jest dzisiaj taki pokręcony, to dlatego, że nigdy
tak naprawdę nie pogodził się ze śmiercią Niny…Chociaż wcześniej też był
pokręcony. No taki się urodził- westchnął, blondynka uśmiechnęła się.

-Lena, była zaręczona, facet marzeń. Taki o nim mówiła, zginął w wypadku.
Lena, prowadziła…Zastrzelono również jej asystenta, przyjaciela. Ale chyba
najbardziej podzieliła nas śmierć Joelle. To chyba o nią najbardziej chodzi-
widząc pytające spojrzenie Livii, dodał- Była moją była dziewczyną. Więc
naprawdę nie musisz się obwiniać- rzekł łagodnie- Zadbaj o siebie-

- Zadbam. Ale musimy się unikać- patrzyła mu w oczy- Zakochałam się-
nie wiedziała skąd w niej ta śmiałość.

- Jak w idolu…-

- Nie. Jak w normalnym facecie-

Zatrzymał na niej wzrok odrobinę zbyt długo- Nie znasz mnie…To znaczy
nie znasz mnie dobrze-

- To ma mnie zniechęcić?- w końcu się uśmiechnęła- Nie martw się, nie
będę cię podrywać!-

Sam nie wiedział co odpowiedzieć- Akurat tym się nie martwię- odwzajemnił
uśmiech- Pójdę już. Dobranoc- podszedł bliżej, pochylił się by musnąć jej włosy.

Sama nie wiedziała dlaczego, złapała go za rękaw kurtki, ich wzrok spotkał się.

- Zrobię wszystko by Lena do mnie wróciła- zrozumiała o czym mówi, puściła go.

…………………….

Tydzień później.

- Dlaczego nie mogę pójść z tobą?!- Niki drążyła temat od samego rana.

- Bo nie zostałaś zaproszona- odpowiedział Jimmy, poprawiając koszulę.
Przejrzał się w lustrze, faktycznie schudł, posiłki Niki, a raczej dieta którą
mu serwowała od dwóch miesięcy, przyniosła efekty. No nie jest źle, pomyślał,
prężąc się przed lustrem. Zerknął na swoje węższe, modne spodnie, leżały
idealnie!

- Co ty robisz?!- napotkał zdziwiony wzrok Niki, zmieszał się, chrząknął .

- Krzyż mnie boli- potarł plecy.

Zagrodziła mu drogę, kiedy chciał opuścić sypialnię – Zrobiłam z ciebie ciacho
nie po to żebyś łazisz sam na imprezy!- wrzasnęła.

Szepnął jej do ucha- Byłem ciachem kiedy ciebie jeszcze nie było na świecie-
wyszedł, skierował się do kuchni.

- Dlaczego nie chcesz mnie ze sobą zabrać?!- stanęła w drzwiach.

Odłożył butelka z wodą na stół- To urodziny Leny, mojej najlepszej przyjaciółki-
przyciągnął brunetkę do siebie- To nie najlepszy czas na kłótnie, zrozum- musnął
jej usta- Nie urządza jakiejś wystawnej imprezy, tylko tort i wino- poklepał ją po
pupie- Będzie sztywno, nic nie tracisz- zamieszał w misce z owocami. Zerknął
jeszcze z żalem na ulubione orzeszki, po czym wgryzł się w jabłko.

- Jesteśmy razem czy nie?-

- Jesteśmy-

- Więc chyba chodzimy wszędzie razem?-

Zastanowił się- Nie. Niekoniecznie- zerknął na dzwoniący telefon- Muszę
lecieć-

- Dlaczego nie mogę z tobą pójść?!To nie ja wskoczyłam twojemu bratu do
łóżka!- darła się.

- Naprawdę muszę wyjść- nie miał ochoty na kłótnie.

- Dokąd?!-

- Do Patricii, w sprawie płyty- wyjaśnił.

- I tam też nie mogę z tobą pójść?- maszerowała za nim po całym mieszkaniu.

- Nie! Nagrywamy!-

-Kim ja dla ciebie jestem?- szarpnęła go za ramię, zatrzymał się na chwilę.

No właśnie kim? Zachłysnął się nią! Zakochał, rzucił dla niej wszystko…Więc
musiała być ważna. Chciał się odciąć od przeszłości, mieć coś swojego, ładnego,
innego. Coś udowodnić…Sobie? Innym?- Niki, dzisiaj jestem zajęty, jutro są
urodziny Leny, na które pójdę sam- zaznaczył- Później zajmę się tobą. Obiecuję-
przytulił ją do siebie.

- Kim dla ciebie jestem?- powtórzyła.

- Kimś wyjątkowym. Kimś bardzo ważnym- odpowiedział.

Naburmuszona patrzyła jak znika za drzwiami- Pożałujesz tego i to już niebawem-
uśmiechnęła się złośliwie.

……………………..

- Cleo!- szatynka odwróciła się słysząc znajomy głos, uśmiechnęła się szeroko.

- Basti!- przywitała się z łysym muzykiem.

- Już wychodzisz? Mijamy się coś ostatnio- poprawił czapkę.

- Tak. Lecę do Kolonii. Lena, ma jutro urodziny, zaprosiła mnie – wcale nie miała
ochoty tam lecieć, ale nie miała serca jej odmówić ani nie chciała kłamać.

- No faktycznie!- Basti, złapał się za głowę- Zdążę wysłać jej kwiaty. Co u nich?-

- Bez zmian- odparła.

- Podobno szykują się zmiany?-

- Małe. Nagramy płytę w Kolonii. Paddy, tam teraz mieszka. Reszta bez zmian-
poprawiła opadający pasek od torebki.

- Aha. Dawno go nie widziałem-

- Może polecisz ze mną? – usłyszała swój głos zanim pomyślała- Pójdziemy
razem?-

Basti, szerzej otworzył oczy- No sam nie wiem…Chętnie-

- Powiem wprost- złożyła dłonie- Wiesz, że cię uwielbiam i cieszę się, że
mamy poprawny kontakt. Nie chcę tam lecieć, nie chcę widzieć Jimma-
zdobyła się na szczerość. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie okłamie
Sebastiana.

- Więc chodzi o Jimma- powiedział to jakoś tak ze smutkiem w głosie.

- Nie! To znaczy tak. Nie do końca- wolno wypuściła powietrze- Nie chodzi
o Jimma, on nic dla mnie nie znaczy. Już nie- uwielbiała oczy Bastiego. Duże,
intensywnie niebieskie, magnetyczne- On mnie stresuje, rzuca jakieś aluzje,
ciągle się kłócimy. Wkurza mnie jak nikt inny…Chciałabym go już nigdy więcej
nie wiedzieć, ale to niemożliwe!- pisnęła.

- Chętnie z tobą polecę-

- Naprawdę?!- rzuciła mu się na szyję.

- Pod jednym warunkiem. Kawa i rogaliki Ty, stawiasz- odchylił ramię, a Cleo,
zanosząc się ze śmiechu, wzięła go pod rękę i ruszyli w stronę swojej ulubionej
piekarni.

……………………….

- Ok, Ok- Jimmy, klasnął w dłonie- Wyszło super!- spojrzał na Angelo- Mamy
to!- objął wzrokiem rodzeństwo.

Rozległy się piski i wrzaski radości- Na pewno jesteście na to gotowi?- zapytał.
Sam chyba była najmniej gotowy na powrót do przeszłości.

- Zawsze jestem gotowy. Na wszystko- odpowiedział z kamiennym wyrazem
twarzy Joey.

- Ta piosenka jest dla mnie szczególnie ważna- Angelo, spojrzał z czułością
na swoją córkę- Kto by pomyślał, że zamiast Patricka, zaśpiewa Emma-

- Emma, byłaś super!- Jimmy, przybił piątkę dziewczynce- Za to ty, ględzisz
jak stara baba i to w dodatku z nadwagą!- zrobił unik by uniknąć ciosu od brata.

- Teraz wersja koncertowa- podszedł do niego John- Emma,nie pojedzie z nami
w trasę- spojrzał na Patricię.

- Możemy się zabrać do nagrywania?- spojrzała na braci- Jimmy?- czuł na
sobie wzrok rodzeństwa.

- Postawiłem jeden warunek. Nie śpiewam kwestii Patricka. Nie śpiewam Alienki,
która była dla Niny- tłumaczył ze spokojem- Nie lubię jego piosenek. Są o niczym!-

-Płyta Ruah jest o niczym?- Angelo oparł się o brata.

- Nie mówimy o nowych piosenkach, lecz o starych!- zaznaczył Jimmy, odpychając
brata- Nie chcę głupich porównań, zaśpiewam jak zwykle lepiej i będzie obraza
majestatu- podsumował nieskromnie.

- Nie zaśpiewasz lepiej – jego zachwyt ostudził Joey, dalej miał tę samą minę co
kilkanaście minut temu- Nikt nie zaśpiewa lepiej- mrugnął ledwo zauważalnie w
stronę Angelo, który otwierał usta aby zaprotestować.

- Chyba czas na obiad- blondyn, wziął córkę za rękę- Ciocia Patricia?- zerknął
na siostrę.

- Tak! Zapraszam!- uśmiechnęła się w stronę dziewczynki- Jimmy? John?-

- Najpierw zaparzę ziółka od Maite a później coś zjem. Tylko coś lekkiego,
wciąż czuję wczorajszą kolację- John, sięgnął po marynarkę.

- Za chwilę do was dołączę- warknął Jimm, kątem oka zerkał na Joeya.

- Może pogadamy z Paddym, zaśpiewa swoją wstawkę?- Jimmy, zahaczył
o kabel od gitary, słysząc słowa brata.

- Przecież chodzi o wersję koncertową! A Paddy, z nami nie zagra więc jak
ma zaśpiewać?! Połączymy się z nim przez skype?!- był coraz bardziej zły.

- Myślałem, że ty zaśpiewasz…Można z daleka cię z nim pomylić w tych
spodniach? To rajstopy?!- Joey, z zaciekawieniem przyglądał się bratu.

- Czy ciebie już do reszty pojebało?!- darł się Jimmy- Okulary sobie kup!
Normalne spodnie!- szarpał granatowy materiał od spodni- Normalne! Inne
od twoich z lamusa, ale normalne! Jak możesz mnie porównywać do tego
pajaca! Mnie!- pieklił się, miał ochotę mu przywalić, jak w młodości- Skoro
go tak uwielbiasz to może powinieneś zasilać jego szeregi, w końcu i tak
grasz AŻ na gitarze!- odłączył kabel od swojej gitary.

- Coś cię zabolało?- zapytał spokojnie Joey, hamując śmiech.

- Tak! Wrzód na dupie!- warknął Jimmy, pakując gitarę w futerał- Idę stąd!-

- Po nowe spodnie? Niebawem będziesz kupował na dziecięcym, im krótsze,
węższe tym lepsze…- Joey, zaczął uciekać.

- Jak cię jebnę zaraz!- darł się Jimm.

-Co mnie kurwa, podkusiło, grać z debilami?!- w odpowiedzi usłyszał trzask
drzwi i rechot rodzeństwa- Chyba mi rozum na chwilę odebrało! Na stare lata
jeszcze muszę się użerać!- wrzeszczał rozjuszony- Spodnie się nie podobają!-
wściekły zrzucił je z siebie- Teraz się podoba?!- prężył się w rażąco czerwonych
bokserkach- Całe życie z wariatami i jak tu być normalnym?- zaczął pakować
akordeon- Porównać mnie do tego pajaca! Krew mnie zaraz zaleje! – dalej pomstował,
słysząc śmiech braci za plecami, zdjął gacie i się wypiął- Pocałujcie mnie!-

Angelo z Joeyem prawie turlali się po podłodze, John, z przerażeniem wpatrywał
się w brata. Trochę odwyk od codzienności w stylu Kellych- Jimmy, stary grzybie,
wciągaj gacie!- zarządziła Patricia- Już i tak mam popsuty wzrok, oślepnę do
reszty!- musiała jednak zrobić bratu zdjęcie, wybuchła śmiechem- Skąd masz
te czerwone gacie?!-

- Paddy, lubi takie kolory- wydukał Angelo, trzymając się za brzuch.

- Na pewno jego! Teraz kiedy nie ma Leny, biedak nie pierze, tylko rozdaje!-
odciął się Jimmy.

- Na dzisiaj koniec- zarządziła Patricia, mieszając łyżką w słoiku z zupą- Jutro
nagrywamy An Angel i koniec!-

- Czyli ja jutro mam wolne- oznajmił Jimmy z czarującym uśmiechem wciągając
spodnie- Żegnam!- jako pierwszy opuścił studio.

…………..

Siedząc na kanapie udawał, że przerzuca pilotem kanały- Zaraz dostanę oczopląsu-
wydarła się Nicol- Zostaw na jakimś programie!- wyrwała mu pilot.

Oburzony zerknął na nią, chciał ją poprosić żeby poszła z nim do studia, teraz kiedy
stało puste, co chwilę otwierał usta by po chwili je zamknąć. Od kiedy usłyszał
rewelacja na temat swojej dziewczyny z ust Cleo i Luka, inaczej na nią patrzył.
Zachowywał dystans. Wiedział, że Luk, nigdy by go nie okłamał. Lata temu, mimo,
że go nie znał i słyszał o nim wszystko co najgorsze, pomógł mu z Niną, wspierał
go! Ufał mu! Na początku myślał, że Niki, jest jak on. Taka czarna owca rodziny,
idealnie się uzupełniali, nie grał przed nią, nie zmieniała go, był sobą. Ale coraz
częściej dopadały go wątpliwości, naprawdę mógł aż tak się pomylić?

Bez słowa wyszedł z salonu, usiadł na łóżku, wiedział, że nie zaśnie, w głowie
miał nieszczęsne An Angel! Wiedział, że jutro muszę skończyć! Jeśli nie zaśpiewa
swojej kwestii, a raczej kwestii Patricka, wybuchnie awantura, nagranie się przeciągnie
albo nagra to Angelo, oczywiście gorzej od niego! Chciał zabrać Niki do studia i
jej zaśpiewać. Dowiedzieć się co o tym sądzi. Zależało mu na szczerości, ale
już wiedział, że nie otworzy się aż tak przed nią, bał się kompromitacji? Porównań?
Bał się, że zobacz w jej oczach coś co ją zdradzi, że wyczyta z jej oczu, Jimmy,
nie jesteś Paddym, nie ośmieszaj się! Elsy i Luka, nie było, Meike, odpada…Lena,
byłaby idealnym krytykiem ale nie chciał zawracać jej głowy. Wiedział, że tylko ona
powie mu prawdę, wybrał jej numer, zerknął na zegarek, dochodziła osiemnasta.

Nie odebrała, westchnął z rezygnacja. Wiedział, że idealną osobą byłaby Cleo.
Znała się na muzyce, zawsze powtarzała mu, że jego głos jest wyjątkowy…
Zerknął na wibrujący telefon, dzwoniła Lena! Z wrażenia aż wstał- Lenka, mam
prośbę…-

…..

-Dziękuje za podwiezienie- szatynka odpięła pasy- Jestem ciekawa co Jimmy
ma mi pilnego do powiedzenia- wyjrzała przez okno – I to w studio-

- Sama jestem ciekawa- wyrwało się Cleo, która niedawno wylądowała w Kolonii
i spotkała się z szatynką na kolacji.

- Może pójdziesz ze mną?- Lena, zerknęła na przyjaciółkę.

- Nie!- zaprotestowała stanowczo.

- Chodzi o jakąś piosenkę, znasz się na tym-

- Lena, nie namawiaj mnie- poprosiła ale nie było słychać w jej głosie stanowczości.

- Jesteś ciekawa?- szatynka oblizała usta, które wcześniej pociągnęła błyszczykiem.

- Jestem, ale nie narażę się- poprawiła włosy.

Lena, sięgnęła po żakiet i torebkę- Wejdę tylnymi drzwiami, zostawię otwarte.
Jimmy, jest sam- otworzyła drzwi- Chodzi o którąś z piosenek, zajrzyj, nie wydam
cię- cmoknęła policzek kobiety.

Już od samego wejścia do jej uszu wdzierały się dźwięki An Angel, uśmiechnęła się,
kochała tę piosenkę- Jimmy?!- wchodząc do niewielkiego pomieszczenia, zamarła.

Stał przed nią zadowolony z życia Jimm, w rozsznurowanych butach za kostkę,
krwisto czerwonych bokserkach i swoim, ulubionym, wiekowym swetrze- Jimmy?-
podeszła bliżej, na krześle zawiesiła żakiet i torebkę- Coś się stało? -

-Cześć piękna- przygarnął ją do siebie- Nic. Dzięki, że wpadłaś- zasugerował
żeby usiadła- Wprowadzę cię w temat- wskazał na siebie, Lena, wciąż w szoku,
milczała.

- Kończymy płytę, dostaniesz z autografami- mówił dumnie, szatynka uniosła
ze zdziwienia brwi- Jutro kończymy. Została nam jeszcze jedna piosenka.
Ten gniot- rozłożył ręce.

- An Angel. Myślałam, że Angelo nagrywał z Emmą- nie rozumiała, rozejrzała się.

- Zamknęłaś drzwi?-

- Tak, na klucz- odpowiedziała szybko.

- Już nagrał. Byś widziała jaki był dumny- naśmiewał się Jimmy- Tą piosenkę!
Akurat tą! Z Emmą! Po latach. Wow!- łapał się za głowę.

- Więc w czym problem? Nie wpasowałeś się w refren?- założyła nogę na nogę.

- W tym, że ja nie śpiewam piosenek Patricka, nie chcę mu psuć renomy- szatynka,
parsknęła śmiechem- Ale muszę to zrobić- mówił dalej- I nagrać to po swojemu-
wyjaśnił swój dziwny strój- To nagram ja, jako Jimmy, nie jako Paddy. Rozumiesz?-
kiwnęła głową- To stara piosenka, nigdy nie rozumiałam zachwytu nad nią, kojarzy
mi się z dawnym życiem, rodziną, statkiem, ale i z Niną. Od niej wszystko się zaczęło-
słuchała go w coraz większym skupieniu- Nie mogę dać ciała przy tej piosence,
Nina, na mnie patrzy- ucałował obrączkę którą miał zawieszoną na szyi- Muszę
to zaśpiewać inaczej, po mojemu-

- I do tego potrzebujesz tych czerwonych, seksownych spodenek?- zapytała
z powagą hamując śmiech.

- Po mojemu- położył dłoń na sercu.

- Ok-

- Liczę na szczerą opinię-

- Będę szczera do bólu- obiecała.

- To dla mnie ciężkie-

-Widzę-

- Zaśpiewam tę piosenkę po raz pierwszy!- zaznaczył.

- Co ty gadasz?- postukała się w czoło.

- To kawałek Paddyego i Angelo, nawet refrenu nie śpiewałem, ruszałem tylko
ustami- złapał się za skórę na ustach. Lena, parsknęła śmiechem.

- Jesteś nienormalny!-

- Zanim jutro nagram to z moim ułomnym rodzeństwem, chciałem żeby ktoś
to usłyszał. Od razu pomyślałem o tobie- Lena, posłała mu całusa- I o Niki-

Lena, rozejrzała – Więc dlaczego jej tutaj nie ma?-

- Po prostu jej nie ma. Na początku potrafiłem się przed nią otworzyć, ale teraz,
jakoś nie bardzo. Tą chwilą mogę podzielić się tylko z kimś wyjątkowym. Z tobą
i…- wbił wzrok w swoje buty.

- I?-

- Pomyślałem o Cleo. Ona zna się na muzyce, jest szczera, doceniała mnie.
Wiem, że powiedziałaby mi prawdę- wbił dłonie we włosy- Zaczynamy!- w
studio rozległy się dźwięki An Angel. Usłyszeli subtelny głos Johna, Jimmy,
komentował- Za lekko, jakby pierwszy raz w życiu doszedł- Lena, zatkała
dłonią usta- Angelo, daje radę. W prawdzie i głos i nos i brzuch nie ten sam
ale jest ok. No i Patka- zamyślił się- Nie podoba mi się ten refren. Za lekko
- pokręcił głową- Kathy, daje radę- uniósł kciuk w górę, coś włączył, założył
słuchawki otworzył usta ale nic po za cichym westchnieniem się z nich nie
wydobyło. Lena, mocno zacisnęła kciuki, z wrażenie wstała. Jimmy, próbował
jeszcze z jakieś cztery  razy, kiedy do mikrofonu zamiast tekstu piosenki
leciały niecenzuralne słowa, Lena, podeszła bliżej, zdjęła słuchawki
- Jimmy, po swojemu. Olej to i wrzaśnij po swojemu-

-I wish I had your pair of wings
Just like last night in my dreams
I was lost in paradise (…)- zaśpiewał to całym sobą, swoją charakterystyczną
chrypą, siłą ale i sercem. Szatynka z wrażenie otworzyła szeroko usta. Jimmy,
śpiewał refren, wiedziała, że zaskoczyło, nie zwracał na nią uwagi, skupiał się
na tekście na śpiewaniu, zacisnął powieki i ryknął ;

-But there’s danger in the air
Tryin’so hard to be unfair
Danger’s in the air
Tryin’ so hard to give us a scare
But we’re not afraid!-  na chwilę jakby czas się zatrzymał. Zarówno dla Jimma
jak i dla Leny, dla obojga ta piosenka znaczyła wiele, jej nowa wersja była jakby
nowym początkiem. Czymś innym a jednocześnie przeszłością. Jimmy, śpiewał
dalej, Lena, wrzeszcząc i płacząc wskoczyła na przyjaciela- O mój Boże! Jesteś
boski! Genialny! Czy to się nagrało?! Jimmy!- piszczała.

- Przerażasz mnie- roześmiał się przytulając przyjaciółkę.

Cleo, oparła się o ścianę, ciężko oddychała, miała wrażenie, że na chwilę
przestała oddychać, że świat jakby przestał istnieć a ona śmiało mogła umrzeć
otulona śpiewem Jimma. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą! Była pod wrażeniem! Powalona z zachwytu.

Uwielbiała głos Jimma, od zawsze. Pierwszy raz usłyszała go grającego na
ulicy, okazało się, że jest bratem Patricka. Już wtedy zrobił na niej wrażenie.
Głos Patricka, był wyjątkowy, dobry, unikatowy,  to głos Jimma, przewrócił jej
światopogląd do góry nogami, ta chrypa, emocja, siła, ryk. Musiała stąd wyjść,
uciec, zatkała uszy i wybiegła. Głos Jimma, zawsze coś wyrażał, opowiadał,
wyrażał to co czuje.

Gdyby ją teraz zobaczył, poszłaby za nim na koniec świata, znów popełniłaby ten
sam błąd. Podałaby mu dłoń jak kiedyś, nie oglądała się za siebie! Co to za miłość?
Odjechała z piskiem opon, dopiero w hotelu, po zimnym prysznicu, uspokoiła się.
Sięgnęła po swój telefon, sprawdziła jego trasę, większość koncertów wyprzedane!
Zostały trzy. Kupiła bilet.

………………….

- Nie śpi- Paddy, zaprosił Lenę do środka, minęła go z przenikliwym uśmiechem.

- Ok. Cześć kochanie- wzięła córkę  na ręce.

- Skąd ten uśmiech?- zapytał przyglądając się żonie.

- Widziałem się z Jimmem-

- Aha i to cię tak cieszy?-

Posłała mu ostrzegawcze spojrzenie, poprawiła czapkę na głowie dziewczynki.
- Nagrywał An Angel-

- Aaaa. Myślałem, że Angelo…-

- Też. Ale są dwie wersje – weszła mu w zdanie.

- I to cię tak cieszy?- stał naburmuszony.

- Jestem fanką. Cieszę się z powrotu Kelly Family- odpowiedziała beztrosko.

- Ja też nagrywam płytę i też jestem Kelly Family- zrobił obrażoną minę.

- Ty, jesteś Kelly. Nie Family- minęła go- Posłuchaj Paddy- spojrzała na męża.
- Jutro wpadnij na kolację, będzie Jimmy, Cleo, Paul-

- Jutro są twoje urodziny- zmienił wyraz twarzy- Chciałem cię gdzieś zaprosić. Ty,
ja i Nina- jeszcze tliła się w nim nadzieja, że się zgodzi.

- Ty, ja, Nina i dodaj jeszcze z 3 osoby- złapała za klamkę- Na 18- krzyknęła wychodząc.

………………….

- Super, że wpadłeś mi pomóc- Lena, spojrzała z wdzięcznością na Paula- Co tam?-

- Ok. Mam dużo pracy- mówił rozkładając talerze- Dlaczego odprawiasz w mieszkaniu?-

- A gdzie mam odprawiać? Na ławce w parku?- zmarszczyła brwi.

- Zawsze odprawiasz w jakiejś ekskluzywnej restauracji- ułożył sztućce.

- Jedzenie zamówiłam z ekskluzywnej restauracji- odpowiedziała- Ciasta z
ekskluzywnej cukierni- poprawiła sukienkę córki- A swój ekskluzywny tyłek
posadzisz na starym krześle? Ok?- poklepała go- Nie mam nastroju do hucznego odprawiania urodzin- wyjaśniła.

- Ok. Ok. Nie bij- przedrzeźniał ją- Kto jeszcze będzie?-

- No Elsy i Luka, nie będzie- westchnęła ze smutkiem- Ty, Paddy, Jimmy, Cleo,
Basti-

- Paddy, też będzie?- zerknął na przyjaciółkę.

- No będzie. Oczywiście, że będzie- poprawiła kieliszki.

- Myślałem, że się rozwodzicie, kłócicie, szarpiecie o kasę- puścił do niej oczko.
- Bo skoro nie chodzi o kasę to dlaczego nie kupisz czegoś większego?-

- Bo nie chcę! Tutaj mieszkałam, przecież wiesz!- oburzyła się, podając mu Ninę.

- Na studiach- zauważył.

- Nie masz dzisiaj jednak dyżuru?- zawołała z małego przedpokoju. Spojrzała na
swoje odbicie, luźno rozpuszczone włosy, rozjaśnione, wyraźny makijaż, pociągnęła
błyszczkiem usta, wygładziła dłońmi tak zwaną mała czarną, przejrzała się. Było ok.
Nie wyglądała na swój wiek, poprawiła biżuterię. Usłyszała dzwonek, otworzyła.

- Jimmy- zawołała wesoło- Mój idol!- przytuliła się.

- Zdrowia, pociechy z córki tego ci Jimmy życzy- wręczył jej niewielki prezent.

- Dziękuję, nie trzeba było!-

- Było na promocji- odpowiedział z rozbrajającą szczerością.

- Chyba, że tak- również się uśmiechnęła i musnęła policzek przyjaciela.

Drzwi otworzyły się i ukazał się w nich Paddy, biała koszula, ciemny dżinsy,
bukiet czerwonych róż. Lena, dotknęła brzucha, uśmiechnęła się. Poczuła
się przez chwilę jak kiedyś, kiedy jeszcze nie byli małżeństwem. Tak samo
na nią działał- Cześć- szepnęła, jej reakcja na męża, zaskoczyła nawet ją.
Jimmy, dyskretnie wycofał się do pokoju, Paddy, podszedł bliżej.

- Lenka, to dla ciebie- wręczył jej kwiaty i małą, kolorową torebkę- Zajrzyj
do środka po moim wyjściu. Kiedy będziesz sama- mówił cicho, zmysłowo.
- Kochanie- wziął ją za rękę- Wszystkiego najlepszego, błogosławieństwa
bożego, cierpliwości, pokory. Chciałbym żebyś znów otworzyła dla mnie
swoje serce, wybaczyła mi- ujął w dłonie jej twarz- Najbardziej jednak chcę
żebyś była szczęśliwa, żebyś już niczego nie żałowała, nie traciła cennego
czasu. Chciałbym dla ciebie sięgnąć gwiazdkę z nieba, ale nie dosięgnę-
oboje się roześmiali- Więc życzę ci żebyś spełniła swoje marzenia, mam
nadzieję, że jednym z tych marzeń, jest nasza rodzina-

- Marzenia czasem lubią się spełniać- szepnęła.

- Więc zastanów się o czym marzysz- ucałował jej mokre od łez policzka,
kiwnęła głową- Jeszcze raz, wszystkiego najlepszego. Kocham cię- musnął
jej rozchylone usta, czuł smak jej słonych łez, smak szminki. Całował ją delikatnie,
kiedy mu się poddała, pocałował ją namiętnie, czuła, że miękną jej kolana. Pod
wpływem chwili, pożałowała, że za chwilę dom będzie pełen gości. Chciała być
tylko z nim, odwzajemniła pocałunek, zapomniała się. Ich namiętność przerwał
dzwonek do drzwi- Sto lat!- do mieszkania wpadała Cleo wraz z Sebastianem.

- Dziękuję- Lena, wtuliła się w przyjaciółkę, a raczej się na niej uwiesiła, wciąż
słyszała bicie własnego serca- Basti!- uśmiechnęła się do muzyka.

- Hej!- Paddy, również przywitał się z przyjacielem.

Jimmy z przerażeniem nasłuchiwał. B A S T I. Musiał się przesłyszeć, mocniej
trzymał Ninę, nie chciał, żeby wypadła mu z rąk. Czuł jak sztywnieje mu każdy
mięsień, jak oblewa go pot. Jako pierwszy wszedł Paddy, zaraz za nim, roześmiana
Lena, trzymając za rękę Cleo, która wyglądała…Jak marzenie. Jak jego marzenie!
I na samym końcu z pełnym luzem do pokoju wszedł Sebastain. Jimmy, przechylił
kieliszek, wpatrywał się w Cleo, która wyraźnie unikała jego wzroku, szybko
napełnił pusty kieliszek.

- Co tak pijesz?!- warknął Paddy- Jeszcze nawet nie usiedliśmy do stołu- wziął od
niego Ninę.

- Może ci brakować jednego gitarzysty w zespole- mówił Jimm, nie odrywając
wzroku od Cleo.

- Co?! Kogo?!- oburzył się Patrick.

- Jakby co, bierz Joeya- odstawił kieliszek i zrobił krok do przodu, Paddy,
złapał go za koszulę. Rozległ się dzwonek.

- Jeszcze ktoś?- Paul, liczył miejsca przy stole- Nie ma miejsca- oznajmił.

Do mieszkania weszli rodzice Leny, Paddy, szybko znalazł się przy żonie.

-Kochanie, wszystkiego najlepszego- jako pierwszy odezwał się ojciec
szatynki- Chcemy być przy tobie, wiele zrozumieliśmy- zerknął na żonę.
- Pozwól nam zostać, później porozmawiamy-

- Skąd wiecie gdzie mieszkam?- zapytał wprost.

- Nieważne-

- Ważne?!- wrzasnęła hamując łzy- Albo nieważne- odgarnęła włosy- Wyjdźcie!-

- Lena- Paddy, złapał żonę za rękę.

- Wynocha!- minęła ich i szeroko otworzyła drzwi.

- Spodziewałaś się mnie?- w drzwiach stał Denis.

 

 

Rozdział 266- Last Words

Cleo, spojrzała na niego spod długich, czarnych rzęs- Chcesz zobaczyć co jadłam
na śniadanie?- prychnęła z ironią.

Oddaliła się na kilka kroków od Jimma, rozejrzała po wielkim domu, zaskoczyła ją wiadomość od Luka. Nie chciała jechać ale Paddy, się uparł. Przeczuwała jakąś
” niespodziankę”.

Lena, oderwała się od męża, otarła łzy, zamrugała- Powinni byli się pożegnać-

” Nie wyjeżdżamy na zawsze ani na koniec świata, widzimy się niedługo.
Za rok o tej porze, przy tym stole. Nieważnie co się stanie, kto z kim będzie.
Jesteśmy przyjaciółmi, takimi na dobre i złe, nie zapominajmy o tym. Dbajcie
o nasz dom, bo wrócimy wcześniej i skopiemy wam tyłki ;) Jeśli jest o co,
walczcie ze wszystkich sił, interpretacja dowolna ;) Kochamy was i
pamiętajcie- Jesteśmy z wami- Luk i Elsa. ”- Patrick odczytał krótką notatkę.

- Nie ma co dramatyzować- Jimmy, podszedł do stołu, rozsiadł się wygodnie.
- Nie było ich cztery lata!- spojrzał wymownie na Paddyego i Lenę- Luk, co
chwilę gdzieś wyjeżdża. Czas tak szybko biegnie…- odchylił się na krześle.
- Przeleci. Najważniejsze, żeby uratowali siebie- zaczął pałaszować tiramisu.

Lena, również usiadła do stołu- To prawda, najważniejsza jest teraz Elsa.
Ich rodzina- napełniła kieliszek winem.

- Gdzie Nina?- Paddy, zajął miejsce obok żony.

- U Meike- spojrzała mu w oczy.

- U Meike- Jimmy, zagwizdał pod nosem- Ma tam atrakcje w postaci Rudolpha-

- U Meike- powtórzył Paddy, dotknął widelca- Tęsknię za nią, każdego dnia ulatuje
za mnie życie, a ty zostawiłaś moją córkę u Meike- mówił wolno, cicho.

- Wbijesz mi ten widelec w szyję?- zapytała zaczepnie Lena, Jimmy, wypluł
kawałek deseru na talerz.

- Jeśli to zrobisz, Luk z Elsą, wrócą jutro! – zakaszlał Jimmy.

-Zwariowałaś?!- oburzył się Paddy- Aż tak się zmieniłaś? Chcesz odsunąć
ode mnie Ninę? Masz mnie za jakiegoś psychola?!-

- Nie kłóćcie się- do stołu podeszła Cleo- Na mnie już czas- sięgnęła po skórzaną kopertówkę- Nic tu po mnie- uśmiechnęła się.

-Cleo, nie wychodź!- zaprotestowała Lena- Przepraszam- spojrzała na męża.

- Jesteś naszą przyjaciółką, siadaj!- Paddy, nie odrywał wzroku od kobiety.

- Nie byłam pewna czy będziesz- Lena, oplotła wąski kieliszek- Wpadnij jutro.
Porozmawiamy i spędzisz czas z córką. Nina za tobą tęskni- chciała nieco go
udobruchać, zerknęła na męża.

- W porządku- odpowiedział, ale w środku gotował się ze złości.

- Do kiedy zostajesz w Monachium? Gdzie się zatrzymałeś?- pytała szatynka.

-Tutaj- odpowiedział cicho Paddy- Nie wracam…- zerknął niepewnie na Cleo.
- Dokończę płytę w Kolonii-

- Naprawdę?- zapytał z niedowierzaniem Jimmy.

- Naprawdę. Na czas nieobecności Elsy i Luka, zamieszkam tu- wytrzymał
przerażony wzrok żony- Poprosili mnie żebym zajął się domem-

Jimmy, ponownie parsknął śmiechem- Naprawdę?!- nie dowierzał.

- Na niby!- warknął Patrick- To znaczy jeszcze nie do końca przekonałem
Cleo, ale mam nadzieję, że mi pomoże- spojrzał na nią błagalnie.

- Pomogę. Postaram się- odpowiedziała.

- Ty, też tutaj zamieszkasz?- zapytał Jimmy, wbijając widelec w pieczeń.
- Pewnie Paddy, musi mieć cię pod ręką, taki duży dom- mówił z pełną buzią.
- To dom z historią, czasem tu straszy, do kuchni od pokoju Patricka, jest
dość daleko, zaschnie mu w gardle- kroił mięso- W końcu to gwiazda-
wzruszył ramionami- Powinnaś być pod ręką-

- Może zajmę pokój Niny?- przy stole zapanowała cisza,  Cleo, w szerokim
uśmiechu ukazała białe, równe żeby,  Jimmy, czuł kawałek mięsa w gardle,
nie potrafił go przełknąć, zaczął kaszleć, wskazał na wodę.

- Nie podam ci. Jestem z Sony- odpowiedział i odwróciła wzrok.

Lena, hamując śmiech, podała szklankę wody czerwonemu na twarzy Jimmowi.

- Dobrze ci powiedziała- skwitował Paddy- Chyba miałeś się zmienić?-
rzucił luźno, sięgnął po wino.

- Mówisz o sobie?- Lena, klepiąc Jimma po plecach, spojrzała na męża.

- Lena, nie porównuj Jimma do Patricka- wtrąciła Cleo, nie chciała się wtrącać,
rozumiała Lenę, ale naprawdę mało kogo można było porównać do Jimma!

Szatynka, ugryzła się w język, atmosfera była i tak już wyjątkowo napięta,
nie chciała dolewać oliwy do ognia- Luk i Elsa, na pewno nie chcieliby żebyśmy
się kłócili- wróciła na swoje miejsce- Zjemy kolację, pogadamy o niczym i wybije
godzina zero- zakończyła z czarującym uśmiechem.

- Godzina zero?- zapytał Paddy.

- Mówię o powrocie do domu- wyjaśniła mu- To znaczy ty nie musisz, podobno
jesteś u siebie. Nie zazdroszczę sprzątania!- sięgnęła po sztućce.

- Podobno masz mi pomagać-

- Jasne!- przewróciła oczami- Gdzie to wyczytałeś? – zerknęła na kawałek
papieru- W gwiazdach?-

Jimmy, dyskretnie chrząknął, poprawił się na krześle- Będę cię często odwiedzał-
spojrzał na brata- To prawie mój dom- rozejrzał się- Ale nie sprzątam!- zaznaczył.

Kolacja upłynęła w miarę spokojnie, bez większych kłótni,  kiedy skończyli jeść,
jako pierwsza od stołu, wstała Cleo, od początku uważała, że trafiła tutaj przez
pomyłkę, ceniła Luka, było jej żal Elsy, ale to nie jej bajka, ani jej przyjaciele- Pójdę
już- na talerz położyła kolorową serwetkę- Zadzwonię – spojrzała na Patricka, Lena,
wzięła ją pod rękę i odprowadziła do drzwi.

- Kiedy lecisz do Monachium?- podała jej skórzaną kurtkę.

- W poniedziałek-

- Jutro kawa?- poprawiła kolorową apaszkę na szyi kobiety.

- Ok. Zadzwonię- przytuliła Lenę do siebie- Nie bądź dla niego zbyt ostra. Nie
tłumaczę go, ale on cierpi- szatynka, kiwnęła głową.

- Długo będziesz jeszcze jadł?!- warknął Patrick zerkając na brata.

- O co ci chodzi?- Jimm, podniósł na niego wzrok, odłamał kawałek bagietki.

- Chcę zostać z Leną! Sam!- zaznaczył.

Jimmy, obrzucił suto zastawiony stół, wolno przeżuwał- Nie będę wam
przeszkadzał- zamoczył chleb w sosie.

- Zabieraj się stąd i to w podskokach!- Paddy, znalazł się przy bracie szarpiąc
go za koszulę.

- A to?!- Jimmy, wskazał na jedzenie.

- Zapakuje ci to i jutro przywiozę!-

- Jeszcze nie skończyłem…- Paddy, zatkał mu usta bagietką, w dłoń włożył
półmisek z pieczenią, w drugą pojemnik z tiramisu- Tam są drzwi!- warknął.

Jimmy, wbił wzrok w ulubioną whisky Luka, Paddy, wzdychając wcisnął mu
ją pod pachę i popchnął.

- Jimmy!- Cleo, na jego widok uderzyła w śmiech- Twoja dziewczyna nie daje
ci jeść?!- Lena, również się uśmiechnęła.

-Nie mamy na to czasu- odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem.

Paddy, uderzył czołem w ścianę- Ja, chyba też już pójdę- szybko odkleił się
od ściany, słysząc głos żony.

- Zaczekaj chwilę, proszę- spojrzał na nią w sposób który na nią działał.
Pożegnała się z Jimmem i Cleo i wróciła do jadalni.

-Mogę się z tobą podzielić – Jimmy, spojrzał na Cleo, objął wzrokiem jej
szczupłą sylwetkę.

- Zachowaj dla siebie. Cześć- odwróciła się i ruszyła przed siebie.

- Hej!- słysząc głos Jimma, przyśpieszyła ale dogonił ją- Nie możemy ze sobą
normalnie rozmawiać?- zerknęła na niego, z whisky po pachą i jedzeniem w
dłoniach, wyglądał śmiesznie, mimowolnie uśmiechnęła się.

- Nie- odpowiedziała.

- Takim zachowaniem udowadniasz, że dalej mnie kochasz – zatrzymała się.

- Takim zachowaniem, pokazuję ci, że mam cię w dupie. I to głęboko- rzekła z
ironią- Nie mam ochoty z tobą gadać więc nie gadam! Nie chcę z tobą rozmawiać,
jeść kolacji, nie lubię cię Jimmy- mówiła patrząc mu w oczy- Kochałam cię, całą
sobą. Teraz nawet cię nie lubię- obrzuciła go niby pogardliwym spojrzeniem.
- Nie obraź się, ale aż taki zajebisty nie jesteś- wzięła od niego pojemnik z
tiramisu- Zjem w hotelu- poklepała go i odeszła.

- Nie jesteś taka!- usłyszała.

Odwróciła się oblizując palec- Może wcale nie wiesz jaka jestem – puściła do
niego oczko.

- Cloe, dalej mi na tobie zależy, jesteś dla mnie ważna- rozejrzał się za koszem
i wrzucił do niego, naczynie z mięsem- Straciłem apetyt!-

- Powinieneś trzymać linię, wiesz, młoda laska, promocja, fanki, wielki powrót-
ironizowała- Podjadanie o tej godzinie, jeszcze w twoim wieku- pokręciła głową.
- Niewskazane!- pogroziła palcem ubrudzonym deserem.

- Nie chcę z tobą walczyć! Kłócić się!- podszedł bliżej- Lena z Paddy, rozwodzą
się, będą nas potrzebować…-

- Jimmy! Stop!- wyciągnęła rękę by nie podchodził bliżej- Pracuję z Paddy, Lenę,
bardzo cenię, jest mi bliska, zawsze im pomogę. Ale to ich małżeństwo. Jeśli
poproszą mnie o pomoc, radę, chętnie pomogę, ale nie będę się wtrącać! A ty-
spojrzała mu w oczy- Nie rób się z siebie bohatera. Bohater, wyjechał a ty nie
jesteś nawet jego marną kopią. Nie zastąpisz im Luka. Być po prostu sobą-
złapał mocno jej dłoń- To wychodzi ci najlepiej- wyrwała ją i odeszła. Jeszcze
przez chwilę patrzył za nią.

….

- Już późno, muszę odebrać Ninę- Lena, stała oparta o ścianę. Paddy,
podszedł bliżej.

- Co dalej?- zapytał cicho.

-Nie wiem. Nie zmieniłam zdania- patrzył w granatową głębie jego oczu.
Wiele razy w niej tonęła, zatracała się. Był tak blisko, na wyciągnięcie ręki.
Dalej go kochała, tak samo mocno!

- Jeszcze kilka tygodni temu byliśmy szczęśliwi, a teraz…Nagle nas nie ma-

- Od dawna źle się dzieje- spuściła wzrok.

- No na pewno daleko nam do idealnego małżeństwa, ale kochamy się -
przyłożył jej dłoń do swojego policzka- Mieliśmy tyle problemów, wątpliwości,
ale na końcu nasza miłość zawsze wygrywała. Lena, kocham cię- ucałował
wnętrze jej dłoni- Bardzo. I nigdy nie przestanę-

- Zdradziłeś mnie-

- Nie zdradz…Przepraszam. Wybacz mi- poprosił cicho.

- Nie. Nie chcę…-

- Lena, błagam cię!- mocno ją do siebie przytulił, nie chciał pozwolić jej
odejść.

- Poprosiłam cię o czas. A ty przeprowadziłeś się do Kolonii i to w dodatku
na wprost Livii!- w końcu udało jej się wyswobodzić.

- Luk, mnie o to poprosił!- podniósł głos- Chcę być bliżej was! Bliżej córki!-

- Może to i lepiej…- minęła go- Przyjedź jutro po Ninę, niech spędzi u ciebie,
weekend – wyszła z jadalni. Z wieszaka zdjęła jasny płaszcz, torebkę- Skoro
będziesz w Kolonii, możesz ją zabierać do siebie-

-Dziękuje!- wrzasnął wściekły.

- Nie podskakuj!- również podniosła głos- Jeśli coś ci nie pasuje, możesz widywać
ją dwa razy w miesiącu!-

- Nie poznaję cię! No kurwa, nie wierzę!-

- Tylko jeśli będziesz potrzebował pomocy, nie leć do Livii!- wybuchła- I jeszcze
jedno! Pogadaj ze swoją rodziną o naszym rozwodzie!- trzasnęła drzwiami.

Stał i gotował się ze złości, wiedział, że zawinił, czuł się z tym paskudnie ale
zachowanie Leny, doprowadzało go do szału! Nie pobiegnie za nią! Zły, stanął
przy oknie, patrzył jak luksusowe BMW, wyjeżdża z ogrodu- Wracaj do swojego
małego, ciasnego gniazdka!- wrzasnął, wiedział, że go nie usłyszy. Stał wpatrując
się w szybę. Potężny, solidny mur, odgradzał go od reszty świata, od Livii, która
mieszkała tuż obok.

……….

-Lena!- odwróciła się słysząc swoje imię. Uśmiechnęła się na widok przystojnego
szatyna przebiegającego przez jezdnię.

- Panie Prokuratorze, tam dalej są pasy- wpadła w jego rozwarte ramiona.

- Pięknie wyglądasz- powiedział z nieukrywanym zachwytem- Powinienem dodać,
jak zwykle- musnął jej policzek.

Parę minut później siedzieli już w jednej w przytulnych kawiarenek umieszczonej
w wąskich ulicach Kolonii- Piękna pogoda- rozkoszowała się Lena, wybrali stolik
na zewnątrz.

- Mamy w tym roku, prawdziwie piękną wiosnę- poprawił okulary- Urlop? -

Przez chwilę zastanawiała się co odpowiedzieć, nie było się czym chwalić, z
drugiej strony, miała kłamać?- Mieszkam tu od niedawna-

- Wróciliście do Kolonii?- zapytał zdziwiony.

- Tak-

- Wpadnij kiedyś do prokuratury, odwiedź stare śmieci- przysunął się bliżej,
staranie wyczyścił serwetką widelczyk i podał go szatynce, ale jakoś nie
miała ochoty na sernik- Zobaczysz swoich dwóch asystentów. Tom, dostał
się do Berlina! Obaj robią zawrotną karierę- kontynuował- Wiele się u nas
zmieniło, ale kilka osób przetrwało, w tym ja- roześmiał się, wytarł drugi
widelczyk- Wpadnij!-

- Nie byłam jakoś specjalnie lubiana- zaśmiała się gardłowo.

- Zazdrościli ci!- szturchnął szatynkę- W tak młodym wieku taka kariera!
Takie osiągnięcia! Najwyższy stołek w Monachium…-

- Przestań Denis, kiedy to było!- zamrugała powiekami, dyskretnie otarła łzy.

- Takich sukcesów się nie zapomina- wbił widelec w sernik- Od lat najlepszy!-
rozkoszował się smakiem- Jedz- ponownie ją szturchnął- Pamiętasz jak na
studiach, przychodziliśmy tutaj? Sernik, kodeks i kawa- wspominał.

Nie pamiętała, albo nie chciała pamiętać. To musiało być bardzo dawno temu,
była już aż tak stara? Dobiegała czterdziestki i jak wyglądał jej życiowy bilans?
Raczej kiepsko, po karierze nie zostało już nawet wspomnienie, rozwód, stare,
małe mieszkanie. Wstając rano, uśmiechała się do swojego odbicia, zaczynała
od nowa, wow, super! Kogo chciała oszukać? Siebie? Który to już raz? Na co dzień
starała się o tym nie myśleć, za bardzo bolało. Jej odejście od Patricka, przyćmiła
tragedia Elsy, nie miała czasu użalać się nad sobą. Dopiero spotkanie z Denisem,
coś jej uświadomiło. Przegrała własne życie.

- Lena, wszystko w porządku?-

Pokręciła głową- Nie. Nic nie jest w porządku, ale nie chcę o tym rozmawiać-
rzekła cicho- Co u ciebie?-

- U mnie…po staremu. Praca, sprawa za sprawą, raz w tygodniu wykładam
na uczelni- miała wrażenie, że jeszcze jedno jego słowo i wybuchnie płaczem.
- Staram się zwolnić, ale nie potrafię- odłożył widelczyk, wytarł usta- W wolnej
chwili sport, motor, ścianka-

Zakryła dłonią oczy- Nie zwalniaj, jeśli raz to zrobisz, możesz utknąć-

- Co się dzieje?- zapytał cicho, ujął jej dłoń- Kiedy się rozwiodłaś?- tym pytaniem
prawie zwalił ją z nóg- Obrączka- dotknął kciukiem jej palca- A raczej jej brak.
Zboczenie zawodowe do szczegółów-

- Może ją zdjęłam a może zapomniałam założyć?- patrzyła mu w oczy.

- Nie- powiedział stanowczo- Ślad na twoim placu świadczy o tym, że rzadko
ją zdejmujesz. Powiedziałabym nawet, że nigdy jej nie zdjęłaś- wodził kciukiem
po delikatnym wgłębieniu- Taka kobieta jak ty, nie zapomina o obrączce. Jesteś
żoną gwiazdora- zrobił śmieszną minę- W każdej chwili ktoś może cię rozpoznać,
zauważyć, byłaby afera. Atrakcyjna kobieta, zakochana w mężu, nie zdejmuje
obrączki, działa niczym odstraszacz- delikatnie położył jej dłoń na stole- Ten drogi
pierścionek, który chyba kosztował fortunę- przejechał palcem po brylancie- Miał
ci poprawić humor, dodać pewności siebie, odwrócić uwagę od śladu na palcu,
ale chyba mu się to nie udało- zakończył cicho.

Zawstydzona schowała dłonie pod stół- Dobry jesteś, zawsze taki byłeś-

- Ty, byłaś lepsza-

Zaśmiała się przez łzy- Byłam. Czas przeszły-

- Co się dzieje?-

- Nic. Rozstaliśmy się, wróciłam na stare śmieci, nie pracuję, wychowuję córkę.
Moi najlepsi przyjaciele wyjechali, ja zaczynam od początku. Ogólnie jest super-
zacisnęła dłonie na swoich ramionach- Jestem coraz starsza…-

- No tak, bo inni młodnieją kiedy ty się starzejesz- przerwał jej, roześmiała się,
ale był to śmiech przez łzy.

- Lena, nigdy nie jest za późno, by zacząć od początku- jego słowa były niczym
balsam- Wpadnij do sądu…-

- Denis, nie nalegaj. Każdy wie jak skończyła się moja wielka kariera, po drodze
kilka skandali, teraz rozwód-

- Lena, jesteś dla siebie zbyt surowa!- zaprotestował- Dwie lampki, czerwonego
wina!- zwróciła do przechodzącej kelnerki- Wmawiasz to sobie! Nie pracujesz bo
urodziłaś dziecko! Jesteś matką, prowadzisz dom…- spojrzała na niego z ironią.

- Nina jest najważniejsza, ale z tym prowadzeniem domu, to nie przesadzaj-
zanurzyła usta w winie- Jaki dom? Wstawiam pranie i włączam zmywarkę-
prychnęła- Ale wracam do fundacji-

- Nie chcesz wrócić do pracy?- jego słowa były niczym ulotne marzenie,
niczym latawiec kołysany na wietrze a którego nie mogła złapać- Pomogę
ci- zauważyła, że na końcu latawca jest sznurek, krótki, ale jest! Otrząsnęła
się.

- Nie proponuj mi tego nigdy więcej- poprosiła zimno.

- Lena…-

- Nigdy więcej!-

Przez chwilę na nią patrzył, obracał w dłoni kieliszek- Kilka dni temu była u mnie
ta twoja szurnięta przyjaciółka- szatynka spojrzała na niego- Z mężem.  Zgłosili
gwałt- słuchała go- Trochę kiepska sprawa, po czasie, zero świadków, zero śladów-

- Zawsze są ślady. Wiesz o tym-

- Akurat ta sprawa…-

- Mogę przejrzeć akta? Bo chyba wziąłeś tą sprawę?- zobaczył w jej oczach
ożywienie.

- No wziąłem, jest zgłoszenie, jest postępowanie- poprawił okulary- Mogę cię
odwiedzić, przyniosę akta-

- Jasne. Adres znasz. Ten sam co w przeszłości, której nie bardzo pamiętam-

……………

- Śpi tak spokojnie- Paddy, od samego rana był niespokojny. Niedziela. Dzisiaj
musiał odwieźć córkę. Zerknął na zegar w kształcie sowy, dokładnie za pół
godziny – Mam wrażenie, że właśnie śnię swój najgorszy sen- zerknął na Cleo.
- Koszmar-

- Paddy, mam przeczucie, że wszystko się ułoży. Naprawdę- dodała widząc
przerażenie w jego oczach.

- Tak długo na nią czekałem, modliłem się o nią- dotknął rączki dziewczynki.
- Jest idealna- szepnął- I za kilkanaście minut muszę się z nią pożegnać-
po jego twarzy spłynęły łzy.

Cleo, westchnęła ciężko- Nie żegnasz się. Odwozisz ją do domu, tak trzeba-

- To jest też moja córka!-

- Uspokój się, porozmawiaj z Leną. To mądra kobieta. Sprawiedliwa-

- Nie poznaję jej- usłyszała- Czasem mam wrażenie, że nie chodzi tylko o
Livię, że ona to planowała od dawna, że mnie nie chce- ukrył twarz w dłoniach.

- Paddy, to nie tak- usiadła bliżej, objęła go ramieniem.

- Nie mogę uwierzyć, że prawie nic z nas nie zostało. To niemożliwe!- otarł łzy.

- Kochacie się-

- Naprawdę myślisz, że ona jeszcze mnie kocha?- nie odpowiedziała.

- Wiem, że jest ci ciężko, ale po burzy wyjdzie słońce. Podobno zawsze
tak jest- uśmiechnęła się, odgarnęła z czoła zbyt długą grzywkę.

- Byłem szczęśliwy. Bardzo. Chyba nawet za bardzo?-

-  Dasz radę- powiedziała to tak pewnie, że prawie uwierzył- Załatwię studio w
Kolonii, nagrasz płytę, zrobimy trasę. Jakoś ich przekonam- zobaczyła w jego
ciemnych oczach, iskrę nadziei.

- Naprawdę?-

- Tak. Ale nie możesz się poddać- zaznaczyła- Będziesz pracować i zajmować
się córką. Żadnych głupstw!-

- Obiecuję. Dziękuję- przygarnął menedżerkę do siebie.

……….

-Mogłeś przyjechać wcześniej- Lena, spojrzała na Patricka z wyrzutem. Nina,
spała, musiała ją wybudzać, przebrać, znów usypiać.

- Zasnęła, nie chciałem jej budzić- odpowiedział spokojnie, mimo, że wszystko
w nim buzowało.

- Na drugi raz, przywieź ją o 18- weszła do małego pokoju.

Obiecał sobie i Cleo, że nie urządzi awantury, ale miał ochotę potrząsnąć żoną.
- Lena, czy ty wiesz przez co ja przechodzę? Co ja czuję?!- milczała- Znasz mnie!
Dobrze wiesz co teraz czuję! Jak ciepię! – podniósł głos- Wiem, że zawiniłem ale
wymierzyłaś mi najgorszą z kar! To mnie zabija! Duszę się!- próbował nad sobą
zapanować- A ty rozliczasz mnie z widzeń z córką co do minuty!- ze złości aż
podskoczył.

Wstała, stanęła na wprost niego – Jak sobie to wyobrażałeś, Kelly?- mierzyli
się wzrokiem- Że przygoda z Livią, ujdzie ci płazem?! Że ja będę siedzieć w
domu, wychowywać Ninę a ty będziesz się zabawiał?! – ona również podniosła
głos- Ja również popełniłam błędy i poniosłam konsekwencje. Choćby moja
kariera, zdrowie. Mnie też nasze rozstanie cholernie boli! Znasz mnie!- podeszła
jeszcze bliżej- Wiesz jak o nas walczyłam! Z Zoe, Joelle…Z każdym. Po drodze
była jakaś Ania, Livia. Co ty sobie wyobrażasz, że obrączka na palcu załatwi
wszystko?!- spuścił wzrok- Wspierałam cię, na wiele przymykałam oczy! Ale
wystarczy! – skrzyżowała ramiona- Najbardziej boli mnie, że wiele razy
schowałam swoją dumę do kieszeni. Wszystko można kupić albo nabyć ale
nie dumę! To czyni nas wyjątkowym- minęła go, oparła się o ścianę- Wiesz
jakie są najważniejsze cechy? – milczał.

- Duma i pokora! Płaszczyłam się przed jakaś fanką z Polski, przed Joelle!
Pojechałam do Belgii! Wiedziałeś o tym i nic nie zrobiłeś! To wszystko
we mnie siedzi- podeszła bliżej, położyła swoją dłoń na sercu- Głęboko,
we mnie. Teraz młodziutka, ładniutka Livia! I co jeszcze Kelly? I jeszcze
może mam ci oddać dziecko?! Tego chcesz?!- szarpnęła go.

- Naprawdę było aż tak fatalnie?!- patrzył na nią tak jakoś obco.

- Było pięknie, Paddy. Pięknie. I niech tak zostanie- odpowiedziała bez
chwili wahania.

- Kocham cię-

- Ja, też cię kocham. Ale nie mamy po szesnaście lat, czasem miłość
nie wystarczy-

- Więc co dalej?- oparł się o komodę, było mu słabo.

- Zróbmy mały bilans?Twój i mój- wpatrywała się w niego intensywnie.

- Będę nagrywał płytę w Kolonii, za jakiś rok, ruszę w trasę- zmienił temat,
chciał opuścić jej mieszkanie- Chciałbym widywać się z córką jak najczęściej-

- W porządku. Wystąpię o separację. Mamy małe dziecko,sąd i tak nie da nam
od razu rozwodu-

Nigdy go nie dostaniesz- pomyślał patrząc na żonę.

- W weekendy będę w fundacji, więc możesz zabierać Ninę do siebie-

- Ok. Mogę częściej?-

- Tak. Tylko pierw zadzwoń- teraz to już miał wrażenie, że się dusi! Ruszył
w stronę drzwi, bez pożegnania, wyszedł. To się nie dzieje! Lena, nigdy by
się tak nie zachowała! Co się z nimi stało? Jak mogło do tego dość?! Mimo
bólu, strachu, wiedział, że się nie podda! Że za rok, będzie siedział przy
stole przyjaciół i trzymał żonę za rękę! Nie podda się! Z natłokiem myśli w
końcu dotarł pod dom przyjaciół. Zauważył Livię, szła obładowana zakupami.

- Pomogę ci- chciał wziąć od niej torbę, ale mu na to nie pozwoliła.

- Zostaw mnie!- wrzasnęła.

- Livia, co z tobą?!-

- Nic. Zostaw mnie!- popchnęła furtkę.

- Niedawno rozmawialiśmy…- szedł za nią.

-Paddy, zostaw mnie. Nie chcę mieć do ciebie żalu, pretensji ale mam dość!-
chciała zatrzasnąć drzwi, ale udało mu się prześlizgnąć. W domu panował
półmrok i nieporządek.

- Livia, porozmawiajmy- złapał ją za ręce, zmusił żeby usiadła, zauważył na
jej bladej twarzy, ślady łez- Miałaś odpoczywać- rzekł cicho.

- Wszyscy się ode mnie odwrócili…Nie mam nikogo. Ojciec wraca dopiero
za dwa tygodnie- płakała- Fatalnie się czuję ze świadomością, że zniszczyłam
twoje małżeństwo, że masz przeze mnie problemy. Moja kuzynka Ania, nie
chce mnie znać, straciłam pracę, energię. Ktoś wypisuje o mnie bzdury na
forach. Fanki, hejtują mnie, musiałam zawieść swoje konto na portalu
społecznościowym. Mam dość- wyrzuciła z siebie, pochyliła się jakby pod
jakimś niewidzialnym ciężarem.

- Nie ty zniszczyłaś moje małżeństwo. Jeśli ktoś je zniszczył to ja sam-
dotknął jej dłoni- Pokaż mi te fora, Cleo, zajmie się wszystkim…-

- Proszę cię!- jęknęła udręczona.

- Obiecałem, że ci pomogę. Nie zostawię cię z tym samej- mocniej ścisnął
dłoń dziewczyny.

- Wyjdź i nie wracaj. Tylko o to cię proszę- szepnęła,

- Nie mogę-

- Dlaczego?- spojrzała na niego.

- Czuję się odpowiedzialny-

- Przestań! Nie jestem dzieckiem!- wstała, sięgnęła po zakupy, zaczęła
wyjmować produkty na stół, zrzuciła z siebie kurtkę. Sięgnęła po wino.

- Livia, miałaś brać witaminy, odpoczywać…- stanął za jej plecami.

- Zacznę. Od jutra- uśmiechnęła się bezwiednie patrząc w okno- Od jutra-

- Odłóż to- wyjął z jej dłoni butelkę.

- Wyjdź- szepnęła, połykając własne łzy.

- Nie mogę. Nie chcę- powiedział to tak cicho, że nie wiedziała czy aby
na pewno to powiedział czy to raczej jej wyobraźnia.

- Nie mam już siły. Nie rozumiesz?- ich wzrok spotkał się w odbiciu szyby.
- Jestem zakochana w tobie, twoja obecność mi nie pomaga. Wyjdź, proszę-
jęknęła- Wyjdź-

Przez chwilę się wahał, opuścił kuchnie, minął hol, zamknął za sobą drzwi.

Ostatnie dni przypominały mu jazdę pod prąd, niby wiedział, że źle robi ale
nie potrafił zawrócić. Wiedział co i kto jest dla niego ważny, najważniejszy.
Popełnił wiele błędów i nawet rozumiał żonę, ale czuł się też bardzo skrzywdzony.
Nie potrafił tak po prostu iść do domu na wprost. Luk, miał rację. To było jak
test. Los go testował, sam nie rozumiał siebie. Zawrócił, znalazł ją w kuchni,
dokładnie w tej samej pozycji co kilka minut temu. Bez słowa wziął ja w ramiona,
wtulił się w jej jasne włosy, czuł, że go obejmuje, że płacze, jeszcze mocniej
ją do siebie przytulił.

Rozdział 265- Million Flies

Rozdział się rozciągnął i w sumie najważniejsze się nie zmieściło ;) Więc
do następnego ;)

Luk, zamknął za sobą drzwi, przez całą drogę nie rozmawiali, nawet na
nią nie zerknął. Od powrotu z Afryki coś podejrzewał a może nawet wcześniej.
Po rozmowie z Cleo, był już prawie pewien, że z jego żoną dzieje się coś
złego, kiedy tylko ją zobaczył, zrozumiał, że stało się coś strasznego. Czekał
na odpowiedni moment, chwilę…Chciał żeby to ona mu powiedziała, żeby
mu ufała, był nie tylko jej mężem ale i najlepszym przyjacielem. Podejrzewał
najgorsze ale chyba nie chciał dopuścić do siebie prawdy. Od jego powrotu
minął tydzień. Elsa, straciła radość życia, była jeszcze bardziej uszczypliwa,
kłótliwa, zadziorna. Unikała go. Jego pocałunków, bliskości a nawet obecności.
Z każdym kolejnym dniem, utwierdzał się w przekonaniu, że ktoś musiał ją
skrzywdzić.

Mimo wszystko dał jej czas, chciał usłyszeć o tym od niej. Jeden, krótki sms
od Leny, potwierdził jego obawy. Adres szpitala, przyjedź. Kiedy znalazł się na
oddziale ginekologii, miał wrażenie, że się dusi. Kiedy ją zobaczył, zapłakaną,
przerażoną, bez słowa wziął ją za rękę i wyprowadził. Milion myśli szalało w
jego głowie.

- Słucham- zapalił światło w salonie, blondynka płakała.

- Gdzie dzieci?-

- Lucas, u kolegi. Rano jedzie na turniej a Mary, śpi. Poprosiłem Livię, żeby
przy niej posiedziała-

- Livię?-

- Będziemy teraz kłócić się o Livię?- zapytał poważnym tonem, opierał się o
ścianę.

- Zgaś światło, proszę- otarła łzy. Sama zapaliła niewielką lampkę która stała
przy kanapie.

- Co tam robiłaś? W tym szpitalu?- stał niczym posąg. Nie poruszał się, nie
zdradzał emocji- Czekałem tydzień. Albo powiesz mi co się dzieje albo za pół
godziny już mnie tu nie będzie-

Przygryzła usta, jej ciałem wstrząsał szloch. To było cholernie trudne! Nie mogła
go stracić i nie mogła dłużej ukrywać prawdy! Mimo iż to ona została skrzywdzona,
czuła się brudna, niegodna, czuła się fatalnie- Ktoś mnie zgwałcił- usłyszała swój
głos- Kiedy byłeś w Afryce. W pracowni. Nie wiem kto- wyrzucała z siebie.

W końcu odważyła się spojrzeć na męża, był blady, jakby przezroczysty,
osunął się na ziemię i rozpłakał. Wyglądał jak ich syn. Chciała do niego podejść,
ale nie potrafiła wstać, nogi odmówiły jej posłuszeństwa- To tak bardzo boli-
pisnęła.

Czuła jego silne ramiona, mocno ją do siebie przytulał, wtulił twarz w jej
brzuch, płakał. Jego rozpacz była wręcz namacalna- Jestem w ciąży- zacisnęła
powieki- Dzisiaj chciałam usunąć. Ale to może być twoje dziecko, szanse są
pół na pół. Nie mogłam- mimo bólu, strachu, poczuła ulgę. Jakby ktoś zdjął
z jej pleców zbyt ciężki plecak i pomógł jej go nieść.

Spojrzał na nią- Dlaczego mi nie powiedziałaś?-

- Musiałam sama się z tym uporać-

- Nie jesteś sama. Masz mnie- mocno ścisnął jej dłonie- Nie ufasz mi?-
wyczytała z ruchu jego ust.

-Ufam- szepnęła.

Usiadł na ziemi, otarł twarz- Czuję się zraniony, odsunięty. Czuję wściekłość!-
uderzył dłońmi o podłogę- Mógłbym zabić, nawet ręka by nie drgnęła. Znasz go?-

- Nie-

- Wiesz, że gdybyś usnęła, odszedłbym?- spojrzał na żonę, milczała.

- Zgłosiłaś to?- zaprzeczyła.

- Jak przebiega ciąża?- dotknął jej brzucha, chciała się odsunąć ale jej nie
pozwolił- Nie odtrącaj mnie!-

- W porządku-

- Jutro złożymy zawiadomienie- widząc, że chce zaprotestować, mówił dalej.
- Ten…Musi ponieść konsekwencje! Musi- wrzasnął.

- Nie chcę o tym opowiadać-

- Będę przy tobie. Pójdziemy też razem do lekarza, chcę mieć pewność, że
z moim dzieckiem, wszystko w porządku- patrzył jej w oczy- Elsa, przejdziemy
przez to razem- mówił to tak pewnie- Kochamy się. To moje dziecko i nigdy
nie zrobimy badań, ok?-

- Ale ja muszę wiedzieć…-

- Nie! Nie zrobimy tych pieprzonych badań, ok?- zacisnął dłonie na jej ramionach.

- Jutro porozmawiamy z tym znajomym prokuratorem. Denisem?- próbował
przypomnieć sobie imię- Wyjedziemy stąd- powiedział to tak jakby mówił o
pogodzie.

- Ale jak wyjedziemy?- nie rozumiała.

- Polecimy na jakiś czas do Toskanii, mam kilka projektów. Będziemy żeglować,
odpoczywać, musisz dojść do siebie- otarł jej łzy.

- Nie chcę…Dzieci chodzą do szkoły-

- Pójdziemy do szkoły. Poprosimy o rok indywidualnego nauczania. Będą uczyć
się w domu, zdawać testy online. Będziemy podróżować. Pojedziemy do Toskanii,
do Irlandii, tam gdzie zapragniemy- wysilił się na uśmiech, otarł swoje łzy.

Nie wiedziała co powiedzieć, co odpowiedzieć, pomysł wydawał jej się tak szalony,
że aż nierealny. Nie chciała utracić swojego życia, ale najbardziej nie chciała stracić
swojej rodziny. Byli najważniejsi!- Co z domem? Na jak długo wyjedziemy?-

- Na pewno na rok. Urodzisz, dojdziesz do siebie i wrócimy- zapewnił ją.

- Lena i Paddy, się rozwodzą…-

- Dadzą sobie radę. Jimmy, pogodził się z Patrickiem. Jest jeszcze Cleo-
na wszystko miał odpowiedź.

- Ok- szepnęła.

- Zgadzasz się?-

- Tak-

Pomógł jej usiąść na swoich kolanach, mocno ją do siebie przytulił- Nie płacz-
szepnął.

- Kocham cię, Luk-

- Pamiętaj, że ja mocniej. Nie potrafię bez ciebie żyć- sięgnął po klamrę w jej
włosach, jej jasne włosy rozsypały się z ciasnego koka. Wtulił w nie, twarz.
- Najważniejsze, że jesteśmy razem- tymi słowami chciał przekonać ją ale i
siebie samego.
………….

Lena, trzymając na rękach córkę, pewnie zapukała w drzwi od domu Joeya.
Miała do niego biznes- Tanja- szatynka uśmiechnęła się- Cześć- weszła do
środka.

- Ninka, jakaś ty już duża- kobieta wzięła ją na ręce- Cały Paddy! Wypisz,
wymaluj, Paddy!-

Lena, przewróciła oczami pochylając się by zdjąć buty- To dla dzieci- pomachała
trzema kolorowymi torebkami. Pomaszerowała za gospodynią domu.

- Luca i Leona nie ma, ale Lilian jest- uklęknęła obok córki, która bawiła się klockami.
- Zobacz kto nas odwiedził?

- Jaka duża! Dzieci tak szybko rosną, my się starzejemy- westchnęła szatynka.
-Choć do cioci- wzięła dziewczynkę na ręce- Joey! – kobiety roześmiały się.

- Tryskasz radością- w długim holu pojawił się Joey. Wyglądał jak Pan Domu i
to w dodatku nawiedzonego. Mimo, że jej szwagier miał niesamowite poczucie
humoru,to wyraz jego twarzy był prawie zawsze taki sam. Rzadko kiedy się
uśmiechał, a przynajmniej w jej towarzystwie, czasem sama nie wiedziała czy
żartuje czy mówi na poważnie. Mimo wszystko uwielbiała go!

- Hej- podeszła się przywitać, zwróciła uwagę, że dotknął jej włosów.

Miał zaciśniętą szczękę, włosy ciasno związane, spodnie z dresu i jakąś wiekową
koszulę- Mam do ciebie sprawę- uśmiechnęła się, obrzucił ją uważnym spojrzeniem.

- Siadajcie- Tanja weszła do salonu z tacą a na niej świeżo zaparzona kawa i
kusząco pachnący placek. Lena, usiadła, posadziła córkę na kolanach.

- Mała chyba tęskni za ojcem- Joey, usiadł na wprost bratowej. Lena, zaczęła
przeczuwać nadchodzące kłopoty. Wyprostowała się dumnie, poprawiła
sukienkę córki, zakryła dłonią ślad po obrączce.

- Lena, masz śliczną bluzkę- Tanja, usiadła bliżej, dotknęła rozkloszowanego
rękawa. Joey, przewrócił oczami, jeszcze nie zaczęli rozmawiać a on już
wyglądał na znudzonego.

- To najnowsza kolekcja…Możemy razem wybrać się na zakupy…-

- Na pewno nie! Pójdę z torbami a nie mam głosu ani uroku Patricka żeby na
to wszystko zarobić!-

- Paddy, na mnie nie zarabia. To nasze pieniądze- odpowiedziała łagodnie.

- Już podzieliliście majątek?- wbił w nią wzrok.

- Jeszcze nie. Ale raczej ja zgarnę większą część- uśmiechnęła się beztrosko.

Tanja z Joeyem, zaniemówili- Należy mi się- Lena, nie wyglądała na skrępowaną.
-Żartuję! Spokojnie- roześmiała się ale jakoś nikt inny się nie śmiał.

- Koniecznie, musimy się umówić na te zakupy- jako pierwsza odezwała się Tanja.
- Piękny kolor. Fiołkowy- jeszcze raz dotknęła bluzki.

- Lenka, wyglądasz kwitnąco- Joey, zamieszał w filiżance, oblizał łyżeczkę- Jakbyś
właśnie wróciła z miesiąca miodowego a nie się rozwodziła-

- Joey- upomniała go żona.

- W porządku. Już wiesz- podała córce butelkę z sokiem- Mieszkam w Kolonii, w
swoim dawnym mieszkaniu i tak rozstałam się z Paddym. Na razie jeszcze nie
rozmawialiśmy o rozwodzie. I nie ograbię go z naszych pieniędzy ani nie odsunę
od Niny. Na pewno tęskni za ojcem- musnęła główkę córki- Ma wspaniałego ojca-
podkreśliła – Liczę, że dogadamy się z Paddym- zakończyła z uśmiechem- A i
jeszcze jedno. Nie kwitnę Joey, wyglądam normalnie. Wiele przeszłam, nie
odwiedzałeś nas, kiedy nie wychodziłam z łóżka, nie myłam włosów albo nie
mogłam się ruszać- mówiła spokojnie, uśmiechała się przy tym- Nie oceniaj
mnie, proszę. Kocham Patricka i tym razem nie uciekam. Odchodzę, Nie wyszło
nam, zdarza się- dotknęła kołnierzyka bluzki- Pyszne ciasto- spojrzała z uznaniem
na Tanję.

- Nie pasujecie do siebie- słysząc słowa Joeya, zakaszlała, kawałek placka
utknął jej w gardle, Tanja, podała jej szklankę z wodą i uderzyła w plecy.

- Dzięki. Już ok- szepnęła- Może masz rację, nie pasujemy-

- Rozmawiałem ostatnio z Paddym, powiedziałem mu to samo. Zawsze mu
to mówiłem, mimo wszystko bardzo cię lubię, cenię i uważam, że Patrick,
ma cudowną, mądrą żonę- odłożył filiżankę- Tyle tylko, że wasze małżeństwo
to dwa, różne światy- zakończył.

- Joey, my też byliśmy różni, to znaczy nasze, światy- Tanja, spojrzała czule
na męża.

- Dopasowaliśmy się. Ja zarabiam a ty prowadzisz dom. Małżeństwo to układ.
Kompromis-

Lena, nie mogła się z nim nie zgodzić- Coś w tym jest. Wasze małżeństwo to
wy- spojrzała na nich- A moje małżeństwo to, ja, Paddy, Joelle, Zoe, Livia…
Ciągle upadki i wzloty. Nie rozmawiajmy o tym- poprosiła cicho.

- Mimo wszystko, jesteście małżeństwem, tak też powinniście się zachowywać-
Joey, nie odpuszczał- Powinnaś trwać przy mężu, macie córkę! Lena, nie możesz
go zostawić! -

- Mogę- spojrzał mu w oczy.

- Naprawdę chcesz takiego życia dla swojej córki?-

- Chcę dla niej normalnego życia i nie wtrącaj się!-

- Dał ci za dużo swobody!-

- Ty chyba żartujesz? A kim ja jestem? Krową która nie może opuścić
pastwiska? – szatynka podniosła głos- To nie ja obściskuję się w hotelu!-
zagotowała się ze złości.

- Joey, daj spokój! Nie wtrącaj się!- Tanja naskoczyła męża.

- A co jeśli znów się załamie?!- Joey nie wytrzymał i wstał, zaczął nerwowo
krążyć po salonie- Co jeśli zamknie się w zakonie?!-

- Nie załamie się! – szatynka również wstała- A jeśli by do tego doszło, to wy,
mu pomożecie! W końcu ma rodzinę!- wrzasnęła. Zrobiło jej się głupio- Wróciłam
do biegania, wprawdzie muszę uważać, ale potrzebuję sportu. Chciałam prosić
cię o pomoc, chciałabym za jakiś czas biec w maratonie- pochyliła się by wziąć
z kanapy kolorową torbę Niny- Niepotrzebnie tutaj przyszłam- ruszyła w stronę
drzwi- Będziemy w kontakcie- uścisnęła blondynkę.

- Lena, nie wychodź- kobieta chciała ją zatrzymać- Tak się cieszę, że nas
odwiedziłaś.I co narobiłeś?!- podniosła głos na męża.

Szatynka, zapięła Ninę w foteliku, zamykając drzwi, wpadła na Joeya.
- Przepraszam- wydukała- Nie zauważyłam cię- założyła włosy za ucho.

- Nie chcę się wtrącać. Martwię się o niego-

- Wiem. To dobrze, to twój brat- uścisnęła jego ramię- To najtrudniejsza decyzja
w moim życiu- zamyśliła się- Jeszcze się nie rozwiedliśmy. Ale jedynie Paddy,
może mnie skłonić do zmiany decyzji, nikt inny. Nie boję się potyczek słownych
z tobą , z waszą rodziną. Ja, chyba nie boję się już niczego- spojrzał mu w oczy.

- Odwiedzaj nas częściej i chętnie ci pomogę w biegach. Tylko czy to bezpieczne?-

-Tak- uśmiechnęła.

- Wiem, że sport pomaga. Pomógł mi w walce z agresją, używkami. Chciałem tą
pasją zarazić Jimma i Patricka- Joey, zaśmiał się- Paddy, w przeszłości kilka razy
biegł ze mną, ale teraz nosi ciasne spodnie i brzuch mu urósł- szatynka wybuchła
śmiechem, pod powiekami czuła łzy- No a Jimmy, jest leniwy i biega jak baba!
Wstyd się z nim pokazać- teraz to już zanosiła się ze śmiechu- Dla Angelo, jest
już za późno, umarłby już przy wiązaniu butów. John, jest za daleko. Wiatr by go
porwał- szatynka przytuliła mężczyznę do siebie- Nie bądź na mnie zła- poprosił
cicho.

- Nie jestem- zapewniła go.

…………………….

Pół godziny później, Lena, zaparkowała pod domem Patricii, skoro wieść o ich
rozstaniu tak szybko się niosła, wolała mieć już za sobą rozmowę z szefową
rodu. Ociężale wysiadła z samochodu, wzięła na ręce córkę i powlokła się w
stronę furtki. Kiedy już nacisnęła dzwonek zauważyła samochód Maite- No
to będzie jazda- westchnęła i spojrzała w oczy Patricii.

- Lenka, ale niespodzianka!- wciągnęła szatynkę do środka- Nina- wzięła
dziewczynkę na ręce- Maite! Lena z Paddym, przyjechali!- wrzasnęła.

Lena, odwróciła się za siebie- Jestem sama- zauważyła, ze stresu potknęła
się o dywan.

- Cześć!- pulchna blondynka, przyciągnęła do siebie bratową- No nie ma się
kiedy spotkać! – ucałowały swoja policzka- Mam sukienkę z tej samej kolekcji!-
wrzasnęła Maite.

- Piękna bluzka!- Patricia, dotknęła materiału- Ślicznie wyglądasz. Gdzie Paddy?
U Luka? Bo po co odwiedzać starą siostrę- westchnęła.

- Paddy, jest w domu- szatynka podążyła za kobietami, rozsiadały się wygodnie
w salonie- Maite, przywiozła ciasto. Rewelacja!- trajkotała starsza siostra Patricka.
- Przerwa w trasie- puściła oczko do szatynki- Gwiazda-

- Śmiej się , śmiej – Maite, nałożyła Lenie, ciasto- To, że jestem kobietą pracującą
i w trakcie trasy nie oznacza, że zapomniałam jak się piecze ciasta. Mężowi
trzeba dogadzać, dbać o niego, kochać- uśmiechała się- Mam wprawdzie siedem
żyć ale…-

- Maite, to nie promocja ani pytanie o powrót Kelly Family- Patricia weszła jej w
słowo. Lena, zakrztusiła się bezą, co za dzień!

- Mówiłaś, że płyta ci się podoba- Maite zerknęła na siostrę.

- Bo mi się podoba!- Patricia objęła kobietę, musnęła jej włosy- Jestem z ciebie
dumna. Byłam na koncercie, no prawdziwa gwiazda!- puściła zaczepnie oczko.

- Też muszę się wybrać- Lena, uśmiechnęła się- Wybiorę się z Elsą-

- Spotkałam ostatnio Elsę, była niemiła, skrytykowała moją płytę, darła się na
Luka. U niej wszystko ok?- Maite, spojrzała na wbitą w kanapę Lenę.

- Ma problemy-

- Od dawna z głową- podsumowała Patka- Zaprosiłam ją na obiad, nie przyszła-

- Ma poważne problemy, miała wypadek. Przecież wiecie- Lena, odłożyła talerzyk.

- Nałożę ci jeszcze- zanim szatynka zdążyła zaprotestować i podziękować, na
jej pustym talerzu, wylądował kawał ciasta.

- A ty co sądzisz o płycie?- Maite, wbiła w nią wzrok, poprawiła kołnierzyk
od jej bluzki i odgarnęła włosy z twarzy- Paddy, jest zachwycony!- dodała.

Jeszcze jej nie przesłuchałam, pomyślała a na głos powiedziała- Podoba mi
się, jest taka… -czuła wzrok sióstr na sobie- Niemiecka- wydukała.

- A jaka ma być?- Maite, zmarszczyła brwi.

- No myślałam, że będzie w języku angielskim?- Lena, zapytała nieśmiało.

- Miała być- chrząknęła Maite- Następna będzie-

- Nie będzie- śmiała się Patricia- Maite jest teraz nową Heleną Fischer, i bardzo
jej się to podoba!- klasnęła w dłonie.

- Ja trochę tęsknie za Roses of Red, a najbardziej za piosenkami z Homerun-
Lena, wbiła widelczyk w puchate ciasto.

- Na koncercie śpiewa kilka starych hitów- rzekła z uznaniem Patricia- I tańczy,
przebiera się, szaleństwo- w salonie rozległ się śmiech.

- Przyjdę na koncert na pewno. Z Elsą- Lena, objęła szczęśliwą Maite- Najważniejsze,
że robisz to co lubisz. Szlagiery nie są…Złe- powstrzymywała śmiech.

- Niedługo gram w Monachium, dam ci znać. Zabierz Patricka-

- Mieszkam w Kolonii, w swoim dawnym mieszkaniu- wydukała Lena z pełnymi ustami.

- Dlaczego?- przeraziła się Patricia.

- Coś się stało?- Maite, zatkała dłonią usta- Ktoś was okradł? Fanki was znalazły?!-

Lena, zakaszlała, kawałek ciasta wypadł jej z ust- Przepraszam-

- Ktoś was skrzywdził?!- lamentowała Patricia- Coś złego się stało?!-

- Tak. To znaczy, nie- włożyła widelczyk z ciastem do ust- Rozwodzimy się- policzyła
w myślach do trzech i rozpoczęła się gigantyczna awantura. Boże, pomóż mi przeżyć
ten dzień, błagała w myślach. Teraz do salonu powinien wejść Denis z nalewką,
ale nic takiego się nie wydarzyło.

Patricia, krążyła po salonie, żywo gestykulując, wołała co chwilę Denisa,kazała
otowrzyć okno, łapała się za serce,  Maite, na przemian krzyczała by za chwilę
uderzyć w płacz, Nina, przerażona, zanosiła się wrzaskiem. Po kilkunastu
minutach, Lenie udało się w końcu dojść do głosu- Nic więcej nie powiem.
To sprawa między mną a Paddym, jego pytajcie- w torebce udało jej się
znaleźć smoczek, tuliła przerażoną Ninę

- Powiedz, że żartujesz!- Patricia podparła się pod boki.

- Nie żartuję. Chciałam wam powiedzieć żebyście nie dowiedziały się od
osób trzecich. Doceńcie to- zasłoniła się Niną.

- Lena, o czym ty w ogóle mówisz?- Maite usiadła prawie na szatynce, udało
jej się wyrwać kawałek spódnicy spod szwagierki.

- Tak się czasem dzieje…-

- Tak się nie dzieje! Co cię napadło?!- grzmiała rozjuszona Patricia.

- Zapytajcie brata- chciała wstać ale Maite wcisnęła ją w kanapę- Po prostu
nie wyszło nam – dodała.

- Lena, posłuchaj mnie- Patricia, próbowała się uspokoić, usiadła obok szatynki,
-Nie ma małżeństw idealnych, popatrz na moje! Ja, ciągle w trasie, Denis,
często sam zajmuje się domem, chłopcami. Też mieliśmy swoje problemy!-

- Ale ja nie mam problemu z popularnością Patricka! Z tym, że jest w trasie!-

- Więc z czym?!- Maite, nie rozumiała.

- To nasza sprawa!-

- Chcesz powiedzieć, że kogoś poznałaś?- Patricia wbił w nią wzrok.

- Zwariowałaś?!- wrzasnęła oburzona Lena, udało jej się wstać-  A może to
Paddy, zawinił? Bierzecie taką opcję w ogóle pod uwagę?!- przytuliła do
siebie córkę.

Siostry milczały, jako pierwsza odezwała się Patricia, wstała, wygładziła
dłońmi fałdy spódnicy- Lenka, kochana. Paddy, to facet…W dodatku sławny,
przystojny. Kobiety za nim szaleją-

- Nie chcę tego słuchać! Paddy, to normalny facet, mój mąż. Nie widzę w
nim gwiazdora!- podniosła głos, miała dość.

- A może powinnaś ?- Maite również wstała- Wzięliście ślub, macie córkę, wiele
was łączy. Wiedziałaś za kogo wychodzisz za mąż! -

- Czy wy siebie słyszycie?- wrzasnęła- Nawet nie wiecie w czym problem?!
Nic was nie interesuje, tylko wasz brat! Ok! Wychodzę!- wściekła ruszyła w
stronę wyjścia.

- Lenka, to nie tak- Patricia starała się uspokoić sytuację, uśmiechnęła się
ale zamiast uśmiechu na jej twarzy pojawił się grymas- Po prostu przemyśl
to jeszcze, porozmawiajcie. Macie wspaniałą córkę. Paddy, się załamie-
rozpłakała się- On się nie podniesie po waszym rozwodzie. A co jeśli znów
zamknie się w zakonie?- kurczowo trzymała rękę Leny- Życie jest ciężkie,
ale proszę cię, przemyśl to jeszcze. Błagam!-

- Paddy, dzięki mnie!- wrzeszczała Lena- Jest silnym mężczyzną! Nie załamie
się! Wiem to! I nie ucieknie do zakonu!- wierzyła w to co mówi.

- Lena, porozmawiajmy!- Maite chciała zatrzymać szatynkę.

- Nie! Mam dość! – trzasnęła drzwiami.

…………..

Zatrzymała się dopiero niedaleko parku do którego często chodziła z Elsą,
Jimmem. Włożyła Ninę do wózka i ruszyła wąską alejką. Dopiero teraz poczuła
tępy ból głowy, dzień wrażeń! Rozumiała rodzinę Patricka, nawet cieszyła się,
że stoją za nim murem! Ale znali ją tyle lat! Nikt nie zapytał jak ona radzi sobie
z tą sytuacją? Znała swojego męża i skoro doszło między nim a Livią do
czegoś to musiał coś czuć do tej dziewczyny! Usiadła na ławce, bujała wózek,
Nina po dniu wrażeń, zasypiała. Pomyślała o Elsie, wysłała jej wczoraj
wiadomość ”Dziękuję”. Odetchnęła z ulgą. To ona wysłała krótką wiadomość
do Luka, oboje byli jej przyjaciółmi. Wierzyła w niego, była pewna, że stanie na
wysokości zadania! Chciała do nich pojechać, ale postanowiła dać mi czas.
Przykryła córkę kocykiem, sama wystawiła twarz do słońca, śpiew ptaków,
szum wody, zapach wiosennych kwiatów. Świat jednak był piękny- Lena?!-

Otworzyła szeroko oczy- Meike?!- patrzyły na siebie jakby pierwszy raz
się widziały. Dzień Świra. Tylko ta myśl, nasunęła się szatynce- Hej-
wstała by się przywitać.

- Jesteś sama?- Meike, rozejrzała się.

- Tak. Z Niną- wskazała na wózek- Paddy, jest w Monachium a ja mieszkam
w Kolonii- wyznała zrezygnowana, szatynka, usiadła obok Leny. Przez chwilę
milczały.

- Jak się czujesz?-

Lena, zerknęła na Meike-  Dziękuję, dobrze- odpowiedziała spokojnie.

- To koniec?-

Szatynka wzruszyła ramionami- Nie wiem. Chyba tak-

- I co czujesz?-

- Spokój- odpowiedziała od razu- Dalej go kocham, ale nie płaczę, nie rozpaczam.
Wstaję rano, zasypiam, idę na spacer i cały czas towarzyszy mi spokój. Coś ze
mną nie tak- zaśmiała się nerwowo- Jeszcze dwa tygodnie temu widziałam swoje
racje, a dzisiaj…Nie wiem-

- Przeraźliwa cisza- Meike, poprawiła okulary- Nikt nie krzyczał, nie grał, nie
śpiewał. Dom nagle zaczął mnie przytłaczać, cisza, przerażać. Zostałam sama,
z trójką dzieci i złamanym sercem. Moja sytuacja była inna, bo to ja zostałam
porzucona. Dopiero po latach poczułam spokój o którym mówisz- w końcu
zerknęła na szatynkę- Dzisiaj cieszę się, że mam to już za sobą-

- Jesteś szczęśliwa?-

- Tak. Chyba tak. Jest inaczej, spokojniej, normalniej. Chyba tego potrzebowałam -

- Nadal go kocham- Lena, uśmiechnęła się. Spojrzała na swoją nową biżuterię,
mimo iż była robiona na jej specjalne zamówienie, brakowało jej, obrączki.

- I zawsze będziesz. Ja, chyba też nadal kocham Jimma. Oczywiście, już
inaczej- sprostowała – Ale on zawsze będzie dla mnie ważny-

Lena, chyba po raz pierwszy tego dnia, czuła, że ktoś ją rozumie, nie ocenia.
- Wszyscy cię wspierali a mnie…Skrytykowali- wyrzuciła z siebie.

- Lena, bo to Paddy- Meike, roześmiała się- Natomiast Jimmy, nigdy nie cieszył
się dobrą opinią, to było takie normalne…I to on mnie zostawił. Mnie i dzieci-

- Dziękuję ci- szatynka, uśmiechnęła się- Wiesz gdzie mieszkam, zapraszam
cię na kawę. Wpadnij-

- Przyjdę na pewno- Meike, nieśmiało uścisnęła kobietę, którą zawsze traktowała
z rezerwą. Wydawała jej się idealna, jakby lepsza, mądrzejsza. Niedawno
zrozumiała, że ideałów nie ma, są tylko różne gusta, i na ogół te same problemy.

………………

Trzy dni później. Monachium.

- Ale jak to wyjeżdżasz?- Paddy, wyglądał jeszcze gorzej niż dwie godziny temu,
kiedy Jimm z Lukiem, zapukali do jego drzwi.

- Już tłumaczyłem- fotograf uśmiechnął się.

-Nie żebym się jakoś martwił specjalnie, ale chyba zejdziesz na zawał?- Jimm,
żartował ale stan Patricka przerażał go.

Musieli użyć kluczy, bo książę spał, a właściwie udawał, że śpi. Wyglądał jak
menel który mieszka w koszu na śmieci. Dom, był w opłakanym stanie, puste
butelki, pudełka po pizzy, chińszczyźnie.

-Paddy- Luk, objął przyjaciela- Ja nie umieram ani nie lecę na Marsa. Zmieszkamy
w Toskanii, trochę w Irlandii i we Francji. Ciąża jest zagrożona, poprowadzi ją
znajoma lekarska. Natalia, prowadziła ciąże Leny. Ufamy jej- zakończył cicho.

- Podziwiam cię- Jimmy, chyba po raz pierwszy powiedział to na głos.

- Skoro mnie podziwiasz, to rzuć Nicol! Albo nie!- Luk, mierzył wzrokiem
muzyka- Zacznij myśleć i otwórz szeroko oczy. Jak już to zrobisz, zadzwoń
do mnie- uśmiechnął się pobłażliwie.

- Nie dam rady- szepnął Paddy. Właśnie o tym wspominał Livii, o fundamentach.
Najpierw Lena, Nina, teraz Luk. Zawalił się kolejny z fundamentów, nagle wszystko
zaczęło go przerażać, kiedyś już to czuł.

- Paddy, ale ja nie jestem ci potrzebny- Luk, potrząsnął przyjacielem- Ty, masz co
robić. Nagrać płytę!-

- Nie dam rady!- Paddy, kręcił głową.

- I odzyskać rodzinę! Masz rok! – dalej nim potrząsał- Jak wrócę, ma być płyta, żona
i córka! Przylecimy na koncert!-

- A ty- zaczął potrząsać Jimmem- Pogoń tą laskę, zajrzyj w głąb serca i wróć z
Kelly Family na szczyt! Będziemy w Dortmundzie! -

Ani Jimm ani Paddy, nie odezwali się, milczeli, mieli przerażone miny- Hej Kelly
wariaty!- wrzasnął Luk- Ilu was jest, nie wie nikt i bez jednego Luka, nie dacie sobie rady?!- nadal milczeli- Macie siebie! To chyba jest wasz kolejny moment? – niechętnie
zerknęli na siebie- To mnie powinniście pocieszać- fotograf posmutniał- To co spotkało
moją żonę, złamało mi serce, coś we mnie umarło- czuł złość- Muszę wyjechać!-

- Jedź- jako pierwszy przemówił Jimmy- Jedź i o nic się nie martw!-

- Jedź- szepnął posępnie Paddy- Tylko wpadnijcie na mój pogrzeb-

- Mam dla ciebie propozycję- Luk, zerknął na Jimma i wbił wzrok w Patricka.

- Przed śmiercią zakon?-

Jimmy parsknął śmiechem, Luk, również – Mówiłeś coś, że szukasz mieszkania
w Kolonii?-

- No- odpowiedział Paddy- Chcę być blisko Niny-

- W zamian za pilnowanie domu, sprzątnie, mam dla ciebie chatę- Luk, usiadł
obok muzyka.

- Nie chcę. Nie będę sprzątać!-

- Ty, będziesz tam mieszkał a Lena, zajmie się ogrodem- Luk, zagwizdał a
Paddy, prawie spadł z krzesła- Nasz dom. Możesz się tam wprowadzić, Elsa,
właśnie rozmawia z Leną- w Patricku obudziła się nadzieja- Ale jak mi zaniedbasz
dom, to cię powieszę za jaja o ile je masz, bo wciąż w to wątpię- żartował Luk.

- Na wprost będziesz miał Livię. Taka pokusa. Sprawdzian dla ciebie- do
rozmowy wtrącił się Jimm- Sprawdzisz samego siebie-

- To jakiś test?- wrzasnął Paddy.

- Propozycja nie do odrzucenia- odpowiedział Luk.

- Przemyśl to- Jimmy, sięgnął po butelkę z piwem- Masz pięć minut. Inaczej ja
się wprowadzę i…-

- Zrobisz z mojego domu największy burdel w Kolonii. Paddy, będzie tam występował-
rechotał Luk- Za tydzień zapraszam was na kolację- objął przyjaciół- Oj, Kelly, Kelly,
kto was stworzył?-

………

- Myślałam, że będziesz zła- Lena, otarła łzy, mocno trzymała dłoń przyjaciółki.

- Nie jestem. Uratowałaś nas- szepnęła Elsa- Proszę, zrozum mnie. Ten wyjazd
jest nam potrzebny-

- Rozumiem- Lena, wybuchła płaczem, dała upust wszystkim tłumionym emocjom.

- Wiem, że mnie potrzebujesz…-

- Jedź- szlochała, coraz mocniej ściskając dłoń blondynki.

- Wrócę-

- Wiem. Przyjadę- przyjaciółki mocno się objęły- Obiecaj mi coś. Będziemy ze
sobą rozmawiać każdego wieczora. Co dwa miesiące się odwiedzać- płakała
Lena.

- Obiecuję- Elsa, również płakała- Mam do ciebie prośbę. Ktoś zajmie się
domem, będziesz tam doglądać? Zadbasz o ogród?- szatynka kiwnęła głową.

- Już tęsknię- Lena, nie mogła zapanować na płaczem- Boże, nie wiem jak
dam radę-

- Dasz- Elsa, uśmiechnęła się przez łzy.

- Jeśli zabraknie mi siły, mogę przyjechać? Nie będę wam przeszkadzać,
obiecuję- mocno przytulała do siebie blondynkę.

- Kochana, zawsze możesz do nas dołączyć. Załatw swoje sprawy i przyjeżdżaj-

- Ok- szatynka otarła łzy- Kiedy lecicie?-

- Za tydzień-

- Za tydzień…- Lena swoim płaczem obudziła Ninę- Boże, za tydzień- szlochała.

- Mamy przed sobą wspaniały tydzień a później zapraszamy na kolację- Elsa,
pocałowała szatynkę.

………..

Tydzień później. Kolonia.

Paddy, patrzył na suto zastawiony stół, świecie, wino, whisky i puste krzesła.
Luka, Elsy i dzieci już nie było…Dzisiaj miała odbyć się pożegnalna kolacja.
Spojrzał na nie mniej zaskoczoną Cleo. I ona dostała zaproszenie na kolację.
Rozległo się pukanie do drzwi, po chwili w salonie pojawiła się Lena a zaraz
za nią Jimmy. W powietrzu dało się wyczuć niepewność, atmosfera z sekundy
na sekundę robiła się coraz gęstsza-Gdzie Elsa i Luk?- Lena, rozejrzała się.

- Nie ma ich. Pojechali- podał jej malutką, kolorową karteczkę. Lena, rozpłakała
się, mocno wtuliła się w męża.

Jimmy, zamoczył palec w tiramisu, oblizał go, podszedł do Cleo, która coś
szeptała pod nosem, widać, że sytuacja ją krępowała- Kolejny, niewidzialny
model telefonu?- nie mogła się nie uśmiechnąć. Od tego wszystko się zaczęło.
- Luk, robi najlepsze tiramisu na świecie- ponownie nabrał na palec, deser.

- Łyżeczki zabrali ze sobą?- zapytała ironicznie Cleo.

- Tak smakuje lepiej- uśmiechnął się- Spróbuj- dotknął dłonią ust kobiety.

Rozdział 264- Something Understand

Rozdział przejściowy, ale musiałam dokończyć kilka wątków :) Następny ciekawy ;)
……….

- Chodźmy stąd!- Lena, złapała dłoń przyjaciółki, mimo, że serce prawie
wyskoczyło jej z piersi, zawróciła, za bardzo bolało.

- A co z ciastem? Szarlotka i lody?- Elsa, zatrzymała się.

- Przestań! To nie twoja wojna!- Lena, również się zatrzymała, przez ułamek
sekundy mierzyły się wzrokiem- Idziemy!-

- Przecież sama mówiłaś, że trzeba się interesować, pomagać – Elsa, rozłożyła
ręce- Livia, to taka dobra dziewczyna!- podniosła głos.

- Elsa!- Lena, wrzasnęła odrobinę za głośno.

Livia z Paddym, odwrócili się, muzyk zapomniał o stojącej obok dziewczynie,
przebiegł przez ulicę- Lenka?-

- Twoja żona bardzo martwi się o Livię – szczebiotała Elsa – Chciałyśmy kupić
ciasto, odwiedzić…Taka bezinteresowna, sąsiedzka pomoc- zakończyła ze
złośliwym uśmiechem na ustach.

Lena, ruszyła w stronę domu, chciała zniknąć! Paddy, dogonił ją- Kochanie…-

- Zostaw mnie- poprosiła cicho.

- Po cholerę do niej łazisz?!- Elsa,  stanęła za ich plecami, szarpnęła Patricka.
- Odbiło ci?! Najpierw niczym książę ratujesz ją, teraz odbierasz ze szpitala!-
grzmiała.

- Zamknij się!- szatynka rozejrzał się, popchnęła furtkę.

- Kochanie, to nie tak…-

- Nie chcę niczego słuchać!- Lena, splotła dłonie- Proszę, nie tutaj i nie teraz-

- Nie poznaję cię Patrick!- wrzeszczała rozjuszona blondynka.

- Elsa!- Patrick podniósł głos- Chciałem jej pomóc! Czułem się winny!- starał się
wytłumaczyć- Chyba nie ma niczego złego w pomaganiu?!-

- Robisz idiotę z nas czy z siebie? Przez tą laskę straciłeś żonę! Córkę! -
blondynka nie odpuszczała.

- Jadę do domu- Lena przebiegła przez podwórko, wbiegła do domu, zaraz
za nią do domu wszedł Patrick odpierając ataki przyjaciółki.

- Elsa, odczep się!- warknął muzyk- Kochanie, pozwól mi wytłumaczyć! Tylko
tyle!- spojrzał w smutne oczy żony.

- Nie chcę!-wrzasnęła – Nie chcę niczego słuchać!- minęła go, z garderoby
zdjęła żakiet, torebkę. Wyszła na zewnątrz,ruszyła w stronę samochodu.

- Lena, przyjdę wieczorem. Porozmawiamy- Paddy, zamknął drzwi od czarnego
BMW. Oparł się o nie, nie pozwolił żonie wsiąść do samochodu- Kochanie,proszę-

- Nie chcę!- zacisnęła powieki- Daj mi trochę czasu- szarpnęła go ale twardo
stał i się nie ruszył – Kelly!-

- Zawsze pozwalałem ci odejść, zawsze było tak jak chciałaś- zmusił ją aby
na niego spojrzała- Tym razem nie pozwolę ci odejść, będę walczył! I nie
poddam się. Nigdy!- powiedział to tak przekonująco, że zatrzymała na nim
wzrok.

- W ten sposób mnie zatrzymasz?- zapytała cicho- Spotykając się z Livią
i osaczając mnie? Daj mi trochę czasu,proszę!- odsunął się, już miała wsiąść
do samochodu, kiedy usłyszała głos Livii.

- Zajmę ci tylko chwilę- Lena, spojrzała na dziewczynę. Była blada, przestraszona,
nie wyglądała dobrze. Szatynce zrobiło się żal dziewczyny, podeszła bliżej, widziała
przerażenie w oczach męża, dotknęła ramienia dziewczyny.

- Livia, trzymaj się- na twarzy szatynki pojawił się ciepły uśmiech- Myśl o sobie,
nie warto marnować sobie życia. Wróć na studia-

- Nie chciałam się zabić, chciałam odpocząć- musiała to powiedzieć- Paddy,
mnie znalazł, pomógł mi, tylko tyle. Przepraszam za wszystko- nie wiedziała
co mogłaby jeszcze powiedzieć- Poszukam pracy, wrócę na studia, ale nie
tutaj- otarła rękawem łzy- Za jakiś czas wyjadę. Jeszcze raz przepraszam
i mam nadzieję, że się pogodzicie- spojrzała na szatynkę.

- Livia, dbaj o siebie. Nie podejmuj decyzji pochopnie, poczekaj na ojca.
Kolonia jest wielka, wystarczy miejsca dla każdego. Powodzenia- uścisnęła
ramię blondynki- Trzymaj się- wsiadła do samochodu, odjechała.

- Przepraszam, musiałam ją jeszcze raz przeprosić. Spojrzeć jej w oczy-
szepnęła Livia- Dziękuję za pomoc- ruszyła w stronę kutej furtki.

Paddy zrobił krok do przodu ale drogę zagrodziła mu Elsa- Gdzie się wybierasz?
Pomagać? Trzymać za rękę?-

- Nie zaczynaj- spuścił wzrok ale zaraz spojrzał na przyjaciółkę- Co się z tobą
dzieje?- chciał ją dotknąć, ale blondynka odsunęła się.

- Jak długo chcesz u nas zostać?- zobaczył w jej oczach chłód.

- Nie wiem…Przeszkadzam ci?-

- Tak. Zatrzymaj się u kogoś innego- odwróciła się i weszła do domu.

Paddy, przez chwilę wpatrywał się w dom, który traktował jak swój. Elsa, od
zawsze trzymała jego stronę, wspierała go. Naprawdę zasłużył sobie aż na
taką pogardę? Włożył dłonie do kieszeni, wiosenny wiatr lekko targał jego włosy.

Wybrał numer znajomego taksówkarza, po chwili siedział już w samochodzie,
jechał na spotkanie z Lukiem i córką.

Godzinę później, kołysał w ramionach roześmianą Ninę, tak bardzo ją kochał!
- Nie jesz?- Luk, wskazał na nadgryzionego kebaba- Szału nie ma, ale da się
zjeść- Luk, zajadał się swoim. Wzrokiem odszukał córkę, rozmawiała z
koleżanką- Co jest?- przeniósł wzrok na przyjaciela.

- Wracam do Monachium. Jeszcze dzisiaj- ze smutkiem spojrzał na córkę.

- To chyba dobry pomysł. Prześpij się, odczekaj kilka dni i wróć- Luk, zamoczył
frytki w majonezie.

- Już tęsknię za Niną- musnął ciemne włosy córki.

- Paddy, znam to. Wróć za kilka dni, nie odpuszczaj ale nie możesz naciskać.
Wiem, że to trudne, ale musimy ponosić konsekwencje swoich błędnych
decyzji. Mimo wszystko- wytarł usta w serwetkę- Wierzę w was. Jeszcze
wierzę- zaznaczył.

- Luk, coś złego dzieje się z Elsą- Paddy, włożył córkę do wózki, podał jej misia.

- Wiem. Wiem-  nie chciał o tym rozmawiać- Będziemy w kontakcie. Zawsze możesz
na mnie liczyć- położył dłoń na dłoni przyjaciela.

- Wiem. Dziękuję-

………………

Jimmy, przetarł dłonią zaparowane lustro w łazience, wyszczerzył zęby, dotknął
mokrych włosów. Nucąc pod nosem, zaczął się golić, wygłupiać przed lustrem.
Dzień wolny. Spał do południa, zjadł królewskie śniadanie, gorący prysznic,
plan na resztę dnia, wyłączyć telefon, zimne piwko i dobry seks. Żeby
wprowadzić swój plan w życie, potrzebował jeszcze kogoś- Nicol- zawołał
wychodząc z łazienki- Niki?- zauważył, że jest gotowa do wyjścia- Wychodzisz?-

- Tak. Na jogę- odpowiedziała zamykając sportową torbę.

- Na jogę…A o siostrze pomyślałaś?- oparł się o framugę drzwi.

- Odwiedzę ją dzisiaj-

- Powinnaś była wczoraj do niej zajrzeć, odebrać ze szpitala-

- Jimmy, znam Livię- westchnęła- Wszystko dokładnie zaplanowała, zna
się na dawkach, wiedziała ile tego wziąć żeby się obudzić. To żałosne-
minęła go, patrzył jak zakłada kurtkę i buty.

- Nie rusz cię to? Nic a nic?- zmarszczył brwi.

- Rusza. Ale rusza mnie też to, że wszystkim opowiada jaka to ja jestem
zła, okropna, a ona rozwala małżeństwo twojego brata- prychnęła- Ciebie
TO nie rusza?- zapytała zaczepnie.

- A ty chciałaś je rozbić?- ich wzrok się spotkał. Z jego twarzy nie dało się
niczego odczytać natomiast na jej twarzy malowało się zaskoczenie. Jak
wtedy kiedy rodzic przyłapie swoje dziecko na kłamstwie.

- Zwariowałeś? Znowu zaczynasz?- rzuciła torbę na ziemię- Ostatnio znikasz,
rzucasz aluzje, zaniedbujesz mnie a ja mam cię zapewniać o mojej dozgonnej
miłości!- prychnęła, milczał- Kocham cię, ale ostrzegałam cię. Odejdę jeśli
będziesz się w ten sposób zachowywał!- podeszła bliżej- Kiedy ostatnio
gdzieś mnie zaprosiłeś? Zająłeś się mnie?- zrobiła minę niewiniątka.

Jęknęła kiedy wbił się jej usta, wkurzał ją niemiłosiernie ale z każdym dniem
bardziej na nią działał! Uwielbiała seks z nim! Odwzajemniła pocałunek,
szybko pozbyła się ręcznika który zakrywał jego męskość.Czuła jego dłonie
na swoich piersiach, szyi, w sobie- Weź mnie, Jimm!- szepnęła, szybciej
poruszając dłonią. Odwrócił ją, zdarł z niej dżinsy i odchylił majtki, wszedł
w nią pewnie. Wrzasnęła, jedną dłonią drażnił jej piersi, drugą wbił w gęste
włosy, poruszał się coraz szybciej.  Wymierzył jej delikatnego klapsa
i oboje zaczęli szczytować.

- Wracaj do mnie szybko- szepnął jej do ucha, musnął szyję.

Godzinę później, siedział wygodnie na kanapie w jednej dłoni trzymał piwo
w drugiej pilot. Właściwie sam nie wiedział co ogląda, myślami był przy Niki,
bardzo mu na niej zależało, ale coraz częściej dopadały go wątpliwości, czy
nie za szybko, czy podjął właściwą decyzję, czy się nie wygłupił? Im bardziej
chciał się odciąć od przeszłości, tym gorzej mu to wychodziło. Powrót Kelly
Family, Paddy…Niki i jej siostra. Taka niepozorna, trochę przeciętna dziewczyna
rozwaliła małżeństwo jego brata, które mimo wielu wojen, ataków było niczym
twierdza nie do zdobycia. Jakoś nie potrafił w to uwierzyć! Paddy i Lena,
to miało być na zawsze, pomimo wszystko. Tak jak kiedyś on i Nina. Może
małżeństwo to tylko puste słowo? Obrączka na placu? Wspólny dom?

Patricia i Denis, Angelo i Kira…Maite i Flo a nawet Joey i Tanja. Zaśmiał
się gorzko, czyli tylko on i Paddy, byli nieudacznikami, chyba faktycznie byli
do siebie podobni? Jimmy, skrzywił się, otworzył drugie piwo.

Dawno nie był na cmentarzu, dzisiaj odwiedzi żonę! Leniwie podniósł się z
kanapy, musi gdzieś kupić chabry. Pomyślał o Nadin. O ich ostatniej rozmowie.
Zaproponował jej żeby zatrzymała się u niego na jakiś czas, sam przeniósł
się do Elsy. Następnego dnia, potrzebował kilku swoich rzeczy z mieszkania,
Nadin, czekała na niego. Wyglądała inaczej, wcześniej tego nie zauważył.
Podcięła włosy, były jeszcze bardziej intensywnie rude, ładna, koronkowa
bluzka, wąskie spodnie w zielonym kolorze i białe trampki. Od razu pomyślał
o jej siostrze, lubiła kolorowe spodnie, rajstopy, trampki. Upomniał siebie!
Skończył z tym! Nadin nie była Niną! Poczuł się dziwnie w swoim mieszkaniu
jakby to on był gościem. W ciszy sączyli kawę,Jimmy, zajadał się ciastem
którym go poczęstowała.

- Co u ciebie?- w końcu zapytał.

- W porządku. Mieszkam w Los Angeles, pracuję w renomowanej restauracji-

- WOW!- kilka okruszków wypadło mu z ust- LOS ANGELES!- przełknął ciasto.

- Za pieniądze Niny,kupiłam mały dom przy plaży, niebawem otwieram swoją
restaurację. Nic wielkiego- uśmiechnęła się.

- No proszę!- Jimmy, zagwizdał pod nosem- Układa ci się. Brawo-

- Układa- powtórzyła- Spotykam się z kimś. Jest ok- założyła nogę na nogę.

- Dlaczego się nie odzywałaś? Zmieniłaś numer? Przepadłaś-

- Chciałam zniknąć- odpowiedziała wprost- Kolonia, czy nawet Ostenda…To
nie moje życie. Chciałam się do was dopasować, ale się nie udało- spuściła
wzrok.

- Nadin, ale nie musiałaś tego robić- Jimm, wbił wzrok w dziewczynę.

- Tyle od was dostałam, pomogliście mi- zauważył, że się denerwuje, wyciera
dłonie w spodnie- Bo chcieliście widzieć we mnie Ninę- zaśmiała się nerwowo.

-To nie tak- usiadł obok dziewczyny, wziął poduszkę która ich dzieliła- Może
ja chciałem widzieć w ciebie, Ninę. Jestem po terapii, ten etap mam już za sobą-
wbił wzrok w poduszkę, obracał ją w dłoniach- Można powiedzieć, że jestem
zdrowy- zaśmiał się- Może nawet za bardzo…-

- Widziałam twoją nową pannę, Jimmy, to nie ty-

- A może właśnie to ja?- spojrzał na Nadin- Wiesz ile lat to mi zajęło? Sześć, a
nawet trochę ponad. Oddzieliłem się przeszłość grubym murem, związałem się
z dziewczyną totalnie inną od Niny, nie związaną z przeszłością, nie dzieliłem jej
z Paddym. Tak jak Ninę, Cleo. Oddaliłem się od rodziny, przyjaciół. Prawdziwy
detoks- podrapał się po głowie- To trwało tylko chwilę. Nie ucieknę od przeszłości.
Nie da się. Nie potrafię. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą- rzucił poduszkę na
fotel.

- Musiałbyś wyjechać, odciąć się. Jak ja- dotknęła jego dłoni.

- Nadin, jestem już za stary- roześmiał się- Zmęczony. Mam dzieci, które są moim
światłem. Próbowałem i tego. Wyjechałem. Wróciłem. Zatoczyłem koło- musnął jej
dłoń i położył na jej kolanie- Wyjeżdżałem nawet kilka razy!- zaznaczył- Z marnym
skutkiem-

- Jimmy, to ja podłożyłam to zdjęcie. Wtedy na wystawie. Znalazłam je u Elsy-

Niby był na to przygotowany a jednak,zabolało.

- Chciałam zaszkodzić Ninie- nerwowo bawiła się złotą bransoletką- Wiem, że
nie można zaszkodzić zmarłej- zaśmiała się, otarła łzy- Bardziej chodziło mi o
jakąś rysę na szkle. Nie byłam w stanie jej dorównać, więc chciałam żeby nie
była taka idealna, żebyście zwątpili może wtedy…- ukryła twarz w dłoniach.
- Ja, miałabym łatwiej. Nienawidzę jej! Miała dom, rodzinę, przyjaciół, męża!
Miała wszystko! A ja?- wstała- Walniętą babcię, dom dziecka, wszyscy mnie
odsyłali! Wszyscy! Jak tylko dowiadywali się o ryzyku choroby, odsyłali mnie
niczym zepsutą zabawkę! To bolało, Jimmy!- wrzasnęła.

- Wiem- również wstał- Wiem co to oznacza być gorszym!- złapał ją za rękę.
- I wiem co  znaczy, robić na złość, chcieć komuś zaszkodzić!- spojrzał w
jej zapłakane oczy- Też żyłem obok ideału. Tylko widzisz nie ma ludzi idealnych.
I ani Nina ani Paddy, nimi nie byli. To nasze chore obsesje! – zacisnął dłonie
na jej szczupłych ramionach- Ja w końcu to zrozumiałem-

- Najbardziej ucierpiał na tym Luk!- wybuchła płaczem- Nie chciałam tego!-
oparła głowę o jego ramię, przytulił ją.

- Luk, dostał zawału przez stres. Dowiedział się, że ma syna w dodatku
śmiertelnie chorego. Elsa, się dowiedziała- głaskał jej włosy, plecy.

- Tak bardzo was zraniłam!- szlochała- A tyle od was dostałam! Ale ja nigdy
wam jej nie zastąpię! Nigdy!-

- Nadin, uspokój się! Nikt tego od ciebie nie żąda!- zmusił ją aby na niego
spojrzała, kciukiem otarł łzy.

- Zrobiłam wiele złego…Ja…-

- Ciii…Nic nie mów. To już nieważne. To przeszłość- starał się ją uspokoić.

- Lena, tak bardzo mi pomogła. Elsa…Nienawidzę jej! Wiem, że przyjęła mnie
jak…Siostrę. Ale nienawidzę jej! Zajęła moje miejsce! Nie mogę przy niej
oddychać!- wyrwała się, zacisnęła dłonie na głowie- Wciąż mnie poprawiała,
instruowała, dała pieniądze, ona najbardziej chciała mnie do niej upodobnić-
wyszeptała, jakby rozmawiała jeszcze z kimś. Jimmy, rozejrzał się, miała
taki pusty wzrok, rozbiegany- Ale ja nie jestem Niną – jęknęła.

- Wiem- zrobił kilka kroków w jej stronę, nim zdążył zareagować, pocałowała
go. Pewnie, namiętnie, wyjątkowo. Spojrzał na nią, tym razem to on wbił się
w jej usta. Pocałunek trwał dłuższą chwilę.

-Czy tak całowała Nina?- zapytała. Zobaczył w jej oczach coś znajomego.

- Nadin, czy ty chorujesz?- mocno złapał ją za ręce- Co chcesz mi powiedzieć?-

- Nina, kochała ciebie a ja kocham Luka. Wyjechałam bo nie mogę patrzeć na
Elsę! Nienawidzę jej tak samo jak Niny! – odsunęła się- Boję się, że mogłabym ją
skrzywdzić- wyznała cicho.

- Nie jesteś taka-

- Nie wiesz jaka naprawdę jestem- zaśmiała się- Nigdy tak naprawdę nie chcieliście
mnie poznać!-

Dzwonek do drzwi, skutecznie wyrwał go ze wspomnień, pomaszerował by otworzyć.
- Ty?- wbił wzrok w brata.

- Wracam do Monachium, mogę na chwilę?- Patrick, rozejrzał się.

- Niki, nie ma. Właź- Jimmy, wszedł do salonu, rozłożył się na kanapie- Fotel!-
zepchnął brata- Odpoczywam-

Paddy, zajął zielony fotel- Dlaczego zawsze masz zielony fotel?-

- Mój ulubiony został u Meike więc sprawiłem sobie nowy. Zielony to kolor
mądrości, odpoczywam w nim i myślę- odpowiedział.

Patrick, mimo, że był zmęczony i przybity, parsknął śmiechem- Gdzie o tym
przeczytałeś?-

- Nie grzeszysz rozumem więc nie zrozumiesz-Jimmy westchnął teatralnie.

-Wracam do Monachium. Nic tu po mnie- szepnął Patrick. Jimmy, zauważył,
, że brat nieświadomie obraca na palcu, obrączkę.

- Jedź. Zajmę się Leną i Niną. Daj jej trochę czasu-

- Wrócę do pustego domu- Paddy, mówił cicho, szeptem, jakby do siebie
samego- I co mam w nim robić? Ten dom to Lena. To nasze małżeństwo,
rodzina. Ten dom to my-

- Mieszkałeś w nim zanim Lena, się wprowadziła- zauważył Jimmy, ale
ten fakt nie pocieszył Patricka- Póki piłka w grze, wszystko może się
zdarzyć. Zawsze możesz spalić dom-

Paddy spojrzał na brata jakby go widział po raz pierwszy w życiu- Debil-
podsumował.

- Podobno to u nas rodzinne- odpowiedział Jimmy, obaj parsknęli śmiechem.

- Elsa, mnie wywaliła- Paddy, ziewnął. Czuł coraz większe zmęczenie.
- Z nią dzieje się coś złego…-

- Nie widziałeś jej…Tydzień po wypadku nie wstawała z łóżka, w domu
było ciemno, okna zasłonięte, ochrona. Ją, ktoś napadł. Skrzywdził-
wyrzucił z siebie Jimmy- Lena, milczy. Luk, chyba jeszcze nie wie
dlatego się nie wychylam. Elsę, chyba ktoś zgwałcił- te słowa bolały.
Kochał blondynkę całym sercem, myśl, że ktoś brutalnie ją skrzywdził,
przerażała go! Poczuł gniew, spojrzał na brata, który jakby na chwilę
się zawiesił- Livia, wtedy z nimi była. Ona na pewno wie. Na razie nie
możemy się wtrącać. Luk, musi się dowiedzieć i zareagować-

- Mój Boże-

- I gdzie jest teraz Bóg? Ona na to nie zasłużyła!- Jimmy, wrzasnął.

- Luk o niczym nie wie…-

- Uważa się za najmądrzejszego z nas…Więc chyba w końcu się zorientuje?-

O ile jeszcze przed chwilą Patrick, czuł potworne zmęczenie i bezradność,
teraz poczuł się jeszcze gorzej. Dlaczego na to nie wpadł? Wszystko znów
się waliło! Potarł czoło, zerknął na swój telefon- Zaraz powinien ktoś po mnie
podjechać- wstał- Nie ogarniam-

- Nadin, chyba choruje…-

- Nadin?- wrzasnął Patrick, musiał oprzeć się o zielony fotel- Masz z nią
kontakt?-

- Była w Kolonii ale zniknęła- wyjaśnił Jimmy- To jednak ona podłożyła zdjęcie
i…Kocha Luka. Nienawidzi Elsy- mówił o tym ze stoickim spokojem- Ale nie
jest złą osobą…-

Paddy, gestem dłoni, uciszył brata- Nic nie mów. Nie dziś. Mam dość-
skierował się w stronę drzwi- Zadzwonię. Jimmy- zerknął przez ramię
na starszego brata- Nadin to nie Nina. Nie myl ich-

- Muszę ci jeszcze o czymś powiedzieć- Jimmy, wbił wzrok w podłogę
i przygryzł usta.

- Paddy?- w drzwiach pojawiła się Nicol- Jaka miała niespodzianka- objęła
muzyka. Jimmy, przyglądał im się w milczeniu- Kawy?- zapytała- Herbaty!-

- Ja już wychodzę- Patrick zmusił się do uśmiechu.

- Już? – zmartwiła się.

- Czeka mnie długa podróż. Trzymaj się Jimmy- Paddy ignorował brunetkę,
czuł na sobie czujny wzrok brata.

Kiedy Paddy zamknął za sobą drzwi, Nicol, nieśmiało spojrzał na Jimma,
minęła go, weszła do kuchni- Głodna jestem. Zamówimy coś?-

- Prawie się posikałaś- stanął w drzwiach.

- Chyba na twój widok- prychnęła wyjmując z szuflady ulotki- Pizza?-

- Może zrobisz mi herbatkę?- drwił.

- Dostałam pracę- wypaliła- Sesja. Niewielka kampania- spojrzała na Jimma.
- Hawajska? Podwójny ananas?-

- Miałaś wrócić do nauki. Rozmawialiśmy o tym-

- To się nazywa : Szansa – wybrała numer pizzerii.

-Gdzie? -

- W Monachium- odpowiedziała beztrosko.

…………………

-Jutro podjadę z Mary do lekarza, kaszle ją i ma lekką gorączkę- Luk,
wszedł do kuchni- Zapiekanka ?- objął żonę- Moja ulubiona?- musnął jej
szyję. Szybko wyswobodziła się z uścisku.

- Chcę sprzedać pracownię- usiadła na krześle, sięgnęła po placek z
rabarbarem.

- Dlaczego?- Luk, oparł się o blat, wbił wzrok w żonę- To mój prezent…-

- Nie wrócę do malowania!- przerwała mu ostro- Nie będę pracować.
Zajmę się domem, jak wcześniej. Teraz twoja kolej- spojrzała na męża.
-Twoja praca to pasmo sukcesów a mnie…- spuściła wzrok, wzruszyła
ramionami- Zwyczajnie nie wychodzi- potarła nos.

- Elsa, kochanie- Luk, uklęknął- Sam chciałem zajmować się domem i
dalej tego chcę. Przyjąłem kilka zleceń i to wszystko. Realizuj się…-

- Nie chcę, Luk!- podniosła głos- Nie chcę wychodzić z domu, tutaj mi
dobrze. W domu czuję się bezpieczna…Teraz kiedy nie ma Livii, mam
co robić- zacisnęła dłonie na krześle- Podjęłam decyzję. Sprzedaj
pracownię-

- Nie musimy od razu sprzed…-

- Sprzedaj! Nie wrócę tam!- poderwała się, drewnianą łyżką zamieszała w
garnku ze szpinakiem.

- O czym nie wiem?- stanął za jej plecami.

- O niczym- wytarła dłonie w ścierkę, odwrócił ją do siebie. Ujął w dłonie jej
twarz- Kiedy mi powiesz? Jak długo mam jeszcze czekać?- patrzył w jej
błękitne oczy.

Chciała mu powiedzieć! Naprawdę chciała ale najzwyczajniej nie potrafiła!
Jutro miała umówiony zabieg, jutro mu powie.

- Wiem, że jestem w złej formie- szepnęła- Ogarnę się. Obiecuję- wytrzymała
jego spojrzenie.

- O co chodzi?- nie ustępował.

- O nic-

Przytulił ją mocno do siebie, objęła go. Przy nim czuła się kochana, czuła się
bezpiecznie, ale kiedy tylko poczuła jego usta na swoich, wrócił strach. Paniczny
strach przed zbliżeniem, przed bólem fizycznym- Mamo- w drzwiach stała
rozpalona Mary- Źle się czuję-

Elsa, z ulgą oderwała się od męża- Chodź kochanie- podeszła do córki, Luk,
wziął dziewczynkę na ręce.

- Moja księżniczka- pocałował małą blondynkę.

- Położymy się, tata zrobi ci okład i gorącą czekoladę.  Będzie dobrze- trzymała
dłoń córki.

…………………..

- Gdzie Nina?- Luk, spojrzał na szatynkę.

- Zawiozłam ją do Patricii- odpowiedziała- Mary, jest chora, nie chcę żeby Nina
się zaraziła- nie mogła spojrzeć przyjacielowi w oczy. Czuła się rozdarta- Elsa,
gotowa?- nerwowo poprawiła włosy.

- Zaraz zejdzie- dopowiedział- Cieszę się, że gdzieś wychodzi. Mam nadzieję,
że fryzjer i kosmetyczka poprawi jej humor…- Lena, zaniosła się kaszlem.

Fryzjer i kosmetyczka? Szatynce zrobiło się niedobrze- Od rana źle się
czuję, zaczekam na zewnątrz- musiała wyjść!

- Wszystko ok?- zatrzymał ją.

- Tak- kiwnęła głową- Stres, pogoda- sama nie wiedziała co plecie. Czuła się podle.
- Odezwę się. Napiszę-

Godzinę później nerwowo krążyła po korytarzu, nie potrafiła opanować drżenia
rąk, powstrzymać płaczu. Za dużo tragedii! Obiecała pomóc Elsie, wiedziała, że
przyjaciółka znalazła się w samym środku piekła! Ale wiedziała też, że krzywdzi
Luk, że go okłamuje, wyklucza. Oboje byli dla niej ważni! Najważniejsi! Usłyszała
głos lekarki, odwróciła się gwałtownie prawie tracąc równowagę, blondynka bez
słowa padła jej w ramiona- Elsa- mocno ją do siebie przytuliła- Elsa?- spojrzała
w zapłakane oczy- Już?- wydukała.

Blondynka pokręciła głową- Elsa?!- na korytarzu pojawił się blady i przerażony Luk.

……………………

Rozdział 263- What Have I Done

-Mogę do niej zajrzeć?-  Paddy, dopadł Paula, który od godziny go zbywał.

- Musi odpoczywać. Zrobiliśmy płukanie żołądka, jej życiu już nic nie zagraża
ale pogotowie przyjechało dosłownie w ostatniej chwili- blondyn zdjął lateksowe
rękawiczki.

- To dobrze…To dobrze- tylko tyle był w stanie z siebie wykrztusić- Mogę zajrzeć?-

Paul, zmierzył go wzrokiem- A czy to nie przez ciebie się otruła?-

- Nie! Nie!- powtórzył wciąż roztrzęsiony Paddy- Skąd wiesz?-

Lekarz pokręcił głową- Pięć minut- zrezygnowany poklepał go po ramieniu- Wolałbym
nie mieć dzisiaj dyżuru- minął go.

- I co? Co z Livią?- Luk, podszedł do Patricka- Widziałem, że rozmawiałeś z Paulem-

- Chyba ok- wydukał.

- Wyglądasz gorzej od Livi- stwierdził fotograf wręczając mu kubek z kawą.

- A czuję się jeszcze gorzej- Paddy wbił wzrok w czarny napój- To jakiś koszmar-

- To była próba samobójcza?- dopytywał Luk- Chodzi o ciebie?!-

- Nie masz jakiś innych pytań?- muzyk zerknął na przyjaciela- Przedawkowała.
Paul, sam nie wie. Nie wiem po co go tutaj trzymają- skrzywił się czują ohydny
smak kawy- Smakuje jak gówno!-

- Zaczekaj pobiegnę po najlepszą kawę w mieście i sam wyglądasz jak gówno
w dodatku rozjechane!- zadrwił Luk- Co się dzieje?- usiadł obok, z dłoni Patricka
wyjął kubek z kawą, upił łyk- Ta kawa smakuje lepiej niż ty wyglądasz-

- Rozmawiałem z Leną, katastrofa – nie wiedział jak inaczej nazwać to zaszło.
- Chciałem jej zabrać Ninę…Szarpaliśmy się na ulicy- czuł, że musi to z siebie
wyrzucić.

- Jeśli chodzi o dzieci, to znam ten ból. Ale Lena nie jest Elsą, więc doceń to-

- Była wściekła, przerażona…Błagałem ją, groziłem, płakałem…Ale ona nie
chce ze mną  być- wbił wzrok w białą ścianę-Chyba nie chodzi tylko o Livię-

- Właśnie o tym ci mówiłem- Luk, wrzucił kubek do kosza.

- Nie pomagasz-

- Nie wiem czy chcę ci pomagać-

- Nie ułatwiasz-

- Strasznie głupio dałeś dupy-

- Wcześniej byłem u Livii, zwymyślałem ją- jęknął, potarł zmęczone oczy- Już
wtedy zachowywała się dziwnie a ja tylko ją dobiłem- rzekł udręczony.

- To takie w twoim stylu. W stylu Kelly- Luk, poklepał go po plecach- Posłuchaj
mnie choć raz- Paddy, niechętnie zerknął na niego – Zajrzyj do niej, przeproś,
pogadaj zanim jeszcze nie ma jej pierdolniętej siostry. Zaczekam na ciebie
i pojedziemy do domu, prześpisz się bo za chwilę będziesz leżał obok Livii a
Paul odetnie ci penisa niby przez przypadek. Odpoczniesz, zjesz coś,
pogadamy i ustalimy co dalej. Ok?-

- Ok. Lena, do mnie wróci?- zapytał cicho.

- Nie wiem, Paddy. Ale wiem, że cię kocha. Jeśli ja i Elsa, do siebie wróciliśmy
to i wy macie szansę- mówił szczerze, tak myślał- Ale nie możesz pozwolić
sobie na najmniejszy błąd i nie możesz się tak zachowywać…-

- Czyli jak?-

- Dzisiaj chyba narozrabiałeś?- Luk, skrzywił się patrząc w oczy przyjaciela.
- Tak trochę w stylu Jimma, co?-

- Boże broń!- Paddy,wstał- Daj mi chwilę-

- Tylko nie palnij czegoś głupiego-zawołał za nim Luk- Pamiętaj, że jak nie
wiesz co powiedzieć, to lepiej nic nie mów!- pogroził mu palcem.

……..

Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi, z każdym krokiem
bał się coraz bardziej. Czuł się winny. Zatrzymał się przy łóżku, spojrzał na
dziewczynę. Blada, podłączona do aparatury medycznej z zamkniętymi
powiekami, wyglądała tak młodziutko, niewinnie, dotknął jej dłoni- Przepraszam-
szepnął- naprawdę poczuwał się do winy. Zrozumiał jak bardzo Livia, musiała
czuć się przytłoczona, bezradna, samotna. Znał to uczucie! Przez chwilę
na nią patrzył,dotknął jej dłoni, usiadł na łóżku. Zauważył, że się budzi,
przetarł oczy, pochylił się nad dziewczyną- Hej- szepnął.

Livia, zamrugała powiekami, rozejrzała się i przerażona usiadła- Co się stało?!-
podniosła głos ale zaraz złapał ją duszący kaszel.

- Spokojnie- Paddy, pomógł jej się położyć, przykrył kołdrą- Jesteś w szpitalu-

- W szpitalu…- powtórzyła, próbowała zmusić umysł do wysiłku, zaczęła sobie
przypominać. Jęknęła, zakryła się kołdrą, jakby ciężar wspomnień ją przytłaczał.

- Sytuacja opanowana. Musisz odpoczywać ale wszystko jest w porządku-

- Chcę spać- odwróciła się, szczelnie okryła kołdrą.

Paddy, ponownie usiadł na wąskim łóżku- Zaraz sobie pójdę. Chciałem cię
przeprosić. To co powiedziałem…Nie myślę tak. Lubię cię. Zachowuję się w
ten sposób kiedy wszystko mi się wali, obwiniam innych, obrażam. Moi
przyjaciele śmieją się, że właśnie wtedy wchodzi ze mnie prawdziwy Paddy-
dalej leżała do niego tyłem, zamrugała powiekami, nie chciała płakać- Mam
trudny charakter i mało kto tak naprawdę mnie zna i toleruje- zaśmiał się.
- Na pewno bardzo się różnię od swojego wizerunku w mediach. Mam wady,
jestem rozkapryszony, mało samodzielny, najgorzej jest rano, po przebudzeniu
- uśmiechnęła się- Cierpię na syndrom Piotrusia Pana, tak to nazywa moja żona-
chrząknął, wbił palce we włos- Nie jestem do końca szczery, gram. Często
gram i to nie tylko na gitarze i nerwach- tym razem uśmiechnęła się szeroko,
otarła łzy- Moje życie składa się z kilku ważnych fundamentów. Bóg, wiara,
muzyka, rodzina, przyjaciele. Na samej górze tej krzywej piramidy jest moja
córka- otwartą dłonią otarł łzy- Jestem słaby. Bo jeśli któregoś fundamentu
zabraknie, piramida nie pochyla się lecz przewraca się. Nie zostaje nic, tylko
pył i żal. Nie potrafię funkcjonować bez żadnego z tych fundamentów. Jestem
z nich ulepiony. Każdy fundament ktoś kształtuje, Lena, Cleo, Luk, Bóg-

-Brakuje ciebie samego- odwróciła się, usiadła, spojrzała na niego. Ich wzrok
na kilka sekund spotkał się, zobaczyli w swoich oczach zrozumienie, akceptację.

- Przykre, nie?- zaśmiał się cierpko.

- Raczej takie dzisiejsze- odpowiedziała cicho- Taki dzisiaj mamy świat,
pokręcony, ludzie gonią za idealnym wyglądam, pozycją, nowym samochodem,
zatracamy gdzieś siebie. Kłamiemy żeby przetrwać, ranimy innych żeby zatuszować własne słabości, często nosimy maski- podciągnęła kolana pod brodę, czuła ucisk,
ból brzucha.

- Pięknie to  powiedziałaś- szepnął- Przepraszam cię- mocno ścisnął jej chłodną
dłoń.

- Możesz coś dla mnie zrobić?- spojrzała w granatową głębie jego oczu, skinął
głową.

- Nie wracajmy więcej do tego. Walcz o swoją rodzinę, ale ja chcę już zapomnieć-

Bez słowa przytulił ją, głaskał jej plecy- Wczoraj coś zrozumiałem. To co się
wydarzyło, między nami, rozpad mojego małżeństwa, twoje…Złe samopoczucie.
To tylko i wyłącznie moje wina. Przepraszam- pocałował jej czoło, wstał- Odpocznij,
pójdę już. Zajrzę jutro rano, odbiorę cię ze szpitala-

- Nie trzeba…-

- Ale chcę! Chociaż tyle mogę zrobić- wciąż trzymał jej dłoń- Wiesz, że znam jedną
osobę która nie gra i żyje pod prąd. To Jimmy. On po prostu taki jest. Jest szczery,
jest sobą- sam nie wiedział dlaczego wspomniał o bracie- Popełnia błąd ze błędem,
bywa chamski, kłótliwy i wcale się z tym nie kryje. Taki jest-

- To co robi z moją siostrą?- patrzyła na niego.

Paddy, wzruszył ramionami- Nie wiem. Albo ją kocha, albo ucieka od przeszłości-
zastanowił się- Ja, jestem perfekcjonistą, mam problem z przyznaniem się do winy,
a Jimmy, uwielbia popełniać błędy, wręcz uważa, że ma do tego prawo. I jakoś
nikogo specjalnie tym nie dziwi, potyka się, wstaje, idzie dalej. Czasem mam
wrażenie, że on już stracił to co najważniejsze i już mu nie zależy. Teraz trochę
bawi się życiem i jak zwykle na przekór wszystkim. Odpoczywaj- puścił jej dłoń.
- Będę jutro- uśmiechnął się.

Kiedy był już przy drzwiach usłyszał zdanie na które czekał od momentu kiedy
znalazł ją nieprzytomną- Nie chciałam się zabić- spojrzał na dziewczynę.
- Naprawdę nie chciałam- było jej wstyd- Trochę to wszystko mnie przerosło,
chciałam uciec, tak bardziej fizycznie, ale że nie nie bardzo mam dokąd-
przygryzła usta- To chciałam odpocząć chociaż psychicznie – wzruszyła
ramionami- Czułam się fatalnie, ktoś przeze mnie cierpi, zawiodłam.
Nie mogłam sobie z tym poradzić, źle spałam, chciałam odpocząć.
Przespać to?- zadała retoryczne pytanie – Ale chciałam się obudzić-
dodała pewnie.

- Wczoraj narobiłem tyle głupstw…- oparł się o drzwi- Wracałem od Leny,
zajrzałem do ciebie. Chciałem cię przeprosić…-

- To ty mnie  znalazłeś?- wydukała, czuła narastające napięcie.

- Tak. Ja-

- Uratowałeś mnie…-

- Można tak powiedzieć…Wcześniej cię dobiłem a później…Chciałem to odkręcić-
jakoś nie czuł się bohaterem. Oboje wiedzieli co chciała przespać i kto najbardziej
ją dobił.

-Dziękuję, że pomogłeś mi się obudzić- objęła rękoma kolana. Słyszała bicie
własnego serca.

- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że nic poważniejszego się nie stało,
że się obudziłaś- mrugnął do niej- Cześć- wyszedł. Poczuł się jakby właśnie
wyszedł ze spowiedzi. I tak nie był do końca z nią szczery. Cieszył się, że
nic jej się nie stało, że żyła ale też, że nie musiał dźwigać kolejnego ciężaru.
Właśnie taki był. Zamrugał powiekami, rozejrzał się i zastygł. Luk wraz z
Jimme, dziwnie mu się przyglądali. Chrząknął- Możemy jechać. Żyje. Jest
ok- wydukał.

- Dostałeś rozgrzeszenie?- zakpił Jimmy.

- Chyba tak- ruszył przed siebie.

- Tak myślę, że ten zakon to chyba nie był taki głupi pomysł. Przynajmniej
nikt się nie truł- Luk, objął przyjaciela ramieniem.

- Też się truły!- Jimmy, szturchnął go- To w końcu Paddy- westchnął.

- Czy ja jestem złym człowiekiem?- zaskoczył ich tych pytaniem.

- Szczerze?- Jimmy, zatrzymał się.

- Szczerze- przytaknął Paddy.

- Czasem mam wrażenie, że masz predyspozycje psychopaty!- odpowiedział
poważnie Jimmy.

- Bo mali ludzie są wredni- wtrącił Luk, popychając oburzonego Patricka w
stronę wyjścia.

- Już nigdy cię o nic nie zapytam!- burzył się obrzucając wściekłym spojrzeniem
zanoszącego się ze śmiechu brata- Idiota!-

………….

- Powiem tak…- Joey, ostawił pusty kufel- Spierdoliłeś to!- wbił wzrok w Patricka.

- On to wie- Jimmy, pomachał do brodatego barmana- To samo!- wrzasnął.

Paddy, chyba z pięćdziesiąty raz pożałował wyprawy do Blue. Po powrocie
ze szpitala, dał się wyciągnąć Jimmowi na piwo. Luk, został w domu, chciał
zostać z Elsą, która jak już wszyscy zauważyli zachowywała się dziwnie.
Nie zamierzał się zwierzać, szczególnie przed Angelo, ale Jimm, ze szczegółami
o wszystkim im opowiedział.

- Od samego początku ci mówiłem, że dajesz Lenie, zbyt wiele swobody- Joey,
oblizał usta z piany- Jej ucieczki…Pozwoliłeś jej na to i to był błąd. Spodobało
jej się i uciekła!- podsumował.

- Ty, coś bierzesz?- Jimm, wrzasnął- Ona nie uciekła, nie trenuje biegów jak
ty! Ona odeszła bo miała do tego powód!- sam zaczął żałować, że zadzwonił
po braci.

- Miejsce żony jest przy boku męża…- kontynuował nie zrażony- To normalne,
że w małżeństwie są problemy- podniósł głos- Ale małżeństwo do czegoś
zobowiązuje!-

- On ją zdradził- przypomniał mu cicho Jimmy, Paddy, przewrócił oczami,
czuł się jak widz przed telewizorem. Największą atrakcją tego wieczoru było
wyborne piwo!

- Podobno nie do końca…- Joey, wbił wzrok w Patricka.

- No bo to Paddy…- odpowiedział bez namysłu Jimmy.

Angelo tłumił śmiech- No właśnie to Paddy. Baby od zawsze właziły mu do
łóżka. Lena, była fanką, przyjaciółką rodziny, chyba była na to wszystko
przygotowana ?!- Joey, rozłożył ręce.

- Ty, jednak jesteś głupi- skwitował Jimmy, wygodnie opierając się o oparcie
krzesła- Zdrad ogólnie się nie wybacza. Tak się przyjęło-

- No ale to nie była typowa zdrada- sportowiec ściszył głos- Podobno-
bracia spojrzeli na lekko wstawionego już Patricka, który sprawił wrażenie,
nieobecnego.

- Nie przeszkadzajcie sobie- Paddy, zrobił gest dłonią – Śmiało, kontynuuj -
przeniósł wzrok z Joeya na Jimma- Nie potrafię nawet zdradzić, utrzymać
przy sobie żony, wysiedzieć w zakonie. Chyba coś ze mną nie tak-

- Od urodzenia- wypalił Jimma, ale zaraz ugryzł się w język- Słuchaj Paddy…-

- Wszystko z tobą ok- w końcu głos zabrał Angelo, a Padyy,jakby się ożywił.
- To dobrze, że nie zdradziłeś Leny, no nie do końca. Chociaż to co było między
tobą a tą dziewczyną…To dla mnie już zdrada- poprawił okulary.

- Dla mnie też- zgodził się z młodszym bratem Paddy, przysunął się bliżej stołu.

- To, że Lena, odeszła też rozumiem. Paddy, za tobą ciężko nadążyć, trudno
się z tobą żyje- blondyn zerknął na brata.

- Powiedział następca Dana- Jimmy, zanurzył usta w piwie.

- Może jestem podobny do ojca…I dzięki temu moja rodzina, świetnie funkcjonuje!-
blondyn rozłożył ręce- W domu, na scenie…-

- Z tą sceną bym się kłócił- chrząknął Jimmy, kołysząc się na krześle.

- Chyba ja wiem lepiej?- Angelo posłał mu groźne spojrzenie.

- No na pewno!- Jimm, kiwał głową robiąc śmieszną minę.

- Panowie! Panowie!- Joey, zastukał w stół- Paddy, Lenę, za włosy i do domu!-

-Bożeee- Angelo, zdjął okulary, Patrick, zakrył dłońmi twarz.

- Joey, kochany nasz- Jimm, obejmując brata ramieniem, masował palcem
czoło- Epoka kamienia łupanego minęła- zrobił zarys ręką w powietrzu- Dawno
temu, wyginęły dinozaury- reszta wybuchła śmiechem.

- Ja, mówię poważnie- poważna mina Joeya, tylko potwierdzała jego słowa.
- Może dobrałem źle słowa…-

- No raczej- zarechotał Jimmy.

- Kochacie się więc dlaczego chcecie się rozwieść?-

- Ja, nie chcę!- zaprzeczył Paddy, wyrywając Jimmowi, miskę z orzeszkami.

- Więc, nie ma tematu! Nie dasz jej rozwodu i zaciąg…Przywieziesz do domu-
wyjaśnił.

Angelo zanosił się ze śmiechu, Jimmy, trzymał się za brzuch- Ona jest adwokatem!-
pisnął blondyn.

- Prokuratorem! Idioto!- Jimmy, szturchnął brata.

- A to nie to samo?- również Joey zaczął się śmiać.

Paddy, patrzył na braci z szeroko otwartymi oczami- Mówicie o mojej żonie! Tak
was to bawi, że mi się życie rozwaliło?!- warknął- Wychodzę!- chciał wstać, ale
Jimm, mocno złapał go za ramię.

- Koniec żartów!- Jimm, uderzył w stół, przybrał poważną minę- Prawda jest taka,
że Lena, to mądra, inteligentna kobieta. Jeśli postanowi się rozwieść, zrobi to. I
na pewno nie da się ani zawieść ani zaciągnąć do domu!- spojrzał na Joeya, który
chyba nie do końca rozumiał powagę sytuacji- Lenie, chodzi o coś więcej niż o
Livię…-

-Było ich więcej?!- wrzasnął Joey pijąc piwo.

- Nie!- zaprzeczył poirytowany Paddy- Banda kretynów! Mieliście mi pomóc!-

- Mieliśmy napić się piwa i pogadać!- poprawił go Angelo- Nie było mowy o pomocy!
Co mamy niby zrobić? Sam musisz to załatwić! Zawsze potrzebowałeś sztabu ludzi
wokół siebie, radź sobie w końcu sam! Ile ty masz lat?!-

- Zaraz ci guzik strzeli- Jimmy, wskazał na brzuch blondyna- Musisz dać jej czas-
spojrzał na przygnębionego Patricka.

- Tak! Jasne! Daj jej czas!- rzekł z ironią Joey- Macie go w cholerę! Który to już
raz uciekła? Piąty?-

- Ona nie uciekła, odeszła- sprecyzował Jimm.

- Paddy,bardzo lubię Lenę!- Joey, przysunął krzesło bliżej brata- Naprawdę! Lubię,
szanuję, to wspaniała kobieta- Paddy, podniósł głowę, spojrzał na Joeya- Ale dałeś
jej za dużo swobody! Oczywiście z ciągnięciem za włosy, to był żart ale…Wiedziała
na co się pisze-

- I dzielnie to znosiła- rzekł cicho Paddy.

- Jesteś najlepszym z nas…- Angelo wraz z Jimmem, oburzeni zaczęli protestować.
- Zawsze tak uważałem i podtrzymuję to! Jesteś wyjątkowy! Dlatego ani razu nie odwiedziłem cię w zakonie! Bo nie mogłem się pogodzić z tym co cię spotkało!
Najlepiej śpiewałeś, byłeś w porządku…-

- On chciał mi żonę odbić!- wtrącił się Jimmy.

- Bo byłeś chujowym mężem!- Joey, szybko sprowadził go na ziemię.

Jimmy otworzył szeroko usta ale z wrażenia nie wiedział co powiedzieć.

- Byłeś i jesteś wyjątkowy. Wiesz to- wskazał palcem na Patricka- Ale jesteś
też cholernie trudny. Podobno prawdziwi artyści, właśnie tacy są- poklepał
go po ramieniu.

- Wychodzimy?- Angelo spojrzał na Jimma- Dosypują coś do piwa?-

- Wybrałeś sobie też wyjątkową żonę. W małżeństwie zawsze jeden błyszczy
a drugi ogrzewa się w jego blasku- teraz nawet Paddy, szeroko otworzył usta.

- Co dosypujecie do piwa?- wrzasnął Jimmy, zaglądając w pusty kufel.

- Nie wiem ale jeszcze raz to samo!- zawołał Angelo- Na trzeźwo nie da rady!-
pogładził włosy.

- Kira, Meike, Flo, Tanja, oni są z nami, ale za nami. Wiesz o co mi chodzi?-

- Lena, nie chciała błyszczeć- szepnął Paddy- Zawiodłem ją, skrzywdziłem -

- Pewnie tak, ale jak dla mnie takie małżeństwo nie przetrwa. Macie dwa różne
światy- Joey, poprawił szarą marynarkę- Tak ja to widzę- spojrzał na braci.

- Chciałem tylko przypomnieć, że Meike stoi za jakimś Ralphem a nie za mną-
Jimmy, wyszczerzył zęby w uśmiechu- To przeszłość,Joey. Masz jakiś problem
z teraźniejszością-

- Powinieneś być z Meike, to wspaniała kobieta. Idealnie pasuje, do…Nas. A
ty, powinieneś być z Joelle- Joey, podzielił się swoim zdaniem.

Jimmy, wypluł piwo z powrotem do kufla- Jeolle, nie żyje. Przegapiłeś coś?-

- Wiem, że nie żyje. Mówię tylko, że to była idealna kobieta dla Patricka-
odpowiedział spokojnie Joey.

- Zmieńmy temat- westchnął Paddy- Dosyć o mnie. Co u was?- spojrzał na braci.

- W sumie nudy. Nikt się nie truje, nie ucieka…- Joey, zrobił minę niewiniątka,
pozostali wybuchli śmiechem, nawet Paddy.

- Szykujemy się do trasy- odpowiedział Angelo.

- Słyszałem o sukcesie. Dortmund się wyprzedał, bilety na pozostałe miasta
idą jak świeże bułeczki. Cieszę się- to było szczere. Paddy, naprawdę się cieszył.

- Chcesz dołączyć?- wypalił Joey.

- Rozmawialiśmy już o tym!- naskoczył na niego Jimmy- Nie radzę- spojrzał na
Patricka, który zbladł jeszcze bardziej- Można się wykończyć! Z tej trasy nikt nie
wyjdzie cało! Są gorsi niż w przeszłości-

- W każdej chwili możesz to zrobić- Angelo spojrzał na brata- Drzwi są otwarte-

Zapadła cisza, Paddy, otarł dłonią twarz- Dziękuję…Za zrozumienie-

- Trzeba być wiernym sobie- rzekł z powagą Angelo- Potrzebowaliśmy dużo czasu,
może ty potrzebujesz go więcej-

- Myślę nad tym naprawdę. Ale jeszcze nie teraz- wyznał szczerze Paddy.
- Zazdroszczę wam tego! Nie sprzedanych biletów- roześmiali się- Raczej tego,
że potraficie wrócić! Razem! Do przeszłości- znów zapadła cisza- Wiem, że nie
robicie tego tylko dla kasy i podziwiam was za to!-

- Płyta jest dla kasy- rzekł nieskromnie Joey- Koncerty też, no może trochę-
puścił oczko.

- Naprawdę ciężko pracowałem nad moimi solowymi projektami- powiedział
Paddy- Po prostu podoba mi się to do czego udało mi się dojść. Samemu.
Zawsze chciałem to sobie udowodnić- dopił piwo- Jeśli chodzi o Lenę, to
bardzo ją kocham. Jest jeszcze Nina…- głos mu się lekko załamał- Macie
dzieci, my staraliśmy się prawie osiem lat. To cud-

- To nie cud Paddy, to seks- wyjaśnił Joey.

- Wcześniej też go uprawialiśmy!- Paddy, nie potrafił pohamować śmiechu.

- Może nie ta pozycja- sprecyzował Angelo.

- On wie co mówi!- rzekł Jimmy- Mógłby o tym uczyć- wszyscy sięgnęli po
pełne kufle.

- Będę o nią walczył! O rodzinę!- Paddy, uniósł swój w górę.

- Dokładnie! Za włosy!- żartował Joey.

- Jeśli zostanie łysa, Joey, zetnie swój kucyk. Dokleimy- śmiał się Angelo.

-Tylko wtedy możesz jej już nie chcieć!- Jimmy, objął brata- Wierzę w was!-

- Dziękuję- szepnął wzruszony Patrick.

- Tylko nie becz jak baba bo zacznę rozumieć Lenę!- Joey, zrobił groźną
minę.

- Po prostu musisz założyć nieco luźniejsze spodnie i pokazać Lenie, że
może na ciebie liczyć- szepnął Jimmy.

- Akurat ty coś o tym wiesz?- prychnął Paddy- A moją wąskie spodnie akurat
lubi!-

- Kiedy wracasz do Monachium?- zapytał Angelo odkładając kufel.

- Nie wiem. Muszę jeszcze raz porozmawiać z Leną. Ostatnia rozmowa
zakończyła się katastrofą-

- Mieszkasz u Elsy?- dopytywał blondyn.

- Tak-

- Myślałem, że u Jimma-

- Jimmy, przecież trzyma w domu eliksir młodości- rzekł Joey z ironią.

- A w ryj chcesz?- to był czuły punkt Jimma.

- Mieszkam u Elsy. Jak zawsze-

- Ok. Wpadnę…Kiedyś- rzucił luźno Angelo.

- Super- Paddy, ucieszył się.

- A w ogóle jaka jest ta Livia?- zapytał Joey.

- Normalna- odpowiedział Paddy i mimo, że nie było w tym nic śmiesznego,
przy stole rozległa się salwa śmiechu.

Dwie godziny później, Paddy, prawie słaniając się na nogach, spojrzał na równie
pijanego Jimma- Na pewno nie chcesz wejść?- wybełkotał.

- Nie. Idę do domu. Jak się umie pić to trzeba też umieć wrócić do domu-
podtrzymywał się furtki- Idź spać-

- Idę. Dzięki- Patrick, spojrzał na brata.

- Jesteś bardzo pijany?- zapytał Jimmy próbując się wyprostować.

- No chyba bardzo-

- Przepraszam-

- Za co?-

- Za to przed wyjazdem. Za sytuację z Niną-

- Już o tym zapomniałem. Przebiłem cię. Idę!- chwiejnym krokiem wszedł do
domu przyjaciół.

Jimmy, jeszcze przez krótką chwilę patrzył za bratem, po czym ruszył przed
siebie.

………………….

- Uspokój  się- Elsa, postawiła na stole, dwa kubki z kawą.

- Jestem spokojna!- odpowiedziała Lena, poprawiając kołnierzyk od koszuli
w kolorze chabrów.

- Wychodzimy!- Luk, zajrzał do kuchni, Elsa, nawet na niego nie spojrzała,
za to Lena, wbiła w niego wzrok.

- Wiem, że nie muszę cię o to pytać…Ale zapytam. Nie zabierasz jej na spotkanie
z Paddym?-

- Nie- odpowiedział Luk- Paddy, wyszedł godzinę temu. Dzwonił, że wróci
dopiero wieczorem. Jedziemy na mecz Lucasa, jest ładna pogoda, zajmę się
Niną- Lena, podeszła do wózka, pocałowała córkę- Odpoczniesz-

- Ok. Uważajcie. Po meczu, przywieź ją do mnie- poprosiła.

- Nie zostaniesz tutaj?- zerknął na żonę, ale ta sprawiała wrażenie nieobecnej.

- Nie. Za chwilę wracam do siebie, nie chcę natknąć się na Patricka- potarła
ramiona.

- Ok. Do później- wszedł do kuchni, musnął włosy żony, zero reakcji. Przytulił
przyjaciółkę.

- Kiedy zamierzasz mu powiedzieć?- Lena, spojrzała na blondynkę, ta wzruszyła
ramionami- Jesteś w ciąży, on musi wiedzieć! Musisz złożyć zawiadomienie!-

Elsa, zatkała dłonią usta- Nie chcę o tym rozmawiać- szepnęła.

- Bo ja mu powiem!-

- Zajmij się Paddym, ok?!- Elsa, podniosła głos- Miałyśmy rozmawiać o tobie!-

- Powiedziałam ci już jak zachował się Paddy! Nie ma o czym rozmawiać!-

- Jednak usunę. Tak postanowiłam- wyrzuciła z siebie- Obiecałaś mi pomóc-
stały na wprost siebie.

- Elsa…-

- Obiecałaś!- z oczu blondynki popłynęły łzy.

- Ok. Pojadę z tobą- szatynka przytuliła ją- Wszystko się ułoży- naprawdę chciała
w to wierzyć.

- Livia, wczoraj chciała się zabić- powiedziała Elsa, ocierając łzy.

- Mój Boże!- Lena, przycisnęła dłonie do twarzy- Co ty mówisz?!- musiał usiąść.

- Paddy, ją znalazł w ostatniej chwili. Żyje- blondynka również usiadła, sięgnęła
po wafle z dżemem.

- Ale dlaczego? Dlaczego to zrobiła?- Lena, była przerażona.

- A co mnie to obchodzi?!- Elsa, podniosła głos- Nie wiem!-

- Boże, jak mogła to zrobić? To młoda, mądra dziewczyna…-

Elsa,przestała przeżuwać- Mówimy o Livii, o tej samej która uwiodła ci
męża! Hallo!- pomachała rękoma.

- Przestań!- szatynka, zaprotestowała ostro- Paddy to nie Lucas. To dorosły
facet który ma swój rozum! Nie rozumiem kobiet, które wieszają psy na kobiecie
z którą zdradził ich mąż…- była zła.

- Przepraszam a czego nie rozumiesz?- Elsa, zmarszczyła brwi, dotknęła opatrunku.

- Elsa, na Boga, to Paddy, jest żonaty, ma żonę, dziecko…To głównie jego wina!
Najlepiej całą winą obciążyć kobietę a facet, niewinny! Biedaczek, nie miał wyjścia!-
czasem miała ochotę potrząsnąć przyjaciółką.

- Skoro tak chcesz to widzieć- Elsa, wzruszyła ramionami.

- Pracowała u ciebie, twoje dzieci ją uwielbiają, naprawdę ciebie to nie rusza?-

- Jakoś nie specjalnie! Wybacz ale mam własne dramaty!- przełamała wafle
na pół.

- Przepraszam- Lena, próbowała się uspokoić- Ale bardzo poruszyło mnie
to co zrobiła Livia. Lubiłam ją, nawet bardzo- objęła dłońmi kubek- Paddy, nie
jest tego wart- upił łyk.

- Lena, przemyśl ten rozwód jeszcze…-

- Strasznie żal mi Livii- szatynka, wstała, wyszła z kuchni, udała się do salonu.
- Wyjdziemy do ogrodu?- spojrzała na blondynkę.

- Możemy- Elsa, założyła szary sweter.

…….

- Gdzie jesteś?- Luk, spojrzał na swój telefon- Jestem z Niną, na meczu Lucasa-

- Odbieram Livię ze szpitala- Paddy, wysiadł z taksówki- Proszę zaczekać- zwrócił
się do kierowcy- Odwiozę ją i przyjadę. Daj mi pół godziny, powinna być już gotowa-

- Ok- Luk, rozłączył się i spojrzał na Mary.

- Nie powiem o niczym cioci Lenie- odpowiedziała rezolutnie dziewczynka- Mamie
też nie powiem. To nie jest kłamstwo, tylko milczenie- fotograf przytulił do siebie
córkę.

………..

- Niedaleko otworzyli nową cukiernię. Przejdziemy się?- Lena, założyła ciemne
okulary.

- Nie chce mi się- jęknęła Elsa, najchętniej nie wychodziłabym z domu.

- Chodź!- wzięła przyjaciółkę za rękę- Pomyśl tylko, szarlotka z lodami- kusiła.

- Sernik- Elsa, oblizała usta- Ok- zatrzasnęła za sobą furtkę.

Po drugiej stronie ulicy, Paddy, pomagał wysiąść Livii, z taksówki. Dziewczyna
potknęła się o rozwiązane sznurówki, podtrzymał ją. Wyglądało to tak jakby ją
przytulał, trzymał za rękę. Patrzyli na siebie, on jakby czule dotykał jej twarzy.

- Przecież Livia, to anioł, nie można mieć do niej pretensji- do umysłu Leny,
wdarły się słowa Elsy- Kupmy ciasto i zanieśmy jej. Trzeba dbać o bliźnich-

Rozdział 262 – There’s A Dark Side Of Me

Obiecuję, że w następnym rozdziale postaram się ogarnąć Patryczka naszego ;)
Wzmianka o Nadin nie zmieściła się, będzie w kolejnym . Życzę wszystkim
Wspaniałych, Spokojnych Świąt, przeżywania tego wyjątkowego czasu w pokoju
i gronie rodzinnym. Łaski Ducha Świętego , święconych potraw i mokrego
Poniedziałku ;) :) <3

- Paddy…Paddy- głos Jimma wyrwał go z letargu w którym tkwił od momentu
przekroczenia progu swojego domu- Paddy-

- Co?!- wrzasnął odrywając wzrok od szyby w samochodzie.

- Zgodziłem się zabrać cię do Kolonii, ale nie zawiozę cię do Leny. Pójdziesz
do niej jutro, jak dotrzemy na miejsce, będzie 2 w nocy- Jimm, zerknął na brata.

- Nie będziesz mi mówił co mam robić! – warknął Patrick- Wyszarpię ją z łóżka!-
uderzył dłonią w kolano. Jimmy, gwałtowanie zahamował- Co, kurwa robisz?-

- Uspokój się!- wrzasnął Jimm.

- Bo co? Bo co mi kurwa zrobisz?!- darł się Paddy, odpiął pasy i wyskoczył z
samochodu. Zataczał małe koło na jakimś ciemnym, opuszczonym zajeździe,
dłonią przeczesywał włosy- Chryste!- uniósł dłonie w geście bezradności.
- Kurwa!- kopnął niewielki kamień przy drodze.

- Od Boga do kurwy. Cały ty- podsumował Jimm, opierając się o maskę.

- Ty…Ty…- wygrażał się Paddy- Zamknij się!- darł się tak, że jego głos niósł się
echem po autostradzie. Zakręciło mu się w głowie, koszmarny lot, stres, emocje.
Uklęknął, oparł dłonie o chodnik co uchroniło go przed upadkiem. Jimmy, uklęknął
obok brata.

- Nic nie mów- szepnął Paddy- Nic, kurwa do mnie nie mów- zacisnął powieki,
coraz bardziej kręciło mu się w głowie,w  której szalała mu tyko jedna myśl.
Przegrał swoje życie- Skąd się wziąłeś pod moim domem?-

- Lena, mnie o to poprosiła- odpowiedział zgodnie z prawdą.

- Lena…Wczoraj z nią rozmawiałem. Nie przygotowała mnie na to- otworzył oczy,
zamrugał powiekami.

- W ogóle można na coś takiego przygotować? Ty, też nie przygotowałeś jej na
romans z Livią-

Paddy, posłał mu wściekłe spojrzenie, popchnął go, Jimm wylądował na ziemi.
- NIE MA ŻADNEGO ROMANSU!- wrzasnął tak, że złapał go kaszel.

Jimmy, usiadł, wytarł dłonie w spodnie- Jeszcze raz mnie popchniesz a wylądujesz
w lesie- wskazał na gąszcz drzew z nimi- I pożre cię wściekły lis!- pogroził mu.
- Sam mam wiele na sumieniu, nie chcę prawić ci kazań…Ale…Zaskoczyłeś mnie-

Patrick, usiadł obok- To był jeden, jedyny raz. Jeden!- zaznaczył- Byłem pijany,
poniosło mnie…Nawet nie doszło do seksu…-

- Nie bzyknąłeś jej?- teraz to Jimm wrzasnął, Paddy, pokręcił głową.

- Pierdolę! Zdrada w twoim stylu. Zdrada a la Michael Patrick Kelly-  spojrzał w niebo.

- Czyli znów wyszedłem na idiotę bo nawet zdradzić nie potrafię?!- pieklił się.

- Dokładnie!-

- Nie potrafię zdradzić Leny. Ninę, zdradziłem!- przypomniał mu.

- Podobno ktoś wam przerwał…-

- Kurwa, skąd o tym wiesz?!-

- Rozmawiałem z Leną- odpowiedział cicho.

- Nie zdradziłbym jej. Wiem to! – wymierzył w niego palec- Wiem to!- powtórzył
widząc, że Jimm chce coś powiedzieć.

- Ty, zawsze wszystko wiesz- westchnął Jimm- Zbieraj dupę i jedziemy- ziewnął.

- Co jeszcze mówiła?- usłyszał cichy głos brata, zerknął na niego.

- Niewiele. Ja do końca o niczym nie wiedziałem, nie powiedziała mi. Chyba tylko
Elsa, wiedziała. Powiedziała, że mam o nic nie pytać ale, że odchodzi od ciebie,
że to koniec…-

- To nie może być koniec!- Paddy, znów zaczął krzyczeć.

- Zamkniesz się w końcu?!- naskoczył na niego Jimm- Obudzisz licho w lesie-

- Co obudzę?- Paddy, rozejrzał się, przysunął się bliżej brata.

- Myślę, że nie chodzi tylko o Livię, chodzi o czas, o to co było. Chodzi też o
Joelle- podsumował Jimm, wstając, podał bratu rękę, ten niechętnie ją złapał.
- Walcz o nią!- mocno zacisnął dłoń na ramieniu brata- Nie poddawaj się, walcz!-
patrzył mu w oczy- Na pewno teraz cię wywali…Będzie cholernie ciężko! Lena,
to nie Nina, która pójdzie za głosem serca…Lena, pójdzie za rozsądkiem, więc
też musisz się nim wykazać…- powiedział jakoś tak bez przekonania- O ile go
masz!-

- Wiem jak mam walczyć o moją żonę!- Paddy, prychnął- W końcu to moja żona!-

- Powiedziałeś co wiedziałeś!- Jimm, uśmiechnął się z ironią- Jak się będzie
starał na takim poziomie…To pójdziesz z torbami!- okrążył samochód.

- Jakiś ty bystry!- Paddy, trzasnął drzwiami- Powiedział ten co popełnia błąd
za błędem!- spojrzał gniewnie w stronę brata- Specjalista od rozwodów!-

Jimmy, szybko znalazł się przy bracie- Posłuchaj mnie pajacu! Jakoś szczególnie
nie mam ochoty cię niańczyć! Obiecałem to twojej żonie!Poprosiła mnie żebym
był przy tobie! Więc jestem! Wiem przez co przechodzisz! I dam ci jedną
radę, zobacz w końcu swoje winy! Kobiety nie odchodzą bez powodu! Nie takie
jak Lena!- Paddy, milczał- Walnij się w pierś! Nie chodzi tylko o Livię!- Jimm
wbił w niego wzrok- Więc skończ lamentować i zastanów się co jej powiesz!-

Paddy, odepchnął Jimma i wsiadł do samochodu, zatrzasnął drzwi. Chciał
już być w Kolonii, zobaczyć żonę, córkę! Wierzył, że wszystko się ułoży!

…………

Livia, podbiegła do drzwi, kto to może być? Dochodziła 21, od kilku dni mieszkała
sama, ojciec wyjechał, Niki, nie pokazywała się- Elsa?!- uśmiechnęła się nieśmiało.

Blondynka bez jakichkolwiek emocji weszła do środka- Chciałam uregulować
ostatni miesiąc- wręczyła jej białą kopertą- Podpisz- rzekła tonem rozkazującym.

- Co to?- Livia, odłożyła kopertę na komodę, przejrzała kilka spiętych kartek- Jak
się czujesz?- podniosła wzrok znad dokumentów.

- Dobrze- odparła chłodno. Livia, ponownie skupiła się na dokumentach.

- Elsa, oczywiście, że wszystko zostaje między nami…-

- Podpisz!- Livia, raz jeszcze zerknęła na blondynkę, podpisała. Nawet nie czytała
do końca, nigdy nie chciała im zaszkodzić.

-Pieniądze powinny się zgadzać. Kluczyki i dokumenty od samochodu- Elsa,
rozejrzała się.

Livia, bez słowa podała jej to o co prosiła- To chyba wszystko- rzekła blondynka
i zrobiła kilka kroków w stronę drzwi- Ufałam ci- sama nie wiedziała dlaczego o
tym wspomniała.

- Dalej możesz…-

- Przestań w końcu grać! Zrzuć maskę bo ci zostanie na stałe!- wrzasnęła Elsa.

- Nie chcę o tym rozmawiać- Livia, oparła się o ścianę, potarła ramiona- Nie mam
nic na swoją obronę, może tylko to, że nie chciałam tego, że to nie tak jak wygląda-

- Przestań! Wiesz co cenię w ludziach? – zapytała podchodząc bliżej, czuła tępy
ból głowy- Szczerość. I tylko to! Lepiej powiedzieć, tak mam ochotę na twojego
męża niż oczerniać innych i się maskować!- szarpnęła klamkę od drzwi- Dawno
się tak nie pomyliłam!- zatrzasnęła je za sobą w z hukiem.

Livia, jeszcze przez chwilę patrzyła na drzwi, analizowała słowa blondynki. Od
kilku dni dopadła ją obojętność. Wszystko wyglądało tak jak mówiła Ania, Niki,
Lena, Elsa…Być może nawet tak było, ale jedno na pewno się nie zgadzało!
Nigdy nawet nie pomyślała o tym żeby uwieść Patricka, że może do czegoś
między nimi dojść! Podobał jej się! W sekundzie sprawił, że zapomniała o
zasadach, o jego obrączce na palcu…Poszłaby z nim na koniec świata…

Usiadła przy kuchennym stole, dłońmi objęła pusty kubek. Nie bardzo miała
pomysł na jutro, na kolejne dni, na swoje życie. Miała dobrą pracę,  w końcu
mogli wyjść z długów, wrócić na studia…Miała! Czas przeszły. Może powinna
wyjechać? Uciec? Ale dokąd? Załamana wybrała numer w swoim telefoni,
ale kuzynka szybko odrzuciła jej połączenie. Bez życia udała się do swojego
pokoju, połknęła jedną pastylkę nasenną i ze wzrokiem wbitym w sufit, czekała
na upragniony sen.

……….

Jimmy, zatrzymał się przed domem Elsy i Luka- Jest środek nocy, nie szalej.
Rano pogadasz z Leną…- nie dokończył bo Paddy, był już na zewnątrz- Kretyn!-
warknął odpinając pasy. Ziewając pomaszerował za młodszym bratem.

- LENA!- Paddy, od progu zaczął krzyczeć- LENA!- wbiegł do pokoju który
zawsze zajmowali w domu przyjaciół. Dotknął łóżeczka, łóżka. Nie było ich!
-Lena!-

- Zwariowałeś!- do pokoju wpadł Jimmy- Dzieci śpią, Luk, powiesi cię za jaja!-

- Gdzie ona jest?!- potrząsnął bratem.

- Naprawdę myślałeś, że tutaj?!- Jimmy, wybałuszył oczy-Ty, myślisz czasem?-

Paddy, odepchnął go, wbił dłonie we włosy. Lena, zawsze tu przyjeżdżała! Gdzie
mogła pojechać?!- Jimmy, chodzi o moją córkę?!- spojrzał na brata, który poprawiał
jasny sweter.

- Rano z nią porozmawiasz! Jest 2 w nocy…- Jimmy, starał się uspokoić brata.

-Pojebało cię?!- w drzwiach pojawił się zaspany Luk – Pomyliłeś mój dom ze sceną,
że tak wrzeszczysz?!-

- Szukam Leny…- wyjaśnił cicho, opadł na łóżko.

- Nie ma jej tutaj! Rano porozmawiacie…-

- Chcę teraz z nią porozmawiać! Już! W tej chwili!- wyrzucał z siebie ale było
w tym coraz mniej złości a więcej rozpaczy- Chcę zobaczyć córkę!- ukrył twarz
w dłoniach.

- Przyzwyczajaj się- do pokoju weszła Elsa- Jeśli się rozwiedziecie będziesz ją
widywał dwa razy w miesiącu? Jak będziesz w trasie, to rzadziej?- Paddy, podniósł
głowę i spojrzał w puste oczy przyjaciółki. Chciał ją wzywać, zaprzeczyć, ale głos
ugrzęzł mu w gardle. Spojrzała na Jimma, Luka i znów na Elsę. Wyglądała inaczej!
Blada, zmieniona na twarzy, jej czoło wciąż zdobił opatrunek. Jakiś za duży dres,
przetłuszczone włosy ciasno związane. Do jego umysłu wdarła się informacja o
wypadku.

- Elsa, jak się czujesz?- wstał, wytarł dłonie w spodnie, podszedł bliżej przyjaciółki.
To był wypadek samochodowy? próbował sobie przypomnieć.

- Dobrze- przytulił ją do siebie, czuł jak sztywnieje, jak się odchyla, była sztywna i
napięta niczym struna w gitarze.

- Na pewno wszystko ok?- spojrzał w jej błękitne oczy.

- Zajmij się sobą!-

- Nie będzie rozwodu- wyjaśnił, ale jakoś nikt nie wyglądał na przekonanego.
-Nie będzie rozwodu- powtórzył, chrząknął- Przejdziemy przez to. Razem-

- Razem to znaczy ty i twój adwokat?- zapytała blondynka.

- Elsa!- Paddy, upomniał ją- Przejdziemy przez to!- głos mu drżał.

-Ale przez co?- przyjaciółka zmarszczyła brwi- Przez łóżko Livii? Czy ty w
ogóle wiesz co się wokół ciebie dzieje? Twoja żona od ciebie odeszła!- dotknęła
jego klatki piersiowej- Takie są fakty, Paddy- wyszła z pokoju.

- Wyjdźcie!- wycedził przez zęby patrząc na Luka i Jimma, którzy milczeli.
- Jazda stąd! – wrzasnął jakby resztą sił- Chcę zostać sam!- wyrzucił ich z
pokoju. Sam osunął się na ziemię. Tej nocy nie zmrużył oka, nawet nie położył
się do łóżka. Obserwował wskazówki zegara. Elsa, uwielbiała stare, antyczne
zegary. W domu nie było elektronicznych zegarów tylko duże, wiszące z długimi
wskazówkami które swoim tykaniem nie pozwalały zapomnieć o upływającym
czasie. Czas! A raczej jego upływu najbardziej bała się Lena! Wciąż ubolewała
nad tym, że poprzez swoją depresję, załamania nerwowe, czy ciąże wiele ją
bezpowrotnie ominęło. Dochodziła 6 kiedy w końcu podniósł się z chłodnego
parkietu. Przez chwilę masował zesztywniałe ciało, potarł szyję. Wiedział już
gdzie jest jego żona i córka. Bardzo chciał się mylić, ale raczej wiedział
gdzie ma jej szukać. To by oznaczało, że Lena naprawdę odeszła, że to
dokładnie przemyślała i od jakiegoś czasu planowała. Uchyli drzwi, dom
pogrążony był w głębokim śnie, jedynie z salonu dobiegało głośne chrapanie
Jimma. Żeby wyjść z domu, musiał przejść przez wielki salon. Zatrzymał
się obok kanapy, Jimmy spał w ubraniach, martwił się? Nie, ruszył w stronę
drzwi, pewnie obiecał Lenie. Na zewnątrz budziło się życie, ulicą przejeżdżały
pojedyncze samochody, ktoś biegł, ktoś inny wyszedł z psem. Założył kaptur
i zatrzasnął furtkę. Mimo, że od mieszkania Leny, dzieliło go jakieś czterdzieści
minut drogi piechotą, nie wezwał taksówki. Chciał się przejść, pomyśleć,
chociaż od natłoku myśli pękała mu głowa. Drapało go w gardle., bolały kości
i co chwilę kichał. Dotknął rozpalonego czoła, zmiana klimatu dawała mu się
we znaki. Już miał ruszyć kiedy w domu na przeciwko zapaliło się światło.
Nie zastanawiając się przeszedł na drugą stronę, zapukał. Widział jak zapala
się kolejne światło. Przez rozmową z żoną, powinien porozmawiać z Livią,
dowiedzieć się co powiedziała, ile Lena, wie. Czekała go być może najtrudniejsza
i najważniejsza rozmowa z żoną. Po chwili spojrzał w brązowe oczy blondynki.

- Paddy?- widać, że próbuje się rozbudzić. Była blada, miała potargane włosy i
sińce pod oczami. Stała przed nim boso, ubrana w dres. Zwrócił uwagę na
pustkę w jej oczach. Pamiętał dzień w którym ją poznał, często się uśmiechała
a w jej oczach tańczyły wesołe ogniki. Zarażała śmiechem, pozytywnym
usposobieniem.

- Musimy porozmawiać-

- Wejdź- zaprosiła go do środka- Jestem sama- wyjaśniła widząc, że się
rozgląda. Usiedli przy stole w kuchni, czuł się trochę nieswojo, Livia,
sprawiała wrażenie nieobecnej, jakby ciągle jeszcze spała a przed nim
siedział jej cień.

- Lena, mnie zostawiła. Wyprowadziła się- wyznał bawiąc się swoją obrączką.

- Przykro mi- co właściwie mogła powiedzieć? Uśmiechnęła się ale chciało jej
się płakać- Naprawdę mi przykro-

- Jak się dowiedziała?- wbił w nią wzrok- Od kogo?Od ciebie?-

Spojrzała na niego, zabolało ją ostatnie pytanie- Pewnie od Niki. Nie ode
mnie-

- Miałaś jej nic nie mówić, nie potwierdzać…Ja, miałem z nią porozmawiać-
rzekł ze złością w głosie.

-  Poprosiła mnie żebym przyszła, wiedziała już! Wiedziała o wszystkim! -
podniosła głos, wstała, oparła się o lodówkę- Pokazała mi kartki z mojego
pamiętnika! Co miałam jej powiedzieć? Że kartki nie są moje?!- nawet nie
wiedziała, że krzyczy- Miałam zaprzeczyć, żebyś za kilka dni się przyznał?!-
rozłożyła bezradnie dłonie – Strasznie ją zawiodłam, miałam ochotę zapść
się pod ziemię i jeszcze miałam kłamać jej w oczy?!-

- Miałaś milczeć!- Paddy, również wstał- Jakoś dzień po twoich urodzinach
milczałaś!- spojrzał na nią oskarżycielko- Milczałaś w rozmowie ze mną! Dalej
pracowałaś u Elsy!  Wtedy milczałaś! – zaczął nerwowo chodzić od drzwi do
okna- Po cholerę o tym napisałaś?! Co ty sobie w ogóle myślałaś?!- był wściekły.

- Paddy….-

- Co Paddy?! Jeśli chciałaś o tym komuś powiedzieć, mogłaś przyjść do mnie
a nie wciskać mi bajeczek, że do niczego nie doszło! -

- A ty nie masz swojego rozumu? Najlepiej nie pamiętać!- odparła atak- Jesteś
cwany, Paddy! Nie znałeś mnie dobrze, nie wiedziałeś jak zareaguje następnego
dnia! Kiedy zrozumiałeś, że nie zamierzam się chwalić ani niczego od ciebie
nie chcę. Uspokoiłeś się! Tak było wygodniej!- minęła go, musiała napić się wody.

- Powiedziałbym jej! Nie jestem taki!- krzyczał- Może tak to wygląda…Ale nie
zdradzam żony!-

- Ja, też nie jestem taka! Nie pomyślałam o tym, że Niki to przeczyta, mieszka
z Jimmem, rzadko bywa w domu! Nie miałam złych intencji! Nie chciałam żeby
twoje małżeństwo się rozpadło! Nie chciałam tego!- płakała- Nikt mi nie wierzy!-
z hukiem odstawiła szklankę.

- Livia, jesteś kolejną, napaloną fanką! Wszystkie jesteście takie same!- darł się.
- Opisałaś to…I pokazałaś mojej żonie! Tak było! Zakochałaś się we mnie! Jesteś
taka jak wszystkie inne! – wbił w nią palec- I tak jak inne, nie traktuję cię poważnie!
Liczy się dla mnie tylko jedna kobieta! Tylko jedna!- syknął- I jest nią, moja żona!
Ani ty ani twoja kuzynka i inne fanki, nic dla mnie nie znaczycie! Nic! Brzydzę
się takimi osobami! Nigdy więcej nie chcę cię widzieć! Nigdy!- wrzasnął a z oczu
blondynki popłynęły łzy. Słysząc trzask zamykanych drzwi, rozpłakała się na
dobre. W rozpaczy sięgnęła po telefon, wybrała numer kuzynki, chciała ją błagać,
żeby pozwoliła przyjechać jej na kilka dni, ale Ania, nie odebrała. Niczym lunatyk
w trasie udała się do swojego pokoju, wysypała kilka pastylek i połknęła je.

……….

Oszalały ze strachu, wściekłości i bezradności, wbiegł na drugie piętro- Lena!-
zaczął na przemian dzwonić i pukać w drzwi- Lena!- ktoś wyjrzał zza drzwi.
-Lena!- gdzieś miał klucze ale na pewno nie przy sobie- Le..- wpadł do środka.

- Zwariowałeś?!- naskoczyła na niego szatynka, związując szlafrok.

- Ja?!- syknął, podnosząc się z ziemi- Ja?!- wymachiwał rękoma – Ja, zwariowałem?!-

- Uspokój się!- zatkała mu dłonią usta- Nina, śpi!- szepnęła.

-Nina…-wydukał- Nina, to moja córka! Moja! – wrzasnął- Wywiozłaś ją!- rzucił
oskarżycielko- Moją córkę!- odwrócił się i szarpnął drzwi od sypialni. Znalazł
się przy dziewczynce. Nie widział jej całe trzy tygodnie! Byłą jeszcze piękniejsza,
słodsza niż ją zapamiętał. Była idealna! Wyciągnął dłonie, ale poczuł szarpnięcie.

- Nina, śp- Lena, wywaliła go za drzwi- Wejdź do kuchni, zaparzę kawę- włączyła
czajnik, stała do niego tyłem.

Paddy, próbował uspokoić oddech, usiadł- Co to wszystko ma znaczyć?- znów
podniósł głos.

- Przestań krzyczeć!- warknęła odwracając się.

- Nie przestanę, dopóki nie powiesz mi co się dzieje?!- wstał- Wracam i co zastaję?!
Pusty dom! PUSTY!-

- Ktoś ukradł meble?- zapytała patrząc mu w oczy.

Zapowietrzył się, poczerwieniał jeszcze bardziej- Ciebie to bawi? To jakaś gra?!-

- Livia. Tak się nazywa ta gra. Wprawdzie nie wiedziałam, że w coś gramy, ale
już wszystko wiem- tym razem to ona podniosła głos.Odwróciła się i zalała gorącą
wodą dwa kubki.

-Lena…- podszedł bliżej- Wiem, że jesteś wściekła…-

- Nie jestem!- zaprzeczyła mijając go- Już nie jestem- na stole postawiła kubek.

-Kochanie- usiadł obok niej- Lenka, wiem, że jesteś wściekła i masz do tego prawo,
ale…Jesteśmy małżeństwem, nawet nie dałaś mi szansy wytłumaczyć, nawet nie
porozmawialiśmy- zaczął łagodnie, głaszcząc jej dłonie.

- Jakoś nie pamiętałeś o tym, że jesteś żonaty kiedy pieprzyłeś Livię- rzuciła.

Wybałuszył oczy i szeroko otworzył usta- Lena! Nie pieprzyłem! Nikogo nie
pieprzyłem!- oburzył się.

- Bo ktoś wam przerwał- uśmiechnęła się ironicznie.

- Lena, no naprawdę! Nigdy bym tego nie zrobił…-

- Przestań pieprzyć Kelly!- wrzasnęła- Komu chcesz to wmówić?! Sobie?!-
milczał- Wtedy obrączka na palcu ci nie przeszkadzała! Ani twoja córka! Ty,
już sam nie wiesz czy chcesz uchodzić za świętego czy za zabawnego albo
za gwiazdora! Mam dość! Mam już, kurwa dość!- wycedziła przez zęby- To
koniec i choćbyś nie wiem co mówił, śpiewał, nie przekonasz mnie! I nie walcz
ze mną bo przegrasz!- odepchnęła jego dłonie, wstała, oparła się o blat.

- Nie chcę z tobą walczyć. Chcę z tobą żyć. Kocham cię-

- Ale już nie chcę z tobą żyć- odpowiedziała- Już nie! Nie wybaczę ci!-

- Pozwól mi coś powiedzieć- poprosił, otarł pot z czoła- To prawda, zachowałem
się jak ostatni drań! Za dużo wypiłem…- widząc jej ironiczny uśmiech, dodał- To
mnie nie tłumaczy! Nic mnie nie tłumaczy! Livia, spodobała mi się. Od samego
początku- Lena, spojrzała na niego- Tak, zwróciłem na nią uwagę. Ale nigdy
nawet nie pomyślałem, że mógłbym cię zdradzić, że mógłbym z nią…- otarł dłonią
twarz- Koncert, alkohol, zaszumiało m w głowie. Znów to poczułem, to co kiedyś,
to uczucie, że jesteś Panem świata, pewność siebie, tak, tak jakieś uwielbienie.
To co  ty we mnie tłamsiłaś. Zaśpiewałem dla niej, odprowadziłem ją, pocałowałem…
Jest mi wstyd. Cholernie wstyd- spuścił głowę- Przepraszam cię, bardzo cię
przepraszam. Nawet nie wiesz jak żałuję…-

- Czasu nie cofniesz, przerabialiśmy już to- rzekła cicho.

- Nie cofnę- zerknął na nią- Ale to nie może być koniec. To nie może być nasz
koniec- podszedł bliżej, dotknął jej dłoni, cofnęła ją.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś?-

- Chciałem. Nie pamiętałem tego co zaszło między mną a Livią. Wiedziałem,
że do czegoś doszło ale nie wiedziałem jak daleko się posunęliśmy. Zapytałem
ją a ona odpowiedziała, że do niczego nie doszło. Przekonała mnie. Miałem
mieszane uczucia ale chciałem jej wierzyć- oparł dłonie o szafkę w kuchni,
była tak blisko, między jego ramionami jakby odgradzł ją od reszty świata,
podniosła na niego wzrok, patrzył jej w oczy- Mimo wszystko chciałem ci
powiedzieć. Wróciłem do domu, powiedziałaś wtedy, że o mało istotnych
sprawach, nic nie znaczących mam ci nie mówić. Nie powiedziałem-

Przez chwilę na niego patrzyła by po chwili wybuchnąć śmiechem- Wracamy
do sedna. Czyli to moja wina?!-

- Nie!-

- Paddy, jesteś wspaniałym człowiekiem, artystą, przyjacielem ale…Ale ja,
już podjęłam decyzję. Nie wrócę do ciebie-

- Wrócisz!- ryknął i uderzył dłonią o szafkę, przestraszyła się. Dalej otaczał ją
ramionami. Miała wrażenie, że odcina ją od powietrza! Pewnie odsunęła go od
siebie- Jesteśmy małżeństwem, mamy córkę! Nie możesz tak po prostu odejść! -

- Mogę i zrobię to- skrzyżowała ramiona.

- Naprawdę myślisz, że dam ci rozwód? Że będę widywał córkę w weekendy?-

- Jeśli ostudzimy emocje na pewno w kwestii Niny, dogadamy się. Nie chcę
żebyś widywał ją dwa razy w miesiącu. A rozwód i tak dostanę! Są sposoby!-

- Dogadamy się?!- pieklił się- To moja córka!-

- Ale nikt nie kwestionuje tego!- również podniosła głos- Paddy, taka szarpanina
do niczego nas nie zaprowadzi- wzięła go za rękę, usiedli- Kiedyś byliśmy
przyjaciółmi…-

- Jesteśmy małżeństwem, rodziną- pocałował jej dłoń, przycisnął ją do ust.
- Wina leży tylko i wyłącznie po mojej stronie, ale pozwól mi to naprawić,
błagam cię, kochanie- prosił, uklęknął- Kocham cię. Bardzo cię kocham-

Milczała, to była ta chwila w której dopadły ją wątpliwości- Paddy, uszanuj
moje zdanie. Zdradziłeś mnie. Mam prawo do złości…Do wyprowadzki…-

- Masz- znów ucałował jej dłoń- Ale nie mów o rozwodzie!-

- Na razie jest za wcześnie na rozmowę o czymkolwiek. Daj mi czas-

- W przeszłości zawsze ci go dawałem. Wyprowadzałaś się, uciekałaś,
godziłem się na wszystko. Czekałem, rozumiałem, tęskniłem. Wiele osób
twierdziło, że jestem kretynem, że powinnaś wracać do domu ale było tak
jak ty tego chciałaś…-

- Paddy, ale ja nie uciekałam dla sportu. Zawsze był ku temu powód!- poczuła
smutek, nie rozumiał.

- Wiem. Ale teraz mamy dziecko, nie rozdzielaj mnie z córką! Błagam cię!-

- Nie wrócę do ciebie, a na pewno nie teraz- odtrąciła go, wstała- Uszanuj
moje zdanie! Zdradziłeś mnie a ja tylko dlatego, że mamy córkę mam siedzieć
cicho w domu?!- czuła wzrastającą złość- Gdzie w tym wszystkim jestem ja?!
Zawsze chodzi tylko o ciebie albo o Ninę! -

- Bo Nina, jest najważniejsza!- również wstał- Miała mieć dom, rodzinę, wspaniałe
życie! Prawie nie pamiętam matki, dorastałem bez niej. Wiem, jakie to trudne, jak
bardzo wpłynęło na mnie. Nawet teraz mi jej brakuje-

- Ale ty i ja żyjemy!- odparła z wyrzutem- Ja za to dorastałam z obojgiem rodziców
i dobrze wiesz jak to wyglądało! Pełna rodzina nie jest gwarancją…-

- Mieliśmy jej dać to wszystko czego nam brakowało! Pamiętasz?- objął czule
jej twarz- Pamiętasz?- musnął jej usta, z jego ciemnych jak pochmurne, burzowe
niebo, oczu popłynęły łzy, jakby deszcz w majowy dzień- Kocham cię i bardzo
cię przepraszam. Kochanie, wybacz mi- upadł na kolana, wtulił twarz w jej halkę.
- Błagam cię, nie odchodź, nie zabieraj mi córki, nie zostawiaj mnie. Już mnie nie
kochasz?- spojrzał na żonę.

- Miłość to nie wszystko…-

- Wybacz mi! Proszę cię!-

- Jeśli tak bardzo tego potrzebujesz, to wybaczam ci…Ale nie wrócę do ciebie…
Bo już nie chcę. Nie chodzi tylko o zdradę…- usłyszeli płacz córki. Spojrzeli na
siebie i oboje ruszyli w stronę sypialni. Paddy, jako pierwszy znalazł się przy
dziewczynce, wziął ją na ręce, pocałował i przytulił.

- Moje słoneczko. Moja księżniczka- szeptał, połykając własne łzy- Kocham
cię z całego serca- dziewczynka uspokoiła się.

Lena, przyglądała się tej scenie ze ściśniętym sercem, czuła się winna, mimo
iż nie zrobiła niczego złego- Paddy…-

- Nie oddam ci jej- sięgnął po żółty kocyk, owinął nim dziewczynkę i ruszył w
stronę drzwi- Chcesz odejść. Proszę bardzo!- odepchnął ją od drzwi- Ale nie
oddam ci córki!- zanim zdążyła zareagować, wybiegł. Przerażona ruszyła za
nim.

Jedynie w szlafroku, boso wybiegła na ulicę- Patrick!- wrzasnęła, wzbudzała
zainteresowanie ludzi – Paddy- szarpnęła go- Boże, co robisz?!- pisnęła
rozglądając się- Ktoś cię rozpozna! Oddaj mi dziecko!-

- Wróć ze mną do domu!-

- Oddaj mi ją!- próbowała dostać się do córki.

- Wsiadaj do taksówki!- wskazał na zaparkowany samochód.

- Zwariowałeś?!- rozpłakała się- Oddaj mi ją- zaczęła krzyczeć.

- Mamy takie samo prawo!- osłonił siebie i córkę.

Trzęsąc się ze złości, złapała go za poły kurtki-Posłuchaj mnie!- patrzyła mu
w oczy- Jeśli teraz mi jej nie oddasz rozwiodę się z tobą  i ograniczę ci prawa
rodzicielskie! Zawrę pakt z samym diabłem jeśli będzie trzeba!- wykorzystując
chwilę nieuwagi, odebrała mu córkę i weszła do kamienicy.

………………………………………
Siedziała skulona na dywanie ze wzrokiem wbitym w tańczące płomienie w kominku.

Jeszcze przez krótką chwilę widziała niebieską oprawę swojego pamiętnika by po
chwili został z niego czarny pył. Spaliła wszystkie pamiętniki. Wspomnienia. Te o
matce, przeprowadzce, studiach, marzeniach…Nie było już niczego. Miała wrażenie,
że jej już nie ma. Jedna chwila, jedna kartka…Otarła łzy. Przyjechała do Kolonii, by
zacząć od nowa, by normalnie żyć…Nawet nie śniła, że pozna swojego idola, że
dostanie pracę, że tak wiele się zmieni…Poczuła potworne zmęczenie, położyła
się, sięgnęła po fiolkę z pastylkami. Chciała już tylko spać.

Szedł ze wzrokiem wbitym przed siebie, nie rozglądał się, nie patrzył na twarze
ludzi którzy go mijali. Nie widział i nie chciał niczego widzieć poza chodnikiem.
- Uważaj!- ktoś szarpnął go za ramię, zamrugał- Wszystko ok?- ten sam głos
zadał mu pytanie.

Spojrzał na mężczyznę- Tak…- przeniósł wzrok na ulicę. Wszedł na jezdnię na
czerwonym świetle- Tak. Przepraszam- wydukał naciągając mocniej czapkę
na czoło.

- Nie przepraszaj mnie…Tylko uważaj, mogłeś wpaść pod koła…- Paddy, nie
słuchał już, światło zmieniło się na zielone, szybko przebiegł przez ulicę. Może
mógł wpaść pod te pieprzone koła? Co mu zostało? Powrót do pustego domu
w którym wszystko przypominało mu o Lenie? Każdy kąt był nią przesiąknięty!
Zatrzymał się przy wózku z którego wyglądała mała dziewczyna w śmiesznej
czapce. Była trochę starsza od jego córeczki, poczuł łzy pod powiekami, szedł
dalej przed siebie, po kilku godzinach krążenia bez celu, stanął przed dobrze
znanym mu domem. Na przemian dzwonił Luk, Jimmy i Elsa, w końcu telefon
rozładował się , spojrzał na dom Livii. Krążąc bez celu, zrozumiał coś. To
wszystko było jego winą! Wszystko! To co zrobił na samym końcu wołało
o pomstę do nieba! Jak spojrzy Lenie, w oczy? Poszedł do niej aby ratować
ich małżeństwo a wszystko zniszczył! Jeśli jeszcze była jakaś nadzieja dla
niech to właśnie ją pogrzebał! Zrozumiał też jak fatalnie, krzywdząco potraktował
Livię! Zapukał po czym wszedł do środka. Zdejmując czapkę, rozejrzał się,
w domu panowała głucha cisza, zajrzał do kuchni, następnie do salonu i
zamarł, czuł jak paraliżuje go strach, jak serce przestaje bić! Znalazł się przy
nieprzytomnej dziewczynie – Livia! – wyglądała jakby spała ale puste opakowanie
po lekach nasennych sugerowało co innego.

- Livia!- wziął ją na ręce- Boże, pomóż mi! Livia!- sięgnął po telefon, który
nie chciał się włączyć, przerażony wybiegł z domu- Livia!-

………………………………………………….

Rozdział 262- Like a Rose of Jericho

Wątek Nadin, jeszcze się przesunie o jeden rozdział ;)Rozdział znaczący
ale przejściowy. W kolejnym będzie się działo ;) Pozdrawiam ;)

……

- Co się tutaj dzieje?!- wrzasnął wściekły. Nie wiedział o co chodzi, ale to co
usłyszał nim wstrząsnęło- O czym wy mówicie?!- stanął na środku salonu.

- Hej- brunetka musnęła rozchylone usta muzyka- Livia, niech się pochwali-
objęła go. Livia, czuła na sobie wzrok Jimma, mocniej otuliła się swetrem jakby
chciała się schować przed jego czujnym wzrokiem, przed całym światem.

- Nieważne…- szepnęła.

- Livia, nie bądź taka skromna- brunetka podeszła do blondynki, tym razem to
ją objęła ramieniem- W końcu rozwód w rodzinie Kelly, to będzie coś!-

- Zaczynacie mnie wkurwiać! Obie!- pieklił się Jimm- O co kurwa chodzi? Jaki
rozwód?!-

Livia, uparcie milczała, Nicol, teatralnie przeszła się po salonie- Okazuje się, że
to nie ja jestem tą złą…Nasza kochana, święta Livia, rozbiła małżeństwo twojego
brata. Tego świętego. Patricka- złożyła dłonie w geście modlitwy- Kiedy wszyscy
oskarżali mnie o to co najgorsze, patrzyli mi na ręce…Livia, uwiodła Patricka-

- To nie tak!- zaprotestowała młodsza z sióstr.

- Pominęłam jakiś szczegół?- Niki zmarszczyła czoło.

- Jaki rozwód?!- Jimmy, czuł, że traci cierpliwość. Coś nie grało! Przecież
mieszkał z Leną, widywał ją każdego dnia! Przecież by mu powiedziała!

- Nie chcę o tym rozmawiać- Livia, wbiła wzrok w podłogę- Zresztą…Twoja
dziewczyna wszystko ci opowie- w końcu zdecydowała się spojrzeć na Jimma.
- Szantażowała mnie, dlatego zabrałam ją do Afryki ale i tak o wszystkim
opowiedziała Lenie- na jej twarzy pojawił się grymas.

Muzyk, spojrzał na brunetkę, która uderzyła w krzyk- Więc może to ja
jestem winna?! Nikomu o niczym nie mówiłam i nie szantażowałam cię!
To ty nie ja, masz romans z Paddym i to ty- popchnęła blondynkę- O
wszystkim opowiedziałaś jego żonie! Zakochałaś się w nim i chcesz z nim
być! – Livia, z rezygnacją pokręciła głową, nie było sensu zaprzeczać.
- Rozpowiadasz wszystkim jaka to jestem straszna, prawisz kazania Ani,
a sama, cicho, ukradkiem, wskoczyłaś mu do łóżka! Ale to ja jestem winna!-
awanturowała się.

Jimmy, z wrażenia poszukał wzrokiem czegoś do siedzenia, opadł na fotel.

- Masz romans z moim bratem?- spojrzał na bladą blondynkę.

Livia, milczała- Tak! Ma!- wrzasnęła Niki.

- Zamknij się!- wybuchnął Jimmy, brunetka, zastygła z otwartą buzią.

-Masz romans?! Z Paddym ?!- wciąż nie dowierzał, zakręciło mu się w głowie.
- Z Patrickiem?- powtórzył.

- Nie, kurwa z Angelo!- Nicol, przewróciła oczami.

- Zamilcz kobieto! – zdenerwowany doskoczył do dziewczyny, jednym ruchem
posadził ją na kanapę- Livia, odpowiedz- silił się na spokój, wciąż milczała,
potrząsnął dziewczyną- Odpowiadaj!- wrzasnął.

Dziewczyna rozpłakała się- Nie mam żadnego romansu! Zostaw mnie!-
wyrwała się i wybiegła z salonu. Usłyszeli trzask zamykanych drzwi.

- Drażliwa…Pomyślał by kto- Niki zaśmiała się zakładając nogę na nogę.

- Wiedziałaś o tym?- Jimm, spojrzał na nią.

- Dowiedziałam się- odpowiedziała.

- Powiedziałaś Lenie?- podszedł bliżej.

- NIE!- wrzasnęła oburzona- Nikomu nie powiedziałam! Przecież jestem tą
złą, nawet by mnie tam nie wpuścili- minęła go.

- Zbieraj się, wracamy do domu- rzucił w dziewczynę skórzanym, małym
plecakiem i swetrem w kolorze pomarańczy.

- A ruda wywłoka?!- podparła się pod boki.

- Nadin. Zniknęła. Wyjechała- myślami wrócił do rozmowy z dziewczyną,
czuł, że oblewa się rumieńcem. Nie chciał teraz o tym myśleć, do tego wracać.
- Później ci opowiem-

- A ty, też wracasz do domu?- zapytała- Ze mną?- podeszła bliżej.

- Tak. Luk, wrócił.Jutro zabiorę swoje rzeczy- popchnął brunetkę w stronę
drzwi.

Pół godziny później otworzył drzwi od mieszkania- Opowiedz mi wszystko-
zapalił światło w małym salonie.

Zdjęła sweter, poprawiła długie, gęste włosy- Napij się- sięgnęła po butelkę
z winem, napełniła duże, okrągłe kieliszki, czuła na sobie jego wzrok- Napijmy
się- podeszła blisko- Za nas- musnęła jego usta- Tęskniłam- pocałowała go
namiętnie. Wziął od niej lampkę z winem, przez chwilę pozwolił jej na pieszczoty,
pocałunki.Odchylił głowę, upił łyk wina. Słodkie. Skrzywił się, odkładając kieliszek,
delikatnie ją od siebie odsunął- Powiedziałaś Lenie?! Skąd o tym wiesz?!-
oparł się o ścianę.

- Nie powiedziałam! Wiem od…Livii…Przeczytałam je pamiętnik. Opisała
to, później mi o tym opowiedziała- wydukała- Zresztą w Afryce, specjalnie
się z tym nie kryli- upił łyk wina- Dlaczego mnie przepytujesz? – chciała
zmienić bieg rozmowy.

Patrzył na nią, ale myślami był daleko stąd. Co się dzieje? Paddy, ma
romans? To było tak niedorzeczne…Że aż nierealne. Z Livią? Przed
oczami widział Lenę, była przygaszona, smutna…Myślał, że chodzi
o Elsą. Po raz kolejny zdał sobie sprawę jak bardzo oddalił się od rodziny,
przyjaciół. Co się z nim dzieje?

- Jimmy, to nie nasza sprawa- jej głos wyrwał go z zamyślenia.

- To twoja siostra i mój brat-

- Od kiedy się nim martwisz?- roześmiała się.

- Lena, to moja najlepsza przyjaciółka- zaczął krążyć po salonie.

- Nie interesuje mnie to…-

- Ale mnie to interesuje!- przerwał jej ostro- Łączy cię coś  z moim
bratem?- zapytał tak nagle, niespodziewanie, że zaniemówiła.

- Nie…Nie! Co ma mnie z nim łączyć?!- nerwowo poprawiła włosy.

- Może też go kochasz?- ten jego wzrok…Znów miała wrażenie, że ją
przejrzał! Że czyta z niej jak z otwartej książki.

- Kocham ciebie- odpowiedziała cicho, nawet powieka jej nie drgnęła.

Podszedł bliżej, usiadł obok, dotknął jej dłoni- Ufam ci- patrząc jej w oczy
pochylił się, pocałował ją- Jeśli jednak się dowiem, że mnie oszukujesz,
albo, że namąciłaś…-czuła na twarzy jego oddech, szeptał jej do ucha.
- Pożałujesz tego. Pamiętaj, że nie bez powodu jestem czarną owcą w
mojej rodzinie. W każdej plotce jest ziarno prawdy- uśmiechnął się a po
jej ciele przebiegł dreszcz.

Przełknęła ślinę- Kocham cię, Jimmy- objęła go, zaczęli się całować,
pociągnęła go na siebie.

- Muszę wyjść- poprawił koszulę.

- Gdzie?!-

- Nie czekaj na mnie- sięgnął po kurtkę.

- Jimmy!- odpowiedział jej huk zamykanych drzwi.

 

……………

Od kilkunastu minut wpatrywała się duży, wiszący na ścianie w salonie,
zegar. Wybiła dwudziesta druga. Naciągnęła na siebie kraciasty koc,
dotknęła pulsującego czoła. Zanim usłyszała głos męża, wyczuła jego
obecność – Dzieci zasnęły, podróż ich wykończyła- kiwnęła głową.
Ucieszyła się na widok dzieci, męża, tęskniła za nimi ale nie była
jeszcze gotowa!

- Pewnie jesteś zmęczony, idź spać- zerknęła na niego przez palce. Zakryła
dłonią twarz, wszystko ją bolało.

- Zawiodłem cię- usłyszała, spojrzała na niego- Przepraszam. Powinienem
wrócić wcześniej, jak tylko się dowiedziałem- usiadł obok niej, zesztywniała.
Specjalnie siedziała w salonie…Liczyła, że zaśnie, że jej nie dotknie…

- Dlaczego mi nie powiedziałaś w jakim stanie jesteś- zapytał łagodnie, wyciągnął
dłoń w jej kierunku ale zasłoniła się poduszką.

- Nie jest tak źle- szepnęła- Było źle, ale już jest lepiej- czy aby na pewno?

- Nie mówisz mi wszystkiego?- bardzo powoli wyrwał jej poduszkę, przysunął
się, objął ją ramieniem- Kochanie, co się dzieje?- szepnął. Oblała ją zimny pot,
miała wrażenie, że zaraz umrze…Śmierć w jego ramionach, chyba mogłaby tak
umrzeć? Mocno się do niego przytuliła, wbiła paznokcie w jego szyję, z bólu chciał
wrzasnąć ale się powstrzymał, wbijała je coraz bardziej…- Elsa…Elsa…-

- Boże, przepraszam- jęknęła, na jej dłoniach widniała krew- Przepraszam-

- Nic się nie stało- uśmiechnął się- Tęskniłaś za mną?- głaskał jej jasne, ciasno
związane włosy.

- Bardzo-

-Ja, bardziej- kciukiem dotknął jej policzka, dokładnie obrysował kontury opatrunku.

- Nie zostawiaj mnie…- znów mocno go przytuliła- Nigdy mnie nie zostawiaj-

- Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj, że jesteś miłością mojego życia. Odwołam mój
wyjazd…-

- Nie!- zaprotestowała- Zabierz mnie ze sobą- poprosiła cicho, płakała.

- Elsa, co się stało?- wbił w nią wzrok. Przez ułamek sekundy myślała, że on wie.

Chciała mu powiedzieć, wyrzucić to z siebie, ale nie potrafiła! Nie wiedziała
jeszcze czy nie usunie ciąży, czy się podniesie po tym. Wiedziała, że gdy
tylko mu powie, ruszy cała machina. Zeznania, dochodzenie, a ona przecież
niczego nie pamiętała…Czy nie chciała pamiętać? Gdzieś w zakamarkach jej
umysłu…Ukryła twarz w dłoniach, hamowała szloch- Nic- szepnęła.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak…- złapał jej dłonie- Jakie masz inne
urazy prócz opatrunków na głowie?- objął wzrokiem jej sylwetkę. Legginsy,
luźna bluza, ciasno upięte włosy, chciał jej dotknąć ale go odtrąciła.

- Zostaw mnie!- wrzasnęła – Idź w końcu spać!- wstała gwałtownie i syknęła
z bólu, prawie się przewróciła- Zostaw mnie!- płakała kiedy wziął ją w ramiona.
- Błagam cię, zostaw mnie…- jęknęła z rozpaczy. Poczuła jego usta na swoich,
czuła słony smak łez. Otworzyła oczy i zobaczyła pojedynczą łzę spływającą
po twarzy ukochanego. Mógł mieć każdą…Nie musiał znów przez to przechodzić
albo wychowywać nieswoje dziecko! Odwróciła się, płacząc, podeszła do okna.
Czule otoczył ją ramionami- Zostaw mnie, proszę- pisnęła.

- Nigdy cię nie zostawię. Nie mogę bez ciebie żyć. Nie potrafię. Kocham cię-
- Porozmawiaj ze mną-odwrócił ją- Proszę, Elsa-

- Nic się nie stało. Od wypadku źle sypiam, wszystko mnie boli, jestem
rozdrażniona!- podniosła głos- Wysłałam do ciebie, dzieci bo chciałam
mieć święty spokój, nie dlatego, że jestem wspaniałomyślna! I żartowałam
z tą Afryka, nigdy tam nie wrócę, ale ty jedź- minęła go, usiadła na kanapie,
powoli się położyła, zakryła kocem- Wciąż mam żal, że wyjechałeś! I daj
mi spokój!- zacisnęła powieki.

- Dlaczego śpisz na kanapie? -

- Bo mam taką ochotę!- odwróciła się tyłem.

Rano kiedy się obudziła, zobaczyła obok siebie Luka. Spał na siedząco, okryty
bluzą, do salonu wbiegły dzieci. Położyła na ustach palec, przygarnęła je do
siebie- Zrobimy śniadanie- wzięła dzieci za ręce. Wstając zerknęła na Luka,
już wiedziała co zrobi.

……………………………………

Monachium

Zamknęła drzwi, bardzo powoli rozpięła granatowy, wiosenny płaszczyk, z
ramienia zsunęła niewielką, modną torebkę. Klucze położyła tam gdzie zawsze.
Od lat kładła je na komodzie w przestronnym, jasnym holu. Zatrzymała się
i wsłuchała w ciszę. Przymknęła powieki ale nie płakała. Podjęła decyzję.
Mimo głuchej ciszy która panowała w domu ona słyszała swój głos, śmiech
Patricka, gaworzenie Niny. Słyszała śpiew, dźwięki gitary, fortepianu. Muzyka
była wszechobecna w ich życiu, domu…Weszła do salonu, uśmiechnęła się,
wspomnienia szalały w jej umyśle. Miała wrażenie, że stoi pośrodku a obok
niej przechodzi jej cień i cień jej męża. Swoje kroki skierowała do kuchni, dłonią
wodziła po lodówce, ścianie pokrytej ozdobnymi kamieniami, stole. Kochała
to miejsce. Sama nie wiedziała dlaczego, ale z szafki wyjęła paczkę popcornu
i wstawiła do mikrofalówki, z wnęki w ścianie wyjęła czerwone, hiszpańskie
wino. Odwróciła się za siebie, wciąż miała wrażenie, że nie jest sama. W jej
głowie szalały głosy, obrazy, wspomnienia. Z lampką wina i miską popcornu
udała się do sypialni. Usiadła na kanapie, spojrzała na ulubiony fotel męża i
puściła wodze wyobraźni. Miała wrażenie, że ogląda seans w którym gra
główną rolę. Pamiętała moment kiedy się tutaj wprowadziła, byli tacy
szczęśliwi, zakochani! Dalej była zakochana ale czy szczęśliwa?

Odłożyła kieliszek, wstała, usiadła przy fortepianie i zaczęła grać, czasem
grała razem z Paddym, w końcu to on ją nauczył, czasem coś razem
nucili a najczęściej kochali się na tym skórzanym fotelu, na dywanie,
kanapie, przed kominkiem. W kuchni, łazience, na schodach. Kochali się
wszędzie, zawsze mieli na siebie ochotę, wciąż tak samo mocno na siebie
działali. Więc co poszło nie tak? Zamieszała dłonią w misce z popcornem,
upiła łyk wina, opadła na kanapę i sięgnęła po album. Mimo iż każde kolejne
zdjęcie wywoływało w niej silne emocje, nie płakała! Pomyślała o Afryce,
od której wszystko się zaczęło, o tym jak go zraniła, jak Paddy, długo o
nią zabiegał, jak ją wspierał, jak się starał! Na początku traktowała go z
rezerwą, wręcz z ironią. Lubiła silnych, wysokich mężczyzn, ryzykantów,
sportowców a Paddy, zawsze wydawał jej się słabym, zagubionym chłopcem.

Owszem kochała Kelly Family, a on był jej ulubieńcem dopóki go nie
poznała ale nigdy za nim nie szalała! Najpierw zakochała się w swoim
przyszłym mężu, który odpowiadał jej kryteriom, świetnie zapowiadający
się adwokat, zaraził ją miłością do sportu, silny…Właście tą jego siłę odczuła
na własnej skórze, kiedy zaczęła osiągać pierwsze sukcesy, a dokładnie
kiedy wygrała z nim w sądzie. Odeszła następnego dnia, zaangażowała się
w fundację, pomagała ofiarom przemocy. Uczucia? Wyłączyła je, skupiła się
na pracy, bo podobno w życiu nie można mieć wszystkiego? Chris, był jej
ideałem! Nawet dzisiaj wspomnienia o nim bolały…Tak, z nim chciała się
zestarzeć. Miał być mały, biały domek, ogród, dzieci, pies. Życie jednak
miało inne plany wobec nich, dla niego cmentarz, dla niej szpital. To było
niczym wyrok! Paddy, już wtedy przy niej był, nie pamiętała momentu w
którym i ona go pokochała. Nigdy nie była specjalnie wylewna, ale kochała
go całą sobą! Był, jest i będzie miłością jej życia. Tego była pewna!

Z kieliszkiem w ręku, spacerowała po salonie, wyjrzała na taras, obeszła
ogród. Dla niego zrezygnowała z ukochanych szpilek, gotowała, sprzątała,
sama urządzała dom…Uczyła się cierpliwości i tolerancji. Wciąż miała
wrażenie, że nie jest wystarczająco dobra dla niego! Był czas, że zmieniła
się w perfekcyjną panią domu, która w idealnie dopasowanej sukience
czekała na powrót męża.Przeszła przez kilka kuracji hormonalnych aby
zajść w ciąże. Roześmiała się, to były czasy! Paddy, od zawsze pragnął
normalności, rodziny i właśnie to chciała mu zapewnić…To nie były jej marzenia
lecz jego.

Zamknęła szklane drzwi, mimo wiosny, na dworze było chłodno, sięgnęła
po jego bluzę z napisem Human. Jej ulubiona płyta! Włączyła ją, ustawiła
maksymalną głośność, do ręki wzięła ich ślubne zdjęcie. Płakała w ten
dzień, myśleli, że Luk, nie żyje. Podobno to zła wróżba. Nna, też płakała
na swoich ślubach. Elsa? Nie płakała. Weszła do łazienki, odkręciła kurek
z ciepłą wodą, wlała kilka kropel swoich ulubionych olejków, zapaliła świeczki,
zrzuciła z siebie ubranie i zanurzyła się w wodzie. Paddy, śmiał się, że
gorące kąpiele kocha bardziej od niego. Często kiedy wracała z pracy,
Patrick, przygotowywał jej kąpiel, otwierał wino a sam siedział na miękkim
dywanie obok, czasem grał, czasem rozmawiali,a czasem udało jej się go
wciągnąć do wanny.

Zamrugała powiekami, ani jedna łza nie spłynęła z jej oczu. Upięła wysoko
włosy, próbowała się odprężyć. Nigdy więcej nie wróci do tego domu, nie
weźmie kąpieli w ulubionej wannie. Coś się skończyło…Bezpowrotnie.

Mogła mu wybaczyć, zapomnieć, ale nie chciała. Kochała go dalej, tak
samo mocno, ale była już dużą dziewczynką i wiedziała, że miłość czasem
nie wystarczy. Rozejrzała się…Miała wrażenie, że nie jest sama. Nie mogła
odpędzić się od wspomnień, kiedy tylko pozwoliła umysłowi na chwilę
odpoczynku, zaraz widziała siebie i Patricka. Widziała cienie, cień ich
małżeństwa.

- Boże, ja chyba wariuję- szepnęła.

Pół godziny później, owinięta ręcznikiem z butelką wina w dłoni, zajrzała jeszcze
do kuchni, do zmywarki wstawiła kieliszek, spojrzała na przestronną jadalnię.
W tym domu nauczyła się gotować, ładnie nakrywać do stołu, w tym domy na
pewno nauczyła się życia.

Kierując się w stronę schodów, zajrzała jeszcze  do swojego gabinetu. Kodeksy, literatura prawna, stylowe biurko…Jej kariera, którą przerwała. Poczuła smutek,
już nigdy nie wróci na szczyt, nie odzyska utraconej pozycji. Praca swego czasu
była dla niej najważniejsza. Wolno weszła na piętro. Wąski korytarz, dwa gościnne pokoje, łazienka,malutki pokój tuż przy ich sypialni. Po drugiej stornie królestwo
Patricka. Tam pisał, grał, zaszywał się na długie godziny.

Weszła do sypialni która była połączona z łazienką i balkonem. Odłożyła butelkę,
spojrzała na białe łóżeczko. W końcu doczekali się dziecka! Podeszła do wielkiej
zabudowanej szafy, otworzyła ją. Prawą stronę zajmowały jej ubrania, lewą Patricka.
Dotknęła dłonią jego ubrań, wtuliła twarz w jego białą koszulę, zdjęła ją z wieszaka
i założyła. Położyła się. Dlaczego? Dlaczego im nie wyszło? A może wszystko
grało tylko ona coś sobie ubzdurała? Czym tak naprawdę była zdrada? Już
pocałunkiem czy dopiero seksem? Gdzie się zaczynała a gdzie kończyła?
Kochali się, mieli dziecko, pieniądze, wspaniałe życie więc dlaczego zdecydowała
się to wszystko zostawić? Była przed czterdziestką i zaczynała wszystko od
nowa. Mimo wszystko nie bała się, wiedziała, że da sobie radę! Ona i Nina.

Wiedziała, że przygodę z Livią, mogłaby wybaczyć, zapomnieć. Mogłaby.
Nie tolerowała zdrad, nie popierała ale dla Paddyego była gotowa na wiele.
Tym bardziej teraz kiedy mieli córkę, ale podjęła decyzję o odejściu. Wiele
przeszła, nie miała już siły, nie chciała wciąż walczyć…Czuła potworne
zmęczenie, jakby wypalenie. Owszem przeżyli osiem pięknych lat, była
szczęśliwa, prawdopodobnie tak właśnie wyglądało wspólne życie…Ale…

Poddała się, przegrała, być może nawet uciekała…Już kilka razy uciekała
i wracała. Ale tym razem nie wróci. Popełniła kila błędów, powinna była nie
wracać z Belgii, wciąż pamiętała ten spokój, ciszę…Pamiętała dzień kiedy
zdecydowała się zostawić Patricka, była wtedy w ciąży…Widziała siebie,
zapłakaną w samochodzie, zawróciła, wróciła. Miesiącami leżała w szpitalu,
Paddy, od szóstego miesiąca była przy niej, przywiózł jej pierogi…

Największy żal miała o Joelle, tej sprawy chyba nie przerobiła do końca,
starali się do tego nie wracać, nie rozmawiać o niej, ale to było między nimi.
Za życia była między nimi i nawet po śmierci, czuła jej obecność. Miała do
niej żal, momentami jej nienawidziła ale nie chciała żeby umarła! I to ona
przyłożyła rękę do jej śmierci. Nocą widziała jej wzrok…Obwiniała się o
jej śmierć, okazało się, że Paddy, wiedział, że leci do Belgii.Oboje popełnili
błędy. Zbyt wiele błędów.

Usiadła, wtuliła się w ulubioną poduszkę męża, przeżyli wiele pięknych
chwil, więc może warto zawalczyć? Jeszcze ten jeden, ostatni raz?
Zacisnęła powieki, oprócz ich wspaniałego życia, pamiętała też swoją
depresję, staranie się o dziecko, prześladowania przez Zoe, jej załamania,
utrata pracy, dobrego imienia, jej rozpacz…Joelle. Potarła dłonią oczy,
chciała się rozpłakać, wyć z rozpaczy ale nie uroniła ani jednej łzy…

Obudziła się wczesnym rankiem, zacisnęła dłoń na pościeli po stronie
męża. Musiała wracać do Kolonii, zostawiła Ninę u Patricii, już tęskniła
za córką! Wstała, szybki prysznic, przez chwilę patrzyła w lustrzane odbicie,
nie czuła już niczyjej obecności. Nie widziała już swojego ani Patricka cienia.
Może to wszystko tylko jej się przyśniło? Zastanawiała się co czuje? Nie czuła
nic, kompletnie nic. Jedynie pustkę.

Czy było jej żal tego domu? Pięknego ogrodu? Życia które prowadziła?
Nie.

Nie żałowała ani sekundy spędzonej z Patrickiem, wiedziała też, że nigdy
więcej się nie zakocha. Była tego pewna! Nigdy nie należała do kobiet które
do szczęścia potrzebowały silnego ramienia, czyjejś obecności. Rodzice
wychowali ją na prawdziwą wojowniczkę, zawsze musiała być najlepsza,
niezależna, silna. I chyba właśnie taka była. Nigdy nie będzie sama. Miała
córkę, macierzyństwo nie było jej powołaniem ale o dziwno świetnie się
sprawdzała w roli matki. Nie zamierzała się poświęcać dla córki, wierzyła,
że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Głęboki wdech i wydech…Z szafy wyjęła dwie duże torby, które szybko
zapełniła. Stojąc w holu, spojrzała na dwie walizki i ekspres do kawy. Z
tym tutaj przyjechała i z tym wyjedzie. Owszem zamierzała zabrać resztę
swoich i Niny rzeczy ale to mogło poczekać. Nie zabrała łóżeczka, kołyski,
niczego. Sięgnęła po klucze, z palca zdjęła obrączkę, nie spojrzała na nią
lecz na ślad po niej. Położyła ją dokładnie w miejsce kluczy. Wyszła z domu,
zamknęła i wbiła kod od alarmu. Klucze wrzuciła do skrzynki.

Otworzyła bagażnik, włożyła do niego walizki, wsiadła i odjechała. Ani razu
się za siebie nie odwróciła, nie miała odwagi. Zatrzymała się dwieście kilometrów
dalej, na stacji. Zgasiła silnik i otarła łzy.

……..

Tydzień później.

Paddy, popchnął wejściowej drzwi, do holu wciągnął kilka walizek, gitarę- Lena?-
zawołał.

Rozmawiali prawie każdego dnia przez telefon, były to krótkie rozmowy, szatynka
wykręcała się brakiem czasu, przeziębieniem Niny czy złym samopoczuciem Elsy,
ale rozmawiali, wiedziała, że dzisiaj wraca.

-Lena?!- wrzasnął, zamknął drzwi i odłożył klucze. W to samo miejsce gdzie zawsze.
To samo od lat. Zauważył obrączkę żony. To nie mógł być głupi żart, przypadek,
pomyłka!To była jej obrączka! Nigdy jej nie zdejmowała! Nigdy! Poczuł strach, lęk.
Potykając się o walizki, wbiegł do salonu, który wyglądał tak samo jak przed jego wyjazdem. W popłochu zaczął się rozglądać, czuł jej zapach, jakby jej obecność. Zrzucając z siebie kurtkę, wbiegł po schodach, wpadł do sypialni, pomięta pościel, otworzył szafę…I opadł na łóżko. Nie było jej ubrać ani walizek!

Lena, odeszła. Jakiś wewnętrzny głos mu podpowiadał, że to nie była kolejna
ucieczka…- Nina!- wrzasnął, poczuł zawrót głowy. Lena, odeszła z ich córką!
-Nina!- szepnął, z oczu popłynęły mu łzy. Wybiegł z sypialni, zbiegł po schodach
i wybiegł z domu.

- Paddy!- usłyszał, powoli odwrócił się.

Rozdział 261- When You Grow Up

W kolejnym rozdziale będzie o Nadin, jej rozmowie z Jimkiem itd.

…….

Ptaki wzbiły się w stronę błękitnego nieba, Cleo, uniosła dłoń by po chwili
wymierzyć policzek mężczyźnie który próbował ją pocałować. Jimmy, jakby
wyrwał się z letargu. Kilka sekund temu pochylił się i chciał pocałować Cleo!
Gdyby nie policzek, pewnie by to zrobił! Puścił ją i odskoczył, potarł
dłonią twarz- Przepraszam- szepnął ze wstydem.

- Jesteś nienormalny!- wrzasnęła oburzona i wściekła- Co to miało znaczyć?
Kolejny test?! – szarpnęła go za granatową koszulę.

- Nie!- odwrócił się gwałtownie, zacisnął dłonie na jej ramionach- Nie! Przepraszam!-

- Już kiedyś mnie testowałeś, pamiętasz?!- zapytała z wyrzutem.

Nie chciał pamiętać!- Przyjechałem żeby porozmawiać…Nie chcę żebyś myślała
o mnie w ten sposób. Wciąż jesteś dla mnie ważna- tonął w głębi jej oczu. Kiedyś
kiedy budził się u jej boku, uwielbiał na nią patrzeć, budzić ją pocałunkiem, wtedy
przeciągła się i leniwie otwierała oczy a on zastanawiał się jakiego są koloru?
Czasem kolor niebieski zachodził szarością a czasem miał wrażenie, że są zielone.
Śmiała się wtedy, że kolor oczu jak i włosów zmienia się z wiekiem. Dzisiaj były
szaro zielone- Przepraszam- rzekł cicho.

- Przestań!- odepchnęła go- Po tym co zrobiłeś przed chwilą, mam  o tobie
jeszcze gorsze zdanie! Zostaw mnie!- zbiegła ze schodów- Przyjeżdżasz tutaj
bez zaproszenia, wyskakujesz zza drzewa jak świr i chcesz mnie całować!
Jesteś obłąkany!- wrzeszczała- Dlaczego tylko mną się bawisz?! Co ja ci takiego zrobiłam?!-

- Cleo!- podążył za nią.

- Zostaw mnie, Jimm!- wrzasnęła.

-Cleo, nie chciałem cię zranić, ani cię testować! Nawet o tym nie pomyślałem!-
zagrodził jej drogę.

- Więc co chciałeś?- wbiła w niego wzrok.

- Nie wiem-

Uśmiechnęła się litościwie- Inna odpowiedź by mnie zaskoczyła- dotknęła dłonią
drzewa, zauważyła, że pięknie zakwitło- Jimmy, jeśli przyjechałeś rozmawiać o
Nicol, to odpuść…

- Nie chodzi o Niki!- zaprzeczył- Chodzi o to co myślisz o mnie…-

Zerknęła na niego- Uwierz nie chcesz wiedzieć co o tobie myślę- wolno ruszyła
przed siebie.

- Nie sprzedałem się- szedł obok niej- Wiesz, że wciąż wałkowaliśmy temat o
powrocie. Warunek był jeden. Albo wszyscy albo nikt- włożył dłonie do kieszeni.
- Ale w końcu się zdecydowaliśmy, potrzebujemy wytwórni, promocji…-

- Jimm, ale ja to wszystko wiem!- przerwała mu- I dobrze, że ty już też to wiesz-

- Krytykowałem Patricka, wiem…Ale chcę to naprawić!- spojrzała na niego.
-Przeproszę go! Jak tylko wróci, porozmawiam z nim. Uszanuję każdą jego
decyzję. Naprawdę-

- To dobrze dla was Jimm, ale mnie to już nie interesuje. Nie interesuje mnie
to co robisz, grasz, śpiewasz. Ty, mnie już nie interesujesz- mówiła patrząc
mu w oczy.

- Bardzo cię skrzywdziłem…-

- Bardzo. Nawet nie wiesz jak bardzo- uśmiechnęła się smutno- Ale jestem
teraz silniejsza. Wyciągnęłam wnioski- potarła ramiona- Życie płynie dalej-
zaciągnęła się świeżym powietrzem- Chcę zostać sama- odwróciła się tyłem.

- Porozmawiajmy-

- Nie mamy o czym. Nie chcę!-

- Ten pocałunek…- sam nie wiedział co chce powiedzieć. Przyjechał tutaj w
zupełnie innym celu! Swoją reakcją zaskoczył chyba bardziej siebie niż samą
Cleo!

- Jesteś podły! Tyle w temacie!- rzekła ze złością w głosie- I nigdy więcej
tutaj nie przyjeżdżaj!- dodała z naciskiem.

- Cleo, kiedyś tutaj mieszkałem…-

- Dokładnie! Kiedyś! – zaznaczyła-  I sam z tego zrezygnowałeś! Żegnam!- wbiegła
do domu i zatrzasnęła drzwi. Opadła na schody, tłumiąc szloch, wbiła zęby w pięść.
Wiele ją kosztowała postawa jaką przybrała wobec Jimma! Zgrywała twardzielkę ale
wciąż była tą samą, zakochaną dziewczyną.  Sama nie była pewna swoich uczuć.
Z każdym dniem było lepiej i lepiej aż do dzisiaj. Kiedy zamknęła w końcu temat Jimma, pogodziła się z losem, on zburzył jej z trudem zbudowany spokój i mur! Spojrzała
na zamknięte drzwi, za którym wciąż stał Jimmy, nie odważyła się spojrzeć przez
okno. Otarła łzy i udała się na górę.

…………………………

Trzy dni później. Kapsztad.

- Czyli przyznasz się?- Luk, bawił się małą, kolorową parasolką.

- Nie mam do czego…Powiem jej- westchnął zrezygnowany Paddy- Opowiem jej
wszystko. Zrozumie. Musi- opróżnił kieliszek.

- Nic nie musi. I jak dla mnie nie zrozumie- fotograf sięgnął po butelkę whisky.

- Umiesz pocieszyć!- Patricka uderzył dłonią w stół, zawartość kieliszka wylała się.

- Jak będziesz chciał się nabić, obliż stół!- oburzony Luk szturchnął przyjaciela.

- Oszaleję!- wrzasnął muzyk.

- Powiem ci coś jako facet…- szatyn napełnił kieliszki- Gdybyś jeszcze zamoczył
i coś z tego miał! Jakiś fajny seks, odlotowy orgazm, francuz wszech czasów to
ok…Jesteśmy tylko…Facetami- Paddy, wytrzeszczył oczy- I żeby to była jakaś
fajna dupa! Ale Livia…I trochę ocierania się…Na drugi raz wejdź w tłum i się
poocieraj! Tylko nie jak zbok bo zamiast w pamiętniku opiszą cię w jakimś
niemieckim dzienniku!- fotograf zarechotał.

- Nie muszę tego słuchać i nie gadam z tobą!- Paddy uniósł ręce w geście irytacji
i opuścił klimatyczną knajpkę.

- Może się otrzeć o to drzewo- Luk, popchnął go na fikuśną palmę- W ostateczności
o moje kolano!- usadowił się wygodnie na piasku – Jeśli wybierzesz kolano musisz
dorzucić trzysta euro!-

- To cię bawi?- wrzasnął Paddy ale po chwili sam wybuchnął śmiechem. Co mu
właściwie jeszcze pozostało? Mógł się albo śmiać albo płakać.

- Powiem ci coś jako facet…Olivia była mega średnia, Livia, jest…Ładna, ciekawa-

- Olivia, jest bardzo ładna i bardzo ciekawa. Jest lekarzem, takim bez granic, ma
ciekawe poglądy…Potrafiła mnie zaciekawić, żyła tak jak ja chciałem żyć. Odrzuciła
ciepłą posadę i żyje w dziczy, pomaga.  A Livia co ma takiego w sobie?-

- To mądra dziewczyna. Ale nie wiem dlaczego akurat dla niej straciłem głowę!-
sam siebie nie rozumiał.

- Mądrą, inteligentną i piękną to ty masz żonę. To musi być coś innego- Luk podał
mu butelkę.

- Sam nie wiem! No nie wiem!- Paddy, zaklinał się – Co sugerujesz?-

- Masz coś z głową!-

- Dzięki!- Paddy, prychnął.

- No może cię pociąga…A może potrzebujesz zmian…-

- Zwariowałeś! Kocham żonę!-

- Ale też nie jesteś do końca normalny…-

- Ta rozmowa nie ma sensu!- Paddy, otrzepał spodnie z piasku.

- Hej!-

- Hej!- wrzasnęli równocześnie uśmiechając się na widok Cleo.

- Jak tam moje dziecko?- szatynka cmoknęła Patricka w policzek- Napsociłeś
coś pod nieobecność mamy?- mrugnęła figlarnie do Luka- Hej- przywitała się.

- Czy ktoś traktuje mnie poważnie?!- zapytał poirytowany Paddy.

-Nie- odpowiedział Luk, powalając go na piasek- Co w Kolonii?!- wbił wzrok w
menedżerkę.

Spojrzała na mężczyzn- Nie byłam w Kolonii- odpowiedziała.

- Ale jak to?! Miałaś zobaczyć się z Leną?!- Paddy, wydostał się spod ramienia
fotografa.

- Wiem…- poprawiła włosy- Ale praca mnie zatrzymała, nie znalazłam czasu-
skrzywiła się.

- Lena, nie odbiera…- Paddy, zamyślił się.

- Jest zajęta. Dziecko, Elsa, która po wypadku potrzebuje pomocy. Zadzwoni-
potarła jego plecy.

- Czyli nikogo nie widziałaś- Paddy, położył się na gorącym piasku, wbił wzrok
w gwieździste niebo.

- Spotkałam Larsa, Tima…-również się położyła- Jimma…-

- Jimma?!- Paddy, usiadł, obsypując ją piaskiem.

- MOJE OCZY!!!- wrzasnęła.

- Przepraszam!-

Luk, wziął kobietę na ręce, zatrzymał się przy małe, podświetlonej fontannie,
Cleo, przemyła oczy- Dzięki-

- Gdzie spotkałaś Jimma?!- Paddy, nie odpuszczał.

- W Ettal. Odwiedził mnie- rzekła zgodnie z prawdą.

- Po co?!-

- Chciał porozmawiać- otarła twarz, usiadła na brzegu fontanny.

- O czym?!-

- Pewnie o tobie!- rzekł poirytowany Luk- Daj jej coś powiedzieć!-

- Nic szczególnego- odpowiedziała.

- Cleo…Coś kręcisz!- Paddy, stanął na wprost niej- Mówimy o Jimmie, a
on nie odwiedza kogoś bez powodu…Czego chciał?!-

- Niczego! – spojrzała na muzyka- Pogadać. Jak się mam, czy sobie radzę-
odparła wymijająco- Pogodził się z Elsą i Leną. Mieszka z nimi-

- Naprawdę?- do rozmowy wtrącił się Luk- Czyli z Elsą, jest źle- bardziej
stwierdził.

- No nie jest dobrze- odpowiedziała- Ale wyjdzie z tego-

- Czy Jimm, coś ci mówił?- zapytał Paddy niby obojętnie.

- Co masz na myśli?- wodziła wzrokiem za poruszonym i zdenerwowanym
fotografem.

- No nie wiem…Coś o mnie- wyrzucił. Pamiętał słowa Nicol.

- Nie-

- Aha. No tak przecież mnie nienawidzi- włożył ręce do kieszeni.

- Paddy, czas spać!- Cleo, klasnęła w dłonie- Jutro od rana nagrywasz. I nie
gadaj głupot- objęła go ramieniem- Jimmy, bardzo cię kocha, tak samo jak ty,
jego-

- Tak myślisz?-

- Ja, to wiem- uśmiechnęła się- Gdzie dzieci?- spojrzała na Luka.

- Wieczór wrażeń, animacji. Za godzinę muszę je odebrać- odpowiedział, myślami
był jednak daleko stąd.

- Ok. Spadam. Ostatnio źle sypiam- ziewnął Paddy, wolno ruszył przed siebie.
Tęsknił za córką i żoną! Każdego dnia mocniej! Najgorsze były dni wolne,
wprawdzie mało ich było ale wtedy tęsknota doskwierała najbardziej! Na
samą myśl, że mógłby je stracić, robiło mu się słabo! Lena, zrozumie! Musi!
Tego się kurczowo trzymał! Kochał tylko ją! Nigdy więcej nie popełni podobnej
głupoty, nigdy więcej nie zaryzykuje swojego małżeństwa! Z tą myślą udał się
do łazienki, odkręcił zimną wodę i zaczął się rozbierać.

……………..

- Jest coś o czym powinienem wiedzieć?- Cleo, usłyszała cichy głos fotografa.
Usiadła obok niego na piasku, przez chwilę biła się z własnymi myślami, dylematami.

- Luk, mam cię za najbardziej inteligentnego faceta jakiego znam…Naprawdę nic
nie budzi twoich podejrzeń?-

- Wyjechałem w złości…Tak samo jak kiedyś. Miała się zmienić, mnie wspierać,
rozumieć- zaczął niepewnie- Od kiedy dowiedziała się o Afryce wpadła w szał,
ciągłe kłótnie, pretensje…W dodatku dostała jakiejś obsesji na punkcie cięży-
potarł skronie- Przez wyjazdem kochała się ze mną, jakby po złości, nie odzywała
się. Następnego dnia nawet mnie nie pożegnała. Kiedy dowiedziałem się o wypadku
chciałem wsiąść w pierwszy samolot ale wtedy zadzwoniła Lena. Długo rozmawialiśmy.
Ona by mnie nie okłamała- spojrzał na poruszoną Cleo- Nie ona. Kiedy jednak
chciałem wracać do Kolonii, Livia, przywiozła dzieci. Pomyślałem wtedy, że to
dobry znak, że Elsa, coś zrozumiała, że przemyślała kilka spraw. Ona wciąż
się zmienia, stara się bo naprawdę mnie kocha- uśmiechnął się.

Czasem miłość faktycznie bywa ślepa, pomyślała Cleo. Znała już jakiś czas
blondynkę i zdecydowanie ona się nie zmieniała i nie starała. Raczej potrafiła
dobrze się maskować i grać, wiele razy wykorzystywała uwielbienie i miłość
Luka. Mimo swoich złych doświadczeń z Elsą, nie życzyła jej źle! Odkreśliła
grubą kreską przeszłość, chciała jej pomóc! Wiedziała, że tylko Luk, może jej
pomóc! Nie Lena, Jimmy, sztab ochroniarzy czy najlepszy lekarz. Ratunkiem
Elsy, był Luk.

- Owszem czuję, że coś jest nie tak…Pewnie jest bardziej poturbowana niż
mi o tym mówią, ale chyba nie jest aż tak źle?- zapytał z nadzieją.

Przygryzła usta, nie miała prawa mu mówić, spojrzała na ocean- Luk, do końca
nagrywania pierwszej części zostały niecałe dwa tygodnie…Larysa, sobie poradzi.
Wracaj do domu…- zobaczyła w jego oczach przerażenie.

……….

Cztery dni później. Kolonia.

Lena, spojrzała w kierunku drzwi, ktoś przyszedł. Wiedziała kto, skupiła się na
krojeniu warzyw- Hej- do kuchni nieśmiało zajrzała Livia.

- Hej- wysiliła się na uśmiech.

-Hej księżniczko- blondynka podeszła bliże dziewczynki, która zajadała się kukurydzianymi chrupkami- Chodź do mnie- chciała ją wyjąć z wysokiego krzesełka.

- Zostaw ją!- Lena, podniosła głos, chrząknęła- Jest za bardzo rozpieszczona, musi
chodź przez chwilę sama się zająć sobą- uśmiechnęła się nerwowo.

- Rozumiem. Przepraszam- wydukała Livia. Czyżby Lena wiedziała?- Jak się ma Elsa?-

- Dobrze. Lepiej. Co u Luka?-

- W porządku-

Szatynka, wrzuciła pokrojone warzywa do miski, wytarła ręce w ścierkę i sięgnęła
po jakieś kartki- Czy to prawda?- podał je dziewczynie- Nie chcę na ten temat rozmawiać!- zastrzegła- Nie z tobą. Odpowiedz tylko tak lub nie- skrzyżowała
dłonie, dostrzegła delikatną plamę na swojej, zielonej bluzce- Cholera!- jęknął.

Livia, przebiegła wzrokiem przez zapiski, nie musiała ich czytać! To były kartki jej
pamiętnika! Obiecała Patrickowi, że to on powie, ale miała skłamać jej prosto w oczy
stojąc na wprost niej?
- To nie tak…-

- Tak lub nie!- szatynka wrzasnęła próbując wywabić plamę. Sama nie wiedziała
czy bardziej irytuje ją ta dziewczyna czy cholerna plama na nowej bluzce!

- Tak, to moje zapiski ale to była nieprzemyślana chwila! Byliśmy pijani…-

- Wystarczy!- przerwała jej Lena, gładząc dłonią mokry ślad- O szczegółach
porozmawiam z mężem! Ani słowa więcej!- rzuciła ścierkę na blat kuchenny.
- Jestem w stanie cię zrozumieć- w końcu spojrzała w oczy blondynki- Paddy,
jest sławny, przystojny, jest idolem a ty fanką. Każda zachowałaby się tak samo
na twoim miejscu! Każda wykorzystałaby swoje pięć minut z idolem!- szatynka
starła się nie krzyczeć, opanować się ale złość wzrastała w niej z minuty na minutę.
-Nie interesuje was, że jest żonaty, ma dziecko, że kobieta która jest jego żoną,
wiele przeszła…Rozumiem!- z oczu Livii, popłynęły łzy.

- Naprawdę cię rozumiem, mimo , że nigdy nie była jego fanką! Owszem był moim
idolem ale pokochałam go nie jako Paddyego Kelly…Był najpierw moim przyjacielem
później mężem- machnęła ręką- Zresztą po co ja ci to wszystko mówię- zaśmiała
się cierpko- Nie znasz naszej historii…Nie znasz mnie, jego! Nic nie wiesz- wzięła
córkę na ręce- W przeciwieństwie do tych wszystkich fanek, wiesz, że istnieję-
podeszła bliżej, Livii- – Wiesz, że istnieję, że oddycham, żyję…Że ja też coś czuję!- syknęła przez zęby- Mogłaś pomyśleć o mnie i Ninie! Myślałam, że jesteś taka jak
ja, Elsa, że jesteś ponad to. Pomyliłam się- wyszła z kuchni.

Blondynka chciała zapaść się pod ziemię! Było jej cholernie wstyd! Czuła się,
jak zwykła dziwka! I najgorsze było to, że Lena, miała rację a ona nie miała niczego
na swoją obronę!Nie potrafiła opanować łez.

- Przepraszam- wydukała wchodząc do salonu- To nie jest tak jak myślisz, ale
nie powiem już niczego więcej…-

- Nie obwiniam cię, naprawdę- szatynka włożyła córkę do kojca, podała jej pluszaka .
- Być może zachowałabym się tak samo, chociaż szczerze wątpię. Nie wiem,
nigdy nie latałam za swoim idolem- rzekła z ironią- To wszystko Livia. Szkoda mi
naszej znajomości- w jej oczach malował się smutek- Elsa, o niczym nie wie i na
razie niech tak zostanie. Nie chcę jej dokładać zmartwień. Na razie nie przychodź
bo dzieci są z ojcem a ja nie chcę cię tutaj widzieć. Jeśli chodzi o twoją pracę, to
już sprawa między tobą a Elsą- zakończyła chłodno.

-Lena, to naprawdę nie wygląda tak jak wszystko na to wskazuje…-

- Z pewnością- szatynka roześmiała się- Coś ci powiem…Kiedyś już ktoś to komuś
powiedział- wstała, z palca zdjęła swoją obrączkę- To ma wielką siłą, potężną. Słowo
żona wiele znaczy. Bo choćbyście nie wiadomo co wygadywały między sobą, fankami,
mąż po koncercie, spotkaniu z fanami zawsze wraca do domu, do żony. To przy niej
zasypia i się budzi, to dla niej śpiewa- mówiła cicho, prawie szeptem- I to ona pociąga
za sznurki. To ja zdecyduję co dalej…Czy nasze małżeństwo przetrwa, czy jeszcze
zagra a może czy będzie wolny i zaprosi cię na randkę- Livia, podniosła wzrok.

- Żegnam- odwróciła się i uklękła przy córce.

Kiedy upewniła się, że Livia, zamknęła za sobą drzwi, wybuchła płaczem, Nina,
spojrzała na mamę, również zaczęła płakać- Spokojnie kochanie, wszystko będzie
dobrze- pocieszała dziewczynkę- Obiecuję, że będziemy szczęśliwe- wzięła ją
na ręce i kołysała w ramionach.

Dwie godziny później, kiedy Nina, smacznie spała, szatynka wykonała kilka ważnych
telefonów i opadła bez siły na kanapę w salonie. Nie mogła się rozkleić! Nie mogła
znów zatracić siebie, nie chciała znów zatracić się w rozpaczy, przespać życia!

- Kiedy chciałaś mi powiedzieć?- w drzwiach stała blondynka owinięta kocem.

-Elsa…- szatynka wstała i wpadła w jej ramiona, rozpłakała się.

- Wiesz, że możesz mu wybaczyć…-

- Wiem ale nie chcę! Już nie chcę!- otarła łzy- Tak będzie lepiej- spojrzała na
przyjaciółkę.

- Dla kogo?-

- Dla mnie. Dla niego-

- Skoro Wy nie przetrwacie…To kto? – z jej błękitnych oczu popłynęły łzy- Nina i
Jimmy, nie przetrwali…Teraz Wy. Więc kto? A może miłość nie istnieje?-

Lena, delikatnie ujęła jej opuchniętą twarz w dłonie – Miłość istnieje. Wy, przetrwacie-
musnęła jej mokre od łez usta.

……………

Dwa dni później.

Elsa, w końcu na dobre opuściła sypialnię, od rana krzątała się po salonie, pokoju
dzieci i kuchni. Postanowiła ugotować obiad, zjeść coś. Powinna o siebie dbać ale
sama do końca nie wiedziała, czy chce o siebie dbać. Nie wiedziała czy nie usunie
ciąży…Usłyszała jakiś szmer. Zacisnęła dłoń na kuchennym nożu, Lena, wyjechała
na jeden dzień do Monachium, Jimmy, miał wrócić do domu za kilka godzina…
Wyjrzała z kuchni- Mamo! Mamo!- dzieci ruszyły w jej kierunku. Bardzo powoli
podniosła wzrok i spojrzała w oczy męża. Zobaczyła w nich bezgraniczną miłość
jak i przerażenie.

………………………………………..

Jimmy, mocno zapukał do drzwi, Nicol nie wróciła do domu, więc sam przyszedł
po nią do jej rodzinnego domu. Pewnie wciąż dąsała się o Naidn, nawet nie
wiedziała, że dziewczyna zniknęła. Zapomniał jej o tym wspomnieć, od rozmowy
z Cleo, o wszystkim zapomniał. Dalej mieszkał u Elsa, ale chciał zobaczyć się
z Niki. Tęsknił za nią. Uchylił drzwi, od razu usłyszał odgłosy kłótni. Livia, płakała
i krzyczała a Nicol, śmiała się. Ale nie był to śmiech którym wybuchała kiedy
mówił coś śmiesznego albo kiedy oglądała komedię. Wsłuchał się w kłótnię.

- Jak możesz być aż taka podła?!- lamentowała młodsza z sióstr- Zabrałam cię
ze sobą do Afryki! Szantażowałaś mnie! I po co?- podszedł bliżej, przed uchylone
w salonie drzwi zobaczył swoją dziewczynę- I tak jej powiedziałaś!-

- Za błędy się płaci!- uśmiech nie znikał z jej ładnej buzi Niki- Chyba ty, zawsze to
powtarzałaś?!-

- Tak? Więc kiedy ty w końcu zapłacisz za swoje?!- doskoczyła do siostry.

- Jedni płacą, inni nie- brunetka odgarnęła włosy z jej zapłakanej twarzy- Nie doceniłam
cię, Livia- warknęła- Niezłe z ciebie ziółko-

- Paddy, sam chciał powiedzieć żonie, nie musiałaś jej tego wysyłać! -

- O czym wy mówicie?- do pokoju wpadł Jimmy- O co chodzi?!- przeniósł wzrok
z Livii na Nicolę.