Rozdział 264- Something Understand

Rozdział przejściowy, ale musiałam dokończyć kilka wątków :) Następny ciekawy ;)
……….

- Chodźmy stąd!- Lena, złapała dłoń przyjaciółki, mimo, że serce prawie
wyskoczyło jej z piersi, zawróciła, za bardzo bolało.

- A co z ciastem? Szarlotka i lody?- Elsa, zatrzymała się.

- Przestań! To nie twoja wojna!- Lena, również się zatrzymała, przez ułamek
sekundy mierzyły się wzrokiem- Idziemy!-

- Przecież sama mówiłaś, że trzeba się interesować, pomagać – Elsa, rozłożyła
ręce- Livia, to taka dobra dziewczyna!- podniosła głos.

- Elsa!- Lena, wrzasnęła odrobinę za głośno.

Livia z Paddym, odwrócili się, muzyk zapomniał o stojącej obok dziewczynie,
przebiegł przez ulicę- Lenka?-

- Twoja żona bardzo martwi się o Livię – szczebiotała Elsa – Chciałyśmy kupić
ciasto, odwiedzić…Taka bezinteresowna, sąsiedzka pomoc- zakończyła ze
złośliwym uśmiechem na ustach.

Lena, ruszyła w stronę domu, chciała zniknąć! Paddy, dogonił ją- Kochanie…-

- Zostaw mnie- poprosiła cicho.

- Po cholerę do niej łazisz?!- Elsa,  stanęła za ich plecami, szarpnęła Patricka.
- Odbiło ci?! Najpierw niczym książę ratujesz ją, teraz odbierasz ze szpitala!-
grzmiała.

- Zamknij się!- szatynka rozejrzał się, popchnęła furtkę.

- Kochanie, to nie tak…-

- Nie chcę niczego słuchać!- Lena, splotła dłonie- Proszę, nie tutaj i nie teraz-

- Nie poznaję cię Patrick!- wrzeszczała rozjuszona blondynka.

- Elsa!- Patrick podniósł głos- Chciałem jej pomóc! Czułem się winny!- starał się
wytłumaczyć- Chyba nie ma niczego złego w pomaganiu?!-

- Robisz idiotę z nas czy z siebie? Przez tą laskę straciłeś żonę! Córkę! -
blondynka nie odpuszczała.

- Jadę do domu- Lena przebiegła przez podwórko, wbiegła do domu, zaraz
za nią do domu wszedł Patrick odpierając ataki przyjaciółki.

- Elsa, odczep się!- warknął muzyk- Kochanie, pozwól mi wytłumaczyć! Tylko
tyle!- spojrzał w smutne oczy żony.

- Nie chcę!-wrzasnęła – Nie chcę niczego słuchać!- minęła go, z garderoby
zdjęła żakiet, torebkę. Wyszła na zewnątrz,ruszyła w stronę samochodu.

- Lena, przyjdę wieczorem. Porozmawiamy- Paddy, zamknął drzwi od czarnego
BMW. Oparł się o nie, nie pozwolił żonie wsiąść do samochodu- Kochanie,proszę-

- Nie chcę!- zacisnęła powieki- Daj mi trochę czasu- szarpnęła go ale twardo
stał i się nie ruszył – Kelly!-

- Zawsze pozwalałem ci odejść, zawsze było tak jak chciałaś- zmusił ją aby
na niego spojrzała- Tym razem nie pozwolę ci odejść, będę walczył! I nie
poddam się. Nigdy!- powiedział to tak przekonująco, że zatrzymała na nim
wzrok.

- W ten sposób mnie zatrzymasz?- zapytała cicho- Spotykając się z Livią
i osaczając mnie? Daj mi trochę czasu,proszę!- odsunął się, już miała wsiąść
do samochodu, kiedy usłyszała głos Livii.

- Zajmę ci tylko chwilę- Lena, spojrzała na dziewczynę. Była blada, przestraszona,
nie wyglądała dobrze. Szatynce zrobiło się żal dziewczyny, podeszła bliżej, widziała
przerażenie w oczach męża, dotknęła ramienia dziewczyny.

- Livia, trzymaj się- na twarzy szatynki pojawił się ciepły uśmiech- Myśl o sobie,
nie warto marnować sobie życia. Wróć na studia-

- Nie chciałam się zabić, chciałam odpocząć- musiała to powiedzieć- Paddy,
mnie znalazł, pomógł mi, tylko tyle. Przepraszam za wszystko- nie wiedziała
co mogłaby jeszcze powiedzieć- Poszukam pracy, wrócę na studia, ale nie
tutaj- otarła rękawem łzy- Za jakiś czas wyjadę. Jeszcze raz przepraszam
i mam nadzieję, że się pogodzicie- spojrzała na szatynkę.

- Livia, dbaj o siebie. Nie podejmuj decyzji pochopnie, poczekaj na ojca.
Kolonia jest wielka, wystarczy miejsca dla każdego. Powodzenia- uścisnęła
ramię blondynki- Trzymaj się- wsiadła do samochodu, odjechała.

- Przepraszam, musiałam ją jeszcze raz przeprosić. Spojrzeć jej w oczy-
szepnęła Livia- Dziękuję za pomoc- ruszyła w stronę kutej furtki.

Paddy zrobił krok do przodu ale drogę zagrodziła mu Elsa- Gdzie się wybierasz?
Pomagać? Trzymać za rękę?-

- Nie zaczynaj- spuścił wzrok ale zaraz spojrzał na przyjaciółkę- Co się z tobą
dzieje?- chciał ją dotknąć, ale blondynka odsunęła się.

- Jak długo chcesz u nas zostać?- zobaczył w jej oczach chłód.

- Nie wiem…Przeszkadzam ci?-

- Tak. Zatrzymaj się u kogoś innego- odwróciła się i weszła do domu.

Paddy, przez chwilę wpatrywał się w dom, który traktował jak swój. Elsa, od
zawsze trzymała jego stronę, wspierała go. Naprawdę zasłużył sobie aż na
taką pogardę? Włożył dłonie do kieszeni, wiosenny wiatr lekko targał jego włosy.

Wybrał numer znajomego taksówkarza, po chwili siedział już w samochodzie,
jechał na spotkanie z Lukiem i córką.

Godzinę później, kołysał w ramionach roześmianą Ninę, tak bardzo ją kochał!
- Nie jesz?- Luk, wskazał na nadgryzionego kebaba- Szału nie ma, ale da się
zjeść- Luk, zajadał się swoim. Wzrokiem odszukał córkę, rozmawiała z
koleżanką- Co jest?- przeniósł wzrok na przyjaciela.

- Wracam do Monachium. Jeszcze dzisiaj- ze smutkiem spojrzał na córkę.

- To chyba dobry pomysł. Prześpij się, odczekaj kilka dni i wróć- Luk, zamoczył
frytki w majonezie.

- Już tęsknię za Niną- musnął ciemne włosy córki.

- Paddy, znam to. Wróć za kilka dni, nie odpuszczaj ale nie możesz naciskać.
Wiem, że to trudne, ale musimy ponosić konsekwencje swoich błędnych
decyzji. Mimo wszystko- wytarł usta w serwetkę- Wierzę w was. Jeszcze
wierzę- zaznaczył.

- Luk, coś złego dzieje się z Elsą- Paddy, włożył córkę do wózki, podał jej misia.

- Wiem. Wiem-  nie chciał o tym rozmawiać- Będziemy w kontakcie. Zawsze możesz
na mnie liczyć- położył dłoń na dłoni przyjaciela.

- Wiem. Dziękuję-

………………

Jimmy, przetarł dłonią zaparowane lustro w łazience, wyszczerzył zęby, dotknął
mokrych włosów. Nucąc pod nosem, zaczął się golić, wygłupiać przed lustrem.
Dzień wolny. Spał do południa, zjadł królewskie śniadanie, gorący prysznic,
plan na resztę dnia, wyłączyć telefon, zimne piwko i dobry seks. Żeby
wprowadzić swój plan w życie, potrzebował jeszcze kogoś- Nicol- zawołał
wychodząc z łazienki- Niki?- zauważył, że jest gotowa do wyjścia- Wychodzisz?-

- Tak. Na jogę- odpowiedziała zamykając sportową torbę.

- Na jogę…A o siostrze pomyślałaś?- oparł się o framugę drzwi.

- Odwiedzę ją dzisiaj-

- Powinnaś była wczoraj do niej zajrzeć, odebrać ze szpitala-

- Jimmy, znam Livię- westchnęła- Wszystko dokładnie zaplanowała, zna
się na dawkach, wiedziała ile tego wziąć żeby się obudzić. To żałosne-
minęła go, patrzył jak zakłada kurtkę i buty.

- Nie rusz cię to? Nic a nic?- zmarszczył brwi.

- Rusza. Ale rusza mnie też to, że wszystkim opowiada jaka to ja jestem
zła, okropna, a ona rozwala małżeństwo twojego brata- prychnęła- Ciebie
TO nie rusza?- zapytała zaczepnie.

- A ty chciałaś je rozbić?- ich wzrok się spotkał. Z jego twarzy nie dało się
niczego odczytać natomiast na jej twarzy malowało się zaskoczenie. Jak
wtedy kiedy rodzic przyłapie swoje dziecko na kłamstwie.

- Zwariowałeś? Znowu zaczynasz?- rzuciła torbę na ziemię- Ostatnio znikasz,
rzucasz aluzje, zaniedbujesz mnie a ja mam cię zapewniać o mojej dozgonnej
miłości!- prychnęła, milczał- Kocham cię, ale ostrzegałam cię. Odejdę jeśli
będziesz się w ten sposób zachowywał!- podeszła bliżej- Kiedy ostatnio
gdzieś mnie zaprosiłeś? Zająłeś się mnie?- zrobiła minę niewiniątka.

Jęknęła kiedy wbił się jej usta, wkurzał ją niemiłosiernie ale z każdym dniem
bardziej na nią działał! Uwielbiała seks z nim! Odwzajemniła pocałunek,
szybko pozbyła się ręcznika który zakrywał jego męskość.Czuła jego dłonie
na swoich piersiach, szyi, w sobie- Weź mnie, Jimm!- szepnęła, szybciej
poruszając dłonią. Odwrócił ją, zdarł z niej dżinsy i odchylił majtki, wszedł
w nią pewnie. Wrzasnęła, jedną dłonią drażnił jej piersi, drugą wbił w gęste
włosy, poruszał się coraz szybciej.  Wymierzył jej delikatnego klapsa
i oboje zaczęli szczytować.

- Wracaj do mnie szybko- szepnął jej do ucha, musnął szyję.

Godzinę później, siedział wygodnie na kanapie w jednej dłoni trzymał piwo
w drugiej pilot. Właściwie sam nie wiedział co ogląda, myślami był przy Niki,
bardzo mu na niej zależało, ale coraz częściej dopadały go wątpliwości, czy
nie za szybko, czy podjął właściwą decyzję, czy się nie wygłupił? Im bardziej
chciał się odciąć od przeszłości, tym gorzej mu to wychodziło. Powrót Kelly
Family, Paddy…Niki i jej siostra. Taka niepozorna, trochę przeciętna dziewczyna
rozwaliła małżeństwo jego brata, które mimo wielu wojen, ataków było niczym
twierdza nie do zdobycia. Jakoś nie potrafił w to uwierzyć! Paddy i Lena,
to miało być na zawsze, pomimo wszystko. Tak jak kiedyś on i Nina. Może
małżeństwo to tylko puste słowo? Obrączka na placu? Wspólny dom?

Patricia i Denis, Angelo i Kira…Maite i Flo a nawet Joey i Tanja. Zaśmiał
się gorzko, czyli tylko on i Paddy, byli nieudacznikami, chyba faktycznie byli
do siebie podobni? Jimmy, skrzywił się, otworzył drugie piwo.

Dawno nie był na cmentarzu, dzisiaj odwiedzi żonę! Leniwie podniósł się z
kanapy, musi gdzieś kupić chabry. Pomyślał o Nadin. O ich ostatniej rozmowie.
Zaproponował jej żeby zatrzymała się u niego na jakiś czas, sam przeniósł
się do Elsy. Następnego dnia, potrzebował kilku swoich rzeczy z mieszkania,
Nadin, czekała na niego. Wyglądała inaczej, wcześniej tego nie zauważył.
Podcięła włosy, były jeszcze bardziej intensywnie rude, ładna, koronkowa
bluzka, wąskie spodnie w zielonym kolorze i białe trampki. Od razu pomyślał
o jej siostrze, lubiła kolorowe spodnie, rajstopy, trampki. Upomniał siebie!
Skończył z tym! Nadin nie była Niną! Poczuł się dziwnie w swoim mieszkaniu
jakby to on był gościem. W ciszy sączyli kawę,Jimmy, zajadał się ciastem
którym go poczęstowała.

- Co u ciebie?- w końcu zapytał.

- W porządku. Mieszkam w Los Angeles, pracuję w renomowanej restauracji-

- WOW!- kilka okruszków wypadło mu z ust- LOS ANGELES!- przełknął ciasto.

- Za pieniądze Niny,kupiłam mały dom przy plaży, niebawem otwieram swoją
restaurację. Nic wielkiego- uśmiechnęła się.

- No proszę!- Jimmy, zagwizdał pod nosem- Układa ci się. Brawo-

- Układa- powtórzyła- Spotykam się z kimś. Jest ok- założyła nogę na nogę.

- Dlaczego się nie odzywałaś? Zmieniłaś numer? Przepadłaś-

- Chciałam zniknąć- odpowiedziała wprost- Kolonia, czy nawet Ostenda…To
nie moje życie. Chciałam się do was dopasować, ale się nie udało- spuściła
wzrok.

- Nadin, ale nie musiałaś tego robić- Jimm, wbił wzrok w dziewczynę.

- Tyle od was dostałam, pomogliście mi- zauważył, że się denerwuje, wyciera
dłonie w spodnie- Bo chcieliście widzieć we mnie Ninę- zaśmiała się nerwowo.

-To nie tak- usiadł obok dziewczyny, wziął poduszkę która ich dzieliła- Może
ja chciałem widzieć w ciebie, Ninę. Jestem po terapii, ten etap mam już za sobą-
wbił wzrok w poduszkę, obracał ją w dłoniach- Można powiedzieć, że jestem
zdrowy- zaśmiał się- Może nawet za bardzo…-

- Widziałam twoją nową pannę, Jimmy, to nie ty-

- A może właśnie to ja?- spojrzał na Nadin- Wiesz ile lat to mi zajęło? Sześć, a
nawet trochę ponad. Oddzieliłem się przeszłość grubym murem, związałem się
z dziewczyną totalnie inną od Niny, nie związaną z przeszłością, nie dzieliłem jej
z Paddym. Tak jak Ninę, Cleo. Oddaliłem się od rodziny, przyjaciół. Prawdziwy
detoks- podrapał się po głowie- To trwało tylko chwilę. Nie ucieknę od przeszłości.
Nie da się. Nie potrafię. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą- rzucił poduszkę na
fotel.

- Musiałbyś wyjechać, odciąć się. Jak ja- dotknęła jego dłoni.

- Nadin, jestem już za stary- roześmiał się- Zmęczony. Mam dzieci, które są moim
światłem. Próbowałem i tego. Wyjechałem. Wróciłem. Zatoczyłem koło- musnął jej
dłoń i położył na jej kolanie- Wyjeżdżałem nawet kilka razy!- zaznaczył- Z marnym
skutkiem-

- Jimmy, to ja podłożyłam to zdjęcie. Wtedy na wystawie. Znalazłam je u Elsy-

Niby był na to przygotowany a jednak,zabolało.

- Chciałam zaszkodzić Ninie- nerwowo bawiła się złotą bransoletką- Wiem, że
nie można zaszkodzić zmarłej- zaśmiała się, otarła łzy- Bardziej chodziło mi o
jakąś rysę na szkle. Nie byłam w stanie jej dorównać, więc chciałam żeby nie
była taka idealna, żebyście zwątpili może wtedy…- ukryła twarz w dłoniach.
- Ja, miałabym łatwiej. Nienawidzę jej! Miała dom, rodzinę, przyjaciół, męża!
Miała wszystko! A ja?- wstała- Walniętą babcię, dom dziecka, wszyscy mnie
odsyłali! Wszyscy! Jak tylko dowiadywali się o ryzyku choroby, odsyłali mnie
niczym zepsutą zabawkę! To bolało, Jimmy!- wrzasnęła.

- Wiem- również wstał- Wiem co to oznacza być gorszym!- złapał ją za rękę.
- I wiem co  znaczy, robić na złość, chcieć komuś zaszkodzić!- spojrzał w
jej zapłakane oczy- Też żyłem obok ideału. Tylko widzisz nie ma ludzi idealnych.
I ani Nina ani Paddy, nimi nie byli. To nasze chore obsesje! – zacisnął dłonie
na jej szczupłych ramionach- Ja w końcu to zrozumiałem-

- Najbardziej ucierpiał na tym Luk!- wybuchła płaczem- Nie chciałam tego!-
oparła głowę o jego ramię, przytulił ją.

- Luk, dostał zawału przez stres. Dowiedział się, że ma syna w dodatku
śmiertelnie chorego. Elsa, się dowiedziała- głaskał jej włosy, plecy.

- Tak bardzo was zraniłam!- szlochała- A tyle od was dostałam! Ale ja nigdy
wam jej nie zastąpię! Nigdy!-

- Nadin, uspokój się! Nikt tego od ciebie nie żąda!- zmusił ją aby na niego
spojrzała, kciukiem otarł łzy.

- Zrobiłam wiele złego…Ja…-

- Ciii…Nic nie mów. To już nieważne. To przeszłość- starał się ją uspokoić.

- Lena, tak bardzo mi pomogła. Elsa…Nienawidzę jej! Wiem, że przyjęła mnie
jak…Siostrę. Ale nienawidzę jej! Zajęła moje miejsce! Nie mogę przy niej
oddychać!- wyrwała się, zacisnęła dłonie na głowie- Wciąż mnie poprawiała,
instruowała, dała pieniądze, ona najbardziej chciała mnie do niej upodobnić-
wyszeptała, jakby rozmawiała jeszcze z kimś. Jimmy, rozejrzał się, miała
taki pusty wzrok, rozbiegany- Ale ja nie jestem Niną – jęknęła.

- Wiem- zrobił kilka kroków w jej stronę, nim zdążył zareagować, pocałowała
go. Pewnie, namiętnie, wyjątkowo. Spojrzał na nią, tym razem to on wbił się
w jej usta. Pocałunek trwał dłuższą chwilę.

-Czy tak całowała Nina?- zapytała. Zobaczył w jej oczach coś znajomego.

- Nadin, czy ty chorujesz?- mocno złapał ją za ręce- Co chcesz mi powiedzieć?-

- Nina, kochała ciebie a ja kocham Luka. Wyjechałam bo nie mogę patrzeć na
Elsę! Nienawidzę jej tak samo jak Niny! – odsunęła się- Boję się, że mogłabym ją
skrzywdzić- wyznała cicho.

- Nie jesteś taka-

- Nie wiesz jaka naprawdę jestem- zaśmiała się- Nigdy tak naprawdę nie chcieliście
mnie poznać!-

Dzwonek do drzwi, skutecznie wyrwał go ze wspomnień, pomaszerował by otworzyć.
- Ty?- wbił wzrok w brata.

- Wracam do Monachium, mogę na chwilę?- Patrick, rozejrzał się.

- Niki, nie ma. Właź- Jimmy, wszedł do salonu, rozłożył się na kanapie- Fotel!-
zepchnął brata- Odpoczywam-

Paddy, zajął zielony fotel- Dlaczego zawsze masz zielony fotel?-

- Mój ulubiony został u Meike więc sprawiłem sobie nowy. Zielony to kolor
mądrości, odpoczywam w nim i myślę- odpowiedział.

Patrick, mimo, że był zmęczony i przybity, parsknął śmiechem- Gdzie o tym
przeczytałeś?-

- Nie grzeszysz rozumem więc nie zrozumiesz-Jimmy westchnął teatralnie.

-Wracam do Monachium. Nic tu po mnie- szepnął Patrick. Jimmy, zauważył,
, że brat nieświadomie obraca na palcu, obrączkę.

- Jedź. Zajmę się Leną i Niną. Daj jej trochę czasu-

- Wrócę do pustego domu- Paddy, mówił cicho, szeptem, jakby do siebie
samego- I co mam w nim robić? Ten dom to Lena. To nasze małżeństwo,
rodzina. Ten dom to my-

- Mieszkałeś w nim zanim Lena, się wprowadziła- zauważył Jimmy, ale
ten fakt nie pocieszył Patricka- Póki piłka w grze, wszystko może się
zdarzyć. Zawsze możesz spalić dom-

Paddy spojrzał na brata jakby go widział po raz pierwszy w życiu- Debil-
podsumował.

- Podobno to u nas rodzinne- odpowiedział Jimmy, obaj parsknęli śmiechem.

- Elsa, mnie wywaliła- Paddy, ziewnął. Czuł coraz większe zmęczenie.
- Z nią dzieje się coś złego…-

- Nie widziałeś jej…Tydzień po wypadku nie wstawała z łóżka, w domu
było ciemno, okna zasłonięte, ochrona. Ją, ktoś napadł. Skrzywdził-
wyrzucił z siebie Jimmy- Lena, milczy. Luk, chyba jeszcze nie wie
dlatego się nie wychylam. Elsę, chyba ktoś zgwałcił- te słowa bolały.
Kochał blondynkę całym sercem, myśl, że ktoś brutalnie ją skrzywdził,
przerażała go! Poczuł gniew, spojrzał na brata, który jakby na chwilę
się zawiesił- Livia, wtedy z nimi była. Ona na pewno wie. Na razie nie
możemy się wtrącać. Luk, musi się dowiedzieć i zareagować-

- Mój Boże-

- I gdzie jest teraz Bóg? Ona na to nie zasłużyła!- Jimmy, wrzasnął.

- Luk o niczym nie wie…-

- Uważa się za najmądrzejszego z nas…Więc chyba w końcu się zorientuje?-

O ile jeszcze przed chwilą Patrick, czuł potworne zmęczenie i bezradność,
teraz poczuł się jeszcze gorzej. Dlaczego na to nie wpadł? Wszystko znów
się waliło! Potarł czoło, zerknął na swój telefon- Zaraz powinien ktoś po mnie
podjechać- wstał- Nie ogarniam-

- Nadin, chyba choruje…-

- Nadin?- wrzasnął Patrick, musiał oprzeć się o zielony fotel- Masz z nią
kontakt?-

- Była w Kolonii ale zniknęła- wyjaśnił Jimmy- To jednak ona podłożyła zdjęcie
i…Kocha Luka. Nienawidzi Elsy- mówił o tym ze stoickim spokojem- Ale nie
jest złą osobą…-

Paddy, gestem dłoni, uciszył brata- Nic nie mów. Nie dziś. Mam dość-
skierował się w stronę drzwi- Zadzwonię. Jimmy- zerknął przez ramię
na starszego brata- Nadin to nie Nina. Nie myl ich-

- Muszę ci jeszcze o czymś powiedzieć- Jimmy, wbił wzrok w podłogę
i przygryzł usta.

- Paddy?- w drzwiach pojawiła się Nicol- Jaka miała niespodzianka- objęła
muzyka. Jimmy, przyglądał im się w milczeniu- Kawy?- zapytała- Herbaty!-

- Ja już wychodzę- Patrick zmusił się do uśmiechu.

- Już? – zmartwiła się.

- Czeka mnie długa podróż. Trzymaj się Jimmy- Paddy ignorował brunetkę,
czuł na sobie czujny wzrok brata.

Kiedy Paddy zamknął za sobą drzwi, Nicol, nieśmiało spojrzał na Jimma,
minęła go, weszła do kuchni- Głodna jestem. Zamówimy coś?-

- Prawie się posikałaś- stanął w drzwiach.

- Chyba na twój widok- prychnęła wyjmując z szuflady ulotki- Pizza?-

- Może zrobisz mi herbatkę?- drwił.

- Dostałam pracę- wypaliła- Sesja. Niewielka kampania- spojrzała na Jimma.
- Hawajska? Podwójny ananas?-

- Miałaś wrócić do nauki. Rozmawialiśmy o tym-

- To się nazywa : Szansa – wybrała numer pizzerii.

-Gdzie? -

- W Monachium- odpowiedziała beztrosko.

…………………

-Jutro podjadę z Mary do lekarza, kaszle ją i ma lekką gorączkę- Luk,
wszedł do kuchni- Zapiekanka ?- objął żonę- Moja ulubiona?- musnął jej
szyję. Szybko wyswobodziła się z uścisku.

- Chcę sprzedać pracownię- usiadła na krześle, sięgnęła po placek z
rabarbarem.

- Dlaczego?- Luk, oparł się o blat, wbił wzrok w żonę- To mój prezent…-

- Nie wrócę do malowania!- przerwała mu ostro- Nie będę pracować.
Zajmę się domem, jak wcześniej. Teraz twoja kolej- spojrzała na męża.
-Twoja praca to pasmo sukcesów a mnie…- spuściła wzrok, wzruszyła
ramionami- Zwyczajnie nie wychodzi- potarła nos.

- Elsa, kochanie- Luk, uklęknął- Sam chciałem zajmować się domem i
dalej tego chcę. Przyjąłem kilka zleceń i to wszystko. Realizuj się…-

- Nie chcę, Luk!- podniosła głos- Nie chcę wychodzić z domu, tutaj mi
dobrze. W domu czuję się bezpieczna…Teraz kiedy nie ma Livii, mam
co robić- zacisnęła dłonie na krześle- Podjęłam decyzję. Sprzedaj
pracownię-

- Nie musimy od razu sprzed…-

- Sprzedaj! Nie wrócę tam!- poderwała się, drewnianą łyżką zamieszała w
garnku ze szpinakiem.

- O czym nie wiem?- stanął za jej plecami.

- O niczym- wytarła dłonie w ścierkę, odwrócił ją do siebie. Ujął w dłonie jej
twarz- Kiedy mi powiesz? Jak długo mam jeszcze czekać?- patrzył w jej
błękitne oczy.

Chciała mu powiedzieć! Naprawdę chciała ale najzwyczajniej nie potrafiła!
Jutro miała umówiony zabieg, jutro mu powie.

- Wiem, że jestem w złej formie- szepnęła- Ogarnę się. Obiecuję- wytrzymała
jego spojrzenie.

- O co chodzi?- nie ustępował.

- O nic-

Przytulił ją mocno do siebie, objęła go. Przy nim czuła się kochana, czuła się
bezpiecznie, ale kiedy tylko poczuła jego usta na swoich, wrócił strach. Paniczny
strach przed zbliżeniem, przed bólem fizycznym- Mamo- w drzwiach stała
rozpalona Mary- Źle się czuję-

Elsa, z ulgą oderwała się od męża- Chodź kochanie- podeszła do córki, Luk,
wziął dziewczynkę na ręce.

- Moja księżniczka- pocałował małą blondynkę.

- Położymy się, tata zrobi ci okład i gorącą czekoladę.  Będzie dobrze- trzymała
dłoń córki.

…………………..

- Gdzie Nina?- Luk, spojrzał na szatynkę.

- Zawiozłam ją do Patricii- odpowiedziała- Mary, jest chora, nie chcę żeby Nina
się zaraziła- nie mogła spojrzeć przyjacielowi w oczy. Czuła się rozdarta- Elsa,
gotowa?- nerwowo poprawiła włosy.

- Zaraz zejdzie- dopowiedział- Cieszę się, że gdzieś wychodzi. Mam nadzieję,
że fryzjer i kosmetyczka poprawi jej humor…- Lena, zaniosła się kaszlem.

Fryzjer i kosmetyczka? Szatynce zrobiło się niedobrze- Od rana źle się
czuję, zaczekam na zewnątrz- musiała wyjść!

- Wszystko ok?- zatrzymał ją.

- Tak- kiwnęła głową- Stres, pogoda- sama nie wiedziała co plecie. Czuła się podle.
- Odezwę się. Napiszę-

Godzinę później nerwowo krążyła po korytarzu, nie potrafiła opanować drżenia
rąk, powstrzymać płaczu. Za dużo tragedii! Obiecała pomóc Elsie, wiedziała, że
przyjaciółka znalazła się w samym środku piekła! Ale wiedziała też, że krzywdzi
Luk, że go okłamuje, wyklucza. Oboje byli dla niej ważni! Najważniejsi! Usłyszała
głos lekarki, odwróciła się gwałtownie prawie tracąc równowagę, blondynka bez
słowa padła jej w ramiona- Elsa- mocno ją do siebie przytuliła- Elsa?- spojrzała
w zapłakane oczy- Już?- wydukała.

Blondynka pokręciła głową- Elsa?!- na korytarzu pojawił się blady i przerażony Luk.

……………………

Rozdział 263- What Have I Done

-Mogę do niej zajrzeć?-  Paddy, dopadł Paula, który od godziny go zbywał.

- Musi odpoczywać. Zrobiliśmy płukanie żołądka, jej życiu już nic nie zagraża
ale pogotowie przyjechało dosłownie w ostatniej chwili- blondyn zdjął lateksowe
rękawiczki.

- To dobrze…To dobrze- tylko tyle był w stanie z siebie wykrztusić- Mogę zajrzeć?-

Paul, zmierzył go wzrokiem- A czy to nie przez ciebie się otruła?-

- Nie! Nie!- powtórzył wciąż roztrzęsiony Paddy- Skąd wiesz?-

Lekarz pokręcił głową- Pięć minut- zrezygnowany poklepał go po ramieniu- Wolałbym
nie mieć dzisiaj dyżuru- minął go.

- I co? Co z Livią?- Luk, podszedł do Patricka- Widziałem, że rozmawiałeś z Paulem-

- Chyba ok- wydukał.

- Wyglądasz gorzej od Livi- stwierdził fotograf wręczając mu kubek z kawą.

- A czuję się jeszcze gorzej- Paddy wbił wzrok w czarny napój- To jakiś koszmar-

- To była próba samobójcza?- dopytywał Luk- Chodzi o ciebie?!-

- Nie masz jakiś innych pytań?- muzyk zerknął na przyjaciela- Przedawkowała.
Paul, sam nie wie. Nie wiem po co go tutaj trzymają- skrzywił się czują ohydny
smak kawy- Smakuje jak gówno!-

- Zaczekaj pobiegnę po najlepszą kawę w mieście i sam wyglądasz jak gówno
w dodatku rozjechane!- zadrwił Luk- Co się dzieje?- usiadł obok, z dłoni Patricka
wyjął kubek z kawą, upił łyk- Ta kawa smakuje lepiej niż ty wyglądasz-

- Rozmawiałem z Leną, katastrofa – nie wiedział jak inaczej nazwać to zaszło.
- Chciałem jej zabrać Ninę…Szarpaliśmy się na ulicy- czuł, że musi to z siebie
wyrzucić.

- Jeśli chodzi o dzieci, to znam ten ból. Ale Lena nie jest Elsą, więc doceń to-

- Była wściekła, przerażona…Błagałem ją, groziłem, płakałem…Ale ona nie
chce ze mną  być- wbił wzrok w białą ścianę-Chyba nie chodzi tylko o Livię-

- Właśnie o tym ci mówiłem- Luk, wrzucił kubek do kosza.

- Nie pomagasz-

- Nie wiem czy chcę ci pomagać-

- Nie ułatwiasz-

- Strasznie głupio dałeś dupy-

- Wcześniej byłem u Livii, zwymyślałem ją- jęknął, potarł zmęczone oczy- Już
wtedy zachowywała się dziwnie a ja tylko ją dobiłem- rzekł udręczony.

- To takie w twoim stylu. W stylu Kelly- Luk, poklepał go po plecach- Posłuchaj
mnie choć raz- Paddy, niechętnie zerknął na niego – Zajrzyj do niej, przeproś,
pogadaj zanim jeszcze nie ma jej pierdolniętej siostry. Zaczekam na ciebie
i pojedziemy do domu, prześpisz się bo za chwilę będziesz leżał obok Livii a
Paul odetnie ci penisa niby przez przypadek. Odpoczniesz, zjesz coś,
pogadamy i ustalimy co dalej. Ok?-

- Ok. Lena, do mnie wróci?- zapytał cicho.

- Nie wiem, Paddy. Ale wiem, że cię kocha. Jeśli ja i Elsa, do siebie wróciliśmy
to i wy macie szansę- mówił szczerze, tak myślał- Ale nie możesz pozwolić
sobie na najmniejszy błąd i nie możesz się tak zachowywać…-

- Czyli jak?-

- Dzisiaj chyba narozrabiałeś?- Luk, skrzywił się patrząc w oczy przyjaciela.
- Tak trochę w stylu Jimma, co?-

- Boże broń!- Paddy,wstał- Daj mi chwilę-

- Tylko nie palnij czegoś głupiego-zawołał za nim Luk- Pamiętaj, że jak nie
wiesz co powiedzieć, to lepiej nic nie mów!- pogroził mu palcem.

……..

Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi, z każdym krokiem
bał się coraz bardziej. Czuł się winny. Zatrzymał się przy łóżku, spojrzał na
dziewczynę. Blada, podłączona do aparatury medycznej z zamkniętymi
powiekami, wyglądała tak młodziutko, niewinnie, dotknął jej dłoni- Przepraszam-
szepnął- naprawdę poczuwał się do winy. Zrozumiał jak bardzo Livia, musiała
czuć się przytłoczona, bezradna, samotna. Znał to uczucie! Przez chwilę
na nią patrzył,dotknął jej dłoni, usiadł na łóżku. Zauważył, że się budzi,
przetarł oczy, pochylił się nad dziewczyną- Hej- szepnął.

Livia, zamrugała powiekami, rozejrzała się i przerażona usiadła- Co się stało?!-
podniosła głos ale zaraz złapał ją duszący kaszel.

- Spokojnie- Paddy, pomógł jej się położyć, przykrył kołdrą- Jesteś w szpitalu-

- W szpitalu…- powtórzyła, próbowała zmusić umysł do wysiłku, zaczęła sobie
przypominać. Jęknęła, zakryła się kołdrą, jakby ciężar wspomnień ją przytłaczał.

- Sytuacja opanowana. Musisz odpoczywać ale wszystko jest w porządku-

- Chcę spać- odwróciła się, szczelnie okryła kołdrą.

Paddy, ponownie usiadł na wąskim łóżku- Zaraz sobie pójdę. Chciałem cię
przeprosić. To co powiedziałem…Nie myślę tak. Lubię cię. Zachowuję się w
ten sposób kiedy wszystko mi się wali, obwiniam innych, obrażam. Moi
przyjaciele śmieją się, że właśnie wtedy wchodzi ze mnie prawdziwy Paddy-
dalej leżała do niego tyłem, zamrugała powiekami, nie chciała płakać- Mam
trudny charakter i mało kto tak naprawdę mnie zna i toleruje- zaśmiał się.
- Na pewno bardzo się różnię od swojego wizerunku w mediach. Mam wady,
jestem rozkapryszony, mało samodzielny, najgorzej jest rano, po przebudzeniu
- uśmiechnęła się- Cierpię na syndrom Piotrusia Pana, tak to nazywa moja żona-
chrząknął, wbił palce we włos- Nie jestem do końca szczery, gram. Często
gram i to nie tylko na gitarze i nerwach- tym razem uśmiechnęła się szeroko,
otarła łzy- Moje życie składa się z kilku ważnych fundamentów. Bóg, wiara,
muzyka, rodzina, przyjaciele. Na samej górze tej krzywej piramidy jest moja
córka- otwartą dłonią otarł łzy- Jestem słaby. Bo jeśli któregoś fundamentu
zabraknie, piramida nie pochyla się lecz przewraca się. Nie zostaje nic, tylko
pył i żal. Nie potrafię funkcjonować bez żadnego z tych fundamentów. Jestem
z nich ulepiony. Każdy fundament ktoś kształtuje, Lena, Cleo, Luk, Bóg-

-Brakuje ciebie samego- odwróciła się, usiadła, spojrzała na niego. Ich wzrok
na kilka sekund spotkał się, zobaczyli w swoich oczach zrozumienie, akceptację.

- Przykre, nie?- zaśmiał się cierpko.

- Raczej takie dzisiejsze- odpowiedziała cicho- Taki dzisiaj mamy świat,
pokręcony, ludzie gonią za idealnym wyglądam, pozycją, nowym samochodem,
zatracamy gdzieś siebie. Kłamiemy żeby przetrwać, ranimy innych żeby zatuszować własne słabości, często nosimy maski- podciągnęła kolana pod brodę, czuła ucisk,
ból brzucha.

- Pięknie to  powiedziałaś- szepnął- Przepraszam cię- mocno ścisnął jej chłodną
dłoń.

- Możesz coś dla mnie zrobić?- spojrzała w granatową głębie jego oczu, skinął
głową.

- Nie wracajmy więcej do tego. Walcz o swoją rodzinę, ale ja chcę już zapomnieć-

Bez słowa przytulił ją, głaskał jej plecy- Wczoraj coś zrozumiałem. To co się
wydarzyło, między nami, rozpad mojego małżeństwa, twoje…Złe samopoczucie.
To tylko i wyłącznie moje wina. Przepraszam- pocałował jej czoło, wstał- Odpocznij,
pójdę już. Zajrzę jutro rano, odbiorę cię ze szpitala-

- Nie trzeba…-

- Ale chcę! Chociaż tyle mogę zrobić- wciąż trzymał jej dłoń- Wiesz, że znam jedną
osobę która nie gra i żyje pod prąd. To Jimmy. On po prostu taki jest. Jest szczery,
jest sobą- sam nie wiedział dlaczego wspomniał o bracie- Popełnia błąd ze błędem,
bywa chamski, kłótliwy i wcale się z tym nie kryje. Taki jest-

- To co robi z moją siostrą?- patrzyła na niego.

Paddy, wzruszył ramionami- Nie wiem. Albo ją kocha, albo ucieka od przeszłości-
zastanowił się- Ja, jestem perfekcjonistą, mam problem z przyznaniem się do winy,
a Jimmy, uwielbia popełniać błędy, wręcz uważa, że ma do tego prawo. I jakoś
nikogo specjalnie tym nie dziwi, potyka się, wstaje, idzie dalej. Czasem mam
wrażenie, że on już stracił to co najważniejsze i już mu nie zależy. Teraz trochę
bawi się życiem i jak zwykle na przekór wszystkim. Odpoczywaj- puścił jej dłoń.
- Będę jutro- uśmiechnął się.

Kiedy był już przy drzwiach usłyszał zdanie na które czekał od momentu kiedy
znalazł ją nieprzytomną- Nie chciałam się zabić- spojrzał na dziewczynę.
- Naprawdę nie chciałam- było jej wstyd- Trochę to wszystko mnie przerosło,
chciałam uciec, tak bardziej fizycznie, ale że nie nie bardzo mam dokąd-
przygryzła usta- To chciałam odpocząć chociaż psychicznie – wzruszyła
ramionami- Czułam się fatalnie, ktoś przeze mnie cierpi, zawiodłam.
Nie mogłam sobie z tym poradzić, źle spałam, chciałam odpocząć.
Przespać to?- zadała retoryczne pytanie – Ale chciałam się obudzić-
dodała pewnie.

- Wczoraj narobiłem tyle głupstw…- oparł się o drzwi- Wracałem od Leny,
zajrzałem do ciebie. Chciałem cię przeprosić…-

- To ty mnie  znalazłeś?- wydukała, czuła narastające napięcie.

- Tak. Ja-

- Uratowałeś mnie…-

- Można tak powiedzieć…Wcześniej cię dobiłem a później…Chciałem to odkręcić-
jakoś nie czuł się bohaterem. Oboje wiedzieli co chciała przespać i kto najbardziej
ją dobił.

-Dziękuję, że pomogłeś mi się obudzić- objęła rękoma kolana. Słyszała bicie
własnego serca.

- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że nic poważniejszego się nie stało,
że się obudziłaś- mrugnął do niej- Cześć- wyszedł. Poczuł się jakby właśnie
wyszedł ze spowiedzi. I tak nie był do końca z nią szczery. Cieszył się, że
nic jej się nie stało, że żyła ale też, że nie musiał dźwigać kolejnego ciężaru.
Właśnie taki był. Zamrugał powiekami, rozejrzał się i zastygł. Luk wraz z
Jimme, dziwnie mu się przyglądali. Chrząknął- Możemy jechać. Żyje. Jest
ok- wydukał.

- Dostałeś rozgrzeszenie?- zakpił Jimmy.

- Chyba tak- ruszył przed siebie.

- Tak myślę, że ten zakon to chyba nie był taki głupi pomysł. Przynajmniej
nikt się nie truł- Luk, objął przyjaciela ramieniem.

- Też się truły!- Jimmy, szturchnął go- To w końcu Paddy- westchnął.

- Czy ja jestem złym człowiekiem?- zaskoczył ich tych pytaniem.

- Szczerze?- Jimmy, zatrzymał się.

- Szczerze- przytaknął Paddy.

- Czasem mam wrażenie, że masz predyspozycje psychopaty!- odpowiedział
poważnie Jimmy.

- Bo mali ludzie są wredni- wtrącił Luk, popychając oburzonego Patricka w
stronę wyjścia.

- Już nigdy cię o nic nie zapytam!- burzył się obrzucając wściekłym spojrzeniem
zanoszącego się ze śmiechu brata- Idiota!-

………….

- Powiem tak…- Joey, ostawił pusty kufel- Spierdoliłeś to!- wbił wzrok w Patricka.

- On to wie- Jimmy, pomachał do brodatego barmana- To samo!- wrzasnął.

Paddy, chyba z pięćdziesiąty raz pożałował wyprawy do Blue. Po powrocie
ze szpitala, dał się wyciągnąć Jimmowi na piwo. Luk, został w domu, chciał
zostać z Elsą, która jak już wszyscy zauważyli zachowywała się dziwnie.
Nie zamierzał się zwierzać, szczególnie przed Angelo, ale Jimm, ze szczegółami
o wszystkim im opowiedział.

- Od samego początku ci mówiłem, że dajesz Lenie, zbyt wiele swobody- Joey,
oblizał usta z piany- Jej ucieczki…Pozwoliłeś jej na to i to był błąd. Spodobało
jej się i uciekła!- podsumował.

- Ty, coś bierzesz?- Jimm, wrzasnął- Ona nie uciekła, nie trenuje biegów jak
ty! Ona odeszła bo miała do tego powód!- sam zaczął żałować, że zadzwonił
po braci.

- Miejsce żony jest przy boku męża…- kontynuował nie zrażony- To normalne,
że w małżeństwie są problemy- podniósł głos- Ale małżeństwo do czegoś
zobowiązuje!-

- On ją zdradził- przypomniał mu cicho Jimmy, Paddy, przewrócił oczami,
czuł się jak widz przed telewizorem. Największą atrakcją tego wieczoru było
wyborne piwo!

- Podobno nie do końca…- Joey, wbił wzrok w Patricka.

- No bo to Paddy…- odpowiedział bez namysłu Jimmy.

Angelo tłumił śmiech- No właśnie to Paddy. Baby od zawsze właziły mu do
łóżka. Lena, była fanką, przyjaciółką rodziny, chyba była na to wszystko
przygotowana ?!- Joey, rozłożył ręce.

- Ty, jednak jesteś głupi- skwitował Jimmy, wygodnie opierając się o oparcie
krzesła- Zdrad ogólnie się nie wybacza. Tak się przyjęło-

- No ale to nie była typowa zdrada- sportowiec ściszył głos- Podobno-
bracia spojrzeli na lekko wstawionego już Patricka, który sprawił wrażenie,
nieobecnego.

- Nie przeszkadzajcie sobie- Paddy, zrobił gest dłonią – Śmiało, kontynuuj -
przeniósł wzrok z Joeya na Jimma- Nie potrafię nawet zdradzić, utrzymać
przy sobie żony, wysiedzieć w zakonie. Chyba coś ze mną nie tak-

- Od urodzenia- wypalił Jimma, ale zaraz ugryzł się w język- Słuchaj Paddy…-

- Wszystko z tobą ok- w końcu głos zabrał Angelo, a Padyy,jakby się ożywił.
- To dobrze, że nie zdradziłeś Leny, no nie do końca. Chociaż to co było między
tobą a tą dziewczyną…To dla mnie już zdrada- poprawił okulary.

- Dla mnie też- zgodził się z młodszym bratem Paddy, przysunął się bliżej stołu.

- To, że Lena, odeszła też rozumiem. Paddy, za tobą ciężko nadążyć, trudno
się z tobą żyje- blondyn zerknął na brata.

- Powiedział następca Dana- Jimmy, zanurzył usta w piwie.

- Może jestem podobny do ojca…I dzięki temu moja rodzina, świetnie funkcjonuje!-
blondyn rozłożył ręce- W domu, na scenie…-

- Z tą sceną bym się kłócił- chrząknął Jimmy, kołysząc się na krześle.

- Chyba ja wiem lepiej?- Angelo posłał mu groźne spojrzenie.

- No na pewno!- Jimm, kiwał głową robiąc śmieszną minę.

- Panowie! Panowie!- Joey, zastukał w stół- Paddy, Lenę, za włosy i do domu!-

-Bożeee- Angelo, zdjął okulary, Patrick, zakrył dłońmi twarz.

- Joey, kochany nasz- Jimm, obejmując brata ramieniem, masował palcem
czoło- Epoka kamienia łupanego minęła- zrobił zarys ręką w powietrzu- Dawno
temu, wyginęły dinozaury- reszta wybuchła śmiechem.

- Ja, mówię poważnie- poważna mina Joeya, tylko potwierdzała jego słowa.
- Może dobrałem źle słowa…-

- No raczej- zarechotał Jimmy.

- Kochacie się więc dlaczego chcecie się rozwieść?-

- Ja, nie chcę!- zaprzeczył Paddy, wyrywając Jimmowi, miskę z orzeszkami.

- Więc, nie ma tematu! Nie dasz jej rozwodu i zaciąg…Przywieziesz do domu-
wyjaśnił.

Angelo zanosił się ze śmiechu, Jimmy, trzymał się za brzuch- Ona jest adwokatem!-
pisnął blondyn.

- Prokuratorem! Idioto!- Jimmy, szturchnął brata.

- A to nie to samo?- również Joey zaczął się śmiać.

Paddy, patrzył na braci z szeroko otwartymi oczami- Mówicie o mojej żonie! Tak
was to bawi, że mi się życie rozwaliło?!- warknął- Wychodzę!- chciał wstać, ale
Jimm, mocno złapał go za ramię.

- Koniec żartów!- Jimm, uderzył w stół, przybrał poważną minę- Prawda jest taka,
że Lena, to mądra, inteligentna kobieta. Jeśli postanowi się rozwieść, zrobi to. I
na pewno nie da się ani zawieść ani zaciągnąć do domu!- spojrzał na Joeya, który
chyba nie do końca rozumiał powagę sytuacji- Lenie, chodzi o coś więcej niż o
Livię…-

-Było ich więcej?!- wrzasnął Joey pijąc piwo.

- Nie!- zaprzeczył poirytowany Paddy- Banda kretynów! Mieliście mi pomóc!-

- Mieliśmy napić się piwa i pogadać!- poprawił go Angelo- Nie było mowy o pomocy!
Co mamy niby zrobić? Sam musisz to załatwić! Zawsze potrzebowałeś sztabu ludzi
wokół siebie, radź sobie w końcu sam! Ile ty masz lat?!-

- Zaraz ci guzik strzeli- Jimmy, wskazał na brzuch blondyna- Musisz dać jej czas-
spojrzał na przygnębionego Patricka.

- Tak! Jasne! Daj jej czas!- rzekł z ironią Joey- Macie go w cholerę! Który to już
raz uciekła? Piąty?-

- Ona nie uciekła, odeszła- sprecyzował Jimm.

- Paddy,bardzo lubię Lenę!- Joey, przysunął krzesło bliżej brata- Naprawdę! Lubię,
szanuję, to wspaniała kobieta- Paddy, podniósł głowę, spojrzał na Joeya- Ale dałeś
jej za dużo swobody! Oczywiście z ciągnięciem za włosy, to był żart ale…Wiedziała
na co się pisze-

- I dzielnie to znosiła- rzekł cicho Paddy.

- Jesteś najlepszym z nas…- Angelo wraz z Jimmem, oburzeni zaczęli protestować.
- Zawsze tak uważałem i podtrzymuję to! Jesteś wyjątkowy! Dlatego ani razu nie odwiedziłem cię w zakonie! Bo nie mogłem się pogodzić z tym co cię spotkało!
Najlepiej śpiewałeś, byłeś w porządku…-

- On chciał mi żonę odbić!- wtrącił się Jimmy.

- Bo byłeś chujowym mężem!- Joey, szybko sprowadził go na ziemię.

Jimmy otworzył szeroko usta ale z wrażenia nie wiedział co powiedzieć.

- Byłeś i jesteś wyjątkowy. Wiesz to- wskazał palcem na Patricka- Ale jesteś
też cholernie trudny. Podobno prawdziwi artyści, właśnie tacy są- poklepał
go po ramieniu.

- Wychodzimy?- Angelo spojrzał na Jimma- Dosypują coś do piwa?-

- Wybrałeś sobie też wyjątkową żonę. W małżeństwie zawsze jeden błyszczy
a drugi ogrzewa się w jego blasku- teraz nawet Paddy, szeroko otworzył usta.

- Co dosypujecie do piwa?- wrzasnął Jimmy, zaglądając w pusty kufel.

- Nie wiem ale jeszcze raz to samo!- zawołał Angelo- Na trzeźwo nie da rady!-
pogładził włosy.

- Kira, Meike, Flo, Tanja, oni są z nami, ale za nami. Wiesz o co mi chodzi?-

- Lena, nie chciała błyszczeć- szepnął Paddy- Zawiodłem ją, skrzywdziłem -

- Pewnie tak, ale jak dla mnie takie małżeństwo nie przetrwa. Macie dwa różne
światy- Joey, poprawił szarą marynarkę- Tak ja to widzę- spojrzał na braci.

- Chciałem tylko przypomnieć, że Meike stoi za jakimś Ralphem a nie za mną-
Jimmy, wyszczerzył zęby w uśmiechu- To przeszłość,Joey. Masz jakiś problem
z teraźniejszością-

- Powinieneś być z Meike, to wspaniała kobieta. Idealnie pasuje, do…Nas. A
ty, powinieneś być z Joelle- Joey, podzielił się swoim zdaniem.

Jimmy, wypluł piwo z powrotem do kufla- Jeolle, nie żyje. Przegapiłeś coś?-

- Wiem, że nie żyje. Mówię tylko, że to była idealna kobieta dla Patricka-
odpowiedział spokojnie Joey.

- Zmieńmy temat- westchnął Paddy- Dosyć o mnie. Co u was?- spojrzał na braci.

- W sumie nudy. Nikt się nie truje, nie ucieka…- Joey, zrobił minę niewiniątka,
pozostali wybuchli śmiechem, nawet Paddy.

- Szykujemy się do trasy- odpowiedział Angelo.

- Słyszałem o sukcesie. Dortmund się wyprzedał, bilety na pozostałe miasta
idą jak świeże bułeczki. Cieszę się- to było szczere. Paddy, naprawdę się cieszył.

- Chcesz dołączyć?- wypalił Joey.

- Rozmawialiśmy już o tym!- naskoczył na niego Jimmy- Nie radzę- spojrzał na
Patricka, który zbladł jeszcze bardziej- Można się wykończyć! Z tej trasy nikt nie
wyjdzie cało! Są gorsi niż w przeszłości-

- W każdej chwili możesz to zrobić- Angelo spojrzał na brata- Drzwi są otwarte-

Zapadła cisza, Paddy, otarł dłonią twarz- Dziękuję…Za zrozumienie-

- Trzeba być wiernym sobie- rzekł z powagą Angelo- Potrzebowaliśmy dużo czasu,
może ty potrzebujesz go więcej-

- Myślę nad tym naprawdę. Ale jeszcze nie teraz- wyznał szczerze Paddy.
- Zazdroszczę wam tego! Nie sprzedanych biletów- roześmiali się- Raczej tego,
że potraficie wrócić! Razem! Do przeszłości- znów zapadła cisza- Wiem, że nie
robicie tego tylko dla kasy i podziwiam was za to!-

- Płyta jest dla kasy- rzekł nieskromnie Joey- Koncerty też, no może trochę-
puścił oczko.

- Naprawdę ciężko pracowałem nad moimi solowymi projektami- powiedział
Paddy- Po prostu podoba mi się to do czego udało mi się dojść. Samemu.
Zawsze chciałem to sobie udowodnić- dopił piwo- Jeśli chodzi o Lenę, to
bardzo ją kocham. Jest jeszcze Nina…- głos mu się lekko załamał- Macie
dzieci, my staraliśmy się prawie osiem lat. To cud-

- To nie cud Paddy, to seks- wyjaśnił Joey.

- Wcześniej też go uprawialiśmy!- Paddy, nie potrafił pohamować śmiechu.

- Może nie ta pozycja- sprecyzował Angelo.

- On wie co mówi!- rzekł Jimmy- Mógłby o tym uczyć- wszyscy sięgnęli po
pełne kufle.

- Będę o nią walczył! O rodzinę!- Paddy, uniósł swój w górę.

- Dokładnie! Za włosy!- żartował Joey.

- Jeśli zostanie łysa, Joey, zetnie swój kucyk. Dokleimy- śmiał się Angelo.

-Tylko wtedy możesz jej już nie chcieć!- Jimmy, objął brata- Wierzę w was!-

- Dziękuję- szepnął wzruszony Patrick.

- Tylko nie becz jak baba bo zacznę rozumieć Lenę!- Joey, zrobił groźną
minę.

- Po prostu musisz założyć nieco luźniejsze spodnie i pokazać Lenie, że
może na ciebie liczyć- szepnął Jimmy.

- Akurat ty coś o tym wiesz?- prychnął Paddy- A moją wąskie spodnie akurat
lubi!-

- Kiedy wracasz do Monachium?- zapytał Angelo odkładając kufel.

- Nie wiem. Muszę jeszcze raz porozmawiać z Leną. Ostatnia rozmowa
zakończyła się katastrofą-

- Mieszkasz u Elsy?- dopytywał blondyn.

- Tak-

- Myślałem, że u Jimma-

- Jimmy, przecież trzyma w domu eliksir młodości- rzekł Joey z ironią.

- A w ryj chcesz?- to był czuły punkt Jimma.

- Mieszkam u Elsy. Jak zawsze-

- Ok. Wpadnę…Kiedyś- rzucił luźno Angelo.

- Super- Paddy, ucieszył się.

- A w ogóle jaka jest ta Livia?- zapytał Joey.

- Normalna- odpowiedział Paddy i mimo, że nie było w tym nic śmiesznego,
przy stole rozległa się salwa śmiechu.

Dwie godziny później, Paddy, prawie słaniając się na nogach, spojrzał na równie
pijanego Jimma- Na pewno nie chcesz wejść?- wybełkotał.

- Nie. Idę do domu. Jak się umie pić to trzeba też umieć wrócić do domu-
podtrzymywał się furtki- Idź spać-

- Idę. Dzięki- Patrick, spojrzał na brata.

- Jesteś bardzo pijany?- zapytał Jimmy próbując się wyprostować.

- No chyba bardzo-

- Przepraszam-

- Za co?-

- Za to przed wyjazdem. Za sytuację z Niną-

- Już o tym zapomniałem. Przebiłem cię. Idę!- chwiejnym krokiem wszedł do
domu przyjaciół.

Jimmy, jeszcze przez krótką chwilę patrzył za bratem, po czym ruszył przed
siebie.

………………….

- Uspokój  się- Elsa, postawiła na stole, dwa kubki z kawą.

- Jestem spokojna!- odpowiedziała Lena, poprawiając kołnierzyk od koszuli
w kolorze chabrów.

- Wychodzimy!- Luk, zajrzał do kuchni, Elsa, nawet na niego nie spojrzała,
za to Lena, wbiła w niego wzrok.

- Wiem, że nie muszę cię o to pytać…Ale zapytam. Nie zabierasz jej na spotkanie
z Paddym?-

- Nie- odpowiedział Luk- Paddy, wyszedł godzinę temu. Dzwonił, że wróci
dopiero wieczorem. Jedziemy na mecz Lucasa, jest ładna pogoda, zajmę się
Niną- Lena, podeszła do wózka, pocałowała córkę- Odpoczniesz-

- Ok. Uważajcie. Po meczu, przywieź ją do mnie- poprosiła.

- Nie zostaniesz tutaj?- zerknął na żonę, ale ta sprawiała wrażenie nieobecnej.

- Nie. Za chwilę wracam do siebie, nie chcę natknąć się na Patricka- potarła
ramiona.

- Ok. Do później- wszedł do kuchni, musnął włosy żony, zero reakcji. Przytulił
przyjaciółkę.

- Kiedy zamierzasz mu powiedzieć?- Lena, spojrzała na blondynkę, ta wzruszyła
ramionami- Jesteś w ciąży, on musi wiedzieć! Musisz złożyć zawiadomienie!-

Elsa, zatkała dłonią usta- Nie chcę o tym rozmawiać- szepnęła.

- Bo ja mu powiem!-

- Zajmij się Paddym, ok?!- Elsa, podniosła głos- Miałyśmy rozmawiać o tobie!-

- Powiedziałam ci już jak zachował się Paddy! Nie ma o czym rozmawiać!-

- Jednak usunę. Tak postanowiłam- wyrzuciła z siebie- Obiecałaś mi pomóc-
stały na wprost siebie.

- Elsa…-

- Obiecałaś!- z oczu blondynki popłynęły łzy.

- Ok. Pojadę z tobą- szatynka przytuliła ją- Wszystko się ułoży- naprawdę chciała
w to wierzyć.

- Livia, wczoraj chciała się zabić- powiedziała Elsa, ocierając łzy.

- Mój Boże!- Lena, przycisnęła dłonie do twarzy- Co ty mówisz?!- musiał usiąść.

- Paddy, ją znalazł w ostatniej chwili. Żyje- blondynka również usiadła, sięgnęła
po wafle z dżemem.

- Ale dlaczego? Dlaczego to zrobiła?- Lena, była przerażona.

- A co mnie to obchodzi?!- Elsa, podniosła głos- Nie wiem!-

- Boże, jak mogła to zrobić? To młoda, mądra dziewczyna…-

Elsa,przestała przeżuwać- Mówimy o Livii, o tej samej która uwiodła ci
męża! Hallo!- pomachała rękoma.

- Przestań!- szatynka, zaprotestowała ostro- Paddy to nie Lucas. To dorosły
facet który ma swój rozum! Nie rozumiem kobiet, które wieszają psy na kobiecie
z którą zdradził ich mąż…- była zła.

- Przepraszam a czego nie rozumiesz?- Elsa, zmarszczyła brwi, dotknęła opatrunku.

- Elsa, na Boga, to Paddy, jest żonaty, ma żonę, dziecko…To głównie jego wina!
Najlepiej całą winą obciążyć kobietę a facet, niewinny! Biedaczek, nie miał wyjścia!-
czasem miała ochotę potrząsnąć przyjaciółką.

- Skoro tak chcesz to widzieć- Elsa, wzruszyła ramionami.

- Pracowała u ciebie, twoje dzieci ją uwielbiają, naprawdę ciebie to nie rusza?-

- Jakoś nie specjalnie! Wybacz ale mam własne dramaty!- przełamała wafle
na pół.

- Przepraszam- Lena, próbowała się uspokoić- Ale bardzo poruszyło mnie
to co zrobiła Livia. Lubiłam ją, nawet bardzo- objęła dłońmi kubek- Paddy, nie
jest tego wart- upił łyk.

- Lena, przemyśl ten rozwód jeszcze…-

- Strasznie żal mi Livii- szatynka, wstała, wyszła z kuchni, udała się do salonu.
- Wyjdziemy do ogrodu?- spojrzała na blondynkę.

- Możemy- Elsa, założyła szary sweter.

…….

- Gdzie jesteś?- Luk, spojrzał na swój telefon- Jestem z Niną, na meczu Lucasa-

- Odbieram Livię ze szpitala- Paddy, wysiadł z taksówki- Proszę zaczekać- zwrócił
się do kierowcy- Odwiozę ją i przyjadę. Daj mi pół godziny, powinna być już gotowa-

- Ok- Luk, rozłączył się i spojrzał na Mary.

- Nie powiem o niczym cioci Lenie- odpowiedziała rezolutnie dziewczynka- Mamie
też nie powiem. To nie jest kłamstwo, tylko milczenie- fotograf przytulił do siebie
córkę.

………..

- Niedaleko otworzyli nową cukiernię. Przejdziemy się?- Lena, założyła ciemne
okulary.

- Nie chce mi się- jęknęła Elsa, najchętniej nie wychodziłabym z domu.

- Chodź!- wzięła przyjaciółkę za rękę- Pomyśl tylko, szarlotka z lodami- kusiła.

- Sernik- Elsa, oblizała usta- Ok- zatrzasnęła za sobą furtkę.

Po drugiej stronie ulicy, Paddy, pomagał wysiąść Livii, z taksówki. Dziewczyna
potknęła się o rozwiązane sznurówki, podtrzymał ją. Wyglądało to tak jakby ją
przytulał, trzymał za rękę. Patrzyli na siebie, on jakby czule dotykał jej twarzy.

- Przecież Livia, to anioł, nie można mieć do niej pretensji- do umysłu Leny,
wdarły się słowa Elsy- Kupmy ciasto i zanieśmy jej. Trzeba dbać o bliźnich-

Rozdział 262 – There’s A Dark Side Of Me

Obiecuję, że w następnym rozdziale postaram się ogarnąć Patryczka naszego ;)
Wzmianka o Nadin nie zmieściła się, będzie w kolejnym . Życzę wszystkim
Wspaniałych, Spokojnych Świąt, przeżywania tego wyjątkowego czasu w pokoju
i gronie rodzinnym. Łaski Ducha Świętego , święconych potraw i mokrego
Poniedziałku ;) :) <3

- Paddy…Paddy- głos Jimma wyrwał go z letargu w którym tkwił od momentu
przekroczenia progu swojego domu- Paddy-

- Co?!- wrzasnął odrywając wzrok od szyby w samochodzie.

- Zgodziłem się zabrać cię do Kolonii, ale nie zawiozę cię do Leny. Pójdziesz
do niej jutro, jak dotrzemy na miejsce, będzie 2 w nocy- Jimm, zerknął na brata.

- Nie będziesz mi mówił co mam robić! – warknął Patrick- Wyszarpię ją z łóżka!-
uderzył dłonią w kolano. Jimmy, gwałtowanie zahamował- Co, kurwa robisz?-

- Uspokój się!- wrzasnął Jimm.

- Bo co? Bo co mi kurwa zrobisz?!- darł się Paddy, odpiął pasy i wyskoczył z
samochodu. Zataczał małe koło na jakimś ciemnym, opuszczonym zajeździe,
dłonią przeczesywał włosy- Chryste!- uniósł dłonie w geście bezradności.
- Kurwa!- kopnął niewielki kamień przy drodze.

- Od Boga do kurwy. Cały ty- podsumował Jimm, opierając się o maskę.

- Ty…Ty…- wygrażał się Paddy- Zamknij się!- darł się tak, że jego głos niósł się
echem po autostradzie. Zakręciło mu się w głowie, koszmarny lot, stres, emocje.
Uklęknął, oparł dłonie o chodnik co uchroniło go przed upadkiem. Jimmy, uklęknął
obok brata.

- Nic nie mów- szepnął Paddy- Nic, kurwa do mnie nie mów- zacisnął powieki,
coraz bardziej kręciło mu się w głowie,w  której szalała mu tyko jedna myśl.
Przegrał swoje życie- Skąd się wziąłeś pod moim domem?-

- Lena, mnie o to poprosiła- odpowiedział zgodnie z prawdą.

- Lena…Wczoraj z nią rozmawiałem. Nie przygotowała mnie na to- otworzył oczy,
zamrugał powiekami.

- W ogóle można na coś takiego przygotować? Ty, też nie przygotowałeś jej na
romans z Livią-

Paddy, posłał mu wściekłe spojrzenie, popchnął go, Jimm wylądował na ziemi.
- NIE MA ŻADNEGO ROMANSU!- wrzasnął tak, że złapał go kaszel.

Jimmy, usiadł, wytarł dłonie w spodnie- Jeszcze raz mnie popchniesz a wylądujesz
w lesie- wskazał na gąszcz drzew z nimi- I pożre cię wściekły lis!- pogroził mu.
- Sam mam wiele na sumieniu, nie chcę prawić ci kazań…Ale…Zaskoczyłeś mnie-

Patrick, usiadł obok- To był jeden, jedyny raz. Jeden!- zaznaczył- Byłem pijany,
poniosło mnie…Nawet nie doszło do seksu…-

- Nie bzyknąłeś jej?- teraz to Jimm wrzasnął, Paddy, pokręcił głową.

- Pierdolę! Zdrada w twoim stylu. Zdrada a la Michael Patrick Kelly-  spojrzał w niebo.

- Czyli znów wyszedłem na idiotę bo nawet zdradzić nie potrafię?!- pieklił się.

- Dokładnie!-

- Nie potrafię zdradzić Leny. Ninę, zdradziłem!- przypomniał mu.

- Podobno ktoś wam przerwał…-

- Kurwa, skąd o tym wiesz?!-

- Rozmawiałem z Leną- odpowiedział cicho.

- Nie zdradziłbym jej. Wiem to! – wymierzył w niego palec- Wiem to!- powtórzył
widząc, że Jimm chce coś powiedzieć.

- Ty, zawsze wszystko wiesz- westchnął Jimm- Zbieraj dupę i jedziemy- ziewnął.

- Co jeszcze mówiła?- usłyszał cichy głos brata, zerknął na niego.

- Niewiele. Ja do końca o niczym nie wiedziałem, nie powiedziała mi. Chyba tylko
Elsa, wiedziała. Powiedziała, że mam o nic nie pytać ale, że odchodzi od ciebie,
że to koniec…-

- To nie może być koniec!- Paddy, znów zaczął krzyczeć.

- Zamkniesz się w końcu?!- naskoczył na niego Jimm- Obudzisz licho w lesie-

- Co obudzę?- Paddy, rozejrzał się, przysunął się bliżej brata.

- Myślę, że nie chodzi tylko o Livię, chodzi o czas, o to co było. Chodzi też o
Joelle- podsumował Jimm, wstając, podał bratu rękę, ten niechętnie ją złapał.
- Walcz o nią!- mocno zacisnął dłoń na ramieniu brata- Nie poddawaj się, walcz!-
patrzył mu w oczy- Na pewno teraz cię wywali…Będzie cholernie ciężko! Lena,
to nie Nina, która pójdzie za głosem serca…Lena, pójdzie za rozsądkiem, więc
też musisz się nim wykazać…- powiedział jakoś tak bez przekonania- O ile go
masz!-

- Wiem jak mam walczyć o moją żonę!- Paddy, prychnął- W końcu to moja żona!-

- Powiedziałeś co wiedziałeś!- Jimm, uśmiechnął się z ironią- Jak się będzie
starał na takim poziomie…To pójdziesz z torbami!- okrążył samochód.

- Jakiś ty bystry!- Paddy, trzasnął drzwiami- Powiedział ten co popełnia błąd
za błędem!- spojrzał gniewnie w stronę brata- Specjalista od rozwodów!-

Jimmy, szybko znalazł się przy bracie- Posłuchaj mnie pajacu! Jakoś szczególnie
nie mam ochoty cię niańczyć! Obiecałem to twojej żonie!Poprosiła mnie żebym
był przy tobie! Więc jestem! Wiem przez co przechodzisz! I dam ci jedną
radę, zobacz w końcu swoje winy! Kobiety nie odchodzą bez powodu! Nie takie
jak Lena!- Paddy, milczał- Walnij się w pierś! Nie chodzi tylko o Livię!- Jimm
wbił w niego wzrok- Więc skończ lamentować i zastanów się co jej powiesz!-

Paddy, odepchnął Jimma i wsiadł do samochodu, zatrzasnął drzwi. Chciał
już być w Kolonii, zobaczyć żonę, córkę! Wierzył, że wszystko się ułoży!

…………

Livia, podbiegła do drzwi, kto to może być? Dochodziła 21, od kilku dni mieszkała
sama, ojciec wyjechał, Niki, nie pokazywała się- Elsa?!- uśmiechnęła się nieśmiało.

Blondynka bez jakichkolwiek emocji weszła do środka- Chciałam uregulować
ostatni miesiąc- wręczyła jej białą kopertą- Podpisz- rzekła tonem rozkazującym.

- Co to?- Livia, odłożyła kopertę na komodę, przejrzała kilka spiętych kartek- Jak
się czujesz?- podniosła wzrok znad dokumentów.

- Dobrze- odparła chłodno. Livia, ponownie skupiła się na dokumentach.

- Elsa, oczywiście, że wszystko zostaje między nami…-

- Podpisz!- Livia, raz jeszcze zerknęła na blondynkę, podpisała. Nawet nie czytała
do końca, nigdy nie chciała im zaszkodzić.

-Pieniądze powinny się zgadzać. Kluczyki i dokumenty od samochodu- Elsa,
rozejrzała się.

Livia, bez słowa podała jej to o co prosiła- To chyba wszystko- rzekła blondynka
i zrobiła kilka kroków w stronę drzwi- Ufałam ci- sama nie wiedziała dlaczego o
tym wspomniała.

- Dalej możesz…-

- Przestań w końcu grać! Zrzuć maskę bo ci zostanie na stałe!- wrzasnęła Elsa.

- Nie chcę o tym rozmawiać- Livia, oparła się o ścianę, potarła ramiona- Nie mam
nic na swoją obronę, może tylko to, że nie chciałam tego, że to nie tak jak wygląda-

- Przestań! Wiesz co cenię w ludziach? – zapytała podchodząc bliżej, czuła tępy
ból głowy- Szczerość. I tylko to! Lepiej powiedzieć, tak mam ochotę na twojego
męża niż oczerniać innych i się maskować!- szarpnęła klamkę od drzwi- Dawno
się tak nie pomyliłam!- zatrzasnęła je za sobą w z hukiem.

Livia, jeszcze przez chwilę patrzyła na drzwi, analizowała słowa blondynki. Od
kilku dni dopadła ją obojętność. Wszystko wyglądało tak jak mówiła Ania, Niki,
Lena, Elsa…Być może nawet tak było, ale jedno na pewno się nie zgadzało!
Nigdy nawet nie pomyślała o tym żeby uwieść Patricka, że może do czegoś
między nimi dojść! Podobał jej się! W sekundzie sprawił, że zapomniała o
zasadach, o jego obrączce na palcu…Poszłaby z nim na koniec świata…

Usiadła przy kuchennym stole, dłońmi objęła pusty kubek. Nie bardzo miała
pomysł na jutro, na kolejne dni, na swoje życie. Miała dobrą pracę,  w końcu
mogli wyjść z długów, wrócić na studia…Miała! Czas przeszły. Może powinna
wyjechać? Uciec? Ale dokąd? Załamana wybrała numer w swoim telefoni,
ale kuzynka szybko odrzuciła jej połączenie. Bez życia udała się do swojego
pokoju, połknęła jedną pastylkę nasenną i ze wzrokiem wbitym w sufit, czekała
na upragniony sen.

……….

Jimmy, zatrzymał się przed domem Elsy i Luka- Jest środek nocy, nie szalej.
Rano pogadasz z Leną…- nie dokończył bo Paddy, był już na zewnątrz- Kretyn!-
warknął odpinając pasy. Ziewając pomaszerował za młodszym bratem.

- LENA!- Paddy, od progu zaczął krzyczeć- LENA!- wbiegł do pokoju który
zawsze zajmowali w domu przyjaciół. Dotknął łóżeczka, łóżka. Nie było ich!
-Lena!-

- Zwariowałeś!- do pokoju wpadł Jimmy- Dzieci śpią, Luk, powiesi cię za jaja!-

- Gdzie ona jest?!- potrząsnął bratem.

- Naprawdę myślałeś, że tutaj?!- Jimmy, wybałuszył oczy-Ty, myślisz czasem?-

Paddy, odepchnął go, wbił dłonie we włosy. Lena, zawsze tu przyjeżdżała! Gdzie
mogła pojechać?!- Jimmy, chodzi o moją córkę?!- spojrzał na brata, który poprawiał
jasny sweter.

- Rano z nią porozmawiasz! Jest 2 w nocy…- Jimmy, starał się uspokoić brata.

-Pojebało cię?!- w drzwiach pojawił się zaspany Luk – Pomyliłeś mój dom ze sceną,
że tak wrzeszczysz?!-

- Szukam Leny…- wyjaśnił cicho, opadł na łóżko.

- Nie ma jej tutaj! Rano porozmawiacie…-

- Chcę teraz z nią porozmawiać! Już! W tej chwili!- wyrzucał z siebie ale było
w tym coraz mniej złości a więcej rozpaczy- Chcę zobaczyć córkę!- ukrył twarz
w dłoniach.

- Przyzwyczajaj się- do pokoju weszła Elsa- Jeśli się rozwiedziecie będziesz ją
widywał dwa razy w miesiącu? Jak będziesz w trasie, to rzadziej?- Paddy, podniósł
głowę i spojrzał w puste oczy przyjaciółki. Chciał ją wzywać, zaprzeczyć, ale głos
ugrzęzł mu w gardle. Spojrzała na Jimma, Luka i znów na Elsę. Wyglądała inaczej!
Blada, zmieniona na twarzy, jej czoło wciąż zdobił opatrunek. Jakiś za duży dres,
przetłuszczone włosy ciasno związane. Do jego umysłu wdarła się informacja o
wypadku.

- Elsa, jak się czujesz?- wstał, wytarł dłonie w spodnie, podszedł bliżej przyjaciółki.
To był wypadek samochodowy? próbował sobie przypomnieć.

- Dobrze- przytulił ją do siebie, czuł jak sztywnieje, jak się odchyla, była sztywna i
napięta niczym struna w gitarze.

- Na pewno wszystko ok?- spojrzał w jej błękitne oczy.

- Zajmij się sobą!-

- Nie będzie rozwodu- wyjaśnił, ale jakoś nikt nie wyglądał na przekonanego.
-Nie będzie rozwodu- powtórzył, chrząknął- Przejdziemy przez to. Razem-

- Razem to znaczy ty i twój adwokat?- zapytała blondynka.

- Elsa!- Paddy, upomniał ją- Przejdziemy przez to!- głos mu drżał.

-Ale przez co?- przyjaciółka zmarszczyła brwi- Przez łóżko Livii? Czy ty w
ogóle wiesz co się wokół ciebie dzieje? Twoja żona od ciebie odeszła!- dotknęła
jego klatki piersiowej- Takie są fakty, Paddy- wyszła z pokoju.

- Wyjdźcie!- wycedził przez zęby patrząc na Luka i Jimma, którzy milczeli.
- Jazda stąd! – wrzasnął jakby resztą sił- Chcę zostać sam!- wyrzucił ich z
pokoju. Sam osunął się na ziemię. Tej nocy nie zmrużył oka, nawet nie położył
się do łóżka. Obserwował wskazówki zegara. Elsa, uwielbiała stare, antyczne
zegary. W domu nie było elektronicznych zegarów tylko duże, wiszące z długimi
wskazówkami które swoim tykaniem nie pozwalały zapomnieć o upływającym
czasie. Czas! A raczej jego upływu najbardziej bała się Lena! Wciąż ubolewała
nad tym, że poprzez swoją depresję, załamania nerwowe, czy ciąże wiele ją
bezpowrotnie ominęło. Dochodziła 6 kiedy w końcu podniósł się z chłodnego
parkietu. Przez chwilę masował zesztywniałe ciało, potarł szyję. Wiedział już
gdzie jest jego żona i córka. Bardzo chciał się mylić, ale raczej wiedział
gdzie ma jej szukać. To by oznaczało, że Lena naprawdę odeszła, że to
dokładnie przemyślała i od jakiegoś czasu planowała. Uchyli drzwi, dom
pogrążony był w głębokim śnie, jedynie z salonu dobiegało głośne chrapanie
Jimma. Żeby wyjść z domu, musiał przejść przez wielki salon. Zatrzymał
się obok kanapy, Jimmy spał w ubraniach, martwił się? Nie, ruszył w stronę
drzwi, pewnie obiecał Lenie. Na zewnątrz budziło się życie, ulicą przejeżdżały
pojedyncze samochody, ktoś biegł, ktoś inny wyszedł z psem. Założył kaptur
i zatrzasnął furtkę. Mimo, że od mieszkania Leny, dzieliło go jakieś czterdzieści
minut drogi piechotą, nie wezwał taksówki. Chciał się przejść, pomyśleć,
chociaż od natłoku myśli pękała mu głowa. Drapało go w gardle., bolały kości
i co chwilę kichał. Dotknął rozpalonego czoła, zmiana klimatu dawała mu się
we znaki. Już miał ruszyć kiedy w domu na przeciwko zapaliło się światło.
Nie zastanawiając się przeszedł na drugą stronę, zapukał. Widział jak zapala
się kolejne światło. Przez rozmową z żoną, powinien porozmawiać z Livią,
dowiedzieć się co powiedziała, ile Lena, wie. Czekała go być może najtrudniejsza
i najważniejsza rozmowa z żoną. Po chwili spojrzał w brązowe oczy blondynki.

- Paddy?- widać, że próbuje się rozbudzić. Była blada, miała potargane włosy i
sińce pod oczami. Stała przed nim boso, ubrana w dres. Zwrócił uwagę na
pustkę w jej oczach. Pamiętał dzień w którym ją poznał, często się uśmiechała
a w jej oczach tańczyły wesołe ogniki. Zarażała śmiechem, pozytywnym
usposobieniem.

- Musimy porozmawiać-

- Wejdź- zaprosiła go do środka- Jestem sama- wyjaśniła widząc, że się
rozgląda. Usiedli przy stole w kuchni, czuł się trochę nieswojo, Livia,
sprawiała wrażenie nieobecnej, jakby ciągle jeszcze spała a przed nim
siedział jej cień.

- Lena, mnie zostawiła. Wyprowadziła się- wyznał bawiąc się swoją obrączką.

- Przykro mi- co właściwie mogła powiedzieć? Uśmiechnęła się ale chciało jej
się płakać- Naprawdę mi przykro-

- Jak się dowiedziała?- wbił w nią wzrok- Od kogo?Od ciebie?-

Spojrzała na niego, zabolało ją ostatnie pytanie- Pewnie od Niki. Nie ode
mnie-

- Miałaś jej nic nie mówić, nie potwierdzać…Ja, miałem z nią porozmawiać-
rzekł ze złością w głosie.

-  Poprosiła mnie żebym przyszła, wiedziała już! Wiedziała o wszystkim! -
podniosła głos, wstała, oparła się o lodówkę- Pokazała mi kartki z mojego
pamiętnika! Co miałam jej powiedzieć? Że kartki nie są moje?!- nawet nie
wiedziała, że krzyczy- Miałam zaprzeczyć, żebyś za kilka dni się przyznał?!-
rozłożyła bezradnie dłonie – Strasznie ją zawiodłam, miałam ochotę zapść
się pod ziemię i jeszcze miałam kłamać jej w oczy?!-

- Miałaś milczeć!- Paddy, również wstał- Jakoś dzień po twoich urodzinach
milczałaś!- spojrzał na nią oskarżycielko- Milczałaś w rozmowie ze mną! Dalej
pracowałaś u Elsy!  Wtedy milczałaś! – zaczął nerwowo chodzić od drzwi do
okna- Po cholerę o tym napisałaś?! Co ty sobie w ogóle myślałaś?!- był wściekły.

- Paddy….-

- Co Paddy?! Jeśli chciałaś o tym komuś powiedzieć, mogłaś przyjść do mnie
a nie wciskać mi bajeczek, że do niczego nie doszło! -

- A ty nie masz swojego rozumu? Najlepiej nie pamiętać!- odparła atak- Jesteś
cwany, Paddy! Nie znałeś mnie dobrze, nie wiedziałeś jak zareaguje następnego
dnia! Kiedy zrozumiałeś, że nie zamierzam się chwalić ani niczego od ciebie
nie chcę. Uspokoiłeś się! Tak było wygodniej!- minęła go, musiała napić się wody.

- Powiedziałbym jej! Nie jestem taki!- krzyczał- Może tak to wygląda…Ale nie
zdradzam żony!-

- Ja, też nie jestem taka! Nie pomyślałam o tym, że Niki to przeczyta, mieszka
z Jimmem, rzadko bywa w domu! Nie miałam złych intencji! Nie chciałam żeby
twoje małżeństwo się rozpadło! Nie chciałam tego!- płakała- Nikt mi nie wierzy!-
z hukiem odstawiła szklankę.

- Livia, jesteś kolejną, napaloną fanką! Wszystkie jesteście takie same!- darł się.
- Opisałaś to…I pokazałaś mojej żonie! Tak było! Zakochałaś się we mnie! Jesteś
taka jak wszystkie inne! – wbił w nią palec- I tak jak inne, nie traktuję cię poważnie!
Liczy się dla mnie tylko jedna kobieta! Tylko jedna!- syknął- I jest nią, moja żona!
Ani ty ani twoja kuzynka i inne fanki, nic dla mnie nie znaczycie! Nic! Brzydzę
się takimi osobami! Nigdy więcej nie chcę cię widzieć! Nigdy!- wrzasnął a z oczu
blondynki popłynęły łzy. Słysząc trzask zamykanych drzwi, rozpłakała się na
dobre. W rozpaczy sięgnęła po telefon, wybrała numer kuzynki, chciała ją błagać,
żeby pozwoliła przyjechać jej na kilka dni, ale Ania, nie odebrała. Niczym lunatyk
w trasie udała się do swojego pokoju, wysypała kilka pastylek i połknęła je.

……….

Oszalały ze strachu, wściekłości i bezradności, wbiegł na drugie piętro- Lena!-
zaczął na przemian dzwonić i pukać w drzwi- Lena!- ktoś wyjrzał zza drzwi.
-Lena!- gdzieś miał klucze ale na pewno nie przy sobie- Le..- wpadł do środka.

- Zwariowałeś?!- naskoczyła na niego szatynka, związując szlafrok.

- Ja?!- syknął, podnosząc się z ziemi- Ja?!- wymachiwał rękoma – Ja, zwariowałem?!-

- Uspokój się!- zatkała mu dłonią usta- Nina, śpi!- szepnęła.

-Nina…-wydukał- Nina, to moja córka! Moja! – wrzasnął- Wywiozłaś ją!- rzucił
oskarżycielko- Moją córkę!- odwrócił się i szarpnął drzwi od sypialni. Znalazł
się przy dziewczynce. Nie widział jej całe trzy tygodnie! Byłą jeszcze piękniejsza,
słodsza niż ją zapamiętał. Była idealna! Wyciągnął dłonie, ale poczuł szarpnięcie.

- Nina, śp- Lena, wywaliła go za drzwi- Wejdź do kuchni, zaparzę kawę- włączyła
czajnik, stała do niego tyłem.

Paddy, próbował uspokoić oddech, usiadł- Co to wszystko ma znaczyć?- znów
podniósł głos.

- Przestań krzyczeć!- warknęła odwracając się.

- Nie przestanę, dopóki nie powiesz mi co się dzieje?!- wstał- Wracam i co zastaję?!
Pusty dom! PUSTY!-

- Ktoś ukradł meble?- zapytała patrząc mu w oczy.

Zapowietrzył się, poczerwieniał jeszcze bardziej- Ciebie to bawi? To jakaś gra?!-

- Livia. Tak się nazywa ta gra. Wprawdzie nie wiedziałam, że w coś gramy, ale
już wszystko wiem- tym razem to ona podniosła głos.Odwróciła się i zalała gorącą
wodą dwa kubki.

-Lena…- podszedł bliżej- Wiem, że jesteś wściekła…-

- Nie jestem!- zaprzeczyła mijając go- Już nie jestem- na stole postawiła kubek.

-Kochanie- usiadł obok niej- Lenka, wiem, że jesteś wściekła i masz do tego prawo,
ale…Jesteśmy małżeństwem, nawet nie dałaś mi szansy wytłumaczyć, nawet nie
porozmawialiśmy- zaczął łagodnie, głaszcząc jej dłonie.

- Jakoś nie pamiętałeś o tym, że jesteś żonaty kiedy pieprzyłeś Livię- rzuciła.

Wybałuszył oczy i szeroko otworzył usta- Lena! Nie pieprzyłem! Nikogo nie
pieprzyłem!- oburzył się.

- Bo ktoś wam przerwał- uśmiechnęła się ironicznie.

- Lena, no naprawdę! Nigdy bym tego nie zrobił…-

- Przestań pieprzyć Kelly!- wrzasnęła- Komu chcesz to wmówić?! Sobie?!-
milczał- Wtedy obrączka na palcu ci nie przeszkadzała! Ani twoja córka! Ty,
już sam nie wiesz czy chcesz uchodzić za świętego czy za zabawnego albo
za gwiazdora! Mam dość! Mam już, kurwa dość!- wycedziła przez zęby- To
koniec i choćbyś nie wiem co mówił, śpiewał, nie przekonasz mnie! I nie walcz
ze mną bo przegrasz!- odepchnęła jego dłonie, wstała, oparła się o blat.

- Nie chcę z tobą walczyć. Chcę z tobą żyć. Kocham cię-

- Ale już nie chcę z tobą żyć- odpowiedziała- Już nie! Nie wybaczę ci!-

- Pozwól mi coś powiedzieć- poprosił, otarł pot z czoła- To prawda, zachowałem
się jak ostatni drań! Za dużo wypiłem…- widząc jej ironiczny uśmiech, dodał- To
mnie nie tłumaczy! Nic mnie nie tłumaczy! Livia, spodobała mi się. Od samego
początku- Lena, spojrzała na niego- Tak, zwróciłem na nią uwagę. Ale nigdy
nawet nie pomyślałem, że mógłbym cię zdradzić, że mógłbym z nią…- otarł dłonią
twarz- Koncert, alkohol, zaszumiało m w głowie. Znów to poczułem, to co kiedyś,
to uczucie, że jesteś Panem świata, pewność siebie, tak, tak jakieś uwielbienie.
To co  ty we mnie tłamsiłaś. Zaśpiewałem dla niej, odprowadziłem ją, pocałowałem…
Jest mi wstyd. Cholernie wstyd- spuścił głowę- Przepraszam cię, bardzo cię
przepraszam. Nawet nie wiesz jak żałuję…-

- Czasu nie cofniesz, przerabialiśmy już to- rzekła cicho.

- Nie cofnę- zerknął na nią- Ale to nie może być koniec. To nie może być nasz
koniec- podszedł bliżej, dotknął jej dłoni, cofnęła ją.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś?-

- Chciałem. Nie pamiętałem tego co zaszło między mną a Livią. Wiedziałem,
że do czegoś doszło ale nie wiedziałem jak daleko się posunęliśmy. Zapytałem
ją a ona odpowiedziała, że do niczego nie doszło. Przekonała mnie. Miałem
mieszane uczucia ale chciałem jej wierzyć- oparł dłonie o szafkę w kuchni,
była tak blisko, między jego ramionami jakby odgradzł ją od reszty świata,
podniosła na niego wzrok, patrzył jej w oczy- Mimo wszystko chciałem ci
powiedzieć. Wróciłem do domu, powiedziałaś wtedy, że o mało istotnych
sprawach, nic nie znaczących mam ci nie mówić. Nie powiedziałem-

Przez chwilę na niego patrzyła by po chwili wybuchnąć śmiechem- Wracamy
do sedna. Czyli to moja wina?!-

- Nie!-

- Paddy, jesteś wspaniałym człowiekiem, artystą, przyjacielem ale…Ale ja,
już podjęłam decyzję. Nie wrócę do ciebie-

- Wrócisz!- ryknął i uderzył dłonią o szafkę, przestraszyła się. Dalej otaczał ją
ramionami. Miała wrażenie, że odcina ją od powietrza! Pewnie odsunęła go od
siebie- Jesteśmy małżeństwem, mamy córkę! Nie możesz tak po prostu odejść! -

- Mogę i zrobię to- skrzyżowała ramiona.

- Naprawdę myślisz, że dam ci rozwód? Że będę widywał córkę w weekendy?-

- Jeśli ostudzimy emocje na pewno w kwestii Niny, dogadamy się. Nie chcę
żebyś widywał ją dwa razy w miesiącu. A rozwód i tak dostanę! Są sposoby!-

- Dogadamy się?!- pieklił się- To moja córka!-

- Ale nikt nie kwestionuje tego!- również podniosła głos- Paddy, taka szarpanina
do niczego nas nie zaprowadzi- wzięła go za rękę, usiedli- Kiedyś byliśmy
przyjaciółmi…-

- Jesteśmy małżeństwem, rodziną- pocałował jej dłoń, przycisnął ją do ust.
- Wina leży tylko i wyłącznie po mojej stronie, ale pozwól mi to naprawić,
błagam cię, kochanie- prosił, uklęknął- Kocham cię. Bardzo cię kocham-

Milczała, to była ta chwila w której dopadły ją wątpliwości- Paddy, uszanuj
moje zdanie. Zdradziłeś mnie. Mam prawo do złości…Do wyprowadzki…-

- Masz- znów ucałował jej dłoń- Ale nie mów o rozwodzie!-

- Na razie jest za wcześnie na rozmowę o czymkolwiek. Daj mi czas-

- W przeszłości zawsze ci go dawałem. Wyprowadzałaś się, uciekałaś,
godziłem się na wszystko. Czekałem, rozumiałem, tęskniłem. Wiele osób
twierdziło, że jestem kretynem, że powinnaś wracać do domu ale było tak
jak ty tego chciałaś…-

- Paddy, ale ja nie uciekałam dla sportu. Zawsze był ku temu powód!- poczuła
smutek, nie rozumiał.

- Wiem. Ale teraz mamy dziecko, nie rozdzielaj mnie z córką! Błagam cię!-

- Nie wrócę do ciebie, a na pewno nie teraz- odtrąciła go, wstała- Uszanuj
moje zdanie! Zdradziłeś mnie a ja tylko dlatego, że mamy córkę mam siedzieć
cicho w domu?!- czuła wzrastającą złość- Gdzie w tym wszystkim jestem ja?!
Zawsze chodzi tylko o ciebie albo o Ninę! -

- Bo Nina, jest najważniejsza!- również wstał- Miała mieć dom, rodzinę, wspaniałe
życie! Prawie nie pamiętam matki, dorastałem bez niej. Wiem, jakie to trudne, jak
bardzo wpłynęło na mnie. Nawet teraz mi jej brakuje-

- Ale ty i ja żyjemy!- odparła z wyrzutem- Ja za to dorastałam z obojgiem rodziców
i dobrze wiesz jak to wyglądało! Pełna rodzina nie jest gwarancją…-

- Mieliśmy jej dać to wszystko czego nam brakowało! Pamiętasz?- objął czule
jej twarz- Pamiętasz?- musnął jej usta, z jego ciemnych jak pochmurne, burzowe
niebo, oczu popłynęły łzy, jakby deszcz w majowy dzień- Kocham cię i bardzo
cię przepraszam. Kochanie, wybacz mi- upadł na kolana, wtulił twarz w jej halkę.
- Błagam cię, nie odchodź, nie zabieraj mi córki, nie zostawiaj mnie. Już mnie nie
kochasz?- spojrzał na żonę.

- Miłość to nie wszystko…-

- Wybacz mi! Proszę cię!-

- Jeśli tak bardzo tego potrzebujesz, to wybaczam ci…Ale nie wrócę do ciebie…
Bo już nie chcę. Nie chodzi tylko o zdradę…- usłyszeli płacz córki. Spojrzeli na
siebie i oboje ruszyli w stronę sypialni. Paddy, jako pierwszy znalazł się przy
dziewczynce, wziął ją na ręce, pocałował i przytulił.

- Moje słoneczko. Moja księżniczka- szeptał, połykając własne łzy- Kocham
cię z całego serca- dziewczynka uspokoiła się.

Lena, przyglądała się tej scenie ze ściśniętym sercem, czuła się winna, mimo
iż nie zrobiła niczego złego- Paddy…-

- Nie oddam ci jej- sięgnął po żółty kocyk, owinął nim dziewczynkę i ruszył w
stronę drzwi- Chcesz odejść. Proszę bardzo!- odepchnął ją od drzwi- Ale nie
oddam ci córki!- zanim zdążyła zareagować, wybiegł. Przerażona ruszyła za
nim.

Jedynie w szlafroku, boso wybiegła na ulicę- Patrick!- wrzasnęła, wzbudzała
zainteresowanie ludzi – Paddy- szarpnęła go- Boże, co robisz?!- pisnęła
rozglądając się- Ktoś cię rozpozna! Oddaj mi dziecko!-

- Wróć ze mną do domu!-

- Oddaj mi ją!- próbowała dostać się do córki.

- Wsiadaj do taksówki!- wskazał na zaparkowany samochód.

- Zwariowałeś?!- rozpłakała się- Oddaj mi ją- zaczęła krzyczeć.

- Mamy takie samo prawo!- osłonił siebie i córkę.

Trzęsąc się ze złości, złapała go za poły kurtki-Posłuchaj mnie!- patrzyła mu
w oczy- Jeśli teraz mi jej nie oddasz rozwiodę się z tobą  i ograniczę ci prawa
rodzicielskie! Zawrę pakt z samym diabłem jeśli będzie trzeba!- wykorzystując
chwilę nieuwagi, odebrała mu córkę i weszła do kamienicy.

………………………………………
Siedziała skulona na dywanie ze wzrokiem wbitym w tańczące płomienie w kominku.

Jeszcze przez krótką chwilę widziała niebieską oprawę swojego pamiętnika by po
chwili został z niego czarny pył. Spaliła wszystkie pamiętniki. Wspomnienia. Te o
matce, przeprowadzce, studiach, marzeniach…Nie było już niczego. Miała wrażenie,
że jej już nie ma. Jedna chwila, jedna kartka…Otarła łzy. Przyjechała do Kolonii, by
zacząć od nowa, by normalnie żyć…Nawet nie śniła, że pozna swojego idola, że
dostanie pracę, że tak wiele się zmieni…Poczuła potworne zmęczenie, położyła
się, sięgnęła po fiolkę z pastylkami. Chciała już tylko spać.

Szedł ze wzrokiem wbitym przed siebie, nie rozglądał się, nie patrzył na twarze
ludzi którzy go mijali. Nie widział i nie chciał niczego widzieć poza chodnikiem.
- Uważaj!- ktoś szarpnął go za ramię, zamrugał- Wszystko ok?- ten sam głos
zadał mu pytanie.

Spojrzał na mężczyznę- Tak…- przeniósł wzrok na ulicę. Wszedł na jezdnię na
czerwonym świetle- Tak. Przepraszam- wydukał naciągając mocniej czapkę
na czoło.

- Nie przepraszaj mnie…Tylko uważaj, mogłeś wpaść pod koła…- Paddy, nie
słuchał już, światło zmieniło się na zielone, szybko przebiegł przez ulicę. Może
mógł wpaść pod te pieprzone koła? Co mu zostało? Powrót do pustego domu
w którym wszystko przypominało mu o Lenie? Każdy kąt był nią przesiąknięty!
Zatrzymał się przy wózku z którego wyglądała mała dziewczyna w śmiesznej
czapce. Była trochę starsza od jego córeczki, poczuł łzy pod powiekami, szedł
dalej przed siebie, po kilku godzinach krążenia bez celu, stanął przed dobrze
znanym mu domem. Na przemian dzwonił Luk, Jimmy i Elsa, w końcu telefon
rozładował się , spojrzał na dom Livii. Krążąc bez celu, zrozumiał coś. To
wszystko było jego winą! Wszystko! To co zrobił na samym końcu wołało
o pomstę do nieba! Jak spojrzy Lenie, w oczy? Poszedł do niej aby ratować
ich małżeństwo a wszystko zniszczył! Jeśli jeszcze była jakaś nadzieja dla
niech to właśnie ją pogrzebał! Zrozumiał też jak fatalnie, krzywdząco potraktował
Livię! Zapukał po czym wszedł do środka. Zdejmując czapkę, rozejrzał się,
w domu panowała głucha cisza, zajrzał do kuchni, następnie do salonu i
zamarł, czuł jak paraliżuje go strach, jak serce przestaje bić! Znalazł się przy
nieprzytomnej dziewczynie – Livia! – wyglądała jakby spała ale puste opakowanie
po lekach nasennych sugerowało co innego.

- Livia!- wziął ją na ręce- Boże, pomóż mi! Livia!- sięgnął po telefon, który
nie chciał się włączyć, przerażony wybiegł z domu- Livia!-

………………………………………………….

Rozdział 262- Like a Rose of Jericho

Wątek Nadin, jeszcze się przesunie o jeden rozdział ;)Rozdział znaczący
ale przejściowy. W kolejnym będzie się działo ;) Pozdrawiam ;)

……

- Co się tutaj dzieje?!- wrzasnął wściekły. Nie wiedział o co chodzi, ale to co
usłyszał nim wstrząsnęło- O czym wy mówicie?!- stanął na środku salonu.

- Hej- brunetka musnęła rozchylone usta muzyka- Livia, niech się pochwali-
objęła go. Livia, czuła na sobie wzrok Jimma, mocniej otuliła się swetrem jakby
chciała się schować przed jego czujnym wzrokiem, przed całym światem.

- Nieważne…- szepnęła.

- Livia, nie bądź taka skromna- brunetka podeszła do blondynki, tym razem to
ją objęła ramieniem- W końcu rozwód w rodzinie Kelly, to będzie coś!-

- Zaczynacie mnie wkurwiać! Obie!- pieklił się Jimm- O co kurwa chodzi? Jaki
rozwód?!-

Livia, uparcie milczała, Nicol, teatralnie przeszła się po salonie- Okazuje się, że
to nie ja jestem tą złą…Nasza kochana, święta Livia, rozbiła małżeństwo twojego
brata. Tego świętego. Patricka- złożyła dłonie w geście modlitwy- Kiedy wszyscy
oskarżali mnie o to co najgorsze, patrzyli mi na ręce…Livia, uwiodła Patricka-

- To nie tak!- zaprotestowała młodsza z sióstr.

- Pominęłam jakiś szczegół?- Niki zmarszczyła czoło.

- Jaki rozwód?!- Jimmy, czuł, że traci cierpliwość. Coś nie grało! Przecież
mieszkał z Leną, widywał ją każdego dnia! Przecież by mu powiedziała!

- Nie chcę o tym rozmawiać- Livia, wbiła wzrok w podłogę- Zresztą…Twoja
dziewczyna wszystko ci opowie- w końcu zdecydowała się spojrzeć na Jimma.
- Szantażowała mnie, dlatego zabrałam ją do Afryki ale i tak o wszystkim
opowiedziała Lenie- na jej twarzy pojawił się grymas.

Muzyk, spojrzał na brunetkę, która uderzyła w krzyk- Więc może to ja
jestem winna?! Nikomu o niczym nie mówiłam i nie szantażowałam cię!
To ty nie ja, masz romans z Paddym i to ty- popchnęła blondynkę- O
wszystkim opowiedziałaś jego żonie! Zakochałaś się w nim i chcesz z nim
być! – Livia, z rezygnacją pokręciła głową, nie było sensu zaprzeczać.
- Rozpowiadasz wszystkim jaka to jestem straszna, prawisz kazania Ani,
a sama, cicho, ukradkiem, wskoczyłaś mu do łóżka! Ale to ja jestem winna!-
awanturowała się.

Jimmy, z wrażenia poszukał wzrokiem czegoś do siedzenia, opadł na fotel.

- Masz romans z moim bratem?- spojrzał na bladą blondynkę.

Livia, milczała- Tak! Ma!- wrzasnęła Niki.

- Zamknij się!- wybuchnął Jimmy, brunetka, zastygła z otwartą buzią.

-Masz romans?! Z Paddym ?!- wciąż nie dowierzał, zakręciło mu się w głowie.
- Z Patrickiem?- powtórzył.

- Nie, kurwa z Angelo!- Nicol, przewróciła oczami.

- Zamilcz kobieto! – zdenerwowany doskoczył do dziewczyny, jednym ruchem
posadził ją na kanapę- Livia, odpowiedz- silił się na spokój, wciąż milczała,
potrząsnął dziewczyną- Odpowiadaj!- wrzasnął.

Dziewczyna rozpłakała się- Nie mam żadnego romansu! Zostaw mnie!-
wyrwała się i wybiegła z salonu. Usłyszeli trzask zamykanych drzwi.

- Drażliwa…Pomyślał by kto- Niki zaśmiała się zakładając nogę na nogę.

- Wiedziałaś o tym?- Jimm, spojrzał na nią.

- Dowiedziałam się- odpowiedziała.

- Powiedziałaś Lenie?- podszedł bliżej.

- NIE!- wrzasnęła oburzona- Nikomu nie powiedziałam! Przecież jestem tą
złą, nawet by mnie tam nie wpuścili- minęła go.

- Zbieraj się, wracamy do domu- rzucił w dziewczynę skórzanym, małym
plecakiem i swetrem w kolorze pomarańczy.

- A ruda wywłoka?!- podparła się pod boki.

- Nadin. Zniknęła. Wyjechała- myślami wrócił do rozmowy z dziewczyną,
czuł, że oblewa się rumieńcem. Nie chciał teraz o tym myśleć, do tego wracać.
- Później ci opowiem-

- A ty, też wracasz do domu?- zapytała- Ze mną?- podeszła bliżej.

- Tak. Luk, wrócił.Jutro zabiorę swoje rzeczy- popchnął brunetkę w stronę
drzwi.

Pół godziny później otworzył drzwi od mieszkania- Opowiedz mi wszystko-
zapalił światło w małym salonie.

Zdjęła sweter, poprawiła długie, gęste włosy- Napij się- sięgnęła po butelkę
z winem, napełniła duże, okrągłe kieliszki, czuła na sobie jego wzrok- Napijmy
się- podeszła blisko- Za nas- musnęła jego usta- Tęskniłam- pocałowała go
namiętnie. Wziął od niej lampkę z winem, przez chwilę pozwolił jej na pieszczoty,
pocałunki.Odchylił głowę, upił łyk wina. Słodkie. Skrzywił się, odkładając kieliszek,
delikatnie ją od siebie odsunął- Powiedziałaś Lenie?! Skąd o tym wiesz?!-
oparł się o ścianę.

- Nie powiedziałam! Wiem od…Livii…Przeczytałam je pamiętnik. Opisała
to, później mi o tym opowiedziała- wydukała- Zresztą w Afryce, specjalnie
się z tym nie kryli- upił łyk wina- Dlaczego mnie przepytujesz? – chciała
zmienić bieg rozmowy.

Patrzył na nią, ale myślami był daleko stąd. Co się dzieje? Paddy, ma
romans? To było tak niedorzeczne…Że aż nierealne. Z Livią? Przed
oczami widział Lenę, była przygaszona, smutna…Myślał, że chodzi
o Elsą. Po raz kolejny zdał sobie sprawę jak bardzo oddalił się od rodziny,
przyjaciół. Co się z nim dzieje?

- Jimmy, to nie nasza sprawa- jej głos wyrwał go z zamyślenia.

- To twoja siostra i mój brat-

- Od kiedy się nim martwisz?- roześmiała się.

- Lena, to moja najlepsza przyjaciółka- zaczął krążyć po salonie.

- Nie interesuje mnie to…-

- Ale mnie to interesuje!- przerwał jej ostro- Łączy cię coś  z moim
bratem?- zapytał tak nagle, niespodziewanie, że zaniemówiła.

- Nie…Nie! Co ma mnie z nim łączyć?!- nerwowo poprawiła włosy.

- Może też go kochasz?- ten jego wzrok…Znów miała wrażenie, że ją
przejrzał! Że czyta z niej jak z otwartej książki.

- Kocham ciebie- odpowiedziała cicho, nawet powieka jej nie drgnęła.

Podszedł bliżej, usiadł obok, dotknął jej dłoni- Ufam ci- patrząc jej w oczy
pochylił się, pocałował ją- Jeśli jednak się dowiem, że mnie oszukujesz,
albo, że namąciłaś…-czuła na twarzy jego oddech, szeptał jej do ucha.
- Pożałujesz tego. Pamiętaj, że nie bez powodu jestem czarną owcą w
mojej rodzinie. W każdej plotce jest ziarno prawdy- uśmiechnął się a po
jej ciele przebiegł dreszcz.

Przełknęła ślinę- Kocham cię, Jimmy- objęła go, zaczęli się całować,
pociągnęła go na siebie.

- Muszę wyjść- poprawił koszulę.

- Gdzie?!-

- Nie czekaj na mnie- sięgnął po kurtkę.

- Jimmy!- odpowiedział jej huk zamykanych drzwi.

 

……………

Od kilkunastu minut wpatrywała się duży, wiszący na ścianie w salonie,
zegar. Wybiła dwudziesta druga. Naciągnęła na siebie kraciasty koc,
dotknęła pulsującego czoła. Zanim usłyszała głos męża, wyczuła jego
obecność – Dzieci zasnęły, podróż ich wykończyła- kiwnęła głową.
Ucieszyła się na widok dzieci, męża, tęskniła za nimi ale nie była
jeszcze gotowa!

- Pewnie jesteś zmęczony, idź spać- zerknęła na niego przez palce. Zakryła
dłonią twarz, wszystko ją bolało.

- Zawiodłem cię- usłyszała, spojrzała na niego- Przepraszam. Powinienem
wrócić wcześniej, jak tylko się dowiedziałem- usiadł obok niej, zesztywniała.
Specjalnie siedziała w salonie…Liczyła, że zaśnie, że jej nie dotknie…

- Dlaczego mi nie powiedziałaś w jakim stanie jesteś- zapytał łagodnie, wyciągnął
dłoń w jej kierunku ale zasłoniła się poduszką.

- Nie jest tak źle- szepnęła- Było źle, ale już jest lepiej- czy aby na pewno?

- Nie mówisz mi wszystkiego?- bardzo powoli wyrwał jej poduszkę, przysunął
się, objął ją ramieniem- Kochanie, co się dzieje?- szepnął. Oblała ją zimny pot,
miała wrażenie, że zaraz umrze…Śmierć w jego ramionach, chyba mogłaby tak
umrzeć? Mocno się do niego przytuliła, wbiła paznokcie w jego szyję, z bólu chciał
wrzasnąć ale się powstrzymał, wbijała je coraz bardziej…- Elsa…Elsa…-

- Boże, przepraszam- jęknęła, na jej dłoniach widniała krew- Przepraszam-

- Nic się nie stało- uśmiechnął się- Tęskniłaś za mną?- głaskał jej jasne, ciasno
związane włosy.

- Bardzo-

-Ja, bardziej- kciukiem dotknął jej policzka, dokładnie obrysował kontury opatrunku.

- Nie zostawiaj mnie…- znów mocno go przytuliła- Nigdy mnie nie zostawiaj-

- Nigdy cię nie zostawię. Pamiętaj, że jesteś miłością mojego życia. Odwołam mój
wyjazd…-

- Nie!- zaprotestowała- Zabierz mnie ze sobą- poprosiła cicho, płakała.

- Elsa, co się stało?- wbił w nią wzrok. Przez ułamek sekundy myślała, że on wie.

Chciała mu powiedzieć, wyrzucić to z siebie, ale nie potrafiła! Nie wiedziała
jeszcze czy nie usunie ciąży, czy się podniesie po tym. Wiedziała, że gdy
tylko mu powie, ruszy cała machina. Zeznania, dochodzenie, a ona przecież
niczego nie pamiętała…Czy nie chciała pamiętać? Gdzieś w zakamarkach jej
umysłu…Ukryła twarz w dłoniach, hamowała szloch- Nic- szepnęła.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak…- złapał jej dłonie- Jakie masz inne
urazy prócz opatrunków na głowie?- objął wzrokiem jej sylwetkę. Legginsy,
luźna bluza, ciasno upięte włosy, chciał jej dotknąć ale go odtrąciła.

- Zostaw mnie!- wrzasnęła – Idź w końcu spać!- wstała gwałtownie i syknęła
z bólu, prawie się przewróciła- Zostaw mnie!- płakała kiedy wziął ją w ramiona.
- Błagam cię, zostaw mnie…- jęknęła z rozpaczy. Poczuła jego usta na swoich,
czuła słony smak łez. Otworzyła oczy i zobaczyła pojedynczą łzę spływającą
po twarzy ukochanego. Mógł mieć każdą…Nie musiał znów przez to przechodzić
albo wychowywać nieswoje dziecko! Odwróciła się, płacząc, podeszła do okna.
Czule otoczył ją ramionami- Zostaw mnie, proszę- pisnęła.

- Nigdy cię nie zostawię. Nie mogę bez ciebie żyć. Nie potrafię. Kocham cię-
- Porozmawiaj ze mną-odwrócił ją- Proszę, Elsa-

- Nic się nie stało. Od wypadku źle sypiam, wszystko mnie boli, jestem
rozdrażniona!- podniosła głos- Wysłałam do ciebie, dzieci bo chciałam
mieć święty spokój, nie dlatego, że jestem wspaniałomyślna! I żartowałam
z tą Afryka, nigdy tam nie wrócę, ale ty jedź- minęła go, usiadła na kanapie,
powoli się położyła, zakryła kocem- Wciąż mam żal, że wyjechałeś! I daj
mi spokój!- zacisnęła powieki.

- Dlaczego śpisz na kanapie? -

- Bo mam taką ochotę!- odwróciła się tyłem.

Rano kiedy się obudziła, zobaczyła obok siebie Luka. Spał na siedząco, okryty
bluzą, do salonu wbiegły dzieci. Położyła na ustach palec, przygarnęła je do
siebie- Zrobimy śniadanie- wzięła dzieci za ręce. Wstając zerknęła na Luka,
już wiedziała co zrobi.

……………………………………

Monachium

Zamknęła drzwi, bardzo powoli rozpięła granatowy, wiosenny płaszczyk, z
ramienia zsunęła niewielką, modną torebkę. Klucze położyła tam gdzie zawsze.
Od lat kładła je na komodzie w przestronnym, jasnym holu. Zatrzymała się
i wsłuchała w ciszę. Przymknęła powieki ale nie płakała. Podjęła decyzję.
Mimo głuchej ciszy która panowała w domu ona słyszała swój głos, śmiech
Patricka, gaworzenie Niny. Słyszała śpiew, dźwięki gitary, fortepianu. Muzyka
była wszechobecna w ich życiu, domu…Weszła do salonu, uśmiechnęła się,
wspomnienia szalały w jej umyśle. Miała wrażenie, że stoi pośrodku a obok
niej przechodzi jej cień i cień jej męża. Swoje kroki skierowała do kuchni, dłonią
wodziła po lodówce, ścianie pokrytej ozdobnymi kamieniami, stole. Kochała
to miejsce. Sama nie wiedziała dlaczego, ale z szafki wyjęła paczkę popcornu
i wstawiła do mikrofalówki, z wnęki w ścianie wyjęła czerwone, hiszpańskie
wino. Odwróciła się za siebie, wciąż miała wrażenie, że nie jest sama. W jej
głowie szalały głosy, obrazy, wspomnienia. Z lampką wina i miską popcornu
udała się do sypialni. Usiadła na kanapie, spojrzała na ulubiony fotel męża i
puściła wodze wyobraźni. Miała wrażenie, że ogląda seans w którym gra
główną rolę. Pamiętała moment kiedy się tutaj wprowadziła, byli tacy
szczęśliwi, zakochani! Dalej była zakochana ale czy szczęśliwa?

Odłożyła kieliszek, wstała, usiadła przy fortepianie i zaczęła grać, czasem
grała razem z Paddym, w końcu to on ją nauczył, czasem coś razem
nucili a najczęściej kochali się na tym skórzanym fotelu, na dywanie,
kanapie, przed kominkiem. W kuchni, łazience, na schodach. Kochali się
wszędzie, zawsze mieli na siebie ochotę, wciąż tak samo mocno na siebie
działali. Więc co poszło nie tak? Zamieszała dłonią w misce z popcornem,
upiła łyk wina, opadła na kanapę i sięgnęła po album. Mimo iż każde kolejne
zdjęcie wywoływało w niej silne emocje, nie płakała! Pomyślała o Afryce,
od której wszystko się zaczęło, o tym jak go zraniła, jak Paddy, długo o
nią zabiegał, jak ją wspierał, jak się starał! Na początku traktowała go z
rezerwą, wręcz z ironią. Lubiła silnych, wysokich mężczyzn, ryzykantów,
sportowców a Paddy, zawsze wydawał jej się słabym, zagubionym chłopcem.

Owszem kochała Kelly Family, a on był jej ulubieńcem dopóki go nie
poznała ale nigdy za nim nie szalała! Najpierw zakochała się w swoim
przyszłym mężu, który odpowiadał jej kryteriom, świetnie zapowiadający
się adwokat, zaraził ją miłością do sportu, silny…Właście tą jego siłę odczuła
na własnej skórze, kiedy zaczęła osiągać pierwsze sukcesy, a dokładnie
kiedy wygrała z nim w sądzie. Odeszła następnego dnia, zaangażowała się
w fundację, pomagała ofiarom przemocy. Uczucia? Wyłączyła je, skupiła się
na pracy, bo podobno w życiu nie można mieć wszystkiego? Chris, był jej
ideałem! Nawet dzisiaj wspomnienia o nim bolały…Tak, z nim chciała się
zestarzeć. Miał być mały, biały domek, ogród, dzieci, pies. Życie jednak
miało inne plany wobec nich, dla niego cmentarz, dla niej szpital. To było
niczym wyrok! Paddy, już wtedy przy niej był, nie pamiętała momentu w
którym i ona go pokochała. Nigdy nie była specjalnie wylewna, ale kochała
go całą sobą! Był, jest i będzie miłością jej życia. Tego była pewna!

Z kieliszkiem w ręku, spacerowała po salonie, wyjrzała na taras, obeszła
ogród. Dla niego zrezygnowała z ukochanych szpilek, gotowała, sprzątała,
sama urządzała dom…Uczyła się cierpliwości i tolerancji. Wciąż miała
wrażenie, że nie jest wystarczająco dobra dla niego! Był czas, że zmieniła
się w perfekcyjną panią domu, która w idealnie dopasowanej sukience
czekała na powrót męża.Przeszła przez kilka kuracji hormonalnych aby
zajść w ciąże. Roześmiała się, to były czasy! Paddy, od zawsze pragnął
normalności, rodziny i właśnie to chciała mu zapewnić…To nie były jej marzenia
lecz jego.

Zamknęła szklane drzwi, mimo wiosny, na dworze było chłodno, sięgnęła
po jego bluzę z napisem Human. Jej ulubiona płyta! Włączyła ją, ustawiła
maksymalną głośność, do ręki wzięła ich ślubne zdjęcie. Płakała w ten
dzień, myśleli, że Luk, nie żyje. Podobno to zła wróżba. Nna, też płakała
na swoich ślubach. Elsa? Nie płakała. Weszła do łazienki, odkręciła kurek
z ciepłą wodą, wlała kilka kropel swoich ulubionych olejków, zapaliła świeczki,
zrzuciła z siebie ubranie i zanurzyła się w wodzie. Paddy, śmiał się, że
gorące kąpiele kocha bardziej od niego. Często kiedy wracała z pracy,
Patrick, przygotowywał jej kąpiel, otwierał wino a sam siedział na miękkim
dywanie obok, czasem grał, czasem rozmawiali,a czasem udało jej się go
wciągnąć do wanny.

Zamrugała powiekami, ani jedna łza nie spłynęła z jej oczu. Upięła wysoko
włosy, próbowała się odprężyć. Nigdy więcej nie wróci do tego domu, nie
weźmie kąpieli w ulubionej wannie. Coś się skończyło…Bezpowrotnie.

Mogła mu wybaczyć, zapomnieć, ale nie chciała. Kochała go dalej, tak
samo mocno, ale była już dużą dziewczynką i wiedziała, że miłość czasem
nie wystarczy. Rozejrzała się…Miała wrażenie, że nie jest sama. Nie mogła
odpędzić się od wspomnień, kiedy tylko pozwoliła umysłowi na chwilę
odpoczynku, zaraz widziała siebie i Patricka. Widziała cienie, cień ich
małżeństwa.

- Boże, ja chyba wariuję- szepnęła.

Pół godziny później, owinięta ręcznikiem z butelką wina w dłoni, zajrzała jeszcze
do kuchni, do zmywarki wstawiła kieliszek, spojrzała na przestronną jadalnię.
W tym domu nauczyła się gotować, ładnie nakrywać do stołu, w tym domy na
pewno nauczyła się życia.

Kierując się w stronę schodów, zajrzała jeszcze  do swojego gabinetu. Kodeksy, literatura prawna, stylowe biurko…Jej kariera, którą przerwała. Poczuła smutek,
już nigdy nie wróci na szczyt, nie odzyska utraconej pozycji. Praca swego czasu
była dla niej najważniejsza. Wolno weszła na piętro. Wąski korytarz, dwa gościnne pokoje, łazienka,malutki pokój tuż przy ich sypialni. Po drugiej stornie królestwo
Patricka. Tam pisał, grał, zaszywał się na długie godziny.

Weszła do sypialni która była połączona z łazienką i balkonem. Odłożyła butelkę,
spojrzała na białe łóżeczko. W końcu doczekali się dziecka! Podeszła do wielkiej
zabudowanej szafy, otworzyła ją. Prawą stronę zajmowały jej ubrania, lewą Patricka.
Dotknęła dłonią jego ubrań, wtuliła twarz w jego białą koszulę, zdjęła ją z wieszaka
i założyła. Położyła się. Dlaczego? Dlaczego im nie wyszło? A może wszystko
grało tylko ona coś sobie ubzdurała? Czym tak naprawdę była zdrada? Już
pocałunkiem czy dopiero seksem? Gdzie się zaczynała a gdzie kończyła?
Kochali się, mieli dziecko, pieniądze, wspaniałe życie więc dlaczego zdecydowała
się to wszystko zostawić? Była przed czterdziestką i zaczynała wszystko od
nowa. Mimo wszystko nie bała się, wiedziała, że da sobie radę! Ona i Nina.

Wiedziała, że przygodę z Livią, mogłaby wybaczyć, zapomnieć. Mogłaby.
Nie tolerowała zdrad, nie popierała ale dla Paddyego była gotowa na wiele.
Tym bardziej teraz kiedy mieli córkę, ale podjęła decyzję o odejściu. Wiele
przeszła, nie miała już siły, nie chciała wciąż walczyć…Czuła potworne
zmęczenie, jakby wypalenie. Owszem przeżyli osiem pięknych lat, była
szczęśliwa, prawdopodobnie tak właśnie wyglądało wspólne życie…Ale…

Poddała się, przegrała, być może nawet uciekała…Już kilka razy uciekała
i wracała. Ale tym razem nie wróci. Popełniła kila błędów, powinna była nie
wracać z Belgii, wciąż pamiętała ten spokój, ciszę…Pamiętała dzień kiedy
zdecydowała się zostawić Patricka, była wtedy w ciąży…Widziała siebie,
zapłakaną w samochodzie, zawróciła, wróciła. Miesiącami leżała w szpitalu,
Paddy, od szóstego miesiąca była przy niej, przywiózł jej pierogi…

Największy żal miała o Joelle, tej sprawy chyba nie przerobiła do końca,
starali się do tego nie wracać, nie rozmawiać o niej, ale to było między nimi.
Za życia była między nimi i nawet po śmierci, czuła jej obecność. Miała do
niej żal, momentami jej nienawidziła ale nie chciała żeby umarła! I to ona
przyłożyła rękę do jej śmierci. Nocą widziała jej wzrok…Obwiniała się o
jej śmierć, okazało się, że Paddy, wiedział, że leci do Belgii.Oboje popełnili
błędy. Zbyt wiele błędów.

Usiadła, wtuliła się w ulubioną poduszkę męża, przeżyli wiele pięknych
chwil, więc może warto zawalczyć? Jeszcze ten jeden, ostatni raz?
Zacisnęła powieki, oprócz ich wspaniałego życia, pamiętała też swoją
depresję, staranie się o dziecko, prześladowania przez Zoe, jej załamania,
utrata pracy, dobrego imienia, jej rozpacz…Joelle. Potarła dłonią oczy,
chciała się rozpłakać, wyć z rozpaczy ale nie uroniła ani jednej łzy…

Obudziła się wczesnym rankiem, zacisnęła dłoń na pościeli po stronie
męża. Musiała wracać do Kolonii, zostawiła Ninę u Patricii, już tęskniła
za córką! Wstała, szybki prysznic, przez chwilę patrzyła w lustrzane odbicie,
nie czuła już niczyjej obecności. Nie widziała już swojego ani Patricka cienia.
Może to wszystko tylko jej się przyśniło? Zastanawiała się co czuje? Nie czuła
nic, kompletnie nic. Jedynie pustkę.

Czy było jej żal tego domu? Pięknego ogrodu? Życia które prowadziła?
Nie.

Nie żałowała ani sekundy spędzonej z Patrickiem, wiedziała też, że nigdy
więcej się nie zakocha. Była tego pewna! Nigdy nie należała do kobiet które
do szczęścia potrzebowały silnego ramienia, czyjejś obecności. Rodzice
wychowali ją na prawdziwą wojowniczkę, zawsze musiała być najlepsza,
niezależna, silna. I chyba właśnie taka była. Nigdy nie będzie sama. Miała
córkę, macierzyństwo nie było jej powołaniem ale o dziwno świetnie się
sprawdzała w roli matki. Nie zamierzała się poświęcać dla córki, wierzyła,
że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Głęboki wdech i wydech…Z szafy wyjęła dwie duże torby, które szybko
zapełniła. Stojąc w holu, spojrzała na dwie walizki i ekspres do kawy. Z
tym tutaj przyjechała i z tym wyjedzie. Owszem zamierzała zabrać resztę
swoich i Niny rzeczy ale to mogło poczekać. Nie zabrała łóżeczka, kołyski,
niczego. Sięgnęła po klucze, z palca zdjęła obrączkę, nie spojrzała na nią
lecz na ślad po niej. Położyła ją dokładnie w miejsce kluczy. Wyszła z domu,
zamknęła i wbiła kod od alarmu. Klucze wrzuciła do skrzynki.

Otworzyła bagażnik, włożyła do niego walizki, wsiadła i odjechała. Ani razu
się za siebie nie odwróciła, nie miała odwagi. Zatrzymała się dwieście kilometrów
dalej, na stacji. Zgasiła silnik i otarła łzy.

……..

Tydzień później.

Paddy, popchnął wejściowej drzwi, do holu wciągnął kilka walizek, gitarę- Lena?-
zawołał.

Rozmawiali prawie każdego dnia przez telefon, były to krótkie rozmowy, szatynka
wykręcała się brakiem czasu, przeziębieniem Niny czy złym samopoczuciem Elsy,
ale rozmawiali, wiedziała, że dzisiaj wraca.

-Lena?!- wrzasnął, zamknął drzwi i odłożył klucze. W to samo miejsce gdzie zawsze.
To samo od lat. Zauważył obrączkę żony. To nie mógł być głupi żart, przypadek,
pomyłka!To była jej obrączka! Nigdy jej nie zdejmowała! Nigdy! Poczuł strach, lęk.
Potykając się o walizki, wbiegł do salonu, który wyglądał tak samo jak przed jego wyjazdem. W popłochu zaczął się rozglądać, czuł jej zapach, jakby jej obecność. Zrzucając z siebie kurtkę, wbiegł po schodach, wpadł do sypialni, pomięta pościel, otworzył szafę…I opadł na łóżko. Nie było jej ubrać ani walizek!

Lena, odeszła. Jakiś wewnętrzny głos mu podpowiadał, że to nie była kolejna
ucieczka…- Nina!- wrzasnął, poczuł zawrót głowy. Lena, odeszła z ich córką!
-Nina!- szepnął, z oczu popłynęły mu łzy. Wybiegł z sypialni, zbiegł po schodach
i wybiegł z domu.

- Paddy!- usłyszał, powoli odwrócił się.

Rozdział 261- When You Grow Up

W kolejnym rozdziale będzie o Nadin, jej rozmowie z Jimkiem itd.

…….

Ptaki wzbiły się w stronę błękitnego nieba, Cleo, uniosła dłoń by po chwili
wymierzyć policzek mężczyźnie który próbował ją pocałować. Jimmy, jakby
wyrwał się z letargu. Kilka sekund temu pochylił się i chciał pocałować Cleo!
Gdyby nie policzek, pewnie by to zrobił! Puścił ją i odskoczył, potarł
dłonią twarz- Przepraszam- szepnął ze wstydem.

- Jesteś nienormalny!- wrzasnęła oburzona i wściekła- Co to miało znaczyć?
Kolejny test?! – szarpnęła go za granatową koszulę.

- Nie!- odwrócił się gwałtownie, zacisnął dłonie na jej ramionach- Nie! Przepraszam!-

- Już kiedyś mnie testowałeś, pamiętasz?!- zapytała z wyrzutem.

Nie chciał pamiętać!- Przyjechałem żeby porozmawiać…Nie chcę żebyś myślała
o mnie w ten sposób. Wciąż jesteś dla mnie ważna- tonął w głębi jej oczu. Kiedyś
kiedy budził się u jej boku, uwielbiał na nią patrzeć, budzić ją pocałunkiem, wtedy
przeciągła się i leniwie otwierała oczy a on zastanawiał się jakiego są koloru?
Czasem kolor niebieski zachodził szarością a czasem miał wrażenie, że są zielone.
Śmiała się wtedy, że kolor oczu jak i włosów zmienia się z wiekiem. Dzisiaj były
szaro zielone- Przepraszam- rzekł cicho.

- Przestań!- odepchnęła go- Po tym co zrobiłeś przed chwilą, mam  o tobie
jeszcze gorsze zdanie! Zostaw mnie!- zbiegła ze schodów- Przyjeżdżasz tutaj
bez zaproszenia, wyskakujesz zza drzewa jak świr i chcesz mnie całować!
Jesteś obłąkany!- wrzeszczała- Dlaczego tylko mną się bawisz?! Co ja ci takiego zrobiłam?!-

- Cleo!- podążył za nią.

- Zostaw mnie, Jimm!- wrzasnęła.

-Cleo, nie chciałem cię zranić, ani cię testować! Nawet o tym nie pomyślałem!-
zagrodził jej drogę.

- Więc co chciałeś?- wbiła w niego wzrok.

- Nie wiem-

Uśmiechnęła się litościwie- Inna odpowiedź by mnie zaskoczyła- dotknęła dłonią
drzewa, zauważyła, że pięknie zakwitło- Jimmy, jeśli przyjechałeś rozmawiać o
Nicol, to odpuść…

- Nie chodzi o Niki!- zaprzeczył- Chodzi o to co myślisz o mnie…-

Zerknęła na niego- Uwierz nie chcesz wiedzieć co o tobie myślę- wolno ruszyła
przed siebie.

- Nie sprzedałem się- szedł obok niej- Wiesz, że wciąż wałkowaliśmy temat o
powrocie. Warunek był jeden. Albo wszyscy albo nikt- włożył dłonie do kieszeni.
- Ale w końcu się zdecydowaliśmy, potrzebujemy wytwórni, promocji…-

- Jimm, ale ja to wszystko wiem!- przerwała mu- I dobrze, że ty już też to wiesz-

- Krytykowałem Patricka, wiem…Ale chcę to naprawić!- spojrzała na niego.
-Przeproszę go! Jak tylko wróci, porozmawiam z nim. Uszanuję każdą jego
decyzję. Naprawdę-

- To dobrze dla was Jimm, ale mnie to już nie interesuje. Nie interesuje mnie
to co robisz, grasz, śpiewasz. Ty, mnie już nie interesujesz- mówiła patrząc
mu w oczy.

- Bardzo cię skrzywdziłem…-

- Bardzo. Nawet nie wiesz jak bardzo- uśmiechnęła się smutno- Ale jestem
teraz silniejsza. Wyciągnęłam wnioski- potarła ramiona- Życie płynie dalej-
zaciągnęła się świeżym powietrzem- Chcę zostać sama- odwróciła się tyłem.

- Porozmawiajmy-

- Nie mamy o czym. Nie chcę!-

- Ten pocałunek…- sam nie wiedział co chce powiedzieć. Przyjechał tutaj w
zupełnie innym celu! Swoją reakcją zaskoczył chyba bardziej siebie niż samą
Cleo!

- Jesteś podły! Tyle w temacie!- rzekła ze złością w głosie- I nigdy więcej
tutaj nie przyjeżdżaj!- dodała z naciskiem.

- Cleo, kiedyś tutaj mieszkałem…-

- Dokładnie! Kiedyś! – zaznaczyła-  I sam z tego zrezygnowałeś! Żegnam!- wbiegła
do domu i zatrzasnęła drzwi. Opadła na schody, tłumiąc szloch, wbiła zęby w pięść.
Wiele ją kosztowała postawa jaką przybrała wobec Jimma! Zgrywała twardzielkę ale
wciąż była tą samą, zakochaną dziewczyną.  Sama nie była pewna swoich uczuć.
Z każdym dniem było lepiej i lepiej aż do dzisiaj. Kiedy zamknęła w końcu temat Jimma, pogodziła się z losem, on zburzył jej z trudem zbudowany spokój i mur! Spojrzała
na zamknięte drzwi, za którym wciąż stał Jimmy, nie odważyła się spojrzeć przez
okno. Otarła łzy i udała się na górę.

…………………………

Trzy dni później. Kapsztad.

- Czyli przyznasz się?- Luk, bawił się małą, kolorową parasolką.

- Nie mam do czego…Powiem jej- westchnął zrezygnowany Paddy- Opowiem jej
wszystko. Zrozumie. Musi- opróżnił kieliszek.

- Nic nie musi. I jak dla mnie nie zrozumie- fotograf sięgnął po butelkę whisky.

- Umiesz pocieszyć!- Patricka uderzył dłonią w stół, zawartość kieliszka wylała się.

- Jak będziesz chciał się nabić, obliż stół!- oburzony Luk szturchnął przyjaciela.

- Oszaleję!- wrzasnął muzyk.

- Powiem ci coś jako facet…- szatyn napełnił kieliszki- Gdybyś jeszcze zamoczył
i coś z tego miał! Jakiś fajny seks, odlotowy orgazm, francuz wszech czasów to
ok…Jesteśmy tylko…Facetami- Paddy, wytrzeszczył oczy- I żeby to była jakaś
fajna dupa! Ale Livia…I trochę ocierania się…Na drugi raz wejdź w tłum i się
poocieraj! Tylko nie jak zbok bo zamiast w pamiętniku opiszą cię w jakimś
niemieckim dzienniku!- fotograf zarechotał.

- Nie muszę tego słuchać i nie gadam z tobą!- Paddy uniósł ręce w geście irytacji
i opuścił klimatyczną knajpkę.

- Może się otrzeć o to drzewo- Luk, popchnął go na fikuśną palmę- W ostateczności
o moje kolano!- usadowił się wygodnie na piasku – Jeśli wybierzesz kolano musisz
dorzucić trzysta euro!-

- To cię bawi?- wrzasnął Paddy ale po chwili sam wybuchnął śmiechem. Co mu
właściwie jeszcze pozostało? Mógł się albo śmiać albo płakać.

- Powiem ci coś jako facet…Olivia była mega średnia, Livia, jest…Ładna, ciekawa-

- Olivia, jest bardzo ładna i bardzo ciekawa. Jest lekarzem, takim bez granic, ma
ciekawe poglądy…Potrafiła mnie zaciekawić, żyła tak jak ja chciałem żyć. Odrzuciła
ciepłą posadę i żyje w dziczy, pomaga.  A Livia co ma takiego w sobie?-

- To mądra dziewczyna. Ale nie wiem dlaczego akurat dla niej straciłem głowę!-
sam siebie nie rozumiał.

- Mądrą, inteligentną i piękną to ty masz żonę. To musi być coś innego- Luk podał
mu butelkę.

- Sam nie wiem! No nie wiem!- Paddy, zaklinał się – Co sugerujesz?-

- Masz coś z głową!-

- Dzięki!- Paddy, prychnął.

- No może cię pociąga…A może potrzebujesz zmian…-

- Zwariowałeś! Kocham żonę!-

- Ale też nie jesteś do końca normalny…-

- Ta rozmowa nie ma sensu!- Paddy, otrzepał spodnie z piasku.

- Hej!-

- Hej!- wrzasnęli równocześnie uśmiechając się na widok Cleo.

- Jak tam moje dziecko?- szatynka cmoknęła Patricka w policzek- Napsociłeś
coś pod nieobecność mamy?- mrugnęła figlarnie do Luka- Hej- przywitała się.

- Czy ktoś traktuje mnie poważnie?!- zapytał poirytowany Paddy.

-Nie- odpowiedział Luk, powalając go na piasek- Co w Kolonii?!- wbił wzrok w
menedżerkę.

Spojrzała na mężczyzn- Nie byłam w Kolonii- odpowiedziała.

- Ale jak to?! Miałaś zobaczyć się z Leną?!- Paddy, wydostał się spod ramienia
fotografa.

- Wiem…- poprawiła włosy- Ale praca mnie zatrzymała, nie znalazłam czasu-
skrzywiła się.

- Lena, nie odbiera…- Paddy, zamyślił się.

- Jest zajęta. Dziecko, Elsa, która po wypadku potrzebuje pomocy. Zadzwoni-
potarła jego plecy.

- Czyli nikogo nie widziałaś- Paddy, położył się na gorącym piasku, wbił wzrok
w gwieździste niebo.

- Spotkałam Larsa, Tima…-również się położyła- Jimma…-

- Jimma?!- Paddy, usiadł, obsypując ją piaskiem.

- MOJE OCZY!!!- wrzasnęła.

- Przepraszam!-

Luk, wziął kobietę na ręce, zatrzymał się przy małe, podświetlonej fontannie,
Cleo, przemyła oczy- Dzięki-

- Gdzie spotkałaś Jimma?!- Paddy, nie odpuszczał.

- W Ettal. Odwiedził mnie- rzekła zgodnie z prawdą.

- Po co?!-

- Chciał porozmawiać- otarła twarz, usiadła na brzegu fontanny.

- O czym?!-

- Pewnie o tobie!- rzekł poirytowany Luk- Daj jej coś powiedzieć!-

- Nic szczególnego- odpowiedziała.

- Cleo…Coś kręcisz!- Paddy, stanął na wprost niej- Mówimy o Jimmie, a
on nie odwiedza kogoś bez powodu…Czego chciał?!-

- Niczego! – spojrzała na muzyka- Pogadać. Jak się mam, czy sobie radzę-
odparła wymijająco- Pogodził się z Elsą i Leną. Mieszka z nimi-

- Naprawdę?- do rozmowy wtrącił się Luk- Czyli z Elsą, jest źle- bardziej
stwierdził.

- No nie jest dobrze- odpowiedziała- Ale wyjdzie z tego-

- Czy Jimm, coś ci mówił?- zapytał Paddy niby obojętnie.

- Co masz na myśli?- wodziła wzrokiem za poruszonym i zdenerwowanym
fotografem.

- No nie wiem…Coś o mnie- wyrzucił. Pamiętał słowa Nicol.

- Nie-

- Aha. No tak przecież mnie nienawidzi- włożył ręce do kieszeni.

- Paddy, czas spać!- Cleo, klasnęła w dłonie- Jutro od rana nagrywasz. I nie
gadaj głupot- objęła go ramieniem- Jimmy, bardzo cię kocha, tak samo jak ty,
jego-

- Tak myślisz?-

- Ja, to wiem- uśmiechnęła się- Gdzie dzieci?- spojrzała na Luka.

- Wieczór wrażeń, animacji. Za godzinę muszę je odebrać- odpowiedział, myślami
był jednak daleko stąd.

- Ok. Spadam. Ostatnio źle sypiam- ziewnął Paddy, wolno ruszył przed siebie.
Tęsknił za córką i żoną! Każdego dnia mocniej! Najgorsze były dni wolne,
wprawdzie mało ich było ale wtedy tęsknota doskwierała najbardziej! Na
samą myśl, że mógłby je stracić, robiło mu się słabo! Lena, zrozumie! Musi!
Tego się kurczowo trzymał! Kochał tylko ją! Nigdy więcej nie popełni podobnej
głupoty, nigdy więcej nie zaryzykuje swojego małżeństwa! Z tą myślą udał się
do łazienki, odkręcił zimną wodę i zaczął się rozbierać.

……………..

- Jest coś o czym powinienem wiedzieć?- Cleo, usłyszała cichy głos fotografa.
Usiadła obok niego na piasku, przez chwilę biła się z własnymi myślami, dylematami.

- Luk, mam cię za najbardziej inteligentnego faceta jakiego znam…Naprawdę nic
nie budzi twoich podejrzeń?-

- Wyjechałem w złości…Tak samo jak kiedyś. Miała się zmienić, mnie wspierać,
rozumieć- zaczął niepewnie- Od kiedy dowiedziała się o Afryce wpadła w szał,
ciągłe kłótnie, pretensje…W dodatku dostała jakiejś obsesji na punkcie cięży-
potarł skronie- Przez wyjazdem kochała się ze mną, jakby po złości, nie odzywała
się. Następnego dnia nawet mnie nie pożegnała. Kiedy dowiedziałem się o wypadku
chciałem wsiąść w pierwszy samolot ale wtedy zadzwoniła Lena. Długo rozmawialiśmy.
Ona by mnie nie okłamała- spojrzał na poruszoną Cleo- Nie ona. Kiedy jednak
chciałem wracać do Kolonii, Livia, przywiozła dzieci. Pomyślałem wtedy, że to
dobry znak, że Elsa, coś zrozumiała, że przemyślała kilka spraw. Ona wciąż
się zmienia, stara się bo naprawdę mnie kocha- uśmiechnął się.

Czasem miłość faktycznie bywa ślepa, pomyślała Cleo. Znała już jakiś czas
blondynkę i zdecydowanie ona się nie zmieniała i nie starała. Raczej potrafiła
dobrze się maskować i grać, wiele razy wykorzystywała uwielbienie i miłość
Luka. Mimo swoich złych doświadczeń z Elsą, nie życzyła jej źle! Odkreśliła
grubą kreską przeszłość, chciała jej pomóc! Wiedziała, że tylko Luk, może jej
pomóc! Nie Lena, Jimmy, sztab ochroniarzy czy najlepszy lekarz. Ratunkiem
Elsy, był Luk.

- Owszem czuję, że coś jest nie tak…Pewnie jest bardziej poturbowana niż
mi o tym mówią, ale chyba nie jest aż tak źle?- zapytał z nadzieją.

Przygryzła usta, nie miała prawa mu mówić, spojrzała na ocean- Luk, do końca
nagrywania pierwszej części zostały niecałe dwa tygodnie…Larysa, sobie poradzi.
Wracaj do domu…- zobaczyła w jego oczach przerażenie.

……….

Cztery dni później. Kolonia.

Lena, spojrzała w kierunku drzwi, ktoś przyszedł. Wiedziała kto, skupiła się na
krojeniu warzyw- Hej- do kuchni nieśmiało zajrzała Livia.

- Hej- wysiliła się na uśmiech.

-Hej księżniczko- blondynka podeszła bliże dziewczynki, która zajadała się kukurydzianymi chrupkami- Chodź do mnie- chciała ją wyjąć z wysokiego krzesełka.

- Zostaw ją!- Lena, podniosła głos, chrząknęła- Jest za bardzo rozpieszczona, musi
chodź przez chwilę sama się zająć sobą- uśmiechnęła się nerwowo.

- Rozumiem. Przepraszam- wydukała Livia. Czyżby Lena wiedziała?- Jak się ma Elsa?-

- Dobrze. Lepiej. Co u Luka?-

- W porządku-

Szatynka, wrzuciła pokrojone warzywa do miski, wytarła ręce w ścierkę i sięgnęła
po jakieś kartki- Czy to prawda?- podał je dziewczynie- Nie chcę na ten temat rozmawiać!- zastrzegła- Nie z tobą. Odpowiedz tylko tak lub nie- skrzyżowała
dłonie, dostrzegła delikatną plamę na swojej, zielonej bluzce- Cholera!- jęknął.

Livia, przebiegła wzrokiem przez zapiski, nie musiała ich czytać! To były kartki jej
pamiętnika! Obiecała Patrickowi, że to on powie, ale miała skłamać jej prosto w oczy
stojąc na wprost niej?
- To nie tak…-

- Tak lub nie!- szatynka wrzasnęła próbując wywabić plamę. Sama nie wiedziała
czy bardziej irytuje ją ta dziewczyna czy cholerna plama na nowej bluzce!

- Tak, to moje zapiski ale to była nieprzemyślana chwila! Byliśmy pijani…-

- Wystarczy!- przerwała jej Lena, gładząc dłonią mokry ślad- O szczegółach
porozmawiam z mężem! Ani słowa więcej!- rzuciła ścierkę na blat kuchenny.
- Jestem w stanie cię zrozumieć- w końcu spojrzała w oczy blondynki- Paddy,
jest sławny, przystojny, jest idolem a ty fanką. Każda zachowałaby się tak samo
na twoim miejscu! Każda wykorzystałaby swoje pięć minut z idolem!- szatynka
starła się nie krzyczeć, opanować się ale złość wzrastała w niej z minuty na minutę.
-Nie interesuje was, że jest żonaty, ma dziecko, że kobieta która jest jego żoną,
wiele przeszła…Rozumiem!- z oczu Livii, popłynęły łzy.

- Naprawdę cię rozumiem, mimo , że nigdy nie była jego fanką! Owszem był moim
idolem ale pokochałam go nie jako Paddyego Kelly…Był najpierw moim przyjacielem
później mężem- machnęła ręką- Zresztą po co ja ci to wszystko mówię- zaśmiała
się cierpko- Nie znasz naszej historii…Nie znasz mnie, jego! Nic nie wiesz- wzięła
córkę na ręce- W przeciwieństwie do tych wszystkich fanek, wiesz, że istnieję-
podeszła bliżej, Livii- – Wiesz, że istnieję, że oddycham, żyję…Że ja też coś czuję!- syknęła przez zęby- Mogłaś pomyśleć o mnie i Ninie! Myślałam, że jesteś taka jak
ja, Elsa, że jesteś ponad to. Pomyliłam się- wyszła z kuchni.

Blondynka chciała zapaść się pod ziemię! Było jej cholernie wstyd! Czuła się,
jak zwykła dziwka! I najgorsze było to, że Lena, miała rację a ona nie miała niczego
na swoją obronę!Nie potrafiła opanować łez.

- Przepraszam- wydukała wchodząc do salonu- To nie jest tak jak myślisz, ale
nie powiem już niczego więcej…-

- Nie obwiniam cię, naprawdę- szatynka włożyła córkę do kojca, podała jej pluszaka .
- Być może zachowałabym się tak samo, chociaż szczerze wątpię. Nie wiem,
nigdy nie latałam za swoim idolem- rzekła z ironią- To wszystko Livia. Szkoda mi
naszej znajomości- w jej oczach malował się smutek- Elsa, o niczym nie wie i na
razie niech tak zostanie. Nie chcę jej dokładać zmartwień. Na razie nie przychodź
bo dzieci są z ojcem a ja nie chcę cię tutaj widzieć. Jeśli chodzi o twoją pracę, to
już sprawa między tobą a Elsą- zakończyła chłodno.

-Lena, to naprawdę nie wygląda tak jak wszystko na to wskazuje…-

- Z pewnością- szatynka roześmiała się- Coś ci powiem…Kiedyś już ktoś to komuś
powiedział- wstała, z palca zdjęła swoją obrączkę- To ma wielką siłą, potężną. Słowo
żona wiele znaczy. Bo choćbyście nie wiadomo co wygadywały między sobą, fankami,
mąż po koncercie, spotkaniu z fanami zawsze wraca do domu, do żony. To przy niej
zasypia i się budzi, to dla niej śpiewa- mówiła cicho, prawie szeptem- I to ona pociąga
za sznurki. To ja zdecyduję co dalej…Czy nasze małżeństwo przetrwa, czy jeszcze
zagra a może czy będzie wolny i zaprosi cię na randkę- Livia, podniosła wzrok.

- Żegnam- odwróciła się i uklękła przy córce.

Kiedy upewniła się, że Livia, zamknęła za sobą drzwi, wybuchła płaczem, Nina,
spojrzała na mamę, również zaczęła płakać- Spokojnie kochanie, wszystko będzie
dobrze- pocieszała dziewczynkę- Obiecuję, że będziemy szczęśliwe- wzięła ją
na ręce i kołysała w ramionach.

Dwie godziny później, kiedy Nina, smacznie spała, szatynka wykonała kilka ważnych
telefonów i opadła bez siły na kanapę w salonie. Nie mogła się rozkleić! Nie mogła
znów zatracić siebie, nie chciała znów zatracić się w rozpaczy, przespać życia!

- Kiedy chciałaś mi powiedzieć?- w drzwiach stała blondynka owinięta kocem.

-Elsa…- szatynka wstała i wpadła w jej ramiona, rozpłakała się.

- Wiesz, że możesz mu wybaczyć…-

- Wiem ale nie chcę! Już nie chcę!- otarła łzy- Tak będzie lepiej- spojrzała na
przyjaciółkę.

- Dla kogo?-

- Dla mnie. Dla niego-

- Skoro Wy nie przetrwacie…To kto? – z jej błękitnych oczu popłynęły łzy- Nina i
Jimmy, nie przetrwali…Teraz Wy. Więc kto? A może miłość nie istnieje?-

Lena, delikatnie ujęła jej opuchniętą twarz w dłonie – Miłość istnieje. Wy, przetrwacie-
musnęła jej mokre od łez usta.

……………

Dwa dni później.

Elsa, w końcu na dobre opuściła sypialnię, od rana krzątała się po salonie, pokoju
dzieci i kuchni. Postanowiła ugotować obiad, zjeść coś. Powinna o siebie dbać ale
sama do końca nie wiedziała, czy chce o siebie dbać. Nie wiedziała czy nie usunie
ciąży…Usłyszała jakiś szmer. Zacisnęła dłoń na kuchennym nożu, Lena, wyjechała
na jeden dzień do Monachium, Jimmy, miał wrócić do domu za kilka godzina…
Wyjrzała z kuchni- Mamo! Mamo!- dzieci ruszyły w jej kierunku. Bardzo powoli
podniosła wzrok i spojrzała w oczy męża. Zobaczyła w nich bezgraniczną miłość
jak i przerażenie.

………………………………………..

Jimmy, mocno zapukał do drzwi, Nicol nie wróciła do domu, więc sam przyszedł
po nią do jej rodzinnego domu. Pewnie wciąż dąsała się o Naidn, nawet nie
wiedziała, że dziewczyna zniknęła. Zapomniał jej o tym wspomnieć, od rozmowy
z Cleo, o wszystkim zapomniał. Dalej mieszkał u Elsa, ale chciał zobaczyć się
z Niki. Tęsknił za nią. Uchylił drzwi, od razu usłyszał odgłosy kłótni. Livia, płakała
i krzyczała a Nicol, śmiała się. Ale nie był to śmiech którym wybuchała kiedy
mówił coś śmiesznego albo kiedy oglądała komedię. Wsłuchał się w kłótnię.

- Jak możesz być aż taka podła?!- lamentowała młodsza z sióstr- Zabrałam cię
ze sobą do Afryki! Szantażowałaś mnie! I po co?- podszedł bliżej, przed uchylone
w salonie drzwi zobaczył swoją dziewczynę- I tak jej powiedziałaś!-

- Za błędy się płaci!- uśmiech nie znikał z jej ładnej buzi Niki- Chyba ty, zawsze to
powtarzałaś?!-

- Tak? Więc kiedy ty w końcu zapłacisz za swoje?!- doskoczyła do siostry.

- Jedni płacą, inni nie- brunetka odgarnęła włosy z jej zapłakanej twarzy- Nie doceniłam
cię, Livia- warknęła- Niezłe z ciebie ziółko-

- Paddy, sam chciał powiedzieć żonie, nie musiałaś jej tego wysyłać! -

- O czym wy mówicie?- do pokoju wpadł Jimmy- O co chodzi?!- przeniósł wzrok
z Livii na Nicolę.

Rozdział 260- Wer Kann Segeln

17580077_1877098522568216_1357879352_n

-Livia!- Luk, odłożył książkę i podniósł się z piasku – Przejdziemy się?- objął ją
ramieniem i razem ruszyli w stronę hotelu.

- Coś się stało?- zdjęła ciemne okulary.

- Nie- włożył ręce do kieszeni- Ale niedługo wyjeżdżasz a ja nawet nie miałem
kiedy z tobą porozmawiać- potarł kilkudniowy zarost- Jak widzisz jestem zawalony
pracą, to nie wakacje- wskazał na luksusowy hotel i bajeczny basen otoczony
egzotycznymi drzewami. Podał jej połówkę kokosa, mleczko pomieszane z
miejscowym alkoholem. Smakowało wybornie!

Usiedli na brzegu basenu- Jak się czuje moja żona? Jak w domu?-

- W porządku- dopiła drink.

- Dlaczego nie patrzysz mi w oczy?-

Założyła okulary i spojrzała na niego- Sprytnie- zaśmiał się.

- Elsa, miała wypadek, nie jest w szczytowej formie ale jest z nią Lena, Paul.
Dojdzie do siebie- relacjonowała.

- Powinienem wracać?-

- Nie- odwróciła twarz.

-Ok. Kolejne pytanie- podał jej tym razem połówkę melona.

- To jakiś quiz ?- spojrzała na owoc- Zakropiony alkoholem, to tak na odwagę?-

- Jestem gościnny, hojny i szczery- podsumował.

- Aaaa ok. Pytaj- wbiła w owoc różową słomkę.

- Dlaczego przywiozłaś tutaj Nicol? Nie zrozum mnie źle, ale sama nas ostrzegałaś-

- To moja siostra- odpowiedziała patrząc w błękitną wodę w basenie, zanurzyła w niej
stopę.

- Mam jeszcze sporo innych cech, zalet. Jestem bystry i inteligentny. No i przystojny-

- Ale masz jeden minus- nad nimi stała Nicol- Jesteś żonaty i masz paskudną żonę-

- Przeszkadzasz nam!- zakomunikował chłodno Luk.

Ale brunetka nie wyglądała na zrażoną, usiadła między nich- Uwielbiam!- wyjęła
z dłoni siostry melona- Gdzie Paddy?- zatrzepotała rzęsami.

- My tutaj pracujemy- odpowiedział Luk- Ośmieszasz się na cały hotel-

-Naprawdę?- spojrzała na niego- Nie ważne co mówią, ważne, że mówią!-
odsłoniła kolorową chustę i wyeksponowała szczupłe, długie nogi.

- Zjeżdżaj- Luk, jednym, płynnym ruchem wrzucił brunetkę do basenu. Livia z
wrażenia otworzyła buzię, ciszę zagłuszyły krzyki wściekłej Niki.

- Mówiłem, że nam przeszkadzasz- Luk w szerokim uśmiechu ukazał równe,
białe zęby- Chodź- podał blondynce dłoń. Ruszyli przed siebie.

- Więc na czym skończyliśmy?- popchnął małą, niebieską furtkę, przepuścił
Livię.

- Że jesteś przystojny-

- A no tak- roześmiał się, pomógł jej zejść ze stromych schodów- Więc czym
sobie zasłużyliśmy na luksus w postaci twojej siostry?- dłonią strzepnął piasek
z niebieskiej ławki.

Lily-James-HD-Wallpaper

Livia opadła bez sił. Tutaj było tak pięknie, wręcz bajkowo! Luk wraz z Larysą
w wolnych chwilach wiele jej opowiadali, pokazywali zdjęcia, zabierali na wycieczki,
spacery tyle, że ona nie potrafiła się tym cieszyć! Czuła, że przytłacza ją ogromny
ciężar, nocą miała wrażenie, że nie potrafi oddychać. Wychodziła wtedy na balkon
i podziwiała roztaczający się widok. Paddy, był tak blisko, zaledwie piętro wyżej.

Patrick, unikał jej. Odpowiadał na pytania, był uprzejmy ale kiedy zostawali sami,
przypominał sobie, że ma coś do zrobienia. Nie miała żalu! Tak było lepiej,
bezpieczniej…

Uśmiechnęła się, kogo chciała oszukać?Każdego dnia była coraz bardziej
zakochana…I przerażona. Skoro Niki wiedziała, to i Lena wkrótce się dowie.
Może przez krótką chwilę łudziła się, że skoro ją zabrała ze sobą to odpuści
ale siostra nie mogła jej wybaczyć tego, że między nią a Paddym do czegoś
doszło! To ją bolało!

Zanurzyła dłoń w gorącym piasku, obsypała nim stopy- Nicol mnie szantażuje-
usłyszała swój cichy ale pewny głos. Luk, milczał- Paddym, mnie szantażuje-
żałowała, że nie wyznała prawdy Lenie. Najgorsza prawda była lepsza od
kłamstwa! Żałowała, że wtedy w hotelu poniosło ją…Żałowała również tego,
że coraz bardziej zależało jej na Patricku- Pocałował mnie albo ja, jego.
Opisałam to w pamiętniku a Niki, to przeczytała, skopiowała- wzruszyła
ramionami- Nie wiem co mam jeszcze dodać…Że, żałuję? To były moje
urodziny, alkohol, składał mi życzenia. Niewinny całus-

- Skoro jest jak mówisz to chyba nie masz się czego obawiać- usłyszała
głos fotografa- Paddym, ma bardzo mądrą żonę. Zrozumie. W końcu ma
męża gwiazdora-

- Opisałam trochę więcej…-

- Opisałaś swoje fantazje czy rzeczywistość?-

Uniosła głowę, patrzyła na ocean- To ma jakieś znaczenie?- duży, biały ptak
przeleciał nad ich głowami.

- Myślisz, że nie ma?-

- Nie wiem, Luk. Pogubiłam się- wyznała szczerze- Nie krzywdzę innych, nie
kłamię a teraz jestem w samym środku bagna. Może mam dwie twarze, nie wiem-

- Lubię cię. Powinnaś była mi powiedzieć zanim ją tutaj przywiozłaś- poprawił czapkę
z daszkiem – Zawsze jest jakieś wyjście-

Spojrzała na niego- Nigdy nie bałeś się o czymś powiedzieć? – zdjęła okulary, Luk,
zrobił to samo.

- Bałem się-

- Jesteś dobrym człowiekiem, nigdy nie skrzywdziłeś kogoś nieświadomie albo
świadomie?-

- Skrzywdziłem-

- Nie chciałam tego…-

- Ja też wielu rzeczy nie chciałem – westchnął- Ale w życiu nie chodzi o to żeby
nie popełniać błędów tylko żeby umieć je naprawić, żeby wyciągnąć wnioski-
uśmiechnął się ciepło, dotknął jej nosa- Jesteś młoda, masz prawo do błędów-

Uwielbiała z nim rozmawiać, przez chwilę chciała mu powiedzieć o Elsie, powinien
wiedzieć! Ale czy aby na pewno miała prawo mówić mu o tak delikatnej sprawie?

- Dziękuję- szepnęła.

- Nie ma za co. Coś poradzimy na tą twoją siostrę- szturchnął ją, zamyślona prawie
spadła z ławki, roześmiała się- Musisz więcej jeść- żartował- Idę do dzieci-

- Posiedzę tu chwilę i zaraz przyjdę- ruszyła wolno w stronę wzburzonego oceanu.

nina_dobrev_south_beach_by_2micc-d6t0zwm

- Nicol?!- wrzasnął Paddy na widok brunetki- Puka się!- sięgnął po koszulę.

- Przepraszam- jęknęła – Luk,wrzucił mnie do wody i rozbiłam kolano!- kątek oka
dostrzegł jej skąpy strój.

Niechętnie obrzucił wzrokiem jaj zgrabne nogi, faktycznie z kolana lała się krew.

- Idź do recepcji!- odwrócił się, nie lubił krwi!

- Nie masz apteczki?!-

- Wyglądam na pielęgniarza?!- podniósł głos, patrzył przed duże, balkonowe okno.

- Strasznie mnie boli, pomożesz mi?-

Niechętnie odwrócił się, wziął ją pod rękę- Ok- warknął. Ta dziewczyna była
natarczywa, chwilami bezczelna i wciąż go prowokowała! Z każdym kolejnym
dniem upewniał się, że jest wręcz idealną kandydatką dla Jimma! No niczym
bliźniacy!

- Chyba dobrze układa ci się z Jimmem?- sam nie wiedział dlaczego wspomniał
o bracie.

- Zawsze może być lepiej- spojrzała na niego spod wachlarza gęstych, czarnych
rzęs.

- No tak- rozejrzał się- Ta Pani, rozbiła kolano- z ulgą pomógł jej usiąść- Zobaczcie
to- wskazał na brunetkę.

- Paddy, zaczekaj!- usłyszał jej głos, poirytowany przewrócił oczami. Od przyjazdu
sióstr, źle sypiał, był rozdrażniony! Odliczał dni do ich wyjazdu, zostały trzy!

Piętnaście minut później, podtrzymywał Niki, stojąc w windzie- Odprowadzę cię
do pokoju i zmykam! Za chwilę mam nagranie!- spojrzał na nią uważnie.

-Ok. Dziękuję-

- Spoko- sam nie wiedział co plecie, ta dziewczyna go irytowała!

Kiedy pomógł jej usiąść na łóżku, usłyszał- Jimmy, często o tobie mówi-

Nie chciał wdawać się z nią w dyskusje ale zatrzymał się, jakby czekał
na dalsze słowa. Mimo, że wciąż był wściekły na brata, brakowało mu go!

- Ma do ciebie żal…- zrobiła przerwę, oblizała usta- Za Dortmund, za twój
sukces…Czasem mam wrażenie, że za wszystko- patrzyła mu oczy.
- On czuje się gorszy, czuje potrzebę rywalizacji. Paddy, on, cię nienawidzi-

Patrick, wbił w nią wzrok, poczuł ucisk gdzieś w okolicy serca. Potarł dłonią
twarz. Jego relacje z bratem były trudne, często w złości coś przykrego sobie
powiedzieli, wiele razy dali sobie w twarz ale nigdy nie przestał go kochać!
Kochał Jimma z całego serca! Był jego starszym bratem…Tym co nie oglądał
się za siebie, tym który szedł pod prąd. Podziwiał go!

- Chciał się zemścić na tobie, ale przekonałam go żeby tego nie robił- chłonął
każde jej słowo – Obwiania cię o wszystko…-

- Dosyć!- przerwał jaj, wybiegł z pokoju. Trzasnął drzwiami w swoim apartamencie
i oparł się o nie. Jimmy, cię nienawidzi! Te słowa cholernie bolały! Kiedyś go
nienawidził! Angelo, też go nienawidził, być może i John! Ale to było kiedyś!
Dawno temu, teraz w końcu miał ze wszystkimi poprawne relacje, zapracował
na nie! Myślał, że wróci i w końcu się dogadają, wiedział od Leny, że Jimmy,
rozmawiał z nią i Elsą, że je odwiedza, pomaga. Więc skąd ta nienawiść?!

- Dlaczego?- zapytał cicho otwierając balkonowe drzwi.

- Bo jesteś cholernie głupi- usłyszał w odpowiedzi chociaż nie spodziewał się
jakiejkolwiek odpowiedzi. Zerknął na Luka.

- Co tutaj robisz?!- oparł się o balustradę. Fotograf nawet na niego nie zerknął.
Wspólnie dzielili apartament, ale od kiedy przyleciały dzieci Luka, przyjaciel
dzielił pokój z nimi.

- Zastanawiam się który z was jest głupszy…Jimmy czy ty? Obaj jesteście
beznadziejni, chyba macie to w genach. Nie znam mądrego Kelly- w końcu
na niego zerknął.

- O co ci chodzi?!- naskoczył na niego Patrick.

- Jimmy, rzuca wspaniałą kobietę dla jakiejś beznadziejnej karierowiczki a
ty- wycelował w niego palec- Masz najwspanialszą żonę na świecie i co
chwilę potykasz się o własne nogi lądując w ramionach jakiejś innej! Skoro
rozwiązując ci się sznurówki kup sobie buty na rzepy!-

- Możesz mi powiedzieć o co ci do cholery chodzi?! – Paddy, zmrużył oczy.

Luk,odstawił pustą szklankę na szklany,okrągły stolik,wstał. Spojrzał na muzyka
z góry- Nie lubię wygłaszać kazań, bo sam nie jestem święty…O Livię mi chodzi!-

Paddy, patrzył mu w oczy,nie odezwał się ani słowem- Nie myśl tak bo ci
żyłka na czole pęknie- Luk,minął go- Chyba coś was łączy?-

- Nic nas nie łączy-

- Na pewno?! A pamiętne urodziny?-

- Skąd o tym wiesz?- Paddy, odwrócił się, wbił wzrok w przyjaciela.

- Może już wszyscy o tym wiedzą? – Luk, skrzywił się i rozłożył ręce- Niki wie,
więc może i Lena już wie-

Patrick, poczuł  starach, mimo gorąca, czuł jakby zimny podmuch na szyi.

- Livia opisała wasze upojne chwile a jej siostra to przeczytała, szantażuje ją,
dlatego też ją tutaj gościmy- z każdym kolejnym słowem Paddy jakby się zapadał,
jakby spadał w jakąś przepaść- Nie wierzę, że nie opowie Lenie. Dziewczyna
leci na ciebie…-

- Między mną a Livią do niczego nie doszło- przerwał mu, usiadł na krzesło.

- Na pewno?! Bo jeśli byłeś pijany…To obstawiam, że ładnie nawywijałeś i niczego
nie pamiętasz!-

- Na pewno. Pocałowała mnie-

- A tobie się to podobało!-

- Przestań! Nie!- wrzasnął Paddy, poderwał się i zaczął krążyć po balkonie.

- Kelly, nie jesteś złym człowiekiem i wiem, że kochasz Lenę i jesteś jej wierny-
zaczął łagodnie Luk- Ale masz jakąś głupią cechę, że potrzebujesz uwielbienia,
że niby niczego nie robisz a jednak! Ta sprawa z Joelle…-

- Nie wyciągaj sprawy z Joelle!- Paddy, wściekł się.

- To była kiedyś normalna, fajna babka- Luk, drążył temat- Przez ciebie jej
odwaliło!-

- Naprawdę?!- muzyk wrzasnął zaczepnie.

- Tak! Bo nie potrafiłeś jej odciąć od was! -

- Wiedziała, że kocham Lenę i niczego od niej nie chcę! Wiedziała, że nic do
niej nie czuję!-

- Na pewno?! – fotograf przycisnął go do ściany- Wydaje mi się, że miała nadzieję!
Że ty jej tą nadzieję dałeś!-

- Zwariowałeś?!- Paddy, wyrwał się- Nie chcę tego słuchać! Spójrz lepiej na siebie!-

- Właśnie robię to! To ja karmiłem Olivię nadzieją! Podobała mi się! Nie twierdzę,
że było inaczej i wpadłem jej między nogi przez przypadek! – wbiegł za Paddym
do środka, zamknął za sobą szklane drzwi- Nie obrażaj się! – złapał go za ramię.

- Zostaw mnie!-

- Pamiętaj tylko o jednym!- zmusił go aby na niego spojrzał- Lena więcej ci nie
wybaczy! Niby nie zrobiłeś niczego złego…Ale chodzi o czas…Ona zbyt wiele go
straciła, zbyt wiele poświęciła!Nie wybaczy ci!- rzekł dobitnie, tak żeby otworzyć
przyjacielowi oczy- Będziesz widywał córkę dwa razy w miesiącu i takiej kobiety
już nie znajdziesz! Ona jest twoją siłą! Bez niej…Narobisz w gacie!- puścił go.

Paddy, stał w miejscu, ciężko oddychał- I co zrobisz? Pójdziesz do zakonu?
Zamkniesz się znów na kilka lat? Wyjdziesz jako jeszcze większy dziwak!-
Luk, założył czapkę na głowę- Idę na kolację a ty uderz się w pierś i zrób
porządny rachunek sumienia!- zostawił go samego.

17580105_1877098612568207_334145070_n

Patrick przez krótką chwilę miotał się po pokoju, w końcu opuścił hotel.
Miał dzisiaj dzień wolny, więc nie musiał udawać, że wszystko jest ok,
wybrał numer żony ale nie odebrała. Z butelką whisky w ręku ruszył
przed siebie, niedawno z Lukie, odkryli ustronne miejsce, właśnie tam
miał zamiar spędzić noc. Sam pod gołym niebem wsłuchując się w szum
oceanu. Tylko on, whisky i niebieska ławka. Im był bliżej tym jego plan
samotnej nocy oddalał się. Na ławce ktoś siedział! – Cholera!- zaklął.

Zatrzymał się i spojrzał na Livię! Każdego by się spodziewał ale nie jej!
Rozejrzał się, ciepły wiatr targał jego sterczące włosy- Hej- przywitał się.

- Hej- odpowiedziała nie patrząc na niego.

Nie chciał z nią rozmawiać, unikał jej, chciał zostać sam ale nie wypadało
tak po prostu iść dalej. Przysiadł się. Siedzieli pogrążeni we własnych myślach,
bez słowa podał jej butelkę, upiła solidny łyk. Jakiś wewnętrzny głos krzyczał,
że przesadza dzisiaj z alkohole, więc zagłuszyła go cierpkim smakiem whisky.
Mogło być jeszcze gorzej?

- Mogłaś mi powiedzieć…- sam nie wiedział dlaczego zaczął ten temat.

- Mogłam – westchnęła.

- Pójdzie z tym do Leny?-

- Pewnie tak- założyła kosmyk włosów za ucho.

- Aha-

W milczeniu obserwowali wzburzony ocean – Livia, dlaczego o tym napisałaś?-
w końcu spojrzał na dziewczynę- Sama mówiłaś, że do niczego nie doszło-

- Piszę pamiętnik od lat…To miało być tylko dla mnie. To moje wspomnienia-
odpowiedziała cicho.

- O czym tam napisałaś?- bał się odpowiedzi.

Co miała mu odpowiedzieć? Chciała o tym zapomnieć, nie wracać do tego.

- Mówiłaś, że do niczego między nami nie doszło?- podniósł głos- Więc co
tam opisałaś?- czuł, że zalewa go fala irytacji. Zrozumiał swój błąd, zrozumiał
co Luk miał na myśl- Nie skończyło się na pocałunku w kącik ust?- to nawet
brzmiało nierealnie, absurdalnie! Zacisnął powieki i czekał na odpowiedź Livii.

- Było coś więcej. To przez alkohol…-

- Całowaliśmy się…Tak normalnie-

- Tak-

- Dotykałem cię?-

- Tak-

Ukrył twarz w dłoniach…Przecież miał przebłyski wspomnień i ten sen! Wypierał
to ze świadomości! Nie chciał pamiętać! Uwierzył Livii bo tak było najwygodniej!

- I to wszystko opisałaś?!-

- Tak-

- Aha. Super!-

- Przepraszam! Wiesz, że niczego od ciebie nie chciałam! Pamiętałam  wszystko
ale wolałam skłamać! Nie chcę żebyś miał problemy!- zaczęła krzyczeć.

-  Wiem! Nie mam żalu!- również podniósł głos.

- Jeśli…Masz jakiś plan…Mogę skłamać…-

- Nie skłamię!- wstał, przeczesał dłonią włosy- Za kilka dni wracasz, nie
mów o niczym Lenie. Ja, jej powiem- spojrzał na dziewczynę.

- Ok- również wstała- Pójdę już…- sięgnęła po klapki i jasną chustę.

- Bardzo kocham  żonę, jest dla mnie wszystkim więc dlaczego to zrobiłem?-

- Czasem tak bywa…-

- Nie. Ja, nie zdradzam! Popełniam błędy, głupoty ale nie zdradzam!- był
na siebie wściekły.

Nie wiedziała co mogłaby jeszcze powiedzieć,dodać. Sama nie wiedziała
dlaczego to zrobiła ale podeszła do niego i mocno go do siebie przytuliła.
Nie odtrącił jej, tylko mocno do niej przylgnął, głaskał jej nagie plecy, wtulił
twarz w jej jasne, pachnące słońcem włosy.

- Nie chciałem się tobą zabawić, to nie tak…- chciał jakoś wytłumaczyć
swoje zachowanie.

- Nic nie mów- poprosiła cicho- Zastanów się co powiesz żonie, jeśli się dowie-

- Prawdę- spojrzał na dziewczynę- Wracajmy do hotelu- objął dziewczynę.

- Chyba miałeś inne plany- zerknęła na niego, również go objęła- Ławka już
jest wolna- odwróciła głowę. Mała, niebieska, pośrodku plaży, na wprost oceanu.
Jakby ktoś postawił ją tutaj przez przypadek,albo o niej zapomniał. Jakby
postawił ją sam Bóg.

- Zmieniłem je- na jego twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu- I tak
niczego nie wymyślę- mocniej ją do siebie przytulił, jakby nie świadomie.
- Po powrocie opowiem wszystko Lenie, musi mnie zrozumieć, pogadam
też z Jimmem-

- Ja nic nie powiem, niech od ciebie się dowie- potarła dłonią jego plecy.
Ruszyli objęci w stronę zachodzącego słońca.

…………

Paddy wraz z Livią zatrzymali się przy barze niedaleko basenu, Luk, podszedł
do nich, dzieci wtuliły się w blondynkę. Muzyk, pożegnał się i wszedł do hotelu.
Nicol, która obserwowała ich z balkonu, weszła do pokoju, zatrzymała się przed
podłużnym lustrem- Dlaczego ona a nie ja?- nie rozumiała. Naprawdę nie rozumiała!
Jej siostra była cicha, nudna, nijaka…I to właśnie ją zauważył sam Paddy Kelly!
A ona? Od kilku miesięcy użerała się z Jimmem! Który nawet nie był marną kopią
Patricka! Musiała przyznać, że polubiła go, uwielbiała seks z nim, potrafił ją
podniecić, rozśmieszyć, zaciekawić. Lubiła słuchać jak gra, śpiewa. Ale to
nie on był jej celem! Idolem! Nie jego pragnęła! Od życia chciała czegoś więcej!
Zasługiwała na to! Spojrzała na siostrę która stanęła w drzwiach. Patrzyła jak
szuka czegoś w szufladzie, jak spina włosy i kieruje się do łazienki. Poszła
za nią- Wyjdź! Chcę wziąć prysznic!- zakomunikowała blondynka.

- Widziałam cię z Paddym!-

- Nie zaczynaj-

- Kto by pomyślał…Święta, niewinna Livia- oparła się o umywalkę- Takie są
najgorsze!-

- Nie wtrącaj się!- dziewczyna spojrzała na siostrę- Odpuść! Ok?-

- Mam odpuścić bo ty tego chcesz? Chcesz go tylko dla siebie?- świdrowała
ją wzrokiem.

- Nie gadaj głupot! On ma żonę! I nikogo nie chcę!- Livia, odkręciła wodę.

- Sprytna jesteś…Wyeliminowałaś Anię, Lena, pewnie go zostawi…A może
jest już przyzwyczajona do jego wybryków! Te małżeństwo to pewnie ściema!-

- Może zajmij się Jimmem?- Livia, podniosła głos- I wyjdź z łazienki!- wypchnęła
ją z pomieszczenia. Z ulgą przekręciła klucz, rozebrała się i weszła do wanny.
Czuła się fatalnie…Gdyby spojrzeć na to z boku, Niki, miała swoje racje. To przez
nią,Paddy, będzie miał kłopoty. Naprawdę nie chciała tego! Nie w ten sposób!
Przemyła twarz wodą, byłoby łatwiej gdyby nie poznała jego żony, a tak? Zacisnęła powieki i zsuwała się niżej i niżej aż woda ją zakryła.

…….

- Nicolo!- brunetka, odwróciła się. Paddy, szedł w jej stronę, uśmiechnęła się.

- Porozmawiajmy!- złapał ją za łokieć i wciągnął do swojego apartamentu.

- Nie tak ostro…- zaśmiała się gardłowo, opadła na łóżko.

- Wstań- poprosił.

- Dobrze mi tu- przeciągnęła się, pościel pachniała nim, zamknęła powieki.

- Wstawaj!- szarpnął nią- Wiem o wszystkim!- zobaczyła gniew w jego oczach.

-Czyli o czym?- zrobiła zaskoczoną minę.

- O pamiętniku Livii-

- A o tym- odwróciła się na pięcie. Zastanawiała się jak to rozegrać? Czy w końcu
wyjawić swoje uczucia, zaszantażować go? Czy postawić Livię w złym świetle?
- Tak, przeczytałam go. Wiem o was- spojrzał na muzyka.

Roześmiał się, był to nerwowy śmiech- Nie ma żadnych NAS! Ja, mam żonę!-

- Więc w pamiętniku pisała o tobie i żonie?- uśmiechnęła się litościwie.

- Nie!- wrzasnął- Ale to moja sprawa! Na pewno nie twoja!- minął ją, wyszedł
na balkon.

- Masz rację, to nie moja sprawa więc po co mi o tym mówisz?- usłyszał jej
głos za swoimi plecami.

- Bo ją szantażujesz! Spróbuj pisnąć choć słówko Lenie! Tylko spróbuj!- rzekł
mściwie- Ja, jej powiem!-

Zachciało jej się śmiać- Nie powiem- rzekła z przejęciem- Nie szantażuję
nikogo!-wbił w nią wzrok.

- Dlaczego miałabym pójść z tym do Leny?- zapytała, zmieszał się.

- Masz rację to nie moja sprawa- usiadła na krześle- Ten wpis mnie zaskoczył…
Chociaż znając Liwię…  Ona, cię kocha. Zakochała się w tobie, jeśli ktoś miałby
to pokazać to tylko ona. Co ja bym z tego miała?- sprawiała wrażenie szczerej.
- Jestem z Jimmem, on nie ma żony- założyła nogę na nogę – Nic mi do twojego małżeństwa- zakończyła- Więc daruj sobie groźby, to twoja sprawa z kim sypiasz- wyglądała na zdenerwowaną,wstała- Pójdę już- podeszła do drzwi, maskowała
uśmiech- Myślałam, że masz lepszą intuicję do ludzi- zerknęła na niego- I jeszcze
jedno. Nie obwiniaj mnie o całe zło tego świata, to nie ze mną zdradzasz żonę,
nie ja opisuję pikantne sceny w pamiętniku. Wystarczy być w porządku, wtedy nikt
nic na ciebie nie ma- zamknęła za sobą drzwi.

Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ścianę, bardzo powoli opadł na krzesło.
Miał mętlik, czuł, że coś nie gra, albo raczej, że został wciągnięty a jakąś grę
w której nie zna zasad. Już sam nie wiedział której z sióstr powinien uwierzyć.
Nie znał ich tak naprawdę! W jednym Niki miała rację, sam sprowokował tą
sytuację w której się znalazł! Gdyby do niczego między nimi Livią nie doszło,
dzisiaj nie byłoby problemu! Sięgnął po telefon, wybrał numer żony, nie odebrała.

76585209

Jimmy, jechał wolno, dużo wolniej niż nakazywały znaki drogowe. Rozglądał
się, podziwiał. Ettal. Uwielbiał tu wracać, kiedyś uwielbiał tu mieszkać,
spacerować, żyć! Ale właśnie od tego ”kiedyś” postanowił się odciąć, iść
dalej, nie dzielić niczego z bratem. Nie odwracać się za siebie. Ale od
rozmowy z Cleo, przeszłość uderzyła go niczym bumerang który zatacza
koło i wraca! Wspominał, rozpamiętywał…Był pewien swoich uczuć do Niki,
ale musiał porozmawiać z byłą dziewczyną, wyjaśnić, nie chciał żeby aż tak
źle go oceniała! Od Leny, dowiedział się, że Cleo zostaje w Niemczech do
niedzieli, dzisiaj była sobota…Bił się z myślami, po drodze kilka razy się
zatrzymywał, raz nawet zawrócił ale mimo wszystko dotarł na miejsce.
Zatrzymał się przed wąską, kamienistą uliczką, uchylił okno. Zaciągnął się
świeżym, górskim powietrzem, wysiadł z samochodu, ruszył przed siebie.
Na podjeździe stał samochód Cleo, czyli była w domu! Co jej powie? Jego
uwagę przykuł drugi samochód, wiedział do kogo należy! Zatrzymał się,
zza gęstych zarośli obserwował jak roześmiana Cleo, wybiega z garażu,
ciągnąc za sobą równie radosnego Bastiego! Zatrzymali się przy dużej
doniczce,coś jej tłumaczył. W ręku trzymał niebieski sekator, jego sekator!

Zatrząsł się ze złości! Ralp nosił jego kapcie, Basti, używał jego narzędzi!
-Banda nieudaczników!- pomstował pod nosem.

Już chciał oddalić się ale zauważył, że brodaty muzyk żegna się i wsiada do
samochodu. Cleo, stała i machała, machała nawet wtedy kiedy granatowy pikap
zniknął. Wyglądała na…Szczęśliwą. A co jeśli nigdy o nim nie zapomniała?
Jeśli przez ten cały czas…Idiota! Skarcił samego siebie! Cleo, jak nikt inny
miała prawo do szczęścia!

Ruszył boczną ścieżką, stanął za jej plecami, pochylała się nad donicą.

- Uśmiech nie schodzi ci z twarzy- usłyszała głos Jimma, prawie straciła
równowagę, ale uchronił ją przed upadkiem.

Każdego by się spodziewała ale nie Jimma! Nie spojrzała na niego, dalej
przesadzała kwiaty- Co tutaj robisz?-

- Chciałem porozmawiać przed twoim wyjazdem-

- O Niki? Sam ją zapytaj- sięgnęła po worek z ziemią.

- Nie chodzi o Niki. Ufam jej- sekator wypadł jej z rąk, ale szybko odzyskała
fason- Źle mnie oceniłaś…-

Roześmiała się- Naprawdę,Jimm?- wstała i odwróciła się- Ok, w takim razie
źle cię oceniłam. Przepraszam. To wszystko?- skrzyżowała dłonie.

- Cleo…-

- Posłuchaj mnie Jimm…Mówiłam szczerze. Tak to widzę, ale to tylko moje
zdanie. I od samego początku dobrze cię oceniłam! Od samego…Tylko chciałam
się mylić! Bardzo chciałam, ale no cóż…Życie- wzruszyła ramionami.

- I co jesteś teraz z nim?- nie wytrzymał i zapytał. Zapomniał w jakim celu tu
przyjechał!

- Nie zasługuje na niego. Kiedyś bardzo go skrzywdziłam…Wtedy myślałam,
że robię to w imię czegoś wielkiego…Pomyliłam się. To był  największy błąd
w moim życiu- patrzyła mu w oczy- Czy to już wszystko? Jimmy?- minęła go.

Stał i gotował się ze złości! Po raz kolejny wymierzyła mu siarczysty policzek!

- Ja, jestem tym błędem?!- wrzasnął- Ja?!- złapał ją za łokieć.

-Oczywiście,że ty!-

Pociągnął ją, wpadła wprost w jego ramiona, chciała się wyrwać ale nie pozwolił
jej na to- Tylko mnie dotknij!- syknęła, czuła jego oddech na swoim policzku…

Rozdział 259 – It Hurts To Love Sometimes

200_s

-Zatrzymaj się!- zaalarmowana Lena, zerknęła na przyjaciółkę-  Zatrzymaj się!- wrzeszczała Elsa, zaczęła szarpać pasy i otwierać drzwi.

Przerażona szatynka, zjechała na pobocze, niedaleko ich mostu- Elsa!- wrzasnęła.

Blondynka, prawie wypadła z samochodu, potykając się i płacząc biegła przed
siebie, w stronę rzeki, w stronę mostu.

- Elsa!- Lena, zaczęła biec za nią- Elsa!- w końcu ją dogoniła- Co się dzieje?!-

- Zostaw mnie!- odepchnęła ją i zaczęła biec, z bólu przygryzła usta, poczuła
metaliczny smak. Wbiegła do wody. Przypominała zranione zwierzę, które ucieka
na oślep przed zagrożeniem.

- Elsa!- Lena, podążyła za przyjaciółką wprost do zimnej wody, złapała mocno
blondynkę, przytuliła ją.

- Kochana, co się dzieje?- delikatnie nią potrząsnęła, objęła dłońmi jej wciąż jeszcze
posiniaczoną twarz- Spójrz na mnie-

- Jestem w ciąży- wyrzuciła z siebie, zatkała dłonią usta, w ostatniej chwili zdążyła
się odwrócić. Upadła do wody, zanurzyła twarz.

- Boże, Elsa!- Lena, również uklękła, nie czuła chłodu, zimna- Co ty chcesz zrobić?-
szarpnęła ją.

- Nadszedł moment żeby się poddać- blondynka szlochała-To właśnie ta chwila-

-Kochana, co ty mówisz? Poradzimy sobie! -

Blondynka wpatrywała się w swoją obrączkę pod krystalicznie, czystą wodą,
zanurzyła twarz, woda była zimna, czuła ulgę.

Lena, przyciągnęła ją do siebie- Przejdziemy przez to razem- kołysała ją w
ramionach.

- Tydzień wcześniej kochałam się z Lukiem…Tydzień przed…- zacisnęła powieki.

Lena, spojrzała na nią- To na pewno dziecko Luka!-

-  A co jeśli…-

- Nie wypowiadaj tego na głos, nie mów o tym! Nawet tak nie myśl- rzekła pewnie.

- Niczego nie pamiętam…Miałam spotkać się z inwestorem…-

- Tym inwestorem?!-

- Nie. Ktoś inny. Pojechałam…- szlochała- Pamiętam, że ktoś złapał mnie za
włosy i uderzył głową w ścianę…Chyba zemdlałam…Później pamiętam krew,
wszędzie była krew, ból, nie widziałam go…- wbiła zęby w zaciśniętą pięść.
-Nie chciałam widzieć, czuć…Chyba zemdlałam…Obudziłam się w szpitalu-

-Musisz złożyć zeznania, znajdziemy…-

- Nie chcę!- Elsa, wybuchła płaczem- Nie chcę do tego wracać!- poczuła
przeraźliwy chłód, lodowata woda przynosiła jej ulgę.

- Musisz!- Lena, podniosła głos.

- Nie chcę znów przez to przechodzić!- zaprotestowała blondynka- Nie chcę!-
jej krzyk niósł się echem.

- Jedziemy do domu- szatynka z trudem wstała ale straciła równowagę. Jej ciało
było wręcz sztywne z zimna! Zaczęła się trząść z zimna i szczękać zębami.
- Boże, Elsa, wstawaj!- nieudolnie szarpnęła przyjaciółkę- Będziemy chore!- kichnęła.

- Nie chcę stracić swojego życia! Nie chcę! – szlochała- Chcę zapomnieć!- powtarzała
niczym w amoku- Dam radę zapomnieć!- Lena, ciągnęła ją w stronę auta.

- A jak mam zapomnieć będąc w ciąży?!- wyrwała się i upadła na kolana- No jak?!-
wbiła dłonie w ziemię, Lena, z trudem postawia ją na nogi.

- Jedziemy do domu, tam porozmawiamy!- pomogła wsiąść Elsie, do samochodu,
sama zanurkowała w bagażniku w poszukiwaniu koca. Szarym okryła przyjaciółkę,
w beżowy sama się zawinęła- Boże, musimy dojechać do domu- szepnęła,  zerknęła
na szepczącą coś pod nosem blondynkę- Obojętnie co postanowisz, będę cię
wspierać!- mocno uścisnęła jej lodowate dłonie- Obojętnie co- podkreśliła, Elsa,
spojrzała na nią pustym wzrokiem – Nie stracisz swojego życia. Obiecuję, ale teraz musimy jakoś dojechać do domu!- próbowała opanować drżenie rąk.

beauty-2016-02-rachel-mcadams-brunette-main

Jimmy, słysząc dzwonek powędrował otworzyć i wrzasnął- Cleo?!-

- Jimmy?!-

Oboje stali zaszokowani w drzwiach i jednocześnie wypowiedzieli swoje imię.

Cleo, przerwała ciszę- Ja, do Leny. Miałam tutaj przyjechać- wyjaśniła, próbowała
zapanować nad drżeniem głosu.

Muzyk, zerknął za siebie- Lena, faktycznie tutaj mieszka od jakiegoś czasu ale
nie ma jej- spojrzał na kobietę w drzwiach.

- Aha-

- Pojechała z Elsą do lekarza. Ja , pilnuję Niny- uchylił szerzej drzwi- Wejdź-

- Eeee nie. Przyjadę później- nerwowo poprawiła pasek od skórzanej torebki.

- Możesz zaczekać, powinny już być- zerknął na zegarek- Już jakiś czas temu
powinny być- sprecyzował.

Chciała jak najszybciej oddalić się od tego domu, nie patrzeć na niego, nie czuć
tego co starała się każdego dnia tłumić w sercu, ale też nie chciała żeby wiedział
co czuje, że dalej cierpi, że ucieka- Ok- usłyszała swój głos, niepewnie weszła.

- Kawy? Herbaty?- zawołał z głębi salonu, wziął Ninę na ręce, pocałował ją.

- Może być kawa- rozejrzała się. Jakoś dziwnie było w tym domu, szaro, cicho,
ciemno. Jakoś inaczej! Rzuciła torebkę i beżowy płaszcz na fotel- Pogodziłeś się
z Leną?- bardziej stwierdziła.

- Tak. Zerkniesz na nią?- zapytał po czym udał się do kuchni. Czyli wiedziała
co zaszło między nim a szatynką, było mu jeszcze bardzie wstyd!

Po chwili wrócił z kubkiem w prawej ręce i mlekiem w lewej- Proszę- postawił
na stole- Dalej nie słodzisz?- rozejrzał się za cukierniczką.

- Dalej- odpowiedziała nie patrząc na niego, zabawiała Ninę, która bawiła się
w kojcu na środku salonu- Jest śliczna i coraz bardziej podobna do taty-
uśmiechnęła się ciepło.

- Czy ja wiem…- Jimmy, podał dziewczynce kolorową piłkę- Raczej do wujka…-
wyrwało mu się.

Cleo, przewróciła oczami- A wujek, przepraszam do kogo jest podobny? Do
swojego brata, który jest jej ojcem! Jest podobna do Was, do Kelly!- wstała
poirytowana.

- Aaaa…No w sumie tak!- wyprostował się dumnie- Tak, tak- kiwnął głową.

Poruszał grzechotką przed oczami dziewczynki ale kątem oka obserwował Cleo,
zmieniła się! Ciemny kolor włosów, które sięgały ramion, luźna bawełniana, jasna
sukienka, czarne, grubsze rajstopy,delikatna biżuteria…Wyglądała ładnie,
kobieco, zmysłowo…Odwrócił wzrok. Kretyn! Wyglądała na pewno inaczej!

- Gratuluję sukcesu!- usłyszał jej pewny głos, wręczył Ninie grzechotką i wstał.

Oparł się o drugi koniec stołu- Dziękuję- odpowiedział- Sukces nas zaskoczył-

- Naprawdę?- Cleo, roześmiała się.  Zauważył, że zdziwiona, uniosła brew,
poprawiła włosy za ucho- Podpisaliście kontrakt z Universal, wszystko było
dokładnie zaplanowane, to dobra firma, świetna promocja- westchnęła,wiedział
co ma na myśli- Ma być płyta to i trasa będzie- odstawiła filiżankę- Jak ty to
mówiłeś…- zamyśliła się – Sprzedaliście się wytwórni!- wskazała na niego.
- Nie udało się ze mną, czyli Sony, to Universal!-

- Nie ironizuj- westchnął- Nie chodzi o mnie, chodzi o zespół. Kelly Family
to…Wielka sprawa, wielki powrót, szał fanów, ktoś musiał się tym zająć-
uniknął jej wzroku.

- Wszystko rozumiem, ale, że ty wracasz na wielką scenę, całe to szaleństwo,
promocja, sesje, wywiady, duża kasa- zrobiła przerwę- Nawet jakoś tak odmłodniałeś-
uśmiechnęła się z ironią- Jeszcze chwila i pożyczysz spodnie które nazywasz
legginsami od brata-

- Przestań!- wrzasnął, zerknął na Ninę, która wbiła w nich swoje, duże, granatowe
oczy.

- Szczerzysz się na pierwszym planie- kontynuowała- Zaśpiewasz też jego wersje?!-

Z wrażenie otworzysz usta, ale zaraz je zacisnął- Jeśli cię zdenerwowałam to już
pójdę, nie chcę żebyś…Wpadł w szał- powiedziała robiąc przy tym słodką minę.

- Dlaczego to robisz?- zapytał cicho.

- Ale co?- odwróciła się- Od kiedy cię znam jedziesz po Paddym za Sony.
Wbijałeś mi do głowy, że prawdziwą muzykę gra się na ulicy, że nigdy nie
wrócisz na wielką sceną- podchodziła coraz bliżej- Śmiałeś się z brata,
krytykowałeś mnie za moją pracę i co?- była tak blisko,że czuł zapach jej
perfum, jej oddech na twarzy- I co Jimmy Kelly?- intensywnie wpatrywała
się w jego oczy- Skoro złoto leży na ulicy to po co ci na koncie?- pierwszy
odwrócił wzrok, podszedł do okna. Zabolały go jej słowa.

- Żeby było jasne…Pochwalam waszą decyzję, trzymam za was kciuki!
Od zawsze mówiłam ci, że się marnujesz…-

- Dlaczego to robisz?!- spojrzał na nią z wyrzutem- Chodzi o Niki?- skrzyżował
ramiona.

Tym razem to ją zabolało,ale nie dała tego po sobie poznać- Niki?- zapytała.
- A Nicol!- klasnęła w dłonie- Chodzi o twoją dziewczynę która teraz jest w
Afryce od rana do wieczora uwieszona na twoim bracie!- widziała jak zmienia
mu się wyraz twarzy- O tej Niki, mówimy!- kiwała głową- Nie, nie chodzi o nią!-
rzekła z udawanym smutkiem- Owszem zabolało mnie, że masz kogoś ale
to co zobaczyłam przez kilka dni w Kapsztadzie, wystarczyło mi. Nie chodzi
o nią, Jimm- zapewniła go- Jeśli już mówimy o Niki, to żal mi cię-

- O czym ty mówisz?!- doskoczył do niej, przestraszyła się.

- Dotknij mnie a zgłoszę cię na policję!- syknęła mijając go- Mnie możesz nie
wierzyć ale zapytaj Luka, albo kogokolwiek z ekipy!- sięgnęła po kurtkę.
- Zaczekam na Lenę w hotelu- ruszyła w stronę drzwi, nie zdążyła wyjść bo
do środka wpadła przemoczona Lena ciągnąc za sobą bladą, mokrą i zapłakaną
Elsę.

- Cleo?!- szatynka zatrzymała się na widok kobiety.

- Byłyśmy umówione- wydukała.

- Przepraszam- jęknęła- Zapomniałam! Daj mi godzinę! Nie pytajcie o nic!-
uprzedziła ich pytania- Gorąca kąpiel i coś ciepłego do picia!- ruszyła w stronę
swojego pokoju połączonego z łazienką. Jimmy, bez słowa pomógł blondynce
wejść na górę. Cleo przez chwilę stała w bezruchu, ten dom…Odłożyła kurtkę,
uśmiechnęła się do Niny, która szarpała misia za ucho. Potarła ramiona, w
skupieniu rozejrzała się, ten dom miał duszę. Tak samo jak dom w Etall.

Tutaj zawsze coś się działo, większe bądź mniejsze tragedie, radości
rozgrywały się właśnie w tym domu. Tutaj ciągle ktoś się wprowadzał,
pukał do drzwi. W zależności od nastroju właścicielki domu, albo tętnił
życiem albo pogrążał się w żałobie. Te ściany nie jedno widziały, słyszały…

- To głupie- szepnęła, skierowała się w stronę kuchni, nastawiła wodę,
otwierała szafki w poszukiwaniu miodu gdy do kuchni wszedł Jimmy, z
górnej półki wyjął butelkę z rumem.

- To będzie dobre- podał jej ale nie wzięła od niego zielonej butelki.
- Aaaa zapomniałem-  cofnął dłoń, z szafki wyjął dwa kubki.

- Nie o to chodzi!- warknęła zła- Nie piję. Nie jestem z tobą, nie piję, nie mam
problemów,nie muszę kłamać. Nie muszę uciekać w alkohol- wyrzuciła z siebie.

Pożałowała tych słów, to było nie potrzebne- Nie o to chodzi- szepnęła.

- Jestem umówiony z Patricią- chrząknął- Pójdę już, zajrzyj do Niny, Lena
zaraz przyjdzie- odwrócił się.

- Jimmy…-

- Nie chcę się spóźnić…W końcu się sprzedałem- potarł palcem czoło- Sama
najlepiej rozumiesz- miała wrażenie, że zajrzał jej w głąb duszy- Cześć!-

- Cześć- powiedziała kiedy trzasnął drzwiami. Zalała wrzątkiem herbatę, schowała
rum, wycisnęła cytrynę i dodała imbiru. Z mała tacką weszła do salonu, w którym
Lena, zabawiała córkę.

- Dziękuję- spojrzała na menedżerkę- I przepraszam, zapomniałam- przytuliła Cleo.

- Nie ma sprawy-

- Zamówimy obiad, nie mam siły gotować a zaraz umrę z głodu- rzekła szatynka
okrywając się kocem.

17458181_1319063524851603_8776387797847222120_n

- Jimmy, jeśli to ma tak wyglądać…- chrząknął Angelo znad swoich zapisków.

- Masz jakiś problem?- zapytał łagodnie John, odkładając gitarę.

- On ma na drugie problem- podsumował Joey.

- Nie mój dzień- Jimmy, nie chciał się kłócić- Ale mamy wybrane piosenki?-
zerknął na rodzeństwo.

- Mamy- zgodziła się z nim Kathy.

- Kwestia An Angel…- usłyszeli głos Patricii, do salonu wszedł Denis z tacą na
której stały wąskie kieliszki i nalewka.

- Jak zwykle masz dobre wejście!- zarechotał Joey- Masz tu monitoring, że
wiesz kiedy chce nam się pić?- pozostali wybuchli śmiechem- Wielki brat
patrzy!-

- Jest dobrze wychowany- Patricia cmoknęła policzek męża.

- Emma zaśpiewa- rzekł poważnym tonem Angelo- To niesamowite uczucie,
że właśnie tę piosenkę po tylu latach zaśpiewam z córką…-

- Ale bez tkliwych opowieści!- przerwał mu Jimmy, sięgnął po kieliszek- Opowiesz
o tym w jakimś wywiadzie. Więc kwestię tego szajsu mamy obgadaną!- uniósł
kieliszek- Zdrowie!-

- To cudowne uczucie…Marzyłam o tym, modliłam się żebyśmy tak siedzieli
razem, wspólna trasa- Patricia, otarła łzę.

- Tak, to cud!-podsumował John.

- Też się nie masz o co modlić!- fuknął Jimm,ale objął siostrą- O pokój na świecie
się pomódl! I jaki cud?- zerknął zadziornie na Johna- Cud to będzie jak Joey nie
zapomni tekstu!- parsknął śmiechem.

- Albo rzuci się w tłum!- rechotał Angelo, opróżniając kieliszek.

- Brakuje Patricka i Maite- westchnęła Patricia opierając głowę o ramię brata.

- Maite, dołączy- rzekła pewnie Kathy- Dortmund okazał się sukces, myślę, że
płyta się sprzeda…Wtedy pomyślimy o trasie, dołączy- rozejrzała się za Denisem
z nalewką, uniosła kieliszek.

- Paddy,też dołączy- wszyscy spojrzeli na Joeya.

- Doznałeś cudownego objawienia?- zapytał ze sarkazmem w głosie Jimm.

- Porozmawiam z nim jak wróci z Japonii- chrząknął Angelo.

- Z Afryki! Z Afryki,durniu!- śmiał się Jimm- Co za idiota! Co on by w Japonii
robił? Chyba udawał gejszę!- reszta też zaczęła się śmiać.

- Jeśli się zdecyduje to pewnie będzie chciał wiele zmienić- John, spojrzał na
rodzeństwo- On idzie w odwrotnym kierunku niż Kelly Family-

- Powiedział ten co wymachuje mieczem na scenie- wyrwało się Jimmowi.
- John,wiesz,  że cię kocham!- posłał mu całusa- Nie ma co gdybać! Paddy,
nie wróci!- klasnął w dłonie- Denis, polej!-

- Słuchajcie ale i tak musimy nagrać An Angel w dwóch wersjach, Emma, nie
pojedzie z nami w trasę!- Patricia, sprowadziła ich na ziemię.

- Dlaczego wciąż wałkujemy akurat tą piosenkę?! – wrzasnął Jimm.

- To może Thunder?- zapytał zaczepnie Angelo.

- Nie! Nie lubię tego, źle mi się kojarzy!- zaprotestował- Ok, nagrywajcie i
w trzech wersjach, ja nie śpiewam tego! Tak samo Alien! – przewrócił oczami.
-Podzielcie się jakoś i dajcie mi znać- przeciągnął się- Zjadłbym się!- zrobił
słodki uśmiech w stronę siostry.

- Denis! Włącz piekarnik!- wrzasnęła- Tak myślałam i przygotowałam obiad-

- Czyli przerwa!- ucieszył się Joey.

-Ok, mamy wybrane piosenki na płytę, od jutra nagrywamy?- spojrzał uważnie
na rodzeństwo.

- Ok- zgodzili się chętnie.

- I to jest prawdziwy cud! Ktoś powinien to nagrywać! – Joey zanosił się ze śmiechu.
- Jaka zgoda,harmonia,no cuda! Cuda!-

- Kiedyś na hasło, nagrywamy, też działy się cuda- śmiała się Patricia, biorąc
Kathy pod rękę.

- Najbardziej wkurzająca była Maite – Angelo, przewrócił oczami.

- I Paddy,Pan Doskonały- Jimmy podzielił się swoim zdaniem.

- Pan Dobra Rada!- przypomniał mu John.

- Jimmy! – Patricia, pogroziła mu- Najgorszy to byłeś ty! Nie mówi się o
nieobecnych!- upomniała brata, w odpowiedzi pokazał je język.

Kiedy dwie godziny później, Angelo zamknął za sobą drzwi jako ostatni, Patricia
opadła na kanapę w salonie, obok Jimma, dotknęła jego dłoni- Co tam?-

- Nic- Jimmy, ujął dłoń siostry- Czasem dobrze mi tu- zamyślił się.

- Możesz tu zostać- rzekła łagodnie.

- Czasami omijam ten dom szerokim łukiem, potrafisz być straszną jędzą-
szturchnęła go- A innym  razem, uwielbiam tu być. Myślę wtedy o naszej rodzinie
o rodzicach. Ten dom…Przypomina mi o rodzicach. Twój i od Angelo- uśmiechnął
się- Trochę wam zazdroszczę- zrobił śmieszną minę- Dom, rodzina, ciepło,
dobry obiad…-

- O ten obiad ci chodzi- zaśmiała się.

- Najbardziej!-

- Jimmy, też mógłbyś mieć taki dom-

- Chyba nie…Najlepiej czuję się u Elsy. Czasem mam wrażenie, że tam jest
mój dom. Ten dom odzwierciedla moje życie i to jest straszne!- silił się na żart.

-Co się dzieje?- Patricia, usiadła wygodniej, spojrzała w oczy brata- Co się
dzieje Jimmy?- zapytała łagodnie, dotknęła jego włosów.

- Boję się, że się pomyliłem…-

Patricia, milczała, czekała na dalsze słowa brata- Nawaliłem…Nie po raz
pierwszy- zaśmiał się gardłowo- Czekam na powrót Patricka, tęsknię za
nim…Chcę się z nim pogodzić. Chyba nie ma osoby której bym do siebie
nie zraził…Nawet Lenę, Elsę…-

- Jimmy, ale chyba nie o Patricka chodzi…-

- Nie- uśmiechnął się.

- Jeśli chodzi o Nicol, to popełniłeś błąd…-

- Skąd wiesz?- spojrzał na siostrę.

- Po prostu wiem to-

- To samo mówiłaś o Ninie-

- Pomyliłam się- westchnęła, poprawiła poduszkę- Ale tym razem się nie
mylę. Jimmy, doceń to co masz, przestań szukać…-

- A co mam?- przerwał jej.

- Masz nas, rodzinę, dzieci…Masz bardzo dużo,doceń to w końcu-

- Zakochałem się w niej. Chciałem  żeby tym razem  było inaczej. Chciałem
się odciąć, zacząć od początku i w końcu nie dzielić niczego z Paddym-
wyznał cicho, Patricia, przytuliła go.

- Jimmy, przestań w końcu z nim konkurować. Nie musisz tego robić-

- A co jeśli się pomyliłem?- od kilku godzin zadawał sobie to pytanie.

 

images (10)

Lena leżała w ciemności ze wzrokiem wbitym w sufit. Przypomniała sobie o liście.

Bardzo powoli wstała, stopami dotknęła grubego dywanu, zapaliła lampkę, wstała.
Zerknęła na komórkę, spała dwie godziny! Zarzucając na siebie sweter, wyszła z
pokoju, w salonie zastała Cleo pochyloną nad łóżeczkiem- Zasnęła- szepnęła.

Szatynka ziewnęła- Boże, Cleo, bardzo się przepraszam za dzisiaj i dziękuję za
pomoc przy Ninie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam- tłumaczyła się- Koszmarny
dzień- chciała się napić, ale nie chciała tego robić przy koleżance. Do wąskiej
szklanki wlała pomarańczowy sok- Elsa, śpi?-

- Nie byłam na górze- odpowiedziała szatynka- Chyba tak-

- Zajrzę do niej i zaraz wracam- napełniła drugą szklankę i poszła na górę.

Pół godziny później, siedziały w sypialni blondynki. Cleo, patrzyła na Lenę,
która kładła córkę do łóżeczka, w pokoju panowała ciemność ale i tak
widziała twarz Elsy. Była przerażona, ale o nic nie pytała. Siedziała na
kanapie która kompletnie nie pasowała do wystroju sypialni,widać było,
że ktoś ją tutaj niedawno wstawił.

- Śpi- szepnęła Lena- Wyjątkowo grzeczna jest dzisiaj i tak wcześniej
zasnęła. Brawo ciocia!- posłała uśmiech menedżerce- Potrzebujesz czegoś?
-usiadła na łóżku obok przyjaciółki.

- Nie-

- Elsa, bardzo mi przykro…- szepnęła Cleo,wypadało coś powiedzieć, chciała
już wracać do hotelu, ale nie mogła tak po prostu wyjść. Elsa, była w fatalniej
formie, jej czoło pokrywały opatrunki. Nie lubiła jej ale nie życzyła jej źle.
- Gdybym mogła jakoś pomóc, coś dla ciebie zrobić…-

- Powinnaś się cieszyć…W końcu dostałam za swoje- usłyszały cichy głos.

- Elsa- szepnęła Lena.

- Elsa, nie mam się z czego cieszyć! Nigdy nie życzyłam ci źle i naprawdę
jest mi bardzo przykro!- zapewnił Cleo- Luk, nie wie, że jesteś aż w tak
fatalnym stanie!-

- I niech tak zostanie- poprosiła- Jak moje dzieci?-

- Są zachwycone Afrykę, pod stałą ochroną. Widziałam się z nimi tylko
trzy dni, bo musiałam wracać, jutro mam ważne zebranie w Sony- relacjonowała.

- Kiedy wracasz do Kapsztadu?- zapytała Lena.

- Za cztery dni- usiadła wygodniej- Zdziwiła mnie obecność Nicol-

- Jakiej Nicol?- Lena, spojrzała na kobietę.

- Nicol, siostra Livii- patrzyła na przyjaciółki.

- Nicol, jest w Afryce?!- Elsa, podniosła głos.

-Tak, razem przyleciały- odpowiedziała.

- Wiedziałaś o tym?!- blondynka spojrzała na Lenę, ta zaprzeczyła.

- Nie mówię tego dlatego, że…Ona jest z Jimmem, ale…To dziwna osoba-

- Nie musisz nam tego mówić!- Elsa, zakryła się kołdrą- Jest coraz gorzej!-

Lena, milczała, próbowała zebrać myśli. Nicol, Livia, list…- Jak się zachowuje
Livia?- zapytała.

- Normalnie. Zajmuje się dziećmi, uwielbiają ją. To cicha, spokojna dziewczyna-
odpowiedziała Cleo, Lena, uśmiechnęła się- Za to Nicol, nie odstępuje Patricka-

Szatynka, zaśmiała się nerwowo- Ach ten Paddy,co on w sobie ma? Że kobiety
tak za nim szaleją- poprawiła długi kucyk.

- Jest idolem- rzekła łagodnie Cleo- A ona fanką-

- No tak- szepnęła Lena, poprawiła kołdrę, zerknęła na przyjaciółkę.

- Ale Paddy, nie zwraca na nią uwagi…- zapewnił Cleo.

- On nigdy nie robi niczego złego- wyrwało się szatynce.

- Wszystko ok?- Elsa, w ciemności uchwyciła wzrok szatynki.

- Ok-

- Lena, co się dzieje?- Cleo, wstała, usiadła na drugim końcu wielkiego łóżka.

- Nic- zapewniła- Nie zajmujmy się mną, tylko tobą- objęła blondynkę.

- Wyjdziesz z tego- menedżerka uśmiechnęła się ciepło.

- Wyjdę…Ktoś mnie pobił i zgwałcił- powiedziała to tak spokojnie, naturalnie
jakby mówiła o pogodzie- Jestem w ciąży- z jej oczu popłynęły łzy.

Cleo,zamarła, czuła jak odpływa jej krew a serce przyśpiesza- Boże! Elsa!-
wstała i okrążyła łóżko, uklękła, bez słowa ją do siebie przytuliła- Mój Boże!
Tak mi przykro- rozpłakała się, nikt nie zasługiwał na takie okrucieństwo!
- Tak bardzo mi przykro!-

Lena, również nie potrafiła opanować łez.

- Nie wiem czy z tego wyjdę, nie wiem co dalej- Elsa, szlochała- Nie chce
mi się żyć-

- Nawet tak nie mów!- Cleo, spojrzała na nią- Jesteś najsilniejszą osobą jaką
znam! Wyjdziesz z tego!- głaskała jej włosy- Musisz być silna! Tak mi przykro!-

-Przepraszam- szepnęła ze wstydem w głosie Elsa.

- Ciii, nic nie mów- Cleo, pocałowała jej dłonie- Zapomnijmy o przeszłości!-

Blondynka, kiwnęła głową, Lena, uśmiechnęła się – Wyjdziesz z tego! Pomożemy
ci- zapewniła ją- To na pewno dziecko Luka!-

- Szanse są pół na pół…A co jeśli to nie jego dziecko?- zapytała cicho ocierając
łzy- Nie chcę go stracić! Nie mogę!-

- Nie stracisz!- rzekła pewnie Lena.

- Oczywiście, że nie!- zgodziła się z nią Cleo.

- Nie chcę patrzeć na to dziecko i widzieć to co czasem widzę w Mary. Nie
chcę znów przez to przechodzić! Nie dam rady! Chcę urodzić dziecko Luka!-

- Elsa, musisz mu powiedzieć…- zaczęła łagodnie Cleo- On zrozumie, pomoże
ci! W końcu to Luk!-

- Nie chcę! Nie chcę! – płakała.

Jakieś dwie godziny później, Lena cicho zamknęła drzwi od sypialni, zerknęła
na Cleo- Odprowadzę cię- zeszły na dół.

- Będziemy w kontakcie i o niczym nie powiem- zapewniła Cleo, zakładając
płaszczyk.

- Chciałabym cię jeszcze o coś zapytać…- szatynka przygryzła usta- Chodzi
o Patricka, a właściwie o Liwię- czuła, że się rumieni. Nienawidziła tego!

- O co chodzi?-

- Czy może coś zauważyłaś…- czuła się jak kretynka, już nigdy więcej miała
się tak nie czuć! Obiecała to sobie! Paddy, jej to obiecał- Zaczekaj- poprosiła.

Po chwili menedżerka, przeglądała list i kopie zapisków z pamiętnika Livii.

- To mi wygląda na fantazje dziewczyny…Ale takie spotkanie miało miejsce-
podniosła wzrok na Lenę- Spotkałam ją i Anię…-

- Anię?!-

- To jej kuzynka…Lena, zaniemówiła- Livia, odprawiła urodziny w hotelu w
którym Paddy, grał koncert, ten ostatni- spojrzała znacząco na szatynkę,
ta kiwnęła głową- Spotkałam je w restauracji, Ania,kupiła bilety, Livia, nie
chciała iść i chyba nie poszły. Po koncercie, posiedziałam chwilę z chłopakami,
lał się alkohol, Tim, obchodził urodziny. Poszłam wcześniej spać. Nic więcej
nie wiem- powiedziała zgodnie z prawdą- Na drugi dzień Paddy rozmawiał
z Livią, ale nie wiem o czym-

- Ok, dziękuję- czuła, że coś ściska ją w gardle.

- Lena, on cię kocha-

- Tak, tak- kiwnęła głową.

- Co zamierzasz?-

- Zapytam Livię-

- A co jeśli…-

- Zostawię go. Nie zawaham się ani sekundy- spojrzała na kobietę.

Rozdział 258- Watch The Steps

11403287_867180143349022_1469323913980844746_n

Liwia, z uporem maniaka wpatrywała się w swoje splecione, mokre dłonie. Wciąż
miała nadzieję, że Niki nie przyjdzie, że samolot wzbije się a jej nie będzie na
pokładzie. Miała nadzieję, że Jimm się nie zgodzi, że Niki nie poleci…Nie wspomniała
o niczym Lenie, bo co niby miała jej powiedzieć? Jakich argumentów miała użyć?
Znała dobrze swoją siostrą i wiedziała, że nie zawaha się przed rozesłaniem jej
zapisków. Oczywiście, nie wszyscy by w to uwierzyli, każdy mógł fantazjować
o swoim idolu, ale gdyby jej zapiski wpadły w ręce Leny, Elsy, musiałby coś
powiedzieć, jakoś zareagować…I tak było jej ciężko i głupio przez szatynką,
która była taka miła, dobra…Każdy kto poznał żonę Patricka, wiedział, że to
nie Lena, była szczęściarą a Paddy- Hej!- usłyszała, znajomy głos. Niechętnie
spojrzała na siostrę…Wstała, minęła ją i udała się do toalety, przemyła twarz
zimną wodą, spojrzała w małe, lekko zaparowane lustro. Coraz częściej nie
poznawała swojego odbicia. Miała wrażenie, że od powrotu do Kolonii i pracy
u Elsy, coś utraciła, gdzieś po drodze zgubiła zasady, moralność, coś się
zmieniło, ona się zmieniła! Zbliżyła twarz do lustra, nie rozpoznała w nim
siebie.

Dwa dni wcześniej. Kapsztad

17155845_1472217142796608_2582429537358064793_n

- Mamy to!- wrzasnął Luk, ekipa którą fotografował zaczęła się wygłupiać,
śmiać i przekrzykiwać. Fotograf wycelował aparat w Patricka, kliknął kilka
fotek. Zerknął na zdjęcia. Paddy, jakimś cudem odnalazł się w tej ekipie,
widać dobrze się bawił i nawet nie odstawał od grupy!

- Ok- usłyszał głos Larysy- Biorę się za obróbkę- zawiesiła aparat na szyi,
upięła wysoki, luźny kok na który założyła słomkowy kapelusz.

- Może najpierw pójdziemy do montażysty? Zerkniemy na ten materiał?-
Luk, zaczął przeglądać zdjęcia Larysy- Te są dobre!-

- Wszystkie są dobre!- prychnęła- Ten upał mnie wykończy- jęknęła- Mam
ochotę popływać ale nie w basenie- skrzywiła się.

- A gdzie?- szturchnął ją- Chcesz żeby cię wąż ukąsił- śmiał się- Po drugie
musimy wziąć ze sobą Patricka a on zanim jeszcze wejdzie do jeziora to
zdąży się utopić!-

- O czym rozmawiacie?- Paddy, przygarnął ich ramionami- Obgadujecie mnie?-
zawadiacko się uśmiechnął.

- Zastanawiam się nad twoim ubiorem- Larysa, obrzuciła go spojrzeniem- Milion
pięćset koszulek, długie spodnie…-

- W walizce ma kożuch i czapkę- zarechotał Luk.

- Nie mam!- oburzył się Patrick- Nagrywaliśmy! Wszyscy mają długie spodnie!-

- Taaa…Jasne…- Larysa, uklękła, poprawiła statyw- Nie chciałbym być w pokoju
kiedy to wszystko z siebie zrzucasz-

Luk, prawie zakrztusił się śliną- Już wiesz dlaczego wieczorem piję! Żeby nie czuć!-

- No wariaty! Larysa, wstydziłabyś się!- Paddy, udał obrażonego.

Luk wraz z Larysą, zerknęli na koszulę która wylądowała u ich stóp, podnieśli wzrok.

Paddy, założył ciemne okulary i zaczął śmiesznie się poruszać zrzucając kolejne
części garderoby- Ile tego!- pisnęła dziewczyna- Cała wioska by się ubrała!-

- Taniec opętanego szoguna!- Luk, sięgnął po aparat.

- Ten taniec powala miliony kobiet-  spodnie Patricka wylądowały na głowie fotografa.

- Aaaaaa różowe bokserki!- wrzeszczała Larysa- Patricka, jesteś biały jak duch!-

- Duch w różowych slipach! Prosto z komiksu! Dawaj Kelly,wyślemy Lenie, żeby
miała mokre sny!- Luk, pstrykała zdjęcie za zdjęciem.

Paddy wskoczył do basenu, Larysa wraz z Lukiem wyglądali jakby przeszła nad
nimi ulewa- Zabić go- warknęła fotografka.

- Marzyłaś o kąpieli!- Luk, szybko pozbył się białego t-shirtu i dżinsowych spodenek.
- Paddy, czyta w myślach i spełnia marzenia- z dzikim okrzykiem wskoczył do basenu.

Larysa, podeszła bliżej, zrzuciła kapelusz, legginsy i luźną koszulkę- Oczy wam wypadną- pogroziła im po czym wskoczyła do wody, zaczęli się wygłupiać.

Pół godziny później, Luk wraz z Patrickiem wygrzewali się na leżaku sącząc whisky
z colą i lodem- Tego mi było trzeba- westchnął fotograf.

- Jesteś tu dzięki mnie- muzyk wskazał na siebie.

Luk, zerknął spod czapki z daszkiem- Kiedy ja wylęgiwałem się na plaży w Afryce
ty trzepałeś kapucyna w klasztorze-

- Jasne! – Paddy, postukał się w czoło- Z rodziną wiele podróżowaliśmy!-

- Chyba po ulicach!-

- Idiota!-

Luk, zaśmiał się, zerknął w stronę Larysy, osuszała ciało ręcznikiem. Jak bardzo
się zmieniła! Z nieśmiałej dziewczyny w za dużych ramkach i rozciągniętej bluzie
w pewną siebie, atrakcyjną kobietę. Miła śliczne oczy, opaloną skórę, wysportowaną
sylwetkę, okulary zamieniła na szkła kontaktowe które podkreślały jej nietuzinkowe,
piękne oczy.

- Ślinisz się- jego rozmyślanie przerwał głos Patricka.

- Nie- odpowiedział pewnie Luk- Traktuję ją jak siostrę. Naprawdę- zapewnił.
- I chciałbym dla niej dobrego faceta, wspaniałego życia-

Paddy, przeglądał coś w telefonie- Moje rodzeństwo wrzuciło daty…Wysprzedały
się ekspresowo- odłożył telefon.

- Żal dupę ściska?-

- Nie- odpowiedział od razu, poprawił granatowy kapelusz- Nie- powtórzył.
- Cieszę się-

- Bo ty szlachetny jesteś…- rzucił z ironią Luk.

-Naprawdę się cieszę! I trochę nawet im zazdroszczę, że potrafią znowu w
to wejść…Wrócić do przeszłości- zamyślił się.

- To twoja decyzja- podsumował Luk, odkładając szklankę- Kelly, jesteśmy
szczęściarzami! Mamy piękne żony, wspaniałe dzieci, lubimy to co robimy-

- Czasami ogarnia mnie lęk, że stracę to wszystko…- Paddy, podzielił się
swoimi obawami.

-Paddy, ty nie pij jak gdzieś wychodzisz…I myśl, myśl bo lepszej niż Lena
nie znajdziesz!-

- Nie wydaje ci się dziwne…Mamy nie wracać, dobrze się bawić, Elsa, pozwala
dzieciom lecieć do Afryki?- Paddy, spojrzał na przyjaciela. Niby wszystko grało…

- Rozmawiałem z Elsą…Jestem przerażony jej wypadkiem ale twoja żona mnie
przekonała. Ona by mnie nie okłamała- Luk, naprawdę w to wierzył. Kiedy
dowiedział się o wypadku chciał wracać pierwszym samolotem, ale telefon od
żony i przyjaciółki uspokoił go. Zadzwonił nawet do Pula, ten potwierdził wersję
kobiet. Łapał się na tym, że chciał zadzwonić do Jimma, poprosić go żeby
zajrzał do jego domu ale nie zrobił tego. Najbardziej zaskoczyła go decyzja
blondynki w sprawie dzieci. Powiedziała, że wiele myślała, że mu ufa…
Uśmiechnął się, tak bardzo ją kochał! Wciąż potrafiła go zaskakiwać, starała
się być lepszą osobą! Telefon wyrwał go z zamyślenia- Dzwoni Lena!-
ucieszył się.

- Powiedz jej, że ma też męża!- wrzasnął Paddy. Pięć minut później Luk, zerknął
na muzyka- Rozłączyłeś się?! Nie chciała ze mną rozmawiać?!-

- Mary z Lucasem przylecą za dwa dni. Z Liwią- wyznał zaskoczony fotograf.

Paddy z wrażenia połknął kostkę lodu-  Z kim?!- wydukał.

- Z Liwią- powtórzył szatyn.

29da5453db658afc472e672a2b428629

Kolonia

-Paul!- chirurg odwrócił się, zrobił kilka kroków w stronę uśmiechniętej szatynki.

- Natalia!- rzekł z nieukrywanym zachwytem. Nie widzieli się dobrych parę lat
i musiał przyznać, że dawno koleżanka zmieniła się i to zdecydowanie na korzyść.

- Bardzo się cieszę, że znalazłeś czas- przytuliła blondyna- Afryka, misje, lekarz
bez granic, fundacja, szpital w Kolonii- rzekła z uznaniem- Imponujący bilans-

- To tylko brzmi imponująco…-podrapał się po głowie, zajął miejsce przy wskazanym
stoliku- Rzeczywistość…To rzeczywistość- uśmiechnął się- Zazwyczaj ma szary
odcień- rozejrzał się w poszukiwaniu kelnera.

W uśmiechu ukazała białe, równe zęby- Nigdy nie byłeś skromny więc skąd ta cecha?-

Również się uśmiechnął- Nabyłem ją- szepnął.

- Czytałam twoje publikacje, jestem pod wrażeniem!- łyżeczką zamieszała w kawie.
- Między innymi dlatego zadzwoniłam. Okaleczanie kobiet…To straszne, że w
dwudziestym pierwszym wieku wciąż to praktykują!- podniosła wzrok.

- W niektórych miastach, wioskach w Afryce, czas się zatrzymał- zamyślił się.
- To trzeba zobaczyć, z drugiej strony kiedy raz to zobaczysz, twoje życie
zmienia się… Jeśli Bóg istnieje, to na pewno zapomniał o niektórych miejscach
na ziemi- zamówił kawę i wodę gazowaną.

- Jesteś wierzący?-

-Nie- odpowiedział szybko- Już nie- poprawił kołnierzyk od niebieskiej koszuli.

- Wiara pomaga…-

Zaśmiał się- Naprawdę? Słyszałem już te słowa…Ale to tylko słowa, puste słowa-

- Naprawdę cieszę się, że cię widzę- uśmiechnęła się ciepło- Chciałabym się
przyjrzeć bliżej fundacji…Może nawet wyjechać na misję-

- Nawet nie wiesz jak bardzo byś nam się tam przydała. Zapiszę ci adres, na
miejscu wszystkiego się dowiesz- dotknął idealnie ułożonych włosów- Tylko
musisz się przygotować na spotkanie z samym diabłem…Przypuszczam, że
utracisz wiarę-

- A może udowodnię ci, że wiara pomaga?- patrzyła mu w oczy.

- Oby- chrząknął- Chciałem skonsultować z tobą jeden przypadek- z aktówki
wyjął wąską teczkę.

- Ciąża?-

- Nie. Gwałt. Brutalny gwałt, trwałe okaleczenie- uniosła wzrok znad dokumentów.
Zauważyła, że zmienił mu się głos i wyraz twarzy. Przejrzała wyniki.

- To ktoś bliski?-

- Tak-

-Żona, dziewczyna?-

-Przyjaciółka-

- Musiałabym ją zbadać- odłożyła teczkę- Sprawcę złapali?-

- Nie. To świeża sprawa- sięgnął po szklankę z wodą- Dajmy jej jeszcze
dwa, trzy dni i czy mogłabyś ją zbadać?-

-To nie są trwałe okaleczenia. Oczywiście, zbadam ją-

- Dziękuję -

gilbert-nina-dobrev-actress-black-and-white-Favim.com-636479

-I tak pomyślałam, że polecę z Liwią…- zerknęła niepewnie na Jimma, który
od kilkunastu minut nie odrywał wzroku od monitora.

-Yhy-

- Jimm, słuchasz mnie?- usiadła na rogu stołu.

- Tak- powiedział bez przekonania. Koncerty wysprzedały się…Nie mógł w
to uwierzyć! Nie potrafił się cieszyć, nie odbierał telefonów do rodzeństwa,
jego myśli zajmowała Elsa. Nagle wszystko zaczęło go przytłaczać! Jego
trasa rozpoczynała się lada dzień, przed nim próby wraz z rodziną, wspólne
godziny w studio, czy aby na pewno podjęli słuszną decyzję? Powrót do
przeszłości…

- Jimm!- Nicol, zamknęła laptop i usiadła mu na kolanach- Słuchasz mnie?!-

- Tak- spojrzał na nią- Nie. Nie słuchałem. Przepraszam. Koncerty wysprzedały
się w kilkanaście minut-

- Jakie koncerty?-

Spojrzał na nią uważnie- Aaaaa Kelly koncerty! Super!- ale jakoś ją, ta informacja
nie zainteresowała, Paddy, nie brał w tym udziału, więc nie było się czym
zachwycać! – Cieszę się- pocałowała go.

- Słucham cię- szepnął.

- Liwia leci do Afryki, z dziećmi tej wiedźmy- zaczęła opowiadać- Jimmy! Afryka!
Ja też bym chciała polecieć! Wiele myślałam, rozmawiałam z Liv, ojcem, chciałabym
się z nimi pogodzić- zamilkła, próbowała coś odczytać z twarzy Jimma- Chciałabym
z nią polecieć. To tylko tydzień…-

- Tam będzie Paddy i Luk-

- Boisz się? Jesteś zazdrosny?-

- Nie- potarł czoło- Jeśli tak bardzo chcesz to leć- tą wypowiedzią zaskoczył chyba
najbardziej siebie.

Nicol wybałuszyła oczy- Naprawdę?!- pisnęła.

- Co na to Lena i Elsa?-

- Nie wiedzą, ale chyba nie muszą? Ja nie jestem jakąś wariatką, nie lubią mnie
chociaż nie mają ku temu powodu- wstała by ukryć uśmiech- Ale nie muszę się
tłumaczyć! Pomogę Liv, przy dzieciach! To jednak długa i męcząca podróż-

- Na kiedy mam ci kupić bilet?- zapytał otwierając laptop, upił łyk miętowej herbaty.

- Na środę!- podskoczyła- Jimmy, dziękuję- pociągnęła go do siebie- Dziękuję-
pocałowała go.

- Dbaj o swoje relacje z rodzinę, to naprawdę ważne- odgarnął gęste włosy z
jej ślicznej twarzy- Rodzina jest najważniejsza…Trochę późno to zrozumiałem-
pocałował dziewczynę namiętnie- Ja, też chciałbym ci o czymś powiedzieć-
objął ją ramieniem, przeszli do małego salony, wyszli na balkon.

- Co się dzieje?- zmarszczyła brwi.

- Przeniosę się na jakiś czas do Elsy…-

- Słucham?!- odepchnęła go.

- To też mój dom, moja rodzina…Sama mówiłaś o relacjach z siostrą. Elsa,
miała wypadek-

- Wypadek?Ona?- prychnęła.

- Tak. Ktoś ją potrącił…-

- Współczuję kierowcy, pewnie samochód do kasacji! Ona jest niczym terminator…-

- Ani słowa!- warknął Jimm, spojrzała na niego, zobaczyła gniew w jego szarych
oczach- Ani słowa więcej! To moja rodzina…-

- Paddy, jest twoją rodziną…-

- Jeszcze słowo i możesz nie wracać z tej Afryki- opuścił balkon, brunetka stała
z otwartą buzią. Słysząc dzwonek, poszła otworzyć.

- Cześć. Ja, do Jimma- w progu stała rudowłosa piękność. Nicol objęła wzrokiem
nieznajomą.

- Nie ma go- chciała zamknąć drzwi ale kobieta weszła do środka.

- Poczekam. Jesteś…Sprzątaczką?- zerknęła na Nicol, której krew odeszła z
twarzy.

- Nadin!- Jimm, zatrzymał się w przedpokoju.

-Jimm!- kobieta wylądowała w ramionach muzyka, pocałowała go w usta.
Nicol, z wrażenia oparła się o ścianę! Jakaś obca, ruda baba całowała jej
faceta na jej oczach! I to jak pocałowała!

- Hej!!!- doskoczyła do niej- Odbiło ci!!! Co to za babsko?!- wrzasnęła.

- No na pewno nie jestem sprzątaczką- odpowiedziała z ironią Nadin- Jak chyba
ty?-

Niki, skrzyżowała ręce, miała na sobie spodnie z dresu i zwykły t-shirt, przy niej
wpadała coś blado ale to nie upoważniało jej to takiego traktowania! I kim była
ta bezczelna baba?!

- Spokojnie- Jimm, wszedł między kobiety- To jest Nadin, przyjaciółka rodziny,
siostra Niny-

- Ale nie jestem Niną- zaznaczyła Nadin.

- A to jest moja Niki, moja dziewczyna- Jimm, przytulił naburmuszoną brunetkę.

- Twoja dziewczyna?- Nadin, w końcu przyjrzała się młodej, ładnej dziewczynie.
- Jimm, to kryzys wieku średniego?-

- No przywalę jej zaraz!- Nicol wybuchła.

- Spokojnie- Jimmy, mocniej ją objął- Nadin, ale niespodzianka…- nie odrywał
wzroku od kobiety- Gdzie się podziewałaś?-

- Długa historia…- uśmiechnęła się- Chciałam zatrzymać się u Elsy, ale nie
rozmawiałam z nią, jest w kiepskim stanie- Nicol, prychnęła- Więc pomyślałam,
że zatrzymam się u ciebie?- zapytała nieśmiało.

- Chyba zwariowałaś!- brunetka wyrwała się, popchnęła kobietę w stronę drzwi.
- Przywitałaś się a teraz zjeżdżaj!-

- Nicol!- naskoczył na nią Jimm- Przepraszam- spojrzał na Nadin- Możesz się
u nas zatrzymać- Niki, zaniemówiła- Rozgość się a my wyskoczymy do sklepu-
zdjął  kurtki i wyprowadził wściekłą dziewczynę na zewnątrz.

- Przegiąłeś Jimm!- Niki prawie zepchnęła muzyka ze schodów- Przesadziłeś!-

- Uspokój się!- pociągnął ją w stronę drzwi.

- Ta laska cię pocałowała na moich oczach! Jest ruda i bezczelna!- wrzeszczała.
- Będziesz spał z nią czy ze mną?!- odepchnęła go.

- To moja rodzina, nie mogę jej odmówić!- próbował się tłumaczyć.

- To nie jest twoja rodzina! Wyślij ją do hotelu! – tupnęła nogą.

Jimmy, spojrzał w niebo, wolno wypuścił powietrze- Ty, lecisz do Afryki,a ja, przenoszę
się do Elsy…Niech pomieszka u nas przez tydzień. Jak wrócisz już jej nie będzie-
chciał jej dotknął ale odwróciła się.

- Lecę za dwa dni!-

- Wieczorem zjemy kolację, poznasz ją. To normalna dziewczyna- objął ją, wtulił
twarz w jej włosy. Zapach cynamonu- Muszę z nią porozmawiać. To ważne-
szepnął.

- Nie podoba mi się to-

- Proszę-

Spojrzała na niego – Jeśli jeszcze raz cię pocałuje albo palnie coś głupiego, wyrwę
jej język a później włosy i wyrzucę przez balkon!- syknęła.

Jimmy,roześmiał się, mocno ją do siebie przytulił- Ok! Jesteś zazdrosna?- czule
głaskał jej twarz.

- Jestem- odpowiedziała patrząc mu w oczy- Kocham cię, Jimm- wyznała.

Nawet powieka mu nie drgnęła, intensywnie się w nią wpatrywał – Nie musisz
być zazdrosna. Liczysz się tylko ty. Tylko ty- podkreślił po czym zamknął ją
w ramionach.

16143133_371631833201782_3918776817732166644_n

Jimmy, zamieszał łyżką w zupie pomidorowej. Kocham cię, Jimm. Słowa
Nicol, wciąż dźwięczały mu w uszach. Ile razy on wpowiedział te dwa, ważne
dla niego wręcz święta słowa? Nina. Wspomnienia o żonie, stawały się coraz
bardziej odległe, mgliste, minęło kilka dobra lat.  Meike. Kochał ją na swój
sposób. Naprawdę ją kochał! Gdyby Nina nie wróciła, był pewien, że dalej
byłby mężem Meike. Tworzyli całkiem fajną, normalną rodzinę. Gdyby nie
wróciła, żyłaby dzisiaj? Dłonią potarł oczy. Cleo. Była pierwszą i jak na razie
jedyną kobietą którą pokochał po śmierci żony. Coś poszło nie tak i chyba
sam nie wiedział co? Nicol, to było coś innego, świeżego, nowego ale czy
ją kochał? Chyba się zakochał ale to jeszcze nie była miłość.

- Jesz czy się modlisz?!- zobaczył na sobą Patricię.

- Jem modląc się- włożył łyżkę z zupą do ust.

- Jimm, mamy co robić!- obok siostry jak spod ziemi wyrósł Angelo.

- Naprawdę?- zapytał zaczepnie, odsunął talerz.

- Nie zjesz do końca?- oburzyła się blondynka.

- Twoja nowa laska pewnie gotuje lepiej- zarechotał najmłodszy z rodzeństwa.

- Mam wyjść?!- Jimm, wstał.

- Jasne!- wrzasnęła Patricia- Idź się przejść bo nam się nudzi! My nie mamy
rodzin i innych projektów! Więc usiądziemy i zaczekamy na ciebie!- zaczęła
się nakręcać.

- Zaczyna się- prychnął Joey.

- Mam propozycję piosenek- Angelo, próbował przekrzyczeć siostrę- Zerknij!-

- Możesz się uspokoić?- Jimm, spojrzał na blondynkę.

- Każde z nas powinno nagrać wersję swojej piosenki i wspólnie jakieś największe
hity. Trzeba to jakoś podzielić-westchnęła Kathy- I koniecznie An Angel!-

- Wstępnie to podzieliłem- Angelo rozłożył zapisane kartki- Dodamy też coś
nowego- usiadł.

- Jimmy, zanim podjęliśmy tą decyzję, rozmawialiśmy!- Patricia, szturchnęła
brata- Rozmawialiśmy!- podkreśliła – To nie są lata dziewięćdziesiąte i nie będzie
fochów…-

-Nie będzie!- przerwał jej poirytowany Jimm- Możemy zaczynać!- sięgnął po
zapiski brata – Nie zaśpiewam w An Angel!- wrzasnął.

- Zaczyna się!- Patricia podparła się pod boki.

- Każdy zaśpiewa- wtrącił cicho John- Prócz swoich piosenek, resztę śpiewamy
razem- pochylił się nad kartkami.

- Ale An Angel…Taki szajs mam śpiewać!- Jimm, opadł bez sił na krzesło. W takiej
chwili zazdrościł Patrickowi, znowu mu zazdrościł. Jego wzrok zatrzymał się na
Barby, która pojawiła się w pokoju. Szybko znalazł się przy ukochanej siostrze.

Jego biała, unikatowa róża. Spojrzał ciepło w jej oczy, czasem miał wrażenie, że
widzi w nich pustkę innym razem głębie bez dna. Kiedyś, dawno temu, to samo
widział w oczach żony.

- I co chcesz zaśpiewać?- zapytał łagodnie.

- Tak- uśmiechnęła się – Zaśpiewam -

- Może i na koncert się skusisz- Kathy, podeszła bliżej ale widząc wściekłe
spojrzenie Jimma, wycofała się.

- Nie- zaprotestowała Barby.

- Oczywiście, że nie!- zapewnił ją Jimmy.

- Ok. Jedziemy do studia!- zarządziła Patricia- Barby jest w świetnej formie,
zaszalejmy w studio- przytuliła siostrę.

- Później zabiorę cię na spacer i do Meike i dziewczynek, ok?- Jimm, zapytał
siostrę.

- Odwiedzimy też Ninę?-

Jimma, zapiekły oczy, zamrugał- Odwiedzimy- pocałował dłonie Barby.

…………………………………………..

Po kilku długich, wspólnych godzinach z rodziną, Jimmy, z ulgą i bólem głowy
opuścił budynek, zerknął na siostrę. Pękał z dumy, Barby, świetnie sobie
poradziła!- Proszę- pokłonił się otwierając drzwi od samochodu.

- Jimmy!- usłyszał głos Patricii.

Szybko okrążył samochód, udawał, że jej nie słyszy ale siostra dopadła go.

- Jimmy, ogłuchłeś?!-

- Może trochę, twój głos…- skrzywił się- Wróć do domu, herbata z miodem,
zadbaj o głos- cmoknął ją w policzek.

- Jimm, oberwiesz! Wieczorem odwieź Barby!- upomniała go.

Z hukiem zamknął drzwi- Już prawie jest wieczór!- naskoczył na nią – Przecież
będzie ze mną!-

- Nie zaczynaj…-

- To ty zaczęłaś!- wycelował w nią palec- To jest tak samo moja siostra jak i
twoja! I naprawdę nie wiem dlaczego…-

- Jimmy, Barby potrzebuje spokoju i stabilizacji! Kogoś kto pamięta kiedy musi
zażyć leki, kiedy ma wizytę u lekarza…-

- Mieszkała już kiedyś ze mną i nie zapominałem o lekach, była szczęśliwa!-

- Bo mieszkałeś wtedy z Meike! I to ona pamiętała o wszystkim! Ale dawno
temu wypisałeś się z normalnego życia! -

Miał ochotę nią potrząsnąć! Był wściekły ale nie chciał się kłócić- Przywiozę ją-
wsiadł do samochodu i odjechał.

………

Ostrożnie postawił znicz na grobie żony, zmienił wodę w wazonie, złapał dłoń
siostry- Tęsknisz za nią?- zapytała.

- Bardzo- szepnął- Każdego dnia tak samo-

- Ja, też. Ale wiem, że jest szczęśliwa- zrobiła znak krzyża.

Westchnął- Mam nadzieję, że tam jest jej lepiej-

- Jest spokojna-

Zamilkli, pogrążyli się w modlitwie- Obiecałeś mi kiedyś coś…- spojrzał na
siostrę- Mieliśmy zamieszkać w Belgii. We trójkę. Ja, ty i Nina-

Pamiętał. Tak miało być…Ale rzeczywistość była szara i brutalna-

- To było bardzo dawno temu-

-Wiem ale wciąż o tym pamiętam-

- Barby, już późno- objął ją- Zawiozę cię do domu,  jutro zabiorę cię na
obiecany spacer i do Meike- ruszyli wąską, kamienną ścieżką.

- Co u Cleo? Lubiłam ją- Jimm, zatrzymał się, czasem siostra zaskakiwała
go.

- U Cleo, w porządku. Pracuje z Paddym, ma się dobrze- chrząknął.

- Lubię być u Patricka i Leny- zawsze kiedy Patricia wyjeżdżała gdzieś
z rodziną, Barby trafiała do Maite albo do Paddyego, nigdy nie do niego.

- Jimmy, jesteś szczęśliwy?- usłyszał wsiadając do samochodu.

Spojrzał na siostrę- Jestem i bardzo cię kocham- czule pogłaskał siostrę.

- Jesteś moim ukochanym bratem. Najlepszym- uśmiechnęła się tak szczerze,
promiennie. Nazywał taki uśmiech, uśmiechem dziecka. Nina, uśmiechała się
podobnie- I jeszcze możesz spełnić swoją obietnicę- tymi słowami dała mu do
myślenia.

Chwilę później, zatrzymał się pod domem Elsy, Niki, wciąż obrażona, zawiadomiła
go, że zostaje na noc w domu ojca, przyjął to z ulgą. Zadzwonił też do Nadin, żeby
odpoczęła, przespała się a on rano się zjawi i porozmawiają. Maił dość tego dnia
i chyba nie był gotowy na trudną rozmowę. Dom powitał go ciszą, na schodach
spotkał Lenę, bez słowa ją przytulił, razem weszli do sypialni, Elsa, leżała z otwartymi
oczami.

Mimo, że serce mu się krajało na jej widok, tutaj czuł się jak w domu, uspokoił się.

- Hej- uklęknął.

Nie odpowiedziała.

Musnął jej jasne włosy, opadł na kanapę przy szafie, Lena, zakołysała wózkiem,
po czym opadła obok Jimma, położyła głowę na jego ramieniu- Jutro się wprowadzam-
zakomunikował- Nadin, wróciła. Jest u mnie- kobiety spojrzały na niego.

Cztery dni później.

images (11)

 

- Pani Doktor, wyniki- do gabinetu weszła młoda pielęgniarka.

- Dziękuję- Natalia, uśmiechnęła się. Spojrzała na wyniki, chwile później na
bladą twarz blondynki.

- Pani Jeffey, jeśli chodzi o uraz…Wszystko jest do wyleczenia, być może
będzie Pani, musiała przyjechać do mnie do Francji, ale będzie dobrze-
wysiliła się na uśmiech, ale Elsa, nawet na nią nie patrzyła. Jej twarz nie
wyrażała żadnych emocji- Pytała Pani o ciąże, czy będzie Pani mogła jeszcze
mieć dzieci…- intensywnie wpatrywała się w pacjentkę, coś w niej drgnęło.

- Będzie Pani mogła mieć dzieci. Nie jest Pani w formie ale za jakiś czas…-

- Mogę już iść?- Elsa, bardzo powoli wstała.

- Kiedy ostatni raz współżyła Pani z mężem?- lekarka wpatrywała się w wyniki.

- To chyba nie Pani sprawa-

- Ile dni przed gwałtem?- Natalia, również wstała.

- Nie chcę rozmawiać!- wrzasnęła, każdy kolejny krok sprawiał jej ból.

- Jest Pani w ciąży-

………………….

Lena, ze zdenerwowania nie mogła usiedzieć w miejscu, zaczęła krążyć po korytarzu.
Elsę, cudem udało się zaciągnąć do lekarza, Nina, została z Jimmem…Wsunęła dłoń
do torebki by wyjąć komórkę. Natrafiła na kopertę, spojrzała na nią. Ktoś wrzucił do
skrzynki. Lena Kelly. Tylko tyle. Zdziwiła się, bo przecież nie mieszkała tutaj, już kiedyś
też na adres Elsy, przyszła przesyłka do niej- Zwariowałaś!- prychnęła a po plecach
spłynęła jej stróżka potu. Idąc korytarzem, otworzyła kopertę i szybko przebiegła wzrokiem po treści listu.

images (9)

Rozdział 257- Hey Little Girl

Powiem tak, każdy czyta na własną odpowiedzialność ;) Cms, się zakończyło
i na tym proponuję pozostać ;) To są zapiski ;) Było spokojnie, normalnie ale
teraz wracamy do mrocznych klimatów CMS ;)Tak zaszaleje na koniec ;)
Wszystkie te wątki są mi potrzebne ;) Naprawdę ;)

Jimmy wsunął dłonie w kieszenie przetartych dżinsów, wbił wzrok w kolorową
kostkę przed wejściem do domu przyjaciółki. Poczuł lekki podmuch wiatru, rondo
jego kapelusz zafalowało, a zapach pierwszych, wiosennych kwiatów drażnił jego
węch- Lena, ja…- urwał. Właśnie z tym miał problem. Nie wiedział co dalej! I tak od
dwóch miesięcy! Kilkanaście a może nawet kilkadziesiąt razy wyobrażał sobie tę
sceną, ich rozmowę, a raczej jej brak. On, dzwoni do drzwi, ona je otwiera, bez słów przytula go do siebie, bo kiedyś tak właśnie było…Słowa nie były im potrzebne! Wypuszczając powietrze z ust, podniósł wzrok, odważył się spojrzeć przyjaciółce
w oczy- Przepraszam. Niczego więcej nie dodam, bo nie wiem co mógłby powiedzieć. Nigdy nie wybaczę sobie, tego co zrobiłem, co mogłoby się wydarzyć…Nie mam nic
na swoje usprawiedliwienie- Lena miała łagodne, niebieskie oczy, ale kiedy była zła,
odcień jej oczu zmieniał się jak u Patricka, miał wrażenie, że patrzy na wzburzony
ocean podczas sztormu.

-A może wystarczyło po prostu przyjechać! I powiedzieć dokładnie to co przed
chwilą!- rzekła z pretensją w głosie.

- Lena, nigdy nie było mi aż tak wstyd!-

- A mnie chyba nigdy, nikt tak nie rozczarował!- odwróciła się na pięcie, weszła
do dużego, imponującego ogrodu, który na dobre rozbudził się już po zimie.

- Po tym wydarzeniu, wyjechałem na kilka dni do Austrii…- usłyszała za plecami
głos muzyka, uśmiechnęła się litościwie- Wiele myślałem…- odwróciła się.

- Naprawdę?- zapytała zaczepnie.

Jimmy, wytrzymał jej spojrzenie- Naprawdę. Zrozumiałem rację Patricka, nie chcę
się już z nim kłócić, obiecałem sobie, że go przeproszę, że się z nim pogodzę a
później porozmawiam z tobą i poproszę o wybaczenie…-

- Czyli chcesz mi powiedzieć, że byłeś u nas, tylko nas nie zastałeś?- poczuła
irytację- Pewnie balowaliśmy w jakimś klubie!- odwróciła się plecami do Jimma.

- Byłem pod waszym domem dwa razy, ale stchórzyłem. Wydawało mi się, że
potrzebujesz czasu a ja muszę powiedzieć ci coś wyjątkowego, coś co sprawi,
że mi wybaczysz. Lena, wstyd nie pozwalał mi spojrzeć ci w oczy-

Patrzyła na równy rząd tulipanów, skojarzył jej się z rzędem drzew przy drodze.
To było po śmierci Joelle, wracała samochodem z Paddym…Dyskretnie otarła
łzę. Odwróciła się, wysiliła się na uśmiech który bardziej przypominał grymas.

- Ok, Jimmy. Ta rozmowa nie ma sensu- skrzyżowała dłonie- Widocznie
mało mnie znasz, bo ja nie czekałam na twoje spektakularne przeprosiny
czy wyjątkowe słowa- zatrzymała się przed nim- Czekałam na zwykłe
”przepraszam”. Takie zwykłe, proste, szczere. Takie od serca- położyła
dłoń na jego sercu – Tylko tyle- głos jej  zadrżał- Ale widocznie to aż tyle-
minęła go.

- Lena!- zatrzymał ją- Wybacz mi! Proszę cię! Opieprz mnie, uderz, płacz,
ale rozmawiaj ze mną!- kierowany impulsem, przytulił ją do siebie. Zauważył,
że schudła.

- Mam cholerny żal, że nie przyjechałeś! Czekałam na ciebie!- wrzasnęła.
-Tak bardzo na ciebie czekałam! Jak mogłeś się ode mnie odwrócić?!-
odskoczyła od niego- Wiesz co mnie boli…Że gdybym dzisiaj tutaj nie była,
dalej byś nie przyjechał!- rozpłakała się- Niech cię szlag, Jimm! Jesteś
potworem! - popchnęła go- Cholernym egoistą!- wyrzuciła z siebie – Twoja
obojętność boli mnie najbardziej! Zawsze stałam za tobą murem! Zawsze!
Boli mnie, że się tak cholernie pomyliłam!- wbiła dłonie w swoje, długie włosy.
- Tak w ciebie wierzyłam…- spojrzała na niego, stał a z jego twarzy kapały łzy.
- Ta kłótnia nie musiała nabrać takich rozmiarów! O sytuacji z Niną, już dawno zapomniałam, wystarczyło przyjechać- szepnęła, otarła twarz i ruszyła w stronę
domu.

Dogonił ją kiedy była już przy drzwiach- Co z Elsą?- złapał jej szczupły nadgarstek.

- Ją też zostawiłeś!- syknęła wyrywając się- Wracaj do swojej nowej, młodej
dupy! My, sobie poradzimy!-

- Lena, wiesz, że to nie tak!- uniósł dłoń- Elsa z Lukiem krytykowali mój związek,
nasze rozmowy kończyły się kłótnią, więc przestałem przychodzić…Ale to niczego
nie zmienia!- zapewnił.

Uśmiechnęła się przez łzy- Czyżby? Elsa, miała wypadek. Musi odpoczywać-
wyjaśniła w jednym zdaniu, przed wejściem do domu zerknęła jeszcze na
Jimma -Nie jestem histeryczką, wybaczyłam ci, jest ok- poklepała go po
ramieniu – Nie miej już wyrzutów sumienia i wracaj do domu. Naprawdę
cieszę się, że jesteś szczęśliwy- trzasnęła drzwiami.

Oparła się o drzwi, nie tak miało to wyglądać, znowu przesadziła! Szukając
chusteczek w kieszeniach  swetra, ruszyła w stronę schodów. Teraz tylko
Elsa, była ważna! Kiedy pomyślała o przyjaciółce, musiała się zatrzymać,
oparła dłoń o ścianę i wybuchnęła płaczem! Musi być silna! Dla niej!

Zatrzymała się kilka kroków od sypialni przyjaciółki, już sama myśl o niej
sprawiała jej ból. Bardzo powoli nacisnęła klamkę, zajrzała do ciemnego
pokoju…

Jimmy, będąc już przy furtce, zawrócił. O tym właśnie mówiła Lena, o obecności,
o trosce, nie popełni znów tego samego błędu! Wpadł do środka i zamarł…Dom
pogrążony był w totalnej aż przeraźliwej ciszy i gęstym mroku. Gdyby nie to, że
przed chwilą rozmawiał z Lena, pomyślałby, że pomylił domy! W tym domy zawsze
paliło się światło! Zawsze! Kiedyś Nina, później Luk, przed snem zapominali
o takiej czynności jak gaszenie światła. Tutaj zawsze grała muzyka, słychać było
śmiech i okrzyki dzieci, ten dom zawsze tętnił życiem. Tutaj zawsze ktoś wchodził,
wychodził, zatrzymywał się na kilka dni. W kuchni grało radio który chyba jeszcze
nie było wyłączone a w przedpokoju od zawsze paliły się halogeny w podłodze i
na schodach prowadzących na piętro. Kiedy już przyzwyczaił wzrok do mroku,
zamknął drzwi i zrobił kilka kroków do przodu. Dotknął nosa…W domu panował
zaduch! Elsa, była przewrażliwiona na punkcie zapachu! Z uporem maniaka,
paliła różnego rodzaju kadzidełka, w kontakty wpinała odświeżacze, w salonie
na stole i w kuchni zawsze stały cięte, świeże kwiaty. Jego uwagę przykuły
ciężkie zasłony, podszedł bliżej okna, wybałuszył oczy, w oknach znajdowały
się zabezpieczenia które uniemożliwiały otwarcie ich! Przełknął ślinę, poczuł
strach! Targany najgorszym przeczuciem wbiegł po schodach, przypomniał
sobie osiłka przed domem Elsy, to musiał być ochroniarz! Legitymował go!
Jakoś to olał, myślał, że Luk, przed wyjazdem zwiększył bezpieczeństwo!

Drzwi do sypialni były uchylone, na korytarzu panowała ciemność, zauważył,
że nigdzie nie ma dzieci…Niepewnie wszedł do środka- Jimm!- pisnęła Lena.

Spojrzał na blondynkę i zamarł, nie poznał jej…Elsa, uderzyła w przeraźliwy
krzyk! Nigdy nie słyszał takiego krzyku, płaczu, zawodzenia. Z jej gardła
wydobywał się jakby nieludzki głos…Do pokoju wpadła zaalarmowana Liwia,
a zaraz za nią pielęgniarka i jakiś facet który powalił go na ziemię. Uniknął
połamania kręgosłupa tylko dlatego, że Lena w porę interweniowała. Nawet
nie wiedział kiedy znalazł się na dole w salonie, twarzą wbitą w dywan.

- To Jimmy Kelly, nasz przyjaciel-

Kiedy facet puścił go i łaskawie zszedł z niego, wciąż się nie ruszał i leżał
na dywanie.

- Jimmy, nie powinieneś…-

- Co jej się stało?- zapytał przerażony, szatynka pomogła mu wstać.

- Miała wypadek- odpowiedziała nie patrząc mu w oczy.

-Oboje wiemy, że nie!- zacisnął dłonie na jej ramionach.

- A co ty wiesz o naszym życiu w ostatnim czasie?!- zapytała butnie.

-Lena, nie traktuj mnie w ten sposób! Nawaliłem ale kocham was!- podniósł głos.

- To nie czas…-

- Kto jej to zrobił?!- poczuł wściekłość.

- To był wypa…-

- Kto jej to zrobił?!- przerwał jej.

- Nie wiem- rozpłakała się, mocno zamknął ją w ramionach- Nie zostawię
was! Już nigdy was nie zostawię!- nawet nie czuł, że płacze.

- Paddy z Lukiem, wrócą za trzy tygodnie, do tego czasu ani słowa- szepnęła.

…………………………….

Liwia, mimo, że Elsa, po zastrzyku uspokajającym zasnęła, dalej głaskała jej
dłoń. Wręcz czuła jej ból, tydzień temu to ona, ją znalazła.

Nie chciała wracać do tych koszmarnych wspomnień, ale kiedy tylko zamykała
oczy, widziała ją…Leżała w wielkiej kałuży krwi, widziała siebie jak upada a krew
barwi kolor jej białych dżinsów. Z czoła Elsa, niczym z pękniętej rury sączyła się
krew. Resztę pamiętała jak przez mgłę, wezwała karetkę, pojechała z nią, trzymała
za rękę, w uszach dźwięczały jej przeraźliwe syreny. Szpital, jedna operacja,
kolejna, policja, przesłuchanie. Lekarzem który akurat pełnił dyżur okazał się Paul.
To on zadzwonił do Leny, która przyleciała następnego dnia. Wcześniej bała się
spotkania z nią, ale wtedy o tym nie myślała, czule głaskała jej plecy, kiedy
szatynka wypłakiwała się w jej ramiona. Na zmianę czuwały przy łóżku
blondynki, z każdą minuty stawały się sobie bliższe.

Liwia, otrząsnęła się ze wspomnień, cicho opuściła nogi na podłogę, okryła
Elsę kocem- Idę do kuchni- szepnęła do młodej pielęgniarki. Bezszelestnie
zbiegła po schodach, zatrzymała się w drzwiach kuchni, Lena, wpatrywała
się w butelkę z mlekiem, podeszła do niej, położyła dłoń na jej ramieniu.

- Elsa, wyjdzie z tego-

Lena, drgnęła, uśmiechnęła się słabo- Wiem. Wiem- szepnęła, dokręciła
butelkę.

Liwia, bez słowa zamknęła ją w ramionach, stały tak jeszcze przed dłuższą
chwilę, pogrążone we własnych myślach, smutku i przygnębiającej ciszy.

- Dzieci są już z Lukiem? -

- Jeszcze nie. Spędzą dwa dni w Toskanii i polecą z Thomem do Kapsztadu-

- Niczego nie podejrzewa?- Liwia, spojrzała na szatynkę.

- Chyba nie-

Szatynka, ściągnęła mocniej swój kok- Kupili bajeczkę. Mieli wrócić na tydzień,
powiedziałam, że Elsa miała wypadek samochodowy, potrzebuje spokoju i żeby
nie wracali- oparła się o kuchenny blat- Sama nie wiem jak to się stało, że uwierzyli.
Pójdę do Niny, zje i pójdziemy na spacer. Jak wrócę, idź do domu- uśmiechnęła się ciepło.

Liwia, nastawiła wodę na herbatę, zerknęła na zegarek, musi pomóc ojcu,
jednak najchętniej w ogóle by się stąd nie ruszała. Bez sił opadła na krzesło,
czuła potworne zmęczenie, zasnęła.

…………………….

Jimmy, krążył po dobrze znanych mu uliczkach, stracił rachubę czasu, sam
nie wiedział dokąd ma się udać, z kim porozmawiać. Czuł się winny, zawiódł
je! Jak mogło do tego dojść? Jak mógł się tak oddalić? Zamknął się  w swoim
własnym świecie…Zatrzymał się dopiero na moście, pustym wzorkiem patrzył
w rwącą rzekę. Pomyślał o Nicol, o awanturze jaka rozpętała się podczas obiadu
na który zabrał ją ze sobą. Mimo wszystko był szczęśliwy! Zakochał się w tej
dziewczynie, odciął się od przeszłości a ona wróciła niczym bumerang i uderzyła
go z podwójną siłą.

- Hej- usłyszał.

Odwrócił się i przywitał z Paulem- Dzięki, że przyjechałeś-

- Skończyłem dwudniowy dyżur, jestem padnięty- ziewnął blondyn, upił łyk
kawy z papierowego kubka- O co chodzi?- oparł się o kute belki.

- Gdzie dzieci?-

- W Belgii-

- Widziałem Elsę-

Paul, wbił wzrok w swoje buty- Miała wypadek…-

- Skończ pierdolić!- przerwał mu ostro- Ktoś jej to zrobił!-

- Nie wiem kto. Wiem, że policja ją przesłuchiwała, ale chyba nic nie pamięta-

- Ktoś…Ją pobił?- Jimmy, zapytał cicho.

- Tak…- nie wiedział ile Jimm wie…- Słuchaj Jimm, nic więcej nie wiem. Ma
dwie poważne rany na głowie, operowałem ją. Powinno być coraz lepiej, gorzej
z jej psychiką-

- Elsa, jest silna- Jimm, chyba najbardziej chciał przekonać samego siebie.

- Jest silna- Paul,kiwnął głową.

- Nie widziałem dzieci…-

- Poleciały z ojcem Luka,do Afryki. Elsa, powinna odpoczywać-

- Elsa, się zgodziła?- wydukał zdumiony Jimm.

- Najwidoczniej. Są z ojcem – wyjaśnił lekarz, dopił kawę. Rozejrzał się za koszem.

- Paul,ukrywasz coś?- Jimmy, wbił wzrok w mężczyznę- Proszę powiedz mi-

-Ja, nic nie wiem. Gadaj z Leną- odpowiedział pewnie blondyn- Muszę lecieć Jimm-
pożegnał się i ruszył w stronę parkingu.

Wsiadł do samochodu, przekręcił kluczyk w stacyjce ale po chwili go wyjął. Wrócił
myślami do koszmarnego dyżuru.

- Jeszcze dwie godziny i łóżko- Paul, opadł na fotel w dyżurce. Od tygodnia brał
dyżur za dyżurem, Kate, siostra Joelle, przyjechała po dzieci. Musiał przyznać, że
przyzwyczaił się do ich obecności, brakowało mu ich! Więc uciekł w pracę.

- Żebyś się nie nudził- z hukiem na biurku wylądowały teczki, wypisy, dokumentacje.

- Nieeee- zerknął na śliczną pielęgniarkę- Potrzebuję odpoczynku- jego wzrok
zatrzymał się na jej zgrabnej pupie.

- To ma być gotowe na już- zaśmiała się- Szybciej ci dyżur zleci- puściła mu oczko.

- Może mi pomożesz?- zapytał- Później kolacja? Drink? Łóżko?- wsunął dłoń pod
jej krótki fartuch.

- Zboczeniec…- pisnęła ale nie przerwała mu.

- Szybko! Ofiara pobicia, krwotok, zagrożenie życia…- reszty słów już nie słyszał,
poderwał się. Nie mogło to się wydarzyć dwie godziny później…Kiedy zobaczył
pacjentkę, potknął się o próg. To była Elsa Jeffey! Wzrokiem przebiegł po zapiskach ratownika…Przenieśli ją na łóżko, wystarczyły sekundy żeby zrozumiał co tak
naprawdę się wydarzyło.

-  Potrzebny ginekolog! -wrzasnął zakładając lateksowe rękawiczki.

Operacja wyczerpała go, rana w głowie była dość głęboka,doszło do krwotoku…
Wyszedł ma korytarz, zauważył Liwię, podszedł do niej- Co się wydarzyło?-
zapytał.

- Pojechałam do jej pracowni, miałam ją odebrać, bo wciąż nie najlepiej się czuła-
płakała-

- Miała się z kimś spotkać?-

- Nie wiem…Chyba tak, bo miała wcześniej wrócić, ale nie wiem- nie mogła się
opanować- Czy…Czy ona…-

- Muszę porozmawiać z Leną- uciął temat, pożegnał się z Liwią i zadzwonił do
Leny.

Dyżur tego dnia nie skończył się dwie godziny później, nie odstępował łóżka Elsy,
był przerażony tym co ją spotkało! Zastanawiał się kto mógł jej to zrobić? Pomyślał
o Luku, o tym z czym przyjdzie im się zmierzyć…Obiecał Lenie, że nie piśnie ani
słowa! Rankiem obudził go cichy jęk, dotknął dłoni przyjaciółki, wysilił się na uśmiech.
-Hej…Śpij. Przeszłaś operację, ale wszystko będzie dobrze- szepnął, z oczu kobiety
spłynęły łzy- Nie płacz, Elsa- dotknął jej włosów.

Patrzył na jej dłoń która wolno zsuwała się w dół kołdry, mocno ucisnęła brzuch,
zaczęła szlochać, sięgnął po zastrzyk, wstrzyknął płyn w wenflon- Zaraz poczujesz
się lepiej-

- Nie ratuj mnie…Proszę…-szepnęła resztkami sił po czym otumaniona lekiem, zasnęła.

……

Odpalił silnik, włączył kierunkowskaz, wciąż widział bladą twarz przyjaciółki, nie
można było zostawić jej ani na sekundę samej, bo odłączała aparaturę. Nigdy nie
widział jej w takim stanie, może jednak Luk powinien wiedzieć? Wolno przemierzał
ulice Kolonii, pilnował się żeby nie zasnąć, od domu dzieliło go jakieś jedenaście kilometrów, potrzebował kawy i snu! Wieczorem był umówiony!  Dawna znajoma
ze studiów medycznych, wspaniała lekarka. To właśnie klinikę w której pracowała
polecił Lenie, była wybitnym ginekologiem. Specjalizowała się w zagrożonych ciążach, trudnych przypadkach, musiał z nią coś skonsultować. Od miesiąca przebywała w Monachium, brała udział w międzynarodowym sympozjum medycznym, od dwóch
dni przebywała na uniwersytecie w Kolonii. Zainteresowała się fundacją którą założył
wraz z Leną, chciała się z nim spotkać. Bardzo ucieszył go jej telefon, właśnie jej
rady, opinii potrzebował! Z ulgą zaparkował przed domem i chwilę później zapadł
w sen.

……………………………………

-Liwia…Liwia…- poczuła szarpnięcie, zerwała się na równe nogi- Ktoś do Elsy-
spojrzała na barczystego mężczyznę.

- Kto?- wydukała zaspana. Poczuła strach a może to było tylko zmęczenie?

- Jakaś kobieta. Nadin Schmidt-

- Nie znam, nie wiem kto to- Liwia, przetarła zaspane oczy- Nie wiem- próbowała
się dobudzić.

- Twierdzi, że jest przyjaciółką rodziny, siostrą Elsy…- Liwia, wybałuszyła oczy.

-Może wyjdziesz i z nią porozmawiasz?- ruszyła za mężczyzną. Siostrą Elsy?
Pomyślała o Ninie, o rudawej dziewczynie…Kiedy spojrzała na kobietę, oblał
ją strach, przerażenie. To niemożliwe! W panice zaczęła się rozglądać, jakby
szukała kogoś kto jej to wyjaśni!

- Jestem Nadin, dokładnie siostra Niny- usłyszała głos nieznajomej- Ale nie jestem
nią- zaznaczyła uśmiechając się ciepło. Była śliczna, wysoka, szczupła, elegancka. Pasowałaby na siostrę Leny, taka myśl ją naszła. Nerwowo poprawiła włosy, mocniej zakrywała się luźnym , szarym swetrem.

- Liwia Langer. Jestem opiekunką. Pracuję u Elsy- wyciągnęła dłoń.

- Co tutaj się dzieje?- Nadin, rozejrzała się- Ochroniarze, obstawa, mur. Elsa, chroni
Luka, przed żeńskim światem?-

Liwia, zmrużyła powieki- Nie rozumiem. Elsa, miała wypadek- odpowiedziała.

- Mogę wejść i zobaczyć się z siostrą?-

- Tak…Proszę…- nie była pewna czy dobrze robi, ale w końcu to rodzina, przyjaciółka
rodziny, Elsie, potrzebny był ktoś taki- Lena, powinna za chwilę wrócić- wyjaśniła
wchodząc po schodach. Miała wrażenie, że prze twarz kobiety, przebiegł jakiś grymas,
ale pewnie coś jej się wydawało. Zatrzymała się przed drzwiami sypialni- Elsa, jest
w złym stanie, nie może się męczyć, niewiele mówi. Tylko kilka minut- uchyliła drzwi.

- Daj mi pięć minut- rudowłosa uśmiechnęła się i wślizgnęła się do sypialni,zamknęła
za sobą drzwi.

W mroku dostrzegła pielęgniarkę, skinęła głową, stanęła na wprost łóżka, blondynka
spała. Podeszła bliżej- Wróciłam w samą porę- szepnęła. Patrzyła na zakrytą opatrunkami  twarz kobiety, uśmiechnęła się- Pomogę ci przez to przejść. Zaopiekuję
się tobą, twoimi dziećmi…- usiadła, zauważyła obrączkę na dłoni- A szczególnie
twoim mężem, domem. Pomogę ci- szepnęła- Wszystkim się zajmę-

……………………………….

- Dobrze, że już jesteś- Liwia, przywitała szatynkę która wróciła ze spaceru.

- Coś z Elsą?!- przeraziła się.

- Nie. Nie- uspokoiła ją dziewczyna- Była tutaj siostra Elsy. Wpuściłam ją-
miała mieszane uczucia.

Lena, która pochylała się nad wózkiem, wyprostowała się- Kto?! Elsa, nie ma
siostry! Nina, nie żyje…-

- Nadin…Tak powiedziała…-

- NADIN?!- Lena, wrzasnęła, zatkała dłonią usta, zerknęła na śpiącą córkę.
-Nadin, tutaj była?- zapytała już nieco ciszej.

-Tak…-

Lena, wyjęła z kieszeni telefon, wybrał numer Nadin, ale powitała ją poczta.
- Coś mówiła? -

- Niewiele-

- Na przyszłość zadzwoń do mnie, zanim kogoś wpuścisz. A teraz pomóż
mi- podała jej torbę Niny.

Godzinę później, Liwia cicho weszła do pokoju szatynki- Mogę?- zapukała w futrynę.

- Jasne- szepnęła Lena, susząc ręcznikiem włosy.

- Przepraszam za tą sytuację z Nadin- weszła do pokoju.

- Nic się nie stało. Skąd mogłaś wiedzieć- uśmiechnęła się ciepło, podała rękę Liwii.
- Musimy porozmawiać- zaczęła łagodnie, blondynka usiadła obok- Dzwoniła Emma,
Thom ma problemy z ciśnieniem, nie może polecieć do Afryki…Tak bardzo nam
pomagasz, wspierasz, nie wiem czy mam prawo cię prosić o więcej- zerknęła w
ciepłe oczy Liwii.

- Chętnie pomogę-

-Liwia, polecisz do Toskanii a stamtąd do Kapsztadu…-

- Ja?! Do Afryki?!- zaszokowana blondynka poderwała się, wybałuszyła oczy.

- Oczywiście wszystko opłacimy, dostaniesz podwójną wypłatę…-

- Lena, nie o to chodzi!- przerwała jej, zaczęła krążyć po pokoju- Mówimy o Afryce!-

Szatynka wstała- Cała podróż zajmie ci tydzień, dzieci ci ufają, my również- Liwia,
odwróciła wzrok- Polecisz, Luk, cię odbierze, odpoczniesz z 4,5 dni, pozwiedzasz
i wrócisz! Znasz Patricka…-

Liwia, odskoczyła do tyłu, odwróciła się- Nie mogę. Przepraszam ale nie mogę tam
polecieć. Paul!- wykrzyknęła- Paul, poleci!-

- Nie może. Potrzebujemy go tutaj, sama rozumiesz- rzekła cicho- Liwia, pomóż
nam. Proszę, odwdzięczymy się- podeszła bliżej, Liwia, nie miała odwagi spojrzeć
jej w oczy – Po powrocie, Paul, pomoże ci wrócić na studia, pomożemy twojemu ojcu wyjść z długów…-

- Nie o to chodzi- jęknęła.

- Luk, nie może zobaczyć Elsy w tym stanie, ona tego nie udźwignie. Potrzebuje
odrobinę czasu…- Liwia, podeszła do okna. Chciała im pomóc, bardzo chciała!
Elsa, bardzo jej pomogła, dostałe szansę by się odwdzięczyć, w dodatku Afryka…
- Proszę…-

Miała dziwne przeczcie, że będzie tego żałować, żadna zgrabna wymówka nie
przyszła jej do głowy, nie chciała też sprawić im zawodu…To co spotkało blondynkę
było tak straszne…- Ok…Zgadzam się-

…………….

Dwa dni później obładowana zakupami, wpadła do domu, na stole w kuchni położyła
dwie, duże papierowe torby z zakupami i skierowała swoje kroki do swojego pokoju.
Jutro leciała do Toskanii, musiała się spakować…Zamarła w drzwiach. Na łóżku
siedziała Nicol wertując kartki jej pamiętnika- Czułam jego pocałunki, dłonie na
swoim ciele…- cytowała- Chłodne, ozdobne listwy…- wściekła rzuciła pamiętnikiem
w kąt- Ty, mała, podstępna dziwko!-

- Jak możesz czytać mój pamiętnik?!- Liwia, wpadła do pokoju, podniosła zeszyt.

- Zrobiłam zdjęcia, wyślę do mediów i zaraz przejdę przez drogę i pokażę go Lenie!-
wygrażała się brunetka.

- Nie zrobisz tego!- Liwia, zagrodziła jej drogę.

- Zapłacisz mi za to!- syknęła- Wpadłam pomóc ci się pakować. Afryka!- zaszczebiotała.

- To nie twoja sprawa- Liwia, musiała usiąść, wiedziała, że ma poważne kłopoty.

- Jeśli chcesz żebym milczała…- syknęła za jej plecami- Taki słodki,siostrzany sekret…-

-Czego chcesz?!- Liwia, wrzasnęła przez łzy.

- Zabierzesz mnie ze sobą. Do Afryki…-

Rozdział 256- Life…

PRZERWA nadal aktualna ;) ale jeszcze jeden rozdział, przed przerwą.
Ten rozdział napisałam jeszcze przed rozpoczęciem 4 cz, taki szkic.
Chyba on przybliży nas najbardziej do tego co będzie dalej, jeśli będzie
jakieś dalej ;)   Pozdrawiam ;)  Akcja rozgrywa się, półtora miesiąca
później, teraźniejszość przeplata się ze wspomnieniami.

Półtora miesiąca później. Kraków.

Liwia, wolnym krokiem przemierzała urokliwe ulice Krakowa, rzadko bywała
w Polsce, ale za każdym razem kiedy odwiedzała to miasto, na nowo się nim
zachwycała. Stojąc na wprost Sukiennic, spacerując ulicą Floriańską czy
spoglądając na zamek, czuła w powietrzu jakby magię. Nie czuła się zbytnio
związana z Polską, mimo, że jej matka pochodziła właśnie z Krakowa, nigdy
specjalnie nie dbała o to aby córki, lepiej poznały jej ojczyznę. Często pomijała
fakt, że pochodziła z Polski, Liwii, zawsze wydawało się to dziwne. Zatrzymała
się przy starszej kobiecie i kupiła krakowskie obwarzanki z makiem. Uwielbiała
je! Przez chwilę szła pogrążona we własnych myślach, od jej kłótni z Anią, minął
miesiąc a dokładnie, miesiąc i piętnaście dni. Skubiąc pieczywo, przebiegła przez
ulicę, miała do siebie cholerny żal! Źle się zachowała! Ale tamtej nocy, serce
zagłuszyło rozum, emocje wzięły górę! Czuła, że się rumieni, nieświadomie
dotknęła ust…Pomyślała o Paddym…Zatrzymała się przy kamienicy obok teatru
Bagatela. Pewnie wcisnęła numer 5 – Hallo?- usłyszała głos kuzynki.

- To ja…- zapanowała cisza, Liwia, słyszała bicie własnego serca. Delikatnie
popchnęła drzwi i po chwili spojrzała w pełne żalu oczy Ani.

-Liwia, za chwilę wychodzę do pracy…- blondynka, weszła do małej kuchni,
na kuchenny blat, rzuciła różową ścierkę w białe kropki, dopiła zimną już kawę.

- Ania, porozmawiaj ze mną, proszę- Liwia, stanęła w drzwiach kuchni.

- Rozmawiałyśmy- blondynka minęła ją, weszła do sypialni, otworzyła szafę
nerwowo zaczęła przeglądać jej zawartość.

- Ten pocałunek był błędem, nie mogę sobie tego wybaczyć…Nie wiem jak
do tego doszło- brzmiało to strasznie głupio ale naprawdę nie znajdowała
innego wytłumaczenia.

- Nie przede mną powinnaś się tłumaczyć!- Ania, trzasnęła drzwiami od szafy.
- On ma żonę, chyba jeszcze ma, czy jesteście razem?- zerknęła na kuzynkę.

- Ania, oczywiście, że ma! To się…Nie wydarzyło- spuściła wzrok.

Blondynka, zaśmiała się gardłowo, z wieszaka, zdjęła szarą, koronkową bluzkę.
- Nie chodzi o ten pocałunek- wytarła nos- Rozumiem cię, sama bym go pocałowała,
naprawdę cię rozumiem- przetarła oczy, rzuciła bluzkę na łóżko- Chodzi o twoją
niby wielką moralność!- wybuchła- Nie powinnaś iść na koncert! Nie wypada! Nie
przystoi! Nie jestem taka jak Niki! On ma żonę! Bla bla bla! Okazuje się, że szybko
o tym wszystkim zapomniałaś! – wycelowała w nią palec – Wiedziałaś, że go
KOCHAM- wrzasnęła- Zwierzyłam ci się mimo jakiś dokumentów które podpisałam!-
być może nie miała prawa mieć żalu do kuzynki, ale miała ogromny! – Gdybyś
szalała za nim jak tysiące fanek, jak ja…Zrozumiałabym ale ty byłaś pond to!
I co?! Jak się ma twoja moralność?!- zapytała cicho. To było ponad jej siły!

- Ania, to nie tak…Dalej podtrzymuję to co mówiłam, nie potrafię tego wytłumaczyć!-

- Jesteś gorsza od swojej siostry! O wiele gorsza! Ona przynajmniej jest szczera!-
głos jej drżał- Nie kryje się ze swoimi zamiarami! A ty?!- opadła na łóżko, Liwia,
usiadła obok niej.

- Zaskoczył mnie…Za dużo wypiłam, zaszumiało mi w głowie, ta piosenka, ten
wieczór…Nie potrafię tego wytłumaczyć…Nie całowaliśmy się, to było lekkie
muśnięcie przy składaniu życzeń…- wbiła wzrok w swoje splecione dłonie.

- Widziałam was…-

- Ania, przepraszam cię. Znasz mnie…Nie planowałam tego, sama jestem
sobą rozczarowana! – spojrzała na kuzynkę, z jej oczu popłynęły łzy.

- Boli mnie to co się wydarzyło, Liwia- Ania, mówiła cicho, wolno jakby starannie
dobierała słowa- Nie jestem jego żoną, nie mam prawa robić ci wyrzutów,
ale mam do ciebie żal. Zwierzyłam ci się, chciałam pójść na koncert, mimo
żalu do ciebie, wiem ile przeżyłaś, wiem jak ci ciężko, chciałam sprawić ci
niespodziankę, przyjemność…- otarła dłonią łzy.

- I sprawiłaś…-

- No na pewno!- zaśmiała się przez łzy- Paddy, sprawił ci przyjemność- wstała.
-Liwia, minie mi, a teraz naprawdę się śpieszę- sięgnęła po szarą bluzkę i białą,
wąską spódnicę.

- Może wieczorem…-

- Nie. Wracaj do Kolonii- Ania, ruszyła w stronę łazienki- Pamiętasz jak ci mówiłam,
o swoich lękach, o tym, że stoję w cieniu a ktoś inny…-

- Ania, to nie tak! Między nami do niczego nie doszło! I niczego nie ma! Nie myślę
o nim w ten sposób!- Liwia, zaprotestowała.

- Nigdy tak na mnie nie patrzył…Nigdy…Tak jak tego wieczora na ciebie- uśmiechnęła
się smutno- Nigdy- zamknęła drzwi od łazienki.

Liwia, jeszcze przez chwilę stała pod drzwiami, otarła łzy, rozejrzała się, co mogła
jeszcze powiedzieć? Cicho wyszła z mieszkania. Po drodze do hotelu, wstąpiła do
małej, klimatycznej restauracji. Zamówiła pierogi i piwo. Czekając na zamówienie,
myślami wróciła do pamiętnego wieczoru.
……

Delikatnie odwróciła twarz, czuła jego oddech na swoim policzku, jego bliskość,
jego usta…To było delikatne muśnięcie, niczym trzepot skrzydeł motyla…Zamknęła
powieki, czuła jego dłoń na swoich plecach, dotknęła jego twarzy. Chłodne, ozdobne
listwy…

……

Odskoczyli od siebie słysząc charakterystyczny trzask drzwi- Mój Boże- Paddy,
rozejrzał się w popłochu.

Liwia, dotknęła dłonią ust, również zaczęła się rozglądać, na korytarzu nikogo
nie było- Pójdę już- minęła go i zniknęła za dębowymi drzwiami.

……

Kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi spojrzała w zapłakane oczy Ania, procenty
wyparowały, a magiczna noc nagle zaczęła zmieniać się w koszmar- Zagadaliśmy
się- spuściła wzrok- Nie zauważyłam kiedy wyszłaś…-

-Zagadaliście się…To wersja oficjalna a nieoficjalna…Widziałam was- stanęła przed
nią, zagrodziła jej drogę do łazienki- To ja trzasnęłam drzwiami. Widziałam was!-
uderzyła w płacz, w jej głosie było słychać żal, rozczarowanie, w oczach zobaczyła
ból.

- Ania, nic się nie wydarzyło…- złapała dłonie kuzynki- Składał mi życzenia!-

- Przestań!- wyrwała je- Widziałam was! Widziałam, więc nie kłam, Liwia!- minęła
ją.

Roztrzęsiona blondynka, chciała podejść do kuzynki, ale nie mogła ustać na nogach,
oparła się o ścianę, serce biło jej niczym oszalałe, usta wciąż piekły ją od jego pocałunków, jak mogło do tego dojść? Dopiero teraz zauważyła, że Ania jest ubrana
do wyjścia, spakowana walizka, przewieszona torebka przez ramię- Ania, wychodzisz?-
zrobiła kilka kroków w stronę kuzynki.

- Wyjeżdżam, nie będę wam przeszkadzać-

- Boże! Ania, proszę cię, zostać!- zatrzymała szczupłą blondynkę- Proszę, porozmawiamy rano, wyjedziemy razem. Ania, przepraszam!- zaczęła płakać.

…..

Wbiła widelec w pieroga z kapustą i grzybami, były pyszne! Ania, uwielbiała gotować
i kiedy tylko się spotykały, gotowała dla niej prawdziwie polskie przysmaki. Zraniła ją.
Tej nocy próbowała ją zatrzymać, przeprosić, wytłumaczyć, chociaż sama nie bardzo
rozumiała zaistniałą sytuację. Ania, powiedziała jej dokładnie to samo co dzisiejszego
południa, słowo w słowo po czym wyjechała. Liwia, została sama z ogromnym poczuciem winy.

Skończyła obiad, dopiła piwo i opuściła lokal, postanowiła się przejść, co miała robić
w hotelu? Jutro rano wróci do Kolonii. Jakiś czas później spacerując po Kazimierzu, usiadła na ławce, jej myśli same przywołały wspomnienia tamtej nocy, a właściwie następnego dnia.

…..

Po nieprzespanej nocy, zeszła do restauracji na śniadanie, potrzebowała kawy!
Sącząc życiodajny napój, jak często nazywała poranną kawę, spojrzała na Cleo,
która zatrzymała się przy jej stoliku. Będzie coś podpisywać? Jednak szatynka
nie miała przy sobie żadnych dokumentów- Apartament na samej górze, 107,
Paddy, chciałby z tobą porozmawiać-

- Ok- kiwnęła głową.

Kiedy, szatynka oddaliła się , Liwia spojrzała na dzwoniący telefon. To była Elsa.

…..

Wychodząc z restauracji, jeszcze raz się rozejrzała…Wczoraj przez chwilę,
czuła się jak w bajce, jakby była kimś innym. Kopciuszkiem, który na jeden
wieczór założył piękną sukienkę i pocałował księcia. Rankiem wróciła szara,
nędzna rzeczywistość.

Niepewnie zapukała, otworzył jej koszmarnie blady, niewyspany i jakby przygnieciony
wyrzutami sumienia, Paddy.

- Hej-weszła do środka.

- Hej- szepnął- Nie wiem co powiedzieć…- od razu przeszedł do tematu- Niewiele
pamiętam, to takie typowe…- przetarł oczy, miał ochotę zapaść się pod ziemię.
Faktycznie niewiele pamiętał, ale wiedział jedno, że pocałował Liwię! Jak mogło
do tego dojść? Co go napadło ?! Nigdy nie zdradził Leny, nawet o tym nie pomyślał!
- Chciałbym żebyś o czymś wiedziała- rzekł wchodząc na balkon, stanęła obok
niego- Głupio to zabrzmi, ale ja nie jestem taki…Nie podrywam fanek, nie zdradzam
żony i nie chcę się tłumaczyć ale…To się zdarzyło po raz pierwszy…- zerknął na
nią niepewnie- Przepraszam…-

- Paddy, nie masz mnie za co przepraszać- po raz pierwszy na niego spojrzała,
patrzyła mu w oczy- Nic się nie stało- uśmiechnęła się- Miałam urodziny, złożyłeś
mi życzenia, zaśpiewałeś dla mnie, zatańczyliśmy, rozmawialiśmy- przełknęła ślinę.
- Odprowadziłeś mnie i jeszcze raz złożyłeś mi życzenia, pocałowałeś mnie, tak
zwyczajnie, jak pewnie całujesz…Elsę- wypaliła- Do niczego nie doszło- powiedziała
to tak pewnie…

- Ale…- zaczął intensywnie myśleć.

- Pocałowałeś mnie w policzek…Odwróciłam się i dotknąłeś kącika moich ust.
Nie zrobiłam tego specjalnie, przepraszam- spuściła wzrok.

Milczał, mógłby przysiąc, że posunęli się odrobinę dalej, przebłyski w jego pamięci
sugerowały co innego! Wszedł do pokoju, drżącą dłonią, napełnił szklankę wodą,
opróżnił ją, Liwia, również weszła do pokoju- Dziękuję za wczorajszy wieczór,
przepraszam jeśli masz wyrzuty, ale nie musisz ich mieć- chłonął każde jej słowo.
- Nie ma o czym mówić i nie chciałabym wracać do tego tematu, przed chwilą
dzwoniła Elsa, mogę wrócić do pracy- pisnęła radośnie- Nie chciałabym jakiś
niedomówień- wyjaśniła.

- Jasne…- wydukał wciąż zaskoczony.

- Trzymaj się Paddy- pożegnała się po czym wyszła. Nie czekała na windę, gnała
po schodach jakby gonił ją sam diabeł. Zatrzymała się dopiero przed drzwiami,
szukając karty, spojrzała w głąb wyciszonego korytarza, wciąż czuła zimne,
ozdobne listwy na swoich plecach, kiedy Paddy oparł ją o ścianę. Jego dłonie
na swoich udach, żarliwe pocałunki.

Weszła do łazienki, odsłoniła włosy, lekkie zaczerwienie na szyi, sięgnęła po
puder i delikatnie je zatuszowała- Nic się nie wydarzyło- szepnęła do swojego
odbicia w lustrze.

…………

Zrobiło się chłodno, podmuch wiosennego wiatru przyprawił ją o gęsią skórkę,
zarzuciła na siebie sweter w błękitnym kolorze, wstając poprawiła, jasne, wąskie
spodnie i ruszyła w stronę hotelu. Kiedy znalazła się już w pokoju,  z ramion
zrzuciła sweter. Dostała go od Elsy. Był tak błękitny jak kolor jej oczu, intensywny
jak jej przeszywające spojrzenie. Po raz drugi weszła do jej domu, z tajemnicą
schowaną w głębi serca. Po raz drugi milczała, z uśmiechem zapewniała ją,
że więcej jej nie zawiedzie! Bo przecież nic się nie wydarzyło! Powtarzała to
sobie zawsze przed zaśnięciem.

………..

Jimmy z Nicol po spędzonym tygodniu w Gmunden, bardzo się do siebie zbliżyli,
po powrocie, Jimma, pochłonęła praca nad nową płytą którą nagrywał z rodziną,
próby do nadchodzących koncertów ruszyły pełną parą, Jimm, przygotowywał
się również do swojej solowej, krótkiej trasy. Ganiał między studiem a domem Patki, regularnie zabierał dzieci do siebie i resztę wolnego czasu poświęcał Nicol, w której
może by już rzec, zakochał się. Po niezliczonych kłótniach z Elsą, zaczął unikać
domu przyjaciół, coraz bardziej oddalał się od nich, pracą zagłuszał wyrzuty sumienia.
W Niki, znalazł to co kiedyś w Ninie, przyjaciółkę, kochankę, partnerkę…Nie chciał
tego spieprzyć, nie pozwolił Elsie, wtrącać się w jego życie, starannie odrobił lekcję
z przeszłości.

……..
Mimo, że wiosna zawitała na dobre, Jimmy, postawił kołnierz od kurtki, było
chłodno, wiał wiosenny, silny wiatr. Wracał od dzieci, wcześniej wypił kilka piw
z Angelo i Joeyem, więc postanowił się przejść, przewietrzyć. Był coraz bliżej
domu w którym czekała na niego Niki.  Wrócił myślami, do pewnego, kwietniowego wieczoru.

…….
Był u Patricii kiedy zadzowniła do niego zapłakała Niki. Kolejna awantura z
siostrą i ojcem. Kiedy podjechał pod jej domu, siedziała na walizce, płacząc.
Zawiózł ją do siebie, zrobił ciepłą, cynamonową herbatę, miejsce w szafie, na
półce w łazience, położył spać i wrócił pod jej dom. Stał na środku ulicy zastanawiając
się do którego domu zapukać?

Dziesięć minut później siedział już w salonie Elsy i Luk, przyjaciele bacznie
mu się przyglądali- Wpadłem na chwilę…- zaczął niepewnie.

- Ostatnio ciągle wpadasz na chwilę, kłócisz się i wychodzisz. Dzisiaj będzie
inaczej?- zapytała zaczepnie blondynka.

Ugryzł się w język, nie chciał się kłócić- Chciałbym żebym było inaczej-
uśmiechnął się- Niki od dzisiaj u mnie zamieszka…-

- Jesteś kretynem, Jimm!- wrzasnęła Elsa, wstała i zaczęła krążyć po dużym salonie.

- Jesteś kretynem- powtórzył Luk.

- I na tym zakończymy rozmowę…- Jimm, wstał.

- Co z Leną?- Elsa, zagrodziła mu drogę- Pogodziłeś się z bratem?-

Jimmy, chciał ją minąć ale mu na to nie pozwoliła- Odpowiedź-

- Jeszcze nie-

- Luk, mówił ci, że ta laska chciała go uwieść, Liwia, cię przed nią ostrzegała!
Ja, cię ostrzegam! To nic dla ciebie nie znaczy?- była wściekła, ale jeszcze bardziej przerażona. Bała się o Jimma!

- To moje życie- rzekł nie patrząc przyjaciółce w oczy- Terapia mi to uświadomiła.
Dzięki- szepnął jej do ucha po czym ruszył w stronę drzwi.

- Nie chcę widzieć tej laski tutaj!- zatrzymał się słysząc jej słowa.

- Ok- odpowiedział tylko i wyszedł.

- Mogłeś się odezwać!- Elsa, naskoczyła na męża, który przeglądał zeszyt Lucasa.

- Odezwałem- powiedział nie odrywając wzroku od wypracowania syna na temat
rodziny- I nawet zgodziłem się z tobą!-

- Luk!- blondynka wyrwała mu zeszyt z dłoni.

- Elsa, nie zaczynaj!- zdenerwował się- Po części sama do tego doprowadziłaś!
Gdybyś nie wtrącała się w jego związek z Cleo, nie upierała się przy terapaii…-
wyjął z jej dłoni zeszyt- Jimmy, ma w nas, przyjaciół. On wie o tym. Ale ma rację
to jego życie…Nie uwierzył mi…Uważam, że musi się sparzyć, wtedy coś zrozumie- musnął jasne włosy żony i skierował się w stronę schodów- I nigdy nie każ mu
wybierać, tak nie postępuje przyjaciel!-

…….

Jimmy, otrząsnął się ze wspomnień, było mu przykro, ale zamierzał trzymać
się tego co postanowił! Wstąpił do sklepu, kupił ulubione czekoladki Niki i butelkę
wina. Brakowało mu Leny, rozmowy z nią, porady. Ona, jedyna nigdy go nie oceniała
a on tak bardzo ją zawiódł! Spojrzał w niebo, każdego wieczora obiecywał sobie, że
jutro do niej pojedzie…Kiedy wszedł do mieszkania, przywitała go cisza i ciemność,
stanął w drzwiach sypialni, spojrzał na śpiącą Nicolę, zamyślił się.W myślach
odtworzył ciąg dalszy wieczoru…Opuścił dom Elsy, przeszedł na drugą stronę
ulicy i zapukał.

………..

- Dobry wieczór, Jimmy Kelly- przywitał się z wyższy, starszym od siebie
mężczyzną- Jestem…-

- Proszę usiąść. Wiem, kim Pan, jest- ojciec Nicol, wskazał na skórzane krzesło, zamknął drzwi od swojego gabinetu- Cieszę się, że mogę Pana, poznać.To  takie… Dojrzałe. Pan, chyba jest dojrzałym, odpowiedzialnym mężczyzną?- wbił wzrok
w lekko zdumionego Jimma- Ma Pan, dzieci- bardziej stwierdził niż zapytał.

- Mam. Troje-

- Żona?-

- Nie żyje-

-Przykro mi, więc Pan, wychowuje dzieci?-

Jimmy, zmieszał się- Nie. Byłem dwukrotnie żonaty-

- Rozumiem. Ma Pan swoją przeszłość jak widzę-

- Jak każdy. Chciałem żeby Pan, mnie poznał, jestem z Pana, córką. Zatrzymała
się u mnie, od dzisiaj będziemy razem mieszkać. Proszę zanotować adres,
zawsze jest Pan, mile widziany- podyktował adres.

Mężczyzna uśmiechnął się- Mów mi Bill…- zamilkł jakby zastanawiał się czy aby
na pewno mówić dalej- Kelly Family. Musisz być sławny, bogaty- spojrzał w oczy
Jimma.

- Byłem…Nie rozumiem-

- Skoro moja córka z tobą jest…Ostatnio powiedziała mi, że będzie szczęśliwa
jeśli się stąd wyrwie. Cieszę się, że jest szczęśliwa- widział na twarzy muzyka
coraz większe zdenerwowanie- Jesteś ojcem, więc pewnie dla dzieci przychyliłbyś nieba…Czasem okazuje się, że to nie wystarcza. Moja córka ciągle chce więcej
i więcej. Nie wystarcza jej to co ma- spojrzał na zdjęcie stojące na biurku- Proszę
uważać na Niki…Jestem jej ojcem i bardzo ją kocham i skoro cię, ostrzegam,
musi coś w tym być-

- To dziwne co Pan, mówi-

- Nawet bardzo i sam nie jestem z tego dumny. Uważaj, Jimm- wstał, tym samym
dał do zrozumienia, że spotkanie dobiegło końca.

- Dobranoc-  Jimmy, z mieszanymi uczuciami opuścił dom Langerów.

………..

Często wracał myślami do tej rozmowy. Dziwna. Tym jednym słowem by ją opisał.
Ten mężczyzna ostrzegał go prze Nicol. Podszedł bliżej kanapy, poprawił, zsuwający
się koc. Uklęknął. Stracił głowę dla tej dziewczyny…Postawił wszystko na jedną
kartę, odsunął się od przyjaciół, ryzykował naprawdę wiele…Wstał, wszedł do kuchni,
otworzył wino. W jego głowie walczyły ze sobą dwa głosy, jeden mówił, że to
wyjątkowe uczucie, że po śmierci ukochanej, w końcu szczęście się do niego
uśmiechnęło, los zesłał na niego ponownie wielkie uczucie, drugi głos, szeptał mu,
że w życiu prawdziwie kocha się tylko raz…

…………

- Może polecicie ze mną?- Paddy, przyciągnął do siebie żonę, która starannie
układała koszule w walizce.

- Paddy, nigdy tam nie wrócę- odpowiedziała.

- Martwię się…-

- Nie musisz- odwróciła się by go pocałować- Damy sobie radę- mówiła to
z takim przekonaniem w głosie, że coraz bardziej w to wierzył. Lena, wróciła
już do pełni sił, kilka dni temu odbył się proces w którym jej rodzice, odnieśli
porażkę. Obiecali nie wnosić kolejnych pozwów, po procesie, ojciec Leny,
podszedł do nich, chyba chciał przeprosić, ale szatynka nie chciała z nim
rozmawiać. Po tej rozprawie, Lenie, jakby spadł kamień z serca, odżyła.
Odnajdywała się w roli mamy, zaczęła wychodzić z domu, długie spacery,
zakupy w galerii, obiady na mieście. Często widywała się Cleo, odnowiła
kilka znajomości z pracy, niedawno spotkała swoją dawną stażystkę, umówiły
się na kawę, po rozmowie z nią, odważyła się pojechać do sądu i prokuratury
na spotkanie ze swoim przełożonym. O powrocie do pracy na razie nie mogło
być mowy, ustalili coś wspólnie z Paddym, ale zaczęła pisać artykuły do
prestiżowego czasopisama prawnego. Myślała nad książką, zgodziła się na
jeden wykład na uczelni. Coraz częściej anonimowo udzielała porad na portalu
prawnym. Kiedy na nią patrzył, wiedział, że jest szczęśliwa.

- Wiem. Jesteś wspaniała- Paddy, mocno ją do siebie przytulił – Kontrakt
obejmuje cztery miesiące, oczywiście z przerwami- zaznaczył.

- Wiem, czytałam go- uśmiechnęła się.

- I studio w Londynie…- przygryzł usta.

- Paddy, wiem- pogładziła dłonią jego twarz- I bardzo się cieszę. Jedź, nagrywaj,
realizuj się. Wiesz, że jestem twoją największą fanką- pocałowała go namiętnie.
Szybko wsunął dłonie pod jej bluzkę, delikatnie położył na łóżku w sypialni.

- Zwariuję bez ciebie- szepnął ochryple, zsuwając z siebie spodnie i bokserki.

Pół godziny później, ocierając pot z czoła, Paddy,  położył się na łóżku,
Lena naciągając na siebie luźny t-shirt, zajrzała do łóżeczka. Nina, spała.

- Kelly, tak przy dziecku- spojrzała na niego figlarnie, w odpowiedzi uśmiechnął
się tylko. Uwielbiał ją! Długie, lśniące włosy miękko opadały na szczupłe plecy, pojedyncze kosmyk zasłaniały twarz, wspaniała sylwetka schowana jedynie
pod białym t-shirtem, nie miała na sobie bielizny. Wodził dłonią po jej długich,
smukłych nogach. Była idealna…Była wspaniałą przyjaciółką, kochanką, żoną
i matką jego dziecka.

- Kocham cię- szepnął.

- To dobrze- usiadła mu na udach, widziała, że znów jest pobudzony- Bo, ja ciebie
też- pochyliła się by go pocałować.

……..

Dręczony przez koszmar, obudził się zalany potem, wsłuchiwał się w spokojny
oddech żony, próbował się uspokoić. Od miesiąca śnił ten sam sen…Uprawiał
seks, wodził dłońmi po smukłych udach, zsuwał pończochy, które tak go podniecały, kciukiem drażnił nabrzmiały sutek. Na korytarzu panował półmrok, w uszach odbijała
się głucha cisza, przerywana jedynie jękiem podniecenia. Szczupłe dłonie, rozpięły
mu zamek w spodniach, zanim w nią wszedł, zatopił w niej palce, w końcu mocno
pchnął. Oparł ją o zimną ścianę, którą pokrywały ozdobne listwy,  wplótł dłonie w
jej włosy i otowrzył oczy. Zamiast długich, prostych włosów w kolorze kasztana w
dłoni trzymał lekko falowany pukiel blond włosów. Przerażony, odchylił głowę i
zamarł. To nie była Lena lecz Liwia! Mimo, że był przerażony, nie mógł się od
niej oderwać, podniecienie przybierało na siele, widział jej łagodną twarz, idelanie
wykrojone usta, wbił się w nie, jego ruchy stawałys się coraz szybsze i mocniejsze.
Był oszalały z podniecenia. Wiedział, że robi coś strasznego ale nie mógł przestać!
Kiedy oboje już szczytowali, czuł jak wypełnia sobą dziewczynę, nagle otwierją się
drzwi i spogląda w smutne oczy żony. Wtedy się budzi. Śni ten sen prawi każdej
nocy! To był jakiś obłęd! Ocierając twarz, wyskoczył z łóżka.

Dzisiaj dwa razy kochał się z żoną, ubóstwiał ją! Działała na niego jak żadna
inna kobieta, miała w sobie to wszystko czego zawsze szukał w kobietach.
Pewność siebie, piękne ciało…Więc dlaczego?

Opuścił sypialnię, zbiegł po schodach, zapalił małą lampkę w kuchni. Pijąc zimną
wodę, wrócił myślami do poranka po feralnej nocy.

- Między  nami do niczego nie doszło, nawet się nie pocałowaliśmy- słyszał
łagodny ale pewny głos Liwii. Mimo, że pzebłyski w jego pamięci sugerowały
co innego, uwierzył jej! To było coś co chciał usłyszeć! Nie pytał o nic więcej.
Między nimi do niczego nie doszło i tylko to się liczyło! Jak w ogóle mógł
dopuścić do takiej sytuacji? Przecież już raz to przerabiał, a Lena, razem z
nim. Oczywiście nie porównywał Liwii do Joelle, ale…Była jeszcze Ania! Do
tej pory uważał, że nie robi niczego złego, teraz nie był już tego taki pewien.

- Jesteś kretynem!- szepnął patrząc w okno.

Kim była Liwia?

Nie wspomniał Lenie o incydencie z Liwią, miał taki zamiar, ale skoro
do niczego nie doszło? Liwii, bardzo zależało żeby nie wracać do tej
sytuacji, nie chciała staracić pracy. Widział ją z dwa, trzy razy kiedy
byli u Elsy, zachowywała się noramlnie, przywitała się, zamieniła kilka
zdań. Więc chyba naprawdę do nieczego nie doszło! Nie była aż taki
pijany, żeby nie pamiętać seksu! Co to, to nie! Ale myślał, że posunęli
się odrobinę dalej niż tylko tylko jeden, niewinny pocałunek, jak to
Liwiia, okresliła w kącik ust!

Jakoś odechciało mu się spać, usiadł na schodach, myślami wrócił do rozmowy
sprzed miesiąca.

……..

- Oto umowa- Cleo, podała dokumenty Lenie- Program, wyjazd do Afryki,
promocja, później emisja-podała kolejny dokument – Płyta, promocja i trasa-
zerknęła na szatynkę- Jakieś półtora roku- przeniosła wzrok na zamyślonego
Patricka.

- Jak dla mnie ok- Lena, odłożyła dokumenty.

- Sam nie wiem, to kawał czasu- Paddy, potarł czoło.

- Ale nie wyjeżdżasz na półtora roku- Cleo, roześmiała się- Masz masę wolnego, oczywiście, Lena, masz do dyspozycji apartament…-

- Nie, nie- szatynka pokręciła głową, poprawiła Ninę, która siedziała na jej kolanach.
- Ta opcja odpada. Paddy, będziesz bardzo często w domu- wodziła wzrokiem
po umowie.

- To prawda- zgodziła się Cleo.

- Więc podpsiz- rzekła pewnie Lena.

- Sam nie wiem- wciąż miał wiele obaw.

- To twoja decyzja, ale masz moje błogosławieństwo- musnęła jego włosy.

- Oczywiście, szukam kogoś do pomocy. Wszystko dokładnie sprawdzę-
Cleo, przenosiła wzrok z Paddyego na Lenę- O nic się nie musicie martwić-

- Dwa razy w tygodniu, zakupy i sprzątnie- zaznaczyła Lena- Nie chcę opiekunki
dla Ninki-Paddy, pocałował jej dłoń. To był jego warunek, wróci do pracy, jeśli Lena,
zajmie się córką. Półtora roku. Wiedział, że udziela się na jakimś portalu prawnym,
że publikują jej porady w gazecie. Później to on miał zrobić sobie przerwę, a Lena,
miała wrócić do pracy. Taki zawarli układ. Sięgnął po długopis, podpisał.

- Ok, spadam- Cleo, starannie złożyła dokumenty- Kiedy dowie się Elsa?-

- Niebawem -

- Ok. Luk, przysłał podpisaną umowę – Cleo, poprawiła włosy- O mnie nic nie wie?-

- Nie i się nie dowie. Spokojnie- zapewniła ją Lena.

- Ok, jesteśmy w kontakcie- szatynka pożegnała się.

 

Wieczorem kiedy Nina w końcu zasnęła, Paddy, wszedł do łazienki, Lena,
zatopiona w pianie, otowrzyła oczy i spojrzała na niego- Zasnęła- westchnął.

- Zęby jej wychodzą, w dodatku szczepienie- szepnął zamykając powieki.

- Jestem pełen obaw…Ale wiem, że dasz sobie radę. Wiem, to- zanurzył
dłoń w ciepłej wodzie- Jestem z ciebie dumny- powiedział szczerze.

- Ja też jestem z ciebie dumna- uśmiechnęła się- Ciężko pracowałeś
na swoją karierę, musisz iść dalej. To dobra decyzja- zapewniła go.

- Wiem…-

- Lena, czasem boję się, że coś spieprzę- wypalił. Był jakiś niespokojny,
coś go dręczyło, jakiś niepokój. Spojrzała na niego.

- Paddy, wierzę, że wszystko co złe, już za nami. Każdy z nas popełnił błędy-
zacisnęła swoją, mokrą dłoń na jego nadgarstku-  Kiedyś coś ci powiedziałam…
Jeśli mnie zdradzisz miej jaja by mi o tym powiedzieć, ale wtedy to będzie
nasz koniec. Nie wybaczę ci- mimo wysokiej temperatury w łazience, zrobiło
mu się zimno – Jeśli już mnie zdradzisz to nie obwieszczaj całemu światu,
dyskretnie-

- Lena…-

- Nie kłam i nie ukrywaj niczego, ale o mało istotnych sprawach nie chcę
wiedzieć. Nie podcinaj mi skrzydeł, po prostu nie rań mnie- przeciągnęła
palcami po jego ustach – Ufam ci. Chcesz mi o czymś powiedzieć?- miał
wrażenie, że zagląda mu w głąb serca, duszy.

- Kocham cię- w odpowiedzi delikatnie ją pocałował.

…………

Wrócił do sypialni, położył się obok żony, wtulił się w jej plecy. Pomyślał o Jimie,
zacisnął pięści na fałdach kołdry. Nie chciał o nim myśleć! Nie odzwyał się i sam
już nie wiedział czy to dobrze, czy źle! To było i w jego stylu i nie. Jakoś mu zwisały relacja z Jimmem, ale widział, że Lena, bardzo to przeżywa. Widział jak się podrywa
na dźwięk dzwonka, jak zerkała przez okno, przyłapał ją na wpatrywaniu się w jego numer telefonu. Luk, wyjeżdżał wraz z nim, prawie całe jego rodzina, znajomi
mieszkali w Kolonii, czułby się pewniej, wiedząc, że Jimm, będzie zaglądał do
Leny. Nie wiedział kiedy pogrążony w myślach zasnął.

……………

Miesiąc upłynął państwu Jeffey w miarę spokojnie, pomiędzy kłótniami
o Jimma, starali się o dziecko, Luk, wyjeżdżał na krótko, martwił się
brakiem kontaktu z Teo, Olivia, ciągle przekładała jego wizytę w Europie.
Tajemniczy inwestor wycofał się, pokaz obrazów Elsy, nie odbył się co
negatywnie na nią wpłynęło. Od ponad tygdonia męczyła ją uporczywa
grypa, gdyby nie pomoc Liwii, z którą łączyły ją coraz bliższe stosunki,
Luk, musiałbym odwołać wszystkie sesje.

Wynik test ciążowego po raz kolejny pokazywał jedną kreskę. Blondynka,
coraz bardziej się tym martwiła, czuła, że coś było nie tak. Oczywiście
badała się, ale wyniki nie wykazywały niczego niepokojącego. Mieli zdać
się na czas…A czas jej uciekał, jej zegar biologiczny tykał, coraz mniej
czasu zostało do wyjazdu Luka do Afryki! Każdy kolejny dzień uświadamiał
jej, że jeśli nie zajdzie w ciąże, Luk wyjedzie!

Fotograf kiedy tylko usłyszał o propozycji Cleo, od razu się zgodził! Cieszył
się na ten wyjazd! Cieszył się na spotkanie z synem, Larysą, na powrót do
przeszłości. Było tylko jeden problem…Elsa. Od kiedy jej powiedział ich dom
stał się polem nieustannej walki,pretensji, oskarżeń.

 

………

- Ta grypa mnie wykończy- Elsa, kichnęła po raz któryś, ukryła twarz w chusteczce.
- Liwia, zrób mi herbaty, proszę!- zawołała z sypialni- Boże, dlaczego?!- zakryła się kołdrą. Tydzień temu wydawało jej się, że już jest zdrowa. Grypa wróciła z podwójną
siłą w pakiecie z zapaleniem oskrzeli.

Od prawie trzech tygodni, spała, kichała, chwilami kiedy leki działały a
gorączka spadła kłóciła się z Lukiem i tak w kółko. Afryka. Wyjeżdża!
Mocniej wtuliła twarz w poduszkę, jak mógł jej to zrobić? Po tym wszystkim
przez co przeszli? Jak mógł znów się narażać? Nie rozumiała go, nie mogła
tego pojąć Nie potrafiła o niczym innym myśleć! Nie pomagały prośby, groźby,
wrzaski, nawet posłużyła się dziećmi, ale pociechy zazdrościły ojcu wyjazdu
i cała akcja obróciła się przeciwko niej! Ucisnęła dłonią brzuch, wiedziała, że
Luk, pragnie dziecka, coraz bardziej na nią naciskał, może dlatego wyjeżdżał?
Zakryła poduszką twarz. Luk, taki nie był! Ale nie był też ideałem, jak większość
go postrzegała. Po jej zaróżowionych policzkach, spłynęły łzy, czuła się fatalnie!
Sięgnęła po telefon, chciała zadzwonić do Jimma, ale szybko go odłożyła!
Nie zaakceptuje tej całej Niki! Uderzyła w płacz.

-Elsa- do sypialni weszła zmartwiona Liwia, na szafce nocnej położyła kubek
z herbatą i paczkę z herbatnikami.

- Powinnam rzucić mu w twarz, że jeśli tam pojedzie, koniec z nami!-
szlochała –  Ale…On nienawidzi takich zachować, wiem, że i wyjdzie!
A ja nie mogę zrobić tego Mary! Nie mogę, znów jej zranić!- zanosiła
się płaczem- Więc przed nią muszę się uśmiechać!-

- Elsa, uspokój się- Liwia, przytuliła ją do siebie- To tylko dwa tygodnie-
kołysała ją w ramionach- Proszę nie płacz, gorączka ci wzrośnie- dotknęła
gorącego czoła.

- Mam wrażenie, że zaraz umrę…- położyła się- Nie czuję się nic lepiej-

- Jutro rano zadzwonię po lekarza- rzekła stanowczo Liwia.

- I dlaczego nie mogę zajść w ciąże?!- rozszlochała się na dobre- Wtedy
na pewno by nie wyjechał!-

- Elsa, wszystko w swoim czasie-podała jej tabletkę i szklankę z wodą.
- Masz gorączkę, pomogę ci się przebrać- dotknęła jej mokrej koszuli
nocnej.

Spała już kiedy wrócił Luk, jednak gorączka i złe samopczucie, nie
pozwalało jej zapść w głęboki sen, jęknęła.

- Kochanie, potrzebujesz czegoś?- Luk, zapalił lampkę, ujął jej ciepłą dłoń.

- Tak, ciebie- szepnęła, z jej oczu popłynęły łzy- Nie zostawiaj mnie, Luk.
Błagam cię! Nie zostawiaj mnie- czuła drażniące, gorące powietrze.

- Ciii. Spokojnie- dotknął jej czoła- Kochanie, nigdy cię nie zostawię. Nigdy,
jesteś moim sercem- pocałował jej rozpaloną twarz- Lecę w inne miejsce,
bezpieczne, potrzebuję tego i ty chyba też, żeby zrozumieć, że wrócę!
Spotkam się z Teo-

- My, jesteśmy twoją rodziną- szlochała, miała wrażenie, że zaraz się udusi.
- Nie zostawiaj mnie! Błagam cię!- prosiła- Jeśli mnie kochasz…-

- Elsa!- upomniał ją łagodnie- Nie używaj takich argumentów-

- To dlatego, że nie mogę zajść w ciąże?- płakała, nagle zrobiło jej się przeraźliwie
zimno, wręcz lodowato.

- Nie!- oburzył się, dotknął jej czoła. Pomógł jej usiąść, podał tabletkę- Nie
dlatego. Mamy czas-

- Nie mamy!- kaszlała.

- Kochanie…-

- Nie zostawiaj mnie…Proszę…Nie zostawiaj mnie…Zajdę w ciążę…- majaczyła.
Odrzucił kołdrę, wziął ją na ręce, była mokra, lepiła się do niego, skierował się w
stronę łazienki.

Kiedy obszerna wanna napełniała się zimną wodą, rozebrał żonę. Bardzo powoli, delikatnie położył ją w wannie – Nie zostawiaj mnie…- była jak bezwładna lalka,
osunęła się pod wodę.

- Boże! Elsa!- wskoczył do wanny, zimna woda, na chwilę go unieruchomiła.
Usiadł w wannie, ułożył Elsę na swoich kolanach, ręcznikiem obmywał jej
rozpalone ciało, przykładał do czoła- Kocham cię- szepnął – Jesteś miłością
mojego życia-

….

-Jesteś miłością mojego życia- powtórzył pakując sprzęt fotograficzny, zerknął
na zegarek. Musiał wracać do domu, przewiesił torbę przez ramię, zamknął studio
i ruszył w kierunku zaparkowanego Porshe. Odpalając silnik, włączył kierunkowskaz,
pogrążony był we wspomnieniach tamtej nocy, jak leżała bezwładnie w wannie, jak
zanurzyła się pod wodą- Choler!- warknął. Nie miał serca jej zostawić, skręcił w
lewo, nie spojrzał w lusterka, nie zauważył kobiety, która prawie wpadła mu pod
samochód. Przerażony wyskoczył z samochodu- NADIN?!-

Elsa,po dwóch dniach nie wstawania z łóżka,  w końcu stanęła na nogi,
dalej męczyła ją grypa ale jakby nowy antybiotyk zaczął działać. Trzymając
się ściany, wyszła na korytarz, opaską którą zasłoniła oczy aby zasnąć,
odsłoniła włosy, luźno związała szlafrok. Luka, nie było, miał wrócić do godziny,
Liwia zawiozła dzieci na basen. Tchnięta przeczuciem weszła do gabinetu męża,
coś się nie zgadzało. Nie musiała długo szukać, to czego szukała znalazła w
pierwszej szufladzie. Usiadła, wertowała kartki umowy…Luk Jeffey…Kapsztad…
-wzrokiem wyłapywała najważniejsze informacje…Michael Patrick Kelly…Cleo Jones.
Cleo Jones!- spięte kartki formatu A4 upadły na podłogę. To, że jej mąż wyjeżdżał
to była sprawka Cleo! Zemściła się, uderzyła w najczulszy punkt! Poczuła zawrót
głowy, nie doceniła wroga!

Trzy tygodnie później. Kolonia.

Jimmy, zatrzymał się przed domem który kiedyś traktował jak swój. Od Patricii,
dowiedział się, że Elsę zabrało pogotowie. Tydzień temu ją zabrało a on dopiero
teraz się o tym dowiedział! Popchnął furtkę, wszedł do środka. Jak mógł tak długo
zwlekać? Przecież Elsa była dla niego jak siostra, była jedną z najważniejszych
osób w jego życiu! Było mu wstyd! Tak samo Lena, wciąż zwlekał z rozmową.
Swój czas dzielił między próby, nagrywanie a Niki. Wrócił myślami do wydarzeń
sprzed tygodnia…Zabrał ją na rodzinny obiad który zakończył się katastrofą!

Zapukał, drzwi otworzyła mu…Lena! Chciał zapaść się pod ziemię- Hej- szepnął.

Szatynka, zrobiła dwa kroki do przodu, zamknęła za sobą drzwi, skrzyżowała
dłonie na piersiach. Tak bardzo za nim tęskniła! Chciała rzucić mu się w ramiona,
powiedzieć o dramacie jaki na nich spadł, ale to już chyba nie był ten sam Jimm.

- Chciałem porozmawiać…-

- Gdzie byłeś kiedy cię potrzebowałyśmy? – zapytała lodowatym tonem.

- Ja, nic nie wiem…-

- Gdzie byłeś Jimm?-