Rozdział 286- They Cut Me Down

Wątek Svena, wyjaśniony będzie w kolejnym ;)No i w kolejnym ślub.

………………………

- Emma Mary- szepnęła blondynka tuląc córkę w ramionach.

- Emma Elsa?- Luk zerknął w błękitne oczy żony.

- Nie- odpowiedziała pewnie- Emma Mary- postanowiła- Emma po twojej
matce, która jest wspaniałą kobietą. I Mary na drugie, po mojej mamie-
jej oczy wypełniły łzy – Która była… Kochana, dobra, wyrozumiała- łzy
spłynęły po jej twarzy- Niech to będzie dobra wróżba- otarła łzy wnętrzem
dłoni.

- W porządku- Luk uśmiechnął się czule, położył się obok blondynki.
- Jestem taki szczęśliwy. Dziękuję, kochanie- zapomniał o troskach
i złości.

Naprawdę był szczęśliwy, miał też wrażenie, że Elsa jest jakaś inna,
bał się jak zareaguje na dziecko, czy nie odrzuci córki ale nie zawiodła
go. Cały czas się uśmiechała, nie narzekała, co chwilę łapała go za
rękę, by się pochylił i by mogła go pocałować. Emanowała szczęściem.

- Możemy wejść?- do sali zajrzały dzieci, szybko znalazły się przy
rodzicach.

- Jest słodka- szepnęła Mary- I jak się nazywa?-

- Emma. Emma Mary- odpowiedziała blondynka. – Ślicznie!- pisnęła.

- Mary?! To konieczne?- skrzywił się Lucas- Będzie taką samą zołzą
jak ona!- szturchnął siostrę, która szybko potraktowała go kopniakiem.

- Emma Mary. Pięknie- szepnęła wzruszona Mary- Będę jej aniołem-

- Ty?! Aniołem?- Lucas parsknął śmiechem – Mamo! Mamo!- złapał
Elsę, za ramię- Zapomniałem ci powiedzieć!- chłopiec wyglądał jakby
wygrał co najmniej główną nagrodę w totolotka, Luk, roześmiał się,
wiedział czym syn chce się pochwalić- Grałem! W końcu mnie wystawił
do pierwszego składu!- szarpał kobietą.

- No gratuluję kochanie!- Elsa, pocałowała syna.

- Zasłużyłeś- rzekł Luk- Opłacało się czekać, swoją pracą i determinacją
zasłużyłeś na szansę -

- Wszystko super, ale niebawem wracamy do Kolonii, i znów wylądujesz
na ławce- oznajmiła Mary, głaszcząc drobną rączkę siostry.

- Ale, że co? Wracamy?- wydukał Lucas.

Elsa, wraz z Lukiem, roześmiali się – No wracamy. Wracamy w maju-
czule pogłaskała syna.

Lucas szybko policzył miesiące- Zostało 5 miesięcy. Nie jest źle- ale
już nie wyglądał jak bohater, minę miał nietęgą.

- Jak się czuje mama i nasza księżniczka?- do pokoju weszła Natalia.

- W porządku. Kiedy będę mogła wyjść?- zapytała blondynka – Na Wigilię
chciałbym być w domu- zrobiła słodka minę.

- Zostały trzy dni- lekarka zajrzała do karty, podeszła bliżej – Rodzina
uda się na gorącą czekoladę, tata zabierze córkę a my się zbadamy
i wtedy podejmę decyzję- uśmiechnęła się.

…………………….

- Jak to nie wpadniecie na święta?!- lamentowała Patricia- Zawsze w
święta się widzimy! To tradycja! W dodatku rodzinna!- na zmianę potrząsała
Paddym i Jimmem.

- Wiesz, że prawie się rozwiedliśmy- wtrąciła się Lena tuląc do siebie Ninę.
- Chcemy nacieszyć się sobą. Paddy ciągle jest w rozjazdach, za nim i
przed nim trasa- mrugnęła do męża.

- Jimmy, no ale ty musisz być!- Patricia podparła się pod boki- Co roku
przyjeżdżasz!-

- Nie będzie mnie- odpowiedział- To znaczy NAS- zaznaczył- Chcemy
spędzić ten dzień w spokoju. W naszym domu. Za nami ciężki rok-
urwał kawałek ciasta.

- Talerzyk!- grzmiała Patka.

- Sama widzisz! Po co mam się stresować w święta?- mówił z pełną buzią
czym doprowadzał siostrę do furii- Dzieci spędzą święta z Meike a z nami
sylwestra-

-Więc wpadnijcie w sylwestra! Zaszalejemy!- Patricia uśmiechnęła się.

- Lecimy do Toskanii. Elsa, jest słaba więc…- Lena nie dokończyła widząc
wściekłe spojrzenie szwagierki- Na nas już czas- przytuliła kobietę do siebie.
- Wpadniemy między świętami a sylwestrem – spojrzała na braci – I dziękuję
za opiekę nad Niną- podała Patrickowi córkę.

Lena wraz z mężem i Jimmem, spędzili dwa dni w Paryżu, zima  w tym
roku była wyjątkowo sroga więc zostawili Ninę u Patricii. Kilka godzin
później Jimmy, zaparkował pod domem Patricka i Leny, pomógł im się
wypakować, chwilę pokręcił się po domu, obśmiał kożuch brata i zapytał.
- To na którą mamy być?-

-Wigilię zaczynamy o 18- odpowiedziała Lena- Rozmawiałam z Cleo,
wie, co ma przywieźć- cmoknęła przyjaciela i udała się do sypialni.

- To widzimy się!- Paddy, odprowadził brata do samochodu.

- Trzymaj się i nie puszczaj!- Jimmy, pożegnał się i wsiadł do samochodu.

…………….

Wigilia. Toskania.

- Jest piękna- rzekła Elsa, wpatrując się lśniącą kolię- Nie wiem wprawdzie
gdzie ją założę przez najbliższe trzy lata- musnęła usta męża- Ale w kuchni
też można wyglądać atrakcyjnie-

- Kochanie, dziadki chętnie zostaną z dziećmi. A my znów zaczniemy
wychodzić. Ok?- odwzajemnił pocałunek.

- Ok- uśmiechnęła się.

Fotograf pomógł żonie wygodnie ułożyć się na kanapie, sam nie wypuszczał
z ramion małej Emmy. Dzieci przekrzykując się rozpakowywały kolorowo
zapakowane prezenty, a rodzice Luka sprzątali po świątecznej kolacji co
chwilę podchodząc do roześmianych wnuków.

- Elsa, dałaś nam tyle szczęścia- wzruszona Emma, przytuliła synową.
- Luk, tak bardzo cię kocha, macie dzieci. Tworzycie wspaniałą rodzinę-

- To prawda. Ale to ja mam wam za co dziękować- odpowiedziała
wzruszona blondynka.

- Wnuki są dla nas wszystkim- rzekł Thom otwierając wino i napełniając
nim głębokie kieliszki- Może zostaniecie w Toskanii? Pomożemy wam-

- Tato, i tak nam pomagacie- powiedział Luk podchodząc do stołu – Emma,
zasnęła. Pewnie na chwilę ale zawsze coś- usiadł.

- Jesteście tutaj szczęśliwi, bezpieczni. I macie naszą pomoc ale nic na
siłę -matka Luka uśmiechała się ciepło- Kolonia to nie koniec świata, ale
przemyślcie to- pocałowała czoło synowej i mocno przytuliła do siebie syna.

………….

Kiedy wykończone dzieci w końcu zasnęły, a rodzice Luka, udali się na
wigilijną mszę, Luk, pomógł żonie usiąść przy kominku- Jak się czujesz?-

- Fatalnie- zacisnęła zęby – Ale jestem szczęśliwa, chodź do mnie- wyciągnęła
dłoń, szybko ją ujął  i usiadł obok żony.

- Śpi już drugą godzinę- szepnął cicho Luk-Już za nią tęsknię- objął Elsę.

- Niech śpi- uśmiechnęła się- A ja tęsknię za tobą- wyznała patrząc mu
w oczy,ich usta szybko się odnalazły- Bardzo cię kocham- szepnęła.

- Ja, ciebie bardziej- odpowiedział pieszcząc językiem jej usta- Ale ty
o tym wiesz, prawda?-

- Wiem- pocałowała go namiętnie- Mam wrażenie, że wraz z urodzeniem
Emmy, coś przestało mnie przyduszać. Łatwiej mi się oddycha. Czuję ulgę-

- Wszystko się ułoży- przytulił żonę.

- Luk- jej głos zabrzmiał poważnie, spojrzał na żonę- W tym roku nie
zdążyłam kupić ci prezentu ale mam coś dla ciebie-

- Elsa, dałaś mi prezent!- roześmiał się ale kiedy zobaczył, że spod koca
wyjmuje kopertę z adresem z laboratorium, jego uśmiech zniknął – Prosiłem
cię…- poczuł złość, rozczarowanie.

- Zaczekaj!- mocno złapała go za rękę- Wysłuchaj mnie! Musiałam to zrobić!
To mnie zabijało! Musiałam- z jej oczu popłynęły łzy- Ta niewiedza by mnie
zabiła, by zatruła nasze małżeństwo- podała mu kopertę- Luk, ja musiałam
wiedzieć!-

Przez krótką chwilę miał ochotę cisnąć kopertą w ogień ale dobrze znał
Elsę, gdyby wynik był negatywny, nie on byłby ojcem, nie wręczyłaby mu
tej koperty! Pewnym ruchem wyjął dokument z koperty, przeczytał go.
Wzruszenie odebrało mu mowę, nie chciał wiedzieć, ale skoro poznał
prawdę, przepełniało go szczęście, wzruszenie. Nie tak miało być, miał
nie wiedzieć, nigdy się nie dowiedzieć…

Był ponad to, kochałby dziecko całym sobą, a teraz miał wrażenie,
że kocha córkę jeszcze mocniej. Nie chciał dzielić, wyróżniać, ale nie
potrafił ukryć radości, dumy…

Bez słowa położył głowę na kolanach żony, kopertę spalił- Cieszę się.
Bardzo się cieszę- zamknął oczy

- Kamień z serce- dopowiedziała Elsa- Przepraszam, że nie uszanowałam
twojej decyzji, ale musiała wiedzieć- głaskała jego włosy- Musiałam-

- A gdyby wynik był inny?- patrzył w tańczące płomienie.

- Pewnie bym ci o tym nie powiedziała  -

Przynajmniej nie skłamała- pomyślał.

…………………………….

- Nażarłem się jak świnia- Jimmy głośno beknął.

- Powiało świętami- upomniała go Cleo- Jimmy!-

- Bo jesteś świnią- zaśmiał się Patrick wędrując po salonie z Niną.

- Powiem wam, że to wyjątkowo udane święta- powiedziała zadowolona
Lena, sącząc wino.

- Kto by pomyślał…Tak wszyscy razem- dodała Cleo sącząc gorącą,
waniliową czekoladę z dodatkiem syropu karmelowego.

- To przez magię świąt- Patrick nie zdążył dobiec do córki która prawie
zawisła na choince i kilka kolorowych baniek potłukło się.

- To na szczęście- zarechotał Jimmy- Podobno dzisiaj zwierzęta mówią
ludzkim głosem, Patrick, daj głos!-

- Auuuułłł- zawył muzyk a pozostali wybuchli śmiechem, Nina genialnie
naśladowała swojego tatę- Ona będzie śpiewać, mówię wam!- rzekł
dumnie Paddy.

Jimmy, roześmiał się – Każdy śpiewa, sęk w tym, że nie każdy tak dobrze
jak ja…-

- Dobra. Dobra!- przerwał mu Patrick kołysząc córkę w ramionach.

- Dzwoni Sven- Lena, zerknęła na wibrującą komórkę męża.

- Masz z nim kontakt?- zapytał Jimmy bujając się na krześle.

- Nie mam. Ale dzwonił do mnie- odpowiedział stojąc obok bogato
przystrojonej choinki.

- Odebrałeś- Lena bardziej stwierdziła niż zapytała.

- Tak. Odebrałem. Minął rok, a właściwie ponad rok. Zapytał czy mu
wybaczyłem-

- A ty wybaczyłeś jak na świętego przystało- parsknął zniesmaczony Jimmy.

- Nie spotkałem się z nim ani nie rozmawiałem- rzekł Paddy, całując Ninę.

Lena, spojrzała na męża, dobrze go znała i wiedziała, że chce się z nim
spotkać jednak nic nie powiedziała.

- Patrick, Sven nie wpływa na ciebie dobrze. To co zrobił…- Cleo, odłożyła
pusty kubek- Tak nie robi najlepszy przyjaciel. A jeśli chodzi o drogę
zawodową -poprawiła włosy- Bez komentarza-

- Nie ma o czym rozmawiać- Paddy, chciał zamknąć temat- To zamknięty
rozdział - pocałował czule córkę.

- Czas spać- szatynka podeszła do męża – Idziemy wziąć kąpiel, zjemy
coś i spać- pocałowała roześmianą córkę.

-Zrobię kaszkę- Paddy, wstał i pomaszerował do kuchni, odblokował swój
telefon, wysłał wiadomość i wsunął go do  w kieszeń.

- Gotowe- wszedł do sypialni, uśmiechnął się widząc jak żona osusza
wrzeszczącą Ninę.

- Ona chyba wszystko ma po tobie. Wody też nie lubi- próbowała uspokoić dziewczynkę.

- Nie wspominałem ci o Svenie, bo nie ma o czym- usiadł na łóżku.

- Nie musisz mówić mi o wszystkim, ale nie powinieneś pomijać ważnych
szczegółów. Nigdy nie lubiłam Svena, ale szanowałam waszą przyjaźń,
ale posunął się za daleko- spojrzała na Patricka.

- Wiem-

- Nie mówię tutaj o tym, że chciał żebyś był z Joelle. Nie musiał też nam
kibicować. Ale karmił Joelle nadzieją, sama nie mogła sobie z tym poradzić
a on podsycał to w niej aż doszło do tragedii. Myślę, że jej śmierci można
było zapobiec…-

- Masz rację. Nie rozmawiajmy teraz o tym- podał żonie żółtą miseczkę.

- Nie zamierzam. Przypominam ci tylko co zrobił Sven. Jeśli chcesz się
z nim spotkać to się spotkaj ale na tym koniec,  rozumiemy się?-

- Rozumiem- musnął włosy szatynki.

….. ………

Dochodziła północ kiedy Jimmy z Cloe, dotarli do domu- Całkiem miła
Wigilia- powiedział muzyk przepuszczając ukochaną w drzwiach.

- Bardzo! – powiedziała zdejmując kurtkę i wysokie kozaki- Kto by pomyślał
tak wszyscy razem- objęła Jimma.

- Paddy, przy Lenie, jest znośny- odpiął  dwa guziki w koszuli po czym
rzucił się na kanapę- Chodź do mnie- rozłożył szeroko ramiona.

Cleo, uśmiechając się mocno do niego przywarła- Jutro nie robimy nic
- szepnęła wdychając jego zapach.

- Jestem za. Seks, seks i seks- wodził palcem po jej udzie.

- Ok. Kiedy jedziesz do Kolonii?-

- W drugi dzień. Pojedziesz ze mną?- spojrzał na kobietę.

- Nie. Zostanę w domu. Odpocznę- ziewnęła.

- Aż tak cię męczę?- podparł się na boku.

- Trochę- uśmiechnęła się zamykając oczy.

- Pojedź ze mną-

- Jimmy, nie napiję się- warknęła- Pozdrów wszystkich ale Meike, plus
twoja rodzina, to dla mnie odrobinę za dużo-

- Nie zapominaj, że Meike jest chora…- podłożył po jej głowę poduszkę
a sam wstał, podszedł do okna.

- Nie zapominam i życzę jej z całego serca zdrowia. Zajmuję się dziećmi.
Chcę odpocząć- czuła w powietrzu zapach nadchodzącej kłótni- Jimmy,
to twoja rodzina, którą szanuję- złapała go za rękę- Ale zostanę w domu-

- Być może to będzie kiedyś i twoja rodzina!- rzekł z wyrzutem, odtrącił
jej dłoń.

- Nie mam siły na kłótnię- wstała- Idę spać- podeszła do niego by go
pocałować i udała się do sypialni.

Szybko zrzuciła z siebie pończochy, sukienkę i biustonosz. W samych
majtkach weszła do łazienki. Kwadrans później leżała już pod kołdrą.

Kiedy następnego dnia się obudziła, Jimma, nie było, jedynie krótka
wiadomość, że wróci na obiad. Naciągnęła kołdrę na głowę i zasnęła.

……………

- Zwariowałeś!- Paddy, nieświadomi pociągnął mocniej sanki i Nina
wpadła do zaspy śnieżnej- Kochanie!- szybko wziął córkę na ręce.
- Kochanie,nie płacz! Tatuś nie chciał!- strzepywał z córki śnieg.

- Ty nawet sanek nie potrafisz ciągnąć- parsknął Jimmy biorąc Ninę
na ręce- Wujek Jimmy, cię powiezie!-

- Potrafię się obchodzić z sankami, to wszystko przez twoje pierdolenie!-
rzekł wściekły.

- Co w tym złego?!- zapytał Jimmy maszerując przed siebie.

- Jimmy, byłeś już dwa razy żonaty! A nawet trzy!- wyliczał Patrick idąc
obok sanek- Coś ty jest jakiś hollywoodzki podstarzały amant?!-

- Mam kobietę! Dom! Kochamy się! -

- Powiedzmy, że wierzę w tę twoją miłość…Ale miałeś się już nigdy
nie żenić! – zagrodził mu drogę.

Jimmy, zatrzymał się, spojrzał bratu w oczy- I sam nie wiem czy chcę-
wyznał- Chodzi mi o Cleo. Ona wciąż dopasowuje się do mnie! Chcę
jej coś udowodnić- poprawił kocyk którym była przykryta Nina- Ona
wciąż czuje się niepewna, jest niepewna moich uczuć- naciągnął
mocniej futrzaną czapkę.

- Bo jest inteligentna! I nie dziwię jej się- Paddy, przejął sznurek od sanek.

-  Zjeżdżaj- warknął Jimm.

 

- Ale po co ci ten ślub?!- Paddy, nie dawał za wygraną, poprawił czapkę
która zakryła mu oczy – Cleo, powtarza, że nie ma parcia na ślub…-

- Może tylko tak mówi?- Jimmy,zatrzymał się- Może chce mieć dzieci,
założyć białą sukienkę…No to wszystko o czym marzą kobiety- posłał
całusa Ninie.

- Widziałeś kiedyś Cleo choćby w białej bluzce?!- wydukał Paddy.

- Jesteś kretynem! – Jimmy, aż podskoczył ze złości- Po co ja ci to mówię?!
Po cholerę!- ruszył przed siebie- Jak chciałem z  kimś pogadać to mogłem
z Leną albo Lukiem!  Albo pogadać z zaspą śnieżną!- ruszył w stronę domu
Patricka

- Nie o to chodzi…- Paddy, przyśpieszył kroku co chwilę zerkając za siebie
czy córka wciąż siedzi na sankach- I jak miałaby się nazywać Cleo? Cleo
Kelly? Mamy nosić to samo nazwisko?!- wrzasnął, chciał coś jeszcze
powiedzieć, ale kulka śnieżna zakryła mu twarz, zamykając usta, czuł
śnieg. Zanim zdążył przetrzeć twarz, wylądował w zaspie.

- Ty nie jesteś kretynem a zjebem! W dodatku popapranym!- grzmiał
Jimmy- Ja ci się zwierzam! Mam dylemat! Problem! A ty…Się martwisz
o nazwisko!- usłyszeli głośny płacz Niny, spadła z sanek i przerażona
próbowała dokopać się do swojego taty.

- Co tu się wyprawia?!- w ich stronę szła Lena- Nina, kochanie- kucnęła
obok córki- Jimmy, co zrobiłeś?!- wbiła w niego oskarżycielski wzrok.
- Patrick! Wstawaj!No już dobrze,myszko- strzepywała z córki śnieg.
- Do domu!- wrzasnęła.

Kilkanaście minut później siedzieli w salonie gapiąc się w ogień w kominku.
- Proszę!- postawiła na stole kubki z gorącą herbatą – Jeśli Nina będzie
chora, wsadzę was do więzienia!- powiedziała okrywając córkę kocem.
- A jeśli on będzie chory- wskazała na przemarzniętego męża- Będziesz
się nim opiekował! – zerknęła na Jimma, który spuścił wzrok- W więzieniu!
- dodała.

- Nic mu nie zrobiłem. Wpadł do zasypy-

- Ty, już nic nie mów! Paddy, jest…Wrażliwy i ma słabą odporność!-
podeszła do męża i jego również okryła kocem.

- Jimmy, jesteś pojebany- rzekł Patrick.

- Wiesz co on powiedział?!- oburzył się Jimmy- Że nie mogę wziąć ślubu
z Cleo, bo by się nazywała tak jak on!- wymierzył palec w brata.

- Tak powiedziałeś?- zapytała, Paddy, skinął głową.

- Oddaj koc!- szarpnęła i sama się nim okryła.

- Lena!- wrzasnął Paddy i sięgnął po inny koc- Jimmy, chce się żenić!
A Cloe, nie. Popieram ją-

- Nie powiedziałem, że chcę ale, że to ma…Sens- wydukał speszony czując
na sobie przenikliwy wzrok przyjaciółki.

- Jimmy, naprawdę?- zapytała.

- Nie chciałem się żenić…Ale może tak należy zrobić- wstał i podszedł
do kominka- Myśleliśmy, że Cleo, jest w ciąży-

- Na rany Chrystusa!- Paddy, zrobił znak krzyża- Niekończące się zwolnienia
lekarskie, macierzyńskie…-

-Mam go zabić czy ty to zrobisz?- wściekły Jimmy zapytał Lenę.

- Ja to zrobię. W nocy -odpowiedziała spokojnie, Paddy, posłał jej mordercze spojrzenie- I co?-

- No nic- Jimmy, wzruszył ramionami- Nie jest. Chyba bym się ucieszył-
uśmiechnął się mimowolnie, szatynka również się uśmiechnęła- I wtedy
pomyślałem o ślubie. Cleo, na to zasługuje, od początku przystała na moje
warunki. Chciałbym jej dać pewność, gwarancję…Kocham ją-
- Boże…- Paddy, zakrył dłonią oczy.

- Jimmy, bardzo się cieszę ale…-  Lena podciągnęła nogi pod brodę, zerknęła
na córkę- Nie każda kobieta marzy o pieluchach i białej suknie, szczególnie
jeśli jest się po rozwodzie. Wtedy ma się inne priorytety…- Paddy, prychnął.

- On nie ma! Jedynie głupota postępuje!- wskazał na Jimmy.

- Kelly, nie wymądrzaj się tak- upomniała go szatynka- Gdybym się rozwiodła
z Paddym, nie wyszłabym już za mąż. Nigdy-

- No to rozumiem- Patrick przyciągnął do siebie żonę.

- Paddy, jest twoim drugim mężem. Wyszłaś za niego- Jimmy, odwrócił się
i spojrzał Lenie, w oczy.

- To prawda, ale trochę mi to zajęło- westchnęła- Ale nie marzyłam o ślubie, pierścionku…Pewnie w szoku byłam, w sumie nie wiem dlaczego się zgodziłam
- wypaliła a Paddy, przeciągając się prawie spadł z kanapy.

Jimmy, roześmiał się- Chciałbym coś dla niej zrobić. Tak od serca-

- Bądź przy niej- Lena, uśmiechnęła się ciepło- Cleo, jest trochę podobna
do Niny…-

- W jakim sensie?- zainteresował się Paddy.

- Też się o nią kłócicie- przewróciła oczami- Tak poważnie, to też cieszą ją
małe rzeczy. To nie Elsa. Kobiety nie zawsze marzą o ślubie. Jeśli chcesz
ją zadowolić, spraw, że będzie czuła się bezpiecznie, pewnie, możesz
jeszcze dorzucić dobry orgazm. O tym marzymy. I żadnych byłych żon,
fanek, panienek, incydentów. To nam wystarczy- dotknęła dłoni męża.
- Według mnie życie w spokoju, bez afer, romansów, jest dużo bardziej
seksowne niż sam pierścionek!- wyznała szczerze.

-  Musze to przemyśleć. Myślałem, że…- Jimmy, potarł dłonie i sięgnął
po kurtkę.

- To nie myśl- Paddy, również wstał- I jedź już- podszedł do córki, która
zaczęła kichać- Idziemy pod ciepłą kołdrę- wziął Ninę na ręce.

- Myślałem, że to będzie coś…Super- zatrzymał się przy drzwiach,
ujął dłonie Leny- Że tak należy postąpić żebyśmy żyli długi i szczęśliwie-

Szatynka pokręciła głową- Sam wiesz, że obrączka to żadna gwarancja-
przytuliła go do siebie- Bądź przy niej i bądź dobrym człowiekiem, takim
jak ja cię widzę-

- Dlaczego za niego wyszłaś?- zapytał zakładając czapkę.

Roześmiała się- Bo to Paddy Kelly, musiałam- zrobiła śmieszną minę.
- Jakoś tak wyszło. Pewnie za dużo wypiłam- śmiała się zamknęła za
Jimmem drzwi.

- Dlaczego za mnie wyszłaś?- Paddy stał w holu z Niną na rękach.

- Gdybym wiedziała co mnie czeka…- podeszła bliżej, okrążyła go.

- To?- szepnął lekko ochrypłym głosem.

- Uciekłabym – parsknęła śmiechem- A tak poważnie- Bo lubię seks z
tobą, to jak się uśmiechasz, twoje oczy…- objęła go a on się uśmiechnął.
- Podobasz mi się. Kręcisz mnie no i to nazwisko…- zrobiła teatralną pozę.
- Te fanki…- zamknął jej usta pocałunkiem.

………………………….

Jimmy, usiadł do nakrytego stołu- Wróciłeś- Cleo, kończyła jeść obiad.

- Byłem się przewietrzyć-

- Są święta, ugotowałam i sama zjadłam – sięgnęła po półmisek z kaczką.

- Chętnie zjem z tobą- Jimmy, uśmiechnął się, nachylił się sięgnąć po
dzbanek z mrożoną herbatą.

- Przecież nie lubisz- usłyszał.

- Chce mi się pić- odpowiedział napełniając szklankę.

- Nie lubisz- powtórzyła- Chciałeś sprawdzić czy się nie napiłam-
włożyła widelec do ust.

Zrobiło mu się głupio- Nie…-

- Nie piłam-

- Wiem- złapał jej dłoń- Wiem, kochanie- uśmiechnął się cicho.

- Nie pojadę jutro do Kolonii- spojrzała mu w oczy przeżuwając.

- Wiem. Ok- starał się opanować złość- Ale na sylwestra…-

- Pojadę. Chcę zobaczyć małą Emmę- rozgrzebała widelcem
sałatkę- Nie pojadę na ślub Nadin-

Jimmy, wypuścił z dłoni sztućce- Leć z Paddym i Leną. Nie polecę-

- Bo?!-

-Nie znam jej i nie chcę tam być- odpowiedziała.

- Ale może ja chcę żebyś była tam ze mną- starał się pokazać po sobie
złości.

Uśmiechnęła się- Nie chcę pierścionka ale na siłę próbujesz mi go
wepchnąć…Chcę tak niewiele…Chcę spokoju i żebyś szanował
moje zdanie. To tak wiele, Jimmy?- wstała od stołu.

Przez chwilę zaciskał szczękę, pobielały mu pięści- Kurwa- zaklął
cicho i uderzył w talerz który roztrzaskał się na drobny mak.

………

Sylwester

-No i nasze plany szlag trafił- powtarzała Lena, podchodząc do dużego
okna w hotelowym apartamencie. Z ostatniego piętra roztaczał się piękny
widok na oświetlony i rozśpiewany Berlin.

- Nie musiał tego brać. Głupota występować w sylwestra- rzekł Jimmy
bawiąc się z Niną- Chyba chce jej się spać. Nie dotrzyma do północy-

- Zaraz się nią zajmę- szatynka podeszła do córki- U ciebie i Cleo, ok?-

- Ok. Ten etap gdy kończą się motyle i zaczynają nietoperze- zrobił
wielkie oczy, Nina wybuchła śmiechem ale zaraz zaniosła się płaczem.

- Śpiąca jest- Lena, przytuliła córkę.

- Elsa, się nie obraziła. Nie zjebała nas- powiedział Jimm kładąc nogi
na stole.

- Jest szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa- uśmiechnęła się.

- Za godzinę północ- do pokoju wpadła Cleo- Lena, za chwilę wystąpi
Paddy, zjedź na dół. My zajmiemy się Niną- usiadła Jimmowi na kolanach.

- Z balkonu widać i słychać- odpowiedziała szatynka- Nakarmię ją i
przebiorę- skierowała się do drugiego pokoju.

Dwadzieścia minut później, stała zamyślona w windzie,namówili ją
i postanowiła dołączyć do męża,a raczej do bawiącego się tłumu.

Przez chwilę stała i wpatrywała się w scenę- Hej- usłyszała i spojrzała
w oczy Svena.

……..

- Za dziesięć minut północ a za dwadzieścia wchodzę na scenę- Paddy
z szampanem w dłoni wpadł do apartamentu. Zastygł w bezruchu- Gdzie
jest Lena?- wydukał zaskoczony widokiem Nadin.

- Pojechała na dół. Do ciebie- odpowiedziała blada Cleo.

- Niespodzianka!- zawołała radośnie Nadin- Znowu jestem w Niemczech
i znowu grasz koncert! Wow!- klasnęła w dłonie- Zadzwoniłam do Jimma
i mnie zaprosił- wskazała na muzyka.

- Kupiłam twoją płytę. ID. Ta płyta to ukłon w stronę Niny? Ku jej pamięci?-

- Nie rozumiem – odpowiedział.

- ID. DID. Tożsamość. Zaburzenia tożsamości. To choroba na którą
chorowała Nina. Osobowość wieloraka. Rozdwojenie jaźni. Schizofrenia.
W sumie mogliście być z nią obaj. Bo mogła mieć kilka osobowości-
mówiła przechodząc się po salonie- Szkoda, że nigdy jej nie poznałam-
uśmiechnęła się tajemniczo.

Rozdział 285- Golden Age

Saint Croix

Kilka dni wcześniej.

Jimmy siedział na łóżku z wbitym wzrokiem w rozciągający się za oknem
ocean, zakaszlał, a właściwie prawie zaczął się dusić kiedy uświadomił
sobie, że wstrzymał oddech. Kaszląc wyszedł na balkon. Cleo, była w
łazience, robiła test ciążowy! Łapczywie wdychał rześkie powietrze,
mimo, że szła prawie bezszelestnie, usłyszał jej ciche kroki. Odwrócił
się, nie bardzo wiedział jaki ma wyraz twarzy, ale dokładnie widział twarz
ukochanej.

- Spokojnie- rzekła- Nie jestem w ciąży. To pewnie przez tą moją popijawę-
pokazała mu test, zerknął na niego przez ułamek sekundy bo w kolejnej
sekundzie test wylądował w koszu na śmieci. Nawet nie zdążył mu się
przyjrzeć- Idziemy na plażę?- Cleo, wciągnęła na siebie jasną, krótką
sukienkę.

- Tak po prostu na plażę?- wydukał, kobieta zerknęła na niego.

- A jak się idzie na plażę?- upięła wysoko włosy- Nie po prostu?-
sięgnęła po dużą, plażową torbę. W milczeniu obserwował jak wrzuca
do niej, krem, jeszcze jeden krem i kolejny, książkę, telefon, portfel,
ręcznik – Jestem gotowa- przewiesiła ją przez ramię a na jej głowie
wylądował różowy kapelusz – A jeszcze to!- z wielkiego salonu
przyciągnęła dmuchanego flaminga.

- Cleo, porozmawiajmy-

- Porozmawiamy. Na plaży. Nie chcę tracić czasu-

- Cleo- zatrzymał szatynkę- Porozmawiajmy – poprosił, kobieta
usiadła, sprawiała wrażenie, całkowicie wyluzowanej.

- Jeszcze chwilę temu, myśleliśmy, że zostaniemy rodzicami- mówił
cicho.

- Ale nie zostaniemy. To znaczy ty już jesteś ojcem, więc nie wiem
skąd ta mina- uśmiechała się- Wszystko ok- chciała wstać ale ją
zatrzymał.

- A ty? Co czujesz?-

- Ulgę- odpowiedziała szybko czym go zaskoczyła- Jimmy- pogłaskała
go czulę- Nie chcę mieć dziecka. Nie czuję jakiegoś instynktu- chciała
to jakoś wytłumaczyć- Wiesz z jakiego domu pochodzę, mam inne
ambicje no i są twoje dzieci. Uwielbiam je- musnęła jego usta- A ty?
Wyglądasz na…Zawiedzionego- rzekła z niedowierzaniem, wstał.

- Sam nie wiem co czuję- odpowiedział- Czasem się czegoś nie
planuje i wtedy los za nas decyduje. Dziecko, czemu nie- zerknął
na nią.

- Mało ci?!- wrzasnęła porywając torbę, z ociąganiem wziął swoją
i ruszył za kobietą.

- Pomyślałem, że może ty jednak chcesz zostać matką- zaczął
męczący temat leżąc na leżaku- Ja mam już dzieci…Musiałaś
zaakceptować moich znajomych,moje dzieci,moją byłą żonę,
zmarłą…-

- Możesz nie kończyć?- przerwała mu odrywając się od lektury.
- Zacznijmy, że niczego nie musiałam, po prostu chciałam- usiadła.

- Ok- rzekł.

- Dzieci nigdy nie chciałam. Może nie tak, że jestem wyrodną kobietą
i nie chcę dzieci- zamyśliła się- Moje nieudane małżeństwo, wyrok,
alkohol, jakoś życie mi uciekało,później zaczynanie od początku-
westchnęła- Czas biegnie, lata mijają i tak wyszło. A teraz nie chcę
już niczego zmieniać. Nie chcę, Jimmy- wycisnęła krem na dłoń i
posmarowała nim nogi. Jimmy, szybko przejął tę przyjemną czynność.
- Przestraszyłeś się, że będziesz musiał się żenić?- szturchnęła go
stopą i wybuchnęła śmiechem.

- Nie prawda!- zaprotestował zawstydzony i zakrył twarz książką
którą czytał, ale tak naprawdę nie przeczytał dzisiaj ani jednej
linijki. A gdyby Cleo była w ciąży?Ta myśli przysłaniała mu od
wczoraj wszystko inne. Ucieszyłby się! Ale czy by się oświadczył?
Nie planował dzieci, oświadczyn, ale też dawno temu, po śmierci
żony, nie planował się zakochać…

- Cleo- pewnie odłożył książkę, przysunął bliżej jej leżak- Cleo-
powtórzył- Chcę…-

- Jimmy, nic nie mów- przerwała mu- Powiedz, że mnie kochasz,
pocałuj, kochaj się ze mną ale nie mów tego co chcesz powiedzieć-
poprosiła cicho. Odłożyła swoją książkę, usiadła na jego leżaku,
pocałowała go namiętnie- Nie chcę nazywać się Kelly, nie marzę
o pierścionku, ślubie, dzieciach. Mogliśmy zaliczyć wpadkę, jak
wiele par, wtedy mielibyśmy dziecko, ale nie jestem w ciąży-
objęła go – Jimmy, nie zadręczaj się. Nie czuj się do czegoś
zobowiązany. Nie zmieniajmy niczego, ok?- patrzyła mu głęboko
w oczy- Ok?- mocno się do niego przytuliła.

- Ok- odpowiedział.

……………………..

Siedzieli na plaży i rozmawiali, Jimmy, grzebał patykiem  w piasku,
rysował coś na kształt serca- Chcę mieć pewność, że coś cię nie
ominie w życiu- mówił cicho- Na samy początku powiedziałem, że
nie chcę mieć dzieci, żony…Zgodziłaś się…-

- Bo też nie chciałam ślubu i dzieci. Odpowiadały mi twoje warunki-
uśmiechnęła się.

- Ta ciąża, a właściwie jej brak- zerknął na kobietę, parsknęła śmiechem.
- Jesteś okropna! Staram się! Boję się, że kiedyś będziesz żałować, że
wciąż się boisz, że nie jesteś mnie pewna- chciał ją zapewnić o swojej
miłości, być może same słowa nie wystarczały? Być może pierścionek
byłby wystarczającym dowodem? Starali się nie wracać do minionych
wydarzeń, ale Jimmy, często kiedy spała jej się przyglądał, widział ją na
podłodze, nieprzytomną, bladą. Po raz pierwszy zadał sobie pytanie,
dlaczego nie chce się ożenić? Odpowiedź była prosta. Nina. Ale wiele
się zmieniło, wiele lat upłynęło, już nie miał poczucia, że ją zdradza.

- Jimmy, przepraszam za ten wyskok- spuściła wzrok.

- To ja przepraszam- ujął w dłonie jej twarz- Ale może…-

- Nie. Nie chcę, Jimmy- wiedziała o co chce ją zapytać- Proszę cię-
dotknęła dłonią serca na plaży- Tak mnie kochasz?- zapytała wskazaując
na koślawe serce- I jeszcze się dziwisz, że nie chcę za ciebie wyjść-
śmiała się.

Taką ją kochał, radosną, bezproblemową, uśmiechniętą- Bardzo cię
kocham- sypnął w nią piaskiem- I poczekam. Mamy czas, całe życie-
przyciągnął ją do siebie.

…………….

Irlandia

- Muszę coś powiedzieć- Luk zadzwonił kieliszkiem, objął wzrokiem
wszystkich przy stole, musiał jednak przenieść wzrok z jednego końca
na drugi, bo sporo ich było i jednym spojrzeniem ich nie objął- Angelo-
spojrzał na gospodarza- Na pewno jesteś najmłodszy?- zaczął z żartem.
- Bo rozumem przewyższasz swoich nieogarniętych braci- zerknął na
Patricka który zaszczycił go karcącym spojrzeniem i na chwilę przestał
przeżuwać- Więc Angelo- fotograf zatrzymał wzrok na nieco pulchnym
blondynie- Zdrowie twoje i twojej wspaniałej rodziny- rzekł z nieudawanym
uznaniem- Wspaniały dom, wszystko w nim zrobiliście sami- rozejrzał
się z zachwytem – Wspaniale wychowujecie dzieci, jesteście bardzo
zżyci, szanujecie się…Kira, kłaniam się nisko- uśmiechnął się ciepło
do brunetki- Musisz naprawdę go kochać- poklepał blondynka po
brzuchu – Jak wy to robicie? Żadnych zdrad, narkotyków…Nuda!-

- Uwierz mi, nie zawsze tak było- odezwała się Kira, dzieci zaczęły
wstawać od stołu- Było ciężko, bardzo ciężko- Luk, widział w jej
oczach miłość kiedy tak wpatrywała się w swojego męża. Tworzyli
coś wyjątkowego, mało spotykanego.

- Niczego nie szukaliśmy nigdy i chyba to jest nasz sekret- Paddy,
słysząc słowa brata ostatecznie stracił apetyt.

Angelo zauważył minę brata- Po części to kim teraz jestem
zawdzięczam Patrickowi- teraz to już Paddy, odsunął od siebie
talerz, przewrócił oczami, wiedział, że czeka go kolejna opowieść
o tym jaki był zły, że go zostawił…-  Byłem najmłodszy, wszystko
działo się na moich oczach. Ten cały szał…- poprawił okulary.
- Paddy, od zawsze czegoś szukał, do czegoś dążył, miał coś
ale zawsze pragnął więcej, czegoś innego. Więc ja poszedłem
dokładnie w odwrotną stronę, w stronę naszych korzeni a miłość-
sięgnął po dłoń żony i ją ucałował- Najpierw miał wszystkie a
później zapragnął tej jednej, jedynej.Nieosiągalnej. Nie chciałem
takiej miłości, która niszczy, która niesie za sobą śmierć-

- Angelo, wszyscy już to znamy- szepnął poirytowany Patrick.

- Nie chciałem szukać, tak mocno pragnąć, doceniłem to co
mam. Kira była tuż obok i tak już zostało. Wybrałem inną drogę
właśnie dzięki twoim błędom. To wszystko rozgrywało się na moich
oczach, pomogłeś uniknąć mi swoich błędów- Angelo uśmiechnął
się, Paddy, czując na kolanie dłoń Leny, również się uśmiechnął.

- Zazdrościłem ci. Tobie i Jimmowi. Wszystkim wam. Potrafiliście
żyć normalnie, mieliście kogoś- wyrzucił z siebie- Dzisiaj wiem, że
warto było czekać. Naprawdę warto- objął ramieniem szatynkę.

- Masz rację. Jestem z ciebie niesamowicie dumny- rzekł szczerze
Angelo- Zdrowie!- uniósł kieliszek- Za rodzinę!- wszyscy poszli za
jego przykładem.

……………………….

- To był wspaniały dzień- Luk wtulił się w blond włosy żony- Tęskniłem-
zatrzymał dłoń na jej brzuch, drugą zatrzymał na pełnej piersi, ustami
musnął szyję. Wytrzymał moment jej niechęci, czuł jak napinają się
jej mięśnie, jak wstrzymuje oddech by po chwili walki z sobą samą,
rozluźnia się i nie odtrąca, pozwala na pieszczoty. Kiedy jego dłoń z
brzucha zaczęła się zsuwać coraz niżej i niżej, odtrąciła go, usiadła
przy toaletce i zaczęła rozczesywać włosy, w lustrze uchwycił jej wzrok.
Nie odtrąciła go ze względu na traumę, była obrażona! Dobrze ją znał.

Westchnął przeciągle- Chodzi o Tea?- usiadł na łóżku.

- Nie chodzi o niego, ale o fakt, że mnie zaskoczyłeś-

- Sam byłem zaskoczony faktem, że Olivia, pozwoliła mi zabrać syna
na wakacje- odpowiedział szczerze.

- Olivia- Elsa, wypowiedziała imię znienawidzonej kobiety- Olivia-
powtórzyła szczotkując blond włosy- Nie rozmawiamy o jakiejś Olivii,
lecz o dzikusce! I tak będę ją nazywać!- rzekła z zawziętością- Po drugie,
dzikuska nie zrobiła ci łaski, też masz swoje prawa! Więc po co te oklaski?!
- odłożyła szczotkę.

Luk, milczał- Teo mi nie przeszkadza- kontynuowała- Rozumiem tez twoją
radość, ale mogłeś mnie poinformować, chociaż wysłać wiadomość. Angelo
wraz z Kirą, tworzą świętą rodzinę a ty przywozisz do tej świątyni, dziecko
które masz z kochanką!- wyrzuciła swój żal.

- Olivia, nie była moją kochanką!-

- Więc kim?!-

- Nie chcę się kłócić, nie wstydzę się syna…Zresztą wszyscy wiedzą o Teo!
Nie ukrywam go! Gdzie miałem go zawieść?-

- Do Toskanii!- wypaliła- Wróciłabym pierwszym samolotem!-

- Mam dość!- rzekł z rezygnacją w głosie Luk- Ciągle coś! Niekończące
się pretensje! Nie mogę oddychać!- złapał się za szyję.

- To uchyl okno!- również wrzasnęła. Wiedziała, że balansuje na granicy
wytrzymałości Luka- Ok, nie kłóćmy się!- sama nie miała siły na kolejną
kłótnię, tęskniła za nim, za dziećmi, sam Teo jej nie przeszkadzał, ale jego
matka zostawiła trwałą zadrę w jej chłodnym sercu.

- Olivia, chce się przeprowadzić do Europy. Chodzi o lepsze życie dla Tea,
sam ją na to namawiałem- stał z twarzą w oknie.

- Pierwsza mądra decyzja-

- Ukąsiła ją żmija. Nie wygląda dobrze-

-Żmija- Elsa, uśmiechnęła się- Jakoś mnie to nie wzrusza, mam zapłakać?-

Luk, nie dał się sprowokować- Od prawie 15 lat żyje w Afryce, nie ma w
Europie rodziny, pochodzi z Ameryki. Chce pracować z Paulem, chce
zamieszkać w Kolonii, żebym miał kontakt z synem, żebym mu pomógł-
musiał to z siebie wyrzucić. Nie chciał kłamać, nie chciał czekać na kolejną
kłótnią- Nie mogę jej zabronić, ma prawo żyć gdzie chce, Teo, to mój syn i
nie zapomnę o nim. Nie wyprę się go nawet dla ciebie. Chcę żeby był blisko
- spojrzał w oczy żony- Wiesz, że cię kocham, że zrobiłbym dla ciebie
wszystko, zawsze ci pomagam, wspieram. Ale chyba jestem już zmęczony,
ostatnio znów gorzej się czuję. Nie mam siły na kolejną wojnę z tobą-
podszedł bliżej żony – Wiesz, że jej przyjazd niczego nie zmieni, że kocham
tylko ciebie, że to wszystko można pogodzić. Wiesz o tym ale pewnie
zmienisz życie nas wszystkich w piekło. Rób co chcesz- sięgnął po
koszulkę, na głowę założył czapkę z daszkiem. Mam dla kogo żyć- złapał
za klamkę.

- Dokąd to?!-

- Na spacer. Pamiętasz, kiedyś spacerowaliśmy, wychodziliśmy razem,
kochaliśmy się- od ostatniego gwałtu,Elsa, zaszyła się w domu, stroniła
od bliskości, ludzi,  rozumiał ją, ale nagle zaczęło mu tego wszystkiego
brakować. – Lena, przeżyła naprawdę wiele,prawdziwe tragedie, mimo
wszystko jest dobrą, sprawiedliwą kobietą, potrafi wybaczać, dawać
druga szansę. Nie wraca do przeszłości. A ty, sama ściągnęłaś na siebie
wszystkie problemy, wiele razy cię o coś prosiłem, chciałem cię chronić
ale nie! Idę, a ty wymyśl dla mnie jakąś karę- została sama i teraz jej
zaczęło brakować powietrza, podeszła do okna, a po jej chłodnych
policzkach popłynęły łzy.

Rzadko kiedy płakała, zacisnęła powieki, zobaczyła swoją córkę,
przypomniała sobie jej wypadek, rozpacz Luka. Wtedy obiecała sobie,
że będą szczęśliwi. A co jeśli Luk kiedyś odejdzie? Jeśli dzieci nie
wystarczą by go przy sobie zatrzymać? Przeraziła ją ta myśl, szybko
się ubrała i wyszła przed dom, zauważyła Lenę.

- Widziałaś Luka?-

- Tak. Poszedł gdzieś z Paddym i Angelo. Pewnie na piwo- poprawiła
czapkę na głowie córki- A my idziemy spać- pocałowała dziewczynkę.

- Elsa, co znowu zrobiłaś?!- od razu wiedziała, że coś jest na rzeczy.

- Nic!- wrzasnęła blondynka- Olivia, wraca. Do Kolonii-

- No i?-

- Naprawdę moja nienawiść do tej kobiety nie znajduje u was
uzasadnienia?-

- Masz prawo jej nienawidzić. Ale nie wciągaj w to Tea!-

- Nie wciągam!-

- Elsa, sama dawno temu wepchnęłaś Luka w ramiona tej kobiety! Odpuść.
W końcu odpuść, albo go stracisz- Lena, przytuliła do siebie przyjaciółkę i
weszła do domu, zatrzymała się w progu- Ja wybaczyłam ale i zapomniałam
i nie żałuję i wiem, że nie pożałuję- Elsa, jeszcze przez chwilę patrzyła w
gęsty las, ruszyła wolno przed siebie, chciała poszukać męża, przeprosić
go ale zawróciła.

Poczuła kłucie w dole brzucha, wolnym krokiem wróciła i pół godziny
później, zasnęła. zasnęła. Kiedy się obudziła, Luk spał obok, mocno
się do niego przytuliła, obudziła go pocałunkiem.

- Przepraszam- szepnęła.

- Przepraszasz mnie, bo się przestraszyłaś- odpowiedział- Przy mnie miałaś
stać się lepszą osobą, ale nie wyszło. Może ja nie jestem ci pisany, Elsa?
Może za bardzo się upierałem żebyśmy byli razem?- nie wiedziała co
powiedzieć, podparła się na łokciu- Może czasem trzeba odpuścić?-

- Nie odpuszczaj, Luk. Proszę-

…….

Kilka miesięcy później. Paddy wraz z Leną i córką, wrócili na dwa tygodnie
do domu, muzyk miał w tym czasie umówionych kilka wywiadów i występów.
Zaraz po tym udali się na malowniczą, francuską wyspę, Korsykę. Spacerowali, zwiedzali, w ciągu dnia bawili się z córką a nocą oddawali się namiętności
która wciąż była tak samo silna jak przed wielu laty w małej chatce gdzieś
w dzikim sercu Afryki. Na wyspie odnowili swoją przysięgę małżeńską. Była
to spontaniczna decyzja. Miała być rodzina, wielka impreza, ale Kelly, promowali
płytę, Elsa nie czuła się najlepiej i co chwilę trafiała do szpitala więc uznali, że
złożą kolejną przysięgę jedynie w obecności zaprzyjaźnionego księdza, córki
i Boga. Po powrocie, Patricka pochłonęła promocja nowej płyty,próby, a wraz
z nadejściem późnej jesieni, ruszył w trasę. Lena, cały swój czas poświęcała
córce, w wolnej chwili udzielała się anonimowo na forum prawniczym, pisała
felietony do jednej z gazet a wraz z długimi jesiennymi wieczorami, zasiadła
do pisania książki.

Jimmy, promował zbliżającą się trasę, w sekrecie przed wszystkim, zaczął
pisać nowe piosenki, jeszcze nie wiedział, czy być może trafią one na nową
płytę z rodzeństwem czy na solową, ale pisanie i tworzenie szło mu dobrze
jak przed laty. Dzieci Jimma, zamieszkały z nim i Cleo w Ettal, stan Meike,
wciąż był niestabilny, kolejne terapie, zabiegi ją wyniszczały ale nie poddawała
się. Jimmy, często ja odwiedzał, zawsze zabierał ze sobą dzieci, chciał żeby
wiedziała, że są razem z nią, że ją wspierają. Promocja trochę go przytłaczała,
co kilka tygodni wygrażał się, że więcej nie da się namówić na taki cyrk ale
szybko kapitulował. Wolny czas spędzał z Cleo, która nie wróciła do nałogu
ani nie przyjęła jego oświadczyn, mimo kilku prób, oraz z dziećmi. Wspólnie
tworzyli coś naprawdę fajnego.  Często razem gdzieś wyjeżdżali, a najczęściej
był to dom Patricka i Leny. Bracia bardzo się do siebie zbliżyli. W końcu
osiągnęli wewnętrzny spokój, nie rywalizowali ze sobą, niczego już sobie
nie udowadniali, można by rzec, że przestali się wykłócać o wspólne zabawki,
bo w końcu każdy miał swoje.

………

Elsa, do rozwiązania musiała zostać w szpitalu, nie czuła się źle, ale częste
bóle brzucha, spowodowały, że umieszczono ją w szpitalu w Toskanii a dwa
tygodnie przed planowanym terminem porodu, który przypadał na tydzień
przed Wigilią, miała zostać przewieziona do kliniki w Paryżu, tej samej w
której rodził Lena. Luk, zajmował się dziećmi, odwiedzał żonę każdego dnia,
wybaczył, wspierał, ale blondynka czuła niewidzialny,lodowy mur między nimi.
Olivia, wraz z synem miała przylecieć do Kolonii w sierpniu przyszłego roku.
Luk, wspierał Larysę w jej nowej społecznej kampanii, sam wystawił swoje
prace, które od razu zrobiły furorę, zaangażował się w kilka projektów, coraz
częściej pracował z Evą i chyba po raz pierwszy przez jego umysł przebiegła
myśl, że gdyby miał się z kimś umówić prócz swojej żony, byłaby to właśnie ta
kobieta. Ale szybko zapomniał o tej wstydliwej myśli. Kochał żonę, rodzina była
dla niego najważniejsza. Elsa, była, jest i będzie miłością jego życia, tego był
pewien. Tak więc rodzina Jeffeyów, w napięciu oczekiwała nowego członka
rodziny.

………

Paryż.

- Masz śliczną, zdrową córkę- Natalia pokazała niemowlę zmęczonej
blondynce- Cesarskie cięcie, zakończyło się sukcesem, masz córkę i
wszystko jest w porządku- uśmiechnęła się.

- Zrób test- pisnęła patrząc na płaczącą dziewczynkę.

- Elsa, może jednak…-

- Zrób!-

- W porządku. Pielęgniarka za jakiś czas przyniesie ci córkę- lekarka podała
dziecko, młodej kobiecie.

- Nie trzeba- Elsa, zacisnęła powieki- Muszę odpocząć-

- Ma pan córkę- Luk, poderwał się tak gwałtownie, że przewrócił z hukiem
krzesło, dzieci zaczęły skakać wokół ojca. Niemowlę cicho kwiliło, fotograf
czule przytulił je do swojej twarzy.

- Tatuś specjalnie się ogolił- szeptał- Cichutko, kochanie. Tatuś bardzo cię
kocha- pochylił się by pokazać dzieciom, ich siostrę.

- Jaka słodka!- pisnęła wzruszona Mary.

- Jakaś taka pomarszczona- rzekł przerażony Lucas ale ucałował główkę
dziewczynki.

- Mama dała nam wspaniały prezent na święta- Luk,  uśmiechnął się
przez łzy.

- Ale to znaczy, że pod choinką już niczego nie będzie?- zapytał chłopak
a Luk wraz z Mary, wybuchli śmiechem.

- Będą pieluchy- żartował.

……..

Elsa, szybko przebiegła wzrokiem przez dokument, Lena,która stała obok
łóżka, wyrwała jej go i szybko przeczytała- Luk, jest ojcem dziecka-
odetchnęła z ulgą.

-Boże, dziękuję ci! Boże, dziękuję!- z oczu blondynki kapały łzy.

- Bóg po raz kolejny pogroził ci palcem ale i dał ci kolejną szansę, nie
zmarnuj jej- rzekła Lena.

- Nie zmarnuję. Dziękuję ci dobry Boże!- płakała na przemian śmiejąc się.
- Dziękuję ci!-

- Luk, nie chciał żebyś zrobiła ten test, powiesz mu?- zapytał Jimmy, siedząc
na łóżku przyjaciółki.

- Nie wiem- odpowiedziała- Nie mogę sobie pozwolić na błąd, ale on musi
się o tym dowiedzieć. Czułam się gorsza, zalewała mnie złość, ale koniec
z tym!- klasnęła w dłonie- Boże, dziękuję ci!- złożyła ręce.

- Powiedz mu. Po prostu mu powiedz- Paddy, bawił się niebieskim balonem.

- Zasłużyliście na szczęście-  mówił Jimmy, trzymając dłoń przyjaciółki- Bądź
po prostu szczęśliwa,chcę w końcu spać spokojnie i się o ciebie nie martwić!-

- Kiedyś to ja martwiłam się o ciebie- przypomniała mu.

Jimmy, mocno ją do siebie przytulił- Więc teraz oboje przestańmy się zamartwiać-

………………………….

Los Angeles

- Za trzy dni Wigilia- rzekł Rayan przyciągając do siebie narzeczoną- Wiem,
że nie lubisz świąt, ale może w tym roku…-

- Też nie. Nie obchodzę- przerwała mu wpatrując się w okno. Potarła dłońmi
fioletowy żakiet, ciężko westchnęła.

- Kochanie, spójrz na mnie- dotknął jej twarzy- O co chodzi? O nasz ślub?-

- Stres panny młodej- zaśmiała się nerwowo.

- Nie musimy brać ślubu. Mówiłem ci…-

- Chcę tego ślubu. Naprawdę- zarzuciła mu dłonie wokół szyi- Kocham cię-

- Ja, ciebie też. Bardzo. Czego się boisz?- patrzył w jej duże oczy- Nigdy
cię nie skrzywdzę-

- A ja nigdy nie dam ci rozwodu- szepnęła- To transakcja na całe życie-
uśmiechnęła się. Jednak dobrze wiedziała, że nie ma niczego na całe
życie, niczego trwałego.

Rozdział 284- Blowing In The Wind

W kolejnym będzie wyjaśniona ostatnia scena z Jimkiem i Cleo, nie chciałam
przedłużać i będzie kilka miesięcy później. Święta.

Irlandia

- Zabrał dzieci- Elsa, wygięła usta w podkowę- Zabrał…-

- Luk, jest wspaniałym ojcem, poradzi sobie- Kira postawiła na stole
talerz z ciastem, Helen, podała kawę i herbatę dla blondynki.

- Przecież już raz je zabrał do Kapsztadu- wtrącił Patrick- I wróciły całe
i zdrowe- posadził Ninę na swoich kolanach.

- To nie to samo!- warknęła Elsa, skubiąc placek z wiśnią- Tam były hotele,
ochrona, jakaś namiastka cywilizacji…A on pojechał do dziczy! Ta wieśniara
ciąga Tea po lesie, po tych wioskach…Co z niej za matka?! - była bliska płaczu.
- Pewno coś wymyśli żeby ich zwabić…Tak samo jak kiedyś Luka- przypomniała
jej się zdrada Luka, gdzieś tam w puszczy, dziczy, pieprzył się z Olivią! Kawałek
placka utknął jej w gardle, dotknęła brzucha, sięgnęła po serwetkę i wypluła
ciasto.

- Ciociu nie smakuje ci?- zapytała Emma.

- Elsa?!- przeraziła się Lena- Wszystko ok?!- usiadła obok przyjaciółki.

- Muszę się przewietrzyć- Elsa, w pośpiechu opuściła dom Angelo.

Lena, szybko ją dogoniła, okryłą ją swoim swetrem- Co jest?- wzięła ją
pod rękę.

- Nic… Prócz tego, że zaraz mnie szlag trafi!- syknęła- Nienawidzę tej
kobiety!-

- Masz do tego prawo, ale Luk nie pojechał do Olivii, tęskni za synem. To
normalne- szatynka objeła przyjaciółkę- Jak się czujesz?- położyła dłoń na
brzuchu ciężarnej.

-Trzecia ciąża, można się przyzwyczaić- wzruszyła ramionami- Muszę wiedzieć-

- Po co ci to?-

- Muszę wiedzieć czyje to dziecko-

- To coś zmieni?-

Elsa, milczała, zbliżały się do klifów- Tutaj jest pięknie- zacisnęła powieki,
wdychała świeże powietrze.

- To prawda- Lena, złapała mocno dłoń blondynki- Nie rób tych testów-

- I tak zrobię ale nie wiem czy powiem o wyniku Lukowi- patrzyła w przepaść.

Lena, odetchnęła z ulgą- Co sądzisz o ostatnich wydarzeniach? Pamiętnik…-

- Nic- przerwała jej blondynka- Nie zastanwiam się nad tym! Mam swoje
problemy, jestem w ciąży, Luk, szlaja się po Afryce z dziećmi…Nie mam
czasu bawić się w duchy! Moja siostra nie żyje, więc nad czym mam się
zastanwiać?- odwróciła twarz w stronę szatynki- Obchodzę mnie moje
problemy, a nie jakieś pierdoły! Kobieta podobna do Niny…- prychnęła
ale jej nerwowe ruchy zdradzały, że i ją to przeraziło- Jest wiele kobiet
podobnych…Jimmy, zawsze i wszędzie ją widział…W Dortmundzie były
tłumy i on akurat ją zobaczył?!- spojrzała z ironią na Lenę- A Paddy…On
mógłby przestać skakać w tłum, pewnie go tak macają, że duchy widzi!-
skrzyżowała ramiona, Lena parsknęła śmiechem- Myślisz, że go tam nie
dotykają?- Elsa, hamowała śmiech.

- No myślę, że go dotykają- szatynka dławiła się ze śmiechu.

- Fetyszysta!!!- wrzasnęła blondynka.

- No trochę- Lena zrobiła śmieszną minę- Już wolę to, to tylko las bezimiennych
rąk a nie jedna, rzeczywista, imienna dłoń-

- O mój Boże!- blondynka śmiała się- Na chwilę zapomniałam o wywłoce
z lasu!-

- Widzę, że humor wam dopisuje- podszedł do nich Patrick, kobiety nie
przestawały się śmiać, muzyk objął je ramionami- Co was tak bawi?-

-Nie pytaj- Lena założyła ciemne okulary, poprawiła ciasny kok na czubku
głowy.

- Zapomniałem jak tutaj jest pięknie- Patrick, jeszcze mocniej przytulił do
siebie roześmiane kobiety- Pamiętasz nasz ślub?- potarł nosem po szyi
żony.

-Pamiętam – uśmiechnęła się czule.

- Ja też! Jimmy, oblał mnie szampanem!- Elsa, przewróciła oczami- Czujecie,
że Jimmy, właśnie moczy dupę w oceanie! I to gdzie?! Sant Croix! Nigdy tam
nie byłam! – rzekła oburzona- I ty też nie!- wskazała na Lenę- Cleo się ustawiła!-

- Zacząłem w nich wierzyć- odezwał się Paddy- Naprawdę! On naprawdę ją
kocha!- Lena, objęła męża w pasie.

- Oczywiście, że ją kocha- uśmiechnęła się.

- Może i kocha- wzdrygnęła się Elsa- No musi ją kochać skoro zabrał ją
na takie wakacje!-

- On ją kocha od bardzo dawna, może nie od samego początku ich związku
ale zakochał się w niej już dawno temu- rzekła Lena.

- Ok, słodziaki. Siku i placek z wiśnią mnie wzywa- Elsa, odwróciła się- Wracam-

- Przejdziemy się?- Paddy zapytał żonę, ta kiwnęła głową- Wiesz co mi chodzi
po głowie?- wbił wzrok w szatynkę.

- Chyba nie chcę wiedzieć- zaśmiała się Elsa, zakładając sweter- Gadaj i idę.
Albo nic nie mów. Idę!- pomachała im i wolno ruszyła przed siebie.

Przez chwilę szli w milczeniu, objęci, szczęśliwi- To co chodzi ci po głowie?
I komu sprzedałeś Ninę?- zapytała Lena podziwiając widok z klifów.

- Nina bawi się z dziećmi, tylko jej przeszkadzałem- zaśmiał się- To niesamowite
jak bardzo dom Angelo jest podobny do tego naszego z dzieciństwa i jak się różni
od naszego-

- Chciałbyś mieć więcej dzieci?-

- Nie- odpowiedział od razu- Nie wiem, nie zastanwiałem się nad tym- musnał
usta żony- Wiadomo, co Bóg da, ale mam tak wiele, że nie śmiałbym pragnąć
więcej- zatrzymał się- Pomyślałem o odnowieniu przysięgi małżeńskiej- patrzył
w oczy żony, milczała, nie zdradzała żadnych emocji.

- Sama nie wiem- usiadła na zboczu, Patrick, usiadł obok- Wiem, że wtedy
płakałam, nie było z nami Luka, ale to był nasz dzień. Ten jeden, jedyny, ten
który pamiętam- spojrzała na swoją obrączkę- Z drugiej strony…Tyle się
wydarzyło, że może dobrze byłoby odnowić nasz ślub…Nie wiem- skupiła
wzrok na ustach Patricka, pocałowała go, pewnie, namiętnie, szybko
rozchylił usta, odwzajemnił pieszczotę- Pomyślałam, że może po Irlandii,
pojedziemy gdzieś…Sami, tylko z Niną. Zdążymy przed twoją trasą?-
wodziła jęzkiem po jego ustach.

- Zdążymy- delikatnie położył ją na zieloną trawę, uśmiechnął się- Pojedziemy-
dotknął palcem jej brzucha, obrysował kontury piersi, zatrzymał się na szyi.
- Jestem szczęśliwy- położył się obok żony- Bardzo. Muzyka jest moim
przeznaczeniem, naprawdę kiedy jestem na scenie jestem szczęśliwy,
ale to nic z tym co czuję kiedy jestem przy tobie i Ninie. Nie jestem w stanie
tego opisać- odnalazł w trawie dłoń żony- Wiem, że cię zraniłem, że zawiodłem,
mam swoje słabości….- podparł się na ręce- Zrozumiałem, że nie jestem
nadzwyczajny tylko cholernie ludzki- zrobił zawadiacką minę, Lena, wybuchła
śmiechem.

- Nie pogrążaj się, Kelly- przyciągnęła go- Nie chcę już o tym rozmawiać,
kocham cię strasznie mocno i możemy odnowić przysięgę. Kupię sobie
nową kieckę, biżuterię…- drażniła go- Ale to musi odbyć się tutaj!- pocałowała
go- Irlandia- znów wbiła się w jego usta- Skromna uroczystość i bez moich
rodziców!- pocałowała go tak, że zabrakło mu tchu, a gorąca fala miłości
zalała jego serce.

………………..

- Więc po wam ta trasa?- Elsa, otarła serwtką usta- Pyszne!- szturchnęła
Kirę.

- To nasz projekt, chcemy to kontynuować- odpowiedział Angelo, wszyscy
zebrali się przy dużym, owalnym, suto zastawionym stole, gdzieś z oddali
przedzierały się dźwięki folkowej, irlandziej muzyki skutecznie zagłuszanej
przez żywą rozmowę i głośny śmiech.

- Trasa chyba dobrze wam się sprzedaje?- dopytywała blondynka.

- Bardzo dobrze- odpowiedział muzyk wkładając widelec z mięsem do
ust.

- Więc po co ci kolejna trasa?- nie rozumiała- W dodatku z dziećmi?!-
objęła wzrokiem pociechy Angelo.

Blondyn przez chwilę przeżuwał, poprawił okulary i chrząknął- Kelly Family
to kontynuacja, coś wspólnego. A moja trasa to moja trasa, mój projekt-
zerknął na Kirę, która karmiła ich syna- Ruszam z rodzeństwem w trasę,
nagraliśmy płytę, ale to na razie powrót do przeszłości. Jest wielkie wow
ale jeśli będziemy chcieli to kontynuować to nie możemy bazować jedynie
na starych kawałkach. Nowa płyta, wspólne występny…Jesteśmy starsi,
mieszkamy w różnych miejscach, trzeba się spotkać, opracować plan…-

- Angelo do sedna. Wiem o co ci chodzi, bez niepotrzebnego wstępu…-
przerwała mu znudzona Elsa.

- Więc nie wiadomo jeszcze co z tego wyjdzie- nie zrażony muzyk
konytnuował- Jeśli zdecydujemy się na nową płytę, opracujemy plan,
być może Paddy, do nas dołączy- przy stole zapanowała cisza, Lena,
z kawałkiem ziemniaka w ustach spojrzała na męża- Więc jest wiele
znaków zapytania. Na razie jest fajne, ale Jimmy, juz narzeka na promocję,
więc to musi być dobrze przemyślana decyzja. Wiem, że się stara ale
znamy go- sięgnął po dzban z domowym winem- Szybko się nudzi.
Wiec stąd moja trasa- wskazał na rodzinę.

- Chcecie występować z Ange…Z tatusiem?- blondynka uśmiechnęła się
do dzieci.

- Lubię śpiewać- odpowiedziała Emma

- Ja też, ale trochę w innym stylu, ale też folk- powiedziała Helen.

- Mnie to nie bawi- burknął Gabriel.

- A co ciebie bawi oprócz układania włosów?!- ironizował Angelo- Kira
była ze mną zawsze, od zawsze…- spojrzał z czułością na żonę.

- Dobra to też już znamy, Paddy cię opuścił, było ci ciężko. Bla bla bla-
Elsa, upiła łyk soku- Dzieci macie wspaniałe, ale nie pomyślałeś, że
może żona która od zawsze z tobą była, klapała biedę, pochorowała
się i większość swojego życia spędza w ciąży, zreszta podobnie jak
ja. To dla nas taki stan normalny, jak dla słoni- wysiliła się na słodki
uśmiech - Wolałaby Karaiby, czy inny, luksusowy prezent. Podziwam
cię- zerknęła na brunetkę- Ciebie i Meike. Pomnik się należy- wcisnęła
w usta galaretkę- Zresztą sobie też bym postawiła-

- Nie lubię luksusowych prezentów- roześmiała się Kira.

- Lubisz, lubisz, każdy lubi. Może jeszcze o tym nie wiesz, bo nie
dostałaś takiego- Elsa, nie dała się przekonać.

- Mamy inne wartości- śmiał się Angelo- I kupuję Kirze prezenty-

- Paddy?- Lena, odzyskała głos.

- Też ci nie kupuje prezentów?- rechotał blondyn.

Patrick, uśmiechnął się- Nigdy nie powiedziałem, że nie wrócę do
zespołu, po prostu teraz to nie jest odpowiedni czas. I z czymś
nowym. Nie chcę wracać tylko ze starymi kawałkami, albo idziemy
do przodu albo się w tym nie widzę- nieśmiało wbił wzrok w młodszego
brata.

- Mnie pasuje, też chciałbym nagrać nową płytę. Wspólną płytę-

- I Jimmy, musi chcieć pracować- Patrcik, sięgnał po piwo.

- Nie przesadzaj!- oburzyła się Elsa- On śpiewał na ulicy, upał, deszcz,
śnieg, to naprawdę ciężki kawałek chleba!-

- Wiem ale nie musiał tego robić- rzekł Paddy.

- Kiedy nie wiesz co dalej, wracasz do korzeni- Angelo również sięgnął
po piwo.

- Paddy, słodziak nasz, kiedy nie wie co dalej, wraca do zakonu- wyjaśniła
Elsa.

- Już nie- zaprzeczył muzyk- Dlatego czekam na rozwój sytuacji i nie mówię
nie- wzrok braci spotkał się.

- Bardzo się cieszę!- ucieszyła się Lena.

- Zobaczyć was razem, przy An Angel- rozmarzyła się blondynka, Kira zaczęła
się śmiać.

- Jak dla mnie, Jimmy w An Angel rozłożył was na łopatki!- oznajmiła Lena,
biorąc córkę na ręce.

- O NIE!!!- bracia jednocześnie się oburzyli.

- Potraficie mówić jeszcze jednym głosem!- śmiała się Elsa.

………………….

Lena słysząc huk, usiadła na łóżku i zapaliła nocną lampkę, ujrzała wstawionego
męża- Przepraszam- przycisnął palec do ust.

- Już wróciłeś?- usiadła po turecku, zerknęła w stronę łóżeczka córki- Paddy,
obudzisz ją!-

- Moja księżniczka- pochylił się nad łóżeczkiem.

- Wpadniesz do środka- podeszła do męża- Oparami ją otrujesz!- skrzywiła się.

Spojrzał na nią- Ale ciebie nie- pocałował żonę, ta odchyliła się- Całuj! Całuj męża
swego bo innego mieć nie będziesz!- przytulił żonę do siebie, pocałował.

Lena, z trudem tłumiła śmiech, zaczęła się wygłupiać, wyswobodzać z jego objęć.

- Całuj!- drażnił się z nią- Jak nie chcesz w usta to możesz gdzieś indziej- rozpiął
pasek.

- Kelly! Przestań!- śmiała się- Jesteśmy w domu twojego brata, w domu pełnym
dzieci…- popchnęła go na łóżko- Spać!-

- A ty myślisz, że gdzie Angelo płodził dzieci? W lesie na kamieniu?- pociągnął ją
na siebie.

- Nadrobimy na jakiejś wyspie!- pokazała mu język, a on odchylił jej spodnie od
piżamy i wymierzył klapsa.

Delikatnie go kopnęła- Znów zaczynasz?!- podniosła głos- Nie potrafisz tego
robić! Boli!- dotknęła pulsującego pośladka.

- Serce moje, przepraszam- jednym ruchem zsunął spodnie i pocałował
czerwony ślad, szatynka odtrąciła go.

- Nie możesz pić!- pogroziła mu, ale uśmiechnęła się- Jak było z Angelo?-

- Było…Ok, na początku sztywno, ale ok. Jest coraz lepiej, pokłóciliśmy się
z pięć razy, ale zapiliśmy to piwem. Jest ok- powtórzył się, na tym zawsze
najbardziej mu zależało- Wybaczył mi i nawet mnie trochę rozumie. Odrobinę-
odwrócił się na łóżku- Ale rozumie. Nie tak jak kiedyś,bez słów, bez wyjaśnień,
bez pretensji, ale zaczyna znów mnie rozumieć-

- Cieszę się. Bardzo- podeszła bliżej- Jestem z ciebie dumna- powiedziała
szczerze.

- Oooo- wybełkotał podnosząc w górę dłoń- To już trzeci raz!-

- Odnowimy naszą przysięgę- powiedziała cicho- Jeszcze niedawno byłam
w potrzasku, przerażona, ale teraz jestem szczęśliwa- zrzuciła z siebie
koszulkę- Bo wszystko dzieje się po coś, ważne, że wyszliśmy z tego
silniejsi- spodnie od piżamy zsuneły się na podłogę- Skup się Kelly bo
piłeś- mrugnęła po czym rzuciła się na męża.

…………………………….

- Tutaj będziemy mieszkać- dzieci z przerażeniem rozejrzały się- To tylko
tydzień. Pójdziemy teraz do Tea, macie być mili – Luk, siedział na wprost
swoich pociech- Niedaleko budowana jest szkoła, pomożemy. Lucas,
pograsz z innymi w piłkę, ty, kochanie, będziesz malować…-

- Tato, nie będę grał w piłkę…- wrzasnął Lucas.

-Będziesz przynajmniej grał a nie siedział na ławce!- Luk, ostatnio tracił
cierpliwość do swojego syna. Mary, mimo paniki, próbowała się uśmiechać,
ojciec był jej idolem, zawsze próbowała mu dorównać, nie chciała go zawieść
ale najchętniej razem z bratem uderzyłaby w płacz.

- Tato, ale po co ci on? Masz nas- pisnęła mała blondynka.

-Mary, tłumaczyłem wam, to wasz brat- odpowiedział  fotograf- Przecież
go znacie, bawiliście się z nim-

- Ja, go lubię. Może być- rzekł Lucas- Ale wracajmy do domu, zabierz go i
lećmy do Kolonii-

- Boże, jeśli istniejesz, pomóż mi- szepnął Luk- Idziemy!- zarządził.

Godzinę później siedział na drewnianej ławce w obecności syna, chciał go
dotykać, przytulać, ale chłopak jak zwykle zachowywał rezerwę ale cieszył
się z odwiedzin ojca i przybranego rodzeństwa. Był bardzo podobno do Luka
nie tylko z wyglądu, ale i myślał podobnie, jak na małego chłopca, szanował
innych ludzi i wyznawał podobne wartości. To nie tak, że Mary i Lucas byli
rozpieszczonymi snobami, nigdy by tak nie powiedział o swoich dzieciach.
Do niedawna Lucas uchodził ze ideała, po prostu przechodzili gorszy okres,
jak wiele rodzin, a może jak każda, normalna rodzina. Na pewno mieli łatwiejszy
start i wiele możliwości rozwojowych, najlepsze szkoły, zajęcia dodatkowe,
ale mimo luksusu jakim się otaczali, to dobre dzieciaki. Dzieci były najważniejsze
w życiu Luku, były łącznikiem z Elsą, razem tworzyli rodzinę, a rodzina była
dla Luka, priorytetem.

- Nie chcesz do mnie przylecieć? Wszyscy za tobą tęsknimy- Luk, objał
chłopca, ich stopy zakrywała woda.

- Chcę- odpowiedział- Miałem dużo nauki, mam zaległości-

- Dlaczego?-

- Dużo podróżuję z mamą, opiekuję się nią-

- To mama powinna opiekować się tobą-

- Niedawno ukąsił ją wąż, bardzo boli ją noga. Nie chcę jej zostawiać-

- Rozumiem, ale wakacje możesz spędzać u nas- pogłaskał plecy syna.

Chłopczyk milczał- O co chodzi Teo?-

- NIkt mnie nie lubi w twoim domu, nie pasuję do was- odpowiedział.

Luk, czuł jak jeżą mu się włosy- Kto ci to powiedział?- Teo spuścił głowę.

- Odpowiedz, proszę, powiedz mi. Mary? Lucas?- chłopczyk zaprzeczył.

- Elsa?- fotograf wstrzymał oddech- Elsa, ci to powiedziała?-

- Nie- zaprzeczył- Mama idzie!- podbiegł do brunetki, Luk, spojrzał na
lekarkę, postarzała się, zniknął gdzieś jej beztroski uśmiech.

- Pobaw się na chwilę z Mary i Lucasem- wskazał ręką na dzieci które
stały otoczone wianuszkiem dzieci z wioski i nie bardzo wiedziały jak
mają się zachować- Porozmawiam z twoją mamą-

- Cześć- przywitał się.

- Cześć- odpowiedziała.

- Słyszałem o twoim wypadku- zauważył, że delikatnie kuleje, widać było,
że nogą jej dokucza-  Mam nadzieję, że już lepiej-

- Mówisz o ukąszeniu przez węża?- skinął głową- Pewnie twoja żona
przybrała w końcu odpowiednią postać- usiadła na ławce.

- Naprawdę chcesz się kłócić?- zapytał spokojnie- Poczujesz się wtedy
lepiej? Ulży ci?- również usiadł- To ty dołożyłaś nam trosk, ukrywałaś Tea
i jeszcze masz pretensje?!- zaczął się zastanwiać co za ludzie go otaczają?!
- Mogę ci odebrać Tea bardzo szybko! Nie zapominaj o tym!- nie chciał jej
straszyć ani pogrywać synem, ale był zły, czuł wielki żal do tej kobiety!
- Dlaczego nie dzwoniłaś? Nie odbierałaś telefonów? Teo miał spędzić
ze mną wakacje!-

- Miałam wypadek-

- I nie mogłaś zadzownić?!-

- Jakoś nie miałam głowy- pogładziła dłonią swoje ciemne włosy.

- Jeśli macie jakieś problemy, pomogę ci. Wiesz o tym- próbował się
uspokoić, kłótnia niczego nie rozwiąże- Fundacja Leny i Paula bardzo
się rozwija, pomaga, zawsze możesz się tam zwrócić albo do mnie-

Olivia spojrzała na fotografa, bezwiednie się uśmiechnęła- Ty się nic
nie zmieniłeś- jej głos brzmiał miękko, czule- Świat się zmienia, życie
nas doświadcza, czas biegnie nieubłagalnie a ty się nie zmieniasz-
wyciągnęła dłoń aby go dotknąć ale szybko ją cofnęła – Ostatnio
zastanawiałam się dlaczego ty? Dlaczego to musiałeś być ty?-
Luk, odwrócił wzrok- Ale właśnie sobie przypomniałam. Jesteśwyjątkowy-

- Olivia, każdy jest wyjątkowy- nie patrzył na nią- I ja też się zmieniłem-
zanurzył stopy w wodzie, wbił wzrok w roztaczający się przed nim
krajobraz. Rzeka, jakaś tratwa wolno płynąca, drzewa, garstka bawiących
się dzieci. Zdecydowanie mógłby tutaj zamieszkać.

- Teo, bardzo ciebie przypomina. Jestem z niego dumna, to wspaniały,
mądry chłopiec- również wstała, stanęła obok fotografa.

W końcu na nią spojrzał- Wiem i boli mnie to, że mnie od niego seperujesz.
Nie uważasz, że w Europie byłoby mu lepiej? Nie chcę ci go odbierać, ale
może już czas wrócić, Olivio? – dostrzegł w jej oczach przerażenie- Zrobiłaś
wiele dobrego, zawsze będę cię za to podziwiał i szanował! Ale masz syna,
on zasługuje na coś więcej. Ma słabą odporność, chorował, zamieszkaj z
nim w Europie…-

-Luk! To niemożliwe!- przerwała mu, zrobiła kilka, nerwowych kroków przed
siebie- Przyjechałam do Afryki po raz pierwszy jako studentka, zakochałam
się- uśmiechnęła się, dostrzegł w jej uśmiechu coś znajomego- To była
miłość od pierwszego wejrzenia. Później przeżyłam taką miłość jeszcze
tylko dwa razy- zerknęła na niego, jednym ruchem pozbyła się klamry,
uwalniając tym samym gęste, czarne włosy- Ty i Teo. Tylko was tak samo
pokochałam- patrzyła mu w oczy- Żałuję tego, że cię przetrzymywałam,
bardzo żałuję- uwierzył jej- To przeze mnie tam trafiłeś i ja chciałam cię
z tego wyciągnąć, umierałeś Luk. Chciałam tylko cię uratować, zwrócić
ci zdrowie, sama nie wiem dlaczego to zrobiłam- westchnęła- Nie mogłam
zrozumieć, że chcesz do niej wrócić, że ją tak kochasz, że nazwałeś
naszą noc, błędem. Nie mogłam słuchać jak bardzo ją kochasz.
Przepraszam. Nie rozumiem tej twojej miłości….Ale swojej też nie, bo
bardzo cię skrzywdziłam. Przepraszam. Nie chciałam żeby Elsa poroniła.
Naprawdę-

- Nie chcę już do tego wracać, nie przyjechałem rozmawiać tutaj o
przeszłości. Elsa, jest w ciąży, będziemy mieli dziecko- sam nie
wiedział dlaczego podzielił się tą nowiną.

- Gratuluję – rzekła- Ktoś mi kiedyś powiedział, że za wszystko w
życiu się płaci. Za dobro, zło, że wszystko do nas wraca- pochyliła
się by zanurzyć dłonie w wodzie- Do niej wraca tylko dobro. Musiałam
ją źle ocenić skoro spotyka ją tyle dobra- wysiliła się na uśmiech.

- Dziękuję- zerknął na jej nogę, nie wyglądała dobrze- Jest choćby
cień szansy, że zastanowisz się nad przeprowadzką do Europy?-
zapytał.

- Raczej nie. Nie pasuję tam, nie nadaję się do pracy w przychodni-

- Nawet Paul się odnalazł!- podniósł głos- Pracuje w szpitalu, ma swój
gabinet w przychodni, angażuje się w fundację, co kilka miesięcy wraca
do Afryki- już sam nie wiedział czym ma ją przekonać.

- Luk, nie mam oszczędności, nie wiem co miałabym tam robić…-

- Kupię ci dom, pomogę na początek. Płacę astronomiczne alimenty-

- Nie chcę od ciebie pieniędzy!-

- Nie daję ci ich, chcę pomóc, chcę być bliżej syna!- nie ustępował.
- Odpocznij! Zadbaj o siebie, Tea, bo mam wrażenie, że zajmujesz się
całą Afryką tylko nie sobą i naszym synem!- złość wóciła- Gdzie on
ma się kształcić? Tuatj?! Pomyśl o nim!-

- Może i mogłabym się zastanowić- powiedziała to tak nagle, że
zaniemówił- Gdybyś mi coś obiecał- zatrzymał na niej wzrok.
- Gdybyś mi obiecał, traktować mnie normalnie, postaraj się
zobaczyć we mnie dziewczynę z przeszłości. Tą w której się
zakochałeś-

- Zwariowałaś- wydukał speszony, ruszył w tronę brzegu chlapiąc
wodą z każdym kolejnym krokiem. Poczuł silny uścisk na nadgarstku,
zatrzymał się- Nigdy nie byłem w tobie zakochany! Zauroczony i to
przez któtką chwilę…-

- Luk, nie chodzi mi o nas! – zaśmiała się gardłowo, potarła kciukiem
jego dłoń- Chcę żebyś traktował mnie normlanie, nie z pogardą, tylko
o tyle cię proszę. Chciałabym żebyś przypomniał sobie, że jestem
wartościowym człowiekiem. Tylko tyle- puściła jego ramię.

- Tylko tyle? Czy aż tyle?!- zapytał z ironią w głosie po czym odszedł.

………..

Saint Croix

Duży, różowy, dmuchany flaming płynnie przemieszczał się po nienaturlanie
błękitnej wodzie w ogromnym basenie. Kiedy w końcu dopłynął do drugiego|
dmuchanego flaminga z kapeluszem na głowie, męska dłoń splotła ich szyje.
- Są idealnie dopasowane – Jimmy zerknął na pogrążoną w błogim lenistwie
Cleo.
- Jak my- dodał.

Kobieta uśmiechnęła się, uniosła wyżej stopę, domagając się kolejnych
pieszczot, kiedy na jej twarzy pojawił się wyraz zadowolenia, odepchnęła
się, tym samym jej flaming rozłączył się ze swoim towarzyszem i płynął
po spokojnej wodzie przed siebie, zatrzymał się idealnie przy krawędzi
basenu, Cleo, sięgnęła po kawałek soczystego arbuza oraz zanurzyła
usta w drinku bezalkoholowym. Słońce, wyborne jedzenie i soki, lazurowy
ocean, wspaniały hotel i Jimmy. Czuła się…Błogo. Nie wierzyła w boski
raj ani diabelskie piekło. Uważała, że zarówno raj zwanym niebem jak
i piekło znajdowały się tutaj. Na ziemi. I ona właśnie znajdowała się w
raju.

Odepchnęła się stopą by znaleźć się bliżej swojego partnera, zerknęła
na flaminga w kapeluszu, tym razem to ona zahaczyła szyjami dmuchane
zwierzęta, dotknęła mokrego brzucha Jimma. Jego twarz pokrytą grubą
wartwą kremu, zasłaniały źle dobrane ciemne okualry i słomkowy kapelusz.

- Kochanie- musnęła mokrą stopą jego jasną łydkę.

- Hmm?- zamruczał.

- Czy mówił ci już ktoś, że w tych szortach jesteś nieprzyzwoicie seksowny?-
tłumiła śmiech obejmując wzokiem fioletowe szorty pokryte śmiesznymi
meduzami.

- Kochanie, nie potrzebuję takich zapewnień- zdjął okulary, zerknął na
kobietę- Nie jestem Paddym. Ja to wiem- nachylił się by mogli się pocałować.

- Jimmy, tutaj jest wspaniale- usiadła wygodniej na flamingu.

- Nie moja bajka ale jest ok- drażnił się z nią.

- Jasne!- śmiała się.

- Seks jest boski!- puścił do niej oczko- Jeszcze tylko nie próbowaliśmy
pod wodą…-

- Jimm!- rozejrzała się – Zbok!-

- Kłóciłbym się które z nas jest większym zbokiem!- pokazał jej język i
odpłynął.

Flaming z roześmianą Cleo, dryfował po wodzie, patrzyła jak wychodzi
z wody, na jego mokre ciało, jak zdejmuje kapelusz i przeczesuje palcami
mokre włosy, jak pochyla się po drinka, również bezalkoholowego, ich
wzrok się spotkał i Jimmy, wskoczył do basenu.  Razem zniknęli pod
wodą.

Przytuleni wynurzyli się, zaczęli się namiętnie całować - Naprawdę nie
przyjęłabyś mojego nazwiska?- zapytał odrywając się od ukochanej,
nawiązał do wydarzeń sprzed kilku dni.

Cleo roześmiała się, Jimmy, pomógł jej wskoczyć na swojego faminga,
sam dosiadł swojego – Kelly, brzmi dumnie!- świdrował ją wzrokiem.

- Jimmy, nie chcę wracać do tego dnia- śmiała się. Kilka dni wcześniej,
zrobiła test ciążowy, przez wymioty, działanie tabletek musiało być mniej
skuteczne, te wydarzenia skłoniły ich do poważnej rozmowy- Lubię swoje
nazwisko- oznajmiła dumnie.
……

Godzinę później, objęci, spacerowali po gorącym piasku, lazurowa woda
oceanu, muskała ich stopy- Jesteśmy tutaj już ponad tydzień- zaczął Jimmy,
czule głaszcząc jej nagie ramię- Zrozumiałem jak bardzo potrzebowałaś
wypoczynku, jak razem go potrzebowaliśmy- pocałował ją.

- Mogłabym tu zostać- szepnęła- Z tobą, dziećmi. Dajesz mi szczęście
Jimm- stnęła na palcach by musnąć jego usta.

-Ranię cię Cleo- westchnął.

- Dajesz mi prawdziwe szczęście. Nie takie książkowe, przesłodzone,
złudne. Tylko takie prawdzie, życiowe, ludzkie. Kocham cię- zatrzymała się.

- Ja bardziej- uśmiechnął się- Inny wynik testu by coś zmienił? Zapragnęłabyś
czegoś innego?- wpatrywał się w nią intensywnie.

- Rozmawialiśmy o tym- odpowiedziała.

- Chcę porozmawiać o tym raz jeszcze. Chcę mieć pewność- nalegał.

- Ok. Zatem porozmawiajmy- usiedli na pisaku i wrócili do tamtego dnia.

……………………………..

Kenia

Luk, słysząc pukanie, poszedł otworzyć- Mogę wejść?- w drzwiach stała
Olivia, irytował go, jej widok, od prawie dziesięciu dni zwodziła go, jutro miał
lecieć do Irlandii a dalej nie wiedział na czym stoi. Uznał, że odda sprawę
swoim prawnikom, nie zamierzał rezygnować z synem, zamirzeał dzisiaj
z nim poważnie porozmawiać.

- Zabierz ze sobą Tea- spojrzał na nią- Spędź z nim wakacje. Zasłużył na
ten wyjazd- usiadła- A ja w tym czasie pozamykam kilka spraw, projektów
i bardzo poważnie zastanowię się nad twoją propozycją. Mam tylko jedną
prośbę, inną niż ostatnio- Luk, również usiadł, słuchał- Jeśli przeprowadzę
się do Europy, to tylko do Kolonii. Będziesz blisko syna, będę potrzebowała
twojej pomocy a ja będę blisko Paula, tylko jego znam, chcę pracować z nim-

W głowie Luka wybuchło wielkie tornado, tysiące myśli szalało w jego umyśle.
Z jednej strony ucieszył się, stracił tyle lat z życia syna, o mały włos go nie
utracił,  z drugie strony jak powie o tym żonie? Uśmiechnął się niepewnie do
OLivii, skinął głową, chciał pokazać jak bardzo się cieszy ale oblał go strach.

Rozdział 283- Traffic Lights

Wybaczcie błędy i niedociągnięcia, ale ten rozdział i tak powstał cudem ;)

……..

Jimmy zapalił dwie wysokie świece w czarnych latarniach, podał bratu szklankę z whisky, sam pociągnął łyka z butelki. – Ty będziesz pił a ja mam się delektować?-
zapytał oburzony Patrick kołysząc się na krześle.

- Dokładnie tak- odpowiedział Jimmy wpatrując się w zarys miasta który stawał się
coraz bardziej niewidzialny pod osłoną nocy. Od godziny siedzieli na balkonie w mieszkaniu Jimma- Dokladnie tak- westchnął i poczuł w ustach gorzki smak whisky. Kątem oka dostrzegl naburmuszoną minę  brata, pomstując pod nosem, udał się do salonu, wrócił z butelką, rzucił nią w brata- Tylko nie bedę cię pilnował, ani zbierał z trawnika. Nie wskocz na kogoś, ani w kogoś- rzucił z sarkazmem zajmując swoje miejsce.

- Bardzo śmieszne. Bardzo- Paddy, mocował się z zakrętką od butelki- Co o tym wszystkim sądzisz?- w końcu otworzył butelkę, pociągnął solidnego łyka.

- O czym?- jednak Jimmy dobrze wiedział co brat ma na myśli- Nic- zmrużył oczy.

- Chcesz udawać, że nic się nie wydarzyło?-

- A co się wydarzyło?- w końcu spojrzał na brata- No powiedz mi Patrick, co się wydarzyło?- odstawił butelkę- Ręka Boża? Cudowne objawienie? Duch Święty?-
Paddy również odstawił butelkę, czuł niesmak w ustach, Jimmy, pocisnął mu jakiś
tani trunek który prócz nazwy niewiele miała wspólnego z ich ulubionym whisky- Nie wiem Jimmy, ale nie mogę udawać, że nic się nie wydarzyło. Jimmy, to nie była Nadin!-

- Więc to była Nina? – nie zamierzał krzyczeć, ale podniósł głos.

- Nie…Nie wiem!- Paddy również wrzasnął, jemu też nie mieściło się to w głowie, ale
nie potrafił zapomnieć kobiety z tłumu. Nie potrafił. Tak samo jak kiedyś… -Nie wiem!
Nie wiem! – Jimmy wstał, zacisnął dłonie na poręczy od balkonu, uśmiechnął się bezwiednie.

- Wtedy w Dortmundzie to też nie była Nadin ale…Mam wrażenie, że ona za tym stoi…Ona chyba też jest chora- wydał z siebie westchnięcie pełne żalu, bólu.

- Może tak być…-

- Na pewno tak jest, bo jak inaczej?- odwrócił się- Nina, nie żyje-

- Wiem-

- Więc po co to wszystko?-

- No właśnie po co Jimmy?- Paddy, odpowiedział pytaniem na pytanie. No właśnie!
Znów spojrzał w gęstą noc, właściwie dochodziła dwudziesta, na ulicach wciąż
panował ruch, ale powietrze wydawało się ciężkie, gęste i morczne jak w
powieściach samego Kinga.

Opadł na krzesło, podparł się na łokciach, poszedł na terapię, zapomniał o niej,
uporał się z przeszłością…Był szczęśliwy! Więc dlaczego teraz? Akurat teraz
ktoś z niego zakpił?! Potarł czoło, kiedyś za taką nadzieję…Za chwilę złudzeń,
nadziei, namiastkę marzeń oddałby wszystko, dzisiaj…Czuł jedynie złość, zmęczenie.
W domu w Ettal, czekała na niego wspaniała kobieta. Kobieta z krwi i kości. Piękna, inteligentna, dobra…Taka którą powinien poznać dawno temu. Przesunął krzesło,
usiadł na wprost brata – Właśnie nie wiem…Powinienem być teraz w domu. W Etall.
Z Cleo!- wyrzucał z siebie- Wyszedłem, chciałem odreagować…Chciałem… Sam
nie wiem co sobie przy tym myślałem- czuł wstyd- Nina, nie żyje od bardzo dawna…Zostawmy to Paddy- spojrzał bratu w oczy, przez chwilę zatracił się w granatowej głębi.

-Jimmy…- nie musiał kończyć, Jimm, dokładnie wiedział co brat chce powiedzieć,
nie musiał kończyć!

- Po co ci to Patrick?! Ktoś z nas zakpił! – krzyczał- Nie po raz pierwszy! Mamy
wrogów! Dlaczego chcesz w tym grzebać?!- mierzył go wzrokiem. – Dlaczego?!-
Patrick milczał.

Jimmy, odsunął krzesło, okrążył balkon- Posłuchaj! Obaj wiemy, że Nina nie żyje…Przyjmijmy, że żyje…- roześmiał się z bezdradności.

- Przyjmijmy, że od ciebie uciekła…- Jimmy, w sekundzie złapał go za kraciastą
koszulę, Paddy zobaczył w oczach brata dobrze znaną mu furię- Dlaczego to
robisz?- wysyczał Jimmy- Dobrze wiem co chcesz powiedzieć…Że Nina mnie
zostawiła, że uciekła jak kiedyś, że miała mnie dość i, że wróciła na twój koncert!-
cisnął nim o parapet, ale nie uderzył. – Jesteś gnojem, Paddy! Takim cichym,
świętym gnojem- rzekł z odrazą- I co gdyby faktycznie wróciła…Rzuciłbyś Lenę,
córkę, mnie i poleciał za nią?!-

-NIE!-

-Zrobiłbyś to! – wrzasnął Jimmy- Zrobiłeś to kiedyś i zrobiłbyś to dzisiaj!-

- Nigdy nie zrobiłbym tego Lenie!- Paddy mówił cicho ale pewnie.

- Zrobiłbyś- Jimmy odwrócił się z odrazą- Mówisz to czego inni od ciebie
oczekują, ale myślisz co innego. Znam cię, Patrick! Masz swoją mroczną
stronę!-

Paddy przez chwilę milczał, jakby analizował słowa brata, wstał- Posłuchaj Jimmy,
ta sytuacja mnie zaskoczyła, przeraziła, chciałem o niej pogadać. Tylko pogadać-

- Może Nina mogła uciec ode mnie, od ciebie ale nigdy nie zrobiłaby tego Lukowi!
Elsie!- sam nie wiedział kogo bardziej chciał przekonać.

Patrick zacisnął dłonie na kutej balustradzie- Kiedy szukałem jakiś dokumentów
dla Luka, trafiłem na jakieś dokumanty ze szpitala psychiatrycznego. Dokumenty
Niny, nie jestem pewien, ale data…Data przyjęcia się nie zgadzała- powietrze
wokół nich stało się ciężkie, gęste, niczym kłęby dymu- Ale nie jestem pewien…-

- Zamiast to sprawdzić wolałeś się spuszczać nad jej zdjęciem-

- Na Boga Jimmy! Nie spuszczałem się!- wrzasnął Patrick.

- Nic wiecej nie mów- szepnął Jimmy składając ręce- Proszę-

- Myślę, że powinniśmy to sprawdzić- Paddy, położył dłoń na ramieniu brata.

Jimmy przez chwilę milczał by po chwili rzec- Powinniśmy być teraz w domu-

- Powinniśmy znać prawdę-

- Przecież ją znamy!- upierał się Jimmy ale jakoś tak bez przekonania.

Godzinę później stali na cmentarzu, patrzyli na marmurową płytę, na zdjęcie
Niny- Wystarczyłoby…-

- Nie otworzymy grobu- Jimmy posłał mordercze spojrzeniu bratu- Ona by
mi tego nie zrobiła, kochała mnie…Umarła. Obojętnie jaka jest prawda, ona dla
mnie umarła- ogarnęła go panika, zapragnął znaleźć się jak najdalej stąd.

- Jimm!- Paddy dogonił brata- Jimmy!- potrząsnął nim.

- Nina nie żyje, kobieta w Dortmundzie była do niej podobna, była jej zjawą
ale nie była  nią!-Jimmy biegł coraz szybciej w stronę furtki, zatrzymał się
dopiero przy samochodzie- To ostatnia noc kiedy do tego wracamy! -
potrząsnął Paddym- Pochowałem żonę, jestem szczęśliwy…-

- Co byś zrobił gdyby Nina jednak wróciła?- pytanie Patricka niosło się echem.

- NIC-

- NIC?-

-NIC!- Jimmy wbił palec w brata- Nie wróciłbym do kłótni z tobą, nie zostawił
Cleo!Nic bym nie zrobił i nigdy więcej nie wrócę do tego tematu!- wsiadł do
samochodu.

- A co jeśli znów coś się wydarzy?- zapytał Paddy.

- Nic się nie wydarzy- zapalił silnik.

……….

Luk siedział na grubym, perskim dywanie blisko kominka, czuł krople potu
spływające po jego szyi. W domu było ciepło, w końcu był środek upalnego
lata a on rozpalił kominek. Siedział boso, bez koszulki jedynie w przetartych
dżinsach i wpatrywał się w tańczący ogień w kominku. Miał wrażenie, że
wraz z pamiętnikami, dokumentami, pali również duszę Niny. Czym była dusza?
Nigdy w nią nie wierzył, podobno była czymś pomiędzy życiem a śmiercią.
W ręku trzymał ostatni pamiętnik przyjaciółki, rzucił go w ogień. Spalił wszystko.
Wszystko co mu zostało po Ninie, usłyszał dźwięk wbijanego alarmu, ruch
kamer i świst klucza w zamku, uśmiechnął się.

- Kelly…Kelly Family. Musimy pogadać- Luk odwrócił się, spojrzał na
przyjaciół inaczej niż zwykle.

- Zimno ci?- zapytał Paddy, podchodząc bliżej.

- Nie-

Jimmy również podszedł bliżej, widział jeszcze niebieską okładkę która powoli
znikała w objęciach ogniach- Dlaczego?- zapytał zwyczajnie.

- Z tego samego powodu z którego ty spaliłeś dom- odpowiedział fotograf.

- Aha-

- Luk, nie możemy udawać, że nic się nie wydarzyło- zaczął Patrick- Ten
pamiętnik wysłała Nadin, kiedy tu była, korzystała z łazienki na górze, na
biurku leżał kod, szyfr. To musiała być ona. Ale kobieta na koncercie to nie
Nadin- trwał przy swojej wersji.

- Spaliłem wszystko żeby nikt nami nie pogrywał. Nigdy więcej- odpowiedział
Luk.

- Powinniśmy otworzyć trumnę- rzekł stanowczo Paddy.

- Nie!- ryknął Jimmy, miał dość!

- Paddy, jakie ty filmy oglądasz?!- Luk, postukał się w czoło- Chcesz wziąć
łopatę i zajrzeć do środka?! Nasrałbyś w gacie i wpadł do trumny! Po drugie
tak to nie działa!-

- Więc załatwimy…Nakaz- wyrwało się Patrickowi.

- NIE!- wrzasnął Jimmy- Widziełeś ją Luk?!- usiadł obok przyjaciela.

- Widziałem. Ja i Paul. Widzieliśmy ją martwą- wciąż widział jej bladą twarz,
przed oczami, wręcz porcelanową – Wyglądała jak lalka która zasnęła-
uśmiechnął się- Kochaliśmy ją- patrzył na braci- I każdy z nas zrobiłby dla
niej wszystko. Gdyby mnie wtedy poprosiła żebym sfingował jej śmierć,
zrobiłbym to- wprawił ich w osłupienie- Błagałem Boga żeby spała, żeby
się obudziła i poprosiła mnie o cokolwiek. Zrobiłbym to, ale ona nie otworzyła
oczu, nie poprosiła o nic, nigdy się nie obudziła- otarł łzy- Nina, chciała
odejść- te trzy słowa złamały Jimmowi serce- Pisała o tym, mówiła mi.
Kochała cię Jimmy, bardzieju niż siebie, niż kogokolwiek. Ciebie również
kochał, ale inaczej- spojrzał na Patricka- Kiedy po raz pierwszy odwiozłem
ją do szpitala, myśleliśmy żeby ją wywieźć do odległego szpitala, gdzieś
na drugi koniec świata, ale nie miała siły by odejść od ciebie- Luk, zanurzył
dłoń w kieszeni dżisnów i wyjął pomiętą kartkę, wyrwaną kartkę z pamiętnika.
- Nina, bardzo cierpiała, choroba postępowała, źle znosiła leki, kuracje,
była w potrzasku między dwoma światami. Chciała żyć…Z dala od was-
zakończył- Ale nie sfingowała własnej śmierci-

Paddy, usiadł za plecami brata, wzrokiem objął treść, pomyślał tylko o
jednym, że może nigdy nie powinien był rezygnować z Niny, z drugiej
strony, Lena. Miłość jego życia- Kim była kobieta na koncercie?- zapytał.

- Na pewno nie Niną- odpowiedział Luk- Gdyby żyła, nigdy by nie wróciła
do starego życia. Gdziekolwiek jest, jest szczęśliwa-

- Nigdy więcej nie chcę o tym rozmawiać- Jimmy wstał, pomikętą kartkę
wrzucił do kominka-Nigdy więcej!-

 

…………………………….

Lena, zajrzała do córki, spała spokojnie, słodko, pomyślała, że dziewczynka
sypia tutaj lepiej niż w jej starym mieszkaniu w Kolonii, czuła obecność ojca,
szczęście rodziców. Szatynka uśmiechnęła się, tak, była szczęśliwa.

Wróciła do salonu, położyła się na kanpie, sięgnęła po  książkę i okulary.
Pomyślała, że to dziwne, ale czuła się w tym domu dobrze jak nigdy wcześniej.
To był jej dom, jej jedyny dom. Mieszkanie w Kolonii, wystawiła na sprzedaż,
nie potrzebowała i nie chciała mieć jakiejś innej alternatywy. To zła wróżba.

Paddy kupił ten dom kiedy jeszcze nie byli małżeństwem, kupił go dla siebie
po rozstaniu z Niną. Nie mogła sobie przypomnieć dlaczego tak łatwo zgodziła
się na przeprowadzkę do Monachium.

Na początku była przerażona, lasy, łąki, kaministe uliczki, wszędzie daleko,
a ona była typem mieszczucha. Wysokie szpilki, kawa na wynos, hałas ulicy,
ale pokochała to miejsce, przeżyła w tym domu najlepsze i nagorsze chwile
swojego życia, ale było warto. Paddy, był mężczyzną jej życia, wiedziała o
tym od chwili kiedy się w nim zakochała. Był wszystkim innym niż to czego
szukała u mężczyzn, ale zawładonął jej serce, dla niego zmieniłła wszystko!

Uśmiechnęła się wertując kartki, długo jej zajęło zaakceptowaniem faktu
jak diametralnie zmieniło się jej życie, ale zaakaceptowała je, a nawet
polubiła.

Pokochała ten dom- klatkę, lasy, swój ogród, buty na płaskim obcasie a
nawet sprzątanie po Paddym. Coraz lepiej odnajdowała się w roli matki,
pani domu, nie pracowała i chyba…Nie wróci do pracy. Owszem porady
online, felietony, pomoc w fundacji, ale do sądu raczej nie wróci. W końcu
pogodziła się ze swoją porażką, w młodym wieku osięgnęła wiele, była na
szczycie ale potknęła się i spadła, chyba nie miała siły by piąć się po raz
drugi. Bo w życiu nie można mieć wszystkiego.

Nie wracała myślami do Livii, do Joelle, zostawiła przeszłość za sobą,
nie myślała nawet o feralnym koncercie, zepchnęła ostatnie wydarzenia
do zakamarków umysłu. Nina umarła wiele lat temu, pochowali ją, opłakali,
była żałoba, depresja, było tak jak być powinno. Ludzie nie wracali z krainy
zmarłych.Nikt jeszcze nie wrócił i nie opowiedział jak tam jest. Kilka razy
sama wymknęła się kościstym ramionom śmierci, przekorczyła jakąś
niewidzieloną granicę, uchyliła furtkę, ale zawróciła. Nina, kiedyś jej
powiedziała, że nie ma nic gorszego niż śmierć za życia i chyba coś w
tym było. Pogrążona we własnych myślach, przysnęła.

Obudził ją znajomy zapach i jeszcze lepiej znany dotyk ust, nie otwierając
oczu, uśmiechnęła się- Hej- szepnęła przeciągając się.

- Hej- znów ją pocałował.

- Zasnęłam- otworzyła szeroko oczy- Zajrzę do Niny- chciała wstać.

- Śpi- Paddy, uśmiechnął się- Zajrzałem do niej-

- Gdzie Jimm?- rozejrzała się wciąż zaspana.

- Pojechał do domu- usiadł obok.

- I co?- wbiła w niego wzrok- Wszystko ok?-

- Ok- poprawił poduszkę pod głową, ujął jej dłoń- Zamknęliśmy temat-
wyczuła żal w jego głosie.

- I słusznie- bawiła się jego palcami- Wiele przeszliśmy, ale nie popadajmy
w paranoję. Do tej pory wszystko udało nam się logicznie wyjaśnić, to również
wyjaśnimy- odgarnęła kosmyki włosów z czoła męża.

Paddy uśmiechnął się- I właśnie za to cię kocham- przyciągnął do siebie żonę.

Oparła głowę na jego klatce piersiowej- Chciałabym żeby wróciła, ale to
niemożliwe-

- Też bym chciał- szepnął-Jimmy mnie zaskoczył- przerwał, myślał o bracie.
- Zachowywał się…Jakby nie chciał jej powrotu- usiadł, Lena, usiadła obok,
słuchała- Marzył o tym latami…Wariował a teraz…Był jakiś dziwny- Paddy
próbował znaleźć odpowienie słowa- Przez chwilę…Pomyślałem, że on jej
nienawidzi, że by ją niszczył…Bo gdyby żyła oznaczałoby, że od niego
uciekła- spojrzał w oczy żony.

- Patrick, ja myślę, że dla Jimma to zbyt trudne- upięła wysoko włosy.
- Wiesz jak bardzo ją kochał, jak przeżył jej śmierć. Każdy z nas cierpiał,
ale my mieliśmy siebie, Luk miał Elsę, dzieci. Każdy kogoś miał a jego
druga połówka umarła…- wzięła męża za rękę- On tak naprawdę dopiero
rok temu pogodził się z jej śmiercią i kiedy wszystko sobie ułożył, ktoś
z niego zakpił. To boli Patrick. Jimmy, też ma serce, duże, dobre- pogłaskała
twarz męża- On cierpi, boi się własnych demonów- Paddy, musnął
wnętrze dłoni żony- Boi się  straconego czasu, wiem coś o tym- On
cię kocha i pewnie boi się tego co by wróciło-

- A  co by wróciło?- zapytał cicho.

- Znów stanelibyście po dwóch stronach, nie obok siebie, a na przeciwko
siebie- odpowiedziała równie cicho.

- Mylisz się- Paddy, zaprzeczył- Nie walczyłbym z nim o Ninę! Kocham ciebie!-

- Wiem. Bylibyśmy w tym samym obozie, wybaczylibyśmy jej zniknięcie,
wspierali. Bo mimo wszystko jesteśmy do siebie podobni, potrafimy
wybaczać. Bylibyśmy w tym samym obozie dopóki byś się nie zakochał…-

- Nie zakochałbym się, Lena- odpowiedział pewnie, wstał, nie chciał aby żona
spojrzała mu w oczy, czytała z nich jak z otwartej książki- Chyba znasz Jimma,
lepiej niż on sam- zaśmiał się nerwowo.

- Szkoda, że ty go tak dobrze nie znasz. Rozumiem go, i jego lęk ma sens- objęła
męża- Rozmawiamy o czymś abstrakcyjnym. Chodźmy spać- ruszyła w stronę
schodów.

- Wiesz, że Nina chciała zostawić Jimma?- usłyszała głos męża, odwróciła się,
spojrzeli na siebie.

- To nie zaczy, że go nie kochała…Ja też chciałam odejść od ciebie, i to nie raz
a nigdy nie przestałam cię kochać. Ja też chciałam zniknąć, myślałam, że nie
donoszę ciąży, ale nie potrafiłam tego zrobić. Nina, nigdy nie zostawiłaby Jimma-
ruszyła przed siebie.

………………………..

Jimmy, zbyt głośno trzasnął drzwiami, padał z nóg, cudem nie zasnął za
kierownicą, w dodatku pił. Miał za sobą wyjątkowo koszmarny dzień, wieczór,
noc. Dochodziła czwarta nad ranem, świat powoli zaczął się budzić ze snu.
Wszedł do domu, żałował, że wczoraj pojechał do Kolonii, powinien pojechać
gdzieś sam, odregować…Zatrzymał się na schodach…Jak mógł chociaż przez
ułamek sekundy pomyśleć, że Nina, mogłaby odejść, że żyje?! Wariował! Nigdy
więcej nie da się sprowkować! Nigdy! Nie będzie rozmyślał, analizował! Koniec!
Nigdy więcej nie zwątpi w Ninę, czuł się podle, miał wrażenie, że zdradził pamięć
o niej.

Na podłodze leżała Cleo! Jego ukochana Cleo! A wokół niej pute butelki, upadł
na kolana, doczołgał się do kobiety, potrząsnął nią, nie reagowała- Cleo…- szepnął,
jej ciałem szarpnęły torsje- Cleo- wziął ją na ręce, była taka lekka, bezbronna- Cleo!- wrzasnął wybiegając z domu.

…….

- Może pan wejść- przed nim stał lekarz, Jimmy, wstał- To zwykłe zatrucie
alkoholowe. Zrobiliśmy płukanie żołądka, podaliśmy kroplówkę, wieczorem
pani Jones zostanie wypisana. Zalecam udanie się do poradni…- Jimm,
minął lekarza, wszedł do środka.

Po jego policzku spłynęła łza, tak bardzo ją kochał, ale wciąż ją krzywdził!
Wczoraj jej nie zostawił, chciał tylko pobyć sam, pomyśleć…Ale jednak
pojechał do Kolonii, zawiódł ją, czuł się jakby podał jej butelkę z alkoholem.

- Hej- usłyszał jej słaby głos.

Otarł łzy, podszedł bliżej, czuł wstyd, nie wiedział jak zacząć, co powiedzieć.
Dotknął jej szczupełj dłoni, łzy kapały na jej białe prześcieradło-Jimmy, to nie
twoja wina- usłyszał- Nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Nie wiem co
mnie napadło- zacisnęła powieki.

- Miałaś prawo być zła…-

- A ty miałeś prawo wyjść-

- Przepraszam-

- Ja też przepraszam. Wstyd mi- szepnęła.

Czuł to samo, było mu wstyd- Jesteś silna, damy radę- usiadł na łóżku.
- Nie pozowlę ci nigdy więcej sięgnąć po alkohol- głaskał jej włosy.

- Jak mogłam zrobić to samej sobie-

- Czasem upadamy, to normlane- uśmiechnął się- Kocham cię-

- Ja, ciebie też. Dowiedziałeś się czegoś wczoraj?- wbiła w niego wzrok,
widział w jej oczach strach.

- Dowiedziałem- westchnął kładąc się obok niej – Dowiedziałem się, że gdyby
Nina wróciła, co jest kompletnym szaleństwem, ja zostałbym z tobą. Na zawsze-
trzymali się mocno za rękę- Czy chcesz zostać ze mną na zawsze?Na dobre
i złe? W zdrowiu i szczęściu?Dopóki śmierć nas nie rozłączy?- odwrócił twarz
w stronę kobiety, z jej oczu popłynęły łzy.

- Chcę. Dopóki śmierć nas nie rozłączy?-

- Chcę- pochylił się aby ją pocałować- Teraz podróż poślubna- wyciągnął ramię a
ona położyła na nim głowę.

- Najpierw Irlandia? Toskania?- zapytała.

- Rozmawiałem z Meike, dzieci zostaną z nią dwa tygdonie, jadą do jej
rodziców. Meike, czuje się trochę lepiej, chce się zregenorwać. Więc…-

- Więc…-

- Wieczorem pakujemy się i jutro lecimy…Gdzieś na koniec świata, ty
wybierasz!- pocałował ją namiętnie.

- Naprawdę?- nie kryła wzruszenia.

- Naprawdę- położył się na niej- Zabieram cię do domu- wsunął dłonie
pod jej cienką koszulkę.

- Jimmy!- pisnęła- A co z twoją promocją?!-

- Walić ją!-

……………………………….

Dwa dni później. Toskania.

- Jimmy poleciał do Saint Croix!!!- darła się Elsa stojąc w drzwiach sypialni.

- Słuch mam dobry- minął ją Luk- Jimmy i Cleo- poprawił ją- Jadę na trening
z Lucasem, znów się z kimś pobił!- nie krył złości.

- Pojedź i załatw to w końcu!- blondynka skrzyżowała ramiona.

- Żebyś wiedziała, że to załatwię! Lucas dostanie szlaban na piłkę!- zaczął
się przebierać.

- Chyba żartujesz!- naskoczyła na męża- Potrząśnij trenerem!-

- Zaraz potrząsnę tobą!- wyrwało mu się- Pamiętasz Tea?!- spojrzał w oczy
żony- Mieszka w fatalnych warunkach, jest skromny, skryty…Nie widziałem
go już od pół roku! – rzucił w kąt dżinsami- Na święta dostał ode mnie piłkę i
wiesz co zrobił? – Elsa nie wyglądała na poruszoną- Oddał ją dzieciom w
Aleppo, które nigdy takiej nie widziały! A Lucas awanturuje się każdego dnia!
Każdego pieprzonego dnia!!!- nerwy mu puściły- Najnowsze korki, orginalne
stroje, piłki podpisane przez piłkarzy!!! I nie potrafi wysiedzieć tygodnia na
ławce rezerwowej!- darł się- A ty każesz mi to załatwić kasą albo nazwiskiem!-
wciągnął spodnie dresowe, bawełnianą koszulę i wyszedł.

- Luk!- Elsa dogoniła męża na podjeździe przed domem- Luk!- zatrzymała go.
- Chyba się zapomniałeś?-

Może faktycznie? Otarł twarz- Przepraszam. Ta sprawa z Niną, ciągłe
histerie Lucasa…Martwię się o Tea- wyznał, usiedli na ławce- Nie mam
kontaktu z Olivią-

- Niech ktoś tam pojedzie-

- Kto?!-

- Pojechałabym z tobą- spojrzał na żonę- Naprawdę, ale sam rozumiesz-

- Wiem, kochanie- przytulił żonę- Elsa, chciałbym polecieć do Afryki. Tydzień-
milczała, przygryzła usta- Tylko tydzień i zabiorę ze sobą dzieci…-

- Nie!- wrzasnęła- NIE!-

- Polecę z dziećmi. To postanowione- nie pozwolił jej wstać- Tydzień-

- Nie! Nie zgadzam się!- pokręciła głową.

- Paddy z Leną jutro tu będą, polecicie na tydzień do Irlandii. Do Angelo-
musnął jej zaciśnięte dłonie- A jak wrócę, polecimy gdzieś razem- otarł
jej łzy, zaprzeczyła ruchem głowy ale nic nie powiedziała- Dbaj o nasze
dziecko- wybuchła płaczem.

Rozdział 282- Requiem

Rozdział podzielny na 2 części bo miałby 6000 słów ;) Zawsze chciałam
napisać ten rozdział, ale nie sądziłam, że do tego dojdzie ;) Na końcu
wrócimy do normalności ;) Już wcześniej pisałam, że będzie wyjaśnione
w racjonalny sposób ;) Pozdrawiam

…..

-Pamiętnik Niny- szepnął blady niczym duch Luk- Jej ostatni pamiętnik-
wziął go do rąk, wpatrywał się w niego jakby widział go po raz pierwszy
a tak naprawdę dobrze znał  każdą zapisaną kartkę, każde wyznanie
przyjaciółki. Od jakiś dwóch lat już do niego nie zaglądał, ale wcześniej
bywały wieczory, że przeżywał wszystko od nowa, rozpamiętywał, pytał
samego siebie czy mógł zrobić coś inaczej? Czy można było uniknąć jej
śmierci? Elsa, coś krzyczała ale jej nie słuchał, wertował kartki, na przed
ostatniej stronie było coś zakreślone i to nie przez jego przyjaciółkę.

- Cicho!- warknął, nie zauważył, że Elsa trzyma się za brzuch, że na jej
twarzy pojawił się grymas bólu.

” Szczęście to pojęcie względne, dla każdego znaczy coś innego. Jednym
do szczęścia potrzebne jest pełne konto, innym, idealny wygląda a jeszcze
innym, ukochana osoba u boku. Czym jest dla mnie ? Moje szczęście jedno
ma imię. Jimmy. Ale moje szczęście nabiera innego wymiaru, zmienia się.
Chciałabym być zdrowa…Chciałbym żyć a wiem, że umieram,każdego dnia
jestem bliższa śmierci, już wiem jak ona wygląda, nieraz patrzyłam w jej
puste, głębokie niczym dno studni oczy, czułam jej zimną, kościstą dłoń
na swoim ramieniu. Nie mogę cały czas przed nią uciekać, może czas
się poddać? Chciałabym być zdrowa i żyć spokojnie, wręcz nudno. I chyba
tym by dla mnie było szczęście. Oddałabym wszystko za zdrowie. Wszystko.
Zapłaciła najwyższą z cen, zawarła pakt z samym diabłem. Zostawiłabym
to wszystko w zamian za zdrowie. Tutaj nigdy nie będę normalna, miłość
do Jimma, mnie wypełnia, napędza, ona mną rządzi, czasem przytłacza
a czasem unosi w powietrzu. I nasuwa się kolejne pytanie, czym jest
normalność? Tym światem, domem i moim małżeństwem ? Czy czymś
całkowicie innym? Wiem, że można żyć inaczej, normalnej. Kiedyś już
tam byłam, daleko na innym kontynencie, za górami, lasami za oceanami.
W mojej głowie przeplatają się dwa światy, walczą o moją uwagę, wiem,
że teraz jestem w prawdziwym świecie. W świecie gdzie jest Jimmy,Luk,
Elsa , w tym innym ich nie ma. Nie ma bólu, łez, strachu, jest inaczej,
może lepiej? Może ten świat to iluzja, fikcja? Może umierając zaczyna
się nasze prawdziwe życie? Może wszystko co nas otacza to iluzja
umysłu? Jeśli stracę świadomość to znaczy, że umarłam, że przegrałam
walkę i Niny Kelly już nie ma. Nie chcę żyć w innym świecie niż Jimmy,
nie chcę dla niego takiego życia! Nie chcę żeby się mną zajmował, żeby
miał chorą żonę. Więc kiedy ten drugi świat wygra, ja umrę nie tylko dla
siebie ale i dla niego”.

Czuł płynące strużki potu po swoich plecach, zrobiło  mu się słabo, musiał
usiąść. Rozejrzał się, usiadł obok bladej żony na marmurowych schodach.
Nagle te słowa nabrały innego znaczenia.

- Ten pamiętnik leżał w sejfie. W Kolonii- wyjaśnił- Tylko ja znam szyfr-

- Więc ktoś się włamał?- zapytała cicho.

- Dom jest  monitorowany, strzeżony. Gdyby było włamanie, ktoś by do
nas zadzwonił-

-Może Paddy, zapomniał wbić kod od alarmu?-

- Wtedy tez ktoś by dzwonił…Ten pamiętnik został skradziony…Ktoś
musiał zostać wpuszczony do środka, albo znać kod…To nie ma sensu!-

- Ktoś znowu się nami bawi, nie mam do tego siły- westchnęła Elsa- Ktoś
chce nas przestraszyć?  - z jej gardła wydobył się nerwowy śmiech-  Nie
mam zamiaru w tym uczestniczyć!- trzymając się za brzuch, wstała.

- Źle się czujesz?-

- Nie, ale położę się. O co chodzi? O Kellych? O to, że jesteśmy bogaci?-

- Nie wiem. ale ktoś się włamał. Sprawdzę to- wyjął z kieszeni telefon.
- I polecę do Kolonii, sprawdzić czy coś jeszcze nie zginęło-

- Ja zostaję,nie dam się w to wciągnąć- bardzo powoli udała się do ogrodu.

……………………

Paddy wybiegł na zewnątrz ale zaraz drogę zagrodziły mu fanki- Odsuńcie się!-
warknął, ktoś wciągnął go do środka, ktoś inny zasłonił rolety, ogarnął go mrok,
poczuł silne szarpnięcie- Co ty odwalasz?! Jak kobieta?- wrzasnęła Cleo.

- Nina- to  jedno imię wystarczyło by powietrze między nimi stało się gęste,
wręcz duszące a czas jakby na chwilę się zatrzymał- Ona tam była!- zaczął
krążyć po pustej sali- Albo…Albo ktoś bardzo do niej podobny!- złapał się
za głowę, coś jeszcze mówił, krzyczał ale Cleo już go nie słuchała.

To co mówił Paddy, było tak absurdalne,że aż śmieszne, roześmiała się
siadając. To musiał być ktoś podobny, z drugiej strony Paddy, na co dzień
nie mówił o Ninie, nie szukał jej, nie wariował! Nigdy wcześniej go takiego
nie widziała! Gdyby Nina wróciła…Ale skąd? Z zaświatów? Przecież to
absurd! – Na pewno ją z kimś pomyliłeś!- wrzasnęła- Opanuj się!-

Do sali wbiegł Jimmy- Potrzebuję rozmawiać z kimś z obsługi!- wrzeszczał.

Na schodach pojawiła się Lena z Niną na rękach, Paddy zerknął na
nią, nie mógł zrobić kroku- Co się stało?- to ona podeszła do niego.

- Szukam…Ktoś mi to przyniósł. Szczupła, blondynka…- Jimmy, awanturował
się z menedżerem hotelu i restauracji- Wołać mi tę kobietę! Ale już!-

Patrick,minął żonę, podszedł do brata, wyjął kolorowe pudełko z jego dłoni.
Obrączka. Dobrze znał tę obrączkę- Widziałem ją- szepnął- Widziałem ją-
powiedział głośniej, Jimmy, zamilkł i spojrzał na brata- Ona tu jest-

- Co ty pierdolisz?- warknął blady Jimmy- Co ty odpierdalasz?!- popchnął
brata. Przecież on też ją widział! W Dortmundzie! A przynajmniej tak mu
się wydawało.

- Kogo widziałeś?- Lena, uspokajała córkę.

- Ninę- odpowiedziała cicho Cleo, ociągając się wstała, podeszła do
Jimma, zerknęła na obrączkę, bardzo delikatnie dotknęła jego różańca
na szyi, przeplatał się z cienkim, złotym łańcuszkiem na którym wisiała
obrączka. Dokładnie taką samą trzymał w dłoni, tylko mniejszą. Spojrzała
na niego ale Jimmy, na nią nie patrzył, poczuła się przezroczysta, jakby
nie istniała…Tak bardzo go kochała!

Wysoki mężczyzna który był menedżerem, wprowadził kobietę która
wręczyła Jimmowi, podarunek- Kto ci to dał?!- naskoczył na nią muzyk.

- Jakaś fanka- powiedziała cicho.

- Jak wyglądała?! Kim była?!- Cleo, zobaczyła dawnego Jimma, który
wrzeszczał, szarpał przerażoną kobietą i odpychał każdego kto do niego
podchodził. Był ogarnięty furią. Wystarczyło jedno imię, jedna obrączka
i Jimmy zapomniał o całym świecie, zapominał o niej. Imię Nina, była
niczym zapałka która rozpala pożar i niszczy wszystko wokół. Musiała
wyjść na zewnątrz, zaczerpnąć powietrza, miała wrażenie, że się dusi.
Nikt jej nie zatrzymał, Jimmy, za nią nie pobiegł…Była niewidzialna…

- Panie Kelly, proszę się uspokoić- tłumaczył menedżer, dziewczyna
płakała- Podeszła jakaś kobieta, miała rude włosy, kapelusz, poprosiła
żeby to przekazać Jimmowi Kelly, włożyła do kieszeni sto euro. To się
często zdarza- powtarzał wersję kobiety- Na ogół są to wyrazy sympatii-

- Uspokójcie się!- Lena, odzyskała głos- Państwu już dziękujemy- spojrzała
na obsługę hotelową- O czym Wy do cholery mówicie?! O Ninie? Przyszła
na koncert?! Wysłała obrączkę?!- szatynka ani przez chwilę nie pomyślała,
że przyjaciółka może żyć! W ogóle o czym oni wszyscy mówili?!- Patrick,
uspokój się!- naskoczyła na męża- Kogo widziałeś?! Ninę?!- wbiła w niego
wzrok.

Paddy, zobaczył w oczach żony niedowierzanie, irytację- Ktoś mocno złapał
mnie za rękę, odwróciłem i…- wciąż ją widział przed oczami- Kobieta wyglądała
jak Nina, no trochę inaczej- przetarł twarz- Nie mówię, że nią była ale była
podobna! Gdyby Nina żyła powiedziałbym, że przyszła na koncert i pociągnęła
mnie za rękę!- relacjonował wyciszając telefon, Luk,  wciąż dzwonił.

- Ludzie bywają podobni…Wiele kobiet ma rude włosy!- postawiła córkę
na nogi- Skąd w ogóle taka myśl, że to może być Nina?! Sugerujesz, że
zmartwychwstała?!- obaj bracia słuchali słów Leny, słyszeli jak brzmi
to absurdalnie!- No słucham, Kelly, co sobie pomyślałeś?- zapytała męża,
który nagle się uspokoił,spuścił wzrok- Ok, rozumiem, że mogłeś się
pomylić, ale na Boga! Co ty sugerujesz?! A ty?!- przeniosła wzrok na
Jimma- Takich obrączek jest setki,tysiące! Ok, wygląda to mega dziwnie,
ale Nina nie żyje, więc…Musi istnieć jakieś sensowne wytłumaczenie!-

Jimmy, chciał powiedzieć, że też ją widział, że widział kogoś podobnego
ale słowa Leny, sprowadziły go na ziemię!

- Opanujcie się! Ok, możemy to zgłosić- podeszła do Jimma, wzięła
obrączkę- Nie takie żarty nam, wam serwowano! Zoe i Claudia, nie żyją,
więc…Więc ta sprawa musi mieć logiczne wytłumaczenie! – powtórzyła
się- Jimmy, znów jesteś na szczycie, podobasz się kobietom, to pewnie
jakiś głupi żart- wzięła z jego dłoni obrączkę i schowała ją w pudełku.

- To jej obrączka. Pochowałem ją z obrączką na palcu- powiedział cicho.

- Jimmy!- wrzasnęła Lena, Nina, podbiegła do mamy, złapała jej długą
spódnicę- Więc co sugerujesz?!- szatynka była wściekła- No słucham?!-

W sali zapanowała cisza- No tak myślałam!- Lena, wzięła córkę na ręce.
- Powinniście być przygotowani na różne sytuacja, nie takie rzeczy w życiu
widzieliście! Nina, nie żyje więc jak mogła przyjść na koncert i zdjąć obrączkę?-
prychnęła ze złością- Paddy, nie zostajemy tutaj na noc. Wracamy do domu!-

- Wiem, że to jej obrączka…-

- Jimmy! – Lena, podeszła do przyjaciela- Skąd?! Grawerowaliście tylko
swoje imiona! Nic więcej! Nie były robione też na specjalne zmówienie jak
na przykład nasze! Są…Przeciętne!- nie wytrzymała.

……

Nadin, pociągnęła usta czerwoną szminką, oblizała usta, założyła okulary
i kapelusz. Zadowolona ruszyła przed siebie, już miała zaczepić ochroniarza
kiedy dostrzegła Cleo- Hej!- podeszła, zauważyła, że kobieta ociera łzy.
- Od dwóch dni jestem w Magdeburgu, na pokazie kulinarnym- wyjaśniła.
- Zobaczyłam plakat Patricka i przyjechałam na koncert, widziałam co się
stało- przygryzła usta- Nic mu nie jest?- zapytała z troską w głosie.

- Już wszystko ok- odpowiedziała cicho Cleo, spojrzała na paczkę papierosów
którymi poczęstowała ją Nadin, sięgnęło po jeden.

- Też nie palę- uśmiechnęła się Nadin- Tylko w nerwach- odpaliła papierosa.

- Czym się denerwujesz?-

- Ślubem-

- Powinnaś się cieszyć-

- I cieszę- odpowiedziała- Ale jest i stres ale to chyba normalne?-

- Nie pamiętam co czułam przed swoim ślubem- Cleo, zaciągnęła się
nikotyną.

- A co czujesz teraz?- kobiety usiadły na schodach, po przeciwnych końcach.

- Nie wychodzę za mąż- odpowiedziała z ironią szatynka, dogasiła papierosa.

- Ale jesteś w związku, chyba w szczęśliwym, czujesz lęk?-

- Czy czuję lęk?- powtórzyła Cleo- Ten związek to miłość, namiętność, radość
ale i lęk, ból…Tak, czuję lęk- sama nie wiedziała dlaczego odpowiedziała na
to pytanie- Ufam mu ale jednocześnie jestem go niepewna. Dzisiaj czuję się
niepewna…- zamilkła, wstała- Nie chcę o tym rozmawiać-

- Pewnie chodzi o Ninę- Nadin, podeszła bliżej- Trudno żyć u boku takich
wspomnień- szepnęła stojąc za jej plecami- Myślę, że Nina gdyby żyła…
Nie znałam jej ale myślę, że dałaby ci jedną radę- ściszyła głos-  Biegnij,
Cleo! Uciekaj!- szatynka wzdrygnęła się, po jej szyi przebiegł zimny dreszcz,
poprawiła włosy- Ale nie żyje- powiedziała pewnie Cleo.

- Nie żyje – zgodziła się z nią, Nadin.

- Chcesz się przywitać?- Cleo wskazała na drzwi.

- Jasne- Nadin, uśmiechnęła się- Elsy, chyba nie ma?- zapytała udając
przerażenie.

- Nie ma- szatynka nie mogła się nie uśmiechnąć.

- Mamcie gościa- Cleo, weszła jako pierwsza- I nie jest to Nina- ich oczom
okazała się Nadin. Patrick,  zauważył, że miała na sobie na ten sam kapelusz
co kobieta w tłumie, ale to nie była ona! Nie pomyliłby ich! Były siostrami ale
nie były uderzająco podobne!

- Wpadłam na koncert, jestem od kilku dni w Magdeburgu…- podeszła by
się przywitać- Paddy,mam nadzieję, że nie poniosłeś większych obrażeń-
dotknęła jego przeciętego policzka- Jimmy- przytuliła muzyka- Lena-
spojrzała na milczącą szatynkę- Witaj- wyciągnęła dłonie ale kobieta
odsunęła się- Jaka już jestem duża- uśmiechnęła się do dziewczynki.
- Moja siostra też się nazywa Nina-

- Nazywała- poprawiła ją Lena- Tak po prostu wpadłaś na koncert?-

- Tak po prostu- Nadin, wytrzymała jej spojrzenie- I chciałam porozmawiać
z tobą, przeprosić-

- Nadin, nie dzisiaj. Przyjedź do nas, tak normalnie, bez pojawiania się
i znikania, bez kombinowania. Pomyliliśmy się co do ciebie- rzekła z
wyrzutem w głosie- Pomogliśmy ci-

- A ja wam- odpowiedziała- Czy się pomyliliście? – zamyśliła się- Na pewno
się pomyliliście co do wyobrażenia o mnie- szatynka zamilkła, może Nadin
miała rację? – Chyba przyszłam nie w porę- wszyscy milczeli- Jestem w
Niemczech jeszcze przez tydzień, zadzwonię i przyjadę. Porozmawiamy-

-Ok-Lena, kiwnęła głową.

- Ja też jadę do domu- oznajmiła Cleo, dziękowała Bogu, że to był ostatni
koncert a teraz czekał ją miesiąc no może niecały miesiąc urlopu.

Jimmy, drgnął, jakby nagle wrócił do świata w którym żył, podszedł do
szatynki- Pójdę po nasze walizki- szepnął.

- Ok- nie spojrzała na niego.

- Cleo…-

- Nic nie mów!- podniosła głos, czuła na sobie wzrok Patricka- Nic nie
mów- dodała już nieco ciszej- Po prostu idź po nie i wracajmy do domu-
sięgnęła po laptop, torebkę i dżinsową kurtkę po czym nie żegnając się
z nikim wyszła.

- Ty też idź po bagaże, zapakuję Ninę do samochodu- rzekła Lena
wkładając córkę do wózka, chwilę z nią spacerowała, kiedy dostrzegła
Patricka z walizkami, przełożyła córkę do fotelika. Kątem oka obserwował
Patricka, rozmawiał ze swoimi znajomymi, coś im tłumaczył- Jedziemy do
domku- uśmiechnęła się ciepło do dziewczynki. Delikatnie zamknęła drzwi
od samochodu, położyła dłoń na klatce piersiowej, wszystko w niej buzowało!
Miało być już tylko spokojnie…I będzie- I będzie- rzekła na głos. To tylko
jakiś głupi żart! – Wszystko jest ok…-

- Wszystko ok?- podskoczyła na dźwięk czyjegoś głosu, odwróciła się
i spojrzała na mężczyznę w czapce z daszkiem i okularach.

- Mark?- wydukała- Mark- nie chciała żeby pomyślał, że nie pamięta
jego imienia, wysiliła się na uśmiech ale mimika jej twarzy zdradzała
zdenerwowanie.

- Zauważyłem cię i chciałem się tylko pożegnać, z twoim mężem już
się pożegnałem. Zaprosił mnie do was- uważnie obserwował wyraz
jej twarzy.

- Jasne, przyjedź- tym razem udało jej się naturalnie uśmiechnąć- Paddy,
zaprasza do domu niewiele osób, cieszę się, że was poznał- zerknęła na
męża i jego znajomych, zauważyła, że się żegna.

-Cieszę się, że cię poznałem- uścisnął jej dłoń- Paddy jest wyjątkowy i
ma wyjątkową żonę. Na pewno wszystko ok? Ten wypadek Patricka…-

- Ok. Wszystko ok, gwiazdorzy to ma – zażartowała, nie czuła się
najswobodniej w jego towarzystwie- O idzie Patrick!- ucieszyła się.
- Teraz już wszystko jest ok- pocałowała męża- Do zobaczenia-
pożegnała się z mężczyzną i wsiadła do samochodu.

- Nie uważasz, że Nadin jest dziwna? – Paddy, zerknął na żonę prowadząc
samochód, jechali już jakieś czterdzieści minut.

- Nie wiem. Może- odpowiedziała pijąc kawę- Dawno jej nie widziałam-

- Jimmy, podejrzewa, że może też chorować-

- To mało prawdopodobne…Nie wiem, ciekawe czy nas odwiedzi- zdjęła
ciemne okulary, zerknęła na córkę która smacznie spała.

- Ciekawe-  zamyślił się Patrick, dzwoniła Elsa, przysłuchiwał się rozmowie.
Wynikało z niej, że i Luk dostał jakiś ”prezent” Lena, streściła przebieg
wydarzeń w Magdeburgu. Kiedy tylko zakończyła rozmowę, zapytał- Co
się dzieje?-

- Luk, dostał pamiętnik Niny, jej ostatni, ten który powinien leżeć w jego
sejfie w Kolonii- westchnęła- Mam dość, nie śmieszą mnie te żarty-

- Lena, myślę, że coś jest na rzeczy…-

- Paddy, ale co?!- zdenerwowała się- Znowu jakaś psychofanka?! Takie
rzeczy nie dzieją się na co dzień! Rozumiem raz! Claudia była chora,
pokierowała Zoe, której siostra popełniła samobójstwo! Ok! Ale to się
mogło wydarzyć raz! Raz!- dodała z naciskiem- Nina, nie żyje a Nadin…
Chyba, że Nadin, odbiło!- już sama nie wiedziała w co ma wierzyć!

- Zapisałem kod od sejfu na jakiejś kartce, Luk, poprosił mnie o jakieś
dokumenty, chyba nie wyrzuciłem tej kartki…W ręce wpadło mi zdjęcie
Niny, wspominałem, wtedy wpadł Jimmy, wściekł się, później ty – dotknął
dłoni żony-  A jeszcze później Nadin, korzystała z łazienki na górze. To
mogła być tylko ona- podzielił się swoimi spostrzeżeniami.

Lena, zacisnęła dłonie na skroniach- Głowa mi pęka, mam dość.
Pogadamy z Nadin, myślę, że to wszystko można wyjaśnić. Już kiedyś
myśleliśmy, że Nina wróciła- zaśmiała się gorzko- A to była właśnie
Nadin- spojrzała na męża- Myślałeś, że chciałam popełnić samobójstwo
a zostałam napadnięta. Wszystko się wyjaśniło, teraz też wszystko się
wyjaśni. Pomyśl o tym jak zobaczyłam cię z Livią, tylko zdejmowała twoją
koszulkę a dla mnie wyglądało to tak jakbyście szli do łóżka- zakończyła.

- Możemy do tego nie wracać?-

- Ok. Widziałam jak bardzo wstrząsnęło to Cleo- szepnęła.

- Zauważyłem-

- Mam nadzieję, że u nich wszystko ok-

- Oby- westchnął Patrick.

…………

Prawie całą drogą do domu pokonali w milczeniu, Cleo, prowadziła, co
jakiś czas zmieniła płyty, Jimmowi od głośniej, dudniącej muzyki prawie
pękła głowa, ale udawał, że śpi. Oboje nie chcieli rozmawiać, nie teraz.

Kiedy w końcu zaparkowała na podjeździe, wyskoczyła z samochodu i
ruszyła w stronę domu, kiedy Jimmy zajrzał do sypialni, leżała nadal w
ubraniu, zwinięta w kłębek. Bez słowa położył się obok niej, przytulił ją
do siebie- To nie moja wina ale przepraszam- szepnął.

- Boję się, Jimmy. Boję się, że cię stracę- w końcu dała upust emocjom
i uderzyła w płacz.

- Nie stracisz mnie- odpowiedział pewnie, jeszcze mocniej ją do siebie
przytulił. Tej nocy nie padły żadne słowa, nie kochali się,  nie spali,
zwyczajnie byli ze sobą, objęci, pogrążeni we własnych myślach, lękach.

………………

Dochodziła szesnasta kiedy Jimmy, wszedł na balkon, szatynka nie
zauważyła go. Siedziała z podciągniętymi kolanami pod brodę, obok
stała zimna już kawa. Położył na niewielkim, okrągłym stoliku talerz z
kanapkami i kubek z miętą i melisą- Zjedz coś- zacisnął dłonie na jej
zgarbionych plecach.

- Nie chcę- nie patrzyła na niego, patrzyła przed siebie w gęsty las.

- Porozmawiajmy- prawie cały dzień nie rozmawiali, Jimmy, rozmawiał
przez telefon z Paddym, Lukiem z Meike, dzieci zostały na kilka dni u
niej, Cleo, większość dnia przespała, a kiedy już wstała, zaszyła się na
balkonie- Porozmawiaj ze mną- odwróciła ją przodem do siebie.

Zauważyła, że jest ubrany jak do wyjścia- Gdzie idziesz?!- podniosła głos.

- Spotkam się z Patrickiem- wyjaśnił.

- Gdzie?!- ogarnęła ją panika.

- Jadę po niego i jedziemy za miasto…-

- Chodzi o Ninę?! O nią prawda?!- poderwała się przewracając krzesło,
po jej bladych policzkach płynęły łzy, odepchnęła go od siebie- To się
znowu zaczyna?! – wbiła dłonie we włosy.

- Cleo! Uspokój się- zacisnął dłonie na jej szczupłych nadgarstkach.
- Kochanie, spokojnie- poprosił cicho- Nie chodzi o Ninę, ale nie możemy
udawać, że nic się nie wydarzyło- delikatnie zmusił ją by na niego spojrzała.
- Ktoś z nas zakpił, uderzył w nas…Chcemy tylko o tym pogadać- mówił
cicho, wolno- Nie pamiętam kiedy ostatnio spędziłem dzień z Paddym-
uśmiechnął się- Nina nas łączyła i dzieliła, zawsze coś nas łączyło i
dzieliło- szatynka połykała własne łzy- To co się wczoraj wydarzyło to
nie moja wina, ale muszę to przetrawić. Więc chyba lepiej jak zrobię to
z Paddym, co?- otarł jej łzy, uśmiechnął się ciepło.

- Nie patrzyłeś wczoraj na mnie…Nie widziałeś mnie…- wyrzuciła z
siebie.

Jimmy zamilkł, nie odrywał od niej oczu- Przepraszam, że przez chwilę
cię nie widziałem i zająłem się sobą! Ktoś zasugerował, że Nina żyje a
ja miałem się roześmiać!- podniósł głos a Cleo, skuliła się w sobie.

- Jak miałem się według ciebie zachować?!- krzyczał- Nie wysłałem sobie
tej obrączki! Nawet zapomniałem już o niej! Staram się! Kocham cię i chcę
żeby nam się udało! – odwrócił się do niej tyłem, zacisnął dłonie na poręczy.
- Musisz przyznać, że to co wydarzyło się wczoraj, najtwardszego by złamało!
Miałem prawo to chwili…Złości, słabości!- uderzył dłonią w balustradę.

- Gdybyś zobaczył swoją twarz…Swoją reakcję!-

- Mówimy o zmarłej!- wrzasnął odwracając się, Cleo, zrobiła krok do tyłu.
- Więc jaką miałem mieć twarz? Jak miałem zareagować? No powiedz
mi jak?!- milczała- Oboje musimy ochłonąć- ukrył twarz w dłoniach- Zjedz
coś, uspokój się, nie zrobiłem niczego złego- wodził palcem po jej nagim
ramieniu- Liczysz się tylko ty- przygarnął ją do siebie, pocałował w czoło.
- Jadę do Patricka, jutro wrócę- potarł pieszczotliwie jej plecy- Kocham cię-

- Będziecie jej szukał?- usłyszał wychodząc.

Zabrakło mu cierpliwości – Nie muszę jej szukać!- odwrócił się z impetem.
- Wiem gdzie jest!- krzycząc patrzył jej w oczy- Na cmentarzu! W każdej
chwili mogę do niej pójść! Nie muszę jej szukać!- wrzeszczał- Cleo, co
się z tobą dzieje? Dlaczego nam to robisz?!- zapytał- Nina nie żyje!-
szatynka szlochała.

-Uszanuj to proszę- wyszedł, chyba nigdy nie widział jej w takim stanie.
Słyszał za sobą jej kroki, dogoniła go przy drzwiach.

- Jimmy, nie odchodź- szarpnęła go za rękę.

- Nie odchodzę!-

- A gdyby ona wróciła?!- pytanie zawisło w powietrzu- Wtedy byś odszedł!-
stwierdziła płacząc.

- Nie muszę odpowiadać ci na to pytanie!- syknął otwierając drzwi ale zaraz
je zamknął, odwrócił się- Wtedy też bym został- odpowiedział patrząc jej w
oczy- Bo zmarli nie wracają, a gdyby jednak wróciła to by znaczyło, że nigdy
nie umarła, że moja żałoba, moja rozpacz…To wszystko by wtedy nie miało
sensu- podszedł bliżej- To by oznaczało, że odeszła…Że uciekła w najgorszy
z możliwych sposobów, że mnie zostawiła bo nie chciała już ze mną być!
Że ze mnie zadrwiła!- podniósł głos, te słowa mimo, że niedorzeczne, bolały!
- Więc nie mielibyśmy o czym rozmawiać- wziął Cleo za ręce- Wiem, że to
dla ciebie zbyt wiele, rozumiem cię- przytulił ją do siebie- Zjedź coś i planuj
nasz urlop- uśmiechnął się- Zabieramy dzieci na tydzień  do Irlandii a później
zawieziemy ich do dziadków a my…To miała być jakaś wyspa?- musnął jej
mokre od łez usta- Już dobrze?- kiwnęła głową- Wrócę jutro do południa-
wyszedł.

Usiadła na schodach, przetarła zapłakane oczy, co się z nią dzieje? Bała
się, że straci Jimma, ale przecież do tego nie dojdzie! Pojedzie na zakupy,
kupi coś do jedzenia, wieczorem przejrzy oferty i rano wróci Jimmy, wszystko
wróci do normy! – Wstań Cleo i pojedź na zakupy!- wrzasnęła. Ale jej ciało
nawet nie drgnęło, czuła, że nie ma siły, otępiał ją ból psychiczny jak i
fizyczny, nie mogła się poruszyć.

……………………..

-Kochanie, nie zjem kolacji. Wychodzę- oznajmił Paddy wchodząc do kuchni.

- Ok- odpowiedziała krojąc warzywa, podała kawałek jabłka, córce.
- Gdzie?-

- Umówiłem się z…Jimmem- Lena, spojrzała na męża.

- Z Jimmem. Super- przyglądała mu się uważnie- Nie pamiętam kiedy
razem gdzieś wychodziliście…-

- No właśnie ja też. Jedziemy za miasto, napijemy się…Jimmy, musi
odreagować- Paddy, zarzucił na siebie kurtkę.

- Wiesz, że Jimm na co dzień nie pije…A tobie alkohol nie służy- wrzuciła
warzywa do miski- Uważajcie!- pogroziła mu nożem.

- Nie martw się- pocałował córkę i objął żonę- Będę jutro- musnął jej szyję.

- Patrick…Chodzi o wczorajsze wydarzenia, prawda?- skrzyżowała ramiona
i stanęła w drzwiach, patrzyła jak zakłada buty.

- Trochę tak-nie chciał kłamać- Cleo bardzo się przejęła, Jimmy, chce jej
dać chwilkę, nie chce przy niej tego przerabiać-

- Ok, pozdrów go i powiedz, że wpadniemy na grilla- pomachała mu i
zniknęła w kuchni.

……………………

- Cleo, bardzo to poruszyło- odezwał się Jimmy, w drodze do Kolonii.
- Chyba bardziej od nas, nigdy jej takiej nie widziałem- patrzył posępnie
przed siebie.

- A ja już ją taką widziałem- odpowiedział Paddy- I zawsze chodziło o ciebie,
albo o…Ninę. To dla niej koszmar!-

- Ale tym razem nic nie zrobiłem!- usprawiedliwiał się Jimmy.

- No akurat tym razem!- zaśmiał się Paddy- Co o tym wszystkim myślisz?-
zapytał patrząc w mrok za szybą.

- Nawet boję się myśleć-

- Myślę, że to sprawka Nadin i masz rację. Ona może być chora. Wykradła
pamiętnik, wie jaką nosisz obrączkę…Ale tam w tłumie, na koncercie to nie
była ona- zakończył cicho.

-I myślisz, że Nina przyszłaby akurat na twój koncert!- ryknął Jimmy.

- A dlaczego nie?!-

- Bo wcześniej była w Dortmundzie! Przyjechałaby do mnie!- samochód
zatrzymał się, bracia wpatrywali się w nocy, siedzieli w zupełnej ciszy.

- To jakiś obłęd!- Jimmy, miał dość, to zaczynało go przerastać- Paranoja!
O czym my w ogóle mówimy?!-

- To był po prostu ktoś bardzo do niej podobny- rzekł cicho Paddy- Jedźmy-

Jimmy, wysiadł z samochodu, kucnął przy drodze po jego twarzy płynęły łzy.
- Zostawiłem w domu Cleo, najwspanialszą kobietę na świecie…I jadę sprawdzić
czy Nina na pewno nie żyje! To chore! Przecież ją pochowałem! Skąd w ogóle
wpadliśmy na ten kretyński pomysł?- sam nie mógł w to uwierzyć!- Wracamy!-
otworzył drzwi od samochodu.

- Nie!- na dźwięk stanowczego sprzeciwu brata,spojrzał na niego- Jedziemy
do Kolonii!- Paddy, również podszedł do samochodu.

- I co?!- ryknął Jimm- Otworzymy trumnę?!-

- Dobrze wiesz, że nie- mimo mroku, intensywnie się w siebie wpatrywali.

- Po co nam to?- zapytał cicho Jimmy- Ktoś się nami bawi…Nadin a może
siostry? Pewnie mają teraz ubaw!- parsknął wsiadając do samochodu.

- Sprawdźmy to co chcieliśmy sprawdzić i wracamy – Paddy, zapiął pasy.
- Jedziemy do Kolonii- wbił wzrok przed siebie.

Jimmy jeszcze przez chwilę się wahał, miał ochotę zawrócić, powinien być
teraz w domu, przy Cleo….Włączył kierunkowskaz i włączył się do ruchu.

………………………………….

Mijały godziny, Cleo cały czas siedziała w tym samym miejscu, może na
chwilę zasnęła a może przez cały czas była świadoma tylko nie mogła
się poruszyć? W końcu wstała, bolała ją każda część ciała,weszła po
schodach, spojrzała na kuchenny zegar, dochodziła dwudziesta trzecia.
Poczuła głód i coś jeszcze…Żeby nie myśleć, otowrzyła lodówkę, wyjęła
z niej kilka pojemników i majonez. Na desce położyła kilka kromek,
posmarowała je majonezem, obłożyła plastrami szynki, sera, pomidor
i słodka papryka. Wgryzła się w kanapkę, przeżuła kilka razy i z trudem
przełknęła, wyjęła  z szafki czekoladę, nawet jej nie łamała tylko gryzła,
weszła do salonu. Chęć napicia się była coraz silniejsza, chwila zapomnienia
kusiła. Przecież przeszła terapię! Wygrała z nałogiem! Kiedy pokusa
stawała się nie do zniesienia, w ubraniu weszła pod prysznic, odkręciła kurek
z zimną wodą. Nie czuła zimna, czuła jedynie pragnienie. Stała bez ruchu
dobrych kilkanaście minut, dopiero kiedy zaczęła dzwonić zębami, wyszła.
Mokra, usiadła na kanapie, zerknęła w stronę barku. Wiedziała, że stoją
w nim dwie butelki whisky, dla gości, bo przecież nie miała z tym problemu!

Zostawiając za sobą mokre ślady, podeszła do barku, wyjęła dwie
butelki, nie patrzyła na nie, po drodze zgarnęła kluczyki. Wyszła na
balkon, wyrzuciła kluczki najdalej jak potrafiła, w gęsty las, żeby nie
mogła pojechać do sklepu po alkohol, najbliższy sklep znajdował się
osiem kilometrów od ich domu. Wróciła do kuchni, odkręciła butelki i
zaczęła wylewać ich zawartość, nale jedna wypadła jej z rąk, whisky
rozlało się po podłodze, czuła jej gorzki zapach, w myślach odtworzyła
jej smak, spojrzała na prawie pełną butelkę.

Rozdział 281- Higher Love

Mam nadzieję, że rozdział jeśli chodzi o poprawność jest ok, ale jestem
na telefonie i wrzucam na spontana ;) Myślami już na urlopie ;)

Końcówka jest inna niż Wam się wydaje, wszystko wyjaśnię, zaufajcie mi ;)
Zostały max 3 rozdziały ;)
…….

-Poprosiliście państwo o spotkanie przed rozprawą- sędzie spojrzał na
małżeństwo i ich adwokatów- Przychyliłem się do tej prośby, słucham-

Lena, wstrzymała oddech, od wczorajszej nocy unosiła się delikatnie nad
ziemią, wciąż czuła na ustach jego pocałunki, na ciele jego dłonie.Kochali
się na balkonie, szybko, pośpiesznie, jakby bali się, że to ich ostatni raz,
ale nie padły żadne słowa…Patrick, nie został na noc, wychodząc jedynie
namiętnie ją pocałował i powiedział krótkie ”do jutra” .

Było wiadomo, że nie mogą się rozwieść bo dalej się kochają ale…Spotkali
się dopiero przed salą rozpraw, Patrick mocno ją do siebie przytulił, wziął
za rękę i uśmiechnął się- Zakończmy to- powiedział. Rozmawiali z prawnikami,
ci poprosili o wcześniejsze spotkanie z  sędzią i oto teraz siedzieli na przeciwko
siebie.

- Nie będzie żadnego rozwodu- ciszę przerwał Patrick- Nigdy bym żonie
g nie dał- na twarzy Leny pojawił się szeroki uśmiech- Ma tutaj znajomości-
Paddy śmiał się patrząc na wzruszoną szatynkę- I pewnie gdyby się uparła
rozwiodłaby się ze mną, ale ja nigdy bym się na ten rozwód nie zgodził,
nie mógłbym się zgodzić bo to by oznaczało, że nas zdradziłem, że
przestałem w nas wierzyć, że przestałem ją kochać, że przestaję
oddychać, żyć. Żona i córka to całe moje życie- spojrzał z czułością na
żonę.

- Więc dlaczego mówiłeś, że stawisz się na rozprawie, że mnie nie
zawiedziesz?- musiała go o to zapytać- Myślałam, że pogodziłeś się
z naszym rozwodem-

- I stawiłem się. Chcę jedynie twojego szczęścia, uszanowałbym twoją
decyzję, ale z moich ust nie padłyby słowa, że się zgadzam – odpowiedział
cicho.

- Czyli pełnomocnicy wnioskują, żeby sprawę zdjąć z wokandy, rozwodu
nie będzie?- zapytał starszy mężczyzna uśmiechając się po gęstym wąsem.

- Nie będzie – powiedziała Lena patrząc Patrickowi w oczy.

- Cieszy mnie taki obrót sprawy. Powodzenia- sędzie wstał- A Panów,
zapraszam- zwrócił się do adwokatów.

Szatynka, wstała, śmiejąc się wpadła w rozwarte ramiona Patricka, była
szczęśliwa, wzruszenie odebrało jej głos- Kocham cię, Lena- szepnął.

- Kocham cię, Paddy- po jej policzkach płynęły łzy, ale było to łzy szczęścia.

- Przepraszam cię kochanie, z całego serca cię przepraszam- głaskał jej plecy,
włosy- Nigdy więcej cię nie zawiodę, obiecuję-

- Nic nie mów, nie wracajmy do przeszłości- poprosiła cicho, ujęła jego twarz
w dłonie- Mamy przed sobą całą przyszłość-

Roześmiał się przez łzy- Masz rację- objął ją, musnął jej włosy- Mamy siebie-

Objęci, szczęśliwi opuścili gmach sądu i weszli wprost na Cleo i Jimma.

- Rozwodu nie było?- zapytał przerażony Jimmy, Cleo, wstrzymała oddech.

- Nie było- pisnęła Lena i mocno przytuliła do siebie przyjaciół- Nie było!-

- Bo chcieliśmy już rzucać kapslem kto kogo będzie pocieszał- żartował Jimmy.
- No Parick- Jimmy, spojrzał na brata- Znowu ci się udało- klepnął go w plecy.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę- mężczyźni przez chwilę patrzyli na siebie.
- Cieszę się bracie- przygarnął go do siebie- Naprawdę bardzo się cieszę-
Paddy, mocno zacisnął ramiona wokół Jimma, uszedł z niego cały stres,
popłynęły łzy.

- Cleo wraz z Jimmem, bardzo o ciebie walczyli, do ostatniego dnia mnie
do ciebie przekonywali- rzekła Lena, trzymając dłoń menedżerki- Tacy
przyjaciele to skarb- przytuliła ją do siebie.

- Dziękuję wam- Paddy, otarł łzy.- Wow!- wypuścił powietrze- Stres ze mnie
schodzi- roześmiał się.

- Ze mnie też!- śmiała się Lena- Potrzebuję alkoholu!- wrzasnął i zaraz
zatkała dłonią usta- Boże! Przepraszam!- zawstydzona spojrzała na Cleo

- Nie przepraszaj! Tylko stawiaj szampana i dobry sok!- objęła przyjaciółkę.
- Gdybyście się rozwiedli chyba bym straciła wiarę w miłość-

- A my to co?- Jimmy, udawał oburzonego.

- No my to inna bajka, w nas też wierzę- pochyliła się by skraść ukochanemu
całusa.

- Ja też w was wierzę- Paddy objął ramionami brata i menedżerkę- Dalej się
martwię, nie popieram ale chyba w was wierzę, ale jak coś odwalisz- szturchnął
brata- To wróci stary Paddy maruda!- żartował.

- Nieeeee- zawołali chórem.

………

- Ok…To na raz…- szepnął Paddy wciskając dzwonek- Raz…Dwa…- mocował
się z korkiem od szampana.

- Kretyn! Celuj w drzwi bo sobie oko wybijesz!- Jimmy, zasłonił oczy nie chciał
patrzeć na poczynania brata.

Drzwi otworzyły się, szampan wystrzelił i oblał Patricię- Niespodzianka! Już po
rozwodzie!- darł się Paddy wymachując butelką.

- Paddy!!!- grzmiała blondynka- Zwariowałeś?! Denis!- darła się- Idioto! Z czego
się cieszysz?!- wyrwała mu z dłoni butelkę i zaczęła go nią okładać- Życie sobie
zniszczyłeś! Jak mogłeś do tego dopuścić! No jak!- płakała, łzy mieszały się ze
słodkimi kroplami szampana.

- Posikam się!- szeptał Jimmy łapiąc się brzuch.

- Ok, wychodzimy- Lena, chciała wyjść z altanki w obawie o życie męża.

- Błagam!- Jimmy powstrzymał ją- Jeszcze minuta!- tłumił śmiech.

- Ja chyba nie chcę brać w tym udziału- szepnęła przerażona Cleo, Paddy,
już prawie leżał na ziemi powalony przez wściekłą siostrę.

- Nie mów, że się rozwiodłeś!!!- do akcji wkroczyła Maite- I co teraz?!- załamała
ręce.

-No rozwiódł się idiota i jeszcze się cieszy! Szampanem mnie oblał! A ja jeszcze
się za nim wstawiałam!- rozkładała ręce do nieba.

- I z czego się cieszysz?!- teraz Maite wzięła Patricka w obroty, krzyczała tak
głośno, że młodszy brat nie potrafił jej przekrzyczeć, na koniec dostał w twarz!

-Dobrze ci tak!- Patricia podparła się pod boki- Joey! Joey! Dołóż mu bo ja
zaraz go zabiję! Żeby chociaż skruchę pokazał! – rozpaczała- Teraz się
dopiero zacznie!-

Patrick słysząc imię starszego brata, zaczął nieporadnie zbierać się z ziemi,
ale siostry wzięły go pod ręce i ciągnęły w stronę domu- Jimmy, roztajemy
się!- wyrwało się przerażone Cleo!

- Oni tylko tak obchodzą się ze swoim rodzeństwem- uspokoiła ją Lena,
wychodząc z ukrycia- Hej!- pomachała.

- No na reszcie!- jęknął Patrick.

Jimmy, zanosząc się ze śmiechu prawie czołgał się po ziemi- Luk, miał rację,
jesteście gorsze od włoskiej mafii!-

- Lena, wstyd nam! Naprawdę!- Patricia przemoczona do suchej nitki podeszła
do kobiety.

- Nie rozwiedliśmy się- śmiała się szatynka- Pogodziliśmy się, nie będzie
żadnego rozwodu- podeszła do męża, który wyglądał jakby został napadnięty
przez uliczny gang.

- Naprawdę?!- wrzasnęła Maite- Wiedziałam! – zaczęła potrząsać bratem.
- Wiedziałam!- cmoknęła jego czerwony policzek- Tak się cieszę!-

-Ja też!- Patricia nie kryła wzruszenia- Boże dziękuję ci- znowu uniosła
ręce do nieba- Dziękuję! Tak się martwiłam!- szlochała.

- Gdybym wiedział…- Paddy, próbował doprowadzić się do porządku.
- Wysłałbym wam to na piśmie- warknął.

- No nareszcie jakaś męska decyzja!- szturchnął go Joey- Bo już myślałem,
że cię do nas podrzucili-

Jimmy, objął Cleo, weszli do środka gdzie gwar przeplatał się okrzykami radości.
- Czy ty widzisz w co się wpakowałaś?- zapytał ją żartobliwie.

-Chyba nie chcę tego widzieć- pocałowała go- Związałam się tylko z tobą!-
zaznaczyła.

- Oni są w pakiecie- Jimmy, wskazał na krzyczącą na siebie rodzinę- Tak okazują
szczęście- mruknął pocierając nosem jej szyje.

- Nic już nie mów- przeszli przez salon w którym Paddy wraz z Leną, próbowali
dojść do słowa, weszli na taras gdzie Alex pilnował małej Niny- Cześć kochanie-
Cleo,wzięła dziewczynkę na ręce- Już po wszystkim- musnęła jej włosy- Rodzice
się pogodzili-

-Jak się ma mój aniołek?- Paddy wycierał się ręcznikiem wchodząc na taras.
- Cały się kleję- jęknął.

- Jaki jesteś słodki- Lena pocałowała męża, wzięła córkę na ręce- Tata do nas
wrócił- szepnęła.

- Raczej mama pozwoliła mu wrócić, nigdy bym od was nie odszedł- przytulił
do siebie dwie najważniejsze kobiety w jego życiu.

- Tworzycie piękną rodzinę, jak z obrazka- Patricia przyglądała się tej scenie
ze wzruszeniem - Zjemy w ogrodzie- zakomunikowała.

- Będziemy wracać- skrzywił się Paddy.

- Nie ma mowy! Siadajcie!- rozkazała- Jimmy, Cleo, wy również!-

Godzinę później wszyscy w doskonałych humorach kończyli jeść obiad.
- Jak się miewa Meike?- Maite zapytała brata- Mam nadzieję, że wyjdzie
z tego-

- Jest lepiej- Jimmy wytarł usta, objął Cleo- Dużo lepiej. Przeżyliśmy chwile
grozy, ale powinno być dobrze. Jest bardzo słaba,  terapia ją wykańcza ale
Meike, jest silna- potarł ramiona szatynki- Przywieźliśmy dzieci na weekend,
bardzo tęsknią za matką. Ale w poniedziałek wracają do nas- pocałował dłoń
Cleo.

- Radzicie sobie?- dopytywała Maite.

- To moje dzieci! Jasne, że sobie radzimy!- odpowiedział Jimm.

Wzrok wszystkich utkwił w Cleo- Na początku było ciężko ale świetnie
sobie radzimy- powiedziała szatynka- Najważniejsze jest ich dobro-
głaskała dłoń Jimma.

- Jestem pod wrażeniem…- westchnęła Patricia- Paddy, ma teraz trasę,
jeździsz z nim?- spojrzała na brata.

- Jeżdżę ale nie koncertuje cały miesiąc, wymieniamy się z Jimmem-

- Tworzą wspaniałą rodzinę- odezwał się Paddy- Podziwiam Cleo- posłał
ciepły uśmiech menedżerce- Byłem u nich i było tak zajebiście fajnie,że
musiałem wyjść, wręcz rażą szczęści- pocałował córkę – Ale już im nie
zazdroszczę i chętnie wpadniemy na obiecanego grilla- zerknął na brata.

- My też chętnie wybierzemy się do Ettal-  Patricia spojrzała na Denisa.
- Przydałby nam się kilkudniowy urlop-

Cleo, zakaszlała- Ale nie wszyscy na raz!- zakomunikował Jimmy- Musicie
się wcześniej zapowiedzieć z tygodniowym wyprzedzeniem- poklepał
kaszlącą szatynkę po plecach- Zajęci jesteśmy- wszyscy się roześmiali.

- Modliłam się o ten dzień- rzekła wzruszona Patricia- O spokój w naszej
rodzinie o to, żebyście żyli ze sobą w zgodzie- patrzyła na Jimam i Patricka.
- Zawsze wierzyłam,  że jeszcze wspólnie zagramy i marzenie się spełniło-
otarła łzy- I zawsze wierzyłam w was, jesteście braćmi-

- No nie da się ukryć- rzekł ze sarkazmem w głosie Jimmy, Paddy jedynie
się uśmiechnął.

- Co dzień prosiłam Maryję, żebyście odnaleźli swój spokój, czyli rodzinę.
Lena, ile ja się modliłam żebyś mu wybaczyła!- dotknęła dłoni szatynki.

- Ty się nie masz o co modlić!- zaśmiał się Jimmy- Już ci mówiłem, pomódl
się o pokój na świecie!-

- Bóg ma jednak dla każdego z nas plan, czasem trzeba boleśnie upaść-
westchnął Paddy zabawiając Ninę- Żeby coś zrozumieć-

- Ty już lepiej nie upadaj ani nie wpadaj na nikogo- rzekł Jimmy sięgając
po butelkę z piwem- Za mądre kobiety. Za Lenę i Cleo- wniósł toast.

- No i za nas!- Patricia objęła Maite- Za rodzinę! My, Kelly, mamy szczęście
do parterów! Wielkie szczęście!- chyba po raz pierwszy każdy się z nią
zgodził.

…………………………..

Lena cicho weszła do niewielkiej sypialni, z czułością patrzyła na Patricka
wtulonego w córkę- Nie śpię- szepnął.

Szatynka usiadła na skraju łóżka, czesała lekko wilgotne włosy- Brakowało
mi ciebie-

Paddy, położył się na plecy- Naprawdę?-

- Naprawdę- uśmiechnęła się- Twojej obecności, twojego gadania, śpiewania,
porozrzucanych ubrań- pociągnął ją za nogę, pisnęła ale szybko zamknął jej
usta pocałunkiem.

- A tego ci nie brakowało- podrażnił jej czułe miejsce palcami, pocałował ją.

-Bardzo- odchyliła głowę- Najbardziej-  położył się na niej.

- Patrick, ale chyba nie będziemy kochać się przy Ninie?- powstrzymała go.

Uśmiechnął się, wziął ją za rękę- Kiedy zaczniesz się pakować?- zapytał.

- Nawet zaraz- wyszli na balkon- Sprzedam to mieszkanie- usiadła mu na
kolanach- Nina zawsze powtarzała, że trzeba mieć gdzie wracać- musnęła
jego rozburzone włosy- I zawsze jej się to sprawdzało, myślę, że to zła
wróżba- czule pieścił jej łydki,uda- Ja nie chcę już tu wracać, moje miejsce
jest w domu w Monachium. Zawsze myślałam, że to bardziej twój dom, ale
już wiem, że to nasz dom. Lubię to mieszkanie- patrzyła na salon przez szybę
w drzwiach balkonowych- Sama je kupiłam, odkładałam każdy grosz, stało
się moim azylem po nieudanym małżeństwie. Czułam się tutaj bezpiecznie-
spojrzała na niego, pocałowała go- Myślę, że Nina nie miała tego poczucia
bezpieczeństwa, nie była pewna Jimma, później ciebie a ja już jestem -

- Lena, nawet nie wiesz ile te słowa dla mnie znaczą…- szepnął.

- Moje miejsce jest przy tobie i Ninie w naszym domu. Zabierz mnie
do domu. Do naszego domu – usiadła okrakiem.

- Rano wyjedziemy- włożył dłonie po jej cienką koszulę nocną.

- Nie chcę tutaj wracać nigdy więcej- mocno go do siebie przytuliła.

- Nie wrócisz, obiecuję- w tych słowach było słychać miłość, troskę, ale
i obietnicę. Wierzyła mu. Ufała.

-Poczekaj…- nachyliła się by sięgnąć po doniczkę, zanurzyła w niej dłoń
i wyciągnęła pomiętą, niebieską chusteczkę, rozwinęła ją i ujrzeli coś
błyszczącego.

- To…To twoja obrączka!- wrzasnął Paddy- Schowałaś ją w kwiatku?!- nie
mógł w to uwierzyć.

Podała mu ją i zdjęła z palca swój pierścionek- Jakoś mi nie pasował-

- Zakopiesz go w ziemi? To tak na czarną godzinę?-

- Wiesz, że kocham kwiaty, dbam o nie…Ciesz się, że jej nie wywaliłam!-

Pocałował jej dłoń i wsunął na palec obrączkę- Aż do śmierci- szepnął.

- Dopóki śmierć nas nie rozłączy- szepnęła. Siedzieli wtuleni wpatrując się
w gwiazdy nad nimi.

- Wiesz, że Pani Hanks też mieszka w Monachium? Piętnaście kilometrów
od nas-

- Super!- ucieszył się Paddy- Pomoże nam- ujął w dłonie twarz żony.

- Wiesz, że wrócę do pracy? Ale na niepełny etat-

- Wiem-

- I wesz, że dalej potrzebujemy terapii?-

- Wiem- pocałował żonę- Wiem też,  że potrzebujemy siebie-

- Siebie najbardziej- uśmiechnęła się –  Kiedy nasz obiecany urlop?-

- Mam jeszcze siedem koncertów…- przywarł do niej- Nie chce się z wami
rozstawać- zacisnął powieki.

- Nie musisz. Jedziemy z tobą- rzekła radośnie.

- Nie musisz- spojrzał w oczy żony- Wiem, że nie lubisz…-

- Chcę- odpowiedziała- I jedziemy z tobą- pocałowała go w nos- A później
Afryka-

- Obiecuję- szepnął odchylając jej koronkowe majtki, delikatnie ją uniósł by
po chwili znaleźć się w niej- Mamy dużo zaległości- pocałował ją namiętnie.

……..

Następnego dnia Patrick szeroko otworzył drzwi- Panie przodem- postawił
na ziemi córkę, która zahaczając o własne nogi, radośnie wbiegła do domu.

- Mam nadzieję, że sprzątałeś- Lena, pogroziła mu palcem, wrzasnęła
kiedy wziął ją na ręce- I dbałeś o ogród!-

- Ja będę dbał o ciebie o Ninę a ty o dom, ok?- pocałował ją – Witaj w
domu, kochanie!- postawił ją na dywanie w salonie, porwał w ramiona
córkę- Kocham was!- wrzasnął na całe gardło.

…………………………………

- To gdzie na urlop?- zapytała Cleo odrywając się od Jimma, próbowała
wyrównać oddech, leżeli nadzy obok siebie.

- Ty wybierz- odpowiedział Jimm nie otwierając oczu- Wykończyłaś mnie-

- Jedziemy z dziećmi?-

Otworzył oczy, spojrzał na nią- Meike, ciągle walczy, musi odpoczywać…-

- Wiem…Rozumiem- zamknęła oczy.

- Pomyślałem o Irlandii albo Toskanii- podparł się na ręce- Wiem, że marzą
ci się inne wakacje, ale tam są dzieci, będzie łatwiej- musnął jej ramię.

- Chyba wolę Irlandię- odpowiedziała po krótkim namyśle.

- Mam pomysł!- Jimmy usiadł- Polecimy na tydzień do Irlandii, później na
tydzień do Toskanii! Co ty na to?-

- Tęsknisz za Elsą?-zapytała wprost.

- Nie!- zaprotestował- No dobra, brakuje mi jej, wiesz przez co przeszła-

- O co chodzi z Elsą? Dlaczego ona?- Cleo,również usiadła, podciągnęła
nogi pod brodę- Chodzi o Ninę, o to, że była jej siostrą?-

- Nie!- rzekł pewnie- Nie- powtórzył- Nie chodzi o Ninę, Elsa i Lena, są
mi bliższe niż rodzina. Wiele razem przeszliśmy a śmierć Niny pewnie
jakoś nas związała- chciał to jakoś sensownie wyjaśnić- Ona cię już nie
skrzywdzi- wodził palcem po jej nagich plecach, pocałował jej szyję.

- Nie pozwolę się już skrzywdzić- odpowiedziała- Nikomu. Ani tobie ani
Elsie- zerknęła na niego przez ramię- Nigdy-

- I bardzo dobrze- objął ją ramionami- Elsa trochę przypomina mi moją
siostrę Patricię, pazurami po swoje, twarz anioła, troska o bliskich, mam
do nich słabość- uśmiechnął się.

- Patricia wyrządziła w przeszłości wielką krzywdę Ninie, ja bym jej tego
chyba nie wybaczyła-

- Nina zawsze wybaczyła, ona miała wielkie, nieskomplikowane serce-

- Znałam ją przez krótką chwilę, widywałyśmy się czasami podczas przerwy,
spaceru. Nie znałam jej ale ją polubiłam. Ona była zawsze uśmiechnięta-

- Taka była- westchnął.

- Chris krążył wokół niej niczym sęp wokół padliny. Oni to zaplanowali
dawno temu-  odwróciła się przodem do Jimma.

- Nikt już nie żyje, nikt nie przetrwał- powiedział cicho- Zrozumiałem, że
najgorsze jest zatrute z nienawiści serce, dlatego pozbyłem się swoich
demonów. Wybaczyłem Patricii, Patrickowi, sobie…Lena, twierdzi, że
wszystko dzieje się po coś i, że w życiu nie można mieć wszystkiego-

- Coś w tym jest- Cleo położyła się- Jacy oni muszą być teraz szczęśliwi!-
uśmiechnęła się do swoich myśli.

Jimmy, położył się obok niej- Nie chcę nawet wyobrażać sobie Patricka!-
zakrył twarz poduszką- Ale nie są bardziej szczęśliwi od nas- zerknął na
kobietę – To co z tym urlopem?- zrobił słodką minę.

- Ale następny urlop ja wybieram!- zaznaczyła, piszczała kiedy Jimmy
wciągnął ją pod kołdrę.

………………………..

Dwa tygodnie później. Magdeburg.

- Wywalił je przez okno!- relacjonowała Cleo zanosząc się ze śmiechu.

Lena, również się śmiała- Jedno jest pewne, nigdy więcej pierogów! Trochę
rozumiem te dziewczyny, są młode, zakochane, no każdy chce poznać idola-
sączyła kolorowy drink.

- Daj spokój. Idol, fan, to trzeba rozgraniczyć- tłumaczyła Cleo- Jest granica
której się nie przekracza- zamieszała szklanką z sokiem.

- Ale każdy chce ją przekroczyć Cleo, sama kiedyś byłam fanką-

- Ok, jeśli idol nie ma żony i dziecka!- szatynka nie dała się przekonać- A już
Livia, mogłaby odpuścić-

- Nie czuję się już zagrożona, nie wracajmy do tego- Lena, zakołysała wózkiem.

-Poznałem każdego, jest i wspólna focia!- Jimmy wszedł na balkon od restauracji.
- To z Markiem…Kowboje!…Steff…No i Gentleman- chwalił się.

- Idol- Fan- Cleo wskazała na Jimma.

- Kochanie- Paddy zajrzał na balkon- Chodź, poznam cię ze wszystkimi -

- Zajmę się Niną- Cleo, zdzieliła Jimma  którym kręcił się przed nią próbując
zamieścić zdjęcia na instagramie- Może zrobimy sobie wspólną focię i też
ją zamieszczę?- zrobił śmieszną minę- Jesteś szczęściarą! Masz się czym
pochwalić!- wskazał na siebie.

- W życiu!- prychnęła- Będą o mnie na jakiś forach pisać! Że za niska, za
brzydka, za stara, a same co jedna piękniejsza- westchnęła- Nie kręć się
tak bo Ninę obudzisz! I nie wrzucisz tych fot bo nie potrafisz!- sprowadziła
go na ziemię – Daj to!- wzięła do ręki jego telefon- Które?-

- Wszystkie!-

Uśmiechnęła się pod nosem- Sama wymyślę tekst!-

- Nie ma mowy!-

- Zaufaj mi!- schowała telefon pod bluzkę.

- Kusisz- usiadł na jej kolanach przodem do niej i wsunął pod jej cienka,
białą bluzkę swoje dłonie.

- Zbok!- wrzasnęła.

- Obudzisz dziecko!- zamknął jej usta pocałunkiem.

……

- To moja wspaniała żona Lena- dumny Paddy, przedstawił szatynkę.
- Mamy córkę, nie wymyśliłem jej ale śpi!- wszyscy wybuchli śmiechem.

- Wiele o tobie słyszeliśmy- pokłonił się Til.

- Podobno spadłaś z nieba- przytulił szatynkę Alec.

Lena roześmiała się, witała się z każdym po kolei, nie mogła z Patrickiem
polecieć do Afryki nagrywać program, Nina się urodziła a ona ledwo żyła,
później nie miała okazji ich poznać- Cieszę się, że mogę cię poznać-
powiedziała Steff.

- Ja, również. Jestem twoją fanką-

Brunetka uśmiechnęła się- Czyli nie słuchasz tylko swojego męża-

-Chyba jego najmniej- roześmiała się Lena, kobiety uścisnęły swoje
dłonie.

- Imienniczka- przed Leną, wyrosła młoda, śliczna dziewczyna-Lena-
kobiety przytuliły się- Paddy, to prawdziwe serce, jest kochany i widzę,
że ma piękną żonę- piosenkarka objęła szatynkę wzrokiem.

Lena, była zachwycona nowymi znajomymi męża, wszyscy tak ciepło
ją przywitali- Mark- mężczyzna w czapce i okularach pokłonił się przed
nią.

- Lena Raw- przestawiła się- Mark Forster- z zaciekawieniem wpatrywała
się w mężczyznę- Miło mi-

- Uwierz,że mnie bardziej- zatrzymał na niej wzrok, oboje odrobinę zbyt
długo przytrzymali swoją dłoń.

-Mark- Paddy uwiesił się na muzyku- To moja żona- potrząsnął nim i objął
szatynkę- Moja miłość- pocałował ją- Moje szczęście-  jego radość wręcz
biła po oczach- Cały mój świta. Nina, śpi, ale jak tylko się obudzi poznasz
i ją-

- Stadion Paddy, razisz szczęściem- mężczyzna uśmiechnął się- Dobrze,
że mam okulary-

- Zapraszam was na Jamajkę- do rozmowy wtrącił się Gentleman- Jimmy,
już się zgodził-

- Jakoś mnie to nie dziwi- Paddy, przewrócił oczami.

- Masz…Ciekawego brata. Trochę taki wizjoner, mówca ale ziołem nie
gardzi!-

- Może jednak go nie częstuj- roześmiała się Lena- On ma wizje i bez
zioła-

- Słyszałem jak śpiewa…Gdzieś w necie. Ma głos, nie wiem czy nie
lepszy od ciebie- powiedział Mark zerkając na żonę przyjaciela.

- Ok, możecie już sobie pójść!- Paddy, udawał obrażonego.

- Ok, zaraz się zacznie- do sali weszła Cleo, mówiła coś do słuchawki przy
uchu- Paddy, wchodzisz jako trzeci!- wskazała na muzyka.

- Idę do Niny- szepnęła Lena, pocałowała męża- Do później- Paddy,
mocno ją do siebie przytulił.

- Cieszę się, że tu jesteś- namiętnie wbił się w jej usta.

- Ja też- uśmiechnęła się i wycofała do wejścia, przechodząc przez długi
korytarz zatrzymała się przy kawałku lustra wbudowanego w ścianę.

Luźno rozpuszczone włosy, makijaż, kremowa koszulka na ramiączkach,
długa, brzoskwiniowa spódnica, eleganckie sandały na płaskiej podeszwie.
- Jest ok- szepnęła zadowolona.

- Jest dużo bardziej niż ok- usłyszała a w lustrzanym odbiciu napotkała
czujny wzrok Mark, speszona uśmiechnęła się.

- Zawsze może być lepiej – zażartowała- Powodzenia na scenie! – nie
bardzo wiedziała co powiedzieć.

- Znasz moje piosenki?-

- Niektóre- skłamała- Ale nie mam pamięci do tytułów- oboje się roześmiali.
- Na razie- minęła go.

……………………………………………………..

- Gdzie Jimmy?- trzymając Ninę na rękach, Lena, podeszła do balustrady
balkonu.

- Nie pytaj…Szuka znajomych – roześmiała się Cleo, szepnęła coś do słuchawki
przy uchu.

- Wow! Wyglądasz jak pani prezes- Lena, szturchnęła zaczepnie przyjaciółkę.

Menedżerka przewróciła oczami- Potrzebuję urlopu! Chcę leżeć na plaży,
czuć pod stopami piasek, słoną wodę w ustach i pieczenie na skórze od
słońca!-

- Wiesz, że Jimmy się nie opala  bo wygląda jak prosie w ostatnim
stadium wścieklizny. Ma uczulenie, jest niczym syn młynarza-

- Wiem- roześmiała się Cleo- Dlatego lecimy do Irlandii i Toskanii-
westchnęła.

- Radości nie wiedzę?- Lena, założyła na głowę kapelusz z szerokim rondem,
Nine, założyła podobny- I rozumiem cię- zaznaczyła.

- Naprawdę?- Cleo, wyłączyła słuchawkę, oparła się o balustradę.

- Jasne, że tak. Wchodząc do domu Angelo dostaniesz swoje kapcie z owczej
wełny, tam ogólnie jest jazda. Nie uwierzysz jak niektórzy żyją- Lena,zamyśliła
się- Ale ja uwielbiam do nich jeździć, może dlatego, że nie jeździmy tam zbyt
często- kobiety wybuchły śmiechem- A Toskanii, zazdroszczę. My lecimy do
Afryki-

- Super!- ucieszyła się szatynka- Ale później odbijemy sobie, jakaś wyspa-
rozmarzyła się.

- Jasne, że tak – Lena, postawiła na nogi Ninę- Tylko uważaj- nie spuszczała
wzroku z maszerującej córki- Cleo, podziwiam cię- ujęła dłoń kobiety- Od
zawsze nas, wspierasz. Dziękuję-

- Lena, to ja dziękuję tobie. Zawsze w nas wierzyłaś, zawsze wspierałaś-
kobiety mocno się do siebie przytuliły.

- A co to za okazywanie czułości?- Jimmy, objął kobiety- No kto tak ładnie
maszeruje?- wpatrywał się w Ninę- Nie chcę cię martwić- Ale ona coraz
bardziej przypomina Patricka, nawet tak samo chodzi. Ooo!- wrzasnął
na widok leżącej dziewczynki- Wujek Jimmy, ci pomoże. Twojego tatę
też często zbierałem z ziemi- uklęknął.

-Od urodzenia jest kopią Patricka- śmiała się szatynka.

- Teraz będzie skok na bungee – Cleo wbiła wzrok w scenę słysząc
pierwsze takty piosenki ”Safe Hands”.

- Nie wiem po co mu to- Lena, przewróciła oczami.

- To takie gwiazdorskie!- wyjaśnił im Jimmy.

Balkon na którym się znajdowali był częścią hotelu połączonego z restauracją
w której się zatrzymali. Hotel sąsiadował ze sceną, z balkonu rozciągał się
idealny widok na scenę. Patrick, kładąc się na tłumie widział  żonę, Cleo,
Jimma, był szczęśliwy! Nagle ktoś boleśnie szarpnął go za rękę, odwrócił
głowę i zamarł…Mikrofon wypadł mu z dłoni, ktoś go ciągnął, ogarnęła go
panika, zaczął się szarpać i zapadać w tłum. Do akcji wkroczyli ochroniarze,
Cleo co sił w nogach przebiegła przez duży gościnny pokój i zeskakiwała
po kilka schodów, próbowała przedrzeć się przez tłum, barczysty mężczyzna
wynosił z tłumu przerażonego Patricka, który rozglądał się niczym w amoku.

- Boże!- Lena,czuła szybsze bicie serca, Jimmy stał tuż obok niej.

Widzieli, że Paddy rozmawia z Cleo i z jakimś mężczyzną, który po chwili
ogłasza, że koncert zostaje przerwany!

- To dla Pana- na balkonie pojawiła się kobieta z obsługi hotelowej, wręczyła
Jimmowi niewielkie, kolorowe pudełko.

- Dla mnie?!- Jimmy był zaskoczony- Jestem tutaj prywatnie, od kogo to?-

- Od fanki- odpowiedziała kobieta po czym szybko odeszła.

- Ale…- chciał ją jeszcze o coś zapytać ale nie zdążył. Lena przenosiła
wzrok z pudełka na idącego w asyście ochroniarzy męża.

- Otwórz- powiedziała na patrząc na Jimma.

Nienawidziła takich pudełek, prezentów niespodzianek!  Miała złe
skojarzenia…Bardzo powoli odwróciła głowę, wbiła wzrok w Jimma
który otwierał pudełko, widziała jak mieni się na twarzy, jak blednie.
W dłoniach trzymał pierścionek a właściwie obrączkę! Od razu ją
rozpoznała, podobna a właściwie  identyczna wisiała na jego szyi!

- Paddy, co się stało?- Cleo, zatrzymała wzburzonego muzyka, ciężko
dyszał, na twarzy miał ślad zadrapania, z czoła płynęły strużki potu,
nie patrzył na nią, nerwowo się rozglądał- Paddy!-

- Muszę tam wrócić!- chciał wyjść ale mu na to nie pozwoliła.

- Na scenie jest już Mark! Uspokój się!-

- Muszę tam wrócić!- wrzasnął, w jego oczach zobaczyła szaleństwo.
-Tam była ona…Ta kobieta wyglądała jak…- wyrzucał z siebie.
|
- O czym ty mówisz?!- Cleo, również podniosła głos- Jak kobieta?!-

…………..

Nadin, zdjęła kolorowy kapelusz i duże przeciwsłoneczne okulary, potarła
kciukiem kolorową bransoletkę- Chciałam zapłacić za ciasto- zagadnęła
młodą kelnerkę- Ciasto i dwie kawy- na stoliku położyła trzydzieści euro.

Wstała, rozejrzała się, do dużej torby schowała kapelusz, okulary i portfel.
ruszyła w stronę hotelu, w ręku trzymała mały bukiet chabrów- Można
zwariować, co?- szepnęła uśmiechając się, zerknęła na zegarek- Twoja
kolej, Luk-

……………………………

Toskania

- Otworzę!- wrzasnęła Elsa pochodząc do wyjściowych drzwi, na schodach
stał kurier.

- Do Luka Jeffeya-

- Popiszę- wyciągnęła dłoń- Jestem jego żoną- szarpnęła kolorową paczkę,
ale młody mężczyzna nie chciał jej puścić.

- Do rąk własnych-

Elsa, podniosła na niego wzrok- Dawaj Pan!- wyrwała przesyłkę, następnie
podpisała i zatrzasnęła drzwi- Do rąk własnych- pomachała mężowi przed
oczami, rozpakowała. Oboje zamarli, filiżanka z kawą upadłą na marmurową
posadzkę.

- Ostatni pamiętnik Niny- szepnął fotograf- On powinien leżeć w moim sejfie-

Rozdział 280- A Little Faith

Chyba mój najgorszy rozdział, nie czuję go, nie leży mi ale inny nie będzie.
Jest w sumie o wszystkim i o niczym, takim wprowadzeniem mojego planu
na ostatnie trzy rozdziały ;)

- Ktoś na ciebie czeka Cleo uśmiechnęła się do Patricka, który właśnie
skończył wywiad.

- Kto? Lena?- w jego oczach rozbłysła nadzieja.

- Nie- westchnęła- Ale ucieszysz się- wzięła go pod rękę- W hotelu czeka
na ciebie kolacja- popchnęła drzwi.

- Wow!- wrzasnął Paddy na widok dwóch mężczyzn, chyba po raz pierwszy
od dawna się ucieszył! – Mark!- przywitał się z mężczyzną w okularach i
czapce z daszkiem – Til!- przytulił do siebie Gentlemana- Co wy tu robicie?-

- Wiedzieliśmy, że będziesz przeżywał- śmiał się Mark.

- Stawiasz piwo!- objął go Tilmann- Chyba nie wszystko gra co?-

- Chodźmy do hotelu- odpowiedział Patrick.

…….

- Ale jak to się rozwodzisz?- ciszę przerwał Mark, poprawił czapkę- Ty?
Stadion Paddy?- jakoś nie mógł w to uwierzyć, nie znali się długo, ale miał
wrażenie, że zna żonę Patricka, tyle im o niej opowiadał! I to w samych
superlatywach!

- Może się jeszcze dogadacie?- Till, usiadł po turecku, odstawił pustą szklankę
po whisky.

- Nie wiem- Paddy westchnął ciężko- Chciałbym. Ale nie wiem. Zrozumiałem,
że ona jest nieszczęśliwa, zagubiona…Pragnę jedynie jej szczęścia, skoro nie
jest ze mną szczęśliwa…- wyjął z portfela zdjęcie żony i córki- To dam jej rozwód-

-Czyli się poddajesz?- Mark lustrował zdjęcie- Piękna kobieta-  rzekł z uznaniem.

Paddy,wyjął mu z dłoni zdjęcie – Bardzo piękna, mądra, inteligentna…Drugiej
takiej nie znajdę. Robiłem już wszystko żeby mi wybaczyła, ale wyszło mi
fatalnie, było tylko gorzej więc chyba lepiej jak już nic nie zrobię. Dam jej ten
rozwód- zasłonił dłonią oczy- Tyle staraliśmy się o Ninę…Wszystko spieprzyłem!-

Mężczyźni znali historię Leny i Patricka, zwierzył im się, ale dopiero dzisiaj
powiedział im o Livii i Joelle.

- O kurwa!- wrzasnął Till- Stadion Paddy, twoje życie to materiał na film! A
twojej kobiecie powinieneś postawić pomnik…Taki za życia!- opróżnił szklankę.

-Nigdy nie słyszałem takiej historii…- rzekł z przerażeniem Mark- Już ten
zakon mnie zaskoczył, zamek ale to…Wow! Jak będą kręcić o tobie film
to wystartuję w castingu!- muzyk znów zerknął na zdjęcie Leny- Paddy,
masz piękną żonę, nie odpuściłbym-

- Już to mówiłeś- warknął Paddy,schował zdjęcie- Walczyłem ale przegrałem!-

- I co zrobisz? Poszukasz sobie nowej kobiety?- zapytał Gentleman.

- Nie- Paddy, pokręcił głową- Nigdy. Teraz skupię się na trasie, w przyszłym
roku też gram, później przerwa, zajmę się córką a później…Zobaczymy-

- Hej, chyba nie masz…Samobójczych myśli- podczas pobytu w Afryce,
Paddy, opowiedział im o tym, że chciał się zabić.

- Hej! No nie gadaj!- przeraził się Mark.

- Poleć ze mną na Jamajkę, daj sobie czas- Till, objął Patricka.

- Nie wiem jak to będzie bez niej…Nie chcę bez niej żyć, nie potrafię- w jego
oczach pojawiły się łzy, ale kciukiem szybko je otarł.

- Jaka była ta Livia? – Mark zaskoczył go tym pytaniem.

- No normalna- wydukał.

- No na pewno miała dwie ręce, nogi, nos- żartował Gentleman- Uszy, piersi-
dopowiedział Mark- Zależy jakie miała piersi- Till, przybił piątkę z mężczyzną w
okularach.

- No normalne- rzekł czerwony po twarzy Patrick.

- Te rumieńce- wrzasnęli mężczyźni.

- Nie wiem! Nie widziałem!- Paddy, wstał, podszedł do okna i je otworzył.

- Nie widziałeś, ale zdradziłeś?- zapytał zaszokowany Till.

- Stadion Paddy,  zaczynam się ciebie bać- Mark, złapał się za głowę.

- To nie była taka…Normalna zdrada- plątał się- Nie spałem z nią, całowaliśmy
się, dotykałem ją. Tyle!- wyrzucił z siebie, wystawił głowę za okno.

Mężczyźni wymienili spojrzenia- To po co przyznałeś się do zdrady? Mogłeś
powiedzieć,  że był wyjątkowo wąski korytarz i na siebie wpadliście!- Till
rozsiadł się wygodnie.

- Zastanawiam się co tobą kierowało? – Mark, wstał podszedł okna- Facet ze
sztywni zasadami, niedoszły zakonnik, który uważa, że jego żona jest darem
od Boga…Miałeś wszystko. Sława, piękna kobieta, córką więc dlaczego?-

-Podbijam pytanie!- zawołał Till.

- Nie wiem- odpowiedział Patrick, patrzył w gęstą, czarną noc- Odbiło mi-

- Nie jesteś takim facetem – rzekł Mark- Musiałeś coś do niej czuć, do tej…-

- Livii- dopowiedział Till- Jaka ona była?-

- Zwyczajna- odpowiedział szybko Paddy- Inna od Leny. Normalna, cicha,
nieśmiała, trochę nieporadna jak ja- uśmiechnął się bezwiednie- Lena, ciągle
podnosi poprzeczkę, zawsze musi być najlepsza, idealnie wyglądać, wcześniej
nie pozwalała sobie na błędy, myślała za siebie, za mnie, za innych. A Livia
była tak zwyczajna i chyba to mnie w niej kręciło, to był impuls, chwila. Już
kiedyś to czułem. Król Życia…Zawsze tego pragnąłem, po koncercie powrót
do normalnego domu, ale w pewnym momencie u nas przestało być normalnie,
ktoś umarł…Joelle, umarła. Lena, się załamała, zaczęła obwiniać siebie, mnie
i najgorsze jest to, że ja pozwoliłem jej tam polecieć, jakbym wysłał ją po śmierć. Oczywiście, nie przewidziałem tego, chyba chciałem się nią wysłużyć,
chciałem żeby to załatwiła, Joelle, odbiło na moim punkcie!- chyba po raz
pierwszy mówił o tym na głos- To moja wina.Tylko moja- przyznał się przed
samym sobą.

-  Livia, była błędem, nic nie znaczącym błędem…- odwrócił się i spojrzał na
milczących mężczyzn- Chyba zapomniałem, że zszedłem ze sceny, dalej
się popisywałem-

………………………

- Jakoś nie tryskasz humorem- na pokład jachtu weszła Larysa, pomachała
zgrzewką piw.

- Wydaje ci się- Luk, wpatrywał się w mapę.

- Płyniesz gdzieś?-

- Tak, przez weekend-

- Z Elsą?-

- Z dziećmi- odpowiedział rozkładając drugą mapę.

- Twoja żona dała ci popalić?- otworzyła piwo i podała mu.

- Przestań, nie mam humoru-

- Przy takiej żonie też bym nie miała- rozsiadła się wygodnie.

Luk, pokręcił z rezygnacją głową, nie chciał się kłócić, to nie był jego najlepszy
czas. Z Elsą jakoś żyli dali, czekał ich proces Klausa, trwał przy niej ale wciąż
miał żal, nie mówił o tym bo nie chciał zaszkodzić dziecku, ale chował urazę.
Lucas, dalej przysparzał im problemów, zaniedbywał naukę, na treningu wdał
się w bójkę, martwił się o Lenę i Patricka…Byli coraz bliżej rozwodu. Zapragnął
wyjechać do Afryki ale nie bardzo wiedział jak powiedzieć o tym żonie, nie chciał
jej ranić, wiedział, że go potrzebuje, ale tęsknił za Teo-  Hej!- usłyszał nieznajomy, kobiecy głos.

- Hej Eva!- Larysa poderwała się na równe nogi.

- Ta Eva?!- fotograf podniósł wzrok, tylko jej tu brakowało! Spojrzał na mapę
ale odechciało mu się rejsu! Zmierzył kobietę wzrokiem, patrzył jak wita się z
Larysą, widać, że łączyły je dobre stosunki,coś go ominęło?

- Luk, poznaj Evę Blake!- obrzucił przyjaciółkę kpiącym spojrzeniem.

- Cześć- kobieta o pięknych niebieskich oczach i długich, blond włosach
wyciągnęła w jego kierunku dłoń. Zauważył, że ma ładne, zadbane dłonie,
delikatny, biały lakier, modna, efektowna biżuteria, pierścionek z białego
złota plus bransoletka, jej włosy lśniły w słońcu, była ubrana prosto a
jednocześnie elegancko, miała w sobie elegancję, jak Lena- Eva. Ta Eva-
uśmiechnęła się ukazując białe zęby. Nie tak ją sobie wyobrażał!

- Luk Jeffey- uścisnął jej dłoń.

- W końcu się spotykamy-

- Jakoś nie cieszę się z tego powodu- odwrócił się tyłem, każdemu dawał
szansę, ale ta kobieta zagrała nieczysto tym samym tracąc swoją szansę
jeszcze zanim się poznali!

- Mogę się w końcu wytłumaczyć, wciąż przekładasz spotkanie. Mogę?-
wskazała na wąskie siedzenie. Skinął głową- Poczęstujesz mnie?- uniosła
butelkę z piwem do góry, otworzył butelkę.

- Nie za bardzo mam ochotę na tę rozmowę- rzekł Luk krążąc po jachcie,
ustawiał poprawnie maszt.

- Stawiam na zmiany, na młodych , mniej znanych fotografów, modeli. Chcę
zmian!- nie zrażona jego brakiem entuzjazmu, kontynuowała- Jesteś mistrzem
w swoim fachu, ale chcę czegoś świeżego, nowego…- pochyliła się by
maszt który opuścił Luk, nie urwał jej głowy, chrząknęła- Dajmy szansę innym-

- Pomóc ci zejść?- zapytał.

- Luk!- upomniała go Larysa- On ma specyficzne poczucie humoru- wyjaśniała.
- Ma specyficzną żonę…-

- Larysa, za godzinę masz zdjęcia!- fotograf upomniał dziewczynę- Żegnam!-

- Ok, spadam- młoda fotografka pożegnała się i tanecznym krokiem zeszła
na plażę.

- Na ciebie też już czas, wysłuchałem cię- spojrzał na Evę- I masz rację,
zgodziłbym się z tobą ale sposób w jaki odsunęłaś mnie od tej kampanii,
okładki…Jest nieprofesjonalny, naraziłaś mnie na koszta i ośmieszyłaś!-

- Zerwałam umowę w terminie który na to zezwalał- broniła się.

- Kobieto! Ze mnie się nie rezygnuje! Nie w ten sposób!- wrzasnął.

Eva, tłumiła śmiech- Pierwszy raz ktoś z ciebie zrezygnował?-

- Pierwszy!-

Uniosła z wrażenia brwi- Cieszę się , że to ja jestem tą osobą- z wrażenia,
aż na nią zerknął, nie wiedział co ma jej odpowiedzieć, więc zacisnął usta.

- Mam sprawę, właściwie do Larysy- odrzuciła do tyłu blond włosy- Ale, że
to ty rządzisz na pokładzie- zagryzła usta ze śmiechu- To powiem pierw
tobie- na niski stół położyła różową teczkę- To umowa dla Larysy na sesję,
ma wyłączność!- zaznaczyła, Luk, podszedł i przejrzał dokumenty- Na ślub
Ryana! Wyłączność! Ja, wywiad, ona sesje! To prawdziwa bomba! Facet
jest na teraz na topie, głośno o nim w elitarnych kręgach, nie pozwala się
fotografować, nie udziela wywiadu, w sieci nie ma zdjęć jego narzeczonej-

- Wow!- tylko na tyle było go stać.

- Wysłałam maila z zapytaniem o ciebie, że współpracuję z tobą- Luk,
przewrócił oczami- Gdybyś to ty robił tę sesje, byłaby o wiele więcej warta,
prestiż…Samo twoje nazwisko przyciąga…-

- Mówisz o starym fotografie z którego zrezygnowałaś!- przypomniał jej.

Nie dała się sprowokować, kontynuowała- Ale odmówił, tak samo jak wtedy.
Chce kogoś nowego, nie znanego…Jego agent nie odrobił do końca lekcji
bo nie wie, że Larysa, pracuje dla ciebie…-

- I niech tak zostanie- Luk, potarł brodę- O co mu chodzi?- zatrzymał wzrok
na blondynce.

- Nie wiem, ale nie chce o tobie słyszeć, przyznam, że spotykam się z czymś
takim po raz pierwszy- bawiła się butelką.

- Chyba czas na emeryturę- zaśmiał się nerwowo Luk, ta kobieta miała dla
niego coraz to lepsze rewelacje!

- Może czas to sprawdzić, poleć z nami- zaskoczyła go.

Luk, usiadł obok kobiety- Kiedy ten ślub?-

- Za pół roku-

- Pół roku- zamyślił się- Za pięć miesięcy moja żona rodzi, nie mogę-

- Rozumiem- uśmiechnęła się ciepło- Jakby co oferta jest aktualna. Mam
jeszcze jedno pytanie. Za dwa tygodnie Larysa leci do Afryki, dokończyć
misje, ja też lecę na tydzień, zaproponowałam jej sesje do kampanii. To
dla ciebie ok?-

- Ok – odpowiedział posępnie.

- Brakuje jeszcze jednego fotografa…Dziewczyna złamała nogę…-

- Idź już nieszczęsna kobieto bo wyrzucę cię za burtę! Raz ze mnie
rezygnujesz, teraz proponujesz mi marne zastępstwo!- postukał się w
czoło- gdzie ty wcześniej pracowałaś? W Bravo?!-

Eva, roześmiała się- W playboyu- pomachała mu schodząc na ląd.

- Chyba miałaś tam sesje!- wrzasnął.

- Ty mi ją musisz wykonać!- odcięła się, po chwili wsiadła do czerwonego
Porsche i odjechała.

- Porsche się wozi, skubana!- rzucił pod nosem, musiał przyznać,że zrobiła
na nim wrażenie i to nie negatywne.

………..

Miesiąc później. Kolonia.

- Jak tam ?- zapytał Jimmy, na widok wychodzącej z oszklonego budynku, Leny.

- Dobrze- szatynka uśmiechnęła się, pochyliła się nad wózkiem- Jak się czuje
Meike, mogę ją już odwiedzić?- poprawiła pasek od torebki.

- Jest słaba, terapia ją wykańcza, a dzieci wykańczają mnie- ziewnął- Żyjemy
z Cleo jak w matrixie. Ona wraca z trasy, jest z dziećmi, ja jadę na promocję,
ona wyjeżdża ja siedzę w domu i tak od ponad miesiąca-

- Ale jesteście szczęśliwi?- wskazała na ławkę w parku, usiedli, Lena wyjęła
Ninę z wózka, trzymała ją za ręce, mała stawiła pierwsze kroki- Zobacz wujek
ja chodzę!- śmiała się.

- No widziałem, prawie mi z wózka wyskoczyła- rozłożył ręce a dziewczynka
śmiejąc się wpadła mu w ramiona. |

- Jesteśmy bardzo zmęczeni i bardzo szczęśliwi- odpowiedział.

- I tak trzymaj!- szatynka posłała mu całusa.

- A ty?-

- No ja…Ja,wybaczyłam sobie- odpowiedziała spacerując z córką- Chodzę
na terapię od półtora miesiąca i wiele zrozumiałam. To co się przytrafiło Joelle,
to nie moja wina. Wiem to- rzekła pewnie- Nic złego jej nie zrobiłam, to ona
chciała zniszczyć moje małżeństwo, osaczała nas, ale jest w tym wina
Patricka-

- Jest- zgodził się z nią Jimmy.

- Bym zapomniała!- puściła rączkę Niny i zanurkowała w swojej torebce.
- Przyszło zaproszenie. Na ślub z Los Angeles- pomachała białą kopertą.
- Nina, kochanie uważaj- dziewczynka czołgała się po trawie.

- Też dostałem- Jimmy, pomógł Ninie wstać- Dziwne jest- zerknął na
przyjaciółkę.

- No mega dziwne! Miejsce, data, kościół i tyle . Zapraszamy…Żadnych
nazwisk- przeniosła wzrok na muzyka- Teraz jest taka moda?-

- Może- wzruszył ramionami- W Ameryce- zaśmiał się- W stylu Hollywood-

-Nadinw stylu Hollywood? Proszę cię! – zmrużyła oczy, kucnęła obok córki.

- Może wychodzi za mąż za jakiegoś starego, bogatego dziada?- zastanawiał się
Jimm.

Lena uderzyła w śmiech- Błagam cię! I jeszcze jedno!- znów wbiła wzrok w
zaproszenie- Ślub nie jest we wrześniu tylko w lutym!- podała córce banana.

- Mówiła, że za dwa miesiące…-

- Jasne! Obaj macie wspaniałą pamięć- prychnęła obierając kolejnego banana.
- Walentynki, romantycznie- włożyła kawałek owocu do ust.

- Dziwne- Jimmy, nie odrywał wzroku od Niny, podkradł jej ostatni kęs a dziewczynka wybuchła śmiechem, przytulił ją do siebie.

- Jak tam Paddy?- zapytał w drodze powrotnej.

- Dobrze- odpowiedziała- Chyba dobrze, wiesz, że koncertuje. Jak tylko ma dzień
wolny zagląda do nas, zabiera Ninę na spacer. Jest mi łatwiej po tej terapii, łatwiej
mi się żyje- wystawiła twarz do słońce, poprawiła ciemne okulary.

- Niedługo rozwód- wyrzucił z siebie Jimmy, prawie o tym nie rozmawiali, Lena
nie chciała , Paddy go zbywał.

- Wiem. Nie chcę o tym rozmawiać i chcę być wtedy sama-

-Lena…-

- Proszę- jej głos brzmiał łagodnie ale stanowczo- Zmieńmy temat-

………

Wieczorem kiedy Nina już spała, wyszła na balkon, był mały nie taki jak w
jej dawnym domu w Monachium, ale lubiła na nim przesiadywać. Ratanowy
fotel, mały stolik, dużo kwiatów, latarnia i ona se swoimi myślami i kubkiem
ziół. Miała nad czym myśleć…Ostatnie półtora miesiąca…Były dla niej bardzo
ważne, zaczęła uczęszczać na terapię, wiele zrozumiała, wybaczyła samej
sobie, przestała też zadręczać się mijającym czasem, wiele w życiu przeszła
ale jeszcze więcej było w jej życiu szczęśliwych chwil, właściwie o tych złych
już zapomniała, miała tak wiele! Niebawem miała wziąć udział w maratonie,
biegała każdego dnia. Zatrudniła starszą, miłą panią do opieki przy Ninie,
co drugi dzień po cztery- pięć godzin, pomagała w fundacji, często zabierała
tam Ninę. Podjęła również decyzję w sprawie pracy, wraca! Nie cały etat,
już nie marzyła o wielkiej karierze, chciała po prostu pracować. Denis bardzo
jej pomagał, często odwiedzał ale dała mu jasny komunikat, że mogą być
jedynie przyjaciółmi, nie naciskał.

Z Paddym, widywali się. Dzwonił każdego dnia, opowiadał o trasie, o koncertach,
pytał co u nich, przyjeżdżał, zajmował się Niną. W pewnym sensie jej trochę
imponował, nie męczył jej, nagle wszystko rozumiał, doradzał żeby wróciła
do pracy, wspierał. Z drugiej strony chyba pogodził się z rozwodem. Właśnie
dzisiaj zastanawiała się czy to dobrze czy źle? Chyba mu wybaczyła…

Wróciła myślami do jej ostatnie rozmowy z Cleo, która kipiała wręcz ze
szczęścia, mówiła, że nie do końca jest pewna swojej przyszłości z Jimmem,
że są dni kiedy się boi, ale wybaczeniu mu było jej najlepszą decyzją!

Zapytała ją czy ona ma w sobie siłę żeby wybaczyć i wrócić do Patricka?

Jeszcze nie odpowiedziała sobie na to pytanie, ale odpowie…

………..

-Paddy, ktoś do ciebie- Cleo, weszła do garderoby- Fani z prezentami-

-Dużo ich jest?- zapytał odrywając się od obiadu.

- Nie. Ale jest wśród nich Ania- stanęła nad nim- Co mam powiedzieć?-

- Że jestem zajęty, nikogo nie przyjmuję- wrócił do jedzenia.

- Już się nie przyjaźnicie?- zapytała siadając.

- Nie. Nigdy się nie przyjaźniliśmy, była mi bliska, ,ale…Nie mogę się
przyjaźnić z kobietami które coś do mnie czują, z fankami. Żałuję, że
złamałem tę zasadę- odkręcił butelkę z wodą.

- Popieram- Cleo, uśmiechnęła się.

- Jak Meike?-

- Lepiej, ale terapia trwa, jest słaba, rokowanie są różne- westchnęła.

- Dajecie radę?- silił się na obojętność.

- Dajemy- roześmiała się- A ty dajesz radę?-

- Daję-

-Niedługo-

- Wiem i stawię się w sądzie- odpowiedział.

Szatynka przez chwilę wpatrywała się w muzyka- Paddy, nie możecie się rozwieść.
Kochacie się!- skubnęła kilka frytek z jego talerza.

- Czasem miłość nie wystarczy-

- Wystarczy!- złapała go za rękę- Lena, ostatnio bardzo się wyciszyła. Chodzi
na terapię, biega…Mam wrażenie, że ci wybaczyła. Rozmawiałeś z nią o tym?-

- Nie rozmawiamy o rozwodzie- zacisnął usta w wąską kreskę- Daj już spokój-

Godzinę później szedł wąską ścieżką prowadzącą na scenę, po bokach stali
fani, coś krzyczeli, robili fotki, przybijali mu piątki. Nagle je zauważył. Ania i trochę
za nią stała Livia, pozdrowiły go skinięciem głowy, Ania uśmiechała się, odwrócił
wzrok, udał, że ich nie zna, wszedł na scenę i zaczął swój koncert.

…………

- To w końcu lecimy do Kolonii czy nie?- zapytał Luk masując spięte ramiona żony.

- Nie wiem. Powinniśmy tam być, ale ani Paddy ani Lena, nie chcą- westchnęła.

- Kilka dni wcześniej jest rozprawa, ja na pewno na niej będę- sięgnął po olejek.

- Nie chcę tam być Luk, zrozum mnie- usiadła, spięła włosy- Nie mam siły,
próbuję zapomnieć, a kiedy do tego wracamy…Wszystko mi się przypomina!-

-Hej, już dobrze- przygarnął ją do siebie, pocałował- Kocham cię-

- Ja , ciebie bardziej- zarzuciła mu dłonie wokół szyi, patrzyła w oczy- Czym sobie
na ciebie zasłużyłam?-

- Nie wiem- roześmiał się- Naprawdę nie wiem-

- Tyle przeszliśmy…A ty wciąż ze mną jesteś- milczał- Czasem zastanawiam
się czy gdyby nie dzieci…-

- Nie myśl o tym- znów ją pocałował- Jesteśmy razem i tylko to się liczy. Chcę
żebyśmy razem wychowywali nasze dzieci- dotknął jej brzucha- Chcę się przy
tobie zestarzeć, ale nie chcę więcej tajemnic, mów mi o wszystkim – poprosił.

- Nie mam przed tobą tajemnic, tylko jeden jedyny raz…- spuściła wzrok.

- I o jeden raz za dużo- uniósł jej podbródek- Nie zrobimy tych badań-

- Muszę wiedzieć-

- Ale ja nie mogę wiedzieć, rozumiesz prawda?- patrzył jej głęboko w oczy.

Wiedziała o czym mówił,dobrze go rozumiała – Nie zrobimy tych badań- rzekła
ale dobrze wiedziała, że je przeprowadzi.

- Brakuje mi Tea- powiedział wcierając olejek w skórę blondynki, jacht delikatnie
zakołysał.

- Dlaczego Olivia wciąż zwleka z wizytą?-

- To inny kontynent, ma dużo pracy, szkoła Tea. Tęsknię za nim…-

- I chcesz polecieć?- zapytała zrezygnowana, spojrzała w gwiazdy które migotały
nad nim, obserwowała księżyc.

- Chciałbym- powiedziała równo z nim.

-Luk- odwróciła się- Ufam ci, ale boję się zostać sama, boję się o ciebie. Mam
traumę, zrozum mnie- czule głaskała jego twarz.

- Wiem- uśmiechnął się, ale widziała w jego oczach smutek- Po prostu za nim
tęsknię-

- Wiec leć na tydzień, dwa i wracaj- odpowiedziała wbrew sobie- Jakoś przeżyję,
nie wyjdę z domu przez ten czas- przytulił ją mocno do siebie.

- Tydzień. Szybko wrócę- szepnął masując jej nagie plecy- Moi rodzice się tobą
zajmą. Po rozprawie, Lena chciała tutaj przylecieć, wtedy polecę-

- Ok- zgodziła się- Przy tobie staję się lepszym człowiekiem – roześmiała się a
Luk zamknął jej usta pocałunkiem i delikatnie położył na biały koc.

………………………….

Koncert udał się, Patrick jak zwykle dał z siebie wszystko, na scenie zapomniał
o tym co właśnie działo się w jego życiu prywatnym, muzyka mu pomagała, ona
była w nim, była jego duszą. Szybko przemknął do białego wana, jechał do Kolonii,
do córki, nie wiedział jej od dwóch tygodni, strasznie tęsknił- Padd!- usłyszał.

Odwrócił się, przed nim stała Ania z niewielką paczką, kilka kroków dalej stała
Livia, co poczuł na jej widok? Żal. Pretensje do samego siebie i ogromny żal.

-Paddy nie przywitasz się z nami?- zapytała blondynka, która pogodziła się z
tym, że nigdy nie będzie kimś więcej dla muzyka, patrzyła na Livię i chyba
cieszyła się, że jednak nie zaliczyła tak bolesnego upadku jak kuzynka.

- Hej- powiedział- Bardzo się śpieszę- wysilił się na uśmiech, przyjął podarunek
i zasunął za sobą drzwi.

- Dziewczyny dałybyście już spokój, naprawdę- Cleo, spojrzała na kuzynki.
- To na pewno boli, ale ma boleć, żebyście coś zrozumiały- wsiadła do
samochodu- Jedziemy- zwróciła się do kierowcy- Co dostałeś?- zapytała
zdejmując białe trampki- Ale mnie nogi bolą!- pisnęła, wybrała numer Jimma.
- Kochanie wracam już, jak dzieci? Aimme, zasadziła nasiona? Naprawdę?-
roześmiała się.

Paddy, siedział z zaciśniętymi dłońmi na pudełku i z zaciętą miną obserwował
radosną Cleo, biło od niej szczęście!

- No co dostałeś?- zapytała zakładając uciskowe kolanówki.

Bez słowa otworzył pojemnik, było w nim mnóstwo pierogów- Wow!- Cleo
wybałuszyła oczy- Mamy co jeść do samej Kolonii- wzięła jeden.

- Odłóż go- warknął Patrick.

- Bo?- znieruchomiała.

- Odłóż!-

Paddy, otworzył okno i z całej siły cisnął pudełkiem o jezdnię- A ja dałem taki
pojemnik Lenie kiedy była w ciąży!- zakrył dłonią oczy- Ona powinna mnie
pozwać!-

Cleo, zastygła, w końcu wybuchła śmiechem- Zmieniłeś się Paddy, a podobno
Wy się nie zmieniacie- poklepała go po kolanie i uderzyła w jeszcze głośniejszy
śmiech- Zostaje nam KFC!-

………….

Następnego dniaLena, otworzyła drzwi od gabinetu i wrzasnęła- Patrick?- siedział
w poczekalni.

- Hej- uśmiechnął się wstając, przytulił ją do siebie.

- Co ty tutaj robisz?- wydukała.

- Podobno dobry specjalista skoro pomógł Jimowi – skrzywił się, nie puszczał
jej dłoni.

- Mnie też pomógł- odpowiedziała- Ale co ty tutaj robisz?- powtórzyła pytanie.

- Wpadłem się zapisać i porwać cię na obiad- odpowiedział.

- Zapisać?- wpatrywała się w niego intensywnie.

- Myślę, że sobie poradziłem, że wiem już w czym tkwi problem ale fachowa
porada nie zaszkodzi, może zwróci mi na coś uwagę czego ja nie zauważam?
- sięgnął po broszurkę -Jest też terapia dla małżeństw…Chociaż nam chyba
nie jest potrzebna terapia, tworzyliśmy świetny team- objął ją ramieniem.
- Niczego nam nie brakowało bo zawsze żyliśmy tylko dla siebie, nie dla
innych. Idealnie się uzupełnialiśmy, w łóżku było nam wspaniale- poczuła,
że się rumieni – Może mieliśmy inne oczekiwania a właściwie ja miałem…
To wszystko moja wina…- przytulił ją do siebie.

- Nie wszystko…-

- Daj mi chwilę…Pójdziemy na obiad?-

- Jasne- patrzyła jak znika za drzwiami. Zaskoczył ją! Instynktownie poprawiła
sukienkę, włosy, pociągnęła usta błyszczykiem.

- Porywam cię- złapał ją za rękę, mocno ją uścisnęła. Wybiegli z budynku wprost
w ramiona deszczu.

- Deszcz!- wrzasnęła Lena, zasłaniając włosy.

- Ale nie jesteś z cukru!- żartował Patrick, szybko złapał taksówkę, zatrzymali
się pod domem Elsy.

- Tutaj będziemy jedli?- zapytała wychodząc.

- Tak, w ogrodzie!-

Kilkanaście minut później, siedzieli na wielkich, wyszywanych poduchach obok
niskiego stołu, padało coraz mocniej, w powietrzu unosiła się nuta orzeźwienia,
letniego chłodu, szczelnie osłaniał ich dach altany- Smacznego- postawił na
stole dwa talerze, otworzyła butelkę ich ulubionego wina- Zadzwoniłem do Pani
Hanks, za godzinę przywiezie nam Ninę- napełnił kieliszki.

- Kiedy to wszystko przygotowałeś?- zapytała zaskoczona- Carpaccio, szparagi,
moja ulubiona sałatka…- zamieszała w misce- Z rukolą, kurczakiem i orzechami…
Patrick, ty nie potrafisz gotować!-

- Elsa mi pomogła…Instruowała mnie przez dwie godziny co chwilę wyzywając
mnie od beztalencia- roześmiali się- Spróbuj- nabrał na łyżkę sałatki, rozchyliła
usta, spróbowała.

- Pycha- otarł kciukiem sos z jej ust, oblizał palec, Lena, poczuła mrowienie w
dole brzucha- Smacznego- zaczął nakładać- Mam do ciebie pytanie- wstrzymała
oddech- Końcem sierpnia kończę trasę, mam przerwę dwa tygodnie, chciałbym
gdzieś wyjechać odpocząć- mówił zajadając się carpaccio- Mogę zabrać Ninę
na kilka dni do zakonu w którym byłem?-

Po raz kolejny tego dnia zaskoczył ją- Chciałbym spędzić z nią trochę czasu,
pochwalić się nią- rzekł dumnie- Odpoczniesz trochę, skupisz na pracy. Lenka,
znowu będziesz najlepsza- uśmiechnął się do niej, odwzajemniła uśmiech.

Coś zabolało…Nie zaproponował jej , zrezygnował z nich, pogodził się z
rozwodem! Bolało, dotknęła dłonią klatki piersiowej, miał wrażenie, że serce
zaraz wyskoczy jej z piersi.

- To tylko kilka dni…Nie smakuje ci?- wskazał na talerz- Nic nie jesz-

- Ok…Smakuje- zaczęła jeść sałatkę- Ok. Zgadzam się- odpowiedziała.
- Muszę to toalety- poderwała się i źle nastąpiła, poczuła silny ból w kostce,
jęknęła, szła jakby między kroplami deszczu, nie czuła, że moknie, nie chciała
czuć bólu.

- Lenka- wziął ją na ręce, zawsze tak robił kiedy coś ją bolało, kiedy potrzebowała
pomocy- Boli cię coś?-

- Kostka, źle stanęłam, to nic- odpowiedziała.

Postawił ją na ziemi- Dlaczego zabrałeś mnie akurat tutaj na obiad?- zapytała.

- To jedno z naszych miejsc na ziemi- odpowiedział do razu- Tutaj się w tobie
zakochiwałem, najpierw połączyła nas przyjaźń, dopiero później- śmiał się.
- Po wielkich trudach, miłość. Ten dom ma dla mnie szczególną wartość, nie
chciałem jeść z tobą obiadu…Gdzieś tylko właśnie tutaj- zobaczyła w jego
oczach ciepło ale czy dalej miłość? Czy przyjaźń o której wspominał?

- Patrick, posłuchaj…-

- Wiem, że to spieprzyłem. Wiem! Ta cała sytuacja z Joelle, to tylko moja
wina! Moja!- odwrócił się i uderzył pięścią w ścianę- Jako mogłem do tego
dopuścić?- stała za jego plecami- Tyle przeszłaś…- odwrócił się- Nigdy nie
chciałem cię skrzywdzić! Nigdy!-

- Wiem- podeszła bliżej.

- Livia nigdy nic nie znaczyła- odwróciła wzrok, teraz to on zrobił krok do
przodu- Od kilku dni zastanawiam się dlaczego cię zdradziłem? Był czas,
że myślałem, że może faktycznie mi się podoba, może przechodzę jakiś
kryzys wieku średniego…-

Uśmiechnęła się- Patrick ty masz na drugie kryzys-

- Masz rację- kiwnął głową- Ale znam już odpowiedź na to pytanie. Ona
była kolejną pomyłką, kolejnym błędem mojej sławy. Zaszumiało mi w
głowie, zboczeniem z trasy…Zastanawiam się czy to wszystko jest dla
mnie…Jestem na szczycie, wiem czego chcę, powtarzam sobie, że mam
wszystko pod kontrolą i nagle…Coś się dzieje, odbiło mi! Jest mi wstyd-
dotknął jej dłoni, pocałował je- Nie chcę już o tym rozmawiać…Zamknijmy
ten temat, chcę żebyś była szczęśliwa, jestem ci to winie. Nie zawiodę
cię więcej-chciała coś powiedzieć ale rozdzwonił się domofon- To Nina!-
zobaczyła radość w jego oczach.

-Wybaczyłam ci- szepnęła, ale on już tego nie słyszał, głośno witał się z
córką.

Mijały kolejne tygodnie, Klaus został skazany na piętnaście lat, Denis, wytoczył
poważne zarzuty, sędzie przychylił się do jego wniosku, po procesie Luk, wdał
się z nim w bójkę, przy okazji łamiąc policjantowi rękę, noc spędził w areszcie.
Paddy, koncertował, Lena, odbyła poważną rozmową ze swoją zwierzchniczką.

Dzień przed rozprawą, szatynka nie mogła znaleźć sobie miejsca, wyłączyła
telefon,krążyła nerwowo po mieszkaniu co chwilę uderzając w płacz. Jak mogło
do tego dojść? Dlaczego ani razu nie poprosił ją żeby wycofała pozew, nie starał
się, nie próbował przekonać ją do zmiany zdania! To chyba bolało najbardziej!

Siedziała zatopiona w swoich myślach kiedy usłyszała jego głos, zerwała się
na równe nogi- Paddy?!- był przemoczony, wyglądał cholernie pociągająco.

- Mam klucze- położył je na szklanym stoliku- Wróciłem dzisiaj, byłem na terapii,
wzmocnić się przed jutrem – dotknął mokrych włosów- Lena, przyjadę na
rozprawę, nie bój się- zapewnił ją.

Rozpłakała się, mocno go siebie przytuliła- Boże, co się z nami stało?-

- Hej- szepnął dotykając jej twarzy- Jeszcze będziesz szczęśliwa, obiecuję-
musnął jej rozchylone usta, od razu odwzajemniła pocałunek, objęła go mocno,
całą sobą- Wybaczam ci, Paddy- wyrzuciła z siebie i poczuła ulgę. Zaczęli się
całować tak jakby całowali się po raz pierwszy i może ostatni. Wbiła dłonie w
jego mokre włosy, jego dłonie wodziły po jej smukłych, nagich udach…

- Poleć ze mną do Afryki, do naszej chatki- szepnął zrywając z niej, jego koszulę.

-Polecę z tobą nawet na koniec świata…-

……….

Dzień później.

Lena siedziała na samym końcu długiego stołu, obok niej jej prawnik…A na drugim
końcu siedział Patrick.  Byli w sądzie, właśnie zaczynała się ich rozprawa sądowa.

Rozdział 279- Sing Meinen Song

 Rozdział wyszedł strasznie długi,  przejściowy  chyba taki luźny.
Już w kolejnym, będzie dwa miesiące później ;) Czyli przyśpieszamy  ;)

 

…………………….

- Cleo nie powinnaś chodzić po domu w majtkach- szatynka stanęła na
baczność widząc Aimee w drzwiach. Od kilku dni dzieci Jimma, mieszkały
z nimi. Meike, była w szpitalu.

- Przepraszam- rzekła ze wstydem, szybko wskoczyła w spodnie od dresu.
- Może coś zjemy?- zapytała przyjaźnie. Pamiętała swoje początki z Aimme,
były trudne ale poprawne.

- Nie jemy o tej godzinie, mama przestrzega godzin posiłków-

- A może coś słodkiego?- Cleo, objęła dziewczynkę ramieniem ale ta
odwróciła się- Jakieś zakupy? Cukiernia?-

- Nie pieczesz ciast?- dziewczynka zapytała z wyrzutem jakby Cleo co
najmniej zaproponowała,że wrzuci jej brata na grilla.

- Piekę…Kiedyś piekłam- podrapała się po plecach- Ale dawno temu, nie mam
czasu ani talentu- pomaszerowała w stronę kuchni,zaczęła przeglądać szafki,
lodówkę- Pomożesz mi coś upiec?-

Aimee, wzruszyła ramionami- Mogę ci pomóc- przewróciła oczami- Brauni-

- Ok- Cleo,ucieszyła się.

- James płacze- do kuchni wpadła młodsza córka Jimma.

Cleo wraz z dziewczynkami ruszyła za rozchodzącym się po domu płaczem.
Chłopczyk leżał w holu obok schodów.

- O mój Boże! James!- Cleo jednym susem pokonała cztery schody- Żyjesz?!-

-Żyje! Przecież płacze!- prychnęła Aimee.

Szatynka wzięła chłopczyka na ręce- Już dobrze kochanie- tuliła go do siebie.
- Już dobrze- kołysała.

- Sprawdź czy sobie nic nie złamał- podpowiadała Maire.

- Jezu!- uniosła dziecko do góry- Kochanie, boli cię ?- z przerażeniem wpatrywała
się w chłopca.

- On jeszcze nie mów!- rzekła poirytowana Aimee.

- Przestań się wymądrzać i mi pomóż! To twój brat!- wrzasnęła szatynka.

- Bardziej się przestraszył niż coś sobie zrobił- dziewczynka pocałowała brata.

- Kiedy wróci mama?- zapytała Maire.

- Wróci! Niebawem!- uspokoiła ją Aimee.

- Chodźmy na górę- szepnęła Cleo, tuląc do siebie Jamsa. Zawładnął nią strach,
że polegnie, że sobie nie poradzi.

- Tata, wspominał coś o wakacjach- mówiła Aimee, kiedy Cleo wraz z Maire
uspokajały przestraszonego chłopca- Polećmy do Toskanii! Tęsknimy za
Mary!-

Cleo, zacisnęła powieki i policzyła do pięciu- Jeszcze nie dostałam urlopu,
porozmawiamy jak wróci tata- w duchu odliczała minuty do powrotu Jimma!

- Chcemy Toskanię!- upierała się dziewczynka.

- Już w porządku?- szatynka uśmiechnęła się do malucha, był taki podobny
do ojca!

- Zawsze możemy polecieć z tatą. Sami- Cleo, podniosła wzrok, wytrzymała
spojrzenie dziewczynki.

- Nie ma problemu- odpowiedziała ze spokojem w głosie- Wrócimy do tematu
jak wróci tata- zakończyła temat, drgnęła na dźwięk dzwonka.

- Tata!!!- dziewczynki pobiegły otworzyć.

- Chwała Bogu!- westchnęła, wzięła Jamsa na ręce.

- Wujek!!!- słyszała okrzyki, jej oczom ukazał się zaszokowany Patrick.

- Hej- powoli wchodził po schodach.

- Cleo, nie potrafi piec ciast, zajmować się Jamsem i nie chce lecieć do Toskanii!-
skarżyła Aimee.

- Aimee- Paddy, pogroził dziewczynce- Nie ładnie tak mówić- upomniał ją,
przytulił dziewczynki- Jak się miewa mój chrześniak?- wyciągnął dłonie by
wziąć chłopca na ręce- Ale ty urosłeś! Gdzie Jimmy?- zerknął na Cleo, nie
mógł się nie uśmiechnąć, wyglądała na wyczerpaną, zmęczoną i totalnie
zagubioną.

- Pojechał po zakupy- odpowiedziała cicho- Dzieci są u nas od tygodnia-

- Od  tygodnia? Myślałem, że co drugi weekend…- urwał widząc minę Cleo.

- Aimee, zabierz brata. Biegnijcie do ogrodu po kwiaty do wazonu! Migiem!-
ponaglił dziewczynki- Dlaczego nie ma cię w pracy?- stał na wprost kobiety.

- Bo zajmuję się dziećmi- odpowiedziała rozkładając ręce, zaczęła sprzątać
porozrzucane zabawki- Meike, jest szpitalu. Ma nawrót choroby, fatalne wyniki
i właściwie już tylko cud może jej pomóc- miała ochotę uderzyć w płacz ale
zacisnęła zęby i sprzątała dalej, nie rozklei się przed nim!

- O czym ty mówisz?- złapał ją za łokieć, z dłoni wyjął kucyka pony.

- Zapomniałam, że nie interesujesz się rodziną!- prychnęła idąc do kuchni,
wdepnęła w rozbite jajko. Wrzasnęła na cały głos, kiedy otworzyła szafkę
rozsypały się płatki kukurydziane po całej kuchni.Stała i zaciskała powieki.

Paddy z przerażeniem rozglądał się po zagraconym domu,chyba nigdy nie
było tu takiego syfu- Ok. Pomogę ci posprzątać- zaproponował.

- Posprzątam. Zajrzyj do dzieci- poprosiła cicho.

- Nie wiedziałem, że Mieke jest w tak fatalny stanie- podał jej szufelkę.

- Jimmy, do ciebie dzwonił- powiedziała wycierając rozdeptane jajko – Ale nie
zdążył ci powiedzieć, rozłączyłeś się- nie wyczuł w jej głosie wyrzutu, zrobiło
mu się głupio- Pojadę jutro z tobą na ten wywiad- zerknęła na niego- I wezmę
jeszcze tydzień wolnego-

- Co z trasą?-

- Jadę z tobą- taką miała nadzieję!

-Co z Jimmem? Jak się trzyma?-

- Jest załamany.  Jest mu ciężko- wyrzuciła ręczniki papierowe do śmieci.

- A ty jak się trzymasz?- zaczął zamiatać podłogę w kuchni.

Wyprostowała się, zacisnęła dłonie na blacie, odchyliła głowę- Myślę, że
próbuję się odnaleźć, to dobre stwierdzenie- westchnęła- Ale nie martw
się, nie nawalę- poklepała go po ramieniu wychodząc- Chodźmy do ogrodu-
na tacy położyła dzbanek z wodą i cytryną oraz miskę z orzechami i pistacjami.

- Mamy kwiaty!- dzieci przekrzykiwały się wymachując bukietami.

- Piękne!- Cleo, uśmiechnęła się- To dla mnie?- zapytała bez nadziei.

- Tak!- Maire wręczyła jej bukiet polnych kwiatów, w ślad za nią poszedł
James wymachując połamanym patykiem- Ooo jesteście kochani- przytuliła
dzieci do siebie.

-Dla ciebie- Aimme, również zaprezentowała swój bukiet- Proszę-

- Dziękuję kochanie- wzruszona Cleo przytuliła dziewczynkę.

- Przepraszam. Tęsknię za mamą- szepnęła dziewczynka.

- Wiem kochanie, wiem. Niedługo będziecie już razem- mocno ją do siebie
przytuliła.

Patrick z otwartą buzią stał oparty o drzewo, obserwował Cleo i dziewczynki.

- Możemy się kąpać? – Maire wskazała na basen.

- Tak- odpowiedziała szatynka, podwinęła spodnie od dresu, wzięła Jamsa
na ręce i weszła do basenu- Woda jest zimna!- wrzeszczała.

- Ciepła jest!- śmiała się Aimee pryskając wodą, dziewczynki zaczęły się
wygłupiać, Cleo, wylądowała w wodzie, wszyscy zaczęli się śmiać, Paddy,
zatkał dłonią usta. Chyba nigdy jej takiej nie widział, zmęczonej ale szczęśliwej.

- Teraz możesz paradować w majtkach, ale i tak powinnaś założyć strój-
oznajmiła Aimee, Cleo, tylko pogroziła jej palcem.

- Co się tutaj dzieje?- do ogrodu obładowany zakupami wszedł Jimmy- Hej-
rzucił w stronę Patricka.

- Hej- odpowiedział- Jimmy! Nie wiedziałem o Meike- Patrick zrobił przepraszającą
minę.

- Nie musisz wiedzieć- burknął Jimmy, podchodząc do basenu- Wykończycie
Cleo!- złapał się za głowę.

- Podejdź bliżej- poprosiła szatynka, jednym ruchem wciągnęła go do basenu.

-Tata!- śmiały się dziewczynki.

- O Boże- szepnął Patrick, postanowił wnieść zakupy do kuchni.

- Dajesz radę?- zapytał Jimmy, odgarniając mokre włosy z twarzy Cleo.

- Z trudem- odpowiedziała uśmiechając się- Pogadam chwilę z Paddym-
podała mu Jamsa i wyszła z basenu.

Jimmy,  również wyszedł z basenu, wsadził syna do dmuchanego żółwia, sam
zrzucił z siebie mokre ubranie, podciągnął szare bokserki prawie pod pachy i
wrzasnął – Nadchodzi…Rekin ludojad!- z dzikim okrzykiem wskoczył  do basenu
i zaczął wygłupiać się z dziećmi.

Cleo, wyszła na taras, Paddy, nawet jej nie zauważył, obserwował brata- Możesz
dołączyć- usłyszał jej głos.

Stała w luźnej, granatowej w białe paski sukience i wycierała włosy- Nie- chrząknął.
- Nie mam takich seksownych bokserek- wskazał na brata.

Cleo, usiadła, podsunęła mu szklankę z wodą- O co chodzi?- zapytała.

- Nie wiedziałem. Naprawdę. Wiesz ile mam pracy- próbował się tłumaczyć.

- Wiem- odpowiedziała.

- Cleo, nie zrozum mnie źle…Meike, na pewno wyzdrowieje- zrobił znak krzyża.
- Ale…Ale…- wiedziała co chciał powiedzieć- Ale gdyby coś jej się stało. Jimmy,
będzie musiał zająć się dziećmi- wbił w nią wzrok.

- To zrozumiałe-

- Od lat nie jest z nimi na co dzień, ale jest ich ojcem i da sobie radę, tylko,
że- przygryzł usta- On za chwilę też jedzie w trasę, promocja, występy…
No i to Jimmy- podsumował, odwróciła wzrok- Wspaniale się nimi zajmujesz
i wiem, że dasz sobie radę, ale ty nawet nie chciałaś mieć dzieci. Sama jesteś
ciągle w rozjazdach, borykasz się ze…Swoimi problemami- zamilkł widząc
złość na twarzy menedżerki.

- Nie borykam się już z niczym! I nie mów o Meike jak o zmarłej! Wszystko
będzie dobrze!- rzekła pewnie, wstała. Mimo, że gadka Patricka była nie na
miejscu, miała dokładnie te same obawy! Ale na pewno nie z nim będzie o
nich rozmawiać!- Damy sobie radę!- spojrzała na niego- Już ci mówiłam, nie
odejdę od Jimma! Nie zostawię ani ja, jego ani on, mnie. Nic nie wskórasz! -
skrzyżowała ręce.

- Nie to miałem na myśli!- zapewnił.

- Już ja dobrze wiem co miałeś na myśli! Ze mną nie rozmawiasz! Z Jimmem,
też nie! Dzisiaj przyjechałeś tutaj tylko po to żeby sprawdzić czy Jimm mnie
nie rzucił a ja nie zaczęłam pić! Jak widzisz mamy się świetnie!- żywo
gestykulowała, potrącając przy tym dzbanek z wodą- Kurwa!- zaklęła kucając.

- Właśnie widzę…- Patrick również się pochylił.

-Posłuchaj mnie!- klęczeli patrząc sobie w oczy- Wiem, że nie pogodziłeś się
z rozwodem! Nie oszukasz mnie! I dobrze, walcz! Nie poddawaj się!- mówiła.
- Masz nadzieję na przebaczenie i życzę ci tego! Oby Lena znalazła w sobie
siłę którą ja znalazłam w sobie żeby wybaczyć Jimmowi! – wyrzucała z siebie.
- Jest mi ciężko! To prawda!- usiadła na swoich łydkach- Lenie, też będzie!
Sam mówiłeś, że się nie zmienicie ale potraficie kochać! – milczał, patrzył na
nią- Więc skoro sam chcesz żeby tobie wybaczono , uszanuj mój wybór!
Ja, go kocham! Kocham go tak jak ty Lenę. Udawałam, że się pogodziłam z
jego odejściem, cierpiałam- przetarł oczy- Jestem zmęczona ale szczęśliwa
bo chcę z nim być! Ostatnie dni…To szaleństwo- dotknęła dłonią mokrych
włosów- Boję się jutra, boję się, że sobie nie poradzę- zamrugała- Ale kiedy
kładę się wieczorem obok niego, jest dobrze. Wiem, że jesteśmy na swoim
miejscu, obok siebie.Kocham go i z niego nie zrezygnuję! Będę walczyć jeśli
będzie trzeba! Nie oddam go! To mój Jimmy- Patrick zakrył dłonią oczy, tak
bardzo chciał być teraz przy żonie i córce! Tęsknota doprowadzała go do
obłędu!

- Robimy grilla, zostaniesz?- na tarasie pojawił się Jimmy.

- Nie- Paddy, wstał, otarł oczy- Pójdę już-

- Zostań- poprosiła Cleo.

- Nie mogę- opuściła taras.

- Hej!- Jimmy, dogonił go- Przestań w końcu się obrażać i zostań!-

- Nie zrozum mnie źle, ale nie mogę. Ja właśnie tracę rodzinę, nie mogę!-

- Nie możesz mnie po prostu wspierać?!- Jimmy, podniósł głos- To aż takie
trudne? Ile razy to ja wspierałem ciebie? Wstawiam się za tobą u Leny! -
potrząsnął bratem- Patrick!

- Nie mogę. Przepraszam- wysiadł do samochodu i odjechał.

Późnym wieczorem, Jimmy, wszedł do ogrodu, Cleo, łowiła zabawki z basenu.
- Śpią. Mam dosyć- opadł na bujaną huśtawkę- Jutro wieczorem jadę do Kolonii.
Pojutrze operacja- szatynka usiadła obok, sięgnęła po szklankę z sokiem.

- Ja też muszę  pojechać z Paddym. Ma ważny wywiad- wtuliła się w niego.

- Maite, przyjedzie do dzieci- pocałował jej mokre włosy, kilka godzin temu
podczas grilla Cleo, zaliczyła jeszcze kilka upadków do wody.

- Ok- zacisnęła powieki.

- Wiem, że się boisz…Nie dość, że masz dość kiepskiego faceta to jeszcze
w pakiecie trójka dzieci. Można się przestraszyć-

- Można-

- Uciekniesz?-

- Jimmy, wiem, że Meike z tego wyjdzie. Jestem tego pewna- musnęła jego
zarośnięty policzek.

- Jestem przerażony- spojrzał w gwiazdy.

- A ja nie. Wiem, że wszystko się ułoży, jakkolwiek ale się ułoży- sięgnęła po
szaszłyk.

- Bóg ma dla każdego plan, nie zabierze mi jej. Nie może. Nie zabierze
dzieciom matki!-

- Jimmy. Hej- ujęła jego twarz- Nie zabierze, nie poddawaj się. Meike z tego
wyjdzie-

Pocałował ją, odwzajemniła pocałunek, całowali się namiętnie, każdy kolejny
pocałunek był kolejną obietnicą, kolejnym wyznaniem- Chodźmy do domu-
szepnął błądząc dłońmi pod jej sukienką.

Roześmiała się- W naszym łóżku śpi James z Maire, twój syn powinien
przespać kilka godzin…- wstała by zrzucić z siebie sukienkę- Dziewczynki
mają sen po tacie- widziała w jego oczach pożądanie, jej koronkowe majtki
opadły na trawę…Zawsze chciałam kochać się pod gwiazdami- Jimmy,
szybko pozbył się dżinsowych spodenek i opuścił bokserki- Najwyżej nas
nagrają- usiadła na nim.

- Patrick zamknąłby się już wtedy w zakonie o zaostrzonym rygorze- Jimmy,
objął dłońmi jej piersi, poruszył się.

- Dobrze, że nie mamy sąsiadów- jęknęła. .

…………………………….

Jimmy maszerowała po szpitalnym korytarzu, miała wrażenie, że godziny
ciągną się niemiłosiernie- Proszę- Patricia podała mu papierowy kubek z
kawą.

- Wiesz, że nie znoszę szpitalnej kawy!- minął ją.

- Jak się mają dziewczynki?- w oczach siostry widział łzy.

- No normalnie- wzruszył ramionami.

- Jimmy, Meike z tego wyjdzie!- podeszła do brata, wtuliła się w jego plecy.
- Hej, Jimmy! Nie trać wiary!-

- Już dawno powinienem ją utracić!- prychnął przecierając dłonią twarz.

- Nie gadaj głupstw!- szturchnęła go starsza siostra- Trzeba pogadać z
Ralphem- zerknęła na mężczyznę siedzącego pod salą.

- To gadaj!- wycedził przez zęby- Ledwo żyję i jeszcze będę gadał z gościem
który śmiga w moich kapciach!-odwrócił się.

- Jimmy!-

- Nie chce mi się gadać ani z tobą ani z nim! Niech to się już skończy!-
zacisnął dłonie na głowie.

- Trzeba myśleć o dzieciach- Patricia usiadła obok Jimma, poprawiła
kraciastą spódnicę- One są najważniejsze!-

- Wiem! Myślę! Są ze mną i Cleo, planujemy gdzies wyjechać żeby Meike
mogła na spokojnie dojść do siebie po operacji-

Patricia, zrobiła wymowną minę, poprawiła włosy, wygładziła spódnicę- Tylko
się nie denerwuj ale…Wyjeżdżamy z Denisem i chłopakami do Irlandii na tydzień,
możemy zabrać dzieci-

- Pojadą z nami!-

- Wiem, że jesteś szczęśliwy z Cleo…- widząc jego wyraz twarzy, szybko dodała.
- I cieszy mnie to! Naprawdę! Ale nie wiem czy to jest odpowiednia osoba…-

- Hej!- podeszła do nich Lena, na rękach trzymała Ninę- Wiadomo już coś?-
przywitała się z rodzeństwem.

- Masz szczęście, że Lena ci przerwała!- naskoczyła na siostrę, wściekły Jimmy.

- Co się dzieje?-szatynka rozejrzała się, pozdrowiła skinięciem głowy Ralpha.

- Czekamy- odpowiedziała spokojnie Patricia- Modlimy się!-

- Właśnie słyszałem jak się modlisz!- prychnął Jimmy, biorąc na ręce Ninę.

- Uspokójcie się- szepnęła Lena, z torebki wyjęła butelkę z wodą.

- Jak ty się trzymasz?- zapytał Jimmy, obejmując przyjaciółkę ramieniem.

- Dobrze- na jej twarzy pojawił się idealnie sztuczny uśmiech- Dobrze-
powtórzyła.

- Lena, no ja nie wiem…- Patricia wstała- Wyglądasz jak cień, Paddy, tęskni
za córką, przypomina tykającą bombę- załamała ręce- Znam go! On to dusi
w sobie, tak jak kiedyś- blondynka zaczęła płakać- Boję się o niego! A co
jeśli on tego nie udźwignie?- patrzyła błagalnie na bladą szatynkę.

- To mu pomożesz!- rzekł oburzony Jimmy- Razem to udźwigniecie,weźmiesz
jeszcze kogoś do pomocy. I nie rób afery! Wszyscy na nas patrzą!- rozejrzał
się- Jesteśmy tutaj dla Meike nie dla Patricka! Idź pogadać z Ralphem, my
się przejdziemy!- objął ramieniem przyjaciółkę i wyszli na zewnątrz.

- Daj spokój- Lena, poprawiła włosy które targał wiatr- Jest ok- dotknęła czoła
córki- Coś ją zbiera- zmartwiła się- W nocy spała niespokojnie-

Jimmy,dotknął ustami czoła dziewczynki- No chyba masz rację. Powinnaś
zostać z nią w domu-

- Cały czas siedzę w domu…- spuściła wzrok- Paddy, nie chce zgodzić się
na opiekunkę, nie pracuję, Elsa, Luk…Teraz ty, wyjechaliście. Do waszej
rodziny przestałam chodzić…Sam rozumiesz- uśmiechnęła się smutno,
potarła ramiona- Wstaję, sprzątam, gotuję, idę na spacer z Niną i Barby,
wracam , idę spać. Myślę żeby gdzieś pojechać…- patrzyła przed siebie.
- Może Irlandia a najchętniej spakowałabym się i poleciała do Toskanii!-
pokręciła głową śmiejąc się- Mam nawet spakowaną walizkę, każdego
dnia ją pakuję, taki rytuał, mam wtedy lepszy humor!- próbowała żartować.

- Lena, więc leć do nich- Jimmy, poprawił czapkę na głowie dziewczynki.

- Wyjechali żeby pobyć sami. Luk, dowiedział się o Klausie, potrzebują
spokoju-

- Lena, przecież ty im nie będziesz przeszkadzać! Ucieszą się! Luk, dużo
pracuje-

- Nie. Poczekam jeszcze z tym wyjazdem. Źle sypiam- usiadła na schodach,
Jimmy, zajął miejsce obok szatynki, trzymał ją za rękę- Śni mi się Joelle, jak
spada, jej wzrok. Czasem budzę się zalana potem, mam wrażenie, że mnie
obserwuje, że się śmieje ze mnie- zakryła dłonią oczy.

- Lena, posłuchaj Elsy i idź na terapię…Mówię ci to ja, Jimmy, człowiek uparty,
który uważał, że sam sobie poradzi, śmiałem się z terapii- wstał by pokołysać
Ninę- Tylko żebyś po jej zakończeniu nie znalazła sobie nowego faceta, jak
ja, Niki!- roześmiali się oboje.

- Paddy, chyba pogodził się z rozwodem- wyrzuciła z siebie.

- Nie pogodził. Jedź do domu, daj Ninie coś na przeziębienie. Przyjadę do
ciebie wieczorem-

………………..

- Hej- Jimmy, zdejmują kaptur z głowy, wszedł do mieszkania Leny, wręczył
jej pizzę, butelkę wina i z kieszeni wyjął dwie puszki piwa- Jak Nina?- zapytał
szeptem.

- Śpi. Przeziębienie, podjechałam z nią do lekarza, osłuchał, wypisał receptę-
pochyliła się nad łóżeczkiem – Mój aniołek- uśmiechnęła się czule- Jak się
czuje Meike?- zapytała cicho zamykając drzwi od sypialni, weszli do kuchni.

- Widziałem ją dosłownie kilka sekund- zatrzymał się w drzwiach od małej
kuchni- Wygląda…Słabo i tak też się czuje- potarł nos- Lekarze wycięli chyba
wszystko co mogli jeszcze wyciąć i trzeba czekać-

Lena wyjęła z szafki dwa talerze, korkociąg, wysoką szklankę i razem przeszli
do niewielkiego salonu- Ale operacja się udała?- usiedli.

- No udała, wycięli wszystko. Ale to jeszcze nie koniec, wyniki, badania- ziewnął.

- Będzie dobrze!-

- Wiem. Lena, musi być dobrze. Chodzi przede wszystkim o dzieci- otworzył
karton z pizzą- Wziąłem na bogato, ze wszystkim- uśmiechnął się.

- Taką lubię!- szatynka ze smakiem wygryzła się w kawałek- Tam gdzie zawsze?-
zapytała z pełnymi ustami.

- Yhyy- odpowiedział przeżuwając- Od lat tylko tam, od kiedy…Nina mnie tam
po raz pierwszy zaciągnęła. Lokal z zewnątrz wygląda coraz gorzej a pizzę
mają coraz lepszą!- śmiał się.

- I to ciekawe!- Lena, sięgnęła po serwetkę- To prawie jak ze mną, tylko
odwrotnie- spuściła wzrok.

- Co ty oglądasz?!- wrzasnął na widok tureckiej telenoweli- No błagam!-
zaczął się rozglądać za pilotem- Przecież dzisiaj Sing meinen Song! Paddy!-
przerzucał kanały- Cleo z nim jest!-

- Jimmy, nie wiem czy chcę oglądać…-

- Ale ja chcę!- w końcu odnalazł kanał VOX- Forster! Yea!- zaczął klaskać.
- Ciekaw jak tych dwóch zapitych ogierów będzie śpiewało nasze kawałki!-
otworzył piwo- To przez stres!- trzy minuty później oderwał się od pustej
puszki.

- Podobno nie pijesz!-

- No bo nie piję!- oburzył się- Chciało mi się pić a nic innego mi nie zaproponowałaś!-
udawał oburzonego.

Lena, urwała kolejny kawałek pizzy, wbiła wzrok w telewizor. Paddy. Jej mąż .

- Oglądałaś poprzedni odcinek?- Jimmy, nie czekał aż odpowie, mówił dalej.
- Paddy, świetnie zaśpiewał! Ogólnie program super!- kiwał głową- Angelo
by tam chciał być- mrugnął figlarnie- Marzy mu się! W końcu on poeta -
tekściarz - ironizował- Twierdzi, że pisze najlepsze teksty w rodzinie!-

- Bo pisze! Przynajmniej są o czymś!- Lena, z kieliszkiem w dłoni usiadła
wygodnie.

- Oj tam! Powiedziała co wiedziała! Jedź lepiej bo mizernie wyglądasz!-

- Kiedy ma być ten wywiad?-

- Na samym końcu, po historii-  odpowiedział nie odrywając wzroku od ekranu.

- Późno. To ja już będę spała- bawiła się poduszką.

- Przestań!- usiadł obok szatynki, objął ją i pocałował- Oglądamy do końca! -

- Jimmy, rano muszę wstać, po drugie Nina może się budzić-

- Po co pójdziesz spać…Mówiłaś, że Joelle cię straszy!- zdzieliła go poduszką.

- Zaczyna się! -Jimmy był podekscytowany jakby Paddy co najmniej.
grał o milion a on był jednym z kół ratunkowych - Nie znam tego rapera,
nie bardzo to rozumiem…Laska śpiewa, on spija śmietankę? Znasz go?-
zerknął na Lenę.

- A niby skąd? Brata zapytaj-

- Nie gada ze mną! Obraził się- nie odrywał wzroku od telewizora.

- O co poszło?-

- O nic! Obraził się, chyba o Cleo- Jimmy, wzruszył ramionami.

- Też fajnie-  Lena przewróciła oczami odrywając kolejny kawałek pizzy.

- To już trzeci!- pogroził jej Jimmy robiąc groźną minę, szatynka zastygła z
kawałkiem w ręku- Boczki- wbił palec w jej płaski brzuch- Nie masz teraz z
kim spalać!-

- Wyrzucę cię z domu! Biegam!- wrzasnęła zła, wepchnęła do ust kawałek
pizzy.

Przez chwilę milczeli, oglądali program- Myślisz, że po rozwodzie nie mogłabym
znaleźć sobie faceta?- wypaliła tak nagle,że Jimmy oderwał wzrok od ekranu.

- Mogłabyś. Ale nie chcesz- odpowiedział- Tam siedzi twój wybranek!- wskazał
na Patricka- Ta laska zaśpiewała An Angel, lepiej od niego!- klasnął w dłonie.

- W końcu to Silbermond!- rzekła z uznaniem Lena.

- Jasne, że bez problemu znajdziesz sobie faceta. Spójrz na kolegów twojego
męża! Weź tego rapera i zapytaj go o co chodzi z tą laską co często śpiewa
za niego?- otworzył drugie piwo.

Lena zakryła twarz poduszką- Fujjj. Mam się przesiąść z Patricka na…-

-Przesiąść- rechotał Jimmy-  O dzięki ci Boże, że Meike, przeszła pomyślnie
operację- rozłożył ręce- Schodzi ze mnie stres!- zerknął na szatynkę- To jak
przesiąść się z…Roweru na terenowego dżipa!- przygarnął szatynkę do siebie.
Lena, śmiała się do rozpuku,  tego jej było trzeba, chwili oderwania się od
codzienności.

- Ten jest nawet fajny- jakoś nie do końca była przekonana ale chyba najlepszy
z tej całej wesołej gromadki pomijając Patricka – Jest wysoki!-

- Gentleman!- Jimmy wskoczyła na kanapę, zsunął lekko spodnie i zaczął
się śmiesznie wyginać- Zabierze cię na Jamajkę i zapalicie zioło pokoju-
zrobił śmieszny dzióbek- To jakbyś przesiadła się z roweru na latający dywan!-

- Paddy, to nie rower! To luksusowe Porsche!- powiedziała wstają -Zajrzę do Niny-

- Forster śpiewa Alinkę! No nie mogę!- Jimmy, złapał się za głowę.

-Będziesz tak komentował cały program?- zapytała Lena wchodząc do salonu.
- Śpi, nie ma temperatury- stała na wprost telewizora, patrzyła na szczęśliwego
Patricka, na śpiewającego Marka. Sympatyczny- pomyślała- Nie znam go-
usiadła obok Jimma.

- Forster to teraz numer 1 w Niemczech, wiesz, że ma polskie korzenie?-

- Nie- wzruszyła ramionami.

- Serio go nie znasz?-

- Nie-

- Czas na rozwód – podsumował Jimmy- Zostałaś gdzieś daleko w latach
dziewięćdziesiątych! Ale wyciągnął!- wrzasnął Jimmy- Mina Patricka!
Obstawiam, że popuścił w majty!- rechotał. Rozległ się dźwięk telefonu
Leny.

- To Luk!- wcisnęła zieloną słuchawkę- Hej- zobaczyła na ekranie Luka
wraz z Elsą!- Hej!- podskoczyła z radości- Jimmy, jest ze mną!- pomachała
telefonem.

- Cieszymy się, że operacja się udała!- odezwała się blondynka- Też jemy
pizzę!- wskazała na pusty karton.

- My jemy- Luk, wskazał na żonę- Ona je, ja tylko zapłaciłem!-

- No my jemy- wskazała na siebie i brzuch- Oglądamy Stadion Paddy!-
uniosła ręce w górę.

- My też! I szukamy faceta dla Leny- Jimmy, wyrwał telefon z dłoni szatynki.
- Mówię żeby brała rapera!-

- Forster!- darła się Elsa- Forster!-

- Mark Forster! Tylko on jeśli już!- Luk, zgodził się z żoną.

- Ale on chyba niski- skrzywiła się Elsa.

- No bo teraz Lena ma prawdziwe bydle za męża- Luk napiął muskuły- Paddy
krasnal! -

Lena śmiała się przez łzy, wiadomo, że przyjaciele żartowali i była im  za to
wdzięczna, potrzebowała tego, tak samo jak Jimmy, potrzebowali odreagować.

- Ok! Oglądamy!- wrzasnął Jimmy opierając telefon o puszkę po piwie.

- Dlaczego on płacze?!- wrzasnęła poruszona blondynka- Lena!- wlepiła wzrok
w telefon.

- Płacze bo Shake Away, wiele dla niego znaczy, to ten trzeci etap o którym mówi.
Nowy początek- mówiła szatynka- Nowa płyta, pierwszy singiel, żona, nowe życie-

- To jest cholernie dobra piosenka!- zgodził się z nią Jimmy.

- Ale jak się krzywi jakby cytrynę połknął! I jakie ma zmarszczki jak płacze!- Elsa,
wyglądała na zniesmaczoną- Byłeś tam- szturchnęła męża- Mogłeś mu szepnąć
żeby się tak mazał!-

- Przestań prawie popuściłem ze śmiechu!- odpowiedział Luk sięgając po szklankę
z whisky.

- Ładnie ta Lena, śpiewa- stwierdziła Elsa- Ma dziwny głos ale pięknie zaśpiewała-

- Ogólnie świetna laska tylko strasznie młoda- dopowiedział Luk.

- On tak będzie płakał do końca programu?- zapytała męża- Oj Lena!-

Lena płakła wtulona w Jimma, widać było,  że i on się wzruszył.

- No i teraz i mnie wzięło- Elsa, zatrzepotała rzęsami, pomyślał o swojej mamie,
tacie i siostrze, wzruszona pociągnęła nosem.

- Boże! Z wami coś oglądać!- Luk, przytulił ją do siebie – Zaraz będą kowboje!
Oni rządzą! Ogólnie goście mega sympatyczni, piją niczym wieloryby, upili mnie
w godzinę!-

- A  później wykorzystali!- śmiał się Jimmy.

- A to geje?- zainteresowała się Elsa- Bo jakoś tak przytulają Patricka, za
kolana łapią-

- Jakby takiego Patryczka dosiedli to by mu nawet zakon nie pomógł!-
śmiał się fotograf- To nie geje! Fajne chłopaki!-

- Widać!- zaśmiała się blondynka- Idziemy spać!- położyła się na kolanach
Luka- Zmęczona jestem i nadal głodna- dotknęła brzucha.

- My też- przeciągnęła się Lena- To znaczy ja idę a ty?- spojrzała na Jimma.

- Oglądamy! Jeszcze historia i wywiad!- posadził ją z powrotem na kanapę.

- No ale co on nam powie ciekawego?- ziewała blondynka- Zakon, depresja,
że mieszkał w zamku, kąpał się w  coli, później jakieś mądrości o wartościach
materialnych, duchowych no i, że jesteś darem od Boga. Nie powie, że…-
wszyscy wbili wzrok w Lenę.

- Nie powie. Będzie o darze od Boga no i pewnie o Ninie- odpowiedziała
cicho - Obrączka to jego gwarancja bezpieczeństwa. Przynajmniej on tak
myśli-

- Dobra! Przerwa, idę się odlać- Jimmy, wstał, przeciągnął się.

- Jak taki menel!- Elsa, pogroziła mu.

- Ok!- przyłożył telefon do rozporka – Idę honorowo oddać mocz, lepiej?-

- To mój telefon!- przypomniała mu Lena.

- Weź mnie nie wkurzaj!- usłyszeli irytację w głosie Luka- Lena, zabierz mu
telefon, bo zaraz nas honorowo obleje!-

….

Gdzieś pośrodku dokumentu pojawił się Luk- Wow!- wrzasnął Jimmy, Lena,
z wrażenia zastygła w bezruchu- Paddy, jest moim najlepszym przyjacielem
-zaczął fotograf – Nie wiedziałem, że prócz Maite, Luk, też się wypowiada-
szepnął Jimmy.

- Powiedziałbym, że jest dla mnie jak brat, ale przeraża mnie ilość osób w
jego rodzinie więc powiem, że jednak przyjaciel – fotograf roześmiał się, Lena,
otarła łzy – Jestem z niego dumny. Z tego, że się odnalazł w tym programie!
Trochę się bałem, że będzie sam- Luk, śmiał się- Daleko od domu, od swojego
świata w którym żyje. Paddy, ma bardzo wąskie grono ludzi z którym pracuje,
z którymi się przyjaźni…To pewnie wynika z tego, że pochodzi z tak licznej
rodziny- Jimmy z Leną również wybuchli śmiechem- Żart!- Luk, potarł szyję.
- Jest  specyficzny, ale chyba jak każdy prawdziwy artysta. On ma swoje
wizje ,zasady, swój dość wąski światopogląd.  Kiedy go poznałem, pomyślałem,
że to jakiś wariat z ery dinozaurów! Naprawdę! Jeszcze miał na głowie zielony
kaszkiet na głowie coś w stylu fryzury Trumpa! Pomyślałem o mój Boże!- Luk,
złapał się z głowę- Poszedłem a właściwie zostałem zaciągnięty na jego koncert
i od razu wiedziałem, że jest stworzony do czegoś większego. Widziałem jak
przez lata się zmienia, dojrzewa, jak tworzy kolejne wspaniałe płyty! Patrick
to wspaniały człowiek, cieszy mnie, że idzie dalej, czasem biegnie i zapomina wyhamować ale to…No muszę przyznać geniusz muzyczny! Ten program
jeszcze to potwierdził, świetnie dał sobie radę z utworami innych! Według
mnie jest najlepszy! On czuje to co robi, muzykę ma w sercu.  Dla mnie
Paddy, to mały, wielki człowiek - tymi słowami zakończył.

- No na końcu trochę go poniosło- Jimmy, zerknął na przygaszoną Lenę.
- Maite też popłynęła, że nie wiedziała. Wiedziała, że dzieje się z nim coś
złego. Wszyscy to wiedzieliśmy- zamyślił się, przygarnął do siebie szatynkę.

- Idę spać-

-Jeszcze wywiad-

- Nie dam rady…To za bardzo boli- odchyliła głowę do tyłu, płynnym ruchem
otarła łzy, spojrzała przed siebie, na wprost, na ekran, w oczy męża. Mogłaby
tak patrzeć na niego godzinami, tęskniła za nim! Kochała go!

Patrick opowiadał o programie, jak bardzo się cieszy,że wziął w nim udział,
o jego wieczorze, interpretacji utworów, o płycie z programu o swojej płycie.

-To na pewno był jeden z najlepszych wieczorów w moim życiu- uśmiechnął
się ciepło.

- A inne najlepsze momenty w życiu?-

- Było ich wiele, naprawdę spotkało mnie wiele dobrego. Ale na pewno dzień
mojego ślubu i narodziny córki- Lena, zatkała dłonią usta, Jimmy, również czuł
wzruszenie choć nie bardzo widział dlaczego.

- Nina-

- Tak, Nina- zobaczyła w jego granatowych oczach znajomy błysk.

- Nina, to też imię twojej wielkiej miłości, żony twojego brata-

- Tak- odpowiedział- Ale to też imię naszej przyjaciółki. Był ważną częścią
naszej rodziny, była kimś bardzo ważnym dla mnie, dla mojej żony-

- Nadal nie chcesz o tym rozmawiać?-

Patrick zamyślił się- Myślę,  że nie ma o czym. Nina była żoną mojego
brata, zmarła, my z Jimmem, przetrwaliśmy. Jesteśmy pogodzeni ze sobą,
z przeszłością, z jej śmiercią-

- Żyjesz w zgodzie ze swoją rodziną?-

- Tak. Teraz ze wszystkimi-

- Więc dlaczego nie dołączysz do rodziny? W Dortmundzie cię nie było-

- I na razie nie będzie- westchnął- Nagrywałem w tym czasie ten program
kied trwały zawzięte dyskusje- roześmiał się- Dyskusje trwają od lata, zawsze
powtarzałem albo wszyscy albo nikt. Robię teraz coś swojego, coś innego,
idę własną ścieżką, ja naprawdę ciężko na to zapracowałem- upił łyk wody.
- Ale to nie oznacza, że nie po drodze mi z rodziną. Może kiedyś- uśmiechnął
się tajemniczo – Ale w najbliższej przyszłości na pewno nie ale cieszy mnie
ich sukces!- spojrzał w kamerę a Jimmy miał wrażenie, że patrzy mu prosto
w oczy, że mówi to do niego.

- Można powiedzieć, że masz wszystko-

Paddy,pokręcił głową- Nie można mieć wszystkiego ale też chyba nie o to chodzi-
zamyślił się- Na początku nie mieliśmy nic prócz siebie i to było piękne. Ja, rodzice,
rodzeństwo mieliśmy coś najważniejszego, najdroższego, siebie. Później zamek,
miliony ale w pewnym momencie staliśmy się obcy dla siebie. Więc taki paradoks,
mieliśmy pieniądze ale nie mieliśmy siebie. Całe życie marzyłem o własnej rodzinie,
żonie, dziecku i w końcu to mam- Lena, wstrzymała oddech- Moja kariera świetnie
się rozwija, prywatnie też wszystko dobrze się układa ale cały czas pamiętam, że
nie można mieć wszystkiego. Wiele z żoną przeszliśmy, straciliśmy Ninę, później
nasz przyjaciel został uprowadzony, żona nie mogła zajść w ciąże, niedawno…-
zamilkł na chwilę- Pochowaliśmy…Przyjaciółkę rodziny. To nie jest tak, że jestem
sławny, bogaty i mam wszystko! Małżeństwo to ciężka praca, dbanie o związek
każdego dnia, każdego dnia pracuję nad sobą żeby się nie pogubić jak kiedyś,
nie zachłysnąć. Wiele osób mnie pilnuje- roześmiał się- Moja menedżerka, Luk,
moja żona jest taką przystanią, przy niej jestem sobą, ona zna mnie bardziej
niż ktokolwiek, bardziej chyba niż ja znam siebie. Potrafi wiele przewidzieć-
bezwiednie bawił się swoją obrączką- Lena, jest zdecydowanie lepszą częścią
naszego małżeństwa. Odnajduję w niej wszystko czego zawsze szukałem,
ale popełniam też błędy, chyba jak każdy-

- Jimmy, wyłącz to- poprosiła cicho, spełnił jej prośbę- Zawieź mnie jutro na
terapię- mocno trzymała jego dłonie- Dopilnuj żebym weszła do środka, nie
pozwól mi zawrócić- błagała go- Potrzebuję pomocy- wyznała- Muszę
wybaczyć sobie i żyć dalej, albo muszę wybaczyć sobie i jemu i żyć dalej
z nim-

Rozdział 278- Abba Father

Z każdym kolejnym będzie już tylko lepiej ;) Pozdrawiam

….

- Meike, wiesz, że nic się nie zmieni, od dłuższego czasu nie nawalam.
Dzieci są dla mnie najważniejsze!- wyrzucał z siebie Jimmy. Od godziny
był u Meike, w swoim dawnym domu, siedział w ulubionym fotelu. Lubił
tu wracać, lubił ten dom, pamiętał ich radość kiedy go kupowali. To były
ciężkie czasy, zespół chylił się ku końcowi, majątek zniknął, Nina, umarła
tak wtedy myślał i pojawiła się Meike a wraz z nią codzienność, normalność.
Właśnie tego wtedy potrzebował. Meike, rzuciła pracę, wprowadziła się do
jego wynajętego mieszkania, wzięli ślub, urodziła się Aimee. Pamiętał sterty rachunków,puste konto w banku, musiał zadbać o rodzinę. Było ciężko ale
normalnie, udało im się przetrwać, dwa lata później kupili ten dom a za
kolejne dwa latwróciła Nina.

Odchylił głowę, spojrzał na kobietę. Stała przy oknie, miał wrażenie, że
jest jeszcze szczuplejsza, jakby zgarbiona, zielony sweter wyraźnie na
niej wisiał. Pamiętał ten sweter, dostała go od niego. Wstał, podszedł do
niej,w ręku trzymała kubek z miętą- Meike?-

- Mam złe wyniki. Nawrót- te kilka słów zburzyło jego cały, poukładany
świat- Czekam na kolejne wyniki i operację- po jej szczupłej twarzy
płynęły łzy.

-Meike, o czym ty mówisz?- odwrócił ją do siebie.

- Jimmy, jesteś dobrym ojcem. Najlepszym, poradzisz sobie- mocno
ją do siebie przytulił, była drobna, miał wrażenie, że gubi się w jego
ramionach- Nie żałuję niczego. Jestem szczęśliwa…-

- Ani słowa więcej!- podniósł głos, płakał- Wyzdrowiejesz! Wszystko
będzie dobrze!- potrząsał jej drobnym ciałem- Rozumiesz? Powiedz,
że rozumiesz, że się nie poddasz!- znów ją do siebie przytulił, mocno
obejmował jakby chciał uchronić przed złem całego świata- Nie poddasz
się! Nie pozwolę ci!- oboje płakali.

Nie spodziewał się takiej wiadomości! Odwiózł dzieci, chciał powiedzieć
Meike, że wyjeżdża do Ettal, że wrócili do siebie z Cleo. Chciał porozmawiać
o widzeniach z dziećmi a ona wyrwała mu serce!

- Jimmy, byliśmy z Ralphem u dwóch różnych lekarzy, badania, kolejne
badania, wyniki, wszystko sprowadza się do jednego. Za tydzień czeka
mnie operacja, będą to wycinać później analiza ale…Wyniki są tragiczne-
pochyliła się, brakowało jej sił- Moje dzieci- trzymał ją mocno ale razem
osunęli się na ziemię- Jimmy, obiecaj mi coś- mocno ścisnęła jego dłonie,
zaskoczyła go jej siła. Meike, zawsze miała silny uścisk, nie poddawała się.

-Przejdziemy przez to razem. Tak jak wtedy- mimo, że płakał, uśmiechał się.
- Damy radę! Ty, dasz radę! Jesteś Kelly! Jesteś wojownikiem!- kręciła głową.
- Jesteśmy rodziną. Ty, dzieci, ja, Rudol…Ralph- Meike, roześmiała się przez
łzy- Nie zostawię cię-

- Boję się-

- Wiem. Ja, też, ale nie poddamy się- ujął jej twarz, otarł łzy- Jesteś najlepszą
mamą i byłą żoną, nie oddam cię. Nie ciebie- siedzieli na podłodze przytuleni.

- Mam wrażenie, że to koniec- szepnęła Meike- Tak czuję- położyła dłoń na
swoim sercu- I cholernie jest mi żal. Żal mi życia, tego domu, dzieci- wybuchła
płaczem- Wszystko idealnie się ułożyło. Zbyt idealnie- Jimmy, wtulił się w jej
włosy, obejmował ją ramieniem- Dlaczego odchodzimy kiedy wszystko nam
się układa? Kiedy osiągamy spokój. Mam jeszcze tyle do zrobienia- Jimmy,
wbił zęby w pięść, zacisnął powieki, nie chciał żeby widziała jego rozpacz.

- Meike, życie przed tobą- musnął jej włosy- Zatańczymy jeszcze na weselu
naszych dzieci- oparła głowę na jego ramieniu, siedziała do niego tyłem, opierała
się o niego.

- Teraz czuję spokój- szepnęła.

- Wszystko się ułoży- szepnął jej do ucha- Obiecaj mi, że się nie poddasz!-

- Jimmy…-

- Obiecaj!-

- Obiecuję- szepnęła.

-Głośniej-

- Obiecuję-

- Głośniej!-

- Obiecuję!- wrzasnęła na całe gardło.

- Co się dzieje?- do salonu wpadł zaalarmowany Ralph, oczywiście w kapciach
Jimma, co nie umknęło jego uwadze.

- Meike, się nie podda!- Jimmy, pomógł jej wstać, usiedli przy stole – Będę z wami, możecie na mnie liczyć- ujął dłoń byłej żony.

- Kiedy wyjeżdżasz?-

- Co?- Jimmy, zmarszczył brwi.

- No do Ettal, jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi, to weekendy, dostosuję
się. Ralph mi pomaga, także nie ma problemu- wysiliła się na uśmiech.

- Eeee. Dzisiaj wieczorem, ale…Wrócę- nagle przeprowadzka wydawała
mu się mało ważna- Zamieszkam w Ettal, ale nie teraz…-

- Jimmy, dziękuję za wsparcie, będę cię informować ale mam Ralpha- Meike,
spojrzała na mężczyznę obok- Jedź-

- Eeee no jadę…- wstał- Ale pamiętaj co mi obiecałaś…- wsunął krzesło.
- Uważaj…Uważaj na nią- wbił wzrok w spokojnego mężczyznę siedzącego
przy stole- Pójdę już- podrapał się po plecach.

- Odprowadzę cię- Meike, również wstała- Kochanie, zerknij na zapiekankę-
uścisnęła ramię swojego partnera. W ciszy przeszli przez salon, wolno zeszli
ze schodów, przez hol i wyszli na zewnątrz, zatrzymali się przy samochodzie
Jimma- Mam prośbę- szczelniej okryła się swetrem mimo, że było ciepło.

- Proś o wszystko-

- Gdyby coś mi się stał…-

- O to nie!- poczuł złość, gniew, żal- Meike!- upomniał ją, kobieta płakała, on
również zalał się łzami.

- Jimmy, wiem co mówią lekarze!- wyrzucała z siebie- Jeśli bym nie przeżyła
weź dzieci do siebie. Ty i Cleo. Ufam wam!- zacisnęła swoje szczupłe dłonie
na jego nadgarstkach- Obiecaj mi to!- milczał- Obiecaj mi, nie poddam się ale
obiecaj mi!- w jej głosie było słychać determinację.

- Meike…Bóg wie co robi, nie zabierze dzieciom, matki!- brakowało mu powietrza.
- Musimy wierzyć w jego plan, nie jest aż tak okrutny, żeby zabrać mi drugiego
anioła- mocno ją do siebie przytulił- Wiem, że chce mieć najpiękniejsze anioły
obok siebie, ale nie może mi tego zrobić!- szlochał, połykał własne łzy.

- Obiecaj mi!-

- Obiecuję- rzekł stanowczo- Obiecuję- pocałował ją w czoło.

………
- Witam- Luk, przywitał się z prokuratorem- Jesteśmy- wskazał na siebie i
przerażoną żonę- Za pięć godzin mamy lot- rozsiedli się.

- Śledztwo jest trudne, mało wiemy a właściwie bardzo mało- Denis, wbił wzrok
w bladą Elsę- Wiem, że składała już Pani zeznania i wiem, że to trudne…-

- Nie, nie macie pojęcia jakie to trudne!- wybuchła- Nie chcę do tego wracać!-
chciała wstać ale Luk, ją powstrzymał.

- Spokojnie kochanie-

- To jest rana na całe życie! Na całe! Po tym nie da się tak po prostu dalej żyć-
płakała- A ja żyję dalej! Jestem matką, żoną, przyjaciółką! Jestem w ciąży!
Zakończymy to!- wyjęła z torebki, chusteczką.

-Rozumiem. Ale chodzi o Pani bezpieczeństwo i karę dla sprawcy. Tylko o
to- zaznaczył, przejrzał dokumenty- Zadam Pani tylko kilka pytań – założył
okulary.

- Czy przypomniała Pani sobie coś? Cokolwiek?-

- Nie!- odpowiedziała stanowczo.

- Znała Pani sprawcę?- zapytał tak po prostu, a właściwie bardziej stwierdził.
Elsa, wstrzymała oddech, Luk wbił wzrok w przerażoną żonę.

- Nie pamiętam niczego…Dostałam w głowę, cudem przeżyłam- wydukała.

- Znała go pani. Była pani z nim umówiona- prokurator położył na biurku zdjęcie.

Luk, przeniósł wzrok z żony na zdjęcie i czuł jak odpływa mu krew- Klaus?!-
wrzasnął, blondynka zaczęła histerycznie płakać, Denis, podniósł słuchawkę
od telefonu, poprosił o coś cicho.

- Mógłbym powiedzieć wiele, o statystykach, o tym, że rzadko kiedy jedna
kobieta pada ofiarą dwóch różnych sprawców, o tym, że ktoś musiał mu
otworzyć, o tym, że cios został zadany kiedy się odwróciłaś- do sali weszła
młoda kobieta- To psycholog…-

- Wychodzimy!- Luk, wstał, szarpnął żonę.

- Spokojnie!- Denis również wstał- Panie Jeffey!- nie pozwolił mu wyjść.
- Proszę się uspokoić-  za drzwiami stali policjanci- Nie warto!- spojrzał
na wściekłego mężczyznę- Pójdzie siedzieć! Jest  już w celi, potrzebujemy
tylko Pani, potwierdzenia- zwrócił się do szlochającej kobiety.

- Chcę stąd wyjść!- Elsa, spojrzała na bladego męża, wydawał się obcy.

- Psycholog jest do…-

- Mam w dupie psychologa!- wydarła się blondynka- Cofnie czas?!- Denis,
milczał- Tak myślałam!- szarpnęła drzwi.

-Daj nam chwilę- powiedział Luk, wychodząc.

Zatrzymał ją dopiero na parkingu- To on?- zapytał ochryple.

- Zostaw mnie!-

- Mów albo cię uduszę!- potrząsnął nią- To nie jest twoja wina, on zasługuje
na karę! A ja zasługuję na prawdę! – krzyczał, obok przechodzili ludzie, zerkali
z zaciekawieniem- Wychowuję jego dziecko! I być może teraz urodzisz znów
jego dziecko!- czuł, że brakuje mu siły, czuł ucisk w okolicy klatki piersiowej,
duszność, bezdech, ugiął się.

- Luk!- wrzasnęła przerażona Elsa, widząc, że mąż upada na chodnik, uklęknęła
obok niego- Mój Boże! Luk!- szlochała.

- Wezwać pogotowie?- zapytał młody chłopak.

-Nie!- rzekł stanowczo fotograf uciskając klatkę piersiową.

- Luk, może jednak?- Elsa, trzymała go za rękę.

- Nie!- próbował uspokoić oddech, cholernie bolało!

- W torebce masz moje tabletki pod język – szepnął krzywiąc się z bólu.

Blondynka gorączkowo zaczęła przeszukiwać torebkę, nie mogła ich znaleźć!
Potrząsnęła torebką, jej zawartość rozsypała się po chodniku, dzwonił telefon.
Drżącą dłonią podała mu mała pastylkę -Luk…- pisnęła.

-Pomóż mi- poprosiła chłopaka, zaczął otaczać ich wianuszek gapiów- Na ławkę-

Po jakiś dziesięciu minutach podała mu butelkę z wodą, wypił prawie całą, czuła
nasilający się ból brzucha, dotknęła go- Boli cię?- Luk, spojrzał na nią.

- Nie. Luk, jak się czujesz?- głaskała jego twarz, włosy- Jedźmy do szpitala-

- Nie!- odsunął jej dłoń- Teraz wszystko mi opowiesz, wrócimy tam i złożysz
zeznania…- chciała coś powiedzieć ale jej na to nie pozwolił!- Lecimy do
Toskanii!-

- Może przełożymy lot…-

- Nie! Popierdoli mnie w tym kraju!- wrzasnął- W Toskanii  pójdę do lekarza!
Jeśli zaraz nie powiesz mi prawdy, odchodzę! Tym razem, kurwa odejdę!
Na zawsze! – widziała na jego twarzy zacięcie, wiedziała, że nie żartuje!
Przeraził ją – Gwałt to nie twoja wina ale jeśli coś przede mną ukryłaś…
Mów Elsa! - zaryczał z rozpaczą w głosie.

- Naprawdę niczego nie pamiętam- wbił wzrok w swoje różowo białe sandały.
- Ale byłam umówiona z Klausem. Odwiedził mnie w pracowni jakiś czas temu,
ma długi, groził mi-

- Chodziło o Mary?- zapytał zaciskając zęby, ból powracał, musiał się opanować!

- Tak. Chciałam ci powiedzieć, naprawdę- otarła łzy- Ale było mi wstyd, tyle już
dla mnie zrobiłeś, kochasz Mary, jak swoją córkę. Nie wiem co sobie pomyślałam,
ale chciałam załatwić to sama!-

- I załatwiłaś!- wrzasnął wstając. Gdyby nie dzieci chyba chciałby dostać zawału
i zejść z tego świata! Wiele przeżył, Elsa, od początku ich znajomości dostarczała
mu wrażeń i kiedy myślał, że najgorsze mają za sobą jego ukochana żona
zaskakiwała go ze zdwoją siłą! Naprawdę miał dość! Spojrzał na nią, chyba po
raz pierwszy przez myśl przemknęło mu przerażające pytanie. Czy to jeszcze
jest miłość? Czy jeszcze ją kocha? Czy po prostu przy niej trwa? Przeraziła go
ta myśl! Powinien ją zostawić! Odejść! Ale tworzyli rodzinę, dawno temu pokochał
ja tak na dobre i złe, zakochał się w niej jak nigdy wcześniej ani później, sam
też nie był idealny! Była w ciąży! Nie mógł jej zostawić!  Co mógł zrobić?
Wytargać ją za włosy? Rozwieść się? Dotknął klatki piersiowej, chciał
posłuchać głosu swojego chorego, złamanego serca. Przymknął powieki,
wyciszył się, gdzieś z oddali słyszał śpiew ptaka, klakson samochodu, warkot
silnika. Kochał ją dalej. Mógł teraz odejść, obrazić się albo zrobić karczemną
awanturę! Ale to nie miało sensu i tak się nie rozstaną i nie chciał zaszkodzić
dziecku!

- Wiesz, że tego można było uniknąć?- zapytał nie otwierając oczu, słyszał
jej urywany oddech, szloch- Wydaje mi się, że masz dobrego męża, przyjaciela.
Kiedy zaczniesz mnie w porządku traktować? Naprawdę nie zasługuję na
twoje zaufanie?- uniósł powieki i spojrzał w zapłakane oczy blondynki.
- Boli mnie tylko jeden fakt, że tego można było uniknąć. Twojej traumy,
naszego bólu-

- Odwiedził mnie w pracowni tylko raz, chciał pieniędzy, wygrażał się, że o
wszystkim powie Mary. Przeraziłam się, miałam ci powiedzieć ale dałam mu
sumkę o którą prosił. Zagroziłam mu policją. Zniknął na pół roku, zapomniałam
o nim- otarła łzy- Wtedy… tego dnia…Zaskoczył mnie, był pijany. Chciał kasy,
wyśmiałam go, odwróciłam się by zadzwonić do ciebie…- urwała.

Bez słowa ją do siebie przytulił – Wrócimy tam teraz. On musi siedzieć albo
ja pójdę siedzieć- Elsa, spojrzała na męża- Zabiję go jeśli go nie zamkną!
I wracamy do Toskanii. Wybieraj on za kratkami albo ja?- zapytał poważnie.

- Złożę zeznania. Przepraszam-

- Elsa, największą krzywdę zrobiłaś samej sobie-

………………………….

Droga na lotnisko minęła im w ciszy, każdy pogrążony był we własnych myślach.
Jimmy, chciał powiedzieć Elsie o Meike, ale kiedy tylko zobaczył przyjaciół,
zrozumiał, że coś między nimi nie gra, że coś się stało. Nie chciał pytać. Pomógł
im z bagażami, pożegnał przyjaciela i próbował pocieszyć płaczącego Lucasa.
Mężczyzna wraz z synem szli przodem, Jimmy, obejmował Elsę i trzymał drobną
dłoń Mary.

- Jimmy, boję się- szepnęła.

Spojrzał w przerażone oczy blondynki- Czuję jakiś lęk-

- Nie leć- poprosił cicho- Zostańcie-

- Nie mogę- mówiła cicho- Bardzo się boję- hamowała łzy.

Jimmy, mocno ją do siebie przytulił- Wszystko będzie dobrze- zapewnił
przyjaciółkę chociaż sam był rozbity, pełen obaw.

- Wujku- Mary, pociągnęła Jimma za koszulę- Namalowałam coś dla ciebie-
wręczyła mu piękny rysunek który przedstawiał Jimma podczas koncertu
w Dortmundzie i mnóstwo kolorowych balonów.

- Kochanie, piękny!- pochylił się by pocałować dziewczynkę.

- Jesteś moim idolem!- pisnęła- Mam jeszcze coś- Jimmy, zerknął na
kolejny rysunek, poczuł zaciśniętą dłoń na swojej szyi.

- Kto to- wydukał?-

- Twoja księżniczka- odpowiedziała dziewczynka wlepiając w niego duże,
niebieskie oczy- Ta z bajki. O żebraku-

- Mary, przestań!- naskoczyła na nią Elsa- No naprawdę! Jeszcze ty świruj!-
popchnęła dziewczynkę w stronę stojącego niedaleko Luka.

- Przepraszam cię za nią, ma coś z głową po mnie- otarła łzy- Maluje ze
zdjęć, mało wychodzi,ma jedną koleżankę. Lucas, płacze od samego rana-
westchnęła bezsilnie- Ale jeszcze kiedyś będzie ok- przytuliła do siebie Jimma.

- Nie leć- poprosił cicho.

- Kocham cię- pocałowała go.

- Ja, ciebie bardziej- pomachał przyjaciółce na do widzenia.

…………………………………..

- Jimmy?- drzwi od samochodu otworzyły się i zobaczył twarz Cleo- Jimmy?-
wiedziała, że coś się musiało stać, nie musiał nic mówić.

Zauważyła już jakieś dwadzieścia minut temu, że Jimmy wjechał na teren
posesji, pobiegła do kuchni by wyłączyć piec, później do sypialni by zapalić
świece, zrzucić ubrania, wskoczyć do łóżka ale po chwili zrobiło jej się zimno
i poczuła się głupio. Jimma, nie było. Pomyślała, że jej się przewidziało, szybko
zarzuciła na siebie sukienkę i podbiegła do okna, samochód Jimma, stał przed
domem, tchnięta złym przeczuciem, wybiegła na zewnątrz- Jimmy, co się stało?-
bała się odpowiedzi. Było tak pięknie…

Spojrzał na nią, wysiadł, mocno ją do siebie przytulił- Jimmy, przerażasz mnie-

Co miał jej powiedzieć? Od czego zacząć? Od Meike, że być może ich życie
diametralnie się zmieni? Od tego, że tęsknił za Elsą?  I na obiecany urlop chciałby
polecieć do Toskanii? Że martwił się o przyjaciółkę? A może zacząć od Nadin?
Albo od razu powiedzieć, że traci rozum. Przez wiele lat nie potrafił poradzić
sobie po śmierci żony, a w ostatnim czasie…Nawet nie potrafił tego nazwać.
Gdyby te różne zbiegi okoliczności wydarzyły się choćby rok temu, pewnie
już by otwierał trumnę żony, ale…Zaśmiał się. No właśnie, ale? Przecież nie
gra głównej roli w horrorze!

-Po prostu mnie przytul- szepnął, objęci usiedli na krawężniku, wsłuchiwali
się w ciszę przerywaną zraszaczem w ogrodzie, w powietrzu unosił się
zapach lawendy i smagliczki nadmorskiej, którą Lena im podarowała,
pięknie rozrosła się w ogrodzie i na balkonie. Cleo, przyniosła do ogrodu,
tortille które przygotowała, i sok z marakuje, rozpaliła ogrodowe pochodnie.

Jimmy przez dwie godzin wyrzucał z siebie swoje żale,obawy, płakał mówiąc
o Meike, wyznał kto zgwałcił Elsę, o tym, że za nią tęskni mimo iż dopiero co
odwiózł ją na lotnisko, wspomniał o ślubie Nadin, o jej chorobie. Rozmawiali
o Paddym. Słuchała w milczeniu trzymając jego dłoń, ocierając łzy. Nie
wspomniał jedynie o Ninie, bo przecież nie było o czym.

- Posłuchaj mnie Jimmy- przysunęła się bliżej- Meike, będzie zdrowa! Na
pewno! – jej głos brzmiał cicho, spokojnie, był niczym balsam- Jeśli jednak
zdarzyłoby się najgorsze- widziała jak zacisnął powieki, po jej policzkach
też spłynęły łzy- Zajmiemy się dziećmi, stworzymy szczęśliwy dom. Elsa,
urodzi śliczne,zdrowe dziecko a Luk, będzie przy niej. Ona jest – zamilkła.
- Ona jest niezniszczalna. W Patricka i Lenę, nadal wierzę. To moja ulubiona
para- położyła rękę Jimma na swoim ramieniu- A na ślub pojedziemy ale
na urlop do Toskanii nie! Jakaś wyspa na końcu świata. Sami- Jimmy,
kiwnął głową.

- Zawsze uważałem, że Bóg, mnie nie lubi- powiedział cicho- Zawsze czułem
się gorszy. Później śmierć Niny, ale Bóg, jednak dla każdego ma plan. Jego
planem wobec mnie jesteś Ty- pocałował jej włosy- Dziękuję- szepnął.

- Kocham cię, Jimmy-

- Kocham cię, Cleo Jones-

- Gdzie ty byłaś lata temu?-

-Pewnie gdzieś obok- uśmiechnęła się opierając głowę o jego ramię.

- Dlaczego ze mną jesteś?- oderwał wzrok od gwieździstego nieba.

- Tak po prostu Jimmy bo cię kocham-

………………………………………

-Ok…Odpowiadają mi daty i miasta- Paddy, wpadł do gabinetu Cleo.
-Podpisałem- pomachał dokumentami- Gdzie ta płyta?- rozejrzał się.

- Ok…- Cleo, odwróciła się na skórzanym fotelu przodem do niego- Płyta?
A płyta!- przypomniała sobie- Zaraz będzie!-

- Zaraz?- Patrick oparł dłonie o biurku- Miała być na wczoraj. Na już!-
od kilku dni chyba nikt go nie poznawał. Owszem w pracy był upierdliwy,
wkurzający ale uprzejmy!

Cleo, wytrzymała jego wzrok, patrząc w jego granatowe oczy, otworzyła
szufladę, poszukała dłonią  płyty i mu ją wręczyła- Proszę!-

- Dziękuję – również patrzył w jej oczy, uśmiechnął się złośliwie. Odwrócił się
i ruszył w stronę drzwi.

- Patrick!- Cleo, wstała- Porozmawiajmy! Obiad?- podeszła bliżej.

- Już jadłem- odpowiedział- Z Sebastianem, zapomniałaś mu powiedzieć o
Jimmie?- świdrował ją wzrokiem- Wyręczyłem cię!-

Zrobiło jej się głupio, poprawiła nerwowo włosy- Patrick, to się stało tak nagle…-

- I równie nagle cię rzuci. Ale wiesz o tym prawda?- zamknął drzwi, oparł się
o nie dłonią- Kto wtedy będzie cię pocieszał? Ja? Sebastian? Ktoś jeszcze?-

- On się naprawdę zmienił…-

Paddy, wybuchnął śmiechem- Jasne! On się zmienia niczym kameleon całe
życie- klasnął w dłonie-Tak samo jak ja!  Widziałem już te jego zmiany i coś
ci powiem. On się nie zmieni- skrzyżował dłonie na klatce piersiowej- A wiesz
dlaczego?- spojrzała na niego niechętnie- Bo jest moim bratem. My się nie
zmieniamy jednak. Geny. Nazwisko. Sam nie wiem- zamyślił się- Może to
nasze ID?- zaskoczył ją.

- To moje życie. Nie jestem zadowolona z faktu, że Jimmy to twój brat ale
nie zrezygnuję z niego! Kochamy się i zaskoczę cię- patrzyła mu w oczy.
- On się zmienił i więcej mnie nie skrzywdzi!- rzekła pewnie- I możemy nie
rozmawiać o nas?-

- Z miłą chęcią!- odpowiedział- Tylko pamiętaj o pracy! O zobowiązaniach!
Nie życzę sobie powtórki z rozrywki! Kiedy Jimmy ci podziękuje, zachowaj
profesjonalizm! I pogadaj z Bastim! Ja, Jimmy, Basti, za bardzo mieszasz!-
przeszedł się po gabinecie, sięgnął po zielone jabłko- Nie gadajmy więcej
o Jimmie. To wasze sprawa. Czekam w konferencyjnym- wyszedł.

Miała ochotę wrzasnąć na całe gardło, była dumna z siebie, że nie dała
wyprowadzić się z równowagi, ale zabolało ją to co powiedział  Paddy.
Idąc długim, wąskim korytarzem, uśmiechała się do mijających ją ludzi,
postanowiła skupić się na pracy! Jej myśli ciągle zajmowała Meike,
martwiła się! Życzyła jej całym sercem powrotu do zdrowia! Nie była
gotowa by zostać…No właśnie kim? Jimmy, jego rodzina, troje dzieci,
Paddy, poczuła pulsujący ból głowy. Meike, wyzdrowieje! Musi! Tej myśli
kurczowo się trzymała, przecież Bóg podobno istnieje.

- Ok…- trzy godziny później szatynka siedziała na wysokim krześle  - Skoro
znamy daty, kto nie może ?- spojrzał na muzyków- Musi to by bardzo pilne!-
zaznaczyła- Muszę ściągnąć kogoś na zastępstwo. Chris, jak twoje plany?
Zawsze masz zajęte lato- spojrzała na wysokiego, szczupłego mężczyznę-

-Gram z wami!-

- Świetnie!- twarz Cleo, rozpromieniła się- Tim, jak tam twoi poeci?-

- Gramy latem, sprawdzę później grafik- perkusista przeciągnął się.

- Ok. Jutro muszę wiedzieć!- Cleo, wskazała na niego- Reszta?-

- Połowa czerwca urlop- zakomunikował Lars.

- O nieee- skrzywiła się Cleo- Pogadam z Gregorem. Ok. Przerwa!- zeskoczyła
z krzesła, kątem oka obserwowała Patricka, rozmawiał z Bastim.

- Patrick do mnie- spojrzała na muzyka- Jutro rusza Sing meinen Song. Za tydzień nagrywamy wywiad. Wiesz, że masz mówić o sobie, rodzinie,
powrocie Kelly no i o Bogu- recytowała- Chcesz to przegadać?-

- Nie. Wiem co mam mówić- wbił wzrok w podłogę.

- Nie mów o Lenie…-

-Cleo! Wiem! Ściemniałem w wywiadach kiedy ty jeszcze nie miałaś pojęcia
o tej branży. Mam wprawę-  uśmiechał się ironicznie.

- Ok!- podniosła głos- I teraz już tak będzie? -

- Nie gadajmy o was, jest ok!- uciął temat, nie chciał się kłócić, miał swoje
zmartwienia- Jadę do Kolonii. Będę jutro wieczorem- rzucił wychodząc.

……………………………….

Dzień później Lena, krzątała się po niewielkim salonie, kątem oka zerkała
na bawiącego się w salonie Patricka z Niną, bolało ją serce, widziała radość
na twarzy dziewczynki, jak bardzo lgnie do ojca! Widziała również jak
Paddy, kilka razy ociera dyskretnie łzę, jak co chwilę przytula córkę i coś
jej szepcze. Po godzinie zabrał córkę na spacer, kiedy wrócili Nina spała.

- Mogę?- zapytał Patrick zaglądając do kuchni.

- Jasne- Lena, zdjęła okulary, odłożyła książkę.

- Widziałem się z Nadin, zaprosiła nas na ślub. Do Los Angeles, za dwa miesiące-

Szatynka z wrażenia uniosła do góry brwi- Aha. Ok-

- Nie muszę tam być- usiadł przy stole, potarł czoło- Nadin, jest dziwna,
uświadomiła mi, że tak naprawdę jej nie znamy. Poleć z Jimmem i Cleo,
dobrze ci to zrobi- widziała w jego oczach miłość. Zawsze ją widziała.
Ale zobaczyła w granatowej otchłani coś jeszcze- Zostanę z Niną-

- Ok- powiedziała cicho.

- Dzisiaj pierwszy odcinek programu- uśmiechnął się nieśmiało- Zobacz jeśli
masz ochotę. Za dwa tygodnie jest mój odcinek, będę mówił o tobie- zamilkł,
czuła napięcie- Mówił o naszym szczęściu- nagle podniósł wzrok, spojrzał jej
w oczy- O tym, że jesteś darem od Boga, że jestem szczęśliwy. Nie powiem
o tym jak cię skrzywdziłem, o tym, że kłamię patrząc w kamerę ani o tym, że
mi odbiło. Powinienem powiedzieć tym wszystkich zakochanym fankom jak
bardzo zniszczyłem najwspanialszą kobietę na świecie- wyciągnął dłoń i
kciukiem otarł jej pojedynczą łzę-  Powinny zobaczyć jaka byłaś kiedy się
poznaliśmy, kiedy się zakochaliśmy w sobie i jaka jesteś teraz- rzekł ze
smutkiem- Boli mnie twój smutek, twoje łzy łamią mi serce- chciała żeby
przestał mówić, chciała już zostać sama, pogrążyć się w swojej rozpaczy.
- Zawszę będę cię wspierał i zawsze kochał,  za trzy tygodnie ruszam w
trasę w każdej wolnej chwili będę odwiedzał córkę, będę dzwonił – wstał,
podszedł do żony, musnął jej włosy- Zadzwoń czasem jeśli będziesz miała
ochotę, albo będziesz chciała porozmawiać o niczym – zatrzymał się jeszcze
w drzwiach- kiwnęła jedynie głową.

- Nie martw się będę na rozprawie, już więcej cię nie zawiodę- uśmiechnął
się smutno- Livia wyjeżdża, jej ojciec sprzedał dom. Ona nigdy nie była dla
mnie ważna, nikt nie był ważny.Tylko ty i Nina. Straciłem Ninę teraz tracę
ciebie, powinienem chyba siedzieć w zakonie-  mrugnął do niej łobuzersko,
ale wiedziała, że próbuje być zabawny, widziała ból w jego oczach.

Wyszedł. Zniknął. Ale wróci, wróci do córki, zawsze będzie wracał, nigdy
o nim nie zapomni. A co jeśli pewnego dni zniknie na zawsze? Jeśli kiedyś
nie wróci? Poderwała się, podbiegła do drzwi, szarpnęła za klamkę, już go
nie było…

I dobrze,  pomyślała. Już wiedziała co zobaczyła w jego oczach, rezygnację.
Pogodził się z ich rozwodem. Wolno weszła do pokoju, pochyliła się nad córką,
głaskała jej drobną dłoń- Jeszcze będzie dobrze, obiecuję- wzięła dziewczynkę
na ręce.

Rozdział 277- Last Words

- Nadin?- Jimmy, mocniej ją do siebie przytulił- Pojawiasz się…Znikasz-
spojrzał na kobietę.

- Wróciłam- patrzyła na braci- Może na chwilę ale jestem-

- Wróciłaś, gdzie?- zapytał Paddy, bardziej sceptycznie podchodził do Nadin.
Wiedział, że brat mimo iż twierdzi inaczej, szuka w niej Niny, była dla niego
jakimś łącznikiem ze zmarłą żoną, namiastką, wspomnieniem przeszłości.
Dla niego była po prostu Nadin, zaginioną siostrą Niny, nie podobną do jego
dawnej ukochanej, kimś innym, obcym.

- Do was. Do Niemiec- odpowiedziała zakładając kosmyk włosów za ucho.

- Ścięłaś włosy i są jakby…Ciemniejsze?- zauważył Jimmy. Miała teraz
fryzurę identyczną jak Nina.

- Zmiany- przeczesała palcami włosy sięgające ramion.

- Do nas- zamyślił się Patrick, wrócił do pakowania- Ja wyjeżdżam.
Jutro- uklęknął na walizce- Jimmy, wraca do siebie- zerknął na brata.
- Elsa jest w Kolonii, więc jeśli chcesz tutaj zostać, musisz z nią pogadać-

- Luk też jest?- zainteresowała się.

Bracia wymienili spojrzenia- Oczywiście. Elsa, jest w ciąży, nie puściłby jej
samej- odpowiedział Patrick.

- Nadin, co u ciebie?- Jimmy, objął kobietę i razem usiedli na kanapie.

- Wszystko dobrze. Mieszkam i pracuję w Los Angeles. Jestem z kimś-
zmilkła- Planujemy ślub- spojrzała na Jimma- Chyba jestem szczęśliwa-

- Super!- zawołał Paddy mocując się z walizkami.

- Czegoś jednak mi brakuje- posmutniała- Rodziny. Nigdy w prawdzie jej
nie miałam, babcia zmarła jakiś czas temu, i chyba dopiero teraz zaczęło
mi jej brakować-

- Czasem niektóre straty przerabiamy później – powiedział Paddy wchodząc
do salonu- Wiem coś o tym i to jest chyba gorsze. Taka eksplozja ukrytych
emocji-

- Mam w prawdzie siostrę, ale ja i Nina, tak naprawdę jesteśmy dla siebie
obce- powiedziała to tak jakby Nina żyła i mieszkała ulicę dalej.

Paddy, patrzył na brata, który wyglądał jakby mu ktoś dał w twarz- Nadin,
Nina nie żyje- rzekł cicho Patrick.

- Nie żyje? No tak- zreflektowała się- No tak nie żyje i pewnie przez to nie
możemy zbudować poprawnych relacji- roześmiała się w sposób który
wywołał dreszcz u braci.

- Zabrzmiało to trochę dziwnie – Patrick usiadł, przenosił wzrok z Jimma
na Nadin.

- Normalnie- wzruszyła ramionami- Jimmy, co u ciebie?- dotknęła jego ręki.

- O K- wydukał- Koncerty w Dortmundzie okazały się sukcesem, jestem z
Cleo- na myśl o ukochanej poczuł przyjemne ciepło w okolicy serca, bezwiednie
się uśmiechnął, zapomniał o słowach Nadin.

- Pogratuluj mu- rzekł ze sarkazmem w głosie Paddy- Para roku!- wstał, udał
się do kuchni. Wrócił z talerzem pełnym makaronu i warzyw.

- Sam będziesz jadł?- zapytał zaczepnie Jimmy.

- A z kim?- Paddy, odpowiedział z pełnymi ustami.

- Smacznego- roześmiała się Nadin – Patrick, co u Leny? Co u was?-

- Super- zakrztusił się- Bywało wprawdzie lepiej ale jest super-

- Super- pokiwała głową Nadin- Pozdrów Lenę i ucałuj małą Ninę-

- Jasne- wbił wzrok w makaron z brokułami w sosie serowym.

- Skąd ty tak nagle wytrzasnąłeś ten makaron?- dopytywał Jimmy.

- Zamówiłem rano- odpowiedział- Odgrzałem- zaspakajał ciekawość brata.

- Tyle dla mnie zrobiliście, pomogliście, chcieliście być dla mnie rodziną a
ja zachowałam się w ten sposób. Głupio mi- spuściła wzrok, bawiła się
kolorową bransoletką.

- Skąd  ją masz?- zainteresował się Jimmy.

- Kupiłam gdzieś na wyprzedaży- odpowiedziała okręcając ją na nadgarstku.

- Ta sprawa z tym zdjęciem…Cieszę się, że pogodziłeś się z Cleo. Chciałam
tylko zrobić rysę na pamięci Niny a przez przypadek i ją pogrążyłam- westchnęła.

- To przeszłość, nie wracajmy do tego- odpowiedział Jimmy, uśmiechając się
ciepło.

- Ciąży mi to. Nie potrafię iść dalej…Mam wrażenie, że dźwigam jakiś ciężar,
ciężko mi go dźwigać- wstała, przeszła się po salonie- Ślub to jakby początek
nowej drogi. Zachowałam się nie fair wobec was. Ale przy was nie mogłam być
sobą- podniosła głos- Może nie mówiliście o tym na głos, ale każdy z was
szukał we mnie czegoś z Niny! Byłam plastrem na wasze rany. Nie mogłam
tak żyć. Od razu przygarnęliście mnie do siebie, narzuciliście pewną rolę,
a właściwie jej brak- uśmiechnęła się smutno- Nie miałam niczego nowego
wnieść a jedynie zając puste miejsce. Czułam się jak pusta książka która
ma idealnie pasować do biblioteki, do waszej biblioteki, ktoś po prostu wsunął
mnie w psute miejsce- oparła się o komodę, wzięła ramkę ze zdjęciem do
ręki- Tą osobą była Elsa- wbiła wzrok w kobietę na zdjęciu- W dodatku
zakochałam się w Luku- przeniosła wzrok na przystojnego mężczyznę.
- Uciekłam. Tak było łatwiej,prościej. Odciąć się- odłożyła ramkę,  podeszła
do okna. Zarówno Jimmy jak i Paddy, ostatnie zdania wypowiedziane przez
Nadin, rozumieli doskonale.

- Tak naprawdę nigdy dobrze mnie poznaliście- spojrzała przenikliwie na braci,
nie zaprotestowali- Ale mam nadzieję, że chcecie mnie poznać- podeszła bliżej.

- Jasne- wydukał Jimmy.

- Rozumiem, że skoro wychodzisz za mąż, nie kochasz już Luka?- zapytał
Paddy.

- Nie kocham – odpowiedziała- Za dwa miesiące wychodzę za mąż- spojrzała
na swój złoty, zaręczynowy pierścionek- Chciałam was zaprosić na ślub-

Jimmy, spojrzał na Patricka – Przyjedziemy- chrząknął- Do Los Angeles?-

- Jasne- rzekł przeciągle Paddy pocierając czoło.

- Tak. Los Angeles. Wyślę wam zaproszenie- wyciągnęła dłonie, przyciągnęła
ich do siebie- Dziękuję, to dla mnie ważne- zatrzepotała rzęsami aby powstrzymać
łzy wzruszenia.

- Kiedy poznamy wybranka?- Paddy, próbował wyswobodzić się z uścisku.

- Na ślubie!- odpowiedziała szybko- Oczywiście zapraszam was z Cleo i Leną.
Mam jeszcze jedną prośbę do was- spojrzała na nich błagalnie- Zaśpiewacie mi?-

- Nie śpiewamy już razem- odpowiedział Paddy- Chyba, że sto lat?- chciał by
zabrzmiało śmiesznie ale nikt się nie śmiał, chrząknął- Co by to miało być?-

- Carry my soul-

- Dlaczego akurat to?!- wrzasnął Jimmy.

- Niech to będzie mój prezent ślubny- prosiła.

-Przemyślimy to- Paddy, uciął temat.

- Jak długo zostajesz w Kolonii?- Jimmy, przeczesał włosy.

- Chciałam spędzić z wami chwile – odpowiedziała.

- Ja, wyjeżdżam- przypomniał jej Paddy.

- Pomyślałam o twoim mieszkaniu?- zerknęła na Jimma, uchwyciła jego wzrok.

- Akurat Cleo, wyjeżdża!- Patrick, uderzył go lekko w plecy – Idealnie się składa-

- Mieszkanie będzie puste. Ja, też wyjeżdżam. Wracam do Ettal-

Paddy, zatrzymał się, odwrócił się powoli, wybałuszył oczy, nawet nie wiedział
co miałby powiedzieć, zaśmiał się jedynie, wyszedł z salonu.

- W porządku. Będziemy w kontakcie- Nadin, przytuliła do siebie Jimma, pożegnała
się z Paddym.

- Widzę, że nie odpuścisz Cleo?- Paddy, zatrzymał brata, który zbierał się do
wyjścia.

- Chciałem ci pomóc, ale nic tu po mnie. Jesteś głupi, Patrick- Jimmy, minął go.

- Martwię się o nią!- wrzasnął za nim.

Jimmy, uśmiechnął się- Martwisz się o siebie!-

- Nieprawda!-

- Prawda-

- Nie uważasz, że zachowanie Nadin, jest dziwne?- Paddy, oparł się o framugę
drzwi w kuchni.

- Nie uważam- odpowiedział Jimmy lustrując lodówkę.

- Ta wzmianka o Ninie-

- Nie wracam do przeszłości a Nadin…- Jimmy, zamknął lodówkę- Mam pewne
podejrzenia. Być może Nadin też jest chora- spojrzał na brata.

- Może tak być- zamyślił się Patrick- Polecimy na ten ślub? Mamy zaśpiewać
Carry my soul. Ona wie, że to ulubiona piosenka Niny? Dziwne!- wsunął dłonie
w kieszenie.

- Sam jesteś dziwny- Jimmy, opuścił kuchnię, udał się w stronę drzwi wyjściowych.

- Mówiłeś jej o tej piosence?-

- Nie wiem! Może!- Jimmy, podniósł głos- Zostaw to! Pojedziemy, zaśpiewamy,
zjemy tort i wrócimy-

- Za dwa miesiące to ja mogę świętować mój rozwód a nie ślub!- Paddy skulił
się w sobie, odechciało mu się wszystkiego.

- Duże prawdopodobieństwo!- zgodził się z nim Jimmy ze sztucznym uśmiechem
na twarzy- Będziesz jutro na obiedzie?-

- Nie. Jutro wyjeżdżam- Patrick odwrócił się i wrócił do salonu.

 

 

 

……………………..

Luk od kilkunastu minut wpatrywał się z uwagą w przyjaciółkę, która
emocjonalnie relacjonowała jej rozmowę z mężem. Elsa, co chwilę
wzdychała, chciała coś wtrącić ale Lena, jej na to nie pozwalała.

Szatynka krążyła po niewielkim salonie, co chwilę zatrzymywała się przy
córce by pomóc jej przy zabawie by za chwilę wędrować od ściany do ściany.

- Mam dość! Niedobrze mi już jak o tym pomyślę! Można zwariować! Byliśmy
normalnym małżeństwem, nie wiem co się z nami stało?!- Elsa z Lukie,
odnotowali w myślach, że zadaje im to pytanie po raz dziesiąty!- Nie po to
lecę samolotem przez połowę Niemiec, ginie mój bagaż, lot ma opóźnienie
by oglądać taki obrazek! Był w Dortmundzie! Był tam!- tłumaczyła im.
-Był chory! I nawet do mnie nie zadzwonił! Ta szmata opiekowała się nim!
Niną!- grzmiała, małżeństwo uniosło do góry brwi na dźwięk słowa ”szmata”.

Lena, nie używała takich słów, musiała być niesamowicie wkurzona! Więc
było źle, a nawet bardzo źle!

- Posłuchaj Lena- zaczął niepewnie Luk.

- Jeszcze nie skończyłam!- wrzasnęła.

- Można iść siku? Jestem w ciąży!- Elsa, uniosła do góry rękę, wstała.

- Zawsze musisz wtrącić swoje trzy grosze!- Lena, roześmiała się nerwowo.

- Przepraszam, że muszę się wysikać!- Elsa,również podniosła głos.

- To wszystko przez twoje mądre rady! Mogłam tam nie lecieć!- Lena, zagrodziła
przyjaciółce drogę- Ale nie! Leć! Walcz! – wymachiwała rękami, blondynka zrobiła
krok do tyłu by nie dostać w twarz.

- Lena, Elsa, musi do toalety!- Luk, również wstał.

- A idź do samego diabła!- Lena, minęła zaszokowaną kobietę- Już w życiu cię
nie posłucham! Sama jesteś uparta, głupia, zachowujesz się fatalnie!- stanęła pod
drzwiami od łazienki- Popełniasz błąd za błędem a ja, ciebie posłuchałam! Ciebie!-
uderzyła w drzwi.

- Lena, na Boga!- Luk, złapał kobietę za łokieć- Uspokój się!-

- Bronisz ją bo twoja żona!- rzekła z wyrzutem.

- Nie! Nie o to chodzi!- zaprotestował- Po prostu się uspokój- trzymał ją za ręce.
- W pokoju jest Nina- zerknął na dziewczynkę- Nie poznaję cię-

- No właśnie o to chodzi, że ja siebie też nie poznaję!- wybuchła płaczem.

- Oj przestań się mazać- Elsa, wyszła z łazienki- Może coś źle zrozumiałaś-
wytarła dłonie w dżinsy.

- Zamknij się!- naskoczyła na nią szatynka, Elsa, cofnęła się- Przestań gadać
głupoty! Dalej mi doradzaj jak się jeszcze bardziej ośmieszyć!- darła się.

- Lena, kochacie się…- Elsa, zamilkła widząc spojrzenie przyjaciółki.

- Lena, musisz się uspokoić. Masz jakąś melisę? Walerianę? -Luk, wziął ją
pod rękę i zaprowadził do kuchni, zaczął szukać w szafkach, Elsa usiadła
obok przyjaciółki na wysokim krześle- Wysłuchaj mnie do końca- fotograf
spojrzał na załamaną kobietę- Po pierwsze się uspokój. Po drugie, dla mnie
tłumaczenie Patricka ma sens, ale zgadzam się z tobą, że Livi w ogóle nie
powinno tam być! Oni nie powinni mieć kontaktu, nie ma przyjaźni po czymś
takim- zalał wrzątkiem zioła-Szkoda waszego małżeństwa. Ani Paddy ani
ty nie zwiążecie się z nikim innym, kochacie się, tworzycie rodzinę. Naprawdę
szkoda was- postawił mały talerzyk na kubku- Gdybyście się nie kochali,
nie dogadywali ale wy się kochacie- stanął na w prost przyjaciółki – Długo
nie mieliście żadnych problemów, kiedy to się zaczęło?- w kuchni zapadła
cisza.

- Od Zoe- Lena, pociągnęła nosem- Od kiedy na mnie napadła. Wcześniej
też miałam depresję- otarła łzy- Śmierć Niny, pogróżki, nie mogła zajść w
ciąże ale to minęło, było dobrze. Od Zoe-

- Ale wtedy sama się zagubiłaś, chciałaś się mścić- odezwała się Elsa,
wyszła z kuchni i wróciła z Niną na rękach.

- Tak naprawdę…Chodzi o Joelle- wyrzuciła z siebie Lena- No i Livia-

- Olej całą Livię, Paddy, jest gwiazdą, baby same wchodzę mu do łóżka!-
prychnęła blondynka.

- Zamknij się!- wrzasnęła Lena.

- To go nie tłumaczy- Luk, podał szatynce kubek – Ale chyba takie jest życie.
Ty, się użerasz z fankami,psychopatkami, inni  z brakiem pieniędzy,chorobami.
Każdy ma problemy- Luk, wyjął z lodówki ciasto, pokroił na trzy kawałki, położył
na małym stoliku, żonie podał szklankę z sokiem, dla siebie zrobił kawę- Masz
ochotę na deserek?- uśmiechnął się do Niny, wziął ją na ręce i ucałował- Nie
będziemy my jeść a dziecko patrzeć- włożył dziewczynkę do wysokiego
krzesełka i zaczął podawać owocowy deser- Lena, naprawdę każdy ma
problemy. Masz dwa miesiące czasu, ogranicz z nim kontakt, ale nie graj
dzieckiem! Paddy, jest wspaniałym ojcem, pamiętaj o tym!I – spojrzał na
szatynkę.

- Luk, ma rację. Jeśli masz tak wrzeszczeć jak opętana to się rozwiedź.
Ale jeśli potrafisz mu wybaczyć, to zrób to- blondynka sięgnęła po ciasto.

- Nie chcę twoich rad!-

- To się udław!- Elsa, przewróciła oczami.

- Nie kłóćcie się!- Luk, spojrzał na kobiety- Lena, Elsa, wyjątkowo chciała
dobrze, przecież nie podesłała Livii do Patricka!- wytarł buzię dziewczynki,
nachylił się by ją pocałować.

- Gdzie wasze dzieci?- Lena, skubała sernik.

- Pij zioła a nie sernik!- fuknęła Elsa.

- Jeszcze słowo!- Lena, wbiła w nią mordercze spojrzenie.

- U Patricii na obiedzie, za chwilę je odbierzemy, zostaniemy chwilę, jedziesz
z nami? – Luk, zerknął na zegarek – Musisz wybaczyć sobie sprawę z Joelle-
wstawił miseczką do zmywarki, pozbierała jeszcze inne brudne naczynia i
włączył urządzenie- Musisz wybaczyć samej siebie-

- Potrzebujesz pomocy- rzekła Elsa z pełnymi ustami.

- Twojej?!- zaśmiała się szatynka.

- Specjalisty- odpowiedział Luk.

- Nie ma mowy! Nie wrócę na terapię, nie chcę!-  Lena, była bliska paniki.

- Znalazłam ci najlepszego! Jimmowi pomógł- Elsa,wytarła usta, upiła łyk soku.

- Sama do niego idź!- wrzasnęła szatynka, wzięła córkę na ręce i wyszła z
kuchni.

- Na nas już czas!- Elsa, sięgnęła po torebkę- Jesteśmy w Kolonii jeszcze dwa
dni, pomyśl o tym- podeszła i pocałowała naburmuszoną przyjaciółkę- Trzymaj
się!-

- Jakby co dzwoń!- Luk, posłał jej całusa i podążył za żoną.

……….

- Ciągle nie mogę w to uwierzyć!- trajkotała Patricia- To było jak sen! Jak piękny
sen!- w jej oczach pojawiły się łzy.

- Dalej to przeżywam- roześmiała się Elsa- Nie jest ci żal?- zerknęła na Maite.

- Cieszę się z sukcesów mojej rodziny, naprawdę! – na twarzy Maite pojawił
się idealnie wyćwiczony uśmiech- Ale jestem teraz w trasie, promuję moją
płytę, mam dzieci, męża który mnie potrzebuje, mam siedem a nie dziewięć
żyć- roześmiała się w stylu Hollywood-  Dla mnie najważniejsza jest moja
artystyczna wolność, wolność ducha-

- Wolność czego?- Elsa, wybałuszyła oczy- Paddy, ci to powiedział? I te
głupoty co niby mówił staruszek, że macie podążać za swoim…Jak to
leciało? – zerknęła na Luka.

- Mnie pytasz? Nie znalem ich ojca!- odpowiedział Luk,sięgając po pieczeń.
- I całe szczęście- dodał cicho- R E W E L A C J A- wskazał na pieczeń,
posłał Patricii całusa.

- Wiemy o czym mówisz- rzekła zniecierpliwiona Maite- Nasz ojciec był mądry,
był naszym przywódcą i na pewno by chciał żebyśmy oboje z Paddym robili
to co robimy. Znaleźli swoją muzyczną ścieżkę- chciała zakończyć ten temat.

- Ale ty pierdolisz!- Elsa, nie wytrzymała- Jaką wolność?! Narzucił wam to co
macie śpiewać, wybrał dla was drogę! Haloo, Maite, nie ma kamer, więc nie
ściemniaj! Gdyby żył to najpierw by ci wpierdolił za te wygibasy i  disco
szlagiery! Byłam z Lena na koncercie, no nie da się tego słuchać! A później
twój duch wolności by zapierdalał śpiewać do Dortmundu Roses of red!
Szanuję twój i Patricka wybór. Nie brakowało was- Luk, starał się zamknąć
żonie usta- Ale weź nie ściemniaj! Nie przy nas!- rozłożyła ręce – I nie obrażaj
się i podaj mi sos!- kobieta spełniła jej prośbę.

.- Nie poruszajmy więcej tego tematu. Jest jak jest- wtrąciła się Patricia.
- Jest dobrze,niech każdy robi to na co ma ochotę. Jak wam się żyje w
Toskanii?-

- Dobrze. Spokojnie- odpowiedział Luk, objął żonę- Lucas, nie może się
przyzwyczaić -

- Ale wrócimy do Kolonii. Po porodzie- blondynka dotknęła brzucha.

- Już wiadomo czy chłopiec czy dziewczynka?- Mate odzyskała głos.

- Nie i chyba nie chcemy wiedzieć- odpowiedział Luk.

- Wspaniała z was rodzina- Patricia, uśmiechnęła się ciepło- Żeby jeszcze
tak Jimmy i Paddy, ułożyli sobie życie-

- Przecież Lena, nie rozwiedzie się z Paddym!- Maite, podniosła głos, upiła
łyk wina.

- Skąd ta pewność?- zapytała Elsa- Wiecie, że on ją zdradził a ta wywłoka
mieszka na wprost nas i dalej ma z nim kontakt! – przy stole zapanowała cisza.

- Elsa, to ich prywatne sprawy- szepnął Luk.

- No ok, ale musicie liczyć się z rozwodem. Lena, jest w fatalnej formie,
chciała się z nim pogodzić i zastała ich razem na kanapie! Na mojej kanapie!
- podkreśliła.

Maite z Patricią, szeroko otworzyły usta- Mucha wam wpadnie- Ela, wbiła
wzrok w kobiety- Kiedyś gnoiłaś Ninę, a dzisiaj dwie siostrzyczki rozwalają
waszą rodziną i nic nie robisz?! – odłożyła sztućce- To starość czy rezygnacja?
wbiła wzrok w Patricię- Czy może jak to było- zerknęła na Maite- Duch wolności
i ciebie nawiedził?-

- Hej- do dużego, eleganckiego salonu wszedł Jimmy, trzymając za rękę
Cleo – Przepraszamy za spóźnienie- rozejrzał się za wolnym miejscem.

- Nie jesteś sam- zauważyła Patricia wstając. Otarła pot z czoła.

Elsa, szturchnęła Luka, hamowała śmiech- Wy się dzisiaj szoku pomieszanego
ze zgagą nabawicie- świdrowała wzrokiem blade siostry.

- Jestem  z Cleo- Jimmy, objął kobietę- Cleo,wybaczyła mi i dała jeszcze
jedną szansę. Jestem szczęśliwy- musnął usta ukochanej- Jesteśmy bardzo
szczęśliwi-

- Cieszymy się- Patricia, nakryła dla jeszcze jednej osoby- Zaskoczyłeś nas-

- Wolałabyś Nicol?- zaszczebiotała Elsa- Gdzie wasz duch wolności?-

Jimmy, wraz z Cleo, zajęli miejsce obok Luka- Zaraz zemdleje- szepnęła
menedżerka- Jimmy, się uparł-

- Spokojnie. To tylko Kelly rodzinka, w prawdzie są gorsi od włoskiej mafii,
ale dasz radę- uścisnął dłoń kobiety.

- Cleo, nie zrozum nas źle- zaczęła Maite, bawiąc się swoim dużym
pierścionkiem – Chcemy szczęścia Jimma, ale to, że jesteś menedżerką
Patricka nie ułatwia, wiesz jak bardzo się kłócili przez ciebie, doszło do
tragedii- chrząknęła.

- Mam wyjść?- zapytał Jimmy.

- Siadaj!- wrzasnęła Patricia, robił jej się coraz bardziej gorąco.

- Przyniosę nalewkę-  Denis, wstał od stołu.

- Napijemy się Cleo- Elsa,zerknęła na kobietę- Ups! Zapomniałam, że nie
możemy!- zaśmiała się.

- Nie zaczynaj!- upomniał żonę, Luk.

Cleo, nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać, jak nie Niki, tak rodzina
Jimma. Postanowiła się nie denerwować! Ten obiad kiedyś się skończy,
jutro wraca do Monachium, a rodzinę Jimma będzie widywać tylko podczas
świąt! Ta myśl zdecydowanie poprawiła jej humor- Wszystko wygląda
smacznie- odezwała się, mimo, że ściskało ją w żołądku, chciała coś
zjeść i wyjść stąd- Jimmy, zjedzmy coś- położyła mu dłoń na kolanie.

- Chyba straciłem apetyt- odsunął się na krześle.

- Jestem głodna- Cleo, zaczęła nakładać zapiekane ziemniaki, pieczeń,
sałatkę- Smacznego- czuła wzrok wszystkich na sobie.

- Smacznego – za jej przykładem poszedł Luk- Wyborne!- wbił widelec w
kaczkę- Zjem jeszcze- zerknął na żonę- Masz ochotę?-

- Jasne- dotknęła sztućcy.

- Denis, dla mnie razy trzy!- zawołał Luk w stronę postawnego blondyna.
- Za Jimma, Cleo i Elsę- zrobił miejsce na stole.

- Kto cię będzie niósł do domu?- zapytała blondynka.

- Jimmy!- odpowiedział.

Jimmy, nie potrafił wziąć pieprzonego widelca do ręki i jeść!Miał żal do rodziny,
widział jak Cleo z trudem przełyka kęs za kęsem. Już tak wiele dla niego zrobiła,
tyle przeszła, zasługiwała na szacunek jak mało kto!- Powiem to tylko raz-
usłyszał swój głos- Cleo, jest moją kobietą,  moją miłością. Jestem pogodzony
z przeszłością i szczęśliwy. Bardzo ją kocham, jest częścią mnie- ujął dłoń
Cleo i ją ucałował- Macie ją szanować, respektować. To dzięki niej nie zabiłem
wczoraj Patricka i dzisiaj was. Bo nie chcę niczego psuć! Dla niej!- patrzył na
rodzeństwo- Nie musicie nas wspierać, ale się nie wtrącajcie!  Bo się od was
odwrócę!- zaznaczył- Oleję i was i kontrakty!-

- Jimmy, cieszmy się- głos zabrała Patrcicia- Zrozum też nas, Cleo, nie jest
kimś nowym. Co chwilę nas kimś szokujesz. Jesteśmy ostrożni, boimy się
o ciebie- blondynka zamoczyła usta w nalewce, czuł jej mocno wiśniowy smak.

- Myślę, że wszyscy możemy się wiele od Cleo nauczyć- wtrącił się Luk.
- To niesamowita kobieta,ma w sobie pokorę i potrafi wybaczać. A chyba
o to w życiu chodzi ? To Jimmy ma szczęście, nie odwrotnie. Naprawdę
cieszcie się, że ma przy sobie taką kobietę- zatkał dłonią usta żony która
chciała coś dodać a pozostali wybuchli śmiechem.

- Jak już mówiłam, niech każdy robi co chce. Macie być szczęśliwi- wskazała
na Jimma i Cleo- Jedzmy w końcu!-

- Chciałam tylko zapytać o deser- wyjaśniła Elsa, mrugając do Jimma.

Atmosfera wyraźnie się rozluźniła, obyło się już bez kłótni i słownych potyczek.

Wychodząc Elsa, odciągnęła Patricię na bok- Za dwa dni wyjeżdżam, mam
do ciebie sprawę- rozejrzała czy aby na pewno Luk nie słyszy- Odwiedzimy
siostry. Razem- uśmiechnęła się przebiegle, Patricia, przez chwilę przyglądała
się blondynce, po namyśle również się uśmiechnęła, skinęła głową, uścisnęły
sobie dłonie.

…………………………………………

Dwa dni później.

- Straciłam pracę- Livia, spojrzała na ojca- Podziękowali mi. Ktoś złożył na mnie
skargę- opadła bez sił na krzesło w kuchni- Wykonuję swoją pracę najlepiej jak
potrafię- zakryła dłonią usta. Miało być lepiej a znów było tylko gorzej.

- Mało jest dzieci do bawienia?!- do kuchnie weszła Niki- Znajdziesz inną!-
wyjęła z lodówki jogurt.

- Szukałam pracy przez prestiżową agencję, mają tam duże wymagania ale
dobrze płacą! Nikt mnie już nie zatrudni!- Livia, była coraz bardziej przerażona.
Bezsilnie opadła na krzesło w kuchni.

- Nie martw się. Chciałem z wami porozmawiać- do kuchni wszedł ojciec
dziewczyn,  spojrzał na córki- Sprzedam dom- kobiety znieruchomiały.
- Dostałem propozycję nie do odrzucenia. Za tą kwotę spłacę długi i jeszcze
kupimy coś innego- w kuchni panowała grobowa cisza.

-Wyjedziemy, zaczniemy jeszcze jeden raz. Już ostatni, obiecuję- objął
dziewczyny – Livia, wrócisz na studia, Niki, ty też albo wrócisz do nauki,
albo do pracy. Po śmierci waszej mamy, pogubiliśmy się ale mamy szansę
wyjść na prostą. Same widzicie, że tutaj nam nie wychodzi- Livia, wiedziała,
że ojciec mówi o niej, dowiedział się od kogoś, poczuła wstyd.

- Jesteście młody, piękne, wszystko się ułoży- zapewnił je- Może zaczniemy
od jakiś wakacji w rozsądnej cenie?-

- Ktoś odpowiedział na moje zdjęcia, chcą zrobić ze mną sesję- rzekła cicho
Niki. Miała inne plany, chciała Patricka! Ale może ojciec miał rację? Może
powinni wyjechać? Teraz i tak nic nie ugra, miała konkretny plan, potrzebowała
do tego Jimma, ale jej celem był Patrick. Ale chyba rozsądniej było wyjechać,
uśpić ich czujność…

- Jestem za!- spojrzała na zaszokowanego ojca i siostrę- Francja?-

- Francja- powtórzył ojciec- Livia?-

Otarła łzy, jej serce było tutaj w Kolonii, przy Paddym, ale rozum podpowiadał
jej, że to najlepsza decyzja jaką mogła podjąć od dłuższego czasu- Ok- usłyszała
swój niepewny głos.

………………..

Wieczorem a raczej późnym wieczorem, zadzwoniła do drzwi domu Elsy.
Wiedziała, że to ona musiała złożyć na nią skargę i nie zdziwiłaby się gdyby
to właśnie Elsa, kupiła ich dom. Wiedziała też, że blondynka wraz z rodziną
wróciła do Kolonii, ale nie było ich jeszcze w domu. Za to na podjeździe stał
samochód Patricka- Hej- szepnęła na jego widok.

Zauważyła, że się zmieszał, wkładał walizkę do samochodu- Wyjeżdżasz?-
zapytała.

- Tak- odpowiedział krótko- Jestem już spóźniony- nie wiedziała czy
powiedział to celowo.

- Ja, też wyjeżdżam. Ktoś kupił nasz dom, straciłam pracę. Wracamy do Francji- nawet się nie zatrzymał, nie spojrzał na nią.

- Powodzenia- rzucił w jej stronę.

- Chciałam się tylko pożegnać. Nie obwiniaj mnie,proszę- nie chciała płakać
ale nie mogła się powstrzymać.

Odchylając głowę do tyłu,Patrick zatrzymał się- Livia, nie obwiniam cię o nic-
w końcu na nią spojrzał- I nie mam żalu. Mam żal ale tylko do siebie. Jestem
na siebie wściekły, ale nie na ciebie- uśmiechnął się słabo- Życzę ci powodzenia-
w powietrzu pogłaskał jej plecy- Żegnaj-

- Paddy, czy Lena ci wybaczyła?- musiała to wiedzieć.

- Nie- chrząknął.

-To wasz koniec?- podeszła bliżej. Gdyby teraz poprosił żeby została, zostałaby.
Czekałaby, wspierała go, wystarczyło tylko jedno jego słowo.

- Nie rozstaliśmy się przez ciebie. Lena, wie, że kocham tylko ją- każde kolejne
jego słowo bolało ją coraz bardziej,  oparł się o samochód – Nie cofnę czasu,
mam swoje słabości jak się okazało, zaszumiało mi w głowie, sam nie wiem
co sobie myślałem wtedy…Tamtej nocy. Kiedyś już to czułem, w przeszłości,
tamtej nocy znów byłem Królem życia i znów boleśnie upadłem. Lena, nie tylko
jest moją żoną, przyjaciółką, miłością mojego życia ale też moją ostoją. Nigdy
nie byłbym z tobą, Livia. Jeśli Lena, odejdzie nie zwiążę się już z nikim, może
wrócę do zakonu?- widziała w jego oczach bezgraniczny smutek – Tam było
spokojnie, bezpiecznie. Trzymaj się i przepraszam- wsiadł do samochodu.

Zrozpaczona Livia, szarpnęła drzwi – Paddy, być może już nigdy się nie zobaczymy…Muszę coś wiedzieć-  płakała- Proszę-

- Po co ci to?- nie patrzył na nią.

- Czy choć przez chwilę byłam dla ciebie ważna? Choć przez krótką chwilę?-

- Nie- spojrzał jej w oczy.

- Gdybyśmy poznali się w innych okolicznościach, gdybyś był wolny…-

- Wtedy też nie. Nigdy nie byłbym z tobą- zamknął drzwi i odjechał.

Stała jeszcze przez chwilę, nie była w stanie się poruszyć, zrobić cokolwiek,
pragnęła tylko jednego. Wyjechać i zapomnieć.