Rozdział 279- Sing Meinen Song

 Rozdział wyszedł strasznie długi,  przejściowy  chyba taki luźny.
Już w kolejnym, będzie dwa miesiące później ;) Czyli przyśpieszamy  ;)

 

…………………….

- Cleo nie powinnaś chodzić po domu w majtkach- szatynka stanęła na
baczność widząc Aimee w drzwiach. Od kilku dni dzieci Jimma, mieszkały
z nimi. Meike, była w szpitalu.

- Przepraszam- rzekła ze wstydem, szybko wskoczyła w spodnie od dresu.
- Może coś zjemy?- zapytała przyjaźnie. Pamiętała swoje początki z Aimme,
były trudne ale poprawne.

- Nie jemy o tej godzinie, mama przestrzega godzin posiłków-

- A może coś słodkiego?- Cleo, objęła dziewczynkę ramieniem ale ta
odwróciła się- Jakieś zakupy? Cukiernia?-

- Nie pieczesz ciast?- dziewczynka zapytała z wyrzutem jakby Cleo co
najmniej zaproponowała,że wrzuci jej brata na grilla.

- Piekę…Kiedyś piekłam- podrapała się po plecach- Ale dawno temu, nie mam
czasu ani talentu- pomaszerowała w stronę kuchni,zaczęła przeglądać szafki,
lodówkę- Pomożesz mi coś upiec?-

Aimee, wzruszyła ramionami- Mogę ci pomóc- przewróciła oczami- Brauni-

- Ok- Cleo,ucieszyła się.

- James płacze- do kuchni wpadła młodsza córka Jimma.

Cleo wraz z dziewczynkami ruszyła za rozchodzącym się po domu płaczem.
Chłopczyk leżał w holu obok schodów.

- O mój Boże! James!- Cleo jednym susem pokonała cztery schody- Żyjesz?!-

-Żyje! Przecież płacze!- prychnęła Aimee.

Szatynka wzięła chłopczyka na ręce- Już dobrze kochanie- tuliła go do siebie.
- Już dobrze- kołysała.

- Sprawdź czy sobie nic nie złamał- podpowiadała Maire.

- Jezu!- uniosła dziecko do góry- Kochanie, boli cię ?- z przerażeniem wpatrywała
się w chłopca.

- On jeszcze nie mów!- rzekła poirytowana Aimee.

- Przestań się wymądrzać i mi pomóż! To twój brat!- wrzasnęła szatynka.

- Bardziej się przestraszył niż coś sobie zrobił- dziewczynka pocałowała brata.

- Kiedy wróci mama?- zapytała Maire.

- Wróci! Niebawem!- uspokoiła ją Aimee.

- Chodźmy na górę- szepnęła Cleo, tuląc do siebie Jamsa. Zawładnął nią strach,
że polegnie, że sobie nie poradzi.

- Tata, wspominał coś o wakacjach- mówiła Aimee, kiedy Cleo wraz z Maire
uspokajały przestraszonego chłopca- Polećmy do Toskanii! Tęsknimy za
Mary!-

Cleo, zacisnęła powieki i policzyła do pięciu- Jeszcze nie dostałam urlopu,
porozmawiamy jak wróci tata- w duchu odliczała minuty do powrotu Jimma!

- Chcemy Toskanię!- upierała się dziewczynka.

- Już w porządku?- szatynka uśmiechnęła się do malucha, był taki podobny
do ojca!

- Zawsze możemy polecieć z tatą. Sami- Cleo, podniosła wzrok, wytrzymała
spojrzenie dziewczynki.

- Nie ma problemu- odpowiedziała ze spokojem w głosie- Wrócimy do tematu
jak wróci tata- zakończyła temat, drgnęła na dźwięk dzwonka.

- Tata!!!- dziewczynki pobiegły otworzyć.

- Chwała Bogu!- westchnęła, wzięła Jamsa na ręce.

- Wujek!!!- słyszała okrzyki, jej oczom ukazał się zaszokowany Patrick.

- Hej- powoli wchodził po schodach.

- Cleo, nie potrafi piec ciast, zajmować się Jamsem i nie chce lecieć do Toskanii!-
skarżyła Aimee.

- Aimee- Paddy, pogroził dziewczynce- Nie ładnie tak mówić- upomniał ją,
przytulił dziewczynki- Jak się miewa mój chrześniak?- wyciągnął dłonie by
wziąć chłopca na ręce- Ale ty urosłeś! Gdzie Jimmy?- zerknął na Cleo, nie
mógł się nie uśmiechnąć, wyglądała na wyczerpaną, zmęczoną i totalnie
zagubioną.

- Pojechał po zakupy- odpowiedziała cicho- Dzieci są u nas od tygodnia-

- Od  tygodnia? Myślałem, że co drugi weekend…- urwał widząc minę Cleo.

- Aimee, zabierz brata. Biegnijcie do ogrodu po kwiaty do wazonu! Migiem!-
ponaglił dziewczynki- Dlaczego nie ma cię w pracy?- stał na wprost kobiety.

- Bo zajmuję się dziećmi- odpowiedziała rozkładając ręce, zaczęła sprzątać
porozrzucane zabawki- Meike, jest szpitalu. Ma nawrót choroby, fatalne wyniki
i właściwie już tylko cud może jej pomóc- miała ochotę uderzyć w płacz ale
zacisnęła zęby i sprzątała dalej, nie rozklei się przed nim!

- O czym ty mówisz?- złapał ją za łokieć, z dłoni wyjął kucyka pony.

- Zapomniałam, że nie interesujesz się rodziną!- prychnęła idąc do kuchni,
wdepnęła w rozbite jajko. Wrzasnęła na cały głos, kiedy otworzyła szafkę
rozsypały się płatki kukurydziane po całej kuchni.Stała i zaciskała powieki.

Paddy z przerażeniem rozglądał się po zagraconym domu,chyba nigdy nie
było tu takiego syfu- Ok. Pomogę ci posprzątać- zaproponował.

- Posprzątam. Zajrzyj do dzieci- poprosiła cicho.

- Nie wiedziałem, że Mieke jest w tak fatalny stanie- podał jej szufelkę.

- Jimmy, do ciebie dzwonił- powiedziała wycierając rozdeptane jajko – Ale nie
zdążył ci powiedzieć, rozłączyłeś się- nie wyczuł w jej głosie wyrzutu, zrobiło
mu się głupio- Pojadę jutro z tobą na ten wywiad- zerknęła na niego- I wezmę
jeszcze tydzień wolnego-

- Co z trasą?-

- Jadę z tobą- taką miała nadzieję!

-Co z Jimmem? Jak się trzyma?-

- Jest załamany.  Jest mu ciężko- wyrzuciła ręczniki papierowe do śmieci.

- A ty jak się trzymasz?- zaczął zamiatać podłogę w kuchni.

Wyprostowała się, zacisnęła dłonie na blacie, odchyliła głowę- Myślę, że
próbuję się odnaleźć, to dobre stwierdzenie- westchnęła- Ale nie martw
się, nie nawalę- poklepała go po ramieniu wychodząc- Chodźmy do ogrodu-
na tacy położyła dzbanek z wodą i cytryną oraz miskę z orzechami i pistacjami.

- Mamy kwiaty!- dzieci przekrzykiwały się wymachując bukietami.

- Piękne!- Cleo, uśmiechnęła się- To dla mnie?- zapytała bez nadziei.

- Tak!- Maire wręczyła jej bukiet polnych kwiatów, w ślad za nią poszedł
James wymachując połamanym patykiem- Ooo jesteście kochani- przytuliła
dzieci do siebie.

-Dla ciebie- Aimme, również zaprezentowała swój bukiet- Proszę-

- Dziękuję kochanie- wzruszona Cleo przytuliła dziewczynkę.

- Przepraszam. Tęsknię za mamą- szepnęła dziewczynka.

- Wiem kochanie, wiem. Niedługo będziecie już razem- mocno ją do siebie
przytuliła.

Patrick z otwartą buzią stał oparty o drzewo, obserwował Cleo i dziewczynki.

- Możemy się kąpać? – Maire wskazała na basen.

- Tak- odpowiedziała szatynka, podwinęła spodnie od dresu, wzięła Jamsa
na ręce i weszła do basenu- Woda jest zimna!- wrzeszczała.

- Ciepła jest!- śmiała się Aimee pryskając wodą, dziewczynki zaczęły się
wygłupiać, Cleo, wylądowała w wodzie, wszyscy zaczęli się śmiać, Paddy,
zatkał dłonią usta. Chyba nigdy jej takiej nie widział, zmęczonej ale szczęśliwej.

- Teraz możesz paradować w majtkach, ale i tak powinnaś założyć strój-
oznajmiła Aimee, Cleo, tylko pogroziła jej palcem.

- Co się tutaj dzieje?- do ogrodu obładowany zakupami wszedł Jimmy- Hej-
rzucił w stronę Patricka.

- Hej- odpowiedział- Jimmy! Nie wiedziałem o Meike- Patrick zrobił przepraszającą
minę.

- Nie musisz wiedzieć- burknął Jimmy, podchodząc do basenu- Wykończycie
Cleo!- złapał się za głowę.

- Podejdź bliżej- poprosiła szatynka, jednym ruchem wciągnęła go do basenu.

-Tata!- śmiały się dziewczynki.

- O Boże- szepnął Patrick, postanowił wnieść zakupy do kuchni.

- Dajesz radę?- zapytał Jimmy, odgarniając mokre włosy z twarzy Cleo.

- Z trudem- odpowiedziała uśmiechając się- Pogadam chwilę z Paddym-
podała mu Jamsa i wyszła z basenu.

Jimmy,  również wyszedł z basenu, wsadził syna do dmuchanego żółwia, sam
zrzucił z siebie mokre ubranie, podciągnął szare bokserki prawie pod pachy i
wrzasnął – Nadchodzi…Rekin ludojad!- z dzikim okrzykiem wskoczył  do basenu
i zaczął wygłupiać się z dziećmi.

Cleo, wyszła na taras, Paddy, nawet jej nie zauważył, obserwował brata- Możesz
dołączyć- usłyszał jej głos.

Stała w luźnej, granatowej w białe paski sukience i wycierała włosy- Nie- chrząknął.
- Nie mam takich seksownych bokserek- wskazał na brata.

Cleo, usiadła, podsunęła mu szklankę z wodą- O co chodzi?- zapytała.

- Nie wiedziałem. Naprawdę. Wiesz ile mam pracy- próbował się tłumaczyć.

- Wiem- odpowiedziała.

- Cleo, nie zrozum mnie źle…Meike, na pewno wyzdrowieje- zrobił znak krzyża.
- Ale…Ale…- wiedziała co chciał powiedzieć- Ale gdyby coś jej się stało. Jimmy,
będzie musiał zająć się dziećmi- wbił w nią wzrok.

- To zrozumiałe-

- Od lat nie jest z nimi na co dzień, ale jest ich ojcem i da sobie radę, tylko,
że- przygryzł usta- On za chwilę też jedzie w trasę, promocja, występy…
No i to Jimmy- podsumował, odwróciła wzrok- Wspaniale się nimi zajmujesz
i wiem, że dasz sobie radę, ale ty nawet nie chciałaś mieć dzieci. Sama jesteś
ciągle w rozjazdach, borykasz się ze…Swoimi problemami- zamilkł widząc
złość na twarzy menedżerki.

- Nie borykam się już z niczym! I nie mów o Meike jak o zmarłej! Wszystko
będzie dobrze!- rzekła pewnie, wstała. Mimo, że gadka Patricka była nie na
miejscu, miała dokładnie te same obawy! Ale na pewno nie z nim będzie o
nich rozmawiać!- Damy sobie radę!- spojrzała na niego- Już ci mówiłam, nie
odejdę od Jimma! Nie zostawię ani ja, jego ani on, mnie. Nic nie wskórasz! -
skrzyżowała ręce.

- Nie to miałem na myśli!- zapewnił.

- Już ja dobrze wiem co miałeś na myśli! Ze mną nie rozmawiasz! Z Jimmem,
też nie! Dzisiaj przyjechałeś tutaj tylko po to żeby sprawdzić czy Jimm mnie
nie rzucił a ja nie zaczęłam pić! Jak widzisz mamy się świetnie!- żywo
gestykulowała, potrącając przy tym dzbanek z wodą- Kurwa!- zaklęła kucając.

- Właśnie widzę…- Patrick również się pochylił.

-Posłuchaj mnie!- klęczeli patrząc sobie w oczy- Wiem, że nie pogodziłeś się
z rozwodem! Nie oszukasz mnie! I dobrze, walcz! Nie poddawaj się!- mówiła.
- Masz nadzieję na przebaczenie i życzę ci tego! Oby Lena znalazła w sobie
siłę którą ja znalazłam w sobie żeby wybaczyć Jimmowi! – wyrzucała z siebie.
- Jest mi ciężko! To prawda!- usiadła na swoich łydkach- Lenie, też będzie!
Sam mówiłeś, że się nie zmienicie ale potraficie kochać! – milczał, patrzył na
nią- Więc skoro sam chcesz żeby tobie wybaczono , uszanuj mój wybór!
Ja, go kocham! Kocham go tak jak ty Lenę. Udawałam, że się pogodziłam z
jego odejściem, cierpiałam- przetarł oczy- Jestem zmęczona ale szczęśliwa
bo chcę z nim być! Ostatnie dni…To szaleństwo- dotknęła dłonią mokrych
włosów- Boję się jutra, boję się, że sobie nie poradzę- zamrugała- Ale kiedy
kładę się wieczorem obok niego, jest dobrze. Wiem, że jesteśmy na swoim
miejscu, obok siebie.Kocham go i z niego nie zrezygnuję! Będę walczyć jeśli
będzie trzeba! Nie oddam go! To mój Jimmy- Patrick zakrył dłonią oczy, tak
bardzo chciał być teraz przy żonie i córce! Tęsknota doprowadzała go do
obłędu!

- Robimy grilla, zostaniesz?- na tarasie pojawił się Jimmy.

- Nie- Paddy, wstał, otarł oczy- Pójdę już-

- Zostań- poprosiła Cleo.

- Nie mogę- opuściła taras.

- Hej!- Jimmy, dogonił go- Przestań w końcu się obrażać i zostań!-

- Nie zrozum mnie źle, ale nie mogę. Ja właśnie tracę rodzinę, nie mogę!-

- Nie możesz mnie po prostu wspierać?!- Jimmy, podniósł głos- To aż takie
trudne? Ile razy to ja wspierałem ciebie? Wstawiam się za tobą u Leny! -
potrząsnął bratem- Patrick!

- Nie mogę. Przepraszam- wysiadł do samochodu i odjechał.

Późnym wieczorem, Jimmy, wszedł do ogrodu, Cleo, łowiła zabawki z basenu.
- Śpią. Mam dosyć- opadł na bujaną huśtawkę- Jutro wieczorem jadę do Kolonii.
Pojutrze operacja- szatynka usiadła obok, sięgnęła po szklankę z sokiem.

- Ja też muszę  pojechać z Paddym. Ma ważny wywiad- wtuliła się w niego.

- Maite, przyjedzie do dzieci- pocałował jej mokre włosy, kilka godzin temu
podczas grilla Cleo, zaliczyła jeszcze kilka upadków do wody.

- Ok- zacisnęła powieki.

- Wiem, że się boisz…Nie dość, że masz dość kiepskiego faceta to jeszcze
w pakiecie trójka dzieci. Można się przestraszyć-

- Można-

- Uciekniesz?-

- Jimmy, wiem, że Meike z tego wyjdzie. Jestem tego pewna- musnęła jego
zarośnięty policzek.

- Jestem przerażony- spojrzał w gwiazdy.

- A ja nie. Wiem, że wszystko się ułoży, jakkolwiek ale się ułoży- sięgnęła po
szaszłyk.

- Bóg ma dla każdego plan, nie zabierze mi jej. Nie może. Nie zabierze
dzieciom matki!-

- Jimmy. Hej- ujęła jego twarz- Nie zabierze, nie poddawaj się. Meike z tego
wyjdzie-

Pocałował ją, odwzajemniła pocałunek, całowali się namiętnie, każdy kolejny
pocałunek był kolejną obietnicą, kolejnym wyznaniem- Chodźmy do domu-
szepnął błądząc dłońmi pod jej sukienką.

Roześmiała się- W naszym łóżku śpi James z Maire, twój syn powinien
przespać kilka godzin…- wstała by zrzucić z siebie sukienkę- Dziewczynki
mają sen po tacie- widziała w jego oczach pożądanie, jej koronkowe majtki
opadły na trawę…Zawsze chciałam kochać się pod gwiazdami- Jimmy,
szybko pozbył się dżinsowych spodenek i opuścił bokserki- Najwyżej nas
nagrają- usiadła na nim.

- Patrick zamknąłby się już wtedy w zakonie o zaostrzonym rygorze- Jimmy,
objął dłońmi jej piersi, poruszył się.

- Dobrze, że nie mamy sąsiadów- jęknęła. .

…………………………….

Jimmy maszerowała po szpitalnym korytarzu, miała wrażenie, że godziny
ciągną się niemiłosiernie- Proszę- Patricia podała mu papierowy kubek z
kawą.

- Wiesz, że nie znoszę szpitalnej kawy!- minął ją.

- Jak się mają dziewczynki?- w oczach siostry widział łzy.

- No normalnie- wzruszył ramionami.

- Jimmy, Meike z tego wyjdzie!- podeszła do brata, wtuliła się w jego plecy.
- Hej, Jimmy! Nie trać wiary!-

- Już dawno powinienem ją utracić!- prychnął przecierając dłonią twarz.

- Nie gadaj głupstw!- szturchnęła go starsza siostra- Trzeba pogadać z
Ralphem- zerknęła na mężczyznę siedzącego pod salą.

- To gadaj!- wycedził przez zęby- Ledwo żyję i jeszcze będę gadał z gościem
który śmiga w moich kapciach!-odwrócił się.

- Jimmy!-

- Nie chce mi się gadać ani z tobą ani z nim! Niech to się już skończy!-
zacisnął dłonie na głowie.

- Trzeba myśleć o dzieciach- Patricia usiadła obok Jimma, poprawiła
kraciastą spódnicę- One są najważniejsze!-

- Wiem! Myślę! Są ze mną i Cleo, planujemy gdzies wyjechać żeby Meike
mogła na spokojnie dojść do siebie po operacji-

Patricia, zrobiła wymowną minę, poprawiła włosy, wygładziła spódnicę- Tylko
się nie denerwuj ale…Wyjeżdżamy z Denisem i chłopakami do Irlandii na tydzień,
możemy zabrać dzieci-

- Pojadą z nami!-

- Wiem, że jesteś szczęśliwy z Cleo…- widząc jego wyraz twarzy, szybko dodała.
- I cieszy mnie to! Naprawdę! Ale nie wiem czy to jest odpowiednia osoba…-

- Hej!- podeszła do nich Lena, na rękach trzymała Ninę- Wiadomo już coś?-
przywitała się z rodzeństwem.

- Masz szczęście, że Lena ci przerwała!- naskoczyła na siostrę, wściekły Jimmy.

- Co się dzieje?-szatynka rozejrzała się, pozdrowiła skinięciem głowy Ralpha.

- Czekamy- odpowiedziała spokojnie Patricia- Modlimy się!-

- Właśnie słyszałem jak się modlisz!- prychnął Jimmy, biorąc na ręce Ninę.

- Uspokójcie się- szepnęła Lena, z torebki wyjęła butelkę z wodą.

- Jak ty się trzymasz?- zapytał Jimmy, obejmując przyjaciółkę ramieniem.

- Dobrze- na jej twarzy pojawił się idealnie sztuczny uśmiech- Dobrze-
powtórzyła.

- Lena, no ja nie wiem…- Patricia wstała- Wyglądasz jak cień, Paddy, tęskni
za córką, przypomina tykającą bombę- załamała ręce- Znam go! On to dusi
w sobie, tak jak kiedyś- blondynka zaczęła płakać- Boję się o niego! A co
jeśli on tego nie udźwignie?- patrzyła błagalnie na bladą szatynkę.

- To mu pomożesz!- rzekł oburzony Jimmy- Razem to udźwigniecie,weźmiesz
jeszcze kogoś do pomocy. I nie rób afery! Wszyscy na nas patrzą!- rozejrzał
się- Jesteśmy tutaj dla Meike nie dla Patricka! Idź pogadać z Ralphem, my
się przejdziemy!- objął ramieniem przyjaciółkę i wyszli na zewnątrz.

- Daj spokój- Lena, poprawiła włosy które targał wiatr- Jest ok- dotknęła czoła
córki- Coś ją zbiera- zmartwiła się- W nocy spała niespokojnie-

Jimmy,dotknął ustami czoła dziewczynki- No chyba masz rację. Powinnaś
zostać z nią w domu-

- Cały czas siedzę w domu…- spuściła wzrok- Paddy, nie chce zgodzić się
na opiekunkę, nie pracuję, Elsa, Luk…Teraz ty, wyjechaliście. Do waszej
rodziny przestałam chodzić…Sam rozumiesz- uśmiechnęła się smutno,
potarła ramiona- Wstaję, sprzątam, gotuję, idę na spacer z Niną i Barby,
wracam , idę spać. Myślę żeby gdzieś pojechać…- patrzyła przed siebie.
- Może Irlandia a najchętniej spakowałabym się i poleciała do Toskanii!-
pokręciła głową śmiejąc się- Mam nawet spakowaną walizkę, każdego
dnia ją pakuję, taki rytuał, mam wtedy lepszy humor!- próbowała żartować.

- Lena, więc leć do nich- Jimmy, poprawił czapkę na głowie dziewczynki.

- Wyjechali żeby pobyć sami. Luk, dowiedział się o Klausie, potrzebują
spokoju-

- Lena, przecież ty im nie będziesz przeszkadzać! Ucieszą się! Luk, dużo
pracuje-

- Nie. Poczekam jeszcze z tym wyjazdem. Źle sypiam- usiadła na schodach,
Jimmy, zajął miejsce obok szatynki, trzymał ją za rękę- Śni mi się Joelle, jak
spada, jej wzrok. Czasem budzę się zalana potem, mam wrażenie, że mnie
obserwuje, że się śmieje ze mnie- zakryła dłonią oczy.

- Lena, posłuchaj Elsy i idź na terapię…Mówię ci to ja, Jimmy, człowiek uparty,
który uważał, że sam sobie poradzi, śmiałem się z terapii- wstał by pokołysać
Ninę- Tylko żebyś po jej zakończeniu nie znalazła sobie nowego faceta, jak
ja, Niki!- roześmiali się oboje.

- Paddy, chyba pogodził się z rozwodem- wyrzuciła z siebie.

- Nie pogodził. Jedź do domu, daj Ninie coś na przeziębienie. Przyjadę do
ciebie wieczorem-

………………..

- Hej- Jimmy, zdejmują kaptur z głowy, wszedł do mieszkania Leny, wręczył
jej pizzę, butelkę wina i z kieszeni wyjął dwie puszki piwa- Jak Nina?- zapytał
szeptem.

- Śpi. Przeziębienie, podjechałam z nią do lekarza, osłuchał, wypisał receptę-
pochyliła się nad łóżeczkiem – Mój aniołek- uśmiechnęła się czule- Jak się
czuje Meike?- zapytała cicho zamykając drzwi od sypialni, weszli do kuchni.

- Widziałem ją dosłownie kilka sekund- zatrzymał się w drzwiach od małej
kuchni- Wygląda…Słabo i tak też się czuje- potarł nos- Lekarze wycięli chyba
wszystko co mogli jeszcze wyciąć i trzeba czekać-

Lena wyjęła z szafki dwa talerze, korkociąg, wysoką szklankę i razem przeszli
do niewielkiego salonu- Ale operacja się udała?- usiedli.

- No udała, wycięli wszystko. Ale to jeszcze nie koniec, wyniki, badania- ziewnął.

- Będzie dobrze!-

- Wiem. Lena, musi być dobrze. Chodzi przede wszystkim o dzieci- otworzył
karton z pizzą- Wziąłem na bogato, ze wszystkim- uśmiechnął się.

- Taką lubię!- szatynka ze smakiem wygryzła się w kawałek- Tam gdzie zawsze?-
zapytała z pełnymi ustami.

- Yhyy- odpowiedział przeżuwając- Od lat tylko tam, od kiedy…Nina mnie tam
po raz pierwszy zaciągnęła. Lokal z zewnątrz wygląda coraz gorzej a pizzę
mają coraz lepszą!- śmiał się.

- I to ciekawe!- Lena, sięgnęła po serwetkę- To prawie jak ze mną, tylko
odwrotnie- spuściła wzrok.

- Co ty oglądasz?!- wrzasnął na widok tureckiej telenoweli- No błagam!-
zaczął się rozglądać za pilotem- Przecież dzisiaj Sing meinen Song! Paddy!-
przerzucał kanały- Cleo z nim jest!-

- Jimmy, nie wiem czy chcę oglądać…-

- Ale ja chcę!- w końcu odnalazł kanał VOX- Forster! Yea!- zaczął klaskać.
- Ciekaw jak tych dwóch zapitych ogierów będzie śpiewało nasze kawałki!-
otworzył piwo- To przez stres!- trzy minuty później oderwał się od pustej
puszki.

- Podobno nie pijesz!-

- No bo nie piję!- oburzył się- Chciało mi się pić a nic innego mi nie zaproponowałaś!-
udawał oburzonego.

Lena, urwała kolejny kawałek pizzy, wbiła wzrok w telewizor. Paddy. Jej mąż .

- Oglądałaś poprzedni odcinek?- Jimmy, nie czekał aż odpowie, mówił dalej.
- Paddy, świetnie zaśpiewał! Ogólnie program super!- kiwał głową- Angelo
by tam chciał być- mrugnął figlarnie- Marzy mu się! W końcu on poeta -
tekściarz - ironizował- Twierdzi, że pisze najlepsze teksty w rodzinie!-

- Bo pisze! Przynajmniej są o czymś!- Lena, z kieliszkiem w dłoni usiadła
wygodnie.

- Oj tam! Powiedziała co wiedziała! Jedź lepiej bo mizernie wyglądasz!-

- Kiedy ma być ten wywiad?-

- Na samym końcu, po historii-  odpowiedział nie odrywając wzroku od ekranu.

- Późno. To ja już będę spała- bawiła się poduszką.

- Przestań!- usiadł obok szatynki, objął ją i pocałował- Oglądamy do końca! -

- Jimmy, rano muszę wstać, po drugie Nina może się budzić-

- Po co pójdziesz spać…Mówiłaś, że Joelle cię straszy!- zdzieliła go poduszką.

- Zaczyna się! -Jimmy był podekscytowany jakby Paddy co najmniej.
grał o milion a on był jednym z kół ratunkowych - Nie znam tego rapera,
nie bardzo to rozumiem…Laska śpiewa, on spija śmietankę? Znasz go?-
zerknął na Lenę.

- A niby skąd? Brata zapytaj-

- Nie gada ze mną! Obraził się- nie odrywał wzroku od telewizora.

- O co poszło?-

- O nic! Obraził się, chyba o Cleo- Jimmy, wzruszył ramionami.

- Też fajnie-  Lena przewróciła oczami odrywając kolejny kawałek pizzy.

- To już trzeci!- pogroził jej Jimmy robiąc groźną minę, szatynka zastygła z
kawałkiem w ręku- Boczki- wbił palec w jej płaski brzuch- Nie masz teraz z
kim spalać!-

- Wyrzucę cię z domu! Biegam!- wrzasnęła zła, wepchnęła do ust kawałek
pizzy.

Przez chwilę milczeli, oglądali program- Myślisz, że po rozwodzie nie mogłabym
znaleźć sobie faceta?- wypaliła tak nagle,że Jimmy oderwał wzrok od ekranu.

- Mogłabyś. Ale nie chcesz- odpowiedział- Tam siedzi twój wybranek!- wskazał
na Patricka- Ta laska zaśpiewała An Angel, lepiej od niego!- klasnął w dłonie.

- W końcu to Silbermond!- rzekła z uznaniem Lena.

- Jasne, że bez problemu znajdziesz sobie faceta. Spójrz na kolegów twojego
męża! Weź tego rapera i zapytaj go o co chodzi z tą laską co często śpiewa
za niego?- otworzył drugie piwo.

Lena zakryła twarz poduszką- Fujjj. Mam się przesiąść z Patricka na…-

-Przesiąść- rechotał Jimmy-  O dzięki ci Boże, że Meike, przeszła pomyślnie
operację- rozłożył ręce- Schodzi ze mnie stres!- zerknął na szatynkę- To jak
przesiąść się z…Roweru na terenowego dżipa!- przygarnął szatynkę do siebie.
Lena, śmiała się do rozpuku,  tego jej było trzeba, chwili oderwania się od
codzienności.

- Ten jest nawet fajny- jakoś nie do końca była przekonana ale chyba najlepszy
z tej całej wesołej gromadki pomijając Patricka – Jest wysoki!-

- Gentleman!- Jimmy wskoczyła na kanapę, zsunął lekko spodnie i zaczął
się śmiesznie wyginać- Zabierze cię na Jamajkę i zapalicie zioło pokoju-
zrobił śmieszny dzióbek- To jakbyś przesiadła się z roweru na latający dywan!-

- Paddy, to nie rower! To luksusowe Porsche!- powiedziała wstają -Zajrzę do Niny-

- Forster śpiewa Alinkę! No nie mogę!- Jimmy, złapał się za głowę.

-Będziesz tak komentował cały program?- zapytała Lena wchodząc do salonu.
- Śpi, nie ma temperatury- stała na wprost telewizora, patrzyła na szczęśliwego
Patricka, na śpiewającego Marka. Sympatyczny- pomyślała- Nie znam go-
usiadła obok Jimma.

- Forster to teraz numer 1 w Niemczech, wiesz, że ma polskie korzenie?-

- Nie- wzruszyła ramionami.

- Serio go nie znasz?-

- Nie-

- Czas na rozwód – podsumował Jimmy- Zostałaś gdzieś daleko w latach
dziewięćdziesiątych! Ale wyciągnął!- wrzasnął Jimmy- Mina Patricka!
Obstawiam, że popuścił w majty!- rechotał. Rozległ się dźwięk telefonu
Leny.

- To Luk!- wcisnęła zieloną słuchawkę- Hej- zobaczyła na ekranie Luka
wraz z Elsą!- Hej!- podskoczyła z radości- Jimmy, jest ze mną!- pomachała
telefonem.

- Cieszymy się, że operacja się udała!- odezwała się blondynka- Też jemy
pizzę!- wskazała na pusty karton.

- My jemy- Luk, wskazał na żonę- Ona je, ja tylko zapłaciłem!-

- No my jemy- wskazała na siebie i brzuch- Oglądamy Stadion Paddy!-
uniosła ręce w górę.

- My też! I szukamy faceta dla Leny- Jimmy, wyrwał telefon z dłoni szatynki.
- Mówię żeby brała rapera!-

- Forster!- darła się Elsa- Forster!-

- Mark Forster! Tylko on jeśli już!- Luk, zgodził się z żoną.

- Ale on chyba niski- skrzywiła się Elsa.

- No bo teraz Lena ma prawdziwe bydle za męża- Luk napiął muskuły- Paddy
krasnal! -

Lena śmiała się przez łzy, wiadomo, że przyjaciele żartowali i była im  za to
wdzięczna, potrzebowała tego, tak samo jak Jimmy, potrzebowali odreagować.

- Ok! Oglądamy!- wrzasnął Jimmy opierając telefon o puszkę po piwie.

- Dlaczego on płacze?!- wrzasnęła poruszona blondynka- Lena!- wlepiła wzrok
w telefon.

- Płacze bo Shake Away, wiele dla niego znaczy, to ten trzeci etap o którym mówi.
Nowy początek- mówiła szatynka- Nowa płyta, pierwszy singiel, żona, nowe życie-

- To jest cholernie dobra piosenka!- zgodził się z nią Jimmy.

- Ale jak się krzywi jakby cytrynę połknął! I jakie ma zmarszczki jak płacze!- Elsa,
wyglądała na zniesmaczoną- Byłeś tam- szturchnęła męża- Mogłeś mu szepnąć
żeby się tak mazał!-

- Przestań prawie popuściłem ze śmiechu!- odpowiedział Luk sięgając po szklankę
z whisky.

- Ładnie ta Lena, śpiewa- stwierdziła Elsa- Ma dziwny głos ale pięknie zaśpiewała-

- Ogólnie świetna laska tylko strasznie młoda- dopowiedział Luk.

- On tak będzie płakał do końca programu?- zapytała męża- Oj Lena!-

Lena płakła wtulona w Jimma, widać było,  że i on się wzruszył.

- No i teraz i mnie wzięło- Elsa, zatrzepotała rzęsami, pomyślał o swojej mamie,
tacie i siostrze, wzruszona pociągnęła nosem.

- Boże! Z wami coś oglądać!- Luk, przytulił ją do siebie – Zaraz będą kowboje!
Oni rządzą! Ogólnie goście mega sympatyczni, piją niczym wieloryby, upili mnie
w godzinę!-

- A  później wykorzystali!- śmiał się Jimmy.

- A to geje?- zainteresowała się Elsa- Bo jakoś tak przytulają Patricka, za
kolana łapią-

- Jakby takiego Patryczka dosiedli to by mu nawet zakon nie pomógł!-
śmiał się fotograf- To nie geje! Fajne chłopaki!-

- Widać!- zaśmiała się blondynka- Idziemy spać!- położyła się na kolanach
Luka- Zmęczona jestem i nadal głodna- dotknęła brzucha.

- My też- przeciągnęła się Lena- To znaczy ja idę a ty?- spojrzała na Jimma.

- Oglądamy! Jeszcze historia i wywiad!- posadził ją z powrotem na kanapę.

- No ale co on nam powie ciekawego?- ziewała blondynka- Zakon, depresja,
że mieszkał w zamku, kąpał się w  coli, później jakieś mądrości o wartościach
materialnych, duchowych no i, że jesteś darem od Boga. Nie powie, że…-
wszyscy wbili wzrok w Lenę.

- Nie powie. Będzie o darze od Boga no i pewnie o Ninie- odpowiedziała
cicho - Obrączka to jego gwarancja bezpieczeństwa. Przynajmniej on tak
myśli-

- Dobra! Przerwa, idę się odlać- Jimmy, wstał, przeciągnął się.

- Jak taki menel!- Elsa, pogroziła mu.

- Ok!- przyłożył telefon do rozporka – Idę honorowo oddać mocz, lepiej?-

- To mój telefon!- przypomniała mu Lena.

- Weź mnie nie wkurzaj!- usłyszeli irytację w głosie Luka- Lena, zabierz mu
telefon, bo zaraz nas honorowo obleje!-

….

Gdzieś pośrodku dokumentu pojawił się Luk- Wow!- wrzasnął Jimmy, Lena,
z wrażenia zastygła w bezruchu- Paddy, jest moim najlepszym przyjacielem
-zaczął fotograf – Nie wiedziałem, że prócz Maite, Luk, też się wypowiada-
szepnął Jimmy.

- Powiedziałbym, że jest dla mnie jak brat, ale przeraża mnie ilość osób w
jego rodzinie więc powiem, że jednak przyjaciel – fotograf roześmiał się, Lena,
otarła łzy – Jestem z niego dumny. Z tego, że się odnalazł w tym programie!
Trochę się bałem, że będzie sam- Luk, śmiał się- Daleko od domu, od swojego
świata w którym żyje. Paddy, ma bardzo wąskie grono ludzi z którym pracuje,
z którymi się przyjaźni…To pewnie wynika z tego, że pochodzi z tak licznej
rodziny- Jimmy z Leną również wybuchli śmiechem- Żart!- Luk, potarł szyję.
- Jest  specyficzny, ale chyba jak każdy prawdziwy artysta. On ma swoje
wizje ,zasady, swój dość wąski światopogląd.  Kiedy go poznałem, pomyślałem,
że to jakiś wariat z ery dinozaurów! Naprawdę! Jeszcze miał na głowie zielony
kaszkiet na głowie coś w stylu fryzury Trumpa! Pomyślałem o mój Boże!- Luk,
złapał się z głowę- Poszedłem a właściwie zostałem zaciągnięty na jego koncert
i od razu wiedziałem, że jest stworzony do czegoś większego. Widziałem jak
przez lata się zmienia, dojrzewa, jak tworzy kolejne wspaniałe płyty! Patrick
to wspaniały człowiek, cieszy mnie, że idzie dalej, czasem biegnie i zapomina wyhamować ale to…No muszę przyznać geniusz muzyczny! Ten program
jeszcze to potwierdził, świetnie dał sobie radę z utworami innych! Według
mnie jest najlepszy! On czuje to co robi, muzykę ma w sercu.  Dla mnie
Paddy, to mały, wielki człowiek - tymi słowami zakończył.

- No na końcu trochę go poniosło- Jimmy, zerknął na przygaszoną Lenę.
- Maite też popłynęła, że nie wiedziała. Wiedziała, że dzieje się z nim coś
złego. Wszyscy to wiedzieliśmy- zamyślił się, przygarnął do siebie szatynkę.

- Idę spać-

-Jeszcze wywiad-

- Nie dam rady…To za bardzo boli- odchyliła głowę do tyłu, płynnym ruchem
otarła łzy, spojrzała przed siebie, na wprost, na ekran, w oczy męża. Mogłaby
tak patrzeć na niego godzinami, tęskniła za nim! Kochała go!

Patrick opowiadał o programie, jak bardzo się cieszy,że wziął w nim udział,
o jego wieczorze, interpretacji utworów, o płycie z programu o swojej płycie.

-To na pewno był jeden z najlepszych wieczorów w moim życiu- uśmiechnął
się ciepło.

- A inne najlepsze momenty w życiu?-

- Było ich wiele, naprawdę spotkało mnie wiele dobrego. Ale na pewno dzień
mojego ślubu i narodziny córki- Lena, zatkała dłonią usta, Jimmy, również czuł
wzruszenie choć nie bardzo widział dlaczego.

- Nina-

- Tak, Nina- zobaczyła w jego granatowych oczach znajomy błysk.

- Nina, to też imię twojej wielkiej miłości, żony twojego brata-

- Tak- odpowiedział- Ale to też imię naszej przyjaciółki. Był ważną częścią
naszej rodziny, była kimś bardzo ważnym dla mnie, dla mojej żony-

- Nadal nie chcesz o tym rozmawiać?-

Patrick zamyślił się- Myślę,  że nie ma o czym. Nina była żoną mojego
brata, zmarła, my z Jimmem, przetrwaliśmy. Jesteśmy pogodzeni ze sobą,
z przeszłością, z jej śmiercią-

- Żyjesz w zgodzie ze swoją rodziną?-

- Tak. Teraz ze wszystkimi-

- Więc dlaczego nie dołączysz do rodziny? W Dortmundzie cię nie było-

- I na razie nie będzie- westchnął- Nagrywałem w tym czasie ten program
kied trwały zawzięte dyskusje- roześmiał się- Dyskusje trwają od lata, zawsze
powtarzałem albo wszyscy albo nikt. Robię teraz coś swojego, coś innego,
idę własną ścieżką, ja naprawdę ciężko na to zapracowałem- upił łyk wody.
- Ale to nie oznacza, że nie po drodze mi z rodziną. Może kiedyś- uśmiechnął
się tajemniczo – Ale w najbliższej przyszłości na pewno nie ale cieszy mnie
ich sukces!- spojrzał w kamerę a Jimmy miał wrażenie, że patrzy mu prosto
w oczy, że mówi to do niego.

- Można powiedzieć, że masz wszystko-

Paddy,pokręcił głową- Nie można mieć wszystkiego ale też chyba nie o to chodzi-
zamyślił się- Na początku nie mieliśmy nic prócz siebie i to było piękne. Ja, rodzice,
rodzeństwo mieliśmy coś najważniejszego, najdroższego, siebie. Później zamek,
miliony ale w pewnym momencie staliśmy się obcy dla siebie. Więc taki paradoks,
mieliśmy pieniądze ale nie mieliśmy siebie. Całe życie marzyłem o własnej rodzinie,
żonie, dziecku i w końcu to mam- Lena, wstrzymała oddech- Moja kariera świetnie
się rozwija, prywatnie też wszystko dobrze się układa ale cały czas pamiętam, że
nie można mieć wszystkiego. Wiele z żoną przeszliśmy, straciliśmy Ninę, później
nasz przyjaciel został uprowadzony, żona nie mogła zajść w ciąże, niedawno…-
zamilkł na chwilę- Pochowaliśmy…Przyjaciółkę rodziny. To nie jest tak, że jestem
sławny, bogaty i mam wszystko! Małżeństwo to ciężka praca, dbanie o związek
każdego dnia, każdego dnia pracuję nad sobą żeby się nie pogubić jak kiedyś,
nie zachłysnąć. Wiele osób mnie pilnuje- roześmiał się- Moja menedżerka, Luk,
moja żona jest taką przystanią, przy niej jestem sobą, ona zna mnie bardziej
niż ktokolwiek, bardziej chyba niż ja znam siebie. Potrafi wiele przewidzieć-
bezwiednie bawił się swoją obrączką- Lena, jest zdecydowanie lepszą częścią
naszego małżeństwa. Odnajduję w niej wszystko czego zawsze szukałem,
ale popełniam też błędy, chyba jak każdy-

- Jimmy, wyłącz to- poprosiła cicho, spełnił jej prośbę- Zawieź mnie jutro na
terapię- mocno trzymała jego dłonie- Dopilnuj żebym weszła do środka, nie
pozwól mi zawrócić- błagała go- Potrzebuję pomocy- wyznała- Muszę
wybaczyć sobie i żyć dalej, albo muszę wybaczyć sobie i jemu i żyć dalej
z nim-

Rozdział 278- Abba Father

Z każdym kolejnym będzie już tylko lepiej ;) Pozdrawiam

….

- Meike, wiesz, że nic się nie zmieni, od dłuższego czasu nie nawalam.
Dzieci są dla mnie najważniejsze!- wyrzucał z siebie Jimmy. Od godziny
był u Meike, w swoim dawnym domu, siedział w ulubionym fotelu. Lubił
tu wracać, lubił ten dom, pamiętał ich radość kiedy go kupowali. To były
ciężkie czasy, zespół chylił się ku końcowi, majątek zniknął, Nina, umarła
tak wtedy myślał i pojawiła się Meike a wraz z nią codzienność, normalność.
Właśnie tego wtedy potrzebował. Meike, rzuciła pracę, wprowadziła się do
jego wynajętego mieszkania, wzięli ślub, urodziła się Aimee. Pamiętał sterty rachunków,puste konto w banku, musiał zadbać o rodzinę. Było ciężko ale
normalnie, udało im się przetrwać, dwa lata później kupili ten dom a za
kolejne dwa latwróciła Nina.

Odchylił głowę, spojrzał na kobietę. Stała przy oknie, miał wrażenie, że
jest jeszcze szczuplejsza, jakby zgarbiona, zielony sweter wyraźnie na
niej wisiał. Pamiętał ten sweter, dostała go od niego. Wstał, podszedł do
niej,w ręku trzymała kubek z miętą- Meike?-

- Mam złe wyniki. Nawrót- te kilka słów zburzyło jego cały, poukładany
świat- Czekam na kolejne wyniki i operację- po jej szczupłej twarzy
płynęły łzy.

-Meike, o czym ty mówisz?- odwrócił ją do siebie.

- Jimmy, jesteś dobrym ojcem. Najlepszym, poradzisz sobie- mocno
ją do siebie przytulił, była drobna, miał wrażenie, że gubi się w jego
ramionach- Nie żałuję niczego. Jestem szczęśliwa…-

- Ani słowa więcej!- podniósł głos, płakał- Wyzdrowiejesz! Wszystko
będzie dobrze!- potrząsał jej drobnym ciałem- Rozumiesz? Powiedz,
że rozumiesz, że się nie poddasz!- znów ją do siebie przytulił, mocno
obejmował jakby chciał uchronić przed złem całego świata- Nie poddasz
się! Nie pozwolę ci!- oboje płakali.

Nie spodziewał się takiej wiadomości! Odwiózł dzieci, chciał powiedzieć
Meike, że wyjeżdża do Ettal, że wrócili do siebie z Cleo. Chciał porozmawiać
o widzeniach z dziećmi a ona wyrwała mu serce!

- Jimmy, byliśmy z Ralphem u dwóch różnych lekarzy, badania, kolejne
badania, wyniki, wszystko sprowadza się do jednego. Za tydzień czeka
mnie operacja, będą to wycinać później analiza ale…Wyniki są tragiczne-
pochyliła się, brakowało jej sił- Moje dzieci- trzymał ją mocno ale razem
osunęli się na ziemię- Jimmy, obiecaj mi coś- mocno ścisnęła jego dłonie,
zaskoczyła go jej siła. Meike, zawsze miała silny uścisk, nie poddawała się.

-Przejdziemy przez to razem. Tak jak wtedy- mimo, że płakał, uśmiechał się.
- Damy radę! Ty, dasz radę! Jesteś Kelly! Jesteś wojownikiem!- kręciła głową.
- Jesteśmy rodziną. Ty, dzieci, ja, Rudol…Ralph- Meike, roześmiała się przez
łzy- Nie zostawię cię-

- Boję się-

- Wiem. Ja, też, ale nie poddamy się- ujął jej twarz, otarł łzy- Jesteś najlepszą
mamą i byłą żoną, nie oddam cię. Nie ciebie- siedzieli na podłodze przytuleni.

- Mam wrażenie, że to koniec- szepnęła Meike- Tak czuję- położyła dłoń na
swoim sercu- I cholernie jest mi żal. Żal mi życia, tego domu, dzieci- wybuchła
płaczem- Wszystko idealnie się ułożyło. Zbyt idealnie- Jimmy, wtulił się w jej
włosy, obejmował ją ramieniem- Dlaczego odchodzimy kiedy wszystko nam
się układa? Kiedy osiągamy spokój. Mam jeszcze tyle do zrobienia- Jimmy,
wbił zęby w pięść, zacisnął powieki, nie chciał żeby widziała jego rozpacz.

- Meike, życie przed tobą- musnął jej włosy- Zatańczymy jeszcze na weselu
naszych dzieci- oparła głowę na jego ramieniu, siedziała do niego tyłem, opierała
się o niego.

- Teraz czuję spokój- szepnęła.

- Wszystko się ułoży- szepnął jej do ucha- Obiecaj mi, że się nie poddasz!-

- Jimmy…-

- Obiecaj!-

- Obiecuję- szepnęła.

-Głośniej-

- Obiecuję-

- Głośniej!-

- Obiecuję!- wrzasnęła na całe gardło.

- Co się dzieje?- do salonu wpadł zaalarmowany Ralph, oczywiście w kapciach
Jimma, co nie umknęło jego uwadze.

- Meike, się nie podda!- Jimmy, pomógł jej wstać, usiedli przy stole – Będę z wami, możecie na mnie liczyć- ujął dłoń byłej żony.

- Kiedy wyjeżdżasz?-

- Co?- Jimmy, zmarszczył brwi.

- No do Ettal, jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi, to weekendy, dostosuję
się. Ralph mi pomaga, także nie ma problemu- wysiliła się na uśmiech.

- Eeee. Dzisiaj wieczorem, ale…Wrócę- nagle przeprowadzka wydawała
mu się mało ważna- Zamieszkam w Ettal, ale nie teraz…-

- Jimmy, dziękuję za wsparcie, będę cię informować ale mam Ralpha- Meike,
spojrzała na mężczyznę obok- Jedź-

- Eeee no jadę…- wstał- Ale pamiętaj co mi obiecałaś…- wsunął krzesło.
- Uważaj…Uważaj na nią- wbił wzrok w spokojnego mężczyznę siedzącego
przy stole- Pójdę już- podrapał się po plecach.

- Odprowadzę cię- Meike, również wstała- Kochanie, zerknij na zapiekankę-
uścisnęła ramię swojego partnera. W ciszy przeszli przez salon, wolno zeszli
ze schodów, przez hol i wyszli na zewnątrz, zatrzymali się przy samochodzie
Jimma- Mam prośbę- szczelniej okryła się swetrem mimo, że było ciepło.

- Proś o wszystko-

- Gdyby coś mi się stał…-

- O to nie!- poczuł złość, gniew, żal- Meike!- upomniał ją, kobieta płakała, on
również zalał się łzami.

- Jimmy, wiem co mówią lekarze!- wyrzucała z siebie- Jeśli bym nie przeżyła
weź dzieci do siebie. Ty i Cleo. Ufam wam!- zacisnęła swoje szczupłe dłonie
na jego nadgarstkach- Obiecaj mi to!- milczał- Obiecaj mi, nie poddam się ale
obiecaj mi!- w jej głosie było słychać determinację.

- Meike…Bóg wie co robi, nie zabierze dzieciom, matki!- brakowało mu powietrza.
- Musimy wierzyć w jego plan, nie jest aż tak okrutny, żeby zabrać mi drugiego
anioła- mocno ją do siebie przytulił- Wiem, że chce mieć najpiękniejsze anioły
obok siebie, ale nie może mi tego zrobić!- szlochał, połykał własne łzy.

- Obiecaj mi!-

- Obiecuję- rzekł stanowczo- Obiecuję- pocałował ją w czoło.

………
- Witam- Luk, przywitał się z prokuratorem- Jesteśmy- wskazał na siebie i
przerażoną żonę- Za pięć godzin mamy lot- rozsiedli się.

- Śledztwo jest trudne, mało wiemy a właściwie bardzo mało- Denis, wbił wzrok
w bladą Elsę- Wiem, że składała już Pani zeznania i wiem, że to trudne…-

- Nie, nie macie pojęcia jakie to trudne!- wybuchła- Nie chcę do tego wracać!-
chciała wstać ale Luk, ją powstrzymał.

- Spokojnie kochanie-

- To jest rana na całe życie! Na całe! Po tym nie da się tak po prostu dalej żyć-
płakała- A ja żyję dalej! Jestem matką, żoną, przyjaciółką! Jestem w ciąży!
Zakończymy to!- wyjęła z torebki, chusteczką.

-Rozumiem. Ale chodzi o Pani bezpieczeństwo i karę dla sprawcy. Tylko o
to- zaznaczył, przejrzał dokumenty- Zadam Pani tylko kilka pytań – założył
okulary.

- Czy przypomniała Pani sobie coś? Cokolwiek?-

- Nie!- odpowiedziała stanowczo.

- Znała Pani sprawcę?- zapytał tak po prostu, a właściwie bardziej stwierdził.
Elsa, wstrzymała oddech, Luk wbił wzrok w przerażoną żonę.

- Nie pamiętam niczego…Dostałam w głowę, cudem przeżyłam- wydukała.

- Znała go pani. Była pani z nim umówiona- prokurator położył na biurku zdjęcie.

Luk, przeniósł wzrok z żony na zdjęcie i czuł jak odpływa mu krew- Klaus?!-
wrzasnął, blondynka zaczęła histerycznie płakać, Denis, podniósł słuchawkę
od telefonu, poprosił o coś cicho.

- Mógłbym powiedzieć wiele, o statystykach, o tym, że rzadko kiedy jedna
kobieta pada ofiarą dwóch różnych sprawców, o tym, że ktoś musiał mu
otworzyć, o tym, że cios został zadany kiedy się odwróciłaś- do sali weszła
młoda kobieta- To psycholog…-

- Wychodzimy!- Luk, wstał, szarpnął żonę.

- Spokojnie!- Denis również wstał- Panie Jeffey!- nie pozwolił mu wyjść.
- Proszę się uspokoić-  za drzwiami stali policjanci- Nie warto!- spojrzał
na wściekłego mężczyznę- Pójdzie siedzieć! Jest  już w celi, potrzebujemy
tylko Pani, potwierdzenia- zwrócił się do szlochającej kobiety.

- Chcę stąd wyjść!- Elsa, spojrzała na bladego męża, wydawał się obcy.

- Psycholog jest do…-

- Mam w dupie psychologa!- wydarła się blondynka- Cofnie czas?!- Denis,
milczał- Tak myślałam!- szarpnęła drzwi.

-Daj nam chwilę- powiedział Luk, wychodząc.

Zatrzymał ją dopiero na parkingu- To on?- zapytał ochryple.

- Zostaw mnie!-

- Mów albo cię uduszę!- potrząsnął nią- To nie jest twoja wina, on zasługuje
na karę! A ja zasługuję na prawdę! – krzyczał, obok przechodzili ludzie, zerkali
z zaciekawieniem- Wychowuję jego dziecko! I być może teraz urodzisz znów
jego dziecko!- czuł, że brakuje mu siły, czuł ucisk w okolicy klatki piersiowej,
duszność, bezdech, ugiął się.

- Luk!- wrzasnęła przerażona Elsa, widząc, że mąż upada na chodnik, uklęknęła
obok niego- Mój Boże! Luk!- szlochała.

- Wezwać pogotowie?- zapytał młody chłopak.

-Nie!- rzekł stanowczo fotograf uciskając klatkę piersiową.

- Luk, może jednak?- Elsa, trzymała go za rękę.

- Nie!- próbował uspokoić oddech, cholernie bolało!

- W torebce masz moje tabletki pod język – szepnął krzywiąc się z bólu.

Blondynka gorączkowo zaczęła przeszukiwać torebkę, nie mogła ich znaleźć!
Potrząsnęła torebką, jej zawartość rozsypała się po chodniku, dzwonił telefon.
Drżącą dłonią podała mu mała pastylkę -Luk…- pisnęła.

-Pomóż mi- poprosiła chłopaka, zaczął otaczać ich wianuszek gapiów- Na ławkę-

Po jakiś dziesięciu minutach podała mu butelkę z wodą, wypił prawie całą, czuła
nasilający się ból brzucha, dotknęła go- Boli cię?- Luk, spojrzał na nią.

- Nie. Luk, jak się czujesz?- głaskała jego twarz, włosy- Jedźmy do szpitala-

- Nie!- odsunął jej dłoń- Teraz wszystko mi opowiesz, wrócimy tam i złożysz
zeznania…- chciała coś powiedzieć ale jej na to nie pozwolił!- Lecimy do
Toskanii!-

- Może przełożymy lot…-

- Nie! Popierdoli mnie w tym kraju!- wrzasnął- W Toskanii  pójdę do lekarza!
Jeśli zaraz nie powiesz mi prawdy, odchodzę! Tym razem, kurwa odejdę!
Na zawsze! – widziała na jego twarzy zacięcie, wiedziała, że nie żartuje!
Przeraził ją – Gwałt to nie twoja wina ale jeśli coś przede mną ukryłaś…
Mów Elsa! - zaryczał z rozpaczą w głosie.

- Naprawdę niczego nie pamiętam- wbił wzrok w swoje różowo białe sandały.
- Ale byłam umówiona z Klausem. Odwiedził mnie w pracowni jakiś czas temu,
ma długi, groził mi-

- Chodziło o Mary?- zapytał zaciskając zęby, ból powracał, musiał się opanować!

- Tak. Chciałam ci powiedzieć, naprawdę- otarła łzy- Ale było mi wstyd, tyle już
dla mnie zrobiłeś, kochasz Mary, jak swoją córkę. Nie wiem co sobie pomyślałam,
ale chciałam załatwić to sama!-

- I załatwiłaś!- wrzasnął wstając. Gdyby nie dzieci chyba chciałby dostać zawału
i zejść z tego świata! Wiele przeżył, Elsa, od początku ich znajomości dostarczała
mu wrażeń i kiedy myślał, że najgorsze mają za sobą jego ukochana żona
zaskakiwała go ze zdwoją siłą! Naprawdę miał dość! Spojrzał na nią, chyba po
raz pierwszy przez myśl przemknęło mu przerażające pytanie. Czy to jeszcze
jest miłość? Czy jeszcze ją kocha? Czy po prostu przy niej trwa? Przeraziła go
ta myśl! Powinien ją zostawić! Odejść! Ale tworzyli rodzinę, dawno temu pokochał
ja tak na dobre i złe, zakochał się w niej jak nigdy wcześniej ani później, sam
też nie był idealny! Była w ciąży! Nie mógł jej zostawić!  Co mógł zrobić?
Wytargać ją za włosy? Rozwieść się? Dotknął klatki piersiowej, chciał
posłuchać głosu swojego chorego, złamanego serca. Przymknął powieki,
wyciszył się, gdzieś z oddali słyszał śpiew ptaka, klakson samochodu, warkot
silnika. Kochał ją dalej. Mógł teraz odejść, obrazić się albo zrobić karczemną
awanturę! Ale to nie miało sensu i tak się nie rozstaną i nie chciał zaszkodzić
dziecku!

- Wiesz, że tego można było uniknąć?- zapytał nie otwierając oczu, słyszał
jej urywany oddech, szloch- Wydaje mi się, że masz dobrego męża, przyjaciela.
Kiedy zaczniesz mnie w porządku traktować? Naprawdę nie zasługuję na
twoje zaufanie?- uniósł powieki i spojrzał w zapłakane oczy blondynki.
- Boli mnie tylko jeden fakt, że tego można było uniknąć. Twojej traumy,
naszego bólu-

- Odwiedził mnie w pracowni tylko raz, chciał pieniędzy, wygrażał się, że o
wszystkim powie Mary. Przeraziłam się, miałam ci powiedzieć ale dałam mu
sumkę o którą prosił. Zagroziłam mu policją. Zniknął na pół roku, zapomniałam
o nim- otarła łzy- Wtedy… tego dnia…Zaskoczył mnie, był pijany. Chciał kasy,
wyśmiałam go, odwróciłam się by zadzwonić do ciebie…- urwała.

Bez słowa ją do siebie przytulił – Wrócimy tam teraz. On musi siedzieć albo
ja pójdę siedzieć- Elsa, spojrzała na męża- Zabiję go jeśli go nie zamkną!
I wracamy do Toskanii. Wybieraj on za kratkami albo ja?- zapytał poważnie.

- Złożę zeznania. Przepraszam-

- Elsa, największą krzywdę zrobiłaś samej sobie-

………………………….

Droga na lotnisko minęła im w ciszy, każdy pogrążony był we własnych myślach.
Jimmy, chciał powiedzieć Elsie o Meike, ale kiedy tylko zobaczył przyjaciół,
zrozumiał, że coś między nimi nie gra, że coś się stało. Nie chciał pytać. Pomógł
im z bagażami, pożegnał przyjaciela i próbował pocieszyć płaczącego Lucasa.
Mężczyzna wraz z synem szli przodem, Jimmy, obejmował Elsę i trzymał drobną
dłoń Mary.

- Jimmy, boję się- szepnęła.

Spojrzał w przerażone oczy blondynki- Czuję jakiś lęk-

- Nie leć- poprosił cicho- Zostańcie-

- Nie mogę- mówiła cicho- Bardzo się boję- hamowała łzy.

Jimmy, mocno ją do siebie przytulił- Wszystko będzie dobrze- zapewnił
przyjaciółkę chociaż sam był rozbity, pełen obaw.

- Wujku- Mary, pociągnęła Jimma za koszulę- Namalowałam coś dla ciebie-
wręczyła mu piękny rysunek który przedstawiał Jimma podczas koncertu
w Dortmundzie i mnóstwo kolorowych balonów.

- Kochanie, piękny!- pochylił się by pocałować dziewczynkę.

- Jesteś moim idolem!- pisnęła- Mam jeszcze coś- Jimmy, zerknął na
kolejny rysunek, poczuł zaciśniętą dłoń na swojej szyi.

- Kto to- wydukał?-

- Twoja księżniczka- odpowiedziała dziewczynka wlepiając w niego duże,
niebieskie oczy- Ta z bajki. O żebraku-

- Mary, przestań!- naskoczyła na nią Elsa- No naprawdę! Jeszcze ty świruj!-
popchnęła dziewczynkę w stronę stojącego niedaleko Luka.

- Przepraszam cię za nią, ma coś z głową po mnie- otarła łzy- Maluje ze
zdjęć, mało wychodzi,ma jedną koleżankę. Lucas, płacze od samego rana-
westchnęła bezsilnie- Ale jeszcze kiedyś będzie ok- przytuliła do siebie Jimma.

- Nie leć- poprosił cicho.

- Kocham cię- pocałowała go.

- Ja, ciebie bardziej- pomachał przyjaciółce na do widzenia.

…………………………………..

- Jimmy?- drzwi od samochodu otworzyły się i zobaczył twarz Cleo- Jimmy?-
wiedziała, że coś się musiało stać, nie musiał nic mówić.

Zauważyła już jakieś dwadzieścia minut temu, że Jimmy wjechał na teren
posesji, pobiegła do kuchni by wyłączyć piec, później do sypialni by zapalić
świece, zrzucić ubrania, wskoczyć do łóżka ale po chwili zrobiło jej się zimno
i poczuła się głupio. Jimma, nie było. Pomyślała, że jej się przewidziało, szybko
zarzuciła na siebie sukienkę i podbiegła do okna, samochód Jimma, stał przed
domem, tchnięta złym przeczuciem, wybiegła na zewnątrz- Jimmy, co się stało?-
bała się odpowiedzi. Było tak pięknie…

Spojrzał na nią, wysiadł, mocno ją do siebie przytulił- Jimmy, przerażasz mnie-

Co miał jej powiedzieć? Od czego zacząć? Od Meike, że być może ich życie
diametralnie się zmieni? Od tego, że tęsknił za Elsą?  I na obiecany urlop chciałby
polecieć do Toskanii? Że martwił się o przyjaciółkę? A może zacząć od Nadin?
Albo od razu powiedzieć, że traci rozum. Przez wiele lat nie potrafił poradzić
sobie po śmierci żony, a w ostatnim czasie…Nawet nie potrafił tego nazwać.
Gdyby te różne zbiegi okoliczności wydarzyły się choćby rok temu, pewnie
już by otwierał trumnę żony, ale…Zaśmiał się. No właśnie, ale? Przecież nie
gra głównej roli w horrorze!

-Po prostu mnie przytul- szepnął, objęci usiedli na krawężniku, wsłuchiwali
się w ciszę przerywaną zraszaczem w ogrodzie, w powietrzu unosił się
zapach lawendy i smagliczki nadmorskiej, którą Lena im podarowała,
pięknie rozrosła się w ogrodzie i na balkonie. Cleo, przyniosła do ogrodu,
tortille które przygotowała, i sok z marakuje, rozpaliła ogrodowe pochodnie.

Jimmy przez dwie godzin wyrzucał z siebie swoje żale,obawy, płakał mówiąc
o Meike, wyznał kto zgwałcił Elsę, o tym, że za nią tęskni mimo iż dopiero co
odwiózł ją na lotnisko, wspomniał o ślubie Nadin, o jej chorobie. Rozmawiali
o Paddym. Słuchała w milczeniu trzymając jego dłoń, ocierając łzy. Nie
wspomniał jedynie o Ninie, bo przecież nie było o czym.

- Posłuchaj mnie Jimmy- przysunęła się bliżej- Meike, będzie zdrowa! Na
pewno! – jej głos brzmiał cicho, spokojnie, był niczym balsam- Jeśli jednak
zdarzyłoby się najgorsze- widziała jak zacisnął powieki, po jej policzkach
też spłynęły łzy- Zajmiemy się dziećmi, stworzymy szczęśliwy dom. Elsa,
urodzi śliczne,zdrowe dziecko a Luk, będzie przy niej. Ona jest – zamilkła.
- Ona jest niezniszczalna. W Patricka i Lenę, nadal wierzę. To moja ulubiona
para- położyła rękę Jimma na swoim ramieniu- A na ślub pojedziemy ale
na urlop do Toskanii nie! Jakaś wyspa na końcu świata. Sami- Jimmy,
kiwnął głową.

- Zawsze uważałem, że Bóg, mnie nie lubi- powiedział cicho- Zawsze czułem
się gorszy. Później śmierć Niny, ale Bóg, jednak dla każdego ma plan. Jego
planem wobec mnie jesteś Ty- pocałował jej włosy- Dziękuję- szepnął.

- Kocham cię, Jimmy-

- Kocham cię, Cleo Jones-

- Gdzie ty byłaś lata temu?-

-Pewnie gdzieś obok- uśmiechnęła się opierając głowę o jego ramię.

- Dlaczego ze mną jesteś?- oderwał wzrok od gwieździstego nieba.

- Tak po prostu Jimmy bo cię kocham-

………………………………………

-Ok…Odpowiadają mi daty i miasta- Paddy, wpadł do gabinetu Cleo.
-Podpisałem- pomachał dokumentami- Gdzie ta płyta?- rozejrzał się.

- Ok…- Cleo, odwróciła się na skórzanym fotelu przodem do niego- Płyta?
A płyta!- przypomniała sobie- Zaraz będzie!-

- Zaraz?- Patrick oparł dłonie o biurku- Miała być na wczoraj. Na już!-
od kilku dni chyba nikt go nie poznawał. Owszem w pracy był upierdliwy,
wkurzający ale uprzejmy!

Cleo, wytrzymała jego wzrok, patrząc w jego granatowe oczy, otworzyła
szufladę, poszukała dłonią  płyty i mu ją wręczyła- Proszę!-

- Dziękuję – również patrzył w jej oczy, uśmiechnął się złośliwie. Odwrócił się
i ruszył w stronę drzwi.

- Patrick!- Cleo, wstała- Porozmawiajmy! Obiad?- podeszła bliżej.

- Już jadłem- odpowiedział- Z Sebastianem, zapomniałaś mu powiedzieć o
Jimmie?- świdrował ją wzrokiem- Wyręczyłem cię!-

Zrobiło jej się głupio, poprawiła nerwowo włosy- Patrick, to się stało tak nagle…-

- I równie nagle cię rzuci. Ale wiesz o tym prawda?- zamknął drzwi, oparł się
o nie dłonią- Kto wtedy będzie cię pocieszał? Ja? Sebastian? Ktoś jeszcze?-

- On się naprawdę zmienił…-

Paddy, wybuchnął śmiechem- Jasne! On się zmienia niczym kameleon całe
życie- klasnął w dłonie-Tak samo jak ja!  Widziałem już te jego zmiany i coś
ci powiem. On się nie zmieni- skrzyżował dłonie na klatce piersiowej- A wiesz
dlaczego?- spojrzała na niego niechętnie- Bo jest moim bratem. My się nie
zmieniamy jednak. Geny. Nazwisko. Sam nie wiem- zamyślił się- Może to
nasze ID?- zaskoczył ją.

- To moje życie. Nie jestem zadowolona z faktu, że Jimmy to twój brat ale
nie zrezygnuję z niego! Kochamy się i zaskoczę cię- patrzyła mu w oczy.
- On się zmienił i więcej mnie nie skrzywdzi!- rzekła pewnie- I możemy nie
rozmawiać o nas?-

- Z miłą chęcią!- odpowiedział- Tylko pamiętaj o pracy! O zobowiązaniach!
Nie życzę sobie powtórki z rozrywki! Kiedy Jimmy ci podziękuje, zachowaj
profesjonalizm! I pogadaj z Bastim! Ja, Jimmy, Basti, za bardzo mieszasz!-
przeszedł się po gabinecie, sięgnął po zielone jabłko- Nie gadajmy więcej
o Jimmie. To wasze sprawa. Czekam w konferencyjnym- wyszedł.

Miała ochotę wrzasnąć na całe gardło, była dumna z siebie, że nie dała
wyprowadzić się z równowagi, ale zabolało ją to co powiedział  Paddy.
Idąc długim, wąskim korytarzem, uśmiechała się do mijających ją ludzi,
postanowiła skupić się na pracy! Jej myśli ciągle zajmowała Meike,
martwiła się! Życzyła jej całym sercem powrotu do zdrowia! Nie była
gotowa by zostać…No właśnie kim? Jimmy, jego rodzina, troje dzieci,
Paddy, poczuła pulsujący ból głowy. Meike, wyzdrowieje! Musi! Tej myśli
kurczowo się trzymała, przecież Bóg podobno istnieje.

- Ok…- trzy godziny później szatynka siedziała na wysokim krześle  - Skoro
znamy daty, kto nie może ?- spojrzał na muzyków- Musi to by bardzo pilne!-
zaznaczyła- Muszę ściągnąć kogoś na zastępstwo. Chris, jak twoje plany?
Zawsze masz zajęte lato- spojrzała na wysokiego, szczupłego mężczyznę-

-Gram z wami!-

- Świetnie!- twarz Cleo, rozpromieniła się- Tim, jak tam twoi poeci?-

- Gramy latem, sprawdzę później grafik- perkusista przeciągnął się.

- Ok. Jutro muszę wiedzieć!- Cleo, wskazała na niego- Reszta?-

- Połowa czerwca urlop- zakomunikował Lars.

- O nieee- skrzywiła się Cleo- Pogadam z Gregorem. Ok. Przerwa!- zeskoczyła
z krzesła, kątem oka obserwowała Patricka, rozmawiał z Bastim.

- Patrick do mnie- spojrzała na muzyka- Jutro rusza Sing meinen Song. Za tydzień nagrywamy wywiad. Wiesz, że masz mówić o sobie, rodzinie,
powrocie Kelly no i o Bogu- recytowała- Chcesz to przegadać?-

- Nie. Wiem co mam mówić- wbił wzrok w podłogę.

- Nie mów o Lenie…-

-Cleo! Wiem! Ściemniałem w wywiadach kiedy ty jeszcze nie miałaś pojęcia
o tej branży. Mam wprawę-  uśmiechał się ironicznie.

- Ok!- podniosła głos- I teraz już tak będzie? -

- Nie gadajmy o was, jest ok!- uciął temat, nie chciał się kłócić, miał swoje
zmartwienia- Jadę do Kolonii. Będę jutro wieczorem- rzucił wychodząc.

……………………………….

Dzień później Lena, krzątała się po niewielkim salonie, kątem oka zerkała
na bawiącego się w salonie Patricka z Niną, bolało ją serce, widziała radość
na twarzy dziewczynki, jak bardzo lgnie do ojca! Widziała również jak
Paddy, kilka razy ociera dyskretnie łzę, jak co chwilę przytula córkę i coś
jej szepcze. Po godzinie zabrał córkę na spacer, kiedy wrócili Nina spała.

- Mogę?- zapytał Patrick zaglądając do kuchni.

- Jasne- Lena, zdjęła okulary, odłożyła książkę.

- Widziałem się z Nadin, zaprosiła nas na ślub. Do Los Angeles, za dwa miesiące-

Szatynka z wrażenia uniosła do góry brwi- Aha. Ok-

- Nie muszę tam być- usiadł przy stole, potarł czoło- Nadin, jest dziwna,
uświadomiła mi, że tak naprawdę jej nie znamy. Poleć z Jimmem i Cleo,
dobrze ci to zrobi- widziała w jego oczach miłość. Zawsze ją widziała.
Ale zobaczyła w granatowej otchłani coś jeszcze- Zostanę z Niną-

- Ok- powiedziała cicho.

- Dzisiaj pierwszy odcinek programu- uśmiechnął się nieśmiało- Zobacz jeśli
masz ochotę. Za dwa tygodnie jest mój odcinek, będę mówił o tobie- zamilkł,
czuła napięcie- Mówił o naszym szczęściu- nagle podniósł wzrok, spojrzał jej
w oczy- O tym, że jesteś darem od Boga, że jestem szczęśliwy. Nie powiem
o tym jak cię skrzywdziłem, o tym, że kłamię patrząc w kamerę ani o tym, że
mi odbiło. Powinienem powiedzieć tym wszystkich zakochanym fankom jak
bardzo zniszczyłem najwspanialszą kobietę na świecie- wyciągnął dłoń i
kciukiem otarł jej pojedynczą łzę-  Powinny zobaczyć jaka byłaś kiedy się
poznaliśmy, kiedy się zakochaliśmy w sobie i jaka jesteś teraz- rzekł ze
smutkiem- Boli mnie twój smutek, twoje łzy łamią mi serce- chciała żeby
przestał mówić, chciała już zostać sama, pogrążyć się w swojej rozpaczy.
- Zawszę będę cię wspierał i zawsze kochał,  za trzy tygodnie ruszam w
trasę w każdej wolnej chwili będę odwiedzał córkę, będę dzwonił – wstał,
podszedł do żony, musnął jej włosy- Zadzwoń czasem jeśli będziesz miała
ochotę, albo będziesz chciała porozmawiać o niczym – zatrzymał się jeszcze
w drzwiach- kiwnęła jedynie głową.

- Nie martw się będę na rozprawie, już więcej cię nie zawiodę- uśmiechnął
się smutno- Livia wyjeżdża, jej ojciec sprzedał dom. Ona nigdy nie była dla
mnie ważna, nikt nie był ważny.Tylko ty i Nina. Straciłem Ninę teraz tracę
ciebie, powinienem chyba siedzieć w zakonie-  mrugnął do niej łobuzersko,
ale wiedziała, że próbuje być zabawny, widziała ból w jego oczach.

Wyszedł. Zniknął. Ale wróci, wróci do córki, zawsze będzie wracał, nigdy
o nim nie zapomni. A co jeśli pewnego dni zniknie na zawsze? Jeśli kiedyś
nie wróci? Poderwała się, podbiegła do drzwi, szarpnęła za klamkę, już go
nie było…

I dobrze,  pomyślała. Już wiedziała co zobaczyła w jego oczach, rezygnację.
Pogodził się z ich rozwodem. Wolno weszła do pokoju, pochyliła się nad córką,
głaskała jej drobną dłoń- Jeszcze będzie dobrze, obiecuję- wzięła dziewczynkę
na ręce.

Rozdział 277- Last Words

- Nadin?- Jimmy, mocniej ją do siebie przytulił- Pojawiasz się…Znikasz-
spojrzał na kobietę.

- Wróciłam- patrzyła na braci- Może na chwilę ale jestem-

- Wróciłaś, gdzie?- zapytał Paddy, bardziej sceptycznie podchodził do Nadin.
Wiedział, że brat mimo iż twierdzi inaczej, szuka w niej Niny, była dla niego
jakimś łącznikiem ze zmarłą żoną, namiastką, wspomnieniem przeszłości.
Dla niego była po prostu Nadin, zaginioną siostrą Niny, nie podobną do jego
dawnej ukochanej, kimś innym, obcym.

- Do was. Do Niemiec- odpowiedziała zakładając kosmyk włosów za ucho.

- Ścięłaś włosy i są jakby…Ciemniejsze?- zauważył Jimmy. Miała teraz
fryzurę identyczną jak Nina.

- Zmiany- przeczesała palcami włosy sięgające ramion.

- Do nas- zamyślił się Patrick, wrócił do pakowania- Ja wyjeżdżam.
Jutro- uklęknął na walizce- Jimmy, wraca do siebie- zerknął na brata.
- Elsa jest w Kolonii, więc jeśli chcesz tutaj zostać, musisz z nią pogadać-

- Luk też jest?- zainteresowała się.

Bracia wymienili spojrzenia- Oczywiście. Elsa, jest w ciąży, nie puściłby jej
samej- odpowiedział Patrick.

- Nadin, co u ciebie?- Jimmy, objął kobietę i razem usiedli na kanapie.

- Wszystko dobrze. Mieszkam i pracuję w Los Angeles. Jestem z kimś-
zmilkła- Planujemy ślub- spojrzała na Jimma- Chyba jestem szczęśliwa-

- Super!- zawołał Paddy mocując się z walizkami.

- Czegoś jednak mi brakuje- posmutniała- Rodziny. Nigdy w prawdzie jej
nie miałam, babcia zmarła jakiś czas temu, i chyba dopiero teraz zaczęło
mi jej brakować-

- Czasem niektóre straty przerabiamy później – powiedział Paddy wchodząc
do salonu- Wiem coś o tym i to jest chyba gorsze. Taka eksplozja ukrytych
emocji-

- Mam w prawdzie siostrę, ale ja i Nina, tak naprawdę jesteśmy dla siebie
obce- powiedziała to tak jakby Nina żyła i mieszkała ulicę dalej.

Paddy, patrzył na brata, który wyglądał jakby mu ktoś dał w twarz- Nadin,
Nina nie żyje- rzekł cicho Patrick.

- Nie żyje? No tak- zreflektowała się- No tak nie żyje i pewnie przez to nie
możemy zbudować poprawnych relacji- roześmiała się w sposób który
wywołał dreszcz u braci.

- Zabrzmiało to trochę dziwnie – Patrick usiadł, przenosił wzrok z Jimma
na Nadin.

- Normalnie- wzruszyła ramionami- Jimmy, co u ciebie?- dotknęła jego ręki.

- O K- wydukał- Koncerty w Dortmundzie okazały się sukcesem, jestem z
Cleo- na myśl o ukochanej poczuł przyjemne ciepło w okolicy serca, bezwiednie
się uśmiechnął, zapomniał o słowach Nadin.

- Pogratuluj mu- rzekł ze sarkazmem w głosie Paddy- Para roku!- wstał, udał
się do kuchni. Wrócił z talerzem pełnym makaronu i warzyw.

- Sam będziesz jadł?- zapytał zaczepnie Jimmy.

- A z kim?- Paddy, odpowiedział z pełnymi ustami.

- Smacznego- roześmiała się Nadin – Patrick, co u Leny? Co u was?-

- Super- zakrztusił się- Bywało wprawdzie lepiej ale jest super-

- Super- pokiwała głową Nadin- Pozdrów Lenę i ucałuj małą Ninę-

- Jasne- wbił wzrok w makaron z brokułami w sosie serowym.

- Skąd ty tak nagle wytrzasnąłeś ten makaron?- dopytywał Jimmy.

- Zamówiłem rano- odpowiedział- Odgrzałem- zaspakajał ciekawość brata.

- Tyle dla mnie zrobiliście, pomogliście, chcieliście być dla mnie rodziną a
ja zachowałam się w ten sposób. Głupio mi- spuściła wzrok, bawiła się
kolorową bransoletką.

- Skąd  ją masz?- zainteresował się Jimmy.

- Kupiłam gdzieś na wyprzedaży- odpowiedziała okręcając ją na nadgarstku.

- Ta sprawa z tym zdjęciem…Cieszę się, że pogodziłeś się z Cleo. Chciałam
tylko zrobić rysę na pamięci Niny a przez przypadek i ją pogrążyłam- westchnęła.

- To przeszłość, nie wracajmy do tego- odpowiedział Jimmy, uśmiechając się
ciepło.

- Ciąży mi to. Nie potrafię iść dalej…Mam wrażenie, że dźwigam jakiś ciężar,
ciężko mi go dźwigać- wstała, przeszła się po salonie- Ślub to jakby początek
nowej drogi. Zachowałam się nie fair wobec was. Ale przy was nie mogłam być
sobą- podniosła głos- Może nie mówiliście o tym na głos, ale każdy z was
szukał we mnie czegoś z Niny! Byłam plastrem na wasze rany. Nie mogłam
tak żyć. Od razu przygarnęliście mnie do siebie, narzuciliście pewną rolę,
a właściwie jej brak- uśmiechnęła się smutno- Nie miałam niczego nowego
wnieść a jedynie zając puste miejsce. Czułam się jak pusta książka która
ma idealnie pasować do biblioteki, do waszej biblioteki, ktoś po prostu wsunął
mnie w psute miejsce- oparła się o komodę, wzięła ramkę ze zdjęciem do
ręki- Tą osobą była Elsa- wbiła wzrok w kobietę na zdjęciu- W dodatku
zakochałam się w Luku- przeniosła wzrok na przystojnego mężczyznę.
- Uciekłam. Tak było łatwiej,prościej. Odciąć się- odłożyła ramkę,  podeszła
do okna. Zarówno Jimmy jak i Paddy, ostatnie zdania wypowiedziane przez
Nadin, rozumieli doskonale.

- Tak naprawdę nigdy dobrze mnie poznaliście- spojrzała przenikliwie na braci,
nie zaprotestowali- Ale mam nadzieję, że chcecie mnie poznać- podeszła bliżej.

- Jasne- wydukał Jimmy.

- Rozumiem, że skoro wychodzisz za mąż, nie kochasz już Luka?- zapytał
Paddy.

- Nie kocham – odpowiedziała- Za dwa miesiące wychodzę za mąż- spojrzała
na swój złoty, zaręczynowy pierścionek- Chciałam was zaprosić na ślub-

Jimmy, spojrzał na Patricka – Przyjedziemy- chrząknął- Do Los Angeles?-

- Jasne- rzekł przeciągle Paddy pocierając czoło.

- Tak. Los Angeles. Wyślę wam zaproszenie- wyciągnęła dłonie, przyciągnęła
ich do siebie- Dziękuję, to dla mnie ważne- zatrzepotała rzęsami aby powstrzymać
łzy wzruszenia.

- Kiedy poznamy wybranka?- Paddy, próbował wyswobodzić się z uścisku.

- Na ślubie!- odpowiedziała szybko- Oczywiście zapraszam was z Cleo i Leną.
Mam jeszcze jedną prośbę do was- spojrzała na nich błagalnie- Zaśpiewacie mi?-

- Nie śpiewamy już razem- odpowiedział Paddy- Chyba, że sto lat?- chciał by
zabrzmiało śmiesznie ale nikt się nie śmiał, chrząknął- Co by to miało być?-

- Carry my soul-

- Dlaczego akurat to?!- wrzasnął Jimmy.

- Niech to będzie mój prezent ślubny- prosiła.

-Przemyślimy to- Paddy, uciął temat.

- Jak długo zostajesz w Kolonii?- Jimmy, przeczesał włosy.

- Chciałam spędzić z wami chwile – odpowiedziała.

- Ja, wyjeżdżam- przypomniał jej Paddy.

- Pomyślałam o twoim mieszkaniu?- zerknęła na Jimma, uchwyciła jego wzrok.

- Akurat Cleo, wyjeżdża!- Patrick, uderzył go lekko w plecy – Idealnie się składa-

- Mieszkanie będzie puste. Ja, też wyjeżdżam. Wracam do Ettal-

Paddy, zatrzymał się, odwrócił się powoli, wybałuszył oczy, nawet nie wiedział
co miałby powiedzieć, zaśmiał się jedynie, wyszedł z salonu.

- W porządku. Będziemy w kontakcie- Nadin, przytuliła do siebie Jimma, pożegnała
się z Paddym.

- Widzę, że nie odpuścisz Cleo?- Paddy, zatrzymał brata, który zbierał się do
wyjścia.

- Chciałem ci pomóc, ale nic tu po mnie. Jesteś głupi, Patrick- Jimmy, minął go.

- Martwię się o nią!- wrzasnął za nim.

Jimmy, uśmiechnął się- Martwisz się o siebie!-

- Nieprawda!-

- Prawda-

- Nie uważasz, że zachowanie Nadin, jest dziwne?- Paddy, oparł się o framugę
drzwi w kuchni.

- Nie uważam- odpowiedział Jimmy lustrując lodówkę.

- Ta wzmianka o Ninie-

- Nie wracam do przeszłości a Nadin…- Jimmy, zamknął lodówkę- Mam pewne
podejrzenia. Być może Nadin też jest chora- spojrzał na brata.

- Może tak być- zamyślił się Patrick- Polecimy na ten ślub? Mamy zaśpiewać
Carry my soul. Ona wie, że to ulubiona piosenka Niny? Dziwne!- wsunął dłonie
w kieszenie.

- Sam jesteś dziwny- Jimmy, opuścił kuchnię, udał się w stronę drzwi wyjściowych.

- Mówiłeś jej o tej piosence?-

- Nie wiem! Może!- Jimmy, podniósł głos- Zostaw to! Pojedziemy, zaśpiewamy,
zjemy tort i wrócimy-

- Za dwa miesiące to ja mogę świętować mój rozwód a nie ślub!- Paddy skulił
się w sobie, odechciało mu się wszystkiego.

- Duże prawdopodobieństwo!- zgodził się z nim Jimmy ze sztucznym uśmiechem
na twarzy- Będziesz jutro na obiedzie?-

- Nie. Jutro wyjeżdżam- Patrick odwrócił się i wrócił do salonu.

 

 

 

……………………..

Luk od kilkunastu minut wpatrywał się z uwagą w przyjaciółkę, która
emocjonalnie relacjonowała jej rozmowę z mężem. Elsa, co chwilę
wzdychała, chciała coś wtrącić ale Lena, jej na to nie pozwalała.

Szatynka krążyła po niewielkim salonie, co chwilę zatrzymywała się przy
córce by pomóc jej przy zabawie by za chwilę wędrować od ściany do ściany.

- Mam dość! Niedobrze mi już jak o tym pomyślę! Można zwariować! Byliśmy
normalnym małżeństwem, nie wiem co się z nami stało?!- Elsa z Lukie,
odnotowali w myślach, że zadaje im to pytanie po raz dziesiąty!- Nie po to
lecę samolotem przez połowę Niemiec, ginie mój bagaż, lot ma opóźnienie
by oglądać taki obrazek! Był w Dortmundzie! Był tam!- tłumaczyła im.
-Był chory! I nawet do mnie nie zadzwonił! Ta szmata opiekowała się nim!
Niną!- grzmiała, małżeństwo uniosło do góry brwi na dźwięk słowa ”szmata”.

Lena, nie używała takich słów, musiała być niesamowicie wkurzona! Więc
było źle, a nawet bardzo źle!

- Posłuchaj Lena- zaczął niepewnie Luk.

- Jeszcze nie skończyłam!- wrzasnęła.

- Można iść siku? Jestem w ciąży!- Elsa, uniosła do góry rękę, wstała.

- Zawsze musisz wtrącić swoje trzy grosze!- Lena, roześmiała się nerwowo.

- Przepraszam, że muszę się wysikać!- Elsa,również podniosła głos.

- To wszystko przez twoje mądre rady! Mogłam tam nie lecieć!- Lena, zagrodziła
przyjaciółce drogę- Ale nie! Leć! Walcz! – wymachiwała rękami, blondynka zrobiła
krok do tyłu by nie dostać w twarz.

- Lena, Elsa, musi do toalety!- Luk, również wstał.

- A idź do samego diabła!- Lena, minęła zaszokowaną kobietę- Już w życiu cię
nie posłucham! Sama jesteś uparta, głupia, zachowujesz się fatalnie!- stanęła pod
drzwiami od łazienki- Popełniasz błąd za błędem a ja, ciebie posłuchałam! Ciebie!-
uderzyła w drzwi.

- Lena, na Boga!- Luk, złapał kobietę za łokieć- Uspokój się!-

- Bronisz ją bo twoja żona!- rzekła z wyrzutem.

- Nie! Nie o to chodzi!- zaprotestował- Po prostu się uspokój- trzymał ją za ręce.
- W pokoju jest Nina- zerknął na dziewczynkę- Nie poznaję cię-

- No właśnie o to chodzi, że ja siebie też nie poznaję!- wybuchła płaczem.

- Oj przestań się mazać- Elsa, wyszła z łazienki- Może coś źle zrozumiałaś-
wytarła dłonie w dżinsy.

- Zamknij się!- naskoczyła na nią szatynka, Elsa, cofnęła się- Przestań gadać
głupoty! Dalej mi doradzaj jak się jeszcze bardziej ośmieszyć!- darła się.

- Lena, kochacie się…- Elsa, zamilkła widząc spojrzenie przyjaciółki.

- Lena, musisz się uspokoić. Masz jakąś melisę? Walerianę? -Luk, wziął ją
pod rękę i zaprowadził do kuchni, zaczął szukać w szafkach, Elsa usiadła
obok przyjaciółki na wysokim krześle- Wysłuchaj mnie do końca- fotograf
spojrzał na załamaną kobietę- Po pierwsze się uspokój. Po drugie, dla mnie
tłumaczenie Patricka ma sens, ale zgadzam się z tobą, że Livi w ogóle nie
powinno tam być! Oni nie powinni mieć kontaktu, nie ma przyjaźni po czymś
takim- zalał wrzątkiem zioła-Szkoda waszego małżeństwa. Ani Paddy ani
ty nie zwiążecie się z nikim innym, kochacie się, tworzycie rodzinę. Naprawdę
szkoda was- postawił mały talerzyk na kubku- Gdybyście się nie kochali,
nie dogadywali ale wy się kochacie- stanął na w prost przyjaciółki – Długo
nie mieliście żadnych problemów, kiedy to się zaczęło?- w kuchni zapadła
cisza.

- Od Zoe- Lena, pociągnęła nosem- Od kiedy na mnie napadła. Wcześniej
też miałam depresję- otarła łzy- Śmierć Niny, pogróżki, nie mogła zajść w
ciąże ale to minęło, było dobrze. Od Zoe-

- Ale wtedy sama się zagubiłaś, chciałaś się mścić- odezwała się Elsa,
wyszła z kuchni i wróciła z Niną na rękach.

- Tak naprawdę…Chodzi o Joelle- wyrzuciła z siebie Lena- No i Livia-

- Olej całą Livię, Paddy, jest gwiazdą, baby same wchodzę mu do łóżka!-
prychnęła blondynka.

- Zamknij się!- wrzasnęła Lena.

- To go nie tłumaczy- Luk, podał szatynce kubek – Ale chyba takie jest życie.
Ty, się użerasz z fankami,psychopatkami, inni  z brakiem pieniędzy,chorobami.
Każdy ma problemy- Luk, wyjął z lodówki ciasto, pokroił na trzy kawałki, położył
na małym stoliku, żonie podał szklankę z sokiem, dla siebie zrobił kawę- Masz
ochotę na deserek?- uśmiechnął się do Niny, wziął ją na ręce i ucałował- Nie
będziemy my jeść a dziecko patrzeć- włożył dziewczynkę do wysokiego
krzesełka i zaczął podawać owocowy deser- Lena, naprawdę każdy ma
problemy. Masz dwa miesiące czasu, ogranicz z nim kontakt, ale nie graj
dzieckiem! Paddy, jest wspaniałym ojcem, pamiętaj o tym!I – spojrzał na
szatynkę.

- Luk, ma rację. Jeśli masz tak wrzeszczeć jak opętana to się rozwiedź.
Ale jeśli potrafisz mu wybaczyć, to zrób to- blondynka sięgnęła po ciasto.

- Nie chcę twoich rad!-

- To się udław!- Elsa, przewróciła oczami.

- Nie kłóćcie się!- Luk, spojrzał na kobiety- Lena, Elsa, wyjątkowo chciała
dobrze, przecież nie podesłała Livii do Patricka!- wytarł buzię dziewczynki,
nachylił się by ją pocałować.

- Gdzie wasze dzieci?- Lena, skubała sernik.

- Pij zioła a nie sernik!- fuknęła Elsa.

- Jeszcze słowo!- Lena, wbiła w nią mordercze spojrzenie.

- U Patricii na obiedzie, za chwilę je odbierzemy, zostaniemy chwilę, jedziesz
z nami? – Luk, zerknął na zegarek – Musisz wybaczyć sobie sprawę z Joelle-
wstawił miseczką do zmywarki, pozbierała jeszcze inne brudne naczynia i
włączył urządzenie- Musisz wybaczyć samej siebie-

- Potrzebujesz pomocy- rzekła Elsa z pełnymi ustami.

- Twojej?!- zaśmiała się szatynka.

- Specjalisty- odpowiedział Luk.

- Nie ma mowy! Nie wrócę na terapię, nie chcę!-  Lena, była bliska paniki.

- Znalazłam ci najlepszego! Jimmowi pomógł- Elsa,wytarła usta, upiła łyk soku.

- Sama do niego idź!- wrzasnęła szatynka, wzięła córkę na ręce i wyszła z
kuchni.

- Na nas już czas!- Elsa, sięgnęła po torebkę- Jesteśmy w Kolonii jeszcze dwa
dni, pomyśl o tym- podeszła i pocałowała naburmuszoną przyjaciółkę- Trzymaj
się!-

- Jakby co dzwoń!- Luk, posłał jej całusa i podążył za żoną.

……….

- Ciągle nie mogę w to uwierzyć!- trajkotała Patricia- To było jak sen! Jak piękny
sen!- w jej oczach pojawiły się łzy.

- Dalej to przeżywam- roześmiała się Elsa- Nie jest ci żal?- zerknęła na Maite.

- Cieszę się z sukcesów mojej rodziny, naprawdę! – na twarzy Maite pojawił
się idealnie wyćwiczony uśmiech- Ale jestem teraz w trasie, promuję moją
płytę, mam dzieci, męża który mnie potrzebuje, mam siedem a nie dziewięć
żyć- roześmiała się w stylu Hollywood-  Dla mnie najważniejsza jest moja
artystyczna wolność, wolność ducha-

- Wolność czego?- Elsa, wybałuszyła oczy- Paddy, ci to powiedział? I te
głupoty co niby mówił staruszek, że macie podążać za swoim…Jak to
leciało? – zerknęła na Luka.

- Mnie pytasz? Nie znalem ich ojca!- odpowiedział Luk,sięgając po pieczeń.
- I całe szczęście- dodał cicho- R E W E L A C J A- wskazał na pieczeń,
posłał Patricii całusa.

- Wiemy o czym mówisz- rzekła zniecierpliwiona Maite- Nasz ojciec był mądry,
był naszym przywódcą i na pewno by chciał żebyśmy oboje z Paddym robili
to co robimy. Znaleźli swoją muzyczną ścieżkę- chciała zakończyć ten temat.

- Ale ty pierdolisz!- Elsa, nie wytrzymała- Jaką wolność?! Narzucił wam to co
macie śpiewać, wybrał dla was drogę! Haloo, Maite, nie ma kamer, więc nie
ściemniaj! Gdyby żył to najpierw by ci wpierdolił za te wygibasy i  disco
szlagiery! Byłam z Lena na koncercie, no nie da się tego słuchać! A później
twój duch wolności by zapierdalał śpiewać do Dortmundu Roses of red!
Szanuję twój i Patricka wybór. Nie brakowało was- Luk, starał się zamknąć
żonie usta- Ale weź nie ściemniaj! Nie przy nas!- rozłożyła ręce – I nie obrażaj
się i podaj mi sos!- kobieta spełniła jej prośbę.

.- Nie poruszajmy więcej tego tematu. Jest jak jest- wtrąciła się Patricia.
- Jest dobrze,niech każdy robi to na co ma ochotę. Jak wam się żyje w
Toskanii?-

- Dobrze. Spokojnie- odpowiedział Luk, objął żonę- Lucas, nie może się
przyzwyczaić -

- Ale wrócimy do Kolonii. Po porodzie- blondynka dotknęła brzucha.

- Już wiadomo czy chłopiec czy dziewczynka?- Mate odzyskała głos.

- Nie i chyba nie chcemy wiedzieć- odpowiedział Luk.

- Wspaniała z was rodzina- Patricia, uśmiechnęła się ciepło- Żeby jeszcze
tak Jimmy i Paddy, ułożyli sobie życie-

- Przecież Lena, nie rozwiedzie się z Paddym!- Maite, podniosła głos, upiła
łyk wina.

- Skąd ta pewność?- zapytała Elsa- Wiecie, że on ją zdradził a ta wywłoka
mieszka na wprost nas i dalej ma z nim kontakt! – przy stole zapanowała cisza.

- Elsa, to ich prywatne sprawy- szepnął Luk.

- No ok, ale musicie liczyć się z rozwodem. Lena, jest w fatalnej formie,
chciała się z nim pogodzić i zastała ich razem na kanapie! Na mojej kanapie!
- podkreśliła.

Maite z Patricią, szeroko otworzyły usta- Mucha wam wpadnie- Ela, wbiła
wzrok w kobiety- Kiedyś gnoiłaś Ninę, a dzisiaj dwie siostrzyczki rozwalają
waszą rodziną i nic nie robisz?! – odłożyła sztućce- To starość czy rezygnacja?
wbiła wzrok w Patricię- Czy może jak to było- zerknęła na Maite- Duch wolności
i ciebie nawiedził?-

- Hej- do dużego, eleganckiego salonu wszedł Jimmy, trzymając za rękę
Cleo – Przepraszamy za spóźnienie- rozejrzał się za wolnym miejscem.

- Nie jesteś sam- zauważyła Patricia wstając. Otarła pot z czoła.

Elsa, szturchnęła Luka, hamowała śmiech- Wy się dzisiaj szoku pomieszanego
ze zgagą nabawicie- świdrowała wzrokiem blade siostry.

- Jestem  z Cleo- Jimmy, objął kobietę- Cleo,wybaczyła mi i dała jeszcze
jedną szansę. Jestem szczęśliwy- musnął usta ukochanej- Jesteśmy bardzo
szczęśliwi-

- Cieszymy się- Patricia, nakryła dla jeszcze jednej osoby- Zaskoczyłeś nas-

- Wolałabyś Nicol?- zaszczebiotała Elsa- Gdzie wasz duch wolności?-

Jimmy, wraz z Cleo, zajęli miejsce obok Luka- Zaraz zemdleje- szepnęła
menedżerka- Jimmy, się uparł-

- Spokojnie. To tylko Kelly rodzinka, w prawdzie są gorsi od włoskiej mafii,
ale dasz radę- uścisnął dłoń kobiety.

- Cleo, nie zrozum nas źle- zaczęła Maite, bawiąc się swoim dużym
pierścionkiem – Chcemy szczęścia Jimma, ale to, że jesteś menedżerką
Patricka nie ułatwia, wiesz jak bardzo się kłócili przez ciebie, doszło do
tragedii- chrząknęła.

- Mam wyjść?- zapytał Jimmy.

- Siadaj!- wrzasnęła Patricia, robił jej się coraz bardziej gorąco.

- Przyniosę nalewkę-  Denis, wstał od stołu.

- Napijemy się Cleo- Elsa,zerknęła na kobietę- Ups! Zapomniałam, że nie
możemy!- zaśmiała się.

- Nie zaczynaj!- upomniał żonę, Luk.

Cleo, nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać, jak nie Niki, tak rodzina
Jimma. Postanowiła się nie denerwować! Ten obiad kiedyś się skończy,
jutro wraca do Monachium, a rodzinę Jimma będzie widywać tylko podczas
świąt! Ta myśl zdecydowanie poprawiła jej humor- Wszystko wygląda
smacznie- odezwała się, mimo, że ściskało ją w żołądku, chciała coś
zjeść i wyjść stąd- Jimmy, zjedzmy coś- położyła mu dłoń na kolanie.

- Chyba straciłem apetyt- odsunął się na krześle.

- Jestem głodna- Cleo, zaczęła nakładać zapiekane ziemniaki, pieczeń,
sałatkę- Smacznego- czuła wzrok wszystkich na sobie.

- Smacznego – za jej przykładem poszedł Luk- Wyborne!- wbił widelec w
kaczkę- Zjem jeszcze- zerknął na żonę- Masz ochotę?-

- Jasne- dotknęła sztućcy.

- Denis, dla mnie razy trzy!- zawołał Luk w stronę postawnego blondyna.
- Za Jimma, Cleo i Elsę- zrobił miejsce na stole.

- Kto cię będzie niósł do domu?- zapytała blondynka.

- Jimmy!- odpowiedział.

Jimmy, nie potrafił wziąć pieprzonego widelca do ręki i jeść!Miał żal do rodziny,
widział jak Cleo z trudem przełyka kęs za kęsem. Już tak wiele dla niego zrobiła,
tyle przeszła, zasługiwała na szacunek jak mało kto!- Powiem to tylko raz-
usłyszał swój głos- Cleo, jest moją kobietą,  moją miłością. Jestem pogodzony
z przeszłością i szczęśliwy. Bardzo ją kocham, jest częścią mnie- ujął dłoń
Cleo i ją ucałował- Macie ją szanować, respektować. To dzięki niej nie zabiłem
wczoraj Patricka i dzisiaj was. Bo nie chcę niczego psuć! Dla niej!- patrzył na
rodzeństwo- Nie musicie nas wspierać, ale się nie wtrącajcie!  Bo się od was
odwrócę!- zaznaczył- Oleję i was i kontrakty!-

- Jimmy, cieszmy się- głos zabrała Patrcicia- Zrozum też nas, Cleo, nie jest
kimś nowym. Co chwilę nas kimś szokujesz. Jesteśmy ostrożni, boimy się
o ciebie- blondynka zamoczyła usta w nalewce, czuł jej mocno wiśniowy smak.

- Myślę, że wszyscy możemy się wiele od Cleo nauczyć- wtrącił się Luk.
- To niesamowita kobieta,ma w sobie pokorę i potrafi wybaczać. A chyba
o to w życiu chodzi ? To Jimmy ma szczęście, nie odwrotnie. Naprawdę
cieszcie się, że ma przy sobie taką kobietę- zatkał dłonią usta żony która
chciała coś dodać a pozostali wybuchli śmiechem.

- Jak już mówiłam, niech każdy robi co chce. Macie być szczęśliwi- wskazała
na Jimma i Cleo- Jedzmy w końcu!-

- Chciałam tylko zapytać o deser- wyjaśniła Elsa, mrugając do Jimma.

Atmosfera wyraźnie się rozluźniła, obyło się już bez kłótni i słownych potyczek.

Wychodząc Elsa, odciągnęła Patricię na bok- Za dwa dni wyjeżdżam, mam
do ciebie sprawę- rozejrzała czy aby na pewno Luk nie słyszy- Odwiedzimy
siostry. Razem- uśmiechnęła się przebiegle, Patricia, przez chwilę przyglądała
się blondynce, po namyśle również się uśmiechnęła, skinęła głową, uścisnęły
sobie dłonie.

…………………………………………

Dwa dni później.

- Straciłam pracę- Livia, spojrzała na ojca- Podziękowali mi. Ktoś złożył na mnie
skargę- opadła bez sił na krzesło w kuchni- Wykonuję swoją pracę najlepiej jak
potrafię- zakryła dłonią usta. Miało być lepiej a znów było tylko gorzej.

- Mało jest dzieci do bawienia?!- do kuchnie weszła Niki- Znajdziesz inną!-
wyjęła z lodówki jogurt.

- Szukałam pracy przez prestiżową agencję, mają tam duże wymagania ale
dobrze płacą! Nikt mnie już nie zatrudni!- Livia, była coraz bardziej przerażona.
Bezsilnie opadła na krzesło w kuchni.

- Nie martw się. Chciałem z wami porozmawiać- do kuchni wszedł ojciec
dziewczyn,  spojrzał na córki- Sprzedam dom- kobiety znieruchomiały.
- Dostałem propozycję nie do odrzucenia. Za tą kwotę spłacę długi i jeszcze
kupimy coś innego- w kuchni panowała grobowa cisza.

-Wyjedziemy, zaczniemy jeszcze jeden raz. Już ostatni, obiecuję- objął
dziewczyny – Livia, wrócisz na studia, Niki, ty też albo wrócisz do nauki,
albo do pracy. Po śmierci waszej mamy, pogubiliśmy się ale mamy szansę
wyjść na prostą. Same widzicie, że tutaj nam nie wychodzi- Livia, wiedziała,
że ojciec mówi o niej, dowiedział się od kogoś, poczuła wstyd.

- Jesteście młody, piękne, wszystko się ułoży- zapewnił je- Może zaczniemy
od jakiś wakacji w rozsądnej cenie?-

- Ktoś odpowiedział na moje zdjęcia, chcą zrobić ze mną sesję- rzekła cicho
Niki. Miała inne plany, chciała Patricka! Ale może ojciec miał rację? Może
powinni wyjechać? Teraz i tak nic nie ugra, miała konkretny plan, potrzebowała
do tego Jimma, ale jej celem był Patrick. Ale chyba rozsądniej było wyjechać,
uśpić ich czujność…

- Jestem za!- spojrzała na zaszokowanego ojca i siostrę- Francja?-

- Francja- powtórzył ojciec- Livia?-

Otarła łzy, jej serce było tutaj w Kolonii, przy Paddym, ale rozum podpowiadał
jej, że to najlepsza decyzja jaką mogła podjąć od dłuższego czasu- Ok- usłyszała
swój niepewny głos.

………………..

Wieczorem a raczej późnym wieczorem, zadzwoniła do drzwi domu Elsy.
Wiedziała, że to ona musiała złożyć na nią skargę i nie zdziwiłaby się gdyby
to właśnie Elsa, kupiła ich dom. Wiedziała też, że blondynka wraz z rodziną
wróciła do Kolonii, ale nie było ich jeszcze w domu. Za to na podjeździe stał
samochód Patricka- Hej- szepnęła na jego widok.

Zauważyła, że się zmieszał, wkładał walizkę do samochodu- Wyjeżdżasz?-
zapytała.

- Tak- odpowiedział krótko- Jestem już spóźniony- nie wiedziała czy
powiedział to celowo.

- Ja, też wyjeżdżam. Ktoś kupił nasz dom, straciłam pracę. Wracamy do Francji- nawet się nie zatrzymał, nie spojrzał na nią.

- Powodzenia- rzucił w jej stronę.

- Chciałam się tylko pożegnać. Nie obwiniaj mnie,proszę- nie chciała płakać
ale nie mogła się powstrzymać.

Odchylając głowę do tyłu,Patrick zatrzymał się- Livia, nie obwiniam cię o nic-
w końcu na nią spojrzał- I nie mam żalu. Mam żal ale tylko do siebie. Jestem
na siebie wściekły, ale nie na ciebie- uśmiechnął się słabo- Życzę ci powodzenia-
w powietrzu pogłaskał jej plecy- Żegnaj-

- Paddy, czy Lena ci wybaczyła?- musiała to wiedzieć.

- Nie- chrząknął.

-To wasz koniec?- podeszła bliżej. Gdyby teraz poprosił żeby została, zostałaby.
Czekałaby, wspierała go, wystarczyło tylko jedno jego słowo.

- Nie rozstaliśmy się przez ciebie. Lena, wie, że kocham tylko ją- każde kolejne
jego słowo bolało ją coraz bardziej,  oparł się o samochód – Nie cofnę czasu,
mam swoje słabości jak się okazało, zaszumiało mi w głowie, sam nie wiem
co sobie myślałem wtedy…Tamtej nocy. Kiedyś już to czułem, w przeszłości,
tamtej nocy znów byłem Królem życia i znów boleśnie upadłem. Lena, nie tylko
jest moją żoną, przyjaciółką, miłością mojego życia ale też moją ostoją. Nigdy
nie byłbym z tobą, Livia. Jeśli Lena, odejdzie nie zwiążę się już z nikim, może
wrócę do zakonu?- widziała w jego oczach bezgraniczny smutek – Tam było
spokojnie, bezpiecznie. Trzymaj się i przepraszam- wsiadł do samochodu.

Zrozpaczona Livia, szarpnęła drzwi – Paddy, być może już nigdy się nie zobaczymy…Muszę coś wiedzieć-  płakała- Proszę-

- Po co ci to?- nie patrzył na nią.

- Czy choć przez chwilę byłam dla ciebie ważna? Choć przez krótką chwilę?-

- Nie- spojrzał jej w oczy.

- Gdybyśmy poznali się w innych okolicznościach, gdybyś był wolny…-

- Wtedy też nie. Nigdy nie byłbym z tobą- zamknął drzwi i odjechał.

Stała jeszcze przez chwilę, nie była w stanie się poruszyć, zrobić cokolwiek,
pragnęła tylko jednego. Wyjechać i zapomnieć.

Rozdział 276- How Do You Love

Chyba mogę już napisać, że przed nami ostatnie rozdziały, ale nie zdradzę
dokładnie ile ;) I to już chyba ostatnie zawirowanie Paddyego i Leny, albo się
obronią albo nie ;) Wspomnę jeszcze raz żeby nie było niedomówień, skracam
a właściwie wycinam, pomijam wątek sióstr bo by się rozrosło do 100 rozdziałów.
Całusy!

……

- Lena?- Denis, przetarł zaspane oczy, poprawił pomiętą koszulkę w której
spał- Wejdź- przesunął się.

Szatynka weszła do środka, zauważył, że płakała, była w fatalnym stanie.
Coś w jej pustych oczach go przerażało, bezsilność? Rezygnacja? -Lena-
wziął ją za rękę, zaprowadził do niewielkiego pokoju- Co się stało?- zapalił
lampkę.

- Poczęstujesz mnie czymś do picia?- wytarła nos.

- Jasne…Wody?- rozejrzał się- Coś mocniejszego?-

- Coś z procentami- odpowiedziała cicho- Coś co pomorze zapomnieć, co
sprawie, że będzie mniej bolało,  coś co rozjaśni niebo…- patrzyła przed siebie.

Denis, założył okulary, spojrzał w punkt w który wpatrywała się Lena, ale
niczego szczególnego nie zauważył w ścianie pomalowanej na biało.

- Co cię boli?- zapytał otwierając barek, napełnił dwie szklanki szkocką.

- Tutaj- położyła dłoń na swojej piersi.

- Serce?- podał jej szklankę, usiadł obok.

Z jej oczu popłynęły łzy, zatopiła usta w trunku- Widziałam ich. Gdybym ich
nie widziała wybaczyłabym- szepnęła ledwo słyszalnie.

- Patricka i ?-

- Wolałabym nie wiedzieć- kołysała się- Nie chciałam tego zobaczyć-

- Lena, on cię zdradził?-

Milczała, zacisnęła zęby na szklance, czy Patrick ją zdradził?

- Lena, skaleczysz się!- odsunął szklankę.

- Nie wiem dlaczego tutaj przyjechałam- zatrzepotała mokrymi rzęsami.

- Jestem twoim przyjacielem, zawsze cię wysłucham, pomogę- dotknął jej
dłoni.

- Nie szukam przyjaciół- szepnęła, spojrzała na niego- Mam już przyjaciela
a nawet dwóch. Mam kolegi, ojca a nawet męża i za chwilę będę miała nawet
byłego męża- uśmiechnęła się a jemu jej uśmiech łamał serce. Było w nim
tyle bólu, żalu. Wydawała mu się taka krucha, taka inna niż była na co dzień.
- Nie mam brata- zamyśliła się- A właściwie mam, takiego z wyboru, Luka,
ale nigdy nie miałam kochanka- odłożyła pustą szklankę- Nalej mi jeszcze-

Spełnił jej prośbę,kątem oka jej się przyglądał, Lena, rzadko kiedy pokazywała
emocje, już podczas studiów, rzadko się uśmiechała, nie pozwalała sobie na
błędy, potknięcia, ale dzisiaj wyglądała niczym mała, przerażona dziewczynka,
której zwalił się świat.

- Hej, jutro będzie lepiej- usiadł obok.

- Podobam ci się?- zapytała tak bez żadnego wstępu, ostrzeżenia.

Otarł jej łzy, kiwnął głową- Podobasz mi się. Lena, jesteś piękną kobietą.
Ale to nie jest w twoim stylu. Rano nie spojrzysz sobie w oczy- odgarnął
włosy z jej twarzy- Na taką kobietę jak ty trzeba sobie zasłużyć, a nie po
prostu ją mieć-

Wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę, dobiła szkocką po czym wstała.

- Czas na mnie-

- Możesz zostać do rana-również wstał.

- Nie przespałabym się z tobą- jeszcze raz spojrzała na niego w drzwiach.
- Nie mogłabym- uśmiechnęła się smutno- Chodziło mi o coś innego- otarła
łzy- Nieważne-

………

Livia, obudziła się na kanapie sama- Paddy?- zawołała siadając. Wyciągając
gumkę ze splątanych włosów, ruszyła do łazienki i na poszukiwanie muzyka.
Zastała go w kuchni, podawał Ninie kaszkę- Dzień dobry- ziewnęła.

- Dzień dobry- odpowiedział.

Bez słowa podeszła i położyła mu dłoń na czole- Dalej masz gorączkę-

- Ale jest lepiej- uśmiechnął się- Dziękuję, zmarnowałem ci dwa dni- wytarł
buzię córki.

- Nie ma za co i nie zmarnowałeś- przeciągnęła się- Czas na mnie, zajrzę
do was wieczorem-z lodówki wyjęła butelkę z wodą- Chyba, że mogę wziąć
Ninę na spacer, dalej źle wyglądasz i masz gorączkę- usiadła podciągnęła
nogi pod brodę.

- Lena dzisiaj wraca, zaraz do niej zadzwonię- zauważyła w jego oku błysk.

Oboje pomyśleli o tym samym, ich wzrok spotkał się na kilka sekund. Z jednej
strony rozumieli sytuację, nie były potrzebne żadne tłumaczenia, Livia, zadzwoniła,
Patrick, odebrał, był chory, pomogła mu. Nic się nie wydarzyło. Z drugiej strony,
Paddy, nie chciał żeby poczuła się dotknięta, wraca moja żona, nie jesteś już
potrzebna, był jej wdzięczny! Lubił ją, szanował, wiedział, że nie mogą się
przyjaźnić, spotykać, zbyt wiele się wydarzyło, walczył o rodzinę- Livia, ja-
zaczął dość nieporadnie.

- Patrick, ja wszystko rozumiem- patrzyła na niego ciepło- Naprawdę- odstawiła
butelkę- Czas na mnie-

- Wow!- Paddy wrzasnął, miska z resztką kaszki wylądowała na jego koszulce.
- Chyba mamy już dość- śmiał się.

- Ok, zmykaj pod prysznic, przebierz się a ja zajmę się Niną- rzuciła w niego
ścierką i wyciągnęła ręce w stronę zadowolonej dziewczynki.

Kiedy spacerowała z dziewczynką na rękach po salonie spojrzała w stronę
holu, podeszła bliżej, zauważyła walizkę. To musiała być walizka Leny.

Ogarnęła ją panika, przytulając do siebie Ninę, pobiegła pod drzwi od łazienki.

- Paddy!- wrzasnęła spanikowana- Paddy!-
……..

Lena, jeszcze raz oblizała usta, ten nowy kolor szminki jej pasował,dotknęła
lekko pofalowanych włosów, poprawiła kokardę przy szyi w nowej, białej
bluzce. Jeszcze tylko starannie pociągnęła tuszem  rzęsy i uśmiechnął się
na dźwięk dzwonka.

- Hej- w drzwiach stał Paddy, tuląc do siebie Ninę- Byłaś wczoraj u mnie?-
zapytał wchodząc do środka- Zauważyłem bagaż, spałem, jestem chory-
zatrzymała na nim wzrok- Ale mogłaś mnie obudzić- zsunął z ramienia
kolorową torbę Niny, postawił w salonie walizkę żony.

Lena, wzięła od niego córkę, ucałowała dziewczynkę, mocno do siebie przytuliła.
- Pobaw się kochanie przez chwilę- położyła ją w kojcu, podała ulubionego misia.

- Ty zauważyłeś walizkę czy Livia?- zapytała wprost.

Paddy, zawahał się, dopiero teraz zauważył, że Lena prawie trzęsie się ze złości,
że wygląda jakoś inaczej - Livia- odpowiedział wolno- Lena, ty coś sugerujesz?-

- Nie! Nic!- wrzasnęła- Jak bym śmiała? Przecież ty jesteś świętszy od samego
Jezusa!- wybuchła- Nie chciałam wam  wczoraj przeszkadzać! Dziękuję za
walizkę! A teraz możesz już iść i nigdy więcej nie wracać! Nigdy! Widzenia z
Niną ustali sąd! Spakuj też swoje rzeczy z domu w Monachium, chcę go
sprzedać!- wyrzucała z siebie cały tłumiony gniew.

- Lena- podeszła bliżej ale go odepchnęła- Lena, o czym tym mówisz?- złapał
ją za ręce, wyprowadził z salonu- Lena!- próbował ją uspokoić, zerkając za
siebie.

- Zostaw mnie i nie dotykaj!- całą sobą odepchnęła go- Jak długo to trwa? Jak
mogłeś mi to zrobić?! No jak?!- syknęła przez zaciśnięte zęby- Widziałam was!-
złożyła ręce- Więc nie okłamuj mnie! – z jej oczu popłynęły łzy.

- Ale co widziałaś?!- wrzasnął Paddy próbując coś zrozumieć. Od kiedy
przekroczył próg tego mieszkania miała wrażenie, że znalazł się w innej
rzeczywistości. Nie miał pojęcia o czym Lena mówi!

- Nie rób ze mnie idiotki!- ponownie go popchnęła, zahaczył o torbę Niny i uderzył
głową w ścianę, Lena zauważyła to- Jak ja się przy tobie zachowuję?- zapłakała.
- Jakie emocje we mnie wyzwalasz?! – płakała nad sobą- To małżeństwo mnie
zniszczyło!- oparła się o ścianę a następnie powoli osunęła na podłogę- Ty, mnie
zniszczyłeś! Obnażyłeś moje słabości, wyzwoliłeś demony! Gardzę sobą! To
wszystko twoja wina!- szlochała- Idź sobie, Paddy! Wynoś się!-

Mimo, że głowa mu pulsowała uklęknął obok żony- Lena, co się do cholery
dzieje?!- potrząsnął kobietą.

- Widziałam was wczoraj! Zdejmowała ci koszulkę, patrzyłeś na nią…- spojrzała
mu w oczy- Tylko na mnie miałeś tak patrzeć- szepnęła- Wybiegłam z domu ale
wróciłam- kiwnęła głową- Wróciłam bo nie chciałam w to uwierzyć…Spaliście na
jednej kanapie, dotykała cię…- głos jej ugrzęznął w gardle- Dotykała cię tak jak
cię dotykam- wyciągnęła dłoń bo dotknąć jego twarzy ale cofnęła ją- Pocałowała
cię w szyję, tuliła cię. To tak cholernie boli, Patrick-przycisnęła dłoń do swojego
serca- Złamałeś mi serce- zamrugała a z jej oczu popłynął wodospad.

- Lena- szepnął, zmusił ją by na niego spojrzała- Kochanie, do niczego między
mną a Livią nie doszło- widział, że mu nie wierzy, odwróciła wzrok, na jej ustach
pojawił się szyderczy uśmiech, przygryzła mokre od łez usta- Pojechałem do
Dortmundu- spojrzała na niego- Zasnąłem na balkonie, od dawno coś mnie
zbierało, złapałem grypę i anginę- przyjrzała mu się, był blady, źle wyglądał,
miał zmieniony głos- Nie jakieś zwykłe przeziębienie ale grypę, nie mogłem
funkcjonować, zadzwoniła Livia, było mi wtedy obojętne kto jest po drugiej
stronie telefonu. Pomogła mi, przywiozła do Kolonii, zajęła się Niną, zadzwoniła
po lekarz i pewnie zasnęła- miał wrażenie, że są sami na świecie. Tylko on
i ona a wokół nich jakby szalała zimowa zawierucha mimo, że za oknem
świeciło słońce. To była walka o wszystko. Poczuł się fatalnie, coś zakuło
go w okolicy serca, ktoś wygra a ktoś przegra. Już nie grali do tej samej
brami, o ten sam puchar, Lena, patrzyła na niego jak na wroga, przeciwnika.

- Byłeś w Dortmundzie?-

- Tak-

- Po co?-

Zamyślił się- Chyba chciałem tam po prostu być, ale nigdy bym się do
tego nie przyznał-

- Wiesz o czym myślałam podczas tego koncertu?- podciągnęła nogi
pod brodę, pociągnęła nosem, milczał- O tym żebyś tam był. Nie na
scenie ale obok mnie- mówiła cicho.

Potarł głowę, usiadł na wprost niej, oparł głowę o ścianę- Wiesz, że nie
mógłbym siedzieć obok ciebie-

- Ale mogłeś tam ze mną być, nikt nie musiał nas widzieć-

- Chciałaś tam być jako fanka-

- Na jednym koncercie mogłam być fanką a na drugim żoną- otarła łzy.

- Ale przyjechałem. Byłem tam-

- Ale nie ze mną… Powinieneś ich zobaczyć- wiedział, że mówi o jego rodzinie,
nie chciał o nich rozmawiać, nie teraz- Powinieneś zobaczyć Jimma- przewrócił
oczami, jasne szczególnie jego! – Byłbyś z nich dumny-

- Lena, jestem z nich dumny! Ale teraz interesujesz mnie tylko Ty! Nasza rodzina!-

Uśmiechnęła się przez łzy- Nas już nie ma, Paddy-

Znalazł się przy niej szybko- Kochanie, jesteśmy! Było już tak dobrze…Kocham cię-

- Jak mnie kochasz? Co to za miłość?-

- Nasza miłość może jest trudna, inna,ale jest prawdziwa-

- Podpisz te papiery, chcę rozwodu!- miała zimny,obcy głos.

- Lena, między mną a Livią do niczego nie doszło!- wrzasnął i uderzył pięścią w
drewnianą podłogę.

- Ona była przy ciebie w Dortmundzie, ona ci pomagała!- również uderzyła dłonią
w podłogę- Ona! Nie ja! Do mnie powinieneś zadzwonić, Patrick! Do mnie! To ja
powinna ściągać ci koszulkę! Zmieniać okłady! JA!- płakała- Ja powinna być przy
tobie!-

- Nie chciałaś!- wrzasnął- Błagałem cię żebyś została! Wybrałaś koncerty a ja
pojechałem tam za tobą! Choroba mnie zmogła! Nie rozumiesz tego?- chciał nią
po raz kolejny potrząsnąć.

- Widziałam was!- wstała, weszła do kuchni, Paddy, ruszył za nią.

-Co widziałaś?!- odwrócił ją- Gówno widziałaś bo do niczego nie doszło!-

- Ona ci się podoba i skończ w końcu kłamać! Skończ okłamywać, mnie, siebie!-

- Ty mi się podobasz!- czuł się fatalnie, oblał go pot, gardło drapało- Lena, na Boga!-

- Boga w to nie mieszaj!- syknęła- Bo już dawno go zawiodłeś!- odwróciła się tyłem,
patrzyła przez okno.

- Dlaczego mi nie wierzysz?- tego naprawdę nie potrafił zrozumieć- Nigdy cię nie
okłamałem! Nigdy!-

- Tylko zataiłeś fakt z Livią!- wrzasnęła.

Czuł, że się zapętlił, że oboje zatracili się w jakiejś koszmarnej sieci nieporozumień,
Lena, miała prawo być zła, w końcu jakiś czas temu ją zdradził ale teraz do niczego
nie doszło a było jeszcze gorzej! – Lena, uwierz mi, błagam cię- stał tuż za nią.

- Nie! Dla mnie zawsze liczyłeś się tylko ty! Nawet teraz kiedy złamałeś mi serce
nie potrafię cię zdradzić- ich wzrok spotkał się w odbiciu szyby, odwrócił ją do
siebie.

- Dlaczego miałabyś to zrobić?-  przyglądał jej się uważnie.

- Może żeby zapomnieć? Albo żeby mniej bolało? Żeby się zrewanżować?-
patrzyła mu w oczy.

- Lena, nie przeginaj! Ty, też nie jesteś idealna! Kłamałaś, chciałaś się mścić…
Kombinowałaś za moimi plecami!- już nie wiedział jak ma się bronić.

- Tak, to prawda i nie potrafiłeś zatrzymać mnie w najważniejszym momencie-
wyrzuciła z siebie. Zatoczyli koło i wrócili do punktu wyjścia. Wrócili do Joelle.

- To był nasz błąd- odpowiedział.

- To jest wciąż między nami- rzekła ze smutkiem w głosie- W dzień jej śmierci
nasze małżeństwo się skończyło. Oboje ją zabiliśmy – wróciła do salonu.

…………………..

Cleo, potknęła się o własne nogi i gdyby nie Jimmy, wylądowałaby na schodach.

- Wowow!- zawołała Jimmy śmiejąc się- Uważaj – musnął jej czoło, poprawił pasek
od torebki.

- Gapa ze mnie- szepnęła i spuściła wzrok.

- Hej, co jest?- uniósł jej podbródek.

Wbiła wzrok w schody, siedziała na nich kiedyś, płakała, trzęsła się ze strachu,
zimna, bezsilności. Cały jej świat rozpadł się na miliony kawałów.

- Nie lubię tego mieszkania- wyrzuciła z siebie.

- Przepraszam- mocno ją do siebie przyciągnął.

- To ja przepraszam, zostawiliśmy przeszłość za sobą- pocałowała go i uśmiechnęła
się – To tylko schody, wchodzimy- stanęła przed drzwiami.

- To tylko mieszkanie- próbował włożyć klucz do zamku.

- Co jest?- Cleo zmarszczyła brwi.

- Nie wiem- pchnął mocniej i wtedy drzwi się otworzyły.

- Jimmy, pączuszku!- w drzwiach niczym w kiepskiej komedii stała Nicol- Tęskniłam-
uwiesiła mu się na szyi.

Cleo, nie miała siły by zareagować, nawet nie była zła, chciało jej się śmiać! Zatkała
dłonią usta- Pączuszku? Serio?- zerknęła na nich.

- Co ty tu do cholery robisz?!- wrzasnął zaszokowany Jimmy potrząsając brunetką.

- Wpadłam po kilka rzeczy, nie spakowałeś wszystkiego- oznajmiła wchodząc do
małego salonu- Pewnie chciałeś sobie zostawić- pomachała białymi stringami.

Cleo, bezsilnie opadła na kanapę, sięgnęła po gazetę która leżała na stoliku.

- Zwariowałaś? Wynoś się!- wymachiwał rękoma.

- Trochę więcej wdzięczności- Niki zacisnęła ręce na biodrach- Jak cię poznałam
wyglądałeś jak pączek ale z zakalcem! A teraz spójrz na siebie! Prostak!-

- Wariatka!-

- Ja tego tak nie zostawię Jimm!- odgrażała się- Popatrz na mnie?- wskazała na
siebie, Cleo też spojrzała- W porównaniu do twoich byłych, wygrałeś los na loterii!
Nie zostanę z niczym! Nie jestem ani stuknięta, ani wysuszona ale…- zatrzymała
wzrok na Cleo, która w oczekiwaniu na dalsze słowa uniosła brew do góry- Ani
taka nijaka! Mnie się tak po prostu nie zostawia!-

- Jesteś moim największym błędem!- Jimmy, czuł, że traci cierpliwość, złapał
dziewczynę za nadgarstki i pociągnął w stronę drzwi.

- Jimmy, zostaw ją! Sama wyjdzie- szatynka odciągnęła go od dziewczyny.

- Ciebie też bił?- zapytała bezczelnie się uśmiechając.

- Co ?!- Jimmy zaryczał- Nigdy nawet cię nie dotknąłem!-

- To jeszcze nie koniec…- potarła nadgarstki, poprawiła czarne, gęste włosy.
-Mogę wiele Jimmy, mogę być w ciąży- Jimmy,  zamilkł, Cleo, wbiła wzrok w
dziewczynę- Mogę naprawdę wiele- posłała mu całusa po czym skierowała się
do wyjścia- Weź go sobie-

Cleo, skrzyżowała ramiona- Dzięki- również się uśmiechnęła.

- I tak nigdy nie chodziło o niego- mrugnęła łobuzersko  po czym zniknęła za
drzwiami.

- Fajna laska, skąd ją wytrzasnąłeś, przypomnij mi- Cleo, poklepała Jimma
po plecach po czym wrócił do salonu.

- Cleo, przepraszam- było mu cholernie wstyd! Wszyscy go ostrzegali!

- Nic nie mów- przewracała strony w gazecie.

- W sumie nawet nie wiem co- usiadł obok niej, zapadło krępujące milczenie.
- A co jeśli…-

- Nie jest- odłożyła gazetę- Na pewno nie, taka laska nie poświęci figury dla
pieluch, jeśli będzie chciała osiągnąć cel, obejdzie się bez dziecka- oparła
głowę o zagłówek w kanapie. Zrobił to samo i spojrzał na nią.

- To mnie nie pocieszyło…Raczej przeraziło- skrzywił się.

-Bój się, bój Jimmy- rzekła poważnym tonem.

Zapadło milczenie po czym oboje uderzyli w głośny śmiech, zaczęli się
łaskotać i uderzać poduszkami.

- Skąd ty, ją wytrzasnąłeś?! – śmiała się.

- Znalazłem ją na lodowisku- rechotał- Już wtedy chciała mnie zabić-

- Więc powinieneś już wtedy uciekać a nie patrzeć na cycki!- okładała go
poduszką.

Wsunął dłonie pod jej bluzkę- Wolę twoje!- zaczął ją rozbierać.

- Jesteś okropny!- piszczała.

- Jestem zakochany- leżał na niej, patrzył jej w głęboko w oczy, głaskał czule
jej twarz.

-Jak mnie kochasz?- szepnęła tonąc w jego oczach.

- Jak nikogo wcześniej- pocałował ją- Inaczej, mądrzej, dojrzalej. Prawdziwie-

- Kocham cię tak samo jak ty mnie-

- Czyli jak?- uśmiechnął się.

- Bardziej niż siebie, tak, że zapominam o swoich, lękach, obawach i o całym
świecie- pocałowała go.

……..

- Jakie plany na dziś?- Cleo zanurkowała w wielkiej walizce.

- Spanie, jedzenie i seks- Jimmy, przeciągnął się.

- A z kim ten seks?- szatynka uniosła głowę znad walizki- Niki, wpadnie po
kolejne stringi, pączuszku?- pokazała mu język.

- Niedobra kobieto!- odrzucił kołdrę, był nagi i szybko znalazł się przy niej.
- Zasłużyłaś na klapsa- pocałował ją a swoją dłoń zatrzymał na jej pupie.

- Zasłużyłam na dobrą kawę – wstała, w ręku trzymała szarą sukienkę- Jadę
do studia, zajrzę do Patricka i wracam- z walizki wyjęła jeszcze bieliznę- Jutro
wracam do Monachium. Jestem zawaloną robotą- czekała na jego reakcję.

-Myślałem, że spędzimy więcej czasu razem- ruszył do kuchni, patrzyła na
jego nagie pośladki- Zrobię ci kawę!- wrzasnął.

- Dziękuję- jakieś trzydzieści minut później, weszła do kuchni- Proszę-
podał jej dość duży kubek.

Pocałowała go- Szybko wrócę, daj mi dwie godziny- usiadła- Tak będziesz
dzisiaj paradował?- próbowała patrzeć mu w oczy.

- Taki mam plan- naprężył się.

-Ok. Chyba wrócę szybciej- roześmiała się.

- To kiedy się zobaczymy?- zapytał również siadając, zatopił usta w kawie.

- Myślałam, że wrócisz ze mną…Do domu. Do naszego domu- powiedziała
cicho, Jimmy, milczał.

- To twój dom- usłyszała jego cichy głos.

- Nasz-

Dopił kawę, odsunął kubek, przetarł oczy- W sumie też nie lubię tego mieszkania-
zakrył jej drobną dłoń, swoją- Pomożesz mi się spakować?- jej twarz rozjaśnił
uśmiech, usiadła mu na kolanach.

- Jasne, szybko wrócę!- pocałowała go.

- Ale, jak już ogarniesz Patricka, wyjedziemy gdzieś? Sami? Dwa tygodnie?-

- Ok. Za miesiąc. Uciekam!- poprawiła sukienkę, wstawiała pusty kubek do
zmywarki.

- Na 15 zrobię burgery i frytki. Sam zrobię!- podkreślił- Kilka minut po 15 już
ich nie będzie jeśli się spóźnisz!- stanął w przedpokoju.

- Będę punktualnie- wsunęła stopy w szpilki i mocno go do siebie przytuliła- Pa!-

………………

Wrócił do pokoju, postanowił się jednak ubrać, jeszcze się przeziębi!

Przesuwając walizkę Cleo, zauważył płytę, wziął ją do ręki. Nowa płyta
Patricka, postanowił ją przesłuchać. Wałkował ją do samej 15! -Hej!-
usłyszał głos ukochanej- Jestem punktualnie!- zajrzała do kuchni.

- Myj ręce i siadaj!- krzyczał żeby przekrzyczeć głos Patricka.

- A to co?- Cleo rozłożyła ręce wsłuchując się w ”How do you love ”-

- To chyba napisał Patrick- odpowiedział stawiając na stole talerz z
dużym burgerem i belgijskim frytkami.

- No chyba tak- zamoczyła frytkę w majonezie, otworzyła bułkę.

- Jedz a nie zaglądaj!- Jimmy, pogroził jej palcem- Takie jak lubisz! -

- Ok- oblizała palce- Jimmy, widziałam się z Patrickiem. Jedź do niego-

- Co?!- właśnie zamierzał wgryźć się w bułkę.

- Wiem, że od dawna nie układa mu się z Leną, ale tym razem jest inaczej,
gorzej. Mówił, że to koniec, że się rozwodzą. Przerażał mnie- znów zajrzała
w środek bułki.

- Jak nie oni to kto? – zamyślił się- To wspaniałe małżeństwo, nie wiem…Ok,
zajrzę do niego. Smacznego-

………..

Wchodząc do salonu, od razu go zauważył. Siedział na kanapie, na ziemi
leżały dwie walizki, gitara, stół wręcz uginał się od szklanek, puszek, talerzy.

- Hej- Jimmy, stanął nad bratem.

- Hej-

- Co tam?- Jimmy, zajął swoje ulubione miejsce na kanapie.

- Nic. Gratuluję sukcesu- Paddy,wysilił się na uśmiech.

- Dzięki. Dzisiaj słuchałem twojej płyty. Jest cholernie dobra- rozejrzał się
po domu.

- Dzięki. Nie chcę cię wyrzucać ale pakuję się. Wyjeżdżam-

- Gdzie?-

- Do Monachium. Mam dużo pracy, za dwa tygodnie zaczynam trasę- przeczesał
palcami włosy- Jesteście razem?- nie patrzył na brata, zaczął układać ubrania w
walizce.

- Jesteśmy-

Patrick roześmiał się- Jak ty to robisz, że im bardziej je krzywdzisz tym bardziej
do ciebie lgną?- kręcił głową.

- Cleo, mi wybaczyła. Kochamy się-

- Jasne! Mam tylko prośbę jak postanowisz jej znów spierdolić życie to zaczekaj
do końcu roku. W grudniu skończy się moja trasa!- ze złością zamknął walizkę,
uderzył w nią dłonią- Ona przez ciebie wróciła do picia! Zostawiła mnie! -spojrzał
z wyrzutem na brata- Dlaczego to musi być akurat ona?! Chodzi ci o mnie?!-
krzyczał.

Jimmy, poderwał się z kanapy, złapała brata za sweter w kolorze buraka.

-Posłuchaj mnie dupku! Nie zawsze chodzi o ciebie! Zrozum to w końcu!-

- Przecież i tak ją skrzywdzisz!- szamotał się Paddy- Idź do burdelu, będzie
mniej bolało! Przecież cię stać!-

Jimmy, rzucił nim o ścianę i uniósł do góry zaciśniętą pięść- Powinieneś dostać
po tym ślicznym ryju!- złość aż z niego kipiała – Ale nie dostaniesz! Jesteś
głupi Patrick i dlatego Lena odeszła!- odwrócił się, zacisnął dłonie na swojej
twarzy, nie chciał stracić kontroli nad sobą, zataczać koła.

- Bo mnie się nie wybacza, tylko tobie!- Paddy, ciężko dyszał.

- Ne skrzywdzę już Cleo! Nigdy!- Jimmy, spojrzał na brata- Coś się zmieniło
ale ty nie masz czasu żeby to dostrzec! Od lat żyjesz w swoim świecie!-

- Wyjdź Jimm!- Paddy,ruszył na górę- Mam swoje problemy! Życzę wam
szczęścia chociaż znam finał tej historii!-

- Jesteś debilem!- zaryczał Jimmy, szybko wdrapał się po schodach- Jestem
tu żeby ci pomóc! Nie chcę się kłócić!- wpadł za bratem do gabinetu Luka.
- Już wystarczy! -złapał go za ramię- Musisz odzyskać żonę!- spojrzeli sobie
w oczy.

- Już za późno- wbił wzrok w dokumenty- Podpisałem. Rozwodzimy się.
Skupię się na pracy a potem…Potem zobaczymy- odwrócił wzrok.

- Paddy, walcz!-

- Nie! To koniec!- wrzasnął zrozpaczony.

- Patrick, bracie…- nieporadnie go do siebie przytulił, Paddy, na początku
chciał go odepchnąć ale przylgnął do niego,  wybuchnął płaczem.

- Brakuje mi mamy!-

-Masz mnie! Zawsze będę przy tobie!- szepnął wzruszony Jimmy- Pogadam
z Leną, pomogę wam-

- Jest tu kto?!- usłyszeli kobiecy głos, odskoczyli do siebie, otarli łzy i wyszli
z gabinetu.

- Zostawiłeś otwartą bramę- syknął Paddy podchodząc do schodów.

- Nadin?!- Jimmy, wyjrzał zza brata.

- Wróciłam- okręciła się wokół własnej osi- Wróciłam do was- spojrzała na braci
kiedy stali już przed nią, przytuliła ich do siebie.

Rozdział 275- Butterflies In My Belly

Sen…To wszystko mu się śniło?- przetarł oczy, zauważył, że jest nagi- Cleo?!-
wrzasnął przerażony- Cleo?- Boże, to nie może być sen! Potykając się o własne
ubrania wpadł do łazienki. Szum wody, gorące powietrze w łazience, ubrania Cleo.

Drzwi od kabiny prysznicowej rozsunęły się, zobaczył w nich nagą Cleo, ze
szczoteczkę w ustach- Coś się stało?- zapytała.

- Cleo- szepnął, wszedł pod prysznic, mocno ją do siebie przytulił- Jesteś- gorąca
woda parzyła jego skórę, ale nie przeszkadzało mu to.

- A gdzie mam być?- śmiała się, wyswobodziła się i przepłukała usta- Jestem-
objęła go.

- Bałem się, że to był tylko sen- patrzył w jej oczy- Ten koncert, ty…- odsunął ją
od siebie. Krople wody spływały po jej zgrabnym ciele, dotknął jej piersi, nabrzmiałych
sutków, przeczesał palcami jej mokre włosy- Nawet nie wiesz jak się przeraziłem-
pocałował ją.

- Jestem, Jimmy i już zawsze będę- powiedziała cicho ale pewnie- Już zawsze-

- Na zawsze- dotknął kciukiem jej ust, pocałował ją namiętnie. Cleo,wycisnęła żel
na swoją dłoń, delikatnie dotykała jego ciała, pieszcząc go patrzyła mu w oczy.

-Kocham cię, Jimmy-

- Kocham cię, Cleo Jones-

Woda wpływała im do usta kiedy na kilka sekund się od siebie odrywali, dotykali
się, pieścili, Jimmy, delikatnie uniósł ją do góry by pewnie w nią wejść. Krzyknęła,
wygięła się, zimne płytki na ścianie wręcz wbijały się jej plecy, było jej dobrze,
zacisnęła mocniej uda, czułe jego dłonie na swoich pośladkach, ustami pieścił
jej szyję, coraz mocniej i szybciej się poruszał. Jęknęła, rozchyliła usta, woda
zaraz je zapełniła, wbiła paznokcie w jego plecy, oboje szczytowali w tym samym momencie.

Trzydzieści minut później Cleo ubrana jedynie w koszulę Jimma, usiadła mu na
kolanach- Śpieszysz się?- pocałowała go, czuła smak kawy.

- Bardzo. Angelo mnie zabije- odwzajemnił pocałunek-Jedziesz ze mną?-
wsunął dłonie pod jej koszulę.

- Nie. Zjem na spokojnie śniadanie z Lukiem i Leną i przyjadę za jakieś- zerknęła
na zegarek, wrzasnęła kiedy poczuła jego dłoń w swoich majtkach- Za  pięć
godzin!- wierzgała nogami- Zostaw mnie! Jesteś spóźniony!- piszczała.

- Pięć godzin to stanowczo zbyt długo! Dwie!- całował ją nie wyjmując dłoni z jej
koronkowych majtek.

- Cztery!- oddychała ciężko.

- Trzy!- zatopił  w niej place.

- O Boże…- westchnęła, rozchyliła uda- Nie przestawaj…- zacisnęła powieki.

- Dwie- musnął jej rozchylone usta.

- Ok…Ok…- wygięła się- Trzy- pocałowała go kiedy zalała ją fala ekstazy.

- Niegrzeczna- położył się na niej, ich igraszki przerwało pukanie do drzwi.

- Nie ma nas!- warknął Jimmy turlając się wraz z Cleo po łóżku- Jimmy, zbieraj
się- Cleo usiadła, poprawiła bieliznę i koszulę- Zejdę z nimi na śniadanie- wstała.

Jimmy, sprawdzał nieodebrane połączenia, również wstał, dopił kawę, pozbierał
ubrania – Muszę jeszcze podjechać do hotelu- wciągnął dżinsy, zaczął zakładać
buty.

- To widzimy się za trzy godziny- objęła go w pasie,wtuliła się w jego plecy.

Bardzo powoli odwrócił się, ujął w dłonie jej twarz- Żadnych więcej testów, sekretów,
osób trzecich. Tylko ty i ja- szepnął patrząc jej w oczy, kiwnęła głową- Powiem o nas
rodzinie. Z Patrickiem pogadamy razem, ok?- pocałowała go.

- Ok- uśmiechnęła się.

………………..

W radosnym nastroju weszła do restauracji, przepełniało ją szczęście, była
zakochana i kochana! Miała wrażenie, że każdy widzi jej blask, czuje jej
szczęście, pomachała do grupki przyjaciół. Nie chciała do nich należeć,
nawet wtedy kiedy była z Jimmem, starała trzymać się z boku.

Szanowała Luka i Leną, bardzo ich lubiła ale trzymała dystans, nie chciała być
jednym z wielu rozdziałów tej niekończącej się opowieści, ale zmieniła zdanie.
Była jedną z nich, nie zamierzała stać z boku.

- Hej- przywitała się- Elsa, promieniejesz- uśmiechnęła się a pozostali przestali
przeżuwać- Cześć- przywitała się z dziećmi- Smacznego- usiadła i sięgnęła po
bułkę – Umieram z głodu. Wróciliśmy z Jimmem do siebie- wyznała – Jestem
szczęśliwa- uśmiechała się- I nie zepsujesz mi tego- uniosła nóż w stronę Elsy.

- Dzień dobry, Cleo- Luk, przywitał się- Cieszymy się. Naprawdę- objął wciąż
zaszokowaną żonę.

- Ciociu, mogę z tobą zamieszkać?- zapytał Lucas zajadając się słodką bułką
wbił błagalny wzrok w Lenę.

Elsa,odzyskała rezon- Lucas! Nie wkurzaj mnie!- podniosła głos.

- Zostawmy go tutaj! Ale będzie fajnie!- Mary, rozpromieniła się.

- Nie denerwujcie mnie z samego rana- pogroził im Luk- Zwariuję!-

-Cleo, cieszę się- Lena, odłożyła miskę z płatkami- Bardzo!- uścisnęła dłoń
przyjaciółki.

- Dzisiaj wybierasz się na koncert?- zapytała chłodno Elsa.

- Wybieram i jutro też- odpowiedziała Cleo pałaszując bułkę z serem i wędliną.

- Możesz być dumna z Jimma, jest w formie, wygląda zabójczo! Każda laska
na sali ci zazdrości. Łącznie z nami- wskazała na siebie i szatynkę. Luk, kaszląc
spojrzał na żonę.

- Sprzedam cię, Jimmowi. Nie ma problemu- warknął udając obrażonego.

Cleo, przygryzała usta- Nie oddam. Nigdy-

- Słuchaj  i ucz się- szturchnął żonę, ta posłała mu całusa.

- Lena, wszytko ok?- Cleo, zerknęła na przyjaciółkę, która wpatrywała się w
pustą miskę.

- Tak- drgnęła- Wszystko ok. Ciągle odtwarzam w myślach koncert, nie spałyśmy
z Elsą całą noc!- otarła łzy- Please don’t go, rozwalili mnie na kawałki- szepnęła.

- Wiesz, że kiedyś wersję Jimma, śpiewał nasz boski Paddy?- Elsa, zerknęła na
Cleo.

- Nie wiedziałam-

- Ale z czym do ludzi?!- oburzyła się Lena- Nikt nie śpiewa lepiej niż Jimmy!-

- Racja. Wyszło im mistrzowsko!- zgodziła się Elsa, podając papierową chusteczkę
Lucasowi- No więc Cleo, witaj na pokładzie- rzekła z udawaną obojętnością.

Szatynka roześmiała się- Jestem tak szczęśliwa, że aż mi głupio- pisnęła.

- Ciesz się chwilą bo u nas to zazwyczaj długo nie trwa- wypaliła Elsa, ale widząc
wzrok męża i Leny, dodała- Żartuję. Wypilibyśmy za wasze szczęście ale sama
rozumiesz- wskazała na bladą Cleo i swój brzuch, mrugnęła do niej.

- Elsa!- warknął Luk- Przepraszam, nie słuchaj jej- chciał zapaść się pod ziemię.

Cleo, przez chwilę mierzyła blondynkę wzrokiem, była taka szczęśliwa a ta małpa
potrafiła jej to zepsuć, na krótką chwilę przygasić jej szczęście- Jeszcze wypijemy!-
nikt ani nic nie zepsuje jej szczęścia.

- Paul!- wrzasnęła Lena na widok zaspanego lekarza- Gdzie ty byleś?!- dosiadł się
do nich.

- No na koncercie- odpowiedział a pozostali wybuchli śmiechem- Ale myślałem, że
zaśpiewają coś nowego- podrapał się po głowie.

- Głupi jesteś- Elsa, szturchnęła lekarza, pozostali zanosili się ze śmiechu.

……………………..

Poranne, ostre promienie słońca i gwar budzącego się do życia miasta, rozbudził
Patricka. Leniwie podniósł do góry powieki by zaraz je zamknąć. Szybko jednak
poderwał się na równe nogi- Kurwa mać!- wrzasnął na całe gardło. Zasnął na
balkonie! Każda część ciała, dosłownie każda go bolała, wpadł do pokoju, Nina
spała słodko. Poczuł ulgę, dotknął mokrego od potu czoła, nie mógł wciągnąć
powietrza, miał zapchany nos! Ale najgorsze było gardło! Każde przełknięcie
śliny przyprawiało go o zawrót głowy! Miał gorączkę, złapała go grypa która już
od jakiegoś czasu próbowała go rozłożyć- Słodki Jezu- opadł na fotel, z trudem
zaczął się rozbierać, ale jedyne o czym marzył to łóżko! Musiał zająć się córką
i wrócić do Kolonii, a nawet siedzenia czy myślenie sprawiało mu ból. Wytężył
umysł, po kogo mógłby zadzwonić? Kogo prosić o pomoc? Wszyscy byli w
Dortmundzie, w sumie niedaleko ale wtedy musiałby się przyznać, że też
tutaj jest. Nie! Wolał umrzeć! Może jednak zadzwoni do Leny? Nie! Ma swoje
trzy koncerty! Z zawziętą miną rozebrał się, wszedł do łazienki, musiał trzymać
się umywalki żeby się nie przewrócić, kręciło mu się w głowie. Usiadł w wannie,
odkręcił kurek z zimną wodą, nawet nie czuł, że woda jest lodowata, trząsł się
na całym ciele, gdzieś z oddali słyszał płacz córki. Wstał, zmobilizował się
żeby nie upaść, szybko się ubrał i wrócił do pokoju. Zadzwonił do recepcji z
prośba o jakieś leki i kubek herbaty, resztkami sił przebrał Ninę i nakarmił.

Dziewczynka wyjątkowo tego ranka była nieznośna, płakała, chciała się bawić,
nosić. Paddy położył zapłakaną córkę na łóżko, zabezpieczył poduszką i zasnął.

Obudził go dzwonek od telefonu- Hallo?- wychrypiał, tracił głos.

- Paddy, wszystko ok?-

- Jestem chory, mam gorączkę- wyrzucił z siebie nie otwierając oczu.

- Słysze płacz Niny- nie odpowiedział.

- Dzwonię żeby cię przeprosić za wczoraj…Paddy, gdzie jesteś? W domu?-

- W Dortmundzie- było mu już wszystko jedno.

- Podaj mi adres hotelu i numer pokoju- podyktował jej i zapadł w sen.

…….

Jakąś godzinę później obudził go łomot do drzwi, zacisnął mocno powieki.
Pukanie nasiliło się i przeplatało z płaczem Niny, usiadł, pomaszerował otworzyć.

- Boże Paddy!- w drzwiach stała Livia.

Bez słowa odwrócił się i skierował swe kroki w stronę łóżka, bez życia opadł na
nie. Livia, postawiła swój plecak obok ściany, z kolorowej torby wyjęła sok, kanapki,
leki i wzięła Ninę na ręce- Ciii. Już dobrze kochanie- otarła jej łzy- Patrick, zjedź coś
i połknij to- szturchnęła muzyka.

- Nie chcę- zakrył twarz poduszką.

- Jest ktoś z tobą?- rozejrzała się- Mam zadzwonić po Lenę?-

- Nie!-

- Jesteś tu sam?-

- Tak! Z córką!- warknął.

- Co tu robisz?- zapytała jeszcze ale to nie był czas na zadawanie pytań.

Kiedy udało jej się uspokoić Ninę, nakarmić owocowym deserkiem i zabawić,
usiadła na łóżku, dotknęła pleców muzyka, koszulka była mokra, włosy również,
śmiesznie kleiły mu się do twarzy- Paddy- złapała go za ramię- Połknij to-
podała mu dwie tabletki i szklankę z wodą- wykonał jej polecenie. Na czoło
położyła mu mokry ręcznik. Trzy godziny później ponownie poprosiła go o
połknięcie tabletki i co chwilę zmieniała okłady- Paddy, przebierz się- poprosiła.

- Nie mam siły- szepnął.

- Jeśli do wieczora nie będzie lepiej, zadzwonię po lekarza-

- Nie. Muszę wracać do Kolonii-

- Nie możesz w tym stanie!-

- Proszę- złapał jej dłoń- Pomóż mi. Jutro rano zawieź mnie do Kolonii, jestem
tutaj samochodem. Możemy pojechać nawet dzisiaj- próbował usiąść.

- Ok. Zawiozę cię, ale zadzwonię po lekarza-

- Jutro. W Kolonii. Muszę tam być przez Lenką-

- Ok- kiwnęła głową- A teraz przebierz się, zjedz coś- pomogła mu usiąść.

Niezdarnie zrzucił z siebie koszulkę, wręcz lepiła się do jego ciała, Livia,
odwróciła wzrok- Może weźmiesz kąpiel? Dobrze by ci zrobiła- stanęła do
niego tyłem.

- Nie mam siły- jęknął, założył świeżą koszulkę, wmusił w siebie kilka gryzów
bułki, wypił szklankę soku i zapadł w sen.

Livia, przed chwilę mu się przyglądała, dotknęła jego rozpalonego czoła, policzka.
Chciała go tylko przeprosić, nie powinna była mówić, że nie kupi jego płyty, nie
przesłucha, bo tym tylko zdradziła, że dalej coś do niego czuje. Zadzwoniła i
godzinę później była już w jego pokoju. Była w nim zakochana. Ale obiecała sobie,
że nie zrobi niczego przeciwko jego rodzinie, nigdy nie miała takiego zamiaru. W
ich przypadku pewne rzeczy, sytuacje same się działy. Ociągając się wstała,
wzięła Ninę na ręce i wyszła z pokoju. Krótki spacer i obiad w restauracji na
pewno dobrze im zrobi.

……………………………………

- Nie pamiętam kiedy ostatnio się tyle upłakałam- Lena, wycierała chusteczką
oczy.

- Ja też- Elsa, pociągnęła nosem.

- Jesteście zabawne- zaśmiał się Luk, napełniając swój i szatynki kieliszek
czerwonym winem.

-Byłeś wspaniały- Cleo spojrzała na Jimma, ten musnął jej usta.

- Jacy zakochani- śmiała się Lena, wciąż ocierając łzy- No nie mogę przez wasze
Please don’ t go!- wydmuchała nos.

- O czym myśleliście z Patricią śpiewając?- Elsa, podparła brodę dłońmi.

Jimmy, mocniej przytulił do siebie szatynkę- Nie wiem. Na pewno oboje myśleliśmy
o rodzinie o Patricku- chrząknął- Ja myślałem o tobie- z czułością spojrzał na Cleo.

- Od kiedy jesteś taki romantyczny- blondynka pokazała im język.

- Chodź tutaj okropna kobieto- Luk, przygarnął do siebie żonę, jedną dłonią
objął ją w pasie, drugą położył na brzuchu- Lena, co jest?- wszyscy spojrzeli
na przygaszoną przyjaciółkę.

- Rozkleiłam się przez te koncerty- znów wybuchła płaczem- Brakuje mi Patricka-

- Na scenie? Nawet nie zauważyłam jego nieobecności- rzekła Elsa, Luk zasłonił
jej usta.

- Nie na scenie…W życiu- chlipnęła.

- Jedź do niego- Jimmy, spojrzał na szatynkę- Nie trać więcej czasu. On naprawdę
cię kocha- uśmiechnął się.

- To wszystko jest cholernie trudne- zamrugała powiekami- Ciągle mam do niego
żal, ale widzę, że się zmienił, że się stara. Nie potrafię o nim zapomnieć bo wciąż
go widuję. Ostatni miesiąc spędziliśmy cały razem- otarła łzy- I było naprawdę ok.
On nigdy nie będzie weekendowym tatą, zawsze będzie blisko Niny- objęła dłońmi
kieliszek.

- Zawsze będzie blisko ciebie- szepnęła Cleo- Widuję go codziennie, nie bronię
go ale bardzo przeżywa  wasze rozstanie, rozłąkę z córką. Wiem, że chce kupić
dom w Kolonii by być blisko was-

Lena, zacisnęła usta, hamowała płacz- Od kiedy z nim jestem nigdy nie spojrzałam
na innego mężczyznę, nigdy- pokręciła głową- Był moim przyjacielem, mężem,
powiernikiem. Kiedyś było nam naprawdę razem dobrze- jej ciałem szarpał szloch.
- Mimo tego, że nie mogliśmy mieć dzieci, że kłóciliśmy się w sprawie pracy, mieliśmy
siebie. Tak na dobre i złe. Zawsze mi powtarzał, że żyjemy dla siebie, nie dla dziecka
i nie dla innych! Wybaczyłabym mu tę Livię- odchyliła głowę – Ale to Joelle nas poróżniła
a właściwie jej śmierć-przygryzła usta- To wciąż jest między nami- otwartą dłonią otarła łzy- Pokonała nas po śmierci-

- Lena zapomnij w końcu o tym- Luk patrzył z czułością na przyjaciółkę- Wybacz
jemu, sobie. Joelle, życia nie wrócisz a wciąż jeszcze możesz uratować waszą
rodzinę. Jestem pewien- zaznaczył- Pewien za Patricka, już więcej cię nie
zawiedzie- okrył ramiona żony swoim swetrem- Rozmawiałem z nim, dostał
pozew, za dwa miesiące macie pierwszą rozprawę-

Lena, ożywiła się- Zapomniałam o tym- szepnęła- To normalne procedura-

- Jedź do niego, porozmawiajcie- Jimmy, głaskał dłoń Cleo.

- Wybacz mu, jedź do domu. Zaliczyłaś już dwa koncerty- zaśmiała się Elsa.
- Pogadajcie-

- Tyle spraw mnie boli, rozpamiętuję, wkurza mnie ten stracony czas, to jak
bardzo się zmieniłam, w jakim miejscu jestem. Bez pracy, bez męża, bez planów-
spuściła wzrok, z nich wszystkich miała najwięcej ambicji, planów i co z tego
zostało?

-Lena, nie można mieć wszystkiego – mówiła cicho Elsa- Każdy z nas dla
miłość z czegoś zrezygnował, musiał wybaczyć, taka chyba właśnie jest
miłość?- spojrzała na przyjaciół- Lena, ogarnij się! Chcesz go oddać innej?
Teraz? I co oddasz jej faceta, dom, będzie wychowywać twoje dziecko o
które tak się staraliście? No pomyśl!- szatynka milczała, ale widać było,
że słowa przyjaciółki dały jej do myślenia- Żeby Paddy cię zdradzał,
balował, nie wiem co jeszcze- Elsa, żywo gestykulowała – Ale on naprawdę
cię kocha. Liczysz się tylko ty od kiedy jesteście razem. Ok, nawalił ale
powinnaś z nim pogadać, dać szansę. Nie oddałabym go innej! -
skrzyżowała ręce.

Jimmy, nie bardzo wiedział czy powinien się roześmiać czy zapłakać,
więc bezpiecznie było poczekać na reakcję Lany, Luk, w osłupieniu
wpatrywał się w zadowoloną z sobie żonę- Czyli jesteś ze mną bo
nie oddasz innej?-

- Dokładnie tak!- kiwnęła głową- No może jeszcze dlatego, że cię kocham!-
zerknął zalotnie na męża- Ale szlag by mnie trafił jakby taka Laryska dostała
cię na tacy! Tyle przeszliśmy, użerałam się z Olivią, z ciążami, z twoim
nałogiem i teraz kiedy wszystko jest ok, ja ma coraz więcej lat nie mniej
i inna miałaby spijać śmietankę- westchnęła- Pomyśl o takiej Livii, Ani,
młode siksy niech same poszukają sobie mężów, ogarną ich, przejdą
trochę z nimi, urodzą, przytyją i później pogadamy! Zbyt wiele poświęciłaś
dla tego małżeństwa!-  wbiła wzrok w przyjaciółkę.

- Ok. Wracam do Kolonii! – Lena, podniosła głos- Jeszcze nie wiem co
dalej ale wracam- zaczęła szukać w telefonie lotów.

- No i to mi się podoba!- roześmiał się Luk.

- Brawo Lenka!- Jimmy, naprawdę się cieszył.

- Paddy, powinien być teraz z nami. Jest jednym z nas- rzekł Elsa.

- Lecę…Jutro o 18!- zakomunikowała szatynka, uśmiechała się. Była szczęśliwa.

………………………………

Następnego dnia, Livia zaparkowała samochód pod domem Elsy, szturchnęła
Patricka który spał. Dalej męczyła go gorączka, wyglądał źle- Jesteśmy-
powiedziała.

- Jesteśmy- dotknął czoła- Dzięki. Naprawdę nie wiem jak mam ci dziękować-
potrzebował chwili żeby zmusić się do jakichkolwiek ruchów. Livia, pomogła
mu wnieść walizkę i Ninę do domu. Paddy, od razu położył się na kanapie.
- Dziękuję – powtórzył- Zaraz zajmę się Niną-

Livia, trzymała dziewczynkę na rękach- Zadzwonię po lekarza- pochyliła
się by dotknąć jego czoła- Masz gorączkę-

Zaprzeczył ruchem głowy- Już mi lepiej- z trudem usiadł, zaczął zdejmować
kurtkę, wysilił się nawet na uśmiech- Daj mi ją- wyciągnął ręce- Jutro wraca
Lenka a ja pójdę do lekarza. Obiecuję-

Powinna teraz oddać mu Ninę, pożegnać się, przejść prze ulicę i wejść do
domu. Tak powinna zrobić, ale…Paddy, był naprawdę chory, zostawienie go
samego z dzieckiem nie było dobrym pomysłem. Złapał wyjątkowo paskudną
grypę.

- Przebierz się, weź leki, dam Ninie jeść i zajmę się nią- powiedziała cicho.
- Zostanę do wieczora- uśmiechnęła się, widziała na twarzy muzyka, ulgę?

- Już i tak mi pomogłaś- chciał bardziej stanowczo zaprotestować ale nie
miał siły i potrzebował pomocy Livii.

- Nie ma o czym mówić. Ty, też mi kiedyś pomogłeś- odwróciła wzrok i ruszyła
z Niną w stronę kuchni.

Dziewczynka chyba wykończona długą podróżą dość wcześnie zasnęła- Śpi-
powiedziała Livia, wchodząc do salonu. Paddy, siedział zawinięty w koc i
szczękał zębami- Wszystko ok?- usiadła obok, muzyk kiwnął głową. Dotknęła
jego czoła, parzył niczym rozgrzany piec- Paddy, dzwonię po lekarza, jest
coraz gorzej, leki nie działają- przyłożyła mu do czoła zimny okład, odchyliła
koc, koszulka wręcz lepiła się do jego ciała- Musisz się przebrać i dzwonię
po lekarza!- stanęła nad nim, Paddy, jedynie mocniej naciągnął na siebie
koc i zasnął.

Godzinę później, lekarz wręczył jej dwie recepty- Grypa i ropna angina-
Podałem mu zastrzyk, powinno być trochę lepiej ale proszę to jak najszybciej
wykupić- pożegnał się.

Dochodziła dwudziesta pierwsza  kiedy Livia , odłożyła książkę i podeszła do
kanapy, Patrick budził się- Jeszcze żyję?- zapytał cicho, uśmiechnęła się.

- No jeszcze tak. Będziesz żył- usiadła obok, dotknęła czoła, dalej miał
gorączkę- Połknij to- podała mu antybiotyk- Nina śpi-

- Dziękuję- opróżnił szklankę z wodą- Strasznie tu zimno…- dotknął swojej
koszulki- Jest mokra…- odsunął koc, usiadł- Musze się przebrać- dotknął
pulsującej głowy.

-Masz- podała mu granatowy t-shirt- Pomogę ci. Pamiętaj, że mam zostać
lekarzem- uśmiechnęła się ciepło- Może kiedyś mi się uda- siliła się na  żart.

- Uda ci się- powiedział cicho- Będziesz wspaniałym lekarzem- pogłaskał jej
policzek.

……..

Szatynka wbiła kod od alarmu, była potwornie zmęczona, lot się opóźnił, jej
bagaż gdzieś zapodział, musiała czekać dodatkową godzinę. Miała dość ale
jednocześnie nie mogła doczekać się spotkania z Paddy, tęskniła za córką.

Nie zapaliła światła, bagaż oparła o ścianę w holu, zdjęła czarne mokasyny,
cicho szła w stronę salonu, zobaczyła Patricka, coś ścisnęło ją za serce.
Stali tak blisko siebie, Livia, zdejmowała mu koszulkę, patrzyli na siebie,
na komodzie paliła się świeczka. Zatrzymała się, odwróciła i wyszła. Nie
zabrała bagażu, butów, musiała wyjść z tego domu! Usiadła na schodach,
dłonią zatkała usta, tłumiła szloch, czuła jak pęka jej serce, jak rozpada się
na miliony kawałków. Paddy, nie mógł jej tego zrobić! Nie mógł! Przecież
ją kochał! Przecież się starał, przecież zależało mu na ich rodzinie! To
była znowu Livia! Więc musiał coś do niej czuć! Musiał! Znała go!

Nie wiedziała ile tak siedziała, straciła poczucie czasu, zorientowała się,
że nie ma butów, torebki,  walizki. Musiała tam wrócić! Wstała, otarła łzy.
Dotknęła klamki, a może coś źle zrozumiała? Może zbyt pochopnie oceniła
sytuację? Kurczowo złapała się tej nadziei, wbiła kod, słysząc bicie własnego
serca, weszła do środka. Ten sam półmrok, ta sama cisza, niczym w transie
zrobiła kilka kroków.

Paddy,leżał na kanapie, tyłem do Livii, dziewczyna leżała tuż za nim, bawiła
się jego włosami, dotykała go! Lena, widziała jak Livia pochyla się i całuję
Patricka w szyję, z jej oczu popłynęły łzy. Patrzyła jak młoda dziewczyna
obejmuje go, wtula się w niego i odchyla głowę by zgasić świeczkę. Zgasła
i jej nadzieja.

Paddy, przebudził się, dalej czuł się fatalnie, ale jednak trochę lepiej, czuł
potworną suchość w gardle, było mu gorąco. Odkrył się, zauważył czyjąś
dłoń. Lena! Odwrócił się ale szybko odkrył, że obok niego leży Livia! Ostrożnie
wstał by nie obudzić dziewczyny, poszukał butelki z wodą, zajrzał do córki.
Bardzo ostrożnie wziął ją na ręce, poszedł do pokoju który zajmował, ułożył
Ninę i sam położył się obok. Jutro wraca Lena, jego Lenka, porozmawia z nią.

 

Rozdział 274- Tough Road

Rozdział długi, chyba dziwny i na pewno inny. Trochę kluczowy, w sumie
mogłabym na nim zakończyć gdybym miała ogarniętego Patricka ;) Ale już
niedługo ;) Nie wskrzesiłam Niny, obiecuję, że ten opis pisany w pierwszej
osobie wyjaśnię. Ale nie od razu, może dopiero na końcu w ostatnim rozdziale
ale wyjaśnię i myślę, że będzie ok. Musze sobie trochę pogadać ;) Więc 4
część był pisana bez planu A,B czy C. Te wątki np z Elsą czy wplatanie Niny
to są moja wątki awaryjne, dodatkowe które miałam zapisane gdzieś w notesie
albo w głowie. Więc tym razem naprawdę niczego więcej nie będzie bo nie
mam już pomysłu. Trochę się dzieje ale zakończyć będę się starała tak jak
zawsze chciałam. Gdzieś zawsze miała wątek sióstr- to było zaplanowane
ale albo w innym opowiadaniu ale już wiem, że nic innego nie napiszę albo
w CMS ale bardziej rozbudowane. Jednak stwierdziła, że nie pociągnę
kolejnych 100 rozdziałów więc to skróciłam i pominęłam kilka wątków żeby
nie rozciągać. Więc w sumie mogę już kończyć.  4 część to zabawa fabułą
bez konkretnego planu,trochę po drodze się zakręciłam ale w końcu mam
już wszystko ułożone. I zawsze chciałam zostawić trochę otwarte zakończenie
i zakończyć- początkiem i w sumie właśnie w 4 części mi się to uda! Tak
zakręciłam, że wykręciłam idealne zakończenie, tak myślę :) Zakończy
się tak jak się zaczęło ;)

Jeśli chodzi o Ninę, tylko ona jest w moim sercu i miało zakończyć się jej
śmiercią no ale wyszło inaczej. Będzie trochę wzmocniony jej wątek ale
tylko po to żeby wzbudzić emocje, żeby zatoczyć pętle, koło. Długo nad
tym myślałam i chyba ta część będzie moim ukłonem w jej stronę, moim
pożegnaniem, nawet jak tylko o niej wspominam od razu chce mi się pisać.
Ale nie mam na celu wyciągnięcie jej z grobu! Ani na nowo przeżywania
jej śmierci, mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Nie mogłam upchnąć
tego rozdziału, więc sam koncert z różnych perspektyw będzie opisany
w kolejnym. I mimo, że wszystko będzie wskazywało na Ninę po tym
rozdziale, zaufajcie mi ;) Nie takie wątki były w CMS i były logicznie
wytłumaczone.

………………………………

- Jeszcze dwa soki jabłkowe. Mary! Lucas!- fotograf pomachał w stronę córki.
- Nie odchodźcie zbyt daleko i nie przeszkadzajcie innym w pracy- poprawił
spinkę we włosach Mary- Gdzie Lucas?- rozejrzał się.

- Dalej całuje ziemię-

- Co?!- Luk poderwał się na równe nogi.

- Żartuję. Wujku, chłopcy z twojego zespołu grają z nim w piłkę- objęła Patricka.

Luk, opadł na swoje krzesło- A ty usiądziesz z nami?- z czułością wpatrywał się
w córkę.

-Mogę powozić Ninę? Będziesz mnie widział- wskazała dłonią na chodnik.

- Możesz- Paddy, uśmiechnął się- Powinna zasnąć- zerknął na córkę- Lena,
postawiła nas o szóstej na nogi- przewrócił oczami- Co znaczy, że Lucas
całuje ziemię?- wbił wzrok w przyjaciela.

- Nawet mi nie przypominaj- Luk, potarł czoło- Kiedy tylko wysiedliśmy z samolotu,
rzucił się na ziemię i zaczął ją całować wrzeszcząc przy tym. Niemcy! Niemcy!-
Paddy, parsknął śmiechem- Chyba ktoś go podmienił- Luk, z rezygnacją pokręcił
głową- Mamy z nim ostatnio problemy. Nie potrafi odnaleźć się w Toskanii- wbił
widelczyk w sernik.

- Rok szybko minie- Paddy, również sięgnął po swój deser, ciasto jogurtowe.

- Przypuszczam, że do tego czasu będę łysy albo siwy i siedział w zakładzie
bez klamek. Jest ciężko- rzekł cicho.

-I komu to mówisz?- prychnął Paddy- Po waszym wyjeździe każdego dnia było
tylko gorzej. Od miesiąca jest ok- zamyślił się- I kiedy myślałem, że jest już ok,
Lena, poleciała na trzy dni do Dortmundu i dostałem to!- pomachał białą kopertą.

- Co to?- Luk, zmarszczył brwi.

- Nie wiem. Z sądu-

- Nie sprawdzisz?-

- Jakoś nie mam ochoty-

- A jak cię ktoś podał o molestowanie albo ustalenie ojcostwa?- Luk zapytał tak
całkowicie poważnie. Paddy, wybałuszył na niego oczy, chciał coś powiedzieć
ale nie potrafił, rozerwał kopertę, szybko przeczytał pierwsze zdania po czym
warknął.

- Dzięki. Poprawiłeś mi humor- rzucił papiery na stół.

- Sąd podtrzymuje separację…- Luk czytał na głos- Termin pierwszej rozprawy…
Za dwa miesiące- zakończył- Dwa miesiące to sporo czas- rzekł drapiąc się
po głowie.

- Dałem jej czas, staram się, namawiam na powrót do pracy. Naprawdę myślałem,
że jest ok! – wyrzucał z siebie- I co dostaję? Wezwanie na rozprawę! – odsunął od
siebie talerz- Mdli mnie!-

- Może jesteś w ciąży?-

- Ciebie to bawi?!- wrzasnął rozjuszony Patrick.

- Oj no nie przesadzaj. Wasze akta są w sądzie, może to normalna procedura,
pogadaj z Leną. Nie jedziesz do Dortmundu?-

- Nie-

- Dlaczego?-

Paddy, spojrzał na niego- Po co? Przecież nie pójdę na koncert, co mam tam
robić? Bilety sprawdzać?- Luk, milczał- Zresztą jutro jest premiera mojej
nowej piosenki- objął dłońmi kubek z herbatą. Mimo, że dzień zapowiadał się
fatalnie, cieszył się ze spotkania z przyjacielem. Usiedli w kawiarni należącej
do studia, kawa, ciastko, słońce.  Obecność Luka zawsze mu pomagała.
- Zresztą jak już jesteś, to możemy zrobić zdjęcia na okładkę-

- Wieczorem lecę-

- Gdzie?!-

- Do Dortmundu-

Paddy, zacisnął usta- Ty też?- zapytał.

- Oczywiście! Robię zdjęcia. Zresztą nawet gdyby nie robił- chrząknął, poprawił
się na krześle- I tak bym pojechał. Zobaczyć tyle Kelly świrów razem. Bezcenne-
podsumował.

- Super! Jedźcie wszyscy!- nie krył złości.

- Ty też możesz tam być! Schowam cię…Pod kurtką!-

- Nie wybieram się- zaznaczył.

- Jak chcesz- Luk, wytarł usta, dobił kawę- Powiem ci coś, nie grasz z nimi,
ok. Ale singiel w ten sam dzień, ta zawziętość, nawet ich nie wspierasz. Słabe
to- rozejrzał się za Mary. Dziewczynka nuciła coś pochylając się nad wózkiem.

- Mówiłeś, że mam iść za głosem serca, że mam iść dalej. Wspierałeś mnie!-

- Patrick, to było sześć lat temu! Przy Human! Chciałem żebyś poszedł dalej,
skończył smucić na tym koncertach organizowanych przez Svena. Chciałem
żebyś grał na dużych halach, porywał tłumy ale…Ty jesteś jak małe dziecko.
Kupić ci wrotki, namawiać cię żebyś spróbował, wziąć za rękę, zaprowadzić
na wielką góra i puścić. I po chłopie! Nie ma cię! Wciąż jedziesz i zapomniałeś
o hamowaniu! – Luk, założył ciemne okulary- Nie obrażaj się! Prawdę mówię!
Tak samo jest z Leną! Masz wszystko o czym zawsze marzyłeś, masz
wspaniałą kobietę, którą kochasz ale chcesz więcej! Z jednej strony chcesz
być przykładanym mężem i świrem religijnym a z drugiej gwiazdą, idolem,
łamaczem serc. Jesteś gorszy od Jimma, zawsze to mówiłem!- pogroził mu.

- Ok. Wystarczy!- Paddy, podniósł głos- Chyba masz własne problemy?-

- No mam. I nie wypinam się na rodzinę ani na przyjaciół. Taka różnica-
Luk, wstał, pociągnął Patricka za koszulę- Ok, pokaż co nagrałeś i spadam!
- objął przyjaciela- Mary! Chodź!- zawołał.

- Naprawdę lecisz do Dortmundu?-

-Naprawdę!-

……………………………………

-Marzenia jednak się spełniają –  Lena, rozejrzała si po ogromnej hali- Pamiętasz
koncert w 94?- uśmiechnęła się do przyjaciółki.

- Pamiętam!- wrzasnęła- Jimmy, teraz wyglądasz lepiej!-

- Dlatego na marzenia trzeba uważać – Jimm  zamyślił się- Minęło tyle czasu-

- Gdzie twój kapelusz?- zapytała Elsa- Coś ostatnio nie nosisz? Rozpadł się
ze starości?-

- Zgubił się- odpowiedział Jimm.

- Serio?- blondynka zrobiła wielkie oczy- Kupimy ci nowy- rzekła Lena.

- Ostatnio nie lubię kapeluszy- objął przyjaciółki.

- Zauważyłam – Elsa, poczochrała mu włosy-  Gdzie są nasz miejsca?- rozejrzała się.

-Chodźcie na balkon- Lena, pociągnęła ich za sobą- W tym sektorze kupiłam trzy
miejsca. Za nami,balkon dla rodziny. Stąd będzie świetny widok-

- Tak daleko?- Elsa,usiadła na krzesło- Jimmy, a gdzie osobne loża dla nas przed
samą sceną? I musiałyśmy kupować bilety?!- wyglądała na oburzoną.

- Nie musiałyśmy- Lena roześmiała się – Ale chciałyśmy siedzieć wśród fanów-
przypomniała jej.

- A no ok- blondynka jakoś nie wyglądała na przekonaną. Jimmy, parsknął śmiechem.

 

- Tutaj powiesimy transparent ”KOCHAMY CIĘ, JIMMY”- Lena, spojrzała na
przyjaciół- Elsa, chyba w twojej piwnicy są jeszcze nasze transparenty?-

Blondynka chrząknęła- Nie chcę psuć nastroju ale miałaś transparent z napisem
Paddy!- poprawiła teatralnie włosy- Kocham cię, Paddy-

- No właśnie!- Jimmy, udał obrażonego i usiadł obok blondynki.

- Nigdy nie miałam transparentu z napisem ;Kocham cię! Samo Paddy-

- Kocham cię, Paddy- śmiała się Elsa.

- Naprawdę? – Lena z trudem  hamowała  śmiech- Ten Paddy?!- puściła oczko
do przyjaciół.

- No ten, ten- Elsa, pokiwała głową- Zdaje się, że został twoim mężem?-

- Gdzie ja miałam oczy- Lena, złapała się za głowę- Namaluję nowy transparent-

- Wariatki- Jimmy śmiał się- Jak dobrze, że jesteście – złapał dłonie kobiet.

- No jak by nas mogło zabraknąć?- Elsa, droczyła się z nim- Naprawdę
wyglądasz świetnie!- złapała Jimam za twarz- To jakiś krem ze ślimaka?-

- Kocie gówno- odpowiedział z przekorą.

- A ja myślałam, że trzeba się myć mlekiem – śmiała się szatynka.

Siedzieli i patrzyli na scenę, ktoś krzątał się między sektorami, ktoś ustawiał
lampy, Angleo pokrzykiwał na Joeya. Jimmy, czuł się spokojny, szczęśliwy,
siedział pomiędzy przyjaciółkami, obejmował je i czuł spokój, wsparcie- Cleo
będzie?- usłyszał swój głos.

- Znowu ona?!- oburzyła się Els- Ona jest nie do zdarcia!- przewróciła oczami.

- Ty, jesteś nie do zdarcia!- Lena, wyjrzała zza Jimma- I nie wiem czy będzie.
Wiem, że chciała być w piątek, ale ostatnio mijamy się i szczerze, nie wiem-
zerknęła na przyjaciela- Mam zapytać?-

- Nie!-

- A przepraszam po co ona?- Elsa, spojrzała na przyjaciół.

- Bo Jimmy, ją kocha. Dużo się wydarzyło, wieczorem ci opowiem- odpowiedziała
szatynka- I skończ na nią najeżdżać! Bilet dla niej mam-

- To, że ona musi mieć bilet rozumiem, ale my- Elsa, westchnęła teatralnie.

- Słuchajcie kto do mnie dzwonił!! !- Lena, poderwała się.

- Livia?!- wyrwało się Elsie, ale widząc wyraz twarzy przyjaciółki, szybko dodała.
- Przepraszam!-

- Paul!-

- I co w tym dziwnego?- Jimmy, nie rozumiał.

- Pytał gdzie może kupić bilet?- szatynka zaczęła się śmiać- Bo jednak się wybiera!-

- A tu wyprzedane!- śmiała się Elsa- On serio myślał, że wejdzie z buta?!-

- No! Ale załatwiłam mu! Kupiłam na forum- pochwaliła się Lena- Też ma balkon,
niedaleko nas!-

- No więc co z tą Cleo?- Elsa, wbiła wzrok w Jimma, objęła jego dłoń.

- Nic. Nie chce mnie- odpowiedział cicho.

- Może dawno cię nie widziała?- Elsa, zmarszczyła brwi, Lena, zatkała dłonią
usta.

- No dzięki!- oburzył się Jimmy.

- Podeślij jej link z nowym Nanana- Elsa, uśmiechnęła się słodko.

- Widziała mnie. Wybaczyła mi…I powiedziała, że to był test. Jak ja kiedyś jej-
dalej było mu wstyd kiedy o tym mówił.

- Wyrobiła się!- rzekła blondynka z uznaniem- Ona po prostu musiała nas lepiej
poznać!-

- Zabierz ją stąd!- Jimmy złożył dłonie w geście modlitwy.

- Nie marudź! – szturchnęła go Elsa- Nie lubię jej dalej, no ale jak masz być
szczęśliwy…Jak się pojawi na koncercie to posadź ją obok mnie- wskazała
na Lenę- Jakby co niedaleko będzie Paul- podsumowała beztrosko.

- Jak będziesz widział, że lecą zwłoki z balkonu. To my!- śmiała się Lena.

- Jesteście okropne! A szczególnie ty!- szturchnął blondynkę- Ale błagam
nie wyjeżdżaj już!- mocno ją do siebie przytulił- Dziękuję, że jesteście-
przygarnął też do siebie Lenę.

- To my dziękujemy za wasz powrót- szepnęła wzruszona szatynka.

- No bez przesady- Elsa, przewróciła oczami- Darmowe bilety na trasę się
należą!-

- Załatwione- Jimmy, roześmiał się –  Gdzie twoja lepsza połówka?-

- Ogarnia jej gorszą połówkę- spojrzała na Lenę- Alę będzie. Wszyscy
będą! Nawet mimoza Larysa!-

- Co ci zrobiła ta biedna dziewczyna?- zapytała Lena.

- Podpadła mi więc jest na celowniku!-

-Dobry Boże, miej w opiece tę nieszczęsną dziewczynę- Jimmy, zrobił znak
krzyża.

- Amen!- wrzasnęła Lena.

- Nie za dobrze ci?- usłyszeli głos Angelo.

- W sumie w sam raz- odpowiedział Jimmy.

- Na dół! Na próbę!- zakomunikował.

- Jestem perfekcyjnie przygotowany!-

- Joey też tak twierdził!- parsknął blondyn.

- Angelo, teraz ty szefujesz?- zapytała Elsa.

- Powiedzmy. Uwierz, ktoś musi- odpowiedział skromnie.

- Zawsze mówiłam, że jesteś cały ojciec!- rzekła radośnie Elsa- Ten wzrok,
ta płodność i ten …Brzuch!-

- Ok, idziemy na próbę!- Jimmy, zanosząc się ze śmiechu, popchnął młodszego
brata zanim ten zdążył zareagować-

- Zostaniemy na próbie!- zawołała za nimi Lena.

- Biedna Kira- westchnęła blondynka.

- Przestań!- śmiała się Lena- A jeśli już to, biedne kobiety Kelly chłopów-

…………………

- Długo jeszcze?- z zamyślenia wyrwał mnie męski głos, taksówkarz.

- Możemy jechać- odpowiadam, podaję nazwę hotelu. Drugi koniec miasta.

Nie wysiadłam , chciała tylko zobaczyć halę, powspominać, ale chyba nie
ma czego. Kiedyś byłam fanką, zagorzałą fanką ale dzisiaj już nawet ich
nie słucham, nawet nie wiedziała, że jeszcze grają. Mój parter namówił mnie
na zakup biletów, miał polecieć ze mną ale musiał zostać w Los Angeles.
Przymykam oczy, mam wrażenie, że śnię swój sen. Dawny, zapomniany,
wyrwany z zakamarków duszy, skrzętnie schowany przed światem. Nie
jestem pewna nawet kto wystąpi, nie zaglądam do internetu, nie mam Fb,
interesuje mnie tylko moje życie. Tu i teraz. Nic innego. Mimo wszystko
wiedziałam, że muszę przyjechać, że to historyczna chwila. Dal nich dla
mnie.

Płacę taksówkarzowi, melduję się w hotelu, jadę windą na pierwsze piętro.
Zrzucam z siebie ubrania, otwieram torbę, szukam w niej czegoś. W majtkach
i luźnym t-shircie  staję w oknie, patrzę na pogrążone w deszczu miasto.
Moja ojczyzna. Nie czuję jakiejś specjalnej więzi, nie jestem tkliwa, emocjonalna.
Czuję się obywatelem świata, ktoś kiedyś tak powiedział. Nie pamiętam kto.
Jutro koncert, a moje plany na dziś? Chciałbym tam pójść, pod halę, jak
kiedyś ale nie pójdę . Czuję głód, siadam na łóżku, przeglądam menu hotelowe,
zamawiam coś, proszę jeszcze o butelkę wody i czekam. Czekam.

Wysyłam krótką wiadomość, sprawdzam która godzina jest teraz w Los
Angeles i udaję się do łazienki. Szybki prysznic,związuje włosy w luźny
warkocz, powiedzmy, że to jest warkocz, włosy sięgają mi ramion. Słyszę
pukanie, młody, elegancki mężczyzna wręcz mi zamówienie, dziękuję i
proszę żeby dopisał do rachunku. Siadam przy oknie, dalej pada, otwieram
pojemnik i myślę. Myślę o przeszłości. O tym co zostawiłam wyjeżdżając,
nie czuję smutku, żalu. Każdy ma jakąś przeszłość, każdy w życiu coś
zostawił by iść dalej. Podskakuję na dźwięk telefonu- Hej- uśmiecham
się czule- Jem obiad a właściwie kolację. Nie. Pójdę spać- odpowiadam.
- Tęsknię za tobą- śmieję się. Niewiele potrzebuję do szczęścia,. tylko
jego. A on każdego dnia udowadnia mi, że potrzebuję czegoś więcej,
że żyjemy dla siebie samych, nie dla innych- Kocham cię- rozłączam się.

Niebawem ślub. Mój ślub. Nie mogę się doczekać, odliczam dni.

Odkładam pojemnik z jedzeniem, upijam kilka łyków wody i opadam
na łóżko. Śnię mój sen. Co noc śni mi się zawsze ten sam. Tonę i ktoś
mnie ratuje. Te oczy, granatowe niczym otchłań, uśmiech, twarz.

Powinnam go znać a jednak nie znam. Więc dalej śnię mój sen.

………………………..

Paddy, ze złością zatrzasnął bagażnik. Papierową torbę z zakupami położył
przy furtce i wrócił do samochodu po córkę. Rozłożył wózek, delikatnie włożył
do niego roześmianą Ninę- Przynajmniej ty masz dobry humor- pocałował ją.

Inaczej wyobrażał sobie ten dzień! Liczył,że Lena zostanie! W końcu to tylko
koncert a w grę wchodziło ich małżeństwo. Ale pojechała i to nie na jeden! Ale
na trzy! Kiedy on ją prosił żeby pojechała z nim w trasę to prawie dławiła się
ze śmiechu i pukała w czoło.  Ale do Dortmundu poleciałaby i na pięć!

Wściekły, zatrzasnął za sobą drzwi- Pobaw się chwilę- włożył  córkę do kojca.
- Tatuś zaraz wraca- uśmiechnął się- Zrobię nam obiadek…Mama nas zostawiła.
Taka mama niedobra…- nie dokończył bo Nina uderzyła go misiem w twarz.

- M a m a – gaworzyła.

- Jasne! I ty przeciwko mnie!- przewrócił oczami wstając.

Czekając aż zupka dla córki będzie ciepła, zatopił się we własnych myślach.
Jeszcze mógłby zrozumieć Lenę, trzech koncertów nie zrozumie, ale jeden
ewentualnie mógłby zrozumieć! Ale Cleo?! To mu się w głowie nie mieściło!
Jego menedżerka! Jimmy, zniszczył jej życie a ona rzuca wszystko i tam
jedzie! I jeszcze Paul! Wracając do domu, zatrzymał się pod domem lekarza,
zaprosił go na mecz i piwo, a ten z walizką w ręku prawie przewrócił go w
drzwiach! Co z tymi ludźmi? Pomyślał o Svenie, dalej mu nie wybaczył
ale…Przypomniał sobie o pendrivie! Instynktownie dotknął spodni,
zostawił w Monachium! Może pogada z nim o tym? Zapyta? Zaśmiał
się, przecież Sven też na pewno był w Dortmundzie! W studio wszyscy
gadali o wielkim powrocie Kelly, miał wrażenie, że nawet chłopaki z
zespołu żegnali się jakoś szybciej prawie wybiegając ze studia! Mam
paranoję- westchnął mieszając łyżką w zupie. Na pewno połowa jego
fanów było w Dortmundzie…Cieszył się z sukcesu rodziny, może tego
po sobie nie pokazywał, może o tym nie mówił ale był z nich dumny.
Jednak to nie jego droga, tego był pewien- Zjemy w ogrodzie- uśmiechnął
się do córki.

Kilkanaście minut później kiedy Nina ze smakiem zjadła swój obiad,
Patrick otworzył swój pojemnik z jedzeniem. Kurczak na słodko z
sałatką z papryczek, zanim włożył widelec do ust, odchylił głowę,
rozkoszował się ciszą, słońcem. Było wyjątkowo cicho.

Miał wrażenie, że w ten  weekend wszyscy ludzie podzieli się na dwie
grupy. Jedna to fani Kelly, druga to kibice Borussi. I wszyscy byli w
Dortmundzie- Masz paranoję- szepnął.

Po godzinie zabawy z córką, ułożył swoją księżniczkę w wózku i
ruszył na spacer. Spacerował blisko solidnego płotu, chciał  wyjrzeć
poza mur ale chyba musiałbym się po nim wspiąć. W końcu jednak
ciekawość wzięła górę i wyszedł przed furtkę, od razu ją zauważył.
Krótkie szorty, jasna koszulka, luźno rozpuszczone włosy- Hej!-
pomachał do blondynki. Przecież nie robił niczego złego!

- Hej – odpowiedziała, miał wrażenie, że nie chętnie.

- Co u ciebie?- zapytał Patrick.

- W porządku- odpowiedziała- Byłam w Polsce. Pogodziłam się z Anią-
powiedziała wprost- Znalazłam pracę-

- Aaaa- Patrick rozglądając się podrapał się po głowie- Cieszę się ale
Ania…Nigdy nie było niczego między nami. Poznałem ją w dość trudnym
czasie, Lena, potrzebowała czasu- zakołysał wózkiem -To miła dziewczyna.
Livia, tylko raz zdradziłem żonę i to z tobą- sam nie wiedział dlaczego o tym
wspomniał.

- Nie musisz mi tego przypominać- szepnęła- Pójdę już- odwróciła się.

- Jedziesz na koncert?- to był zdecydowanie pytanie dnia.

- Jadę-

- Dzisiaj?-

- Nie. Jutro po pracy. Mam nadzieję, że zdążę- poprawiła potargane włosy.

-Aha. Więc baw się dobrze- silił się na radość w głosie- Za kilka dni wychodzi
moja nowa płyta. Singiel już jutro- uśmiechnął się.

- Nie obraź się Paddy, ale nie kupię i jutro nie przesłucham. Za dużo…Wspomnień-
jej odpowiedź prawie zwaliła go z nóg- Trzymaj się!- patrzył jak znika za bramą.

Ruszył wolno przed siebie, chciał pójść do Patricii ale nie było jej przecież!
Pomyślał o Maite, wybrał numer siostry.

……….

Na miejsce docieram przed samą ósmą. Nie chcę czekać, przeciskać się.
Bilety są numerowane więc nie ma obawy, że nie usiądę. Uśmiecham się,
kiedyś potrafiłam czekać godzinami! Ba! Co ja mówię? Dniami a nawet
tygodniami. Ale to było kiedyś, dawno temu.

Podaję swój bilet, sprawdzają mnie, myślę, że to dobrze, że jest kontrola.
Żyjemy w niepewnych czasach, wchodzę i wstrzymuję oddech. Tłum,
szał, sklepiki, większość fanów ubranych jest w Kelly koszulki, w ręku
trzymają kubki z logo swojego ulubionego zespołu. Zwracam uwagę na
jeden kubek. Nanana. Nigdy szczególnie nie lubiłam tej piosenki.

Kieruję się w stronę schodów, wejście A, wchodzę i zamieram. Hala
wypełniona po brzegi, ludzie pstrykają zdjęcia, śpiewają a nawet płaczą!

Odnajduję swoje miejsce. Jest dobre. Kupiłam trzy bilety. Lubię przestrzeń.
Więc dwa miejsca obok są wolne. Rozsiadam się wygodnie, rozglądam.
Cieszę się, że tu jestem, emocje nie do opisania! Ponownie się rozglądam
i zamieram. Denis, stoi blisko balkonu i robi zdjęcia, odchylam głowę do tyłu
i widzę balkon dla Vipów, rodziny, a na nim Kira wraz dziećmi, dzieci Patki,
Paula, kręci mi się w głowie. Trzeba mieć szczęście, myślę i wtedy umieram.
Sztywnieje mi całe ciało, każdy mięsień zastyga, rozpoznaję charakterystyczny
śmiech, nawet nie mrugam powieką. Roześmiana blondynka trzyma za rękę
małą dziewczynkę a raczej już nie taką małą, coś poczułam w okolicy serca,
za nimi rozmawiając przez telefon podąża wysoka, szczupła szatynka. Chcę
wyjść ale w tym momencie rozbłysły lampy, na ekranie pojawił się Angelo,
reszta rodziny, słyszę wrzask, oklaski. Kątem oka obserwuje kobiety, siedzą
trzy rzędy przede mną! Znam je. Kiedyś znałam, też fanki i znaczące osoby
w życiu Kelly Family! Ta wyższa jest żoną Patricka, niższa przyjaciółką rodziny.

Widzę, że się rozglądają, blondynka macha do kogoś, podchodzi do nich wysoki,
przystojny mimo, że czapka zasłania mu twarz, mężczyzna. Na ramieniu ma
przewieszony aparat, dziewczynka bierze go za rękę, on prowadzi ją w stronę
balkonu, mówi coś do Kiry, ta kiwa głową. Mężczyzna znika, łapię torebkę i
wstaję. W tym momencie rozbrzmiewa perkusja , ludzie stają, klaczą, Kelly Family pojawia się na scenie. Od razu rozpoznają I can’ t stop the love. Jak wtedy, w 94,
patrzę na telebim i widzę Jimma. Innego niż go zapamiętałam. Nie mogę się
poruszyć, nawet nie wiem, że płaczę, czuję ucisk w okolicy serca. Już wiem,
że to nie był dobry pomysł, ze spuszczoną głową kieruję się do wejścia, wpadam
na kogoś! Jest coraz gorzej!

-Przepraszam- zerkam na kobietę. To Cleo Jones, menedżerka Patricka.

-Wychodzi Pani?- pyta mnie- Wszystko ok?- dotyka mojego ramienia.

-Ok- odwracam się, wracam na miejsce.

Widzę jak przyjaciółki serdecznie witają kobietę, Elsa, coś żywo jej tłumaczy,
Lena, uśmiecha się. Postanawiam zostać, w końcu to tylko koncert.

…………………….

Jimmy, uśmiechał się do fanów, był szczęśliwy, w swoim żywiole, wszystko
wychodziło lepiej niż na próbach, lepiej niż to sobie wyobrażali. Energia fanów
dosłownie powalała. Minęło tyle lat a jednocześnie nic się nie zmieniło. To
było niesamowite! Podczas śpiewanie Nanana, dał z siebie wszystko, już
inaczej przeżywał tę piosenkę, nie śpiewał już dla Niny, lecz dla fanów,
coraz bardziej podobała mu się nowa wersja, była inna, weselsza, luźniejsza,
już nie była wyznaniem jego miłości do Niny, a opowieścią o przeszłości,
o czymś co zdarzyło się dawno temu na samym końcu świata. Poznał kiedyś
kobietę o twarzy lalki, pokochał i skrzywdził. Opowiadał bajkę, a tłum śpiewał
melodię ludzkiej lalki. Na telebimach wyświetlały się twarze fanów, odwrócił
się i wtedy ją zobaczył. Ułamek sekundy, zwyczajna dziewczyna nie bardzo
podobna do jego ludzkiej lalki ale wiedział, że to ona! Przestał śpiewać, tylko
klaskał, tłum równo z nim. Miał wrażenie, że czas się zatrzymał i jakaś
niewidzialna dłoń samego diabła rzuciła nim właśnie na koniec świata.
Zachował zimną krew, wrócił na scenę, stanął obok Patricii, uśmiechnął się.
Coś mu się przewidziało! Te emocje, wspomnienia, ta piosenka. Nie pamiętał
jak dotrwał do końca koncertu, śpiewał, uśmiechał się, nawet trochę tańczył.
Ale miał wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś poza nim, że on dalej
jest w Ostendzie i nie potrafi wrócić do domu, do swojego ciała.

……………….

Wychodzę dwadzieścia minut przed końcem. To dla mnie zbyt wiele. Targają
mną emocje o jakie się nie podejrzewałam. Fajnie było być częścią tego wydarzenia,
przeżyć to raz jeszcze ale tęsknię za domem, chcę jak najszybciej wracać.
Wrócę do hotelu, kilka godzin snu i wczesnym rankiem mam samolot,nie mogę
się już doczekać. Na dworze wita mnie mrok, chłód i cisza! To niesamowite!
Jeszcze przed chwilą nie słyszałam własnych myśli a teraz…Słyszę ja nawet
zbyt wyraźnie! Kierując się w stronę postoju z taksówkami zauważam czarne,
luksusowe Audi. Przede mną a na prost hali stoi Michael Patrick Kelly. Od razu
go rozpoznałam! Kładę dłoń na piersi, serce bije mi coraz mocniej! Patrzę na
niego ale on nie patrzy na mnie. Widzę, że ma zamknięte powieki, wiatr czochra
jego włosy, przez chwilę chcę do niego podejść, ale kiedy słyszę płacz dziecka
on otwiera oczy a ja skręcam w lewo. Dziecko! Czyżby doczekał się dziecka?
Zauważyłam na koncercie, że Lena nie nosi obrączki. Zatrzymuję się, chcę się
odwrócić …Ale nie robię tego,wsiadam do taksówki i odjeżdżam. Na zawsze.

…..

Był już w szatni, szampan lał się strumieniem, jego rodzeństwo płakało, krzyczało,
ktoś mu gratulował, ktoś przytulił i ktoś popchnął- Kelly, stary zjebie!- spojrzał
w oczy Luka.

Do szatni z dzikim okrzykiem wpadła Elsa wieszając się na nim, Lena ocierała
łzy- Nie mówiliście, że będzie Please don’ t go!- szlochała- Prawie umarłam!-
tuliła do siebie Patricię, jego siostra również nie kryła łez.

- Keep on singing!- Elsa, wisiała już na Angelo- I ta perkusja w powietrzu! Bałam
się, że się spalisz!- zrobiła zatroskaną minę.

Następnie było pozowanie do zdjęć, krojenie tortu, wznoszenie toastu- Luk!-
szarpię przyjaciela za rękaw.

- Co jest?- pyta mnie ale na mnie nie patrzy, pstryka zdjęcia, coś pokazuje Larysie.

- Widziałem Ninę- mówię tak jakbym powiedział, że jadłem na obiad stek.

Luk, odkłada aparat, przez chwilę mierzy mnie wzrokiem-  Przyszła na ciebie
popatrzeć?- zapytał równie naturalnie jakbyś rozmawiali o pogodzie.

- Chyba tak- uśmiecham się- Nie mogła tego opuścić- czuję pod powiekami łzy
ale je hamuję.

- Aha. Wszystko ok?- pyta mnie. Widzę w jego oczach troskę, obejmuje mnie.

- Tak. To przez emocje. Przez sekundę naprawdę myślałem, że to ona-

- Pewnie gdyby żyła przyjechałaby właśnie tu- Luk się uśmiecha, ale wiem,
że właśnie założył maskę, że wspomnienia o Nine dalej go bolą.

- Widziałeś jej ciało?- sam nie wiem dlaczego pytam. Ja nie wiedziałam, nikt
nie widział. Tylko Luk.

Luk, milczy, ciężko wzdycha- Tak, Jimmy. Widziałem- odpowiada. Wiem to
ale musiałem to usłyszeć. Tak po prostu, musiałem. Pytam go o to po raz
pierwszy i ostatni. Nigdy nawet przez sekundę nie wątpiłem w jej śmierć,
ale dzisiaj musiałem zapytać. Odpowiedział mi a ja mu wierzę- Nina nie żyje-
dodaje.

- Ok- mówię, ściskam jego ramię- Dzięki-

Luk, bez słowa przytula mnie- Dobra robota, Jimmy. Świętuj- klepie mnie po
plecach, robi mi zdjęcie.

Kręcę się po garderobie, chwytam za klamkę, muszę wyjść i wpadam na Cleo.

Już nie mam więcej pytań, nie szukam odpowiedzi na absurdalne pytania, nie
zadaję ich. Już niczego nie szukam, nad niczym się nie zastanawiam. Wszystko
co mnie w tej chwili interesuje stoi przede mną i nie ma rudych włosów. Kiedy ją
widzę nasuwają mi się dwa, krótkie słowa. Kocham ją.

- Jimmy- Cleo, patrzy mi w oczy, czytam z nich jak z otwartej księgi. Już wszystko
wiem, wszystko rozumiem, wszystko mam. Przyciągam ją do siebie. Cleo, płacze,
mówi, że byłem wspaniały, że nie może przestać o mnie myśleć, przeprasza mnie.
Całuję ją, odwzajemnia pocałunek, mocno mnie do siebie przytula. Odzyskuję
kontrolę nad własnym ciałem, wróciłem. Wróciłem z końca świata do domu. To była
długa, czasem bolesna czasem radosna podróż. Ale w końcu jestem w domu.
Nie wiem dlaczego ale myślę o moim bracie, Patricku, wiem, że on jeszcze nie
wrócił do domu, że wciąż błądzi, wybrał długą, wyboistą drogę a drogowskazów
nie zauważa. Chciałbym mu pomóc, wziąć go za rękę, ale wiem,że mi na to nie
pozwoli, że musi zrozumieć to co zrozumiałem ja, że sam musi wrócić do domu,
tak jak ja i tylko wtedy to poczuje. Ten spokój, szczęście, spełnienie. Warto było
przeżyć to wszystko, upaść i powstać, zgubić się i odnaleźć. Warto było zapalić
znicz na grobie Niny. Dzisiaj nie żałuję ani jednej łzy, troski, cierpienie mnie
uszlachetniło, śmierć Niny, nauczyła mnie pokory a los dał jeszcze jedną szansę.
Kiedyś to opiszę, opowiem wam moją historię i zakończę tymi słowami. Ze łzami
w oczach mogę powiedzieć, że niczego bym w swoim życiu nie zmienił, nawet
śmierci Niny. Niczego. Wróciłem do domu niczym wędrowiec z długiej podróży,
wyczerpującej podróży, poraniony ale szczęśliwy. Każdego dnia będę modlił się
o mojego młodszego brata, żeby i on kiedyś wrócił do domu. Żebyśmy się w nim
obaj spotkali.

- Jimmy?- Cleo dotknęła jego rozpalonej twarzy- Jimmy?-

- Kocham cię- szepnął, uśmiechnął się.

- Ja, ciebie też! Bardzo- odpowiedziała- Przepraszam, byłam głupia- spuściła
wzrok- Ale nie mam już siły żyć bez ciebie…- wyrzucała- Walczyłam z tym
uczuciem, chciałam się odegrać, chciałam żebyś poczuł to co ja- chciał jej
przerwać ale mu na to nie pozwoliła- Chciałam cię zranić! Przepraszam-
w końcu zamknął jej usta pocałunkiem- Boję się ale…-

- Nie bój się- zapewnił ją, patrzył na nią tak czule, ciepło. Ufała mu.

- Chodź tam ze mną- wskazał na drzwi.

- Chyba gdzieś się wybierałeś?- zapytała łapiąc go za rękę.

- Nie. Szukałem cię- pocałował ją.

- Jimmy, wiem, że chcesz świętować z rodziną ale ja chyba nie jestem
jeszcze gotowa na spotkanie z nimi. Zaczekam na ciebie- uśmiechnęła się.

- Nie. Nie chcę czekać, chcę być z tobą- objął ją ramieniem- Wychodzimy-
szczęśliwa kiwnęła głową.

- Na zewnątrz jest tłum…-

- Nie przed takim tłumem się uciekało- mrugnął zawadiacko, zjechali windą
na parking podziemny.

- Mam sławnego chłopaka- śmiała się.

- Mężczyznę- poprawił ją, oboje się śmiali- Jesteś swoim samochodem?-

Kiwnęła głową, po chwili już wyjeżdżali z parkingu- To niesamowite- szepnęła
mijając tłum.

- To prawda- zgodził się z nią- Gdzie się zatrzymałaś?-

- Tam gdzie Lena z Elsą i Lukiem. Jimmy, nie mam słów by opisać co poczułam
jak cię tam zobaczyłam. Jesteś w doskonałej formie, twój głos- wolno wypuściła
powietrze- Nie wiem co powiedzieć- zerknęła na niego.

- Nic nie mów. Zawsze możesz mi pokazać- położył swoją dłoń na jej kolanie.

- Pokażę- szepnęła.

Kilkanaście minut później, całując się i zrzucając z siebie ubrania wpadli do
pokoju hotelowego .

Ta noc dla każdego w Dortmundzie była wyjątkowa. Dla jednych była początkiem
a dla innych końcem, dla jednym wspomnieniem dla innych marzeniem. Jedni
świętowali gdy inni rozmyślali w ciszy. Kiedy Jimmy, przytulając do siebie nagą
Cleo, ze szczęścia unosił się kilka metrów nad ziemię, Paddy, czule głaskał drobną
rączkę swojej ukochanej córki. Był sam w małym pokoju hotelowym na drugim
końcu miasta. Nie mógł spać, miał wrażenie, że się dusi, wyszedł na balkon,
zauważył, że nie tylko on nie może spać. Kilka pokoi dalej, na balkonie stała kobieta.
Pomyślał, że dzisiejszej nocy nie są tylko fani Kelly czy Borussi, jest jeszcze jedna
grupa ludzi. Samotnych, zagubionych, wykluczony, nie pasujących tej nocy do
tego miasta.

Jimmy, słysząc swój własny wrzask, obudził się. Był zalany potem i cały drżał
w panice rozejrzał się po pustym hotelowym pokoju.

Rozdział 273- Dream On

- O czym ty mówisz?- Patrick zmarszczył czoło- Kto jej to zrobił?- głos mu
drżał.

- Widziałam akta. Klaus- odpowiedziała. W domu panowała idealna cisza, półmrok,
atmosfera robiła się coraz gęstsza, przerażająca- To był znowu Klaus- powtórzyła.

Patrick z niedowierzaniem przyglądał się szatynce, chciał coś powiedzieć ale nie
potrafił, pokręcił głową, wewnętrzną stroną dłoni przetarł oczy. Jego ukochana
przyjaciółka. Tysiące myśli szalało w jego głowie, serce nienaturalnie mocno biło,
zapragnął teraz przytulić blondynkę, targały nim wyrzuty sumienia, że ostatnio ją
zaniedbał, że Jimmy, zajął jego miejsce. Szybko okrążył salon po czym wyszedł
na taras, potrzebował powietrza, wdychał go jakby zaraz miał się udusić- Skąd
wiesz?- wiedział, że Lena stoi tuż za nim.

- Widziałam akta- powtórzyła- Denis zajmuje się sprawą Elsy. To dopiero początek
śledztwa. To tylko trop- stanęła obok męża- Elsa, musi zeznawać…-

- Przecież już zeznawała!- przerwał jaj- To musi być dla niej cholernie ciężkie-

- Musi jeszcze raz zeznawać. Coś się nie zgadza…Musiała wpuścić go do środka-

-Co?!- Patrick wrzasnął- O czym ty mówisz? Zwariowałaś?!-

- Wszystko na to wskazuje- oparła się o ratanowy fotel, czuła pulsujący ból w
kostce- Przypuszczam, że kontaktował się z nią wcześniej, nie powiedziała
nikomu, wpuściła go, może powiedziała coś co go rozzłościło, odwróciła się i
wtedy uderzył ją w głowę. Denis go sprawdził. Mam koszmarne długi- zrzuciła
ze stóp materiałowe baleriny.

- To wszystko nie ma sensu- wbił dłonie we włosy.

- Paddy, według statystyk i mojego doświadczenia…Elsa, została dwa razy…-

- Nie kończ, proszę- szepnął.

- Dwa razy. Za pierwszym razem znała oprawcę, spotykali się, sama do niego
poszła. Przez przypadek dowiedziała się, że ma rodzinę, chciała wyjść…- widziała
jak Paddy, zaciska szczęki- Wtedy to się stało. Drugi…Napad był bardzo brutalny.
Owszem mogła paść ofiarą seryjnego gwałciciela, ale ta sama kobieta, dwa razy,
to się raczej nie dzieje. Owszem zdarzają się takie przypadki, ale była sama
w pracowni, musiała go wpuścić. To się nie stało w parku, na parkingu czy w
lesie. Musiała go znać. Elsa, była uważna, kobieta która raz zostanie w ten
sposób skrzywdzona, uważa, raczej nie wypuszcza się sama, zawsze ogląda
się za siebie- usiadła, podciągnęła nogi pod brodę, masowała kostkę.

-Podsumowując, ta sama kobieta raczej nie zostaje zgwałcona dwa razy. Tak
hipotetycznie. Ale dwa razy przez tego samego oprawcę, zdarza się często.
Jakaś zemsta, niewyjaśnione sprawy…-kontynuowała.

- Ok- Paddy, odzyskał głos- Wystarczy. Luk, musi się dowiedzieć- podszedł
bliżej, usiadł obok żony, dotknął jej stopy, położył ją sobie na kolanach i zaczął
masować – To jakiś koszmar. Dlaczego nie powiedziała Lukowi?-

- Nie wiem- wzruszyła ramionami- Luk wychowuje nie swoje dziecko, ta sytuacja
jest ciężka, krępująca dla Elsy. Nie wiem- odpowiedziała szczerze- Za miesiąc
mają przylecieć do Dortmundu. Wtedy się dowiemy- pod głowę położyła małą
poduszkę.

Przez chwilę milczeli- Nie tęsknisz za tym domem? Miejscem? Naszym miejscem?-
spojrzał czule na żonę, odwróciła wzrok.

- Tęsknię, Paddy-

- A za mną? Za mną nie tęsknisz?- przysunął się bliżej, poczuła jego dłonie na
swojej łydce, kolanie.

- Przestań Paddy. Nie zaczynaj- szepnęła ale nie cofnęła jego dłoni, było jej tak
dobrze, przyjemnie. Jak kiedyś.

- Naprawdę za mną nie tęsknisz?-

- Tęsknię za tobą, Kelly- odpowiedziała- Ale to niczego nie zmienia- patrzyła mu
w oczy, były granatowe, ciemne, jak niebo nad nimi.

-Lena…- szepnął, przysunął się jeszcze bliżej, długa sukienka odkryła jej szczupłe
łydki, uda, jego dłoń przesuwała się coraz wyżej, przesunęła się niespokojnie.
- Lenka, ma świecie dzieje się tyle złego. A my, mamy siebie, Ninę. Tak długo na
nią czekaliśmy- zmusił ją aby na niego spojrzała- I w końcu jest z nami- uśmiechnął
się – I wędruje ode mnie do ciebie, do Meike. Nie tak to miało wyglądać- zobaczył
ból w jej oczach, zmarszczyła czoło. Wiedział, że jego słowa ją dotknęły, zabolały.

- Kelly, nie wyprowadziłam się bo kolor ściany w domu mi nie odpowiadał-
warknęła, podciągnęła sukienkę.

- Wiem. I przepraszam. Do końca życia będę cię przepraszał- mówił cicho,
zmysłowo – Przepraszam cie za Livię, za Joelle. Za to, że cię nie wspierałem. Przepraszam-

Zakryła dłońmi twarz- Lena, ale kochamy się. Wiem, że nadal mnie kochasz-

Spojrzała na niego- Potrafisz pięknie mówić, śpiewać- otarła łzy- Pokaż mi,
że się zmieniłeś, że mnie rozumiesz, że mnie wspierasz. Udowodnij mi to-

- Ok- złapał jej dłonie- Udowodnię ci to. Wiem, że chcesz wrócić do pracy, ok.
Jakoś podzielimy się opieką nad Niną, nagram album, trasa i zrobię sobie przerwę-

- Paddy, tyle się wydarzyło, że nie wiem czy się jeszcze nadaję. Boję się-

- Lena, ty się boisz?- musnął jej nos- Nie znam odważniejszej i mądrzejszej osoby-
uśmiechnęła się- Dasz sobie radę. Będę cię wspierał, obiecuję- ucałował jej dłonie.
- Nigdy więcej nie pozwolę żadnej kobiecie zbliżyć się do nas, do mnie. Liczysz
się tylko ty. Kocham cię- już to chyba kiedyś słyszała ale była mu wdzięczna za
te słowa.

- Nie chcę rozmawiać o  nas. Nie dzisiaj- szepnęła- Tyle się wydarzyło. Elsa,
Jimmy-

-Ok, nie rozmawiajmy- pomógł jej się wygodnie ułożyć, z salonu przyniósł koc,
okrył ich, czule tulił do siebie żonę- Kiedy w końcu nagram płytę, wyjedźmy na
urlop. Gdzieś daleko, tylko we trójkę- słyszała jeszcze jego słowa ale chwilę
później już spała. Tej nocy oboje spali wyjątkowo dobrze, spokojnie, nie targani
swoimi lękami, koszmarami.

……………………..

-Przestań płakać- powtarzał to zdanie co kilkanaście minut – Wszystko dobrze
się skończyło- usiadł obok zapłakanej Larysy, podał jej kubek z kawą. Zerknął
na zegarek, dochodziła piąta nad ranem, za godzinę miała samolot. Objął ją.

- Luk, jeśli by to wyszło…-

- Ale nie wyjdzie- westchnął przeciągle, spojrzał na dziewczynę- Zdjęcia zostały
zaakceptowane, okładka właśnie trafia do druku, rano trafi do sprzedaży. Uspokój
się- ujął w dłonie jej twarz. Kiwnęła głową, pociągnęła nosem. Przytulił ją mocno
do siebie. Było mu wstyd za żonę, był wściekły! Nie wrócił na noc do domu, tylko
odkręcał sytuację w której się znaleźli przez Elsę a kiedy wszystko się udało,
uspokajał Larysę.

- Luk, twoja żona jest chora. To wariatka…-

- Larysa, nie zapędzaj się-

- Powiedz mi za co ją kochasz?- usiadła do niego przodem, połykała własne łzy.

- Nie kocha się za coś…-

- Bzdury!- otarła łzy- Właśnie, że się kocha za coś! Za oczy, za dobre serce,
za coś! A ty chyba kochasz tak po prostu- wygładziła dłońmi potargane włosy.

- Larysa, nie wiesz wszystkiego. Elsa, jest w ciąży, źle znosi ten stan- chciał
jakoś wytłumaczyć zachowanie żony.

- Przestań! Ona chyba nie może znieść samej siebie! – znów otarła łzy, uklęknęła
obok ławki- Luk, to twoje życie, ale zasługujesz na kogoś lepszego. Nie na mnie,
na jakąś piękną, mądrą kobietę która pokaże ci jakie życie jest fajne. Jak można
normalnie żyć. Jesteś z nią przez wzgląd na dzieci? Kolejne dziecko- zaśmiała
się gorzko- I coraz trudnej odejść. Dzieci są jej gwarantem?- patrzyła na niego,
chciała mu otworzyć oczy, powiedzieć coś co da mu do myślenia- Nie chcę
cię dla siebie. Chcę żebyś kogoś poznał kto przewróci twoje życie do góry
nogami, kto sprawi, że odejdziesz od tej wariatki- odsunął ją od siebie, podał
jej plecak.

- Chyba nigdy tak prawdziwie nie kochałaś- uśmiechnął się smuto- Trzymaj się
i daj znać jak dolecisz- przytulił ją po czym opuścił lotnisko.

W domu powitała go głucha cisza, dochodziła szósta, słońca powoli zaczęło
wdzierać się do uśpionego domu. Zdjął buty, czapkę, na komodę położył
kluczyki,  portfel, telefon i wbiegł po schodach na piętro. Zajrzał do pokoi
dzieci, idąc długim korytarzem, zrzucił z siebie koszulkę, wszedł do łazienki,
odkręcił  wodę pod prysznicem , zdjął resztę garderoby i zamknął za sobą
szklane drzwi od kabiny. Letnia woda zmywała z jego ciała trud poprzedniego
dnia, miał wrażenie, że ugina się pod ciężarem problemów. Oparł się o chłodną
ścianę, sięgnął po żel, wolno smarował nim swoje zmęczone ciało. Powinien
jutro rano pójść popływać albo pobiegać. Jeszcze seks go odprężał ale na razie
mógł o nim zapomnieć. Larysa, nie miała racji, to nie dzieci trzymały go przy żonie,
kochał ją. Znał ją dobrze i znał wszystkie jej oblicza, również te dobre. Na pewno
nie raz miał ochotę wyjść i nie wracać, ale nigdy nie zostawiłby Mary…

- Telefon ci ukradli?- drzwi rozsunęły się i pojawiła się w nich Elsa wraz z powiewem
zimnego powietrza.

Zamrugał powiekami, od razu zauważył, że nie zmrużyła oka- Rozładował się-

- Martwiłam się-

- Naprawdę?- uśmiechnął się, ustawił cieplejszą wodą, spłukiwał pianę z ciała.
- Odkręcałem to co zrobiłaś-

Nie odwróciła wzroku, nie zmieszała się- Ma nauczkę-

- Nauczkę?!- poczuł złość- To co zrobiłaś to draństwo! Zniszczyłaś jej ciężką
pracę! Ta dziewczyna ciężko pracowała na swój sukces, ona pracuje dla nas!
Moja firma płaciłaby karę za odstąpienie od umowy!- przetarł mokrą twarz.

- Od kiedy martwisz się o pieniądze?- oddaliła się na kilka kroków, zerknęła w
lustro.

- Elsa, nie o to chodzi! Chodzi o zasady!- zakręcił wodę, sięgnął po ręcznik.

- To w końcu o zasady czy o kasę?- spojrzała na niego. Była prawdziwą królową
lody, tak często nazywała ją Mary. Nie zdradzała uczuć, emocji, grała do końca.

- O wszystko!- podniósł głos- Nie wyżywaj się na niej!-

- Ona cię podrywa! Widziałam was!- blondynka również podniosła głos.

- I co wdziałaś?- zawiązał ręcznik wokół bioder.

- To co zawsze! Jak się do ciebie klei! Jak mnie obraża! Przestało mnie to już bawić!-

- Masz powody do obaw?-

- Przy Olivii mówiłeś to samo!- wbiła w niego oskarżycielki wzrok.

- Nie. Wtedy nam się nie układało, chciałem przerwy. Nie układało nam się przez
ciebie- przypomniał jej- Szukałem zrozumienia, akceptacji, normalnego traktowania-

- Wiesz co mam dość…- odwróciła się, ale zatrzymał ją- Zostaw mnie- syknęła.

- Elsa, przestań się tak zachowywać- przygarnął ją do siebie, jego mokre ciało
moczyło jej cienką halkę, dotknął jej brzucha- Przestań. Nie zdradzę cę z Larysą
ani z żadną inną, ale nie zachowuj się w ten sposób- pochylił się by ją pocałować.

-To wszystko mnie przerasta- szepnęła.

- Wiem, jestem przy tobie-

- I zawsze będziesz?- ostatnio często go o to pytała, wciąż szukała zapewnień.

- Zawsze- uśmiechnął się.

- Masz szampon we włosach- również się uśmiechnęła.

Dotknął głowy- O nie. To przez ciebie- zrzucił ręcznik, wszedł pod prysznic.
- Dołączysz do mnie?- ich wzrok spotkał się.

Czuła jak sztywnieje jej każdy mięsień, jak ogarnia ją panika. Ale przed nią stał
Luk. Jej Luk. Ukochany mąż. Kiwnęła głową, zrzuciła z siebie halkę i stanęła obok
niego. Namiętnie wbił się w jej usta, dotykał jej ciała, pieścił ją. Kiedy już była
rozluźniona, odurzona namiętnością, bardzo powoli wszedł w nią, czuł, że chciała
się wycofać, zaprotestować ale nie pozwolił jej na to. Szybko odnaleźli wspólny
rytm.

……

blake-lively-600x450

- Larysa?- dziewczyna uniosła głowę -Eva Blake. Witam na pokładzie- uścisnęła
dłoń młodej fotografki.

- Witam-

- Czeka nas kilka dni w swoim towarzystwie- wysoka blondynka zajęła swoje miejsce.
- Cieszę się na naszą współpracę-uśmiechnęła się ukazując białe, równe zęby.

- Ja również- naprawdę cieszyła się, że leci do Los Angeles. Byle jak najdalej stąd.

………..

Eva, okazała się miłą, inteligentną kobietą. Przypominała  Lenę, żonę Patricka.
Idealny a zarazem minimalny makijaż, ciekawa biżuteria, szczupła, wysoka,
miała wrodzoną klasę, styl i otaczała ją aura elegancji. Widać było, że ubiera
się u projektantów, ceniła prostotę ale i tak nieważne co założyła wyglądała
rewelacyjnie, zachwycała. Tak widziała ją Larysa. Polubiła ją.

- Mrożona kawa- Eva postawiła na stoliku dwa, wysokie kubki z kawą i
mnóstwem bitej śmietany.

- Dziękuję- Larysa, uśmiechnęła się- O której ma się pojawić nasza gwiazda?-

- Tylko go tak nie nazywaj. Za chwilę- Eva, zerknęła na zegarek- Jest przystojny-

- Przystojny, bogaty, z tego co o nim wiemy, dobry, szlachetny i zajęty- fotografka
upięła na czubku głowy kok, założyła kapelusz.

Blondynka roześmiała się- No standardowy schemat- zamieszała słomką- Jesteś
śliczną, młodą dziewczyną, pewnie też masz takiego przystojniaka-

Larysa, prychnęła –  Nie mam- poprawiła lampę, spojrzała w obiektyw- I chyba nie
chcę-

- Złe doświadczenia?-

- Można tak powiedzieć. Od lat obserwuję takiego przystojniaka, a właściwie
jego związek, małżeństwo i wiem jedno. Miłość albo nie istnieje albo naprawdę
jest ślepa ale przereklamowana- pstryknęła zdjęcie.

-Ryan Carter?- redaktora poderwała się na równe nogi- Jesteśmy umówieni-

- Witam- zdjął ciemne okulary. Larysa, podeszła do Evy, przywitali się, agent
mężczyzny jeszcze raz przypomniał im warunki wywiadu, zdjęć. Po chwili
fotografka wycofała się do tyłu, sprawdziła czy wszystko gotowe. Boże,
skąd biorą się tacy faceci? zastanawiała się. Wysoki, przystojny blondyn
robił wrażenie. Patrząc w obiektyw zastanawiała czy Bóg lepi ich z innej
gliny? Jakiejś lepszej? Są bogaci, sławni, świetnie wyglądają. O ile Luk,
zbytnio nie obnosił się ze swoim bogactwem, na co dzień przetarte dżinsy,
trampki, luźny t-shirt i czapka. Tak Ryan emanował elegancją, zauważyła
drogi zegarek, biała koszula, stylowa kamizelka, modne spodnie, buty.
Wsłuchała się w jego słowa, wywiad trwał godzinę, na samym końcu Eva,
zapytała czy jest singlem. Roześmiał się i wyznał, że od dwóch lat jest
zajęty i w najbliższym czasie planują ślub ale szczegółów nie zdradzi.
Redaktorka zapytała jeszcze czy życzy sobie aby opublikowali jego
zdjęcie z wybranką, ale odmówił. Po wywiadzie i krótkiej sesji, Eva
zaprosiła go na obiad ale podziękował, twierdząc, że jest już umówiony.

- Ciekawy facet- pół godziny później Larysa, zajadła się wyśmienitą
sałatką i grillowaną rybą.

-Bardzo- obie zerknęły w stronę balkonu na którym siedział i jadł obiad.
Mężczyzna z którym był umówiony właśnie się żegnał, Ryan złożył
kolejne zamówienie- Chyba na kogoś czeka- zauważyła Eva.

- Może na tą swoją jedyną- Larysa, instynktownie odsłoniła obiektyw.

- Nawet o tym nie myśl- zrugała ją blondynka- Nie jesteś paparazzi i obowiązuje
cię umowa…- przerwała. Z taksówki wysiadła kobieta, stała tyłem do nich, Ryan
pomachał jej z balkonu.

- To na pewno ona!- Larysa, wytężyła wzrok ale prócz wysokich szpilek w
kolorze zielonym i fioletowej sukienki niczego szczególnego nie zauważyła.
Widać było, że kobieta jest szczupła, włosy sięgały ramion, były proste w
kolorze czekoladowego brązu, musiała przyznać, że wybranka Ryana miała
dość ciekawy kolor włosów.

- Czas na nas- Eva, wstała.

- Chciałbym ją zobaczyć- Larysa, również.

- Co cię w niej tak ciekawi?-

- Zawszę ciekawią mnie kobiety takich mężczyzn- schodząc po schodach,
fotografka odwróciła się, kobieta na balkonie również powoli odwracała w jej
kierunku twarz. Larysa, zacisnęła dłonie na aparacie.

-Uważaj!- usłyszała i gdyby nie Eva, spadłaby ze schodów, potknęła się.

-Dzięki- szepnęła, odwróciła się ale ani Ryana ani jego wybranki już nie
było.

…………………………………..

Czas dla niektórych płynął szybko dla niektórych wolno, Paddy, większość
czasu spędzał w studio, płyta była prawie gotowa, na dniach miał ukazać się
pierwszy singiel. Musiał przyznać, że był dumny z płyty, była inna od Human,
bardziej dojrzała, czy lepsza? Chyba bardziej mu się podobała. Lena wraz
z córką często odwiedzały go w studio, później wybierali się na lody, spacer,
urządzali pikniki w ogrodzie Elsy. Można by rzec, że się na nowo zbliżyli.
Muzyk każdego dnia odwiedzał Ninę, nie zabierał jej do siebie, nie chcieli
wozić jej z jednego domu do drugiego. Lena, wróciła do fundacji, kilka godzin
trzy razy w tygodniu. Nie przyjęła propozycji Denisa, nie była gotowa na
powrót do pracy mimo, że Paddy każdego dnia powtarzał jej, że sobie
poradzi, nie była tego taka pewna. Dogadywali się jak kiedyś, śmiali się,
wygłupiali ale do niczego bliższego między nimi nie doszło. Paddy przestał
naciskać, pytać kiedy do niego wróci, osaczać ją. Cierpliwie czekał, dał jej
czas. Widywali się każdego dnia, bywało, że zostawał na kolację, zasypiał,
pomagał jej przy codziennych obowiązkach i coraz bardziej żył nadzieją,
że rozwód już ich nie dotyczy, że mają to już za sobą. Kilka dni temu kiedy
szykował się już do wyjścia, był umówiony z Cleo, Lena, pocałowała go.
Chciał ją wtedy zapytać czy najgorsze za nimi ale tego nie zrobił. Dalej
cierpliwie czekał.

Awantura wybuchła na kilka dni przed koncertami jego rodzeństwa- Żartujesz?!-
Lena, wparowała do domu przyjaciół.

- Co się dzieje?- zapytał zaspany, wziął córkę na ręce.

- Premiera single w dzień koncertu Kelly Family?- zapytała oburzona.

- Tak wyszło- wyszeptał.

- Na koncert też nie przyjdziesz?-

- Nie-

- I nie pogratulujesz im?!-

- Nie- odpowiedział pewnie.

- Patrick to będzie fatalnie wyglądało…Nie rób tego- podeszła bliżej.

- Nie zmienię zdania. Kelly Family a Michael Patrick Kelly, to dwie różne sprawy-
tak to widział, razem z Cleo, wszystko dokładnie zaplanowali- I chciałbym żebyś
spędziła ze mną ten wieczór- ucałował córkę- To dla mnie bardzo ważny wieczór-

- Jadę na koncert-

- Lena, teraz najważniejsi jesteśmy my- patrzył w oczy żony- Pojedziesz dwudziestego. Grają trzy koncerty- wodził palcem po jej dłoni.

- Jadę na wszystkie trzy-

- Lena, nawet na moich tyle nie byłaś!- zdenerwował się. Wzięła od niego Ninę,
zapięła pasy w wózku- Lenka, proszę cię- zatrzymał ją.

- Jadę do sklepu- odpowiedziała.

- Widzimy się na obiedzie?-

- Dzisiaj nie. Zjem z Jimmem-

Odprowadził żonę do furtki, musnął jej policzek, ucałował córkę- Do jutra-
zauważył samochód przed domem Livii. Wróciła. Nie było jej, gdzieś wyjechała,
ale już wróciła.

Wrócił do łóżka, był wykończony ostatnimi tygodniami ale płyta w końcu była
gotowa, wszystko idealnie się układało, był dobrej myśli. Może i mieli różne
zdanie w temacie koncertów, ale mieli do tego prawo, wiedział, że akurat to
ich nie poróżni.

……

Jimmy, leżąc na kanapie celował pomiętą kartą papieru do kosza, nie trafił.
Zrezygnowany wstał, spojrzał na wchodzącego do pokoju Angelo- Odpoczywam-
zakomunikował.

- Wiem. Jak ręka?- blondyn popchnął brata i usiadł obok.

- No jak ręka, ok- poruszał palcami, od tygodnia nie nosił gipsu, palce mu sztywniały, czasem tracił czucie ale było ok. Nie zważał na to, grał, ruszał, ćwiczył.

- Za cztery dni…Gramy-

- Wiem- od trzech tygodni nic innego nie robił jak ćwiczył z rodzeństwem, jeździł
po różnych studiach, promował. Nie lubił tego, nie było dnia żeby się nie zastanawiał
czy dobrze robi, czy to ma sens ale tak było łatwiej, nie miał czasu na myślenie.
Widział szok na twarzach rodzeństwa kiedy punktualnie zjawiał się w studio, i
niedowierzanie kiedy ostatni zamykał za sobą drzwi. Z nikim się nie kłócił, nie
stwarzał problemów. Regularnie odwiedzał dzieci, Lenę, resztę wolnego czasu
którego nie miał zbyt wiele, przesypiał. Nie widział się więcej z Cleo. Zraniła go,
miała do tego prawo ale mimo wszystko zabolało. Najbardziej chyba to, że się
zmieniła, że przez niego się zmieniła i to na niekorzyść. Z Paddym, widywał się
sporadycznie, brat albo siedział w studio, wiedział, że wraz z nim jest Cleo, albo
u Leny, nie chciał im przeszkadzać, kibicował im. Kibicował małżeństwu brata,
jego nowej płycie, tylko jakoś nie czuł wsparcia Patricka. Nie zapytał go co robił
feralnego wieczora w Monachium, nie pytał o Nicol, właściwie o nic nie pytał.
Nie przyjął zaproszenia na obiad do Patricii, nie odwiedził ich w studiu, nie
zadzwonił żeby powiedzieć co sądzi o ich nowej płycie. Może faktycznie go
nie interesowali? Nie, na pewno nie.

- Myślisz o Paddym?- Angelo jakby odgadł jego myśli.

- Nie- Jimmy, zamknął oczy- Chcę odpocząć- ale słysząc wrzawę, szeroko
je otworzył- Brakuje miejsc do dyskusji w tym domu?- wydarł się.

- Jimmy- Patricia, usiadła obok brata- Kończymy. Widzimy się na próbie w
Dortmundzie- spojrzała na rodzeństwo.

- Już mi się mózg lansuje- Joey przewrócił oczami.

- Tobie i tak się lansuje- Angelo poprawił okulary- Joey, czytaj teksty piosenek,
wciąż się mylisz!- blondyn nie potrafił tego zrozumieć.

- Ok. Ok-

- No nie ok, tylko się skup! Mylisz tekst! To nie są lata 90, że fani kupią wszystko.
Teraz musimy się bardziej starać, wracamy po latach, musimy na nowo ich porwać
- Angelo przejął rolę szefa w rodzinie.

- Czy ja wiem?- zamyślił się Joey.

- Szlag mnie trafi!- pieklił się Angelo.

- No już przestań!- Jimmy, poklepał brata po brzuchu- Stara się- zerknął
na Joeya- Strasz się?!-

- No-

-Pierdolę- Angelo zakrył oczy.

- Ja uciekam – John uśmiechnął się ciepło- Tęsknię za Maite. Widzimy się-
pożegnał się z rodzeństwem.

Kiedy już wszyscy wyszli, Jimmy, wygodnie usadowił się na kanapie. Ostatnio
dość często zostawał u Patricii. Nie lubił być sam. Ostatnio wszystko go
przerażało, przytłaczało. Wrócił myślami do jego ostatniej rozmowy z Niki.
Wykrzyczała mu, że ani przez chwilę nic dla niej nie znaczył, że chodziło
jej o Patricka i, że to jeszcze nie koniec. Pomyśleć, że przez chwilę naprawdę
mu na niej zależało, że jej zaufał, co gorsza widział w niej pokrewną duszę.
Stracił Ninę, Meike, Cleo…Chyba naprawdę powinien być sam. Żałował, że
nie dotrzymał danego sobie słowa po śmierci żony. Pogrążony w swoich
myślach nawet nie zauważył, że ma towarzystwo- Zbieram się- rzekł na
widok siostry.

- Zostań Jimm- położyła swoją dłoń na jego dłoni- Jestem z ciebie dumna-

- Ze mnie?- zapytał cicho- Daj spokój. Jestem totalną porażką-

- Jesteś dobrym człowiekiem Jimmy- oparła głowę o jego ramię- Łatwo nam
się ciebie ocenia, bo sami nigdy nie straciliśmy tej drugiej połówki-

- Wcześniej też nie byłem święty- zaśmiał się, w jego głosie dało się słyszeć
smutek.

- Jesteśmy na ziemi, jesteśmy tylko ludźmi nie aniołami. Głowa do góry, Jimm-

- Zawsze chciałem żeby ojciec był ze mnie dumny- sam nie wiedział dlaczego
go wspomina.

- Jimmy- Patka ucałowała jego dłonie- On jest z ciebie bardzo dumny. Ten
powrót to ukłon w jego stronę. Tylko tym razem jest inaczej, lepiej. Robimy
to bo tego chcemy. Jimmy, mimo wszystko idziesz dalej, potrafisz przyznać
się do błędu, jesteś szczery i potrafisz wybaczać- uroniła łzę- Mnie wybaczyłeś-
bez słowa mocno ją do siebie przytulił.

- Czasem mam wrażenie, że się duszę- szepnął – Coś miażdży mi krtań-
nawet nie wiedział, że płacze- Świadomość, że spieprzyłem swoje życie
przeraża mnie, wypala od środka- coraz mocniej zaciskał ramiona wokół
siostry- Brakuje mi Patricka…- roześmiał się przez łzy- Akurat jego!- był
zły na siebie za te słowa- Brakuje mi Elsy. Tak strasznie mi jej brakuje!
A najbardziej brakuje mi Cleo. Już nie tęsknię za duchem…Lecz za moją
Cleo i wiesz co…- spojrzał na siostrę, również płakała- Ta tęsknota jest
gorsza-

- Jimmy, wszystko się ułoży- głaskała jego mokra od łez twarz.

Zaprzeczył głową – Nie-

- Naprawdę się ułoży. Zaufaj Bogu-

- Ufam mu! Wierzę w jego plan, ale…Czasem mam wrażenie, że on mnie
nienawidzi, albo, że mnie nie widzi bo całą uwagę skradł Patrick. Jak zwykle-
wtulił twarz w jej włosy.

- Przestań tak mówić! Zasługujesz na szczęście- rzekła pewnie Patricia.
- I jeszcze będziesz szczęśliwy- przygarnęła go do siebie.

…………………………

Dzień przed koncertem. Dortmund.

Jimmy stał na scenie i patrzył na pustą, ogromną salę- To jest jak sen- szepnął.

- Czas się obudzić- usłyszał kobiecy głos, uśmiechnął się.
- Lenka!- przytulił do siebie przyjaciółkę- Będziesz jutro?- zapytał.

- W pierwszym rzędzie z wielkim napisem ”JIMMY”- droczyła się z nim- Mam dla
ciebie niespodziankę-

- Dla mnie?- jakoś ostatnio nic go nie cieszyło.

Czuł jak gorąca fala zalewa jego serce, nie potrafił wyrazić tego co w tym momencie
czuje- Elsa…- szepnął, blondynka znalazła się w jego ramionach.

- Jimmy- piszczała- No pokaż się! Wyglądasz jak milion dolarów!- uszczypnęła go
w pośladek. Lena, podeszła do nich, objęła przyjaciół. Stali w milczeniu, mocno się
do siebie przytulając. Powtarzali jedynie- wszystko będzie dobrze- każde z nich
potrzebowało właśnie tych słów.

………

-Gdzie Cleo?!- Paddy, od rana był w wisielczym nastroju. Około siódmej rano
Lena wyrwała go z łóżka, przywiozła Ninę na trzy dni. Leciała do Dortmundu.
Zawiodła go! Był jej mężem, mieli o co walczyć! A ona wybrała koncert!- Cleo!-
wrzasnął.

- Nie ma jej- odpowiedział Nils.

- A gdzie jest?!-

- Nie będzie jej trzy dni-

- Co?!- Paddy, wybałuszył oczy- Żartujesz?!- przytulił  do siebie córkę.

- Nie. Wzięła urlop na żądanie, wprawdzie nie wiedziałem, że takie coś jest
ale jak widzisz- rozejrzał się- Nie ma jej. A bym zapomniał!- mężczyzna zniknął
za drzwiami, po minucie pojawił się z białą kopertą w dłoni- Do ciebie. Z sądu-

Patrick, oparł się o ścianę, mocno trzymał Ninę w obawie, że wypadnie mu z
rąk. Miał wrażenie, że coś ogromnego wbija go w ziemię.

- Chyba musimy pogadać- muzyk z wrażenia otworzył usta- Chyba znów się
pogubiłeś- przed nim stal Luk.

…………………………………

Dortmund przywitał mnie deszczem, jak zwykle zresztą. Powoli wysiadam z
samolotu, ktoś mnie pogania, wchodzę do zatłoczonego autobusu. Tłok, ścisk,
zapach potu. W końcu wysiadam, rozglądam się za ławką, moja torba i tak
będzie ostatnia więc cierpliwie czekam. Jakiś mężczyzna podaje mi walizkę,
ruchem głowy dziękuję mu. Opuszczam lotnisko w poszukiwaniu taksówki,
wsiadam, łapie wzrok kierowcy w lusterku- Dokąd ?- słyszę.

- Westfalenhallen- odpowiadam i wbijam wzrok w szybę tym samym daję mu
do zrozumienia, że nie chcę rozmawiać.

Rozdział 272- It’s No Good

Lena od kilku minut stała pod drzwiami mieszkania Cleo, w końcu usłyszała
jej ciche jakby niepewne kroki- Hej- szatynka uśmiechnęła się.

Cleo, szerzej uchyliła drzwi- Żyję. Nie jestem pijana. Jest ok- wyrecytowała
wcześniej przygotowaną regułkę.

- Mogę wejść?-

Menedżerka kiwnęła głową, udała się do małego pokoju połączonego z kuchnią.

Lena, od razu zauważyła butelkę whisky na stole. Sprawdziła, była zamknięta.

-Jestem trzeźwa- Cleo, usiadła po turecku.

- Wiem- odpowiedziała. Wylała alkohol do zlewu, w mieszkaniu unosił się cierpki
zapach trunku.

- Cleo, nie chcę się wtrącać…-

- Więc tego nie rób- Cleo, spojrzała na szatynkę. Zauważyła, że kuleje. Mimo iż
Lena ubrana była w długą granatowo białą sukienkę, zauważyła bandaż na kostce.

- Nie zrobię tego- szatynka usiadła na wprost- Wiesz, że Nicol chodzi o Patricka?-

Cleo, odwróciła wzrok- Wiem, ale to nie ma znaczenia dla mnie- odpowiedziała cicho.

- Jimmy jest w kiepskim stanie, chciał się wypisać ale lekarz nie zgodził się. Chce
z tobą porozmawiać -

- Porozmawiamy. Kiedyś-

- Nicol jest oscarową aktorką. Oni się rozstali- szatynka sięgnęła po zielone jabłko.

- Przez telefon. Nagrał jej się-

- Próbował z nią porozmawiać…-

- Lena, nie broń go- spojrzała na przyjaciółkę- Zapytałam go czy wszystko
pozamykał, czy z nią rozmawiał. Okłamał mnie! Zakpił ze mnie! Po raz kolejny!-
zamrugała powiekami, nie chciała płakać!

- Twierdzisz,że dorośli ludzie rozmawiają…- Lena obracała w dłoniach jabłko.
- Porozmawiałaś z Jimem? Wysłuchałaś go?- wbiła w nią wzrok.

- O czym mam z nim rozmawiać?- odpowiedziała pytaniem na pytanie- Ty
porozmawiałaś z Paddym przed wyprowadzką?- spojrzał na siebie.

- Cleo, nie będę się wtrącać. Jesteście dorośli, ale skoro byłaś skłonna mu tak
wiele wybaczyć, to chyba musicie porozmawiać. Tylko tyle – zatopiła zęby w
jabłku- Nicol to przeszłość. Jaki związek takie zerwanie- podsumowała.

- Jestem zła na siebie- oparła głowę o kolana- Długo zajęło mi pozbieranie się
po Jimmie. W końcu jest ok. I tak powinno zostać- pociągnęła nosem- Nie mam
siły. Przy nim…Kocham go ale nie mam na to siły. Przez chwilę myślałam, że
mam ale pomyliłam się. Nie chcę przeżywać tego od początku. Poniosło mnie,
przeraził mnie jego wypadek, zagalopowałam się-

- Rozumiem- Lena,wstała- Pyszne jabłko, wezmę jeszcze jedno- sięgnęła po
owoc- Wracam do szpitala. Jakby co to jestem- musnęła włosy kobiety- Pa!-

……………………………………………..

- Lucas, dlaczego nie jesz?- Luk, zerknął na przygnębionego syna.

- Nie chcę…- chłopak odsunął talerz.

- Kochanie, twoje ulubione naleśniki z czekoladą- Elsa, czule pogłaskała policzek
syna- Babcia robi najlepsze-

- Lubię twoje. Te które robisz w domu. W Niemczech- spojrzał na rodziców.

- W Toskanii smakują inaczej? Babcia dodaje inne składniki?- fotograf dopił kawę.

- Chcę do domu…- z oczu chłopca popłynęły łzy.

Temat powrotu do Niemiec wracał każdego dnia, czasem przy śniadaniu jak
dzisiaj, innym razem przy obiedzie, kolacji, przed snem. Lucas, nie potrafił
pogodzić się z wyjazdem. Był niesamowicie zżyty ze swoją klasą, drużyną
piłkarską, miał wrażenie, że rodzice przewrócili jego życie do góry nogami,
miał do nich o to żal. W przeciwieństwie  do swojej starszej siostry, która w
Toskanii odżyła, nie potrafił się odnaleźć.

- Jesteś w domu- odpowiedział spokojnie Luk- To też nasz dom. Za dwa tygodnie
lecimy do Paryża. Podróżujemy- posmarował orkiszową bułkę miodem- Wrócimy
do Kolonii-

- Kiedy? Za rok?!- wrzasnął chłopiec- Chcę wracać natychmiast!- uderzył w płacz,
Mary, przewróciła oczami.

- Mazgaj!- prychnęła.

- Zamknij się!- naskoczył na nią brat.

- Lucas! Przeproś siostrę!- Luk, podniósł głos- Natychmiast!- wbił surowe spojrzenie
w syna.

- Przestańcie- do rozmowy wtrąciła się Elsa- Lucas, czas tak szybko biegnie…-

- Przeproś!!!-

- Przepraszam- wydukał. Blondynka wzięła syna za rękę, posadziła go na swoich
kolanach.

- Elsa, to nie jest roczne dziecko! Lucas, uważaj na mamę- Luk, odłożył bułkę.

- Chcę do Kolonii!- Lucas, na dobre się rozpłakał, mocno wtulił się w swoją
mamę.

- Chodzi o drużynę- wyjaśniła Mary, malując coś na kartce z bloku.

- Przecież przyjęli cię do miejscowej drużyny- Luk, westchnął ciężko. Sytuacja
powtarzała się każdego dnia.

- Siedzę na ławce! – wrzasnął przez łzy- Na ławce! Ł A W C E!!!-  chłopiec był
bliski histerii.

- Na Boga, uspokój się!- szatyn uderzył dłonią w stół, Mary, wyjechała kredką
poza kontury rysunku, zerknęła na ojca- Lucas, wyjechaliśmy tylko na rok!
Nasza rodzina się powiększy…Trochę zrozumienia!-

- Luk, uspokój się- Elsa, spojrzała karcąco na męża.

- Mama, nie może urodzić w Kolonii?!- chłopak nie ustępował- Jest mi tu źle!
Jestem nieszczęśliwy! Zrozpaczony!!!- lamentował.

Fotograf czuł, że traci cierpliwość- Lucas,  masz wszystko. Wszystko!- potarł czoło.
- Na całym  świecie dzieci głodują, ich rodziny giną w wojnie a ty jesteś zrozpaczony!-

- Jest mi źle!- chłopak nie przestawał płakać.

- Luk, przestań! – blondynka starała się uspokoić syna- To jeszcze małe dziecko!-

-Siadaj i skończ śniadanie, za chwilę…- Luk zerknął na zegarek- Za chwilę czas na
lekcje. A później trening- wgryzł się w bułkę na którą od rana miał smak.

- Nie pójdę tam! Znów będę siedział na ławce!-

- Lucas!- Luk, miał dość! Jego syn był grzecznym, ułożonym dzieckiem, nie poznawał
go!

- Kochanie, tata pojedzie z tobą do klubu, porozmawia z trenerem- Elsa pomogła
chłopcu usiąść przy stole, pokroiła naleśnik.

- Na pewno nie pojadę! Trener najlepiej wie czy Lucas nadaje się na boisko czy
na ławkę!-

Lucas, ponownie uderzył w płacz- Nie martw się synku, mama  pojedzie- blondynka
posłała pełne wyrzutów spojrzenie w stronę męża.

- Ok, pojedziemy i porozmawiamy- Luk, w końcu dał za wygraną, głowa dosłownie
mu pękała, od trzydziestu minut próbował zjeść bułkę, czas go gonił, dzień
zapowiadał się koszmarnie!

- Mamusiu, kiedy się dowiemy czy będziemy mieli brata czy siostrę?- Mary, skończyła malować, dłońmi objęła kubek z czekoladą.

- Jeszcze trochę- chrząknęła Elsa.

- Chłopak! Oby to był chłopak bo zwariuję- Lucas, rozgrzebywał widelcem naleśnik.

- Chciałabym siostrę!- wrzasnęła Mary.

- Dzieci, zwariuję!- Luk, spojrzał na swoje pociechy- Ważne żeby było zdrowe-
zerknął na bladą żonę.

- Jak ją nazwiemy?- Mary, podchwyciła temat.

- Chłopca jak?- Lucas, zainteresował się, pociągnął nosem.

- James albo Patrick- Elsa, odpowiedziała mechanicznie.

- Po moim trupie!- Luk, czuł jak kawałek bułki utknął mu w gardle, zakaszlał.

- Patrick- zamyśliła się mała blondynka, sięgnęła po truskawki- Ale wujek Jimmy,
też jest ok-

- James. Wujek gra w piłkę!- Lucas w końcu zaczął przeżuwać śniadanie.

- Na pewno nie Patrick ani James! Nic co ma wspólnego z Kelly! To zła wróżba!-
Luk, opróżnił szklankę z wodą.

- Dziewczynkę Emma. Po babci- Elsa, uśmiechnęła się do dzieci.

- W rodzinie już jest jedna Emma. Bez sensu- Lucas, również sięgnął po truskawki.

- W jakiej rodzinie?!- oburzył się fotograf.

- U wujka Angelo- dopowiedziała Mary, uderzyła dłoń brata który podkradał jej
owoce.

- To nie jest nasza rodzina!- Luk, przewrócił oczami- To, że zwracacie się do…-
jak miał nazwać oszołomów o wdzięcznym nazwisku Kelly?- Do Jimma, Angelo,
wujku nie oznacza, że jesteśmy rodziną. Jesteśmy jak rodzina…Ale nie łączą
nas więzy krwi- czuł, że sam się zakręcił.

- To znaczy, że nie mamy kuzynów?- Lucas, szeroko otworzył oczy.

- Macie, dalszych- wyjaśniła Elsa.

- Czyli możesz ożenić się z Aleksandrem- chłopiec szturchnął siostrę.

- Wyjść za mąż- poprawiła go Mary- A ty z Emmą!-

- Co?!- chłopak oburzył się- Ona jest za stara! -

- Uspokójcie się-poprosił Luk- Kończcie jeść i do lekcji!-

- Tato, a jest takie imię jak Kelly, dla dziewczyny?- Lucas, świdrował ojca wzrokiem.

- Lucas, zaraz sprzedam cię na targu za rogiem!- upomniał go.

- Ciekawe do kogo będzie podobne?- na twarzy Mary,pojawił się radosny uśmiech.

- Do mamy albo do taty!- prychnął chłopiec.

Elsa, spuściła wzrok, Luk, czuł zdenerwowanie żony- Czasem dziecko nie jest
podobne tak mocno jak wy- wskazał na rodzeństwo- Do któregoś z rodziców-

- Bez sensu- odpowiedział Lucas, od pewno czasu to było jego ulubione słowo.

- To do kogo będzie podobne skoro nie do was?- Mary, zmarszczyła nos.

- Do sąsiada!- zarechotał Lucas, Elsa, opuściła kuchnię.

- Lucas!- wrzasnął fotograf, wstał od stołu.

- No co?- chłopak wytrzymał spojrzenie ojca- Tak się mówi. Ktoś tak mówił-

- Czas na lekcje!- zaczął poganiać dzieci, czuł, że zaraz eksploduje.

Kiedy dzieci w końcu zniknęły z pola widzenia, skierował swe kroki w stronę
sypialni, wiedział, że zastanie żonę, zwiniętą w kłębek na łóżku. Uchylił drzwi,
nie mylił się- Hej- usiadł obok blondynki.

- A co jeśli…Nie będzie podobne do nas?-

- To nie jest ważne. To nasze dziecko- odsłonił włosy z jej twarzy- Swoją drogą
Lucas, przechodzi samego siebie ostatnio-

- To jeszcze dziecko. Przeżywa nasz wyjazd-

- Rozumiem, ale to nie tłumaczy jego zachowania- znał finał tej rozmowy, Elsa,
i tak będzie stała murem za synem- Gdyby Mary się tak zachowywała, miałaby
karę na kolejne dziesięć lat. Nie odpuściłabyś jej-

- Przesadzasz. Dobrze wiesz jaka Mary była, jest trudna. Lucasowi, jest ciężko-

-Mary, też wiele razy było ciężko-

- Luk, nie zaczynaj. Ty, bronisz Mary, ja Lucasa. Tak wyszło- chciała zakończyć
temat.

-  Bronię jej bo ty, tego nie robisz-

- Przestań! Kocham Mary, tak samo jak Lucasa!- wybuchła- Po prostu rozumiem
jego złość!- usiadła, wstała.

- Elsa, nie atakuję cię- Luk, również wstał, podszedł do żony, objął ją- Martwię się
o ciebie, o nasze dziecko, że będzie ci go trudno pokochać- wtulił twarz w jej włosy.

- Nie chcę o tym rozmawiać- otarła łzy, usiadła przy toaletce,poprawiła makijaż.

- Możemy pójść na terapię- uchwycił jej wzrok w lustrze.

- Nie chcę. Nie chcę o tym rozmawiać- powtórzyła.

Uklęknął, nie chciał się kłócić, pocałował żonę, objął ramieniem żeby nie
mogła go odepchnąć, po chwili odwzajemniła pocałunek- Kocham cię-
szepnął.

- Ja, ciebie też-

- Muszę wyjść. Jadę do studia i mam spotkanie na mieście. Będę wieczorem -

- Ok- Elsa,wysiliła się na uśmiech.

Luk, jeszcze raz musnął usta żony i wyszedł. W samochodzie myślał o dzieciach,
o Elsie, każdego dnia jakby na nowo uczył ją bliskości. Wciąż czuł blokadę, wciąż
drżała kiedy ją dotykał. Nawet jeśli jednego dnia pozwalała mu na więcej, następnego
od nowa stawiała mur. Ale mimo wszystko był z niej dumny, świetnie sobie radziła,
wiedział, że się stara. Martwił się o ciąże, o ich jeszcze nienarodzone dziecko, ale
był dobrej myśli.W przeszłości wiele przeszli, wierzył w nich, wierzył, że przetrwają.

Wchodząc do studia, siarczyście zaklął, zahaczył o coś i zaliczył bliskie spotkanie
ze ścianą- Co to za torba?!- wrzasnął.

Z ciemni wyłoniła się Larysa- Moja walizka- odpowiedziała spokojnie.

- Stała pod drzwiami!-

- Patrzy się pod nogi!- odcięła się.

Luk otworzył szeroko usta by po chwili je zamknąć- Mam fatalny dzień…Gdzie się
wybierasz? Jesteśmy zawaleni pracą!- podszedł do swojego biurka.

- Ty, jesteś- usiadła na biurku- Ja z wszystkim się wyrabiam. Pracuję nad tym-
pomachała mu okładką National Geographic Travel – Robię okładkę!- piszczała.
- Kupują moje zdjęcia z Afryki! – wskoczyła na biurko by odtańczyć dziki taniec
radości.

Luk ponownie otworzył usta, potrafiła zrobić wrażenie- Wow! Gratulację!- skoczyła
mu wprost na kolana.

- Aaaaaaaa- wrzasnął fotograf – Właśnie pękł mi kręgosłup- jęknął.

- W końcu będziesz pasował do swojej posągowej panny. Bez życia- musnęła
go w czoło, zeskoczyła z jego kolan.

-Rozmawialiśmy na ten temat- Luk, upomniał ją. Masował swoje uda, syknął
z bólu.

- Tak wiem. Miłość. I już ci nie staje. Staram się ci wierzyć…Ale to trudne-

- Gdzie lecisz?- zmienił temat, przywykł do uszczypliwych uwag na temat
Elsy,ale dzisiaj nie miał nastroju.

- Do Afryki. Zostały mi jeszcze dwa miesiące- wyjaśniła wchodząc do ciemni.

Podążył za nią- Są dobre- przyjrzał się zdjęciom- Naprawdę dobre- zerknął
na nią z uznaniem.

- Masz kiepski dzień przez swoją słodką żonę?- usłyszał jej głos za swoimi
plecami, spojrzał na kubek z kawą który postawiła na biurku.

- Lucas, nie możesz się przyzwyczaić. Elsa, źle znosi ciąże. I jeszcze te Eva-
na samą myśl o nowej redaktorce Vogue’a zaciskał dłonie ze złości.

- Dzisiaj się z nią zobaczysz?- przysunęła krzesło, usiadła obok.

- Tak-

- Przysłała mi umowę. Ja, dostałam wyłączność na zdjęcia do tego wywiadu-

Luk, prychnął, zdjął czapkę z daszkiem – Przecież pracujesz w mojej firmie-

-Pogadaj z nią-

- Jakoś nie mam ochoty- odchylił się na krześle. Larysa, odstawiła swój kubek,
stanęła za plecami fotografa, zaczęła masować jego spiętą szyję, plecy.

- Dobrze mi…-

- Może być ci jeszcze lepiej- szepnęła.

Uśmiechnął się pod nosem, dotknął jej dłoni- Wystarczy- poprosił.

- Wezmę ten wywiad- spojrzała na swojego przyjaciela- Los Angeles. Gość
jest niesamowity, robi dużo dobrego. Gazety zabijając się o wywiad z nim-
Luk milczał – I jest mega ciachem, bogaty, ale chyba nie jest singlem- wygięła
usta w podkowę.- Ja to mam serio pecha- westchnęła- Przekopałam cały net
i nie ma żadnych fot jego laski. Zresztą jego samego też jest mało, ale gdzieś
wspominał o ukochanej-

Luk, roześmiał się- Mądry facet, chroni swoją prywatność- przeglądał zdjęcia.

- To architekt, nie muzyk typu Michael-

- Jaki Michael?- Luk, podniósł na nią wzrok.

- Paddy- roześmiała się.

- A ten Michael- również się uśmiechnął- Kelly świr. No Michael jest jedyny-
sięgnął po swoją torbę, wrzucił do niej zdjęcia, jakieś dokumenty- Jadę! Chcę
mieć to już za sobą- założył czapkę- Widzimy się jeszcze?- zapytał obejmując
dziewczynę.

-No lecę jutro rano do Los Angeles. Wywiad za trzy dni. Później wracam…-

- Dortmund-

- Dortmund i lecę do Afryki- wspięła się na palcach by pocałować go w usta, ale
odwrócił twarz.

- Powodzenia!Trzymaj się nie puszczaj!- pomachał jej na pożegnanie.

….

Larysa, wróciła do ciemni , po kilkunastu minutach weszła do pracowni Luka
- Elsa?!- stanęła w drzwiach.

- Myślałam, że jeszcze zastanę męża- oparła się o biurko- Mary, zostawiła tutaj
farby- nie spuszczała wzroku z fotografki.

-Tak!- Larysa przeszła przez przestronny pokój, z szafki wiszącej na ścianie
wyjęła farby- Proszę- podeszła do blondynki. Nie lubiła jej, była bardziej niż
przeciętna, chociaż było w jej twarzy coś ciekawego. Przeraźliwie jasna cera,
piegi, błękitne oczy. Na pewno wyglądała młodo, dziewczęco. Młodziej od Leny.
Ale z całą pewnością nie należała do klastycznych piękności. Zresztą nieważne
jak wyglądała, miała paskudny charakter!

Larysa zauważyła, że obie zaciskają dłonie na farbach, szatynka odskoczyła
- Przepraszam – szepnęła. Usiadła za biurkiem- Coś jeszcze mogę dla ciebie zrobić?- zapytała ostrożnie.

Z Elsą było niczym z niezabezpieczoną bombą, mogła wybuchnął w każdej chwili.
- W sumie to nie- blondynka uśmiechnęła się słodko, za słodko, co nie umknęło
uwadze Larysy. Elsa, spacerowała po studio niczym po wybiegu. Miała na sobie
wąskie, białe dżinsy, blado żółtą bluzkę i nieco ciemniejszy również żółty, żakiet.
Do tego sandały na płaskim obcasie. Larysa musiała przyznać, że wyglądała ładnie, kobieco, ale i tak nigdy nie zrozumie co Luk w niej widzi. Blondynka usiadła na rogu biurku- Czym się aktualnie zajmujesz?-

- W sumie wszystkim…Obrabiam zdjęcia z Afryki. Zaraz muszę je przesłać do
redakcji- wbiła długopis we włosy i sięgnęła po aparat.

- Mogę zerknąć? Uwielbiam Afrykę- Elsa, mrugnęła zawadiacko.

Larysa, mimo klimatyzacji, czuła, że oblewa ją pot, podała blondynce aparat.

- Śliczne widoczki- zaszczebiotała, przyciskając coś.

- Co robisz?- Larysa wstała.

- Ups!- Elsa zatkała dłonią usta- Chyba usunęłam przez przypadek- oddała jej aparat.

Larysa słyszała bicie własnego serca, ogarniała ją coraz większa panika- Mój Boże!- szepnęła. Poczuła zawrót głowy- Usunęłaś je-

-Chyba tak- na twarzy blondynki malował się uśmiech, zadowolenie które już dawno
nie gościło na jej twarzy.

- Dlaczego?- Elsa, wzruszyła ramionami- Jakoś tak wyszło- spojrzała na dziewczynę krzyżując ramiona- Kiedy w końcu przestaniesz uwodzić mojego męża?- zapytała patrząc jej prosto w oczy.

Larysie zadrżała broda, odwróciła wzrok- Przyjaźnimy się-

- Coś ci powiem- Elsa, podeszła do niej, poprawiła jej długie, lśniące włosy.

- Jesteś ładna, młoda, utalentowana…Znajdź sobie kogoś… – uśmiechnęła się olśniewająco- A kiedy już założysz rodzinę to życzę ci żeby jakaś młoda siksa
próbowała go uwieść. Poczujesz wtedy coś…- położyła jej swoją dłoń na sercu
fotografki- Coś w tej okolicy. Zapamiętasz to na długo- udała, że całuje jej policzek
po czym opuściła studio.

……….

Luk nie dotarł na spotkanie z redaktorką, zawrócił jak tylko roztrzęsiona Larysa
zaalarmowała go co się stało. Przez dobrą godzinę ją uspokajał, agenci zajęli
się rozmową z redakcją. Luk, przekonał przyjaciółkę żeby wysłała kilka jego
zdjęć, redakcja wybrała coś, sytuacja wyglądała na uratowaną- A teraz się
upiję- Larysa, połykała własne łzy.

- O co tak naprawdę poszło?- Luk, zdjął czapkę potarł mokre od potu czołu.

- O ciebie. Jak zwykle- odpowiedziała. Podeszła do niego, usiadła mu na
kolanach- Luk, ona jest walnięta! To wariatka!-

- To moja żona- podkreślił, delikatnie zsunął ją z kolan, musnął czoło- Wracam
do domu, do żony i dzieci. Pa- uśmiechnął się czule.

Larysa, jeszcze przez chwilę patrzyła na zamknięta drzwi. Żona. To słowo
faktycznie miało siłę.

……………………………………..

Dwa dni później, Jimmy, zaciskając zęby z bólu stanął pod drzwiami swojego
dawnego domu w Ettal. Wypisał się na własne żądanie, musiał porozmawiać
z Cleo! Zanim wcisnął dzwonek, myślami wrócił do swojej rozmowy z Nicol.
Potrząsnął głową, nie, nie teraz. Teraz musi skupić się na rozmowie z Cleo.
Zadzwonił. Drzwi dość szybko otworzyła mu szatynka. Uśmiechała się,
wyglądała dobrze, powiedziałby, że za dobrze. Letnia, jasna sukienka,
rozpuszczone włosy, makijaż- Hej- odezwał się- Wychodzisz?- takie
sprawiała wrażenie.

- Hej- uśmiechnęła się- Tak. Ale porozmawiajmy. Miejmy to już za sobą-
nie zaprosiła go do środka, zamknęła drzwi. Udali się do ogrodu- Jak się
czujesz?- szukał w jej oczach troski, miłości ale niczego takiego nie znalazł.

- Lepiej- odpowiedział- Cleo, ja…-

- Nic nie mów- przerwała mu- Ja coś powiem. Wiem, że żałujesz, że się
zmienisz, że teraz będę szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Wiem. Ja to
wszystko wiem, ale to mnie już nie interesuje- napełniła dwie szklanki wodą
z cytryną- Okłamałeś mnie, zakpiłeś ze mnie- upił łyk, oblizała usta.

- To nie tak-

- Zawsze jest nie tak- spojrzała mu w oczy- Tak się nie załatwia spraw, nie
zaczyna się w ten sposób czegoś nowego- mówiła spokojnie- Kiedyś była
Nina, teraz Niki. Nie lubię trójkątów-

- Cleo, wiem jak to wyglądało…Wiem. Ale musisz mnie wysłuchać-

- Wysłucham ale pierw ty wysłuchaj mnie- poprosiła- Nas nie ma Jimmy-
milczał- Od bardzo dawna. Wybaczyłam ci- odłożyła szklankę- Ten wypadek
namieszał mi w głowie, pomyliłam miłość z litością- dalej milczał, wiedziała, że
go rani, ale nie pokazał tego po sobie- Przez chwilę zaszumiało mi w głowie.
Nie wrócę do ciebie, nie strzelę sobie w kolano- nawet powieka mu nie drgnęła.
- To zamknięty etap i proszę cię, Jimm, daj mi spokój- wstała.

- Kochasz mnie Cleo- powiedział ze stoickim spokojem- Zdradziły cię pocałunki,
oczy, twoje słowa. Kochasz mnie- również wstał.

- Jimmy, to był test- planowała to od dawna. Marzyła o tej chwili. Marzyła o nim,
o tym, że znów będą razem. Ale jeszcze bardziej chciała pokazać mu swoją siłę,
chciała żeby poczuł to co ona kiedyś.

- Test- powtórzył, nagle wszystko zrozumiał.

- Pracuję z Paddym, wróciłam do Sebastiana. A ty jesteś zamkniętym rozdziałem-

Cleo, nie była taka! Nie kłamała, nie pogrywała, nie próbowała niczego udowadniać.
Więc jeśli tak powiedziała…To znaczy, że się zmieniła, że on ją zmienił.

- Zdałem ten test?- patrzył jej w oczy.

- Oblałeś- odpowiedziała.

…………

-Zasnęła- Lena wyszła ze swojej dawnej sypialni. Dziwnie się czuła. Przez wpadek
Jimma, została w Monachium, Paddy, pojechał po Ninę, namówił ją żeby zatrzymała
się w domu. Dom. Rozejrzała się, podał jej kieliszek z jej ulubionym winem , w salonie
paliły się świecie, wziął ją za rękę.

- Przygotowałem ci kąpiel. To były ciężkie trzy dni- usiedli przy fortepianie. Kiedyś
tak właśnie spędzali czas. Wspólnie granie, kolacja, kąpiel, seks. Tęskniła za nim.

- Paddy, czas się nie zatrzymał…- szepnęła.

- Zagramy?-

- Dzisiaj nie…-

- Porozmawiamy?- usiadł twarzą do niej.

Zaprzeczyła ruchem głowy- Nie dzisiaj…-

- Będziemy się kochać?- zbliżył się.

- Nie!- chciała wstać ale złapał ją za rękę.

- Wariuję bez ciebie – wychrypiał, wsunął dłoń w jej włosy, drogą dotknął piersi.
- To nasze życie…Ten dom, ogród, fortepian. Na górze śpi nasza mała córeczka.
Wróć do pracy, wróć do domu…Wróć do mnie, Lena- musnął jej szyję.

- Porozmawiajmy o Elsie. O Jimmie-

- O Jimmie?- wrzasnął- Dlaczego teraz o Elsie?- czar prysł.

- Wiem kto jej to zrobił i myślę, że ona też wie- atmosfera wyraźnie zgęstniała.

……….

-Kolejny piękny, ciepły dzień- mówię opierając się o szklane, balkonowe drzwi.

Wchodzę do pokoju, zakładam pomarańczową koszulkę i czarne szorty, zbiegam
po krętych schodach, wchodzę do kuchni. Przez chwilę udaję, że myślę nad obiadem.
Co ugotować, kręcę głową, nie ugotuję obiadu, zamówię coś. Na kuchennym blacie
leży biała koperta, obracam ją w dłoniach.  Oglądam ją uważnie od wczorajszego południa. Od kiedy odwiedził nas listonosz. Dokładnie wiem co w niej jest. Widzę je wyraźnie, oczami wyobraźni. Bilety. Dortmund. Odkładam kopertę…Ale już wiem, że polecę. Czy jestem fanką Kelly Family? Nie, ale kiedyś byłam.

 

 

Rozdział 271- Please Believe Me

 

Stała pod drzwiami, Jimmy, trafił na salę operacyjną…Wciąż widziała jak uderza
o maskę samochodu, jak upada bez życia. Jimmy…Jej Jimmy. Kochała go! Dalej
cholernie go kochała! Był jej złamanym serce które tkwiło w niej…Głęboko w niej,
bez którego nie mogła żyć, oddychać- Boże, nie zabieraj mi go. Obiecuję, że
jeśli wyjdzie z tego…Wybaczę mu- tak naprawdę już dawno temu mu wybaczyła.
- Życie jest cudem…Nie zmarnuję go. Będziemy razem, będziemy szczęśliwi-
opadła na krzesło, splotła dłonie…Chciała się pomodlić, ale tak dawno tego nie
robiła, że nie bardzo wiedziała jak- Boże, spójrz na nas…Nina, pomóż mu.
Błagam cię, pomóż mu!- z jej oczu popłynęły łzy- Oddam ci go…Po śmierci.
Ale jeszcze nie teraz, błagam cię!- zaczęła szlochać.

- Wszystko w porządku?- młoda pielęgniarka pochyliła się nad nią.

- Co z Jimem? Jimmy Kelly, przed chwilą go przywieźli- uczepiła się dłoni
kobiety.

- Trzeba poczekać na lekarza. Pani, jest rodziną?-

- Nie…-

- Proszę zadzwonić po kogoś z rodziny-

- Jestem…- kim dla niego była?

- Proszę po kogoś zadzwonić-

………………………

-Proszę- Paddy, podał brunetce kubek z parującą herbatą. Jakieś dwadzieścia
minut temu, zapukała do jego drzwi. Przemoczona, przerażona, płakała…Bez
słowa wpadła mu w ramiona. Zrozumiał, że chodziło o Jimma- Co się stało?-
oparł się o fotel- Tylko na spokojnie- wbił wzrok w Nicol.

-Jimmy…- pociągnęła nosem- Rzucił mnie…-

Paddy, przewrócił oczami- Posłuchaj mnie. To było do przewidzenia. Jimmy,
już taki jest. Taki jego urok- nie miał ochoty gadać o Jimmie, pocieszać jego
byłe.To już stawało się nudne- Jesteś młoda…Ładna. Znajdziesz kogoś- upił
łyk herbaty. Dla niego rozmowa była zakończona.

Spojrzała na niego oczami pełnymi łez- Nie rozumiesz. To ja odeszłam a on
wpadł w szał- zamrugała uwalniając wodospad łez, potarła nadgarstki.

Paddy, odstawił kubek, podszedł do dziewczyny- Coś ci zrobił?!- wbił wzrok
w jej zaciśnięte dłonie.

- Nie…- szepnęła.

Podwinął rękawy od jej czerwonego swetra. Odbite ślady dłoni, sińce. Dziewczyna
dotknęła szyi, kolejne ślady dłoni. Paddy, cofnął się. Wbił dłonie we włosy, okrążył
salon. Nie chciał jej wierzyć, ale widział już takie ślady, i to nie raz- Chciał mnie
zatrzymać. Groził mi! Wpadł w szał po kolacji u Patricii- Paddy, spojrzał na
dziewczynę- Za to, że chciałam poznać Barby, wywlókł mnie stamtąd! Twoje
rodzeństwo może to potwierdzić- szlochała- W domu…Myślałam, że mnie
zabije- wyła z rozpaczy.

Podał jej paczkę chusteczek, z każdym kolejnym słowem zaczynał jej wierzyć.
To takie w stylu Jimma, do tematu Barby, podchodził emocjonalnie jak do tematu
Niny. Zakrył dłonią oczy, widział jak szarpał Cleo, przy wszystkich! Pamiętał jak
znalazł ją na schodach. Pamiętał Ninę, kiedy Jimmy po raz pierwszy ją uderzył.
Chciał wierzyć, że Jimmy się zmienił ale…Wczoraj na niego też napadł! Za to,
że gapił się na zdjęcie Niny!

- Nie wiem co mam ci powiedzieć-

- Uciekłam kiedy nie było go w domu. Ukryłam się, chyba się przestraszył, bo
dzwonił. Nagrał się, że to koniec i moje walizki są u Livii. Już dawno chciałam
odejść ale bałam się…Poza tym kocham go- spuściła wzrok.

Wybałuszył na nią oczy- Zwariowałaś?! Jak można kochać kogoś takiego?!-
podniósł głos.

- Jimmy, chyba chce wrócić do swojej byłej dziewczyny…-

Patrick czuł jak krew odpływa mu z twarzy. Czy ona mówiła o Cleo?!

- Skąd o tym wiesz?-

- Wiem. Mówił o niej, wiem, że się spotkali- pociągnęła nosem.

- Gdzie on teraz jest?!- wyszeptał Patrick. Potrzebował pauzy, miał dość!
Każdego dnia była gorzej i gorzej…Spojrzał na wibrujący telefon, dzwoniła
Cleo!Odebrał, chciał jej nagadać ale tylko wsłuchiwał się w jej słowa.

Nicol, widziała jak Patrick blednie, podeszła bliżej- Co się stało?- zapytała
kiedy zakończył rozmowę.

- Jimmy- położył dłoń na swoim sercu, zrobiło mu się gorąco- Jimmy,miał
wypadek-

- Co?!- zakryła dłonią usta- Gdzie?!-

-Dzwoniła Cleo…- musiał usiąść, zacisnął dłonie na telefonie.

- Widzisz był z nią! Są razem!- wrzasnęła oburzona.

- To nie ma teraz znaczenia…Muszę do niego pojechać…- wstał, nie bardzo
wiedział co ma ze sobą zrobić. Cleo, nie powiedziała mu zbyt wiele, jedynie,
że wpadł pod samochód.

Wybrał numer żony- Jimmy, miał wypadek…Jadę do Monachium…Ok. Ok-

- Muszę wyjść- ruszył do pokoju w którym spała Nina. Nie chciał jej budzić,
ani zabierać w tak długą drogę, tym bardziej, że Lena, uparła się, że pojedzie
razem z nim. Od razu pomyślał o Livii, ale Lena pewni by go zabiła, zresztą
sama zaproponowała żeby zawiózł małą do Meike. Nie bardzo spodobał mu
się ten pomysł, ale faktycznie nie mogli zabrać jej ze sobą, a rodzeństwa na
razie nie chciał martwić.

Kiedy dwadzieścia minut później wyszedł z pokoju z nosidełkiem w ręku, Niki,
wciąż była w salonie- Muszę wyjść- powtórzył. Z komody zgarnął kluczyki,
dokumenty, przez ramię, przewiesił żółtą torbę córki.

- Jadę z tobą- podeszła do drzwi.

- Zwariowałaś?!- naskoczył na nią- Śpij kochanie- zwrócił się do rozespanej
dziewczynki.

- Jadę z tobą! Jestem z Jimmem. Martwię się!- otarła łzy.

Musiał przyznać, że kobiety czasem są naprawdę głupie! Żeby kochać kogoś
kto je krzywdzi fizycznie, trzeba być zdrowo rąbniętym! Minął ją z ironicznym
uśmiechem- Idź do domu-

- Jadę z tobą!- płakała- Martwię się o niego! Kocham go- to już zakrawało na
kpinę, pomyślał przekręcając klucz w zamku.

- Rób co chcesz- minął ją- Ale ze mną nie pojedziesz! Jadę po Lenę!- skierował
się w stronę samochodu.

- Przeszkadzam was? Usiądę z tyłu- stała za jego plecami- Ja też się martwię!
Zanim znajdę lot, pociąg, cokolwiek, to zwariuję! Mam prawo tam być! Wybaczę
mu!- nie mógł już jej słuchać.

- Wsiadaj! – warknął.

Czterdzieści minut później zaparkował pod kamienicą w której mieszkała Lena.

- Zaczekaj tu i przesiądź się- zajęła miejsce z przodu.

Podniósł dłoń by zapukać ale w tym samym momencie Lena, otworzyła drzwi.

- Hej-

- Hej-

- Zawiozłeś Ninę?- zamknęła drzwi.

- Tak- zauważył, że kuleje- Wszystko ok? Coś ci się stało?- widziała troskę
w jego oczach.

- Przewróciłam się-

- Ale gdzie?!- wrzasnął przejęty.

- Cicho! – rozejrzała się po klatce- Co z Jimmem?- zapytała.

- Nie wiem. Dzwoniła Cleo, płakała, wiem tylko, że wpadł pod samochód-
wyjaśnił, bał się o brata, ale jeszcze bardziej o żonę- Gdzie się przewróciłaś?-

- Na ulicy!- podeszła bliżej schodów, nogą wciąż ją bolała- Mam nadzieję,
że z nim wszystko ok-

- Con on robił w Monachium?-

- Czy to ważne? – warknęła szatynka- Może być gdzie chce!- zrobiła krok
i syknęła z bólu.

- Boli cię? Bardzo?- dotknął jej dłoni, łydki, zanim zdążyła odpowiedzieć,
wziął ją na ręce.

- Kelly, puść mnie!-

- Jak to się stało? Potknęłaś się?- drążył temat.

- Normalnie! Czy to jest teraz ważne?!- podniosła głos. Jimmy, leżał w szpitalu,
miał wypadek a on zadaje jej mało ważne pytania!

- Ważne! Martwię się!- zatrzymał się, ich wzrok na ułamek sekundy spotkał się.

- Biegałam. Przewróciłam się- wyrzuciła z siebie.

Teraz to Paddy, potknął się, schodząc z ostatniego schodu gwałtownie się odwrócił,
uderzając przy tym szatynką o ścianę- Boże, Patrcik!- pisnęła- Chcesz mnie połamać?!-
odchyliła głowę do tyłu.

- Przepraszam! Biegałaś?!- delikatnie postawił ją na nogi, pochylił się by dotknąć jej
stopy- Przecież nie możesz!- wiedziała, że jest zły.

- Mogę! Tylko muszę uważać!- trzymając się ściany, ruszyła przed siebie. Wyszła
na zewnątrz, przyjemny, wiosenny wiatr, musnął jej twarz, włosy.

- Właśnie widzę jak uważasz!- złapał ją za rękę.

- Jestem tylko człowiekiem…Ludzie czasem się przewracają!- wycedziła przez
zaciśnięte zęby.

- Nie jesteś tylko człowiekiem. Jesteś moim życiem. Jesteś dla mnie wszystkim-
odpowiedział bez chwili wahania patrząc jej prosto w oczy- Martwię się- złapał
ją za rękę, potarł ślad po obrączce.

- Nic mi nie jest. Teraz skupmy się na Jimmie- odpowiedziała chłodno, cofnęła
dłoń, włożyła ręce do kieszeni dżinsów.

- W samochodzie ktoś jest- usłyszała kiedy zatrzymała się obok Audi. Podniosła
na niego wzrok, instynktownie bała się odpowiedzi.

Podszedł bliżej, znów złapał ją za rękę, tym razem się nie cofnęła- Nicol- tym
razem ją wyszarpała.

- Co?!- chciała wrzasnąć ale głos odmówił jej posłuszeństwa.

- Przyszła do mnie. Jimmy, ją…Ma ślady na nadgarstkach, szyi. Twierdzi,
że to Jimmy. Akurat była u mnie jak zadzwoniła Cleo. Uparła się, że pojedzie-
wyjaśnił. Nocna latarnia oświetlała jego twarz, przez chwilę uważnie go
obserwowała.

- Jak mogłeś się zgodzić? Uwierzyć jej?- szepnęła.

- Co miałem zrobić? – oburzył się- Są razem. Ma prawo do niego pojechać! -

Lena, jednym szarpnięciem otworzyła drzwi od samochodu- Wyłaź!- rzekła
ze stoickim spokojem.

Nicol, posłusznie wysiadła- Cześć Lena- otarła łzy.

- Poszukaj sobie innego transportu!- wsiadła i trzasnęła drzwiami.

- Ale Lena, dlaczego?- Niki uderzyła w płacz, niezrażona zajęła miejsce z tyłu.
- Nic wam nie zrobiłam! Chcę tylko zobaczyć Jimma! On mnie potrzebuje!-
odstawiała przedstawienie które najwyraźniej Patricka, ruszało. Niepewnie
podszedł bliżej samochodu, zerknął na żonę, wiedziała co zaraz usłyszy.

- Tracimy czas…Ona nie znajdzie o tej godzinie transportu. Tylko ją podwieziemy-

- Albo ona albo ja?!- Lena, spojrzała na męża, brunetka płakała coraz głośniej.

Zniosłaby tę dziewczynę, ale widziała w jakim celu Jimmy, udał się do Monachium.

- To przez Livię, dlatego tak mnie traktujesz?!- Niki,szlochała- Nie odpowiadam za
moją siostrę!- poruszyła trudny temat. Lena widziała jak Paddy, wycofuje się do tyłu,
jak nerwowo krąży po chodniku, nie chciała dalej ciągnąć tematu, prowokować
większej afery.

- Patrick, wsiadaj. Jedziemy, podwieziemy Nicol- trzasnęła drzwiami. Czekało ich
co najmniej pięć godzin drogi, poradzi sobie z tą karierowiczką, zerknęła w lusterko.

Uśmiechnęła się do zapłakanej dziewczyny- Czy Jimmy z tobą nie zerwał?-

Dziewczyna milczała, słychać było jedynie jej urywany oddech, tłumiony szloch.

- Podobno cię pobił?-

Paddy, również zerknął w lusterko, już wiedział, że to będzie piekielnie długie pięć
godzin.

- Nie pobił. Pokłóciliśmy się, szarpał mną bo chciałam odejść- pisnęła.

Lena, musiała przyznać, że dziewczyna idealnie odgrywa swoją rolę- I mimo
wszystko chcesz do niego pojechać?-

- Też mnie to dziwi- do rozmowy włączył się Paddy- Mówiłem jej…- zamilkł widząc
wściekłe spojrzenie żony. Obiecał sobie, że do samego Monachium, nie odezwie
się więcej.

- Kocham go – właśnie takiej odpowiedzi się spodziewała. Niby książkowy syndrom
zakochanej kobiety, ale jednak nie do końca.

- Działam w fundacji, zajmujemy się przemocą. Pomogę ci. Musisz też złożyć
zeznania…-

- Nie!- Niki, ostro zaprotestowała- Nie doniosę na Jimma! Kocham go!-

- Potrzebujesz pomocy- ciągnęła Lena co chwilę zerkając w lusterko.

- Muszę najpierw porozmawiać z Jimmem. To nasza sprawa- skrzyżowała
ręce.

- Ważne są też odciski…-

- Lena, nie prosiłam cię o pomoc!-

- Ale mojego męża owszem!- szatynka odwróciła się.

- Bałam się. Nie miałam do kogo pójść! – brunetka wytarła nos.

- Boisz się więc ja ci chętnie pomogę. Policja, prokurator, pomogę ci- patrzyła
w jej coraz bardziej przerażone oczy. Nicol zacisnęła usta, nie mogła pozwolić
sobie na błąd przy Patricku.

- Ok- wydukała- Ale nie chcę mu zaszkodzić-

Paddy, włączył głośniej radio, delikatnie złapał żonę za łokieć, spojrzała na
niego- Nie bronie Jimma, ale policja? Zamkną go?- zapytał cicho.

- Jedź i nie odzywaj się- znów odwróciła się do Nicol.

- Kiedy to się stało?- szarpnęła jej dłoń- Ślady są świeże-

- Wczoraj-

- Wczoraj- Lena, uśmiechnęła się. Długo była prokuratorem, trudno było ją
nabrać. Jej opiekun na studiach powtarzał, że sprawca zawsze zostawi po
sobie ślad. Nie ma ludzi idealnych. A osoba która kręci, kłamie, wcześniej
czy później, potknie się, trzeba tylko to wyłapać- Wczoraj Jimmy był ze
mną-

- Przedwczoraj- Niki poprawiła się- Po kolacji u Patricii-

- Słyszałam o kolacji…Jimmy, też był u mnie. Opowiadał mi jaką szopkę
odstawiłaś!- Nicol, jakby ugięła się pod oskarżycielskim spojrzeniem Leny.

Obie podskoczyły, Paddy, gwałtownie zahamował- Kłamiesz?!- wrzasnął.
- Jimmy, nic ci nie zrobił!- był wściekły! Lena, uśmiechnęła się triumfalnie.

Nicol,ogarnęła panika- Odczepcie się ode mnie! Jimmy, wiele razy mnie
skrzywdził, milczałam, chroniłam go! – znów uderzyła w płacz- A wy mnie
przepytujecie…Osaczacie! To nasz sprawa! Niczego od was nie chcę! -
czuła, że traci grunt pod nogami. Miała wszystko dokładnie zaplanowane,
nie przewidziała tylko wypadku Jimmu i obecności  Leny! Jej plan był inny!
- A ty- spojrzała na szatynkę- Przestań się na mnie odgrywać za …-

- Za to, że ukradłaś pamiętnik siostry i mi go wysłałaś? –  zapytała spokojnie.
Nicol, zaniemówiła- Nie odgrywam się za to. Sprawdziłam cię- odgarnęła włosy.
Nie zrobiła tego, blefowała, ale już wiedziała, że trafiła w dziesiątkę- Nie mam
za co- dotknęła dłoni męża- Wybaczyłam Patrickowi- czuła jego wzrok na
sobie- Cóż…- przygryzała usta- Jestem żoną gwiazdora- roześmiała się
teatralnie- Muszę być na wiele przygotowana, dziewczyny takie jak ty, twoja
siostra, same wchodzą mu do łóżka. Ale tworzymy rodzinę i bardzo się kochamy-
odchyliła się by pocałować męża- Więc naprawdę nie mam za co się odgrywać-

Niki na chwilę zapomniała o Jimmie, o wypadku – Wróciłaś do niego?- wydukała.

- Masz z tym jakiś problem?-

- Nie!- zaprzeczyła.

- Tracimy czas- odwróciła się tyłem do brunetki- Jedźmy do Jimma- zerknęła
na bladego Patricka, unikała jego czujnego spojrzenia- Słyszałam też jak Jimmy,
nagrywał ci się na pocztę. Jak z tobą zrywał. Naprawdę dalej chcesz do niego
jechać?-

- Nigdzie się stąd nie ruszę, a twoje insynuacje są śmieszne- odpowiedziała.

- Ok, Jak chcesz- położyła dłoń na udzie Patricka, często tak robiła. Kiedyś.

Po trzech godzinach jazdy, Paddy, zatrzymał się- Potrzebuję kawy- potarł oczy.
- Przynieść ci też?- spojrzał na żonę.

- Yhy- przeciągnęła się- Pomóż mi. Muszę rozprostować kości- otworzyła drzwi.

- Idę do toalety- oznajmiła Nicol- Patricka, dla mnie też kawa. Z mlekiem-

- Nie wiem jak mogłem dać się nabrać…- powiedział bardziej do siebie, pomógł Lenie
wysiąść.

- Dałeś się podejść jak dziecko. Jak zwykle- odpowiedział- Dlatego jesteśmy w tym
miejscu. W separacji- podkreśliła, wzięła go pod rękę. Usiadła na wysokim krześle,
Patrick przyniósł dwie kawy.

- Te ślady. Już takie widziałem, wiesz o tym- chciał wytłumaczyć jakoś swoje
zachowanie.

- Ona na ciebie leci- powiedziała prosto z mostu- Wiem o Afryce, pamiętniku. Ona
wykorzystuje Jimma-

Paddy,zatopił usta w kawie, uśmiechnął się- Lena, mówimy o Jimie. To on
wykorzystuje ludzi! Przejrzałby ją!- rozśmieszyła go!

- Kelly, Jimmy, chciał się zakochać, iść dalej…- przerwała widząc nadchodzącą
brunetkę.

- Zaraz wracam- szepnął Paddy i oddalił się w stronę toalety.

- To moja?- zapytała Nicol upijając łyka kawy, oblizała usta.

- Teraz już tak- rzekła z odrazą- Ja, wezmę od męża- objęła kubek dłońmi.
- Przejrzałam cię-

Nicol, przygryzła usta,po czym parsknęła śmiechem- Wątpię. Ok, jeden zero
dla ciebie. Ale gra trwa- szepnęła konspiracyjnie- Jak myślisz dlaczego poleciał
na Livię? Młodość, świeżość- zamrugała powiekami- Ty, niebawem wrócisz do
pańskiego nazwiska a ja zmienię swoje na Kelly- puściła jej oczko i kołysząc
biodrami opuściła stację.

- Wszystko ok?- drgnęła na dźwięk głosu męża.

- Obiecaj mi, że po naszym rozwodzie nigdy nie zwiążesz się z nią ani z jej
siostrą! Z każdą, tylko nie z którąś z nich!- wyszeptała.

- Lena, o czym ty mówisz?!- ujął w dłonie jej twarz.

- Obiecaj mi!-

- Nie zwiąże się z nikim. Liczysz się tylko- pochylił się by ją pocałować.
-Proszę cię, uwierz mi-

- Przestań!- warknęła- Jedźmy już bo zwariuję!- ruszyli w stronę samochodu.

………………

Okłamała lekarza, że jest narzeczoną Jimma i udało jej się wejść do niego.
Okazało się, że Jimmy, nieźle się potłukł, doznał wstrząsu mózgu ale tak
naprawdę nic poważnego mu się nie stało. Lekarz, śmiał się, że muzyk
musi mieć dobrego anioła stróża. Kiedy Cleo, odetchnęła już z ulgą, lekarz
dodał, że pacjent przeszedł nieskomplikowaną operację ręki. Prawej.

Musiała usiąść, ktoś podał jej kubek z wodą. Prawa ręka, za miesiąc
Dortmund. Wprawdzie lekarz dodał, że to nic poważnego, że wszystko
się okaże czy pacjent ma czucie w dłoni…Nie chciała słyszeć już niczego
więcej, chciała go tylko zobaczyć.

Wyglądał tak spokojnie jak spał. Przysunęła krzesło bliżej łóżka, usiadła,
uśmiechnęła się. Mimo powagi sytuacji, śmiała się przez łzy. Najważniejsze,
że z tego wyjdzie, że żyje- Dziękuję- szepnęła- Dziękuję Nina. Zaopiekuję
się nim- zrobiła znak krzyża. Dotknęła jego zdrowej dłoni, rozpłakała się.

- Nie płacz- usłyszała. Ten głos, ta lekka chrypa. Rozpoznałaby go wszędzie.

Spojrzała na ukochanego- Jimmy, wszystko będzie dobrze- szepnęła.

- Wiem- uśmiechnął się- Bo jesteś tu- ucałowała jego dłoń- Co się stało?-

- Wpadłeś pod samochód…- wydukała- To przeze mnie, popchnęłam cię.
Nie chciałam!- szlochała- Przepraszam! Przepraszam! -

- Hej, Cleo- dotknął jej ust- Ciii- tłumiła szloch- Spokojnie. Żyję. I dale będę cię
nachodził.  Wiesz, że złego diabli nie biorą?- zażartował.

Roześmiała się-  Coś w tym jest-

- Co mi jest?- rozejrzał się, starał poruszyć się każdą częścią ciała. Ręka.

Cleo, podążyła za jego wzrokiem- Wstrząs mózgu i przeszedłeś…Operację
ręki. Złamana-

- Fatalnie- wbił głowę w poduszkę.

- Do koncertów ponad miesiąc. Będzie dobrze- chciała w to wierzyć. Wiedziała,
że się martwi. Usiadła na łóżku- Nie martw się Jimmy, damy radę- mocno uścisnęła
jego zdrową dłoń.

- My?- to pytanie zawisło w powietrzu.

Usiadła wygodniej, dotknęła jego czoła, włosów- Tak. My. Bo ja i ty to my-

Ich wzrok spotkał się, Jimmy, próbował oprzeć się na łokciu ale mu na to nie
pozwoliła, musnęła jego usta. Delikatnie, nieśmiało, by po chwili zatracić się
w pocałunku. Nie padły żadne słowa, obietnice, przeprosiny, całowali się z
pasją, namiętnie.

Jimmy, jako pierwszy oderwał się ust Cleo, wodził po nich palcem- Dlaczego?-

- Przez tą koszulę nocną- odpowiedziała śmiertelnie poważnie.

Muzyk zamrugał, zerknął w dół i oblał się rumieńcem- Koniecznie zabierz ją
do domu- musnęła jego usta, szyję, położyła dłoń na gołym udzie- A tak serio,
serio, kocham cię, Jimmy- szepnęła.

- Nie zasługuję na kolejną szansę- oparł czoło o jej rozpalony policzek.

- Nie zasługujesz ale kocham cię i nie chcę stracić już ani minuty bez ciebie.
Życie jest takie kruche…- ujęła jego twarz w dłonie, kochała w nim wszystko.
Każdą zmarszczkę, usta, oczy- Nie mogę zapomnieć o tobie. Śnisz mi się,
prześladujesz w samotne dni…Jestem silniejsza. Potrafię żyć bez ciebie ale
nie chcę-

- Cleo, kocham cię- wbił się w jej usta- Dziękuję…I przepraszam. Boże, tak
bardzo cię kocham!- wrzasnął, zaczęła się śmiać- Kocham cię, Cleo Jones-
zatkała mu dłonią usta, pocałowała- Nie pożałujesz tego. Obiecuję ci-
położył jej dłoń na swoim sercu- Nie pożałujesz tego, będziemy szczęśliwi-

- Nie chcę wracać do przeszłości-jej ton głos zmienił się na poważny- To
wciąż mnie boli. Nie będzie tak samo jak kiedyś, wiele musi się zmienić,
muszę ci zaufać…-

- Kochanie, zapracuję na to. Nie będzie tak jak kiedyś, będzie inaczej, lepiej.
Tylko ty i ja- nieporadnie przygarnął ją do siebie. Ich wzrok wyrażał więcej
niż słowa, pocałunki. Wyrażał miłość, tęsknotę ale i obawę. Jimmy, bał się,
że Cleo, działała pod wpływem chwili, wyrzutów sumienia, ona bała się, że
znów będzie cierpieć, że na końcu zostanie sama.

-Jimmy, na pewno rozstałeś się z Nicol? Pozamykałeś za sobą drzwi?-
spojrzała na niego czujnie.

- Tak- szepnął.

- Żadnych byłych-

- Tylko ty-

- Nie podniosę się po raz kolejny…- usłyszała swój głos.

- Nie będzie kolejnego razu- zapewnił ją, ucałował jej dłonie.

- Miłość jest dziwna- zaśmiała się przez łzy. Była szczęśliwa.

- Miłości nie da się zrozumieć- również się uśmiechnął, otarła łzę z jego policzka.

Zasnęli wtuleni w siebie, spokojni, zakochani. Mieli siebie. Mieli tak wiele…Godzinę
później drzwi otworzyły się z impetem, do sali wpadła Nicol- Jimmy!- wrzasnęła.

Cleo, poderwała się na równe nogi, nie wiedziała czy wciąż śni? Pocierając oczy, zaniemówiła. W sali naprawdę była Nicol!

- Jimmy!- szatynka rzuciła się łóżko prawie zrzucając muzyka na ziemię, Jimm,
wrzasnął z bólu- Jimmy, kochanie, jak tylko się dowiedziałam od razu przyjechałam! -

- Nicol?!- Jimmy oniemiał – Co ty tu robisz?!- wzrokiem szukał Cleo. Brunetka pocałowała go, nawet nie zaprotestował, nie zdążył! Miał wrażenie,  że jego ciało jest sparaliżowane
i, że ktoś właśnie wystawił mu rachunek za grzechy.

- Misiu, wybaczam ci to wszystko- brunetka płakała-  Kocham cię i wybaczam ci.
Zawsze będziemy razem- objęła go i w końcu spojrzała na bladą Cleo.

- Zostaw mnie!- warknął Jimmy- Cloe…- widział jak sięga po torebkę, kurtkę.

- Cleo!- wrzasnął, chciał wstać ale brunetka mocniej wcisnęła go w łóżko.

- Nie rozstaliście się?- menedżerka skierowała wzrok na młodą dziewczynę.

- My? – Niki wyglądała na zaszokowaną- Nie! Chciałam odejść- podwinęła rękawy
od swetra, Cleo, zamarła- Jimmy, pewnie myślał, że to koniec, że nie wrócę do
niego ale…Odsłuchałam jego wiadomość w której mówił, że odchodzi…Było mu
głupio, myślał, że mu nie wybaczę…-

- Zerwałeś z nią przez telefon?- Cleo, przeniosła wzrok na Jimma.

- Cleo, nie słuchaj jej! Cleo!- Jimmy, zerwał się z łóżka ale ugiął się czując
przeszywającego bólu- Cleo, musisz mi uwierzyć…-

- Ona mówi prawdę?!- z jej oczu popłynęły łzy.

Zobaczył ból w jej oczach, rozczarowanie i ogromny smutek- Tak. Nagrałem się…-

Niczego więcej nie chciała słyszeć. Okłamał ją! Wybaczyła mu, dla niego złamała
wszystkie swoje zasady, była gotowa zburzyć dla niego swój poukładany świat.
W imię czego?

- A ty myślałaś, że się rozstaliśmy?- Niki, podeszła do pochylonego Jimma,
nie spuszczała wzroku z Cleo- Nie! Jeszcze zatańczysz na naszym weselu!-
poklepała muzyka po plecach- Misiu, pomogę ci- objęła go.

Do sali w końcu wszedł Paddy, trzymając Lenę za rękę- Jimmy!- wrzasnęła
szatynka, odtrąciła brunetkę i pomogła przyjacielowi usiąść na łóżku. Kręciło
mu się w głowie, miał mroczki przed oczami.

- Pomóż mi Lena- szepnął po czym zemdlał.

- Lekarz! Wołaj lekarza!- wrzeszczała szatynka.

Patrick wybiegł z sali, po chwili wszyscy zostali z niej wyproszeni.  Lena udała się
na rozmowę z ordynatorem, Niki gdzieś się  ulotniła. Patrick wydeptując ścieżkę
pod drzwiami, dostrzegł znajomą postać, ruszył w jej stronę- Cleo?!-  kobieta
otarła łzy.

- Co ty tutaj robisz?- zapytał cicho. Płakała, przetarła dłonią oczy jeszcze
bardziej rozmazując makijaż. Było jest wstyd, przed sobą, przed Paddym.
Jeszcze godzinę temu była pewna Jimma, swojej decyzji. Była tak szczęśliwa,
że mogła stawić czoło całemu światu a teraz? Miała wrażenie, że właśnie
wybudziła się z najgorszego koszmaru. Czuła się pijana ze bezsilności,
dobrze znała to uczucie. Kac moralny.

- Paddy, ja…- nie bardzo wiedziała co ma mu odpowiedzieć. Nie musiała
się tłumaczyć przed nim ale mimo wszystko było jej wstyd. Kiedy świat jej
się zawalił on był obok, prosił ją żeby nigdy więcej nie ufała Jimowi- Nic-
odpowiedziała. Byli związani zawodowo, była jego menedżerem, nie powinien
oglądać jej w takim stanie- Pójdę już- zarzuciła na ramiona kurtkę.

Zatrzymał ją, nie miała odwagi na niego spojrzeć-  Znów pakujesz się w kłopoty?
Wróciłaś do niego? – milczała – Jesteś mądrą, inteligentną kobietą dlaczego
więc robisz to sobie? Dlaczego tak się poniżasz? Gdzie twoja godność?
Cleo, obudź się!- delikatnie nią potrząsnął – Już zapomniałaś co ci zrobił?
On się nie nie zmienił- w końcu na niego spojrzała- Przestań się łudzić!

- Nie wróciłam do niego- szepnęła.

- To mój brat…Mam dość kłótni o ciebie! Pracujesz ze mną i niech tak zostanie-

- Nie martw się- wysiliła się na słaby uśmiech- Tym razem nie nawalę- uścisnęła
jego dłoń i opuściła szpital. Na zewnątrz padało, usiadła na schodach i zawyła z
rozpaczy.

Rozdział 270- Please Don´t Leave Me

Ten rozdział jest podzielony na dwie części, jest dla mnie ważny, daję w nim
i w następnym dużo wskazówek. Postaram się wrzucić kolejny w miarę szybko.
Spokojnego weekendu <3

Jimmy, widząc szok na twarzy brata, odwrócił się. Na widok Leny, zakręciło
mu się w głowie - Lenka…- była tak przeraźliwie blada, udręczona, że nie był
w stanie zrobić kroku w jej stronę.

- Kochanie…- Paddy, znalazł się przy żonie.

- Przyjechałam…Dostałeś papiery?- starała się mówić normalnie, spokojnie. Mimo
iż w środku rozpadła się na miliony kawałków, nie chciała tego po sobie pokazać.

- Dostałem-

- Pomyślałam, że powinnam wręczyć ci je osobiście. Przyjechałam. Nie potrzebnie-
zaczęła schodzić po schodach. Mocno trzymała się poręczy, cała drżała, modliła
się żeby z nich nie spaść.

- Lena- Paddy, zatrzymał żonę- Lenka, to nie tak. Oglądałem zdjęcie Niny,Jimmy,
na mnie napadł- otarł dłońmi twarz- Lena, wiesz, że cię kocham?- spojrzała na
niego.

- Wiem- odpowiedziała.

- Mamy tyle problemów…Nie kłóćmy się o Ninę, ona nie żyje. To była zwykła
potyczka słowna- załamany, wskazał na Jimma.

- Pójdę już- ruszyła w stronę drzwi, miała wrażenie, że to wszystko dzieje się
poza nią, traciła kontrolę nad swoim ciałem, czuła, że pocą się jej dłonie mimo,
że zrobiło jej się przeraźliwie zimno.

- Lena, zostań-

- Nie chcę z tobą rozmawiać- rzekła cicho- Nina, nie żyje. Zostawcie ją w
końcu w spokoju- wydukała otwierając drzwi.

- Lena…Te papiery, nasze kłótnie- wyszedł za nią na zewnątrz- Każdego dnia
pogrążam się coraz bardziej mimo, że tego nie chcę! Zastanawiam się jak
mam cię przekonać do powrotu a jest…Coraz gorzej- jęknął. Spojrzała na
niego, przez chwilę chciała coś powiedzieć, ale chyba sama nie wiedziała
co mogłaby mu powiedzieć. Bo co tak naprawdę mogła powiedzieć po tym
co usłyszała? Uśmiechnęła się smutno, zatrzasnęła za sobą furtkę.

Paddy, zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie, spojrzał na Jimma- Wyjdź-
szepnął.

- To nie moja wina!- odpowiedział Jimmy, podchodząc bliżej- Zdajesz sobie
sprawę z tego co teraz przeżywa Lena?!- był wściekły, miał ochotę skręcić
mu kark.

- Oglądałem zdjęcie które było w sejfie…Nic złego nie zrobiłem! Wspominałem-

-Patrick, obudź się! Bo chyba jeszcze śpisz! – Jimmy, skrzyżował ramiona.

- Wyjdź!- Paddy, minął go.

- Ona ci tego nie wybaczy- usłyszał słowa brata, które niczym ostrze wbiły
mu się w serce- Patrick…-

Nie chciał z nim gadać, odpowiadać na pytania, kłócić się, ale odwrócił się.

- Gdyby Nina wróciła…Gdyby teraz stanęła w drzwiach- Jimmy, zamilkł,
patrzył w oczy brata- Co byś zrobił? -

- Jimmy, kocham Lenę i tylko ona się liczy- odpowiedział cicho.

- To nie jest odpowiedź na moje pytanie-

Paddy, wytrzymał wzrok brata, wystarczyło tylko odpowiedzieć i zamknąć temat.
- Nie wiem co bym zrobił- usłyszał swój głos- I nigdy się nie dowiem bo Nina,
nie żyje-

- Ona dalej byłaby moją żoną, a ty jesteś moim bratem- szepnął Jimmy.

Paddy, milczał, Jimmy, uśmiechnął się smutno, z trudem hamował łzy, słowa
Patricka cholernie go zabolały- Przecież to, że Nina była mężatką nigdy ci
nie przeszkadzało. Mam nadzieję, że Lena, rozwiedzie się z tobą-

Patrick jeszcze przez chwilę wpatrywał się w drzwi, zgasił światło i udał się
na górę, wszedł do gabinetu Luka, uklęknął aby pozbierać dokumenty, zdjęcia.
Włożył je staranie do sejfu, jeszcze raz zajrzał do teczki z dokumentacją Niny,
wyłapał kilka dat, zmarszczył czoło. Maj. W maju zamarła Nina, to musiało być
rok wcześniej. Zamknął sejf, wyszedł z gabinetu Luka, wrócił myślami do pogrzebu
Niny, niewiele pamiętał, trumna była zamknięta, oni wręcz nieprzytomni z bólu,
zaraz po tym jak zaśpiewali Carry My Soul, Jimmy, zniknął. Zniknął na rok.
Luk, na początku o dziwno dobrze się trzymał, dopiero rok po jej śmierci coś
w nim pękło. A on?Usiadł na łóżku przyjaciół, trzymał się. Przeżywał jej śmierć,
ale miał Lenę, przez pobyt w klasztorze, rozumiał śmierć, wierzył, że Bóg ma
dla każdego z nich plan. Często myślał o niej, ale rzadko o niej mówił, dopiero
od niedawna zaczął jakby na nowo przeżywać jej śmierć. Nina, zawsze była
dla nie niego marzeniem, kimś nieosiągalnym i właśnie wtedy kiedy nie było
szans żeby ją dotknąć, być z nią, pragnął jej najbardziej. Gdzieś do zakamarków
jego umysłu, wkradało się jedno imię. Lena. To ona była, jest i będzie najważniejsza.
Ale nie miał siły nawet o niej myśleć, bał się co przyniesie jutro, że z każdym
dnie będzie coraz gorzej, że ruszyła machina której nie potrafi zatrzymać a
wręcz przeciwnie coraz bardziej ją napędzał. Nawet nie wiedział kiedy zasnął.

………..

Jimmy, dogonił szatynkę- Hej, Lenka- prawie biegł obok niej- Pogadamy?-

- Nie chcę-

- Zatrzymaj się…- złapał ją za rękę, ale nie zwolniła.

- Nie chcę- przyśpieszyła.

- Proszę- zatrzymała się – Lena, zapomnij o tym co słyszałaś- spojrzał w jej
przerażone oczy- Zapomnij- poprosił.

- O czym ty mówisz?- nie rozumiała.

- Nina, to przeszłość, a Paddy, to głupek. Ale to twój mąż który bardzo cię
kocha- sam nie wierzył w to co mówił ale niedawno zrozumiał coś ważnego.
Przez swoją obsesję na punkcie zmarłej żony, już tak wiele stracił. Stracił Cleo!
- Nina, nie powinna być tematem niczyjej kłótni. Ani mojej i Patricka, ani waszej.
Ona nie żyje, jej już nie ma. A Paddy, zawsze kiedy się sypia…Za dużo myśli.
Sam go sprowokowałem- chciał żeby mu uwierzyła, żeby choć mniej bolało.
Nie wspomniał przyjaciółce o tym co powiedział Patrick po jej wyjść. Mógł
zaprzeczyć! Powinien skłamać! Sam był na brata na wściekły ale wierzył
w jego miłość do Leny.

- Nigdy o tym nie zapomnę…- z jej oczu popłynęły łzy.

- Dostał papiery…Wiesz jaki on wrażliwy jest- z ledwością przeszło mu to przez
usta.

- A co jeśli on zawsze ją kochał?!- wrzasnęła – Jeśli ja byłam kimś w zastępstwie?-

- Wiesz, że to nieprawda!- oburzył się- Lena, zranił cię ale nie przesadzaj. Miłość
się czuje. Ona jest albo jej nie ma i kto jak kto to ale ty byś się nie dała nabrać!-

- Boże, przepraszam!- wbiła dłonie w swoje długie włosy- Rozum mi chyba odebrało!-
oparła się o konar drzewa- Jimmy, chyba to wszystko zaczyna mnie przerastać-

Bez słowa podszedł i objął ją, czule głaskał jej włosy- Wiem. Paddy, to palant ale
kocha cię- spojrzał na przyjaciółkę, otarł jej łzy- Nie łam się, nie ty- musnął jej czoło.
Lenka, coś ci powiem. Nie chcę żebyście się rozwiedli, bo wiem, że się kochacie.
Paddy to spieprzył jak kiedyś ja. Z Niną, z Cleo. Widzę jego błędy ale kiedyś nie
widziałem swoich- poprawił jej niedbale zarzuconą na ramiona kurtkę- On jeszcze
ich nie widzi ale wkrótce zobaczy…Ale obawiam się, że będzie już wtedy za późno-
Lena, dotknęła dłonią ust- Chyba faktycznie jesteśmy do siebie podobni…- próbował
się roześmiać-Nie bronię go- złożył ręce- Zrób to co uważasz za słuszne. Obojętne
co postanowisz…- spojrzała na niego- Stanę po twojej stronie, zawsze będę cię
wspierać – prawie niesłyszalnie powtórzyła jego słowa. A właściwie jej. Sama kiedyś
mu to powiedziała- Jeśli chcesz rozwodu, rozwiedź się. Jeśli potrafisz mu wybaczyć,
wybacz. Ale nie rozpamiętuj tego co mówił o Ninie! Tylko o to cię proszę- ujął w dłonie
jej twarz – To już przeszłość. Nic nieznacząca przeszłość. A Ty, Nina, Paddy, jeszcze
jesteście teraźniejszością i być może przyszłością- ucałował jej mokre od łez
policzka. Wybuchała płaczem, mocno się do niego przytuliła.

- To tak bardzo boli- szlochała.

- Miłość boli. Ale tylko ta prawdziwa- szepnął.

- Wciąż go kocham! – słyszał w jej głosie ból, złość- Boję się, że nigdy o nim nie
zapomnę jak ty o Ninie- otarła łzy – Boję się…Boję się…Miałam nadzieję, że Paddy
się postara. Ale z każdym dniem jest gorzej-

- Lena, nie bronię go ale on krzywdzi cię nieświadomie.  Daj mu czas, on potrzebuje więcej czasu. To Paddy- wiedział, że się uśmiecha.

- Jimmy- wzięła go pod rękę, ruszyli przed siebie- Czy ty chcesz mi coś powiedzieć?-

Muzyk odwrócił wzrok, głaskał jej dłoń- Dlaczego go bronisz? Chcesz mojego
dobra, ale za tym kryje się coś jeszcze. O co chodzi? Dlaczego Patrick po
tych słowach jeszcze żyje ?- nie mógł się nie uśmiechnąć.

Ucałował jej dłoń- Bo rozpacz o ciebie przysłania mu myślenie. Znam to. Wtedy
w Berlinie, umarłem razem z Niną. Zatraciłem siebie, swoją karierę, zaniedbałem
dzieci, Meike, zaszła w ciąże a ja, ją zostawiłem. Dzisiaj mogłem mieć pełną rodzinę.
Kiedyś ją kochałem- potarł nos- Poznałem Cleo, zniszczyłem jej życie, sobie.
Straciłem wszystko. Jutro rozstanę  się z Niki- wyrzucił z siebie.

- I?-

- Nie mam szans…Ale zawalczę o Cleo- sam w końcu się do tego przyznał. Kochał ją.

-Zawszę będę cię wspierać-

- Boję się, że jest już za późno…Nawet nie wiem co mógłbym jej powiedzieć-
podrapał się po głowie.

- To samo co mnie. Prosto z serca. Kocha cię- położyła swoją dłoń na sercu
Jimma. Uśmiechnęła się, chyba po raz pierwszy tego wieczora.

- Nie kocha-

- Kocha. Zapytaj ją-

- Gdzie Nina?- spojrzał na przyjaciółkę.

- Zawiozłam ją do…Meike. Chciałam pogadać z Paddym- znów poczuła ucisk
w okolicy serca.

- Blue?-

- Blue-

…………………….

Kiedy Kolonia zaczęła budzić się ze snu, Jimmy, siedział na balkonie, nie spał
tej nocy. Dwie godziny spędził w Blue, odprowadził przyjaciółkę i spacerkiem
wrócił do domu. Niki nie było, poczuł ulgę. Godzinę zajęło mu spakowanie jej
rzeczy. Jeszcze kilka dni temu chciał ratować ich związek ale tak naprawdę
nie było czego ratować. Zrobił z siebie podstarzałego kretyna!  Zależało mu na
Nicol, naprawdę chciał żeby im się udało, ale oszukiwał siebie, ją i innych.
Miała być plastrem na ranę z przeszłości, czymś nowym. Ale szybko zrozumiał,
że ten związek nie ma podstaw żeby przetrwać.

Czuł się odpowiedzialny za to co wczoraj usłyszała Lena, ale bał się też o
Patricka, był niczym dziecko, które biegało, ale nigdy nie nauczyło się chodzić.
Wiedział, że jeżeli Lena odejdzie od jego brata, Patrickowi odwali.

Podszedł do granatowej komody, otworzył szufladę, przez chwilę czegoś
szukał,  wyjął zdjęcie Cleo. A raczej ich wspólne. Tęsknił za nią, za jej
uśmiechem, za ich długimi rozmowami, jej mądrymi odpowiedziami,
za zrozumieniem, potrafiła słuchać, doradzać, nie oceniać. Zawsze go
rozumiała, wspierała. Do tego była piękną, seksowną kobietą, w łóżku
układało im się idealnie, czego mógł chcieć więcej? Chciał Niny, a teraz?
Teraz chciał odzyskać Cleo! Tylko to się liczyło!

Sięgnął po portfel, wyjął z niego zdjęcie zmarłej żony. Uśmiechała się.

Zadał bratu trudne pytanie, czas żeby zadać je samemu sobie. Gdyby Cleo,
dała mu szansę, gdyby wrócili do siebie a w drzwiach stanęłaby Nina…

- Co byś zrobił, Jimm?- zapytał samego siebie.

- Nie wiem – odpowiedział tak samo Paddy.

Po tylu latach jego odpowiedź na to samo pytanie, zmieniła się. On się zmienił,
zakochał.

Wiele razy w ciągu alkoholowym, na trzeźwo kiedy tęsknota sprawiła mu ból
fizyczny, paliła go żywcem, zadawał sobie to pytanie…Wyobrażał sobie jak
staje w drzwiach, jak się uśmiecha. Słyszał jej niski, charakterystyczny głos,
zaraźliwy, głośny śmiech. W szufladzie na dnie wciąż leżała jej komóra, dzwonił
i odsłuchiwał pocztę  - To jest chore- szepnął.

Po chwili patrzył na kartę sim, jeśli ją zniszczy to czy nie pobiegnie do sklepu
błagać o duplikat karty? Czy to go nie zniszczy? Zgniótł ją i wyrzucił. Nie czuł
nic. Kompletnie nic.

 

- Ona nie żyje- powiedział to wyraźnie, głośno- A nawet gdyby żyła…Nigdy by
do mnie nie wróciła…A ja do niej- zatrzasnął szufladę, sięgnął po kurtkę, walizki
po czym wyszedł.

Wczesnym rankiem, zapukał do drzwi Livii, otworzyła mu zaspana- Hej-
położył dwie torby w niewielkim przedpokoju- Rozstałem się z twoją siostrą.
Nie wiem gdzie  jest, chyba w Monachium, miała mieć jakąś małą sesje.
Dzwoniłem ale nie odbiera, nagrałem się-

- Rozumiem- nic więcej nie powiedziała. Zauważył, że kiepsko wygląda.

- Wszystko ok?- zapytał cicho. Nie znał jej ale nie przepadał za nią, to przez
nią i jego brata, Lenie, rozpadł się na świat.

- Ok- odpowiedziała szczelnej zakrywając się swetrem. Ostatnio jej wygląd
pozostawiał wiele do życzenia, ale nie dbała o to, prawie nie wychodziła z domu.
-  Ona tak łatwo nie odpuści- szepnęła patrząc na walizki.

Zatrzymał się przy drzwiach, spojrzał na dziewczynę, chyba po raz pierwszy
uważnie jej się przyjrzał- To już nie jest  mój problem- odpowiedział, widząc jej
delikatny uśmiech na twarzy, zapytał- A ty?- skrzyżował ręce -Ty,odpuścisz?-

Zaskoczył ją tym pytaniem, prawie ugięła się pod ciężarem jego spojrzenia.
- Jimmy, nie znamy się. Ta rozmowa nie ma sensu-

- Ale dobrze znam Lenę- dziewczyna była niższa od swojej siostry, szczupła,
ale też nie tak szczupła jak Niki. Miała jasne lekko falowane włosy, związane
w kucyk, duże, brązowe oczy, takie jak jej siostra. Na pierwszy rzut oka
wydawała się nijaka, ale musiał przyznać, że była ładna. Miał coś w oczach,
że spoglądało się na nią po raz drugi i wtedy dostrzegało się jej urodę. Więc tak
wyglądała dziewczyna która rozwaliła małżeństwo Patricka i Leny- Odpuścisz?-

- Nie chciałam tego…- obiecała sobie, że już nigdy więcej nie będzie się tłumaczyć.
- Odpuszczę- odpowiedziała patrząc mu w oczy-Mam nadzieję, że wrócą do siebie-

-Ja też mam taką nadzieję- już wiedział, że ta dziewczyna nie jest szarą myszką
za jaką ją uważał.

……………………

- Wrócę po Ninę, jutro. To twój weekend- ucałowała córkę i ruszyła w stronę drzwi.

- Lena, zaczekaj-

- Nie mam czasu- złapała za klamkę.

- Może spędzimy dzień wspólnie?- czule przytulił córkę.

- Innym razem- zmusiła się do uśmiechu.

- To co powiedziałem wczoraj…Nie myślałem tak. Naprawdę- było mu potwornie
wstyd!

- Wiem. Ok- otworzyła drzwi.

- Lenka, wiem, że coraz bardziej pieprzę sprawę…Nawet nie wiem co mam ci
powiedzieć- zatrzymała na nim wzrok. Wyglądał źle, widać, że nie spał, że czuł
się winny, ale czy coś zrozumiał?

- Pogadamy jak już będziesz wiedział co chcesz mi powiedzieć. Coś nam nie
wychodzi, dajmy sobie czas- musnęła włosy córki- Przywieź ją rano. Pa-

- Proszę nie odchodź, nie zostawiaj mnie- szepnął.

- Do jutra-  zamknęła drzwi. Wsiadła do samochodu i wróciła do domu. Od jutra
ma zacząć biegać z Joeyem, sport powinien jej pomóc. Zdjęła bluzę, włączyła
ekspres, pokręciła się po mieszkaniu, zajrzała do łazienki, nastawiła  pranie.
Nie mogła znaleźć sobie miejsca! Paddy, Paddy, Paddy, jedno imię dźwięczało
jej w uszach!

Ale czy ty był jeszcze jej Paddy?

 

Szybko się przebrała i wybiegła z mieszkania. Wprawdzie lekarze kategorycznie
zabronili jej biegać, ale nie mogła tak dłużej! Szybko znalazła się w swoim ulubionym
parku, włączyła pulsometr, zaczęła się rozciągać, lekki trucht, starała się kontrolować
oddech. Czuła szybsze bicie serca, zmęczenie, kłucie gdzieś w dole brzucha. To nic.
Na początku biegła wolno, spokojnie by po chwili biec szybciej, coraz szybciej. Tak,
tego potrzebowała, teraz już nie czuła bólu, zmęczenie, kłucia, tylko adrenalinę.
Dobrze znała ten park, biegała w nim od zawsze, wiedziała też za chwilę wbiegnie
na leśną ścieżkę. Znowu to czuła, to samo co w ostatni dzień w swoim domu w
Monachium. Jakby czyjąś obecność. Widziała siebie jako młodą dziewczynę,
siebie, Elsę i Ninę, w tym parku. Patricka, z pięknym ,długimi włosami, zbuntowanego
Jimma. Później biegała z Lukiem, Chrisem. Od tej pory tak wiele się zmieniło!
Starała się skupić na słowach Adel, której słuchała w słuchawkach, ale nie potrafiła.
Kiedy biegła leśną ścieżką, miała wrażenie, że jest w domu. W Monachium. Las,
polany, czyste powietrze, spokój. Czasem ta cisza ją przerażała, myśl, że najbliżsi
sąsiedzi są oddaleni o kilkanaście kilometrów na początku napawała ją strachem,
później przywykła. Ona, kobieta kochająca duże miasta, wysokie, drogie szpilki,
z togą przewieszoną przez ramię, ciągle w biegu, z kubkiem ulubionej kawy w
ręku…Zaszyła się gdzieś na końcu świata. Zamieniła szpilki na mokasyny,
kodeksy na książkę kucharską, swoje, ukochane małe mieszkanie na potężny
dom z ogrodem. Wszystko się zmieniło. Ten dom był jej azylem, więzieniem, klatką
ale i w skarbnicą najpiękniejszych wspomnień. Jeśli ktoś pytał skąd te zmiany,
odpowiadała- Zakochałam się-

Spojrzała na pulsometr, biegła zdecydowanie za szybko! Wiedziała, że jeśli się
zatrzyma, ból zwali ją z nóg, odwróciła się za siebie. Ktoś za nią biegł! Mężczyzna.
Przecież to nic, ludzie tutaj biegają! Upomniała samą siebie, skręciła, nieznajomy
również, znów skręciła. Mężczyzna również, chciał ją dogonić…Albo ją gonił!
Czuła w powietrzu adrenalinę pomieszaną ze strachem, przyśpieszyła. Uciekała!

Kto to może być? Ktoś z przeszłości?  Strach odbierał jej rozum, dodawał siły.
Biegła jakby sam diabeł deptał jej po piętach, co chwilę odwracała się, był coraz
bliżej a ona słabła. Nagle czas zwolnił…Zahaczyła o coś wystającego z ziemi,
poczuła przez kilka sekund jak unosi się w powietrzu, czuła oddech na szyi nieznajomego by po chwili całą sobą upaść na ziemię. Nie czuła niczego poza pulsującym bólem. Jej malutka, wspaniała córeczka. Paddy. Jej Paddy. Tak
bardzo ich kochała. Zacisnęła dłonie na głowie i zamknęła powieki.

- Lena!- nieznajomy upadł obok niej, dotknął jej. Leżała niczym skulone, przerażone
zwierzę czekając na cios- Lenka- usłyszała swoje imię, łagodny, przestraszony głos.

-Lenka, żyjesz?- spojrzała na mężczyznę, znała go skądś! Włączyła myślenie,
kilka minut jej to zajęło zanim się uspokoiła. Denis!

- Lena, co się dzieje?- zapytał wolno, chciał pomóc jej wstać ale go odtrąciła.

- Śledzisz mnie?!- wrzasnęła.

-Ja?!- wrzasnął głośniej od niej- Mieszkam niedaleko, przecież wiesz i biegam
od lat. Dzisiaj mam wolne- wyjaśnił. Wyglądał na bardziej przerażonego do niej.
- Zobaczyłem cię, chciałem się przywitać, dołączyć…Wołałem cię- zauważył
słuchawki.

- Goniłeś mnie!-

- No chciałem cię dogonić! – usiadł obok niej za ziemi. Jej reakcja go poraziła.
- Na początku pomyślałem, o Lena, fajnie! Później może faktycznie zacząłem
cię gonić, mogło to tak wyglądać…Ale pędziłaś tak, że pomyślałem, że coś się
stało. Przepraszam jeśli cię przestraszyłem – dodał cicho.

- Ok- otarł pot, wciąż drżała ze strachu, położyła się na ziemi, musiała uspokoić
myśli, ciało. Co jej strzeliło do głowy?!

- Wszystko ok?-

- Ok-

- Uciekasz przed kimś? Boisz się kogoś?-

Prychnęła w odpowiedzi- Zamyśliłam się-

- Wspomniałaś coś o operacji, możesz tak się forsować?- martwił się o nią. Jej
zachowanie nie było normalne!

- Jest ok!- wrzasnęła odrobinę zbyt głośno. Wsłuchali się w echo jakie niosło się
po lesie.

- Pomogę ci wstać- podał jej rękę, złapała ją mocno ale nie mogła wstać.

- Nie mam siły- pisnęła przygryzając usta.

- Lena, chyba skręciłaś kostkę- wbili wzrok w jej nogę- Może zaboleć- kucnął.

- O mój Bożę! Nie dotykaj mnieeeee- Denis, nastawił nogę. Miała wrażenie, że
połamał jej nogę i zaraz zemdleje- Chyba się posikałam- pisnęła gryząc zaciśniętą
pięść.

- Naprawdę?- odruchowo zerknął na jej granatowe legginsy.

- Nie wiem- oparła się na łokciach- Zabierz mnie do domu. Pomóż mi- wyciągnęła
dłoń. Pochylił się i wziął ją na ręce.

- Postaw mnie na nogi!- rzekła ze złością w głosie.

- Wszystko cię boli, ledwo żyjesz. Przewrócisz się jeśli cię postawię- ruszył przed
siebie.

- Dam radę, oprę się o ciebie!-

- Spokojnie, nie forsuj nogi-

- Denis!-

- Zasługujesz na to żeby nosić cię na rękach- ich wzrok spotkał się, nie odezwała
się już więcej.

Kiedy jakieś dwadzieścia minut później siedziała w samochodzie Denisa, spojrzała
na zegarek i zamarła! Zrobiło się późno! Nie miała pojęcia, że odbiegła tak daleko
od domu! Jej wspomnienia  urywały się w dobrze znanym jej parku…Wyszłam z
domu jakieś trzy godziny temu! Denis, zaprosił ją do siebie, ale uparła się, że musi
wracać, marzyła o prysznicu i łóżku! Zaproponował, że ją odwiezie, na chwilę
wyskoczył tylko po coś do domu- Jestem!- spojrzała na niego.

- Mam coś dla ciebie- położył na jej kolanach teczkę.

- Co to?-

- Sprawy Elsy Jeffey-

- Masz coś?- zaczęła przeglądać akta.

- Chyba tak- założył okulary, odpalił silnik- Sprawa wygląda dziwnie, i mam
wrażenie, że twoja przyjaciółka znała swojego oprawcę-

Lena, bardzo powoli podniosła wzrok, spojrzała na mężczyznę- O czym ty
mówisz?-

- Sprawa jest trudna, ona nie chce współpracować, zresztą nie ma jej teraz.
Tego dnia czekała na kogoś. Wpuściła go do swojej pracowni-

- Stała tyłem kiedy uderzył ją w głowę!-

Denis, pokręcił głową- No właśnie nie. Widziała go, później się odwróciła i
ktoś uderzył ją w głowę. Wyjaśnię ci wszystko przy kawie, ok?-

- Ok-

- Chcesz tą sprawę?- zapytał kiedy parkował pod jej kamienicą.

- Nie rozumiem- wstrzymała oddech.

- Rozmawiałem z górą. Możesz wrócić…-

Szatynka wstrzymała oddech, wiele razy marzyła o tej chwili, o tych słowach.

- Na końcu akt jest zdjęcie, zerknij. Znasz gościa?-

………..

- Nie smakuje ci?- Cleo, drgnęła na dźwięk głosu Sebastiana, pośpiesznie włożyła
widelec z sałatką do ust.

- Smakuje- odpowiedziała przeżuwając. Miała wrażenie, że je…Trawę. Nie smakowało
jej- Ale mam dość- odsunęła talerz.

Sebastian kończył stek, otarł usta serwetką- Skończyłem. Idziemy?- przywołał
kelnera.

Cleo, dopiła sok, sięgnęła po czarną kopertówkę, pozwoliła Bastiemu, okryć się
kurtką i opuścili restaurację.

- Chyba za chwilę zacznie padać- powiedziała patrząc w niebo- Dziękuję za kolację-
uśmiechnęła się.

Nie protestowała kiedy ją objął- Liczę na rewanż- szepnął jej do ucha.

- Jasne- poprawiła włosy za ucho- U mnie. Sama coś ugotuję-

- Jutro?-

Roześmiała się- Dam ci znać- wziął ją za rękę, kciukiem podrażnił jej wnętrze.

- Jimmy- wyrwało jej się. On zawsze tak robił! Wiedział, że ma łaskotki, zawsze
wtedy wybuchała śmiechem a on zamykał jej usta pocałunkiem. Wyrwała dłoń,
opadła na ławkę obok której przechodzili- Przepraszam- wydukała- Bardzo cię
przepraszam- zrzuciła czerwone szpilki, nie czuła nóg!

Muzyk westchnął, usiadł obok niej- Dlaczego on? Dlaczego nie możesz o nim
zapomnieć?- milczała, masowała obolałe stopy- A może ty nie chcesz o nim
zapomnieć?-

- Jakie to ma znaczenie?- spojrzała na niego- Chcę czy nie?Nie potrafię-

- On cię skrzywdził- pochylił się.

- Wiem! On , mój były mąż. Może to ze mną jest coś nie tak? Mam syndrom
ofiary- zaśmiała się- Nie chcę z nim być! Nie wrócę do niego, ale wciąż
rozpamiętuje jego uśmiech, głos…To silniejsze ode mnie- wzruszyła ramionami.

- Cleo- złapał jej dłoń- Ty, Nina, Meike, jesteście jego ofiarami. On jest nienormalny!-

- Być może tak jest- szepnęła, było jej wstyd.

- Pozwól sobie pomóc- przysunął się bliżej, dotknął jej brody, spojrzała na niego.

- Jak? Jak mam zapomnieć?-

Pochylił się, pocałował ją. Poczuła na swojej twarzy, pierwsze krople deszczu.

- Proszę pomóż mi zapomnieć- odwzajemniła pocałunek.

Całował ją delikatnie, jakby się bał, że zniknie- Pomogę ci, tylko mi na to pozwól-
szepnął opierając głowę o jej czoło. Zaczynało coraz mocniej padać.

- Pozwolę- uśmiechnęła się- Ale na dzisiaj wystarczy. Uciekam do domu- wstała.

- Odprowadzę cię- zdjął swój czarny kapelusz i założył jej na głowę.

- Nie! Widać już moją kamienicę- wskazała dłonią- Uciekaj do samochodu i
zadzwoń zanim pójdziesz spać. Pa!- pocałowała go i ruszyła przed siebie.

Z żelaznym postanowieniem, że zaczyna coś nowego, lepszego, wbiła
kod, weszła do kamienicy. Wchodząc po schodach, zatrzymała się. To
nie mogło dziać się naprawdę! To tylko koszmarny sen, omany! Przed jej
drzwiami na schodach siedział Jimmy.

Nie mógł oderwać od niej wzroku. Stała przed nim boso, jedynie w czarnych
pończochach które idealnie przyległy do jej szczupłych nóg, w krótkiej, czarnej,
prostej sukience, w dłoni trzymała czerwone szpilki, skórzana kurtka oplatała
jej ramiona. Była przemoczona, cholernie seksowna! Tylko ten kapelusz. Nie był jej.

- Czekałem na ciebie- wstał, podszedł bliżej.

- Niepotrzebnie- minęła go, drżącą dłonią szukała klucza.

- Rozstałem się z Nicol-

Pęk kluczy wypadł jej z dłoni, pochyliła się ale Jimmy, był szybszy. Wyrwała
mu je z ręki- To mnie nie interesuje. Ty, mnie nie interesujesz!- rzuciła mu
lekceważące spojrzenie.

- Chciałem ci tylko powiedzieć, że bardzo cię kocham. Chyba nigdy nie przestałem-

Zaczęła mocować się z zamkiem, nie chciała go słuchać, ani na niego patrzeć!

- To jakiś test?-

- Nie. Od teraz ty możesz mnie testować- podszedł bliżej- Nigdy więcej się od
ciebie nie odwrócę-

- Nie podchodź!- wrzasnęła.

- Cleo, nie będę cię nachodził. Poczekam na twoje wybaczenie, zasłużę na nie-

-Nic już nie mów- poprosiła cicho, ze zdenerwowania nie mogła otworzyć drzwi!

- Jeśli będziesz z Sebastianem, zrozumiem. Ale wiedz, że cię kocham i zawsze
będę cię kochał. Będę na ciebie czekał. Mam czas. Liczysz się tylko ty-

- Dlaczego mi to robisz?- jęknęła, czuła się słaba, bezradna. Usiadła pod drzwiami.

- Cleo, błagam cię wybacz mi- usiadł obok niej- Daj mi ostatnią szansę. Każdego
dnia będę ci za nią dziękował. Nie zawiodę cię już nigdy więcej- chciała mu wierzyć!
Naprawdę! Ale nie wierzyła.

- Nie dam ci szansy. Nigdy do ciebie nie wrócę więc nie trać na mnie czasu-
powiedziała to pewnie patrząc mu w oczy- Nie jestem Niną, nie uzależnisz
mnie od siebie- pokręciła głową- Nie skrzywdzisz mnie nigdy więcej- z jego
oczu popłynęła pojedyncza łza- A teraz idź sobie-

- Zadam ci tylko jedno pytanie. Już mnie nie kochasz?-

- Nie- odpowiedziała od razu. Długo przygotowywała się na to pytanie, ćwiczyła
odpowiedź.

- Proszę cię nie zostawiaj mnie- wyszeptał przez łzy.

Uśmiechnęła się smutno- To ty zostawiłeś mnie. Dawno temu. Ja, tylko odeszłam
by ratować strzępy samej siebie- patrzyła jak odchodzi, jak znika z pola widzenia.
Wiele razy odtwarzała w myślach tę scenę. Marzyła o niej. Czasem pozwalała
sobie na chwilę słabości, w marzeniach rzucała mu się na szyję…I żyli długo i
szczęśliwie… Ale życie to nie bajka, to walka. Dokładnie tak chciała zareagować!
Już miała wejść do mieszkania, jak przez szklane okno zobaczyła stojącego w
strugach deszczu Jimma. Poczuła wściekłość, zbiegła po schodach, wybiegła
na zewnątrz – Idź do diabła! – wrzasnęła – Nigdy więcej nie chcę cię  widzieć!-
deszcz padał coraz intensywniej, była przemoczona, zła, cisnęła w niego
kopertówką- Daj mi w końcu spokój! Daj mi żyć!- chyba nigdy nie widział
jej takiej wściekłej.

Zrobił krok do przodu, ale odepchnęła go, zatoczył się i spojrzał w żółte światła nadjeżdżającego samochodu. Na jej oczach doszło do wypadku, głos ugrzęzł
jej w gardle. Widziała jak leży nieprzytomny po środku drogi, teraz już deszcz
zamienił się w ulewę. Przez ułamek sekundy pomyślała, że Nina, płacze nad
losem ukochanego- Jimmy!- usłyszała swój głos.

Kierowca pochylał się nad nim, ktoś się zatrzymał, ktoś inny wezwał pogotowie.

- Jimmy!- upadła obok niego- Mój Boże! Jimmy! Nie zostawiaj mnie! Nie możesz!-
płakała- Proszę, nie odchodź! Jimmy!- nie zabieraj mi go! Nina, nie zabieraj go!-