Rozdział 1

OGŁOSZENIE PARAFIALNE ;) Bardzo dziękuję, że wiele osób jeszcze
zagląda i za ogromne zainteresowanie dalszymi losami bohaterów CMS.
Dostaję wiele wiadomości żeby dalej pisać <3 ale na razie to koniec.
Jestem zadowolona z zakończenia i mimo, że CMS wciąż siedzi mi
w głowie, spróbuję czegoś innego, innej historii. Nie wiem czy się uda,
więc na razie, na próbę 2,3 r czegoś nowego, później ewentualnie
założę nowy blog. Historia inna, chyba bardziej normalna, na pewno
dużo krótsza ok 100 rozdziałów, a może mniej. Jak wiele osób wie
sama piszę na co dzień, Kelly świat to takie moje oderwanie się od
rzeczywistości i chętnie się tym dziele. Pisać coś innego niż CMS
jest trudno, kilka osób już czytało, podobno jest ok…Ale proszę o
szczere komentarze czy pisać dalej…Obiecuję odpisywać ;) Czy
tutaj czy na grupie. No to chyba tyle…Jestem przerażona ;)

Postaram się wkleić link do nowego bloga jak najszybciej żeby
nie było bałaganu ;)

……………..

- Koniec!- wrzasnął Paddy, odwracając się w stronę chłopaków z zespołu.
- Panowie, na dzisiaj koniec- pokłonił się śmiesznie rzucając mikrofon za
siebie.

- Ja bym jeszcze raz zagrał…-

- To zagraj- Paddy, odkręcając butelkę z wodą spojrzał w ciemne oczy
menedżera – Chris! Daj mu gitarę!- podniósł głos- Masz ochotę, to graj!
My skończyliśmy na dzisiaj- wręczył mu pustą butelkę i opuścił niewielką
salę.

Idąc wąskim korytarzem, skinieniem głowy i uśmiechem pozdrawiał
mijających go ludzi. Większość znał, jednych lepiej, innych z widzenia,
prawie wszyscy byli pracownikami Sony. Wszedł do małego studia,
wzrokiem przebiegł po ścianie, która była zdobiona, płytami, platynowymi,
złotymi. Czytał nazwiska bądź nazwy artystów i wzrokiem wyobraźni widział
swoją. Human. Jego najnowsza płyta. Jego ukochane dziecko. Wiedział,
że za jakiś czas i jego płyta tu zawiśnie to jedynie kwestia czasu.

Podszedł do okna, spod lekko zaciągniętych rolet, Berlin malował się
imponująco, ale osobiście nie przepadał za stolicą. Mimo, że jego życie
można było teraz przyrównać do tego szybkiego, głośnego miasta, sercem
był w Irlandii. Niedawno kupił tam dom…Można powiedzieć,że spełniał
swoje marzenia a dzisiaj spełni kolejne.

- Patrick- usłyszał głos przyjaciela.

- Co tam?- odwrócił się uśmiechając.

- Na dzisiaj na pewno koniec?- Chris podszedł bliżej.

- Na pewno- przetarł czoło i włosy granatowym ręcznikiem- Jedź do domu.
Zasłużyliśmy na tydzień wolnego- poklepał szczupłego muzyka.

- Ale John…-

- Zostaw go mnie- opuścił studio, Chris maszerował za nim, weszli do gwarnej garderoby.

- Tydzień wolnego- wszyscy wbili wzrok w Patricka – Później intensywne próby
i koncerty. Naładujcie baterie-

- Super! Bo coś mnie łapie- Sebastian przeciągnął się- Trzeba się napić!-

- W sumie czemu nie- Tim,sięgnął po kurtkę- Po jednym piwku i do domu-

- Ja odpadam- Patrick zrobił tajemniczą minę- I nie ma mnie dla nikogo ani
dzisiaj ani przez najbliższy tydzień-

- A co będziesz robił jeśli można wiedzieć?- w drzwiach pojawił się naburmuszony menedżer.

- Dzisiaj się oświadczę a przez najbliższy tydzień będę się napawał swoim
szczęściem- odpowiedział wychodząc.

Przez garderobę przebiegło długie i głośne Wwwooowww. Ktoś jeszcze rzucił,
”o ile cię przyjmie” a reszta wybuchła śmiechem.

…………………………….

- Jest…Piękny- John od kilku minut przyglądał się pierścionkowi z białego złota.
- Naprawdę- w końcu zerknął na Patricka.

- Ona jest piękna- szepnął Paddy.

- Pasuje do niej- chrząknął menedżer.

- Ona pasuje do mnie a ja do niej. To tylko dodatek- muzyk schował czerwone, aksamitne pudełko do eleganckiej, małej torebki- Jesteś jakiś miły. O co chodzi?-
zacisnął usta w oczekiwaniu na odpowiedź.

- O nic. Ja jestem miły- rzekł wysoki, postawny szatyn w modnej fryzurze.

- Jasssne- zadrwił Paddy, zapinając pasy- Do domu- ziewnął.

- Wiesz, że w ogień bym za tobą skoczył…- Paddy z wrażenia uderzył głową w
szybę.

- Kurwa!-

- Zapnij pasy w końcu!-

- Bosko!- zerknął w lusterko- Będę się oświadczał z guzem na czole!- zamknął
je z niesmakiem.

- Nawet z gównem na czole by cię przyjęła-

- Może wróćmy do tego, że chciałeś skoczyć za mną w ogień…-

- Wiem, że jestem trudny…I zapytam tylko raz. Jako menedżer, facet, przyjaciel…-

- Nie jesteś moim przyjacielem ale wal śmiało!- Paddy, przymknął oczy, czuł
zmęczenie.

- Jesteś jej pewien? Chcesz tego? Więcej nie zapytam!- John na chwilę
oderwał wzrok od drogi którą miał przed sobą.

- Jestem- odpowiedział a na jego ustach pojawił się błogi uśmiech. Był jej
pewien , swoich uczuć do niej. Rzadko kiedy był czegoś pewien w swoim
życiu ale właśnie tego, że chce się oświadczyć kobiecie swojego życia,
był pewien!

-Jesteśmy- jakiś głos wyrwał go ze snu, poderwał się- Śpisz jak dziecko!-
Paddy, sięgnął na tylne siedzenie po swoją kurtkę, torbę, ozdobną torebkę
i zerknął na faceta jednej miny, tak go nazywali za plecami.

- Na tydzień zapomnij, że żyję- pogroził mu po czym trzasnął drzwiami.

Kiedy wbijał alarm od furtki usłyszał jeszcze- Jakby co, dzwoń!-

- Wyjdź gdzieś!- Paddy, odwrócił się i oparł o kutą furtkę- Do kina, filharmonii,
albo zwyczajnie idź na laski. Dobrze ci to zrobi!- widział jeszcze jak menedżer
puka się w czoło i odjeżdża.

Z impetem wpadł do domu, szybko przeczytał kartkę przyklejoną do lustra;

”Zdejmij buty! Weź prysznic i usiądź przy stole! Nie chodź po domu bo jest posprzątane!”- parsknął śmiechem.

Zdjął buty, stanął na środku holu i rozejrzał się…Dom lśnił, przez chwilę poczuł
się w nim obco, ale właśnie tak dzisiaj powinien wyglądać ten dom. Idealnie.
Musiał przyznać, że Maite z Patricią się postarały! Zwierzył się młodszej siostrze,
że będzie się oświadczał, ta musiała podzielić się szczęśliwą nowiną z innymi,
Patricia wzięła sprawy w swoje ręce i oto efekt! Posprzątały, przewietrzyły, w
wazonie stały świeże kwiaty, na szafie wisiała wyprasowana koszula a w kuchni pachniało świeże ciasto z morelami. Ulubione ciasto Amelii. Jego Amelii.

Ze śpiewem na ustach zajrzał do sypialni, zrzucił z siebie ubrania i nago w
świetnym humorze wszedł do łazienki a tam pod prysznic. Jednym ruchem
namydlił swoje ciało, przejechał dłonią po włosach i oparł dłonie o zimne
kafelki. Zacisnął powieki, czuł jak po twarzy i ciele spływa piana, jak krople
wody pieszczą jego zmęczone ciało. Ostatnio przesadził z pracą! Spał po
kilka godzin, jadł w biegu, przez kilka tygodni nie wychodził ze studia, później
niekończące się próby. Ale był zadowolony. Zadowolony z siebie, płyty, z
chłopków z zespołu…No i chyba ze swojego życia. Amelia odmieniła je, jak
za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniła je na lepsze. Poznał ją w
ciężkim okresie swojego życia. Niedługo będą małżeństwem…

……….

- Którą założysz?- ładna blondynka wymachiwała wieszakami na których
wisiały sukienki.

Amelia, odłożyła puder w kamieniu, podeszła do przyjaciółki. Dotknęła
czarnej koronki ale zaraz wzięła wieszak z prostą, niebieską sukienką.

- Niebieska- spojrzała krytycznie w lustro.

- Ja bym założyła czarną- blondynka szybko pozbyła się dżinsów i
wciągneła na siebie czarną, elegancką koronkę- Czarny wyszczupla-
wciągnęła brzuch.

Amelia, uśmiechnęła się- No podobno, ale ostatnio i tak schudłam więc
chyba nie muszę się wyszczuplać- przewróciła oczami, zrzuciła z siebie
szlafrok i założyła sukienkę.

- Zawsze można być szczuplejszą. Pamiętaj. Zawsze- stanęła obok przyjaciółki.
- Ok…Zaraz pęknie szew- wypuściła powietrze, obie roześmiały się- Gotowa
zostać Panią Kelly?- objęła brunetkę.

- Nie wiem czy na to można być gotowym- Amelia odwróciła się by Eva
zapięła zamek w jej sukience. Pochyliła się nad toaletką,dotknęła pędzlem
twarzy, masakrą pociągnęła rzęsy- Chyba jest ok- w odbiciu lustra zerknęła
na przyjaciółkę.

- No pewno, że jest ok! Jeszcze to!- Eva, jedną dłonią, delikatnie ujęła twarz
Amelii, drugą pociągnęła szminką jej usta po czym delikatnie je musnęła.
- To się nazywa oszczędność- obie zerknęły w lustro na swoje pomalowane
na czerwono usta.

- Paddy, nie lubi szminek-

- Moja droga, wszyscy faceci lubią. Uwierz mi- poprawiła włosy przyjaciółki.
- Nie lubią, szminek, szpilek i pończoch a jak je widzą to szybko zapominają
o takim wynalazku jak mózg. Paddy ci się oświadczy a ty, go pocałujesz swoimi czerwonym ustami. Tylko nie poplam jego białej koszuli bo jeszcze pierścionka
nie dostaniesz- zatrzepotała rzęsami, zaczęła zdejmować sukienkę- Czerwoną
szminką pocałuj go w usta i wiesz gdzie jeszcze- rzuciła w nią koronką.

- Wychodzę!- wrzasnęła rozbawiona Amelia, walczyła z pokusą aby zmyć
szminkę ale odpuściła. Wsunęła stopy w czarne klasyczne szpilki, Eva,
pomogła jej założyć czarny płaszczyk i spryskała jej włosy perfumami.
- To feromony- szepnęła.

- Błagam cię!- brunetka przewróciła oczami- Znamy się z Paddym, dwa
lata i nie potrzebuję żadnych afrodyzjaków! – sięgnęła po kopertówkę.

- Oj! To gwiazdor! Całe życie będziesz musiała się starać- wzrok przyjaciółek
spotkał się- Przepraszam!- przygarnęła Amelię do siebie- On cię kocha-

- Wiem- odpowiedziała.

- To wasz wieczór-

- Jesteś pewna, że się oświadczy?- chociaż tak naprawdę wolałaby nie
wiedzieć.

- Jestem  pewna. Informacje z pierwszej ręki- blondynka zrobiła figlarną
minę.

- Nie chcę wiedzieć z którym  z jego zespołu sypiasz!- Amelia zatkała
uszy.

- Na pewno nie z wokalistą! Jest za niski!- pokazała jej język.

- Słyszałam!- pogroziła jej i posłała całusa- Opiekuj się Misią!- spojrzała
z czułością na swoją kotkę.

- Spoko! Trochę ją przegonię po domu…- widząc spojrzenie przyjaciółki,
wzięła kota na ręce- Ja i grubcia, damy sobie radę- pomachała łapą kota.

- Eva, a jeśli…- Amelia, zawróciła- Obie wiemy, że nie jestem z nim do
końca szczerza…-

-Nic nie mów- położyła jej palec na ustach- Nie okłamałaś go, tylko pominęłaś
kilka faktów a to jest różnica. Od zaręczyn do ślubu to jeszcze długa droga.
Coś wymyślimy- przytuliła ją mocno.

……………………..

Jadąc taksówką, myślała o Patricku. Eva, wypaplała, że zamierza jej się
oświadczyć. W sumie sama powinna była się tego spodziewać. Są razem
od półtora roku, dobrze im się układa, dzisiaj są jej urodziny. Idealnie niczym
w filmie. Cieszyła się ale też trochę się bała. Paddy, był przystojnym, znanym
muzykiem w samym środku medialnego szaleństwa. Od kiedy opuścił zakon
i rok później związał się z Sony, ich życie bardzo się zmieniło. Chyba nie była
na to przygotowana…Znała ten świat, była dziennikarką. Młodą, ambitną
dziennikarką, która od roku próbowała czymś zabłysnąć w tej trudnej branży.

Swój związek utrzymywali w tajemnicy, Paddy, chciał ją chronić i była mu
za to wdzięczna. Jej rozmyślania przerwał dźwięk telefonu, dzwonił jej szef.
Chciał artykułu…Najlepiej na jutro. Nie mogła zrobić tego o co ją prosił!

- Jesteśmy na miejscu-

Z torebki wyjęła banknot, podała go kierowcy i chusteczkę, starannie wytarła
czerwoną szminkę.

Chwilę później, utonęła w ramionach ukochanego, mocno go do siebie
przytuliła, jego zapach, bliskość, nic więcej się nie liczyło.

- Wyglądasz ślicznie- wziął ją za rękę- Zresztą jak zwykle- pocałował brunetkę.

Idealnie nakryty stół, kwiaty, w tle muzyka, nawet jej ulubione ciasto! Rozdzwonił
się jej telefon, wiedziała kto dzwoni, uśmiechnęła się nerwowo- Odbierz- Paddy,
napełnił winem, głęboki, owalny kieliszek.

- To z pracy. Nic ważnego- wyłączyła telefon- Dzisiaj mam święto- wzięła z jego
dłoni kieliszek- Za nas-

- Za ciebie, kochanie- podszedł bliżej, prawą ręką objął ją w tali, w drugiej trzymał
kieliszek, delikatnie stuknął nim o kieliszek Amelii- Sto lat kochanie- pocałował ją
namiętnie.

- Dziękuję- szepnęła- Kocham cię- odwzajemniła pocałunek.

- Ja ciebie, bardziej. Mocniej- uśmiechnął się czule- Zjedzmy coś- poprowadził
ją do stołu.

Amelia z udawanym  zainteresowaniem słuchała jego opowieści. Opowiadał
jak minął mu dzień, o Johnie, o tym, że Angelo zaprosił ich do siebie. Słuchała
ale myślami była daleko. Dawno temu popełniła jeden poważny błąd i właśnie
dzisiaj przyjdzie jej za niego słono zapłacić.

………………………

Kolonia.

- Myślę, że on kogoś ma-

- Jimmy?!- Patricia podniosła głos- To niemożliwe! Wykluczone!-

Meike, spojrzała przez ramię, siostra Jimma, odwróciła wzrok, chrząknęła.

- Moja droga…Nie twierdzę, że Jimmy jest idealny- podeszła do szatynki,
objęła ją- Przechodzicie gorszy okres. Ale to się zdarza- uśmiechem próbowała
dodać jej otuchy- Naprawdę. To, że wyjechał nie oznacza,że kogoś ma!-
załamała ręce.

- Patricia, rozumiem cię, że go bronisz…Ale ja to wiem- Meike, poprawiła
okulary.- Po prostu wiem. Jest wypalony, powiela trasę, nie idzie do przodu-

- To przejściowe. Wiesz, że szykujemy się do powrotu na scenę-

- Meike, ale w czym dokładnie jest problem?- do rozmowy wtrąciła się Maite.

- Ostatnio we wszystkim- szatynka minęła kobiety i usiadła na kanapie- Nie
układa nam się, wyjechał, rzadko dzwoni…-

- No bo to Jimmy! To nie Paddy, który dzwoni nawet kiedy go mucha ugryzie!-
Patricia usiadła obok Meike.

- Paddy, się dzisiaj oświadcza- powiedziała cicho Maite.

- Naprawdę?- Meike, zerknęła za okularów.

- No. Naprawdę- pulchna blondynka usiadła.

- Nasz Patrick w końcu jest szczęśliwy, w końcu znalazł swoją drogę-
szepnęła wzruszona Patricia.

- Tworzą piękną parę- szatynka uśmiechnęła się ciepło.

- Amielia, jest cudowna-  starsza z sióstr Kelly poprawiła zieloną spódnicę.

- Tak więc zanosi się w waszej rodzinie na ślub i rozwód- Meike, splotła
dłonie, kciukiem pocierała obrączkę.

- Musiałaś zepsuć tę chwilę?!- zapytała z niesmakiem w głosie Maite.

- Przestań Meike, gadać głupoty! – szturchnęła ją Patricia- Macie dzieci!
Tworzycie rodzinę! Jimmy, nie jest idiotą! Wie co może stracić- dotknęła
szczupłej dłoni szatynki- Liczy się to!- dotknęła złotej obrączki- I tylko to!-

………………………

Irlandia

- Jaka ona jest ?- Jimmy, wiedział, że w końcu padnie to pytanie. Podniósł
wzrok i spojrzał w oczy Emilly.

- Jest ładna. Dobra, inteligentna, miła, szczera…Pasuje do niego- podsumował.

- Idealna?-

Uśmiechnął się- Nie ma ludzi idealnych choć Amelia sprawia takie wrażenie-
obrysował palcem kontury kufla.

- Amelia. Ładne imię-

- Ładne imię, ładna dziewczyna-

- Ładna para-

- Ty też jesteś ładna- rzekł nisko, lekko ochryple. Od kilku dni męczyła go
nieznośna chrypa, ból gardła.

- Wiem- dziewczyna spuściła wzrok ale uśmiechnęła się- Ja, nigdy do niego
nie pasowałam. On był…lepszy a ja byłam tą gorszą- schowała dłonie w
rękawy od swetra.

- Nieprawda. Pasowałaś- odpowiedział- Przy Paddym chyba każdy czuje
się gorszy – sięgnął po piwo z imbirem- Mój brat bardzo się zmienił-

- Ty chyba też- Emilly czujnie spojrzała na Jimma.

Jimmy roześmiał się, rozejrzał się po niewielkim ale klimatycznym barze.
- Czy ja wiem…Ja się chyba nie zmieniam. I chyba w tym problem-

- Kojarzysz mi się z wulkanem…-

- Z wulkanem?!- rzekł rozbawiony- Chodzi ci o gorącą, gęstą lawę…-

- Przestań- przerwała mu ale z trudem stłumiła śmiech- Wulkan. Uśpiony,
nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi wybuch- wyjaśniła zakładając nogę na nogę.

- Właśnie nastąpił- objął dłońmi kufel.

- Słucham?-

- Nieważne. Powiedz coś lepiej o sobie. Kim to chciałaś zostać? Modelką?-
zakpił.

- Nie modelką, tylko projektantką!- parsknęła- Wasze stroje mnie inspirowały-
oznajmiła zaczepnie.

- I stworzyłaś kolekcję w stylu Kelly?-

- Można tak powiedzieć- wskazała na kelnera- Wódkę z colą-

- Jakieś dzieci? Mąż? Kochanek?-

- Nie twój interes- pokazała mu język. Uważnie jej się przyjrzał. Niewiele
się zmieniła- A ty wciąż ta sama żona, trójka dzieci, no, no Jimm- rzekła
z uznaniem- Zaskoczyłeś mnie-

- Czym?-

- Stabilizacją-

- Meike, to wspaniała kobieta-

- Podobno prawdziwe piękno jest w nas, w naszym wnętrzu. Meike, musi
być bardzo interesującą kobietą. Jesteście razem dziesięć lat. Szmat czasu-
przypadkowo zahaczyła stopą o jego łydkę, spojrzał na nią, milczał- Chyba
na mnie już czas- ziewnęła-  Zapłać za nas i mnie odprowadź na autobus-
wstała, na ramiona zarzuciła skórzaną kurtkę i opuściła bar.

Jimmy, szybko ją dogonił, zauważyła, że ma ze sobą akordeon- Zagraj coś-
zatrzymała się.

- Opowiedz mi o tym- dotknął jej dłoni.

- Ale o czym?- udała, że nie rozumie.

- O Paddym. O tym co się wtedy stało. Zostawiłaś go…-

- Nie rozmawiałeś z nim o tym?- cieszyła się, że było ciemno, nie widział
jej smutku.

- Nigdy nam o tym nie opowiedział. Kilka dni później, oznajmił, że odchodzi-

- Zakon-

- Emi, byłaś dla niego całym światem- mocno trzymał jej dłonie.

- Emilly- poprawiła go. Emi mówił do niej tylko Paddy, ale to było dawno temu.
- On dla mnie też- wyrwała się, stanęła do niego tyłem.

- Nie- miała wrażenie, że wzrok Jimma przeszywa ją, że zagląda jej w głąb
serca, duszy- On nie był dla ciebie całym światem i dobrze o tym wiesz-

- Bo znałam zakończenie- odwróciła się gwałtownie- Nie chcę o tym gadać.
Nie chcę, ok?-

- Ok, a ja nie mam ochoty grać-

- Nie musisz- poklepała go po ramieniu i ruszyła przed siebie, zatrzymał ją.
- Co robisz w Galway? -

- Mieszkam w Mayo-

- Mieszkasz w Irlandii?- Jimmy pomyślał o bracie który niedawno kupił tutaj
dom.

- Kupiłam dom- odpowiedziała- Właśnie odjeżdża mój autobus. Jesteś sławny,
bogaty, zawieź mnie do Mayo-

……………….

Okolice Monachium

Dłonią głaskała jego nagą klatkę piersiową, pocałowała go- Chyba nie dałem
ci prezentu?- usłyszała i zadrżała. Zjedli kolację, kochali się i na chwilę zapomniała
o pierścionku. Nie chciała go. Nie chciała niczego zmieniać.

- Ty, jesteś moim prezentem- zerknęła na niego. Roześmiał się, pochylił by
pocałować ją w czoło, wstał, obserwowała go. Nagi, seksowny, z rozburzonymi włosami…- Chyba powinienem się ubrać- wyjrzał zza dużego, imponującego
bukietu róż.

- Nie musisz niczego robić…- szepnęła. Usiadła, okryła się kocem i zacisnęła
powieki.

Kiedy otworzyła oczy, Paddy, miał już na sobie bokserki, uklęknął na jedno
kolano, wręczył jej ogromny bukiet. Wyglądał…Jak młody, zakochany chłopak.
Oczy mu się świeciły, nieład na głowie dodawał uroku, i ten uśmiech…- Amelia, jesteśmy razem już jakiś czas…Nie wiem czy to jest długo czy krótko…Ale mnie
to wystarczy. Kocham cię i chcę być tylko z tobą. Nie wiem co mógłbym ci kupić…
Co kupić komuś tak wyjątkowemu jak ty? – zobaczyła pierścionek.

Idealny pierścionek.

- Mogę dać ci po prostu…Siebie- uśmiechnął się a z jej oczu popłynęły łzy.
- Amelia, zostaniesz moją żoną?-

Zaniemówiła, zatkała dłonią usta- Proszę powiedz tak- szepnął.

Oświadczał się po raz drugi, i tak samo jak wtedy był pewien, że zostanie
przyjęty. Lata temu, Emilly, zatkała dłonią usta i zaczęła płakać a później
padło jedno krótkie słowo które rozwaliło jego świat, złamało serce. Nie.
Jedno krótkie Nie i drugie trochę dłuższe Przepraszam. Został sam.

I właśnie teraz powinna zdobyć się na szczerość. Odmówić, przeprosić
i wyjaśnić- Tak- usłyszała swój głos, zobaczyła ulgę w oczach Patricka.

-Amelia- mocno ją do siebie przytulił, przywarła do niego całym ciałem.

- Kocham cię, Paddy- chciała dalej śnić swój sen. Nie chciała się obudzić.

……………………………………….

Irlandia

- Ładny dom- Jimmy, otworzył małą, białą furtkę- Mały ale ładny- rzekł z ironią
w głosie.

- Małe jest piękne- puściła do niego oczko mijając go.

- Zaprosisz mnie?-

- Nie- zatrzasnęła furtkę.

- Ktoś jest w środku?- zauważył żarzące się światło.

- Być może- zanurzyła dłoń w małej torebce, wyjęła z niej klucze.

- Mieszkasz sama? Z kimś?-

- Nie twój interes Sherlocku- posłała mu całusa- Dziękuję, że mnie odwiozłeś!-

- I to koniec?- Jimmy rozłożył ręce.

Wzruszyła ramionami- Nie wiem – pochyliła się nad niską furtką, musnęła
jego rozchylone usta – Nie wracaj tutaj- po czym  zniknęła w ciemnym gąszczu
nocy.

Rozdział 288- ID

To chyba najdłuższy rozdział w CMS ale też jest to ostatni rozdział.
Fatalnie mi się go pisało, to znaczy początek ale z każdym kolejnym
zdaniem było coraz lepiej i muszę przyznać, że jestem zadowolona.
Jestem dumna z CMS, trochę pozmieniałam, poskracałam, ale 4 cz
była improwizacją, mniej bądź bardziej udaną. Kto czyta od początku
wie, że zawsze miało być otwarte zakończenie. Myślę,że mamy całkiem
ładny happy end. Wszyscy są razem, szczęśliwi z optymistycznym
spojrzeniem na przyszłość. To czego nie rozumiemy, dopowiedzmy
sobie sami, interpretacja dowolna. Jednym się spodoba, innym nie,
a jeszcze inni zapytają co Autor miał na myśli. No coś miałam na myśli ;)
Ja też znam ten ból po przeczytaniu książki, ale myślę, że jak na realia
Cms, jest bardzo ok.

Jimmy z Paddym pogodzeni, przypomnieli sobie o tym, że są braćmi.
I tego chciałam od początku. Paddy, pokonał swoje drugie ja, i jednak
docenił to co ma wokół siebie. Żonę, dziecko. Tego zawsze pragnął, Luk
wraz z Elsą, pokonali demony przeszłości i ich małżeństwa. A Jimmy,
to w końcu Jimmy ;) Samotny, indywidualny wędrowiec o dobrym sercu.

Dziękuję wszystkim!!! Absolutnie wszystkim, za każdą odsłonę, komentarz,
rozmowy na grupie. Dziękuję. I czasem tu zaglądajcie ;) Pozdrawiam Mela.

Los Angeles

- Jakaś paranoja- Paddy powtórzył się- I, że ty też tutaj jesteś- wbił
wzrok w przyjaciela.

- Larysa ma wyłączność na ślubną sesję…Ja nie dostałem przepustki.
I chyba już wiem dlaczego- rzek Luk sącząc mocną ale zimną już kawę.

- Ale przecież Nadin wie, że Larysa pracuje dla ciebie i skąd te tajemnice?!-
Patrick nie potrafił tego zrozumieć- Spóźnia się już trzydzieści minut-

- Może wcale nie przyjdzie- westchnął Luk.

- To nie ona była panną młodą- odezwał się w końcu Jimmy.

- A kto?!- wrzasnął Paddy.

- I chyba nie chcę jej widzieć- Jimmy, wstał.

- Za kilka godzin mamy samolot,siadaj!- Paddy, popchnął brata na
krzesło-Z buta pójdziesz?-

- Nie chcę jej widzieć!- Jimmy, uderzył dłonią w stół- I nie chcę niczego
wiedzieć- wybiegł z małej kawiarenki przy plaży.

Stał i patrzył w ocean- Gdzie jesteś?- szepnął bezgłośnie- Dlaczego?-
z jego oczu popłynęły łzy.

- Co z tobą?- za jego plecami stał Luk w ich stronę powoli zmierzał Paddy.

- Sam nie wiem- odpowiedział- Nic już nie wiem. To nie Nadin miała być
panną młodą-

- Więc kto?!- Luk wbił wzrok w Jimma.

- Lot nam odwołali. Coś z pogodą. Lecimy jutro- oznajmił Paddy- Masakra-

- Chodź. Napijemy się- Luk,objął Jimmy ramieniem- Chodź-

Po kilku kolejkach przyjaciele powoli zaczęli przenosić się w inny świat.
- Gdzie Jimmy?- Paddy,opadł na krzesło.

- Poszedł do kibla- odpowiedział Luk.

- Byłem tam. Nie ma go- wymamrotał Patrick.

- Jimm się nie zgubi-

- Ale narobi głupot – rzekł Paddy rozglądając się po niewielkim lokalu.

- Ostatnio to ty robisz głupoty.Jimmy, się nie zgubi. Wróci- Luk, podsunął
butelkę z whisky w stronę Patricka.

………………………

- Co masz mi do powiedzenia?- Jimmy, spojrzał na bladą Nadin.

- Po prostu ślub się nie odbył- pociągnęła nosem- Zdarza się nawet
w bajkach- naciągnęła na ramiona kremowy sweter,  usiadła na ławce
blisko oceanu.

- To nie miał być twój ślub- usiadł obok.

Spojrzała na niego przerażona- Mój!-

- Nie prawda. Kim była panna młoda? I po co ta cała szopka?!-
czuł nadchodzący gniew, był pijany i wściekły.

- Jimmy, nie wiem o czym mówisz…Ryan zrezygnował- wydukała.
- Złamał mi serce a ty chcesz mnie dobić!- rozpłakała się.

Roześmiał się- To ty chcesz mnie dobić! Po co nas tu ściągnęłaś?!-
zaczął tracić nad sobą kontrole, złapał ją za włosy, wrzasnęła- Mów!-
potrząsnął nią.

Dziewczyna upadła, trzymała się za głowę – Boże! Jimmy,puść mnie-

- Mów całą prawdę albo cię utopię!- trzymając ją za włosy pociągnął
w stronę oceanu, rozprostował palce a Nadin wpadła do wody.
Kaszląc i płacząc próbowała wstać ale wtedy znów ją złapał i zanurzył
jej twarz w wodzie- Ona żyje?! Tak?! No mów! Ona żyje! I to miał
być jej ślub?!- wrzeszczał niczym opętany.

- Nie!- dławiła się wodą.

- Gadaj!-

- Nie! To miał być mój ślub!- próbowała złapać oddech- Kocham Luka!-
wdychała łapczywie powietrze- Chciałam wyjść za Ryana - masowała
szyję, połykała własne łzy- Chciałam się od was odciąć! Ale kocham Luka!
- trzęsła się ze strachu i z zimna.

- Nie wierzę ci!- zaryczał.

- Jesteś chory psychicznie!- wyrwała mu się- Jesteś psychopatą!- płakała.

- Nie ja jestem chory a wy! Wy jesteście chore!- złapał Nadin i zanurzył
pod wodą.

…..

- Nie ma go nigdzie- Paddy rozejrzał się wychodząc- Mówiłeś,  że się
znajdzie- zerknął na wstawionego Luka.

- No to chyba się pomyliłem…- fotograf założył czapkę z daszkiem na
głowę.

- Policja- Paddy, wskazał na rozświetlone samochody- Coś się musiało
stać- wspiął się na palcach żeby coś zobaczyć.

- O kurwa!- Luk ruszył przed siebie, zaczął przeciskać się przez gapiów.

- Co jest?!- zawołał Paddy i ruszył za przyjacielem. Zobaczył płaczącą
Nadin w kołnierzu na szyi i okrytą kocem. Chyba badał ją lekarz albo
pielęgniarz, Jimma prowadziła policja. Był zakuty w kajdanki! – Na rany
Chrystusa- Patrick przeżegnał się.

……………………………….

Monachium.

- Zniszcz to-rzekła Elsa stojąc przy oknie – Nie chciałam tego oglądać-
zamrugała.

- Joelle chciała to wszystko naprawdę opublikować. Najpierw ten artykuł
o Kelly, o jej romansie z Paddym. Te nagrania…-

- O jej rzekomym romansie z Paddym- poprawiła Lenę, blondynka.

- Elsa,znałyśmy ją. To była taka porządna dziewczyna- szatynka stanęła
obok przyjaciółki- Co się z nią stało?-

- Odwaliło jej . Zdarza się- blondynka wzruszyła ramionami- Chciała się
zemścić. Nic nowego. Claudia, później ona-

- Nie wiem czy Paddy kiedykolwiek dał im nadzieję- szepnęła Lena.

- Lena, o czym my mówimy?- prychnęła Elsa- Obie wiemy jak silna potrafi
być miłość fanki do idola. Widziałyśmy, czytałyśmy o fankach, na które Paddy
spojrzy, odezwał się i ona myślą, że są tą jedyną. Piszą jakieś głupoty-
podeszła do wózka w którym spała Emma- Też nie rozumiem tego fenomenu-
opadła na łóżko w sypialni- A Joelle znała Patricka, byli kiedyś razem, Sven
ją podburzał i ześwirowała-

- Joelle pisała o DID. Pisała o Ninie- Lena, usiadła na łóżku obok przyjaciółki.

-I twierdzi, że Nina żyje. Nie wierzę w to co tam napisała. Nie wierzę- rzekła
z zaciętością Elsa.

- A może ona przeżyła ten wypadek…Może faktycznie kieruje nią ta druga
osobowość? W tym artykule pisała, że zawsze jedna osobowość dominuje,
że czasem te prawdziwe JA, jest ukryte nawet na kilka lat…-

- Przestań Lena!- Elsa wzięła pendrive do ręki- Spalmy go i nigdy więcej
do tego nie wracajmy. Nigdy- mocno złapała dłoń przyjaciółki- Nie wierzę|
w cuda- zajrzała do wózka i zbiegła po schodach.

- Może powinnyśmy go zatrzymać- Lena dogoniła ją ale Elsa,wrzuciła
przedmiot do ognia.

-Nie wierzę w to wszystko. Ktoś sobie zakpił. Joelle na końcu odwaliło.
Nina nie żyje i chyba czas to uszanować- spojrzała na szatynkę.

- Może powinniśmy jednak otworzyć trumnę?-

- Nigdy się na to nie zgodzę- odpowiedziała pewnie blondynka- Spójrz
do czego doszło?- stały na wprost siebie trzymając się za ręce- Gadamy
o zmarłej. Świrujemy. Ktoś nas podpuścił…-

- Ludzie sfingują własną śmierć, ona była chora…-

- Ona była naszą najlepszą przyjaciółką. I zasługuje na szacunek po
śmierci.A nawet gdyby było inaczej, w co nie wierzę, naszym obowiązkiem
jest uszanować jej wolę. Naszym!- objęła Lenę- Nie Jimma ani Paddyego.
Tylko naszym!-

- Chyba masz rację-

- Chcesz żeby to całe szaleństwo zaczęło się na nowo? – patrzyły sobie
w oczy, w oddali było słychać jedynie trzask ognia w kominku.

- Masz rację. Nie dajmy się zwariować- trzymając się za rękę wróciły do
sypialni.

……………..

Tydzień później. Ettal.

- Cleo, porozmawiaj ze mną- Jimmy stał nad walizką i patrzył na wchodzącą
do sypialni kobietę.

- Rozmawiam – odpowiedziała układając na łóżku wyprasowane koszule.
- Pakuj się bo się spóźnisz- opuściła sypialnię.

Wbił wzrok w koszulę,westchnął ciężko,od powrotu z Los Angeles, unikała
go. Dowiedziała się o tym co zrobił, że spędził 24 godziny w areszcie, że
znów mu odbiło. Przepraszał ją, tłumaczył,ale tylko kiwała głową a w jej
oczach widział jakby bezgraniczny smutek.

Znalazł ją przy stole w kuchni, sączyła sok…- Dlaczego przynajmniej nie
próbujesz mnie zrozumieć?- usiadł na krześle, dotknął jej dłoni ale szybko
ją cofnęła by nerwowo poprawić włosy.

- Zrozumieć ciebie…A co ja robię od kiedy cię poznałam?- objęła szklankę.
- Staram się ciebie zrozumieć, usprawiedliwiać twoje zachowania…Ale to
się nie kończy, Jimmy- w końcu na niego spojrzała- Możemy udawać, że
nic się nie stało, że prawie nie utopiłeś Nadin…Mogę udawać bo jeszcze
cię kocham. Ale za tydzień, miesiąc, rok to się powtórzy…-

- Nie powtórzy się- rzekł z zaciętością- Jesteś ze mną na co dzień, znasz
mnie…I co? Czy ja żyję przeszłością? Czy zachowuję się…Źle? Nie!- sam
sobie odpowiedział- To przeszłość mnie uderzyła w głowę! Wydarzyły się
rzeczy których nie rozumiem…- schował twarz w dłoniach.

- Ale czego nie rozumiesz?- podniosła głos- Nina nie żyje. Tak naprawdę
nie znacie Nadin. Może jest chora. A może zazdrosna? Zagrała wam na
nosie i tyle! Kocha Luka i nie wyszła za mąż! Takie rzeczy się dzieją!
Ludzie odwołują ślub!Są podobni do innych,czasem naszym życiem
rządzą dziwne zbiegi okoliczności, dziwne sytuacje ale to nie powód by
kogoś dusić!- ze złości aż się trzęsła.

- Dlaczego nie pomyślisz o mnie? To mnie przerasta!- również podiósł
głos.

- A o kim myślę cały czas?!- rozłożyła ręce- O tobie. O Ninie. O twojej
blond przyjaciółce! O Meike! I o twoich dzieciach!- z jej oczu popłynęły
łzy- Wiesz, że walczę z uzależnieniem, wiesz jak jest mi ciężko! Muszę
mieć spokój! Potrzebuję spokoju w domu! Wsparcia! A ja co dzień walczę
ze sobą żeby się nie napić! Bo zwyczajnie mam dość!- rozpłakała się na
dobre, Jimmy, bez słowa ją do siebie przytulił- Kocham cię, Jimmy i nie
mam siły od ciebie odejść ale szukam jej w sobie- otarła łzy-I kiedy tylko
znajdę, odejdę- spojrzała mu w oczy.

- Cleo, uspokój się. Błagam cię- ucałował jej dłonie- To się już nie
powtórzy…Ale spróbuj mnie zrozumieć…-

Zaprzeczyła głową- Nie chcę tego rozumieć! Jedź już- odwróciła się
do niego tyłem. Podszedł do niej i objął ją mocno, ręce skrzyżował na
jej piersiach, szyję wtulił w jej włosy- Naprawdę nie widzisz jak mocno
cię kocham…Jesteś moim sercem. Nie zostawisz mnie bo ja nigdy nie
pozwolę ci odejść. Kocham cię i nie szukam Niny. Nie widzisz tego?!-
odwrócił ją do siebie, mocno wbił się w jej mokre od łez usta, szybko
odwzajemniła pocałunek, posadził ją na parapecie zrzucając przy tym
donicę z kwiatkiem, objęła go nogami. Kiedy ją rozbierał a zaraz później
w nią wszedł, była skłonna choć na krótką chwilę o wszystkim zapomnieć,
kiedy jej ciałem wstrząsnął orgazm przez myśl przebiegła jej jedna myśl.
Od Jimma nie dała się odejść od niego można było jedynie uciec zacierając
za sobą ślady.

……………………………..

Początek maja. Kolonia.

- Zgasł- rzekła Elsa- Zapal raz jeszcze- szturchnęła Luka.

- Paskudny wiatr- odpowiedział fotograf zapalając znicz- Pali się- wstał
i wzrokiem odszukał dzieci. Stały kilka grobów dalej rozmawiając
żywo z dziećmi Jimma.

Lena, poprawiła pokaźny bukiet chabrów w wazonie na grobie Niny, dłonią
przetarła jej zdjęcie.

Paddy stał trzymając na rękach córkę, pocałował jej kasztanowe włosy,
obok niego z beznamiętnym wyrazem twarzy  stał Jimmy.

- Ok, pomódlmy się i spadamy- zarządziła Elsa robiąc znak krzyża.

Luk wziął na ręce małą Emmę i w ciszy zaczął się modlić.

Dzisiaj przypadała rocznica śmierci Niny. Kolejna. Minęło tyle lat i mimo
jej śmierci, mieli wrażenie, że jest wśród nich, że dalej żyje tyle, że w
zdrowiu i spokoju. Nie wracali do rozmów o niej ani do swoich rozterek
czy podejrzeń. Każde z nich miało swoje własne przemyślenia, ale na
na końcu tych przemyśleń zawsze hołdowała im jedna myśl. Nina nie
żyje albo raczej odeszła. Na zawsze. Odeszła pięknego majowego
dnia,wiele lat temu. Miała na sobie zieloną sukienkę, trampki i jadła
owocowe lody. Uśmiechała się a jej włosy mieniły się słońcu. Padł
strzał a ona padła na ziemię. Kula trafiła w serce a raczej kilka milimetórw
obok. Nie przeżyła. I chyba nie chciała przeżyć. Dobrze wiedziała,
że i tak nigdy nie doczekałaby później starości u boku swojego Jimma.
Wiedziała, że jej choroba postępuje i mimo, że była poddawana
różnym, eksperymentalnym metodą, czuła się coraz gorzej. Terapie
ją wyniszczały, a urojenia narastały. Walczyły w niej dwa światy.
Ta druga, bardziej pewna siebie osobowość coraz częściej nią
rządziła. Tamta Nina nie chciała takiego życia, nie kochał już tak
mocno Jimma, kochała kogoś innego. Coraz częściej śniły się jej
granatowe oczy. Opowiedziała o swoich obawach Lukowi, błagała,
żeby ją gdzieś zamknął na leczeniu zanim dojdzie do katastrofy.
Nie chciała też robić tego Jimmowi…Do klinki miała trafić rok
później, nie zdążyła. Ostatnie oczy jakie widziała nad sobą nie
były oczami Jimma ani Patricka, lecz Paula.

- Zapraszamy na obiad- Elsa, spojrzała na przyjaciół- W naszym domu-
klasnęła w dłonie.

- Czyli jednak wróciliście na dobre?- Lena, obięła przyjaciółkę.

- Tak. Tutaj jest nasz dom- wspięła się na palcach by pocałować Luka.

- Kiedy wraca Cleo?- blondynka zatrzymała się przy Jimmie.

- Za tydzień – odpowiedział- Mało się odzywa- spojrzał na młodszego
brata.

- Bo jest w pracy- odpowiedział Paddy stawiając córkę na nogi- Tylko
powoli!-

- Tęsknię za nią- Jimmy ruszył przed siebie.

- No ja też. John mnie wkurza- Paddy wzdrygnął się na myśl o kolesiu
który zastępuje Cleo.

- Mnie wszystko wkurza- rzekł Jimmy- Jestem wykończony trasą i jak
dorzucą jeszcze jakieś daty to chyba się powieszę- ziewnął szeroko.

- Trochę wam zazdroszczę jednak- Paddy, włożył dłonie do kieszeni.

- Uwierz…Nie ma czego- Jimmy, objął brata ramieniem- Ja, zazdroszczę
tobie. Sam. Ze swoim zespołem…-

- Tak. Dokładnie tak chciałem…Ale chyba nie masz czego mi zazdrościć-
Paddy, poklepał Jimma po plecach.

- No zrób im zdjęcie!- Elsa, odwróciła się- To trzeba uwiecznić- wzięła od
Luka, córkę.

- Zróbmy sobie wspólne!- śmiała się Lena.

- Ale może nie na cmentarzu?!- Jimmy, postukał się w czoło.

- No raczej!- wrzasnęła Elsa.

…..

- Dobra mamy już chyba trzydzieści ujęć!- Jimmy, skrzywił się- Wystarczy!
Bo zacznę pobierać opłatę!- odsunął Patricka od siebie- Gdzie ten obiad?!-

- Zaraz- odpowiedział Luk- Wkurzacie mnie!- odłożył aparat i udał się do kuchni.

- Pomogę ci- w ślad za nim ruszyła Lena.

Jimmy,czując wibrujący telefon wyszedł na taras, pomachał bawiącym się
dzieciom- Hej, skarbie- odebrał.

- Hej, Jimmy- uśmiechnął się słysząc głos Cleo- Jesteśmy u Elsy i Luka.
Wrócili, zaprosili nas na obiad. Miałaś tu być ze mną- wbił wzrok w swoje
buty.

- Wiem, ale mam tyle pracy, szkolenia. Wracam za tydzień-

- Zacznę skreślać dni- podrapał się po głowie- Tęsknię.Bardzo za tobą
tęsknię-

- Ja też tęsknię. Wynagrodzę ci to jak wrócę-

-Już mnie uwiera- muzyk dotknął swojego krocza.

- Jimmy!- roześmiała się- Muszę kończyć-

- Cleo…Wracaj już do mnie. Ciągle przekładasz powrót- przygryzł usta.

- Jimmy, nie jesteś dzieckiem. Dopiero co wróciłeś z trasy. Odpocznij.
- Musze kończyć, tracę zasięg…-

- Kocham cię- zdążył jeszcze powiedzieć- Kocham cię, Cleo- powtórzył.

- Jesteś trochę żałosny- na jego ramieniu uwiesił się Paddy- Gadasz sam
ze sobą-

- I tak ciebie nie przebiję- odgryzł się- I nie gadam do siebie, rozmawiałem
z Cleo- popchnął go w stronę altanki- Wiesz, że tak poznałem Cleo?-

- Przecież poznałeś ją podczas mojego koncertu- Paddy usadowił się
wygodnie nie odrywając wzroku od córki.

- Wtedy ją zobaczyłem. Ale poznałem w Toskanii. A kiedy do niej zagadałem
rozmawiała przez telefon. To znaczy udawała- usiadł obok brata.

- Przy tobie ludzie świrują- Paddy parsknął śmiechem.

- Przed chwilą byłeś głodny- nad nimi pojawił się Luk- Obiad i tiramisu-

- Ale masz seksowny fartuszek- zagwizdał Jimmy- Gdybym był gejem…-

- Nie miałbyś szans- Paddy, wstał- On byłby mój- przyciągnął do siebie
fotografa i polizał go po szyi.

- O fuj!- wrzasnął Jimmy zasłaniając twarz.

- O kurwa fuj!- krzyknął zniesmaczony Luk- Pojebało cię! – szybko zdjął
swój figlarny fartuszek i przetarł nim szyję- Na Boga, zmień dilera!Fuj!-
krzywił się.

Paddy zanosił się ze śmiechu- Nie chcę nic mówić ale musiałbyś sobie
sprawić drabinę żeby do niego dosięgnąć- rzekł Jimmy wciąż nie odsłaniając
twarzy.

- Chyba żartujesz, że to on by mnie ruchał?!- rzekł Luk zanurzając dłonie
w fontannie- Jak mnie coś obsypie!- pogroził Patrickowi przecierając szyję.

Paddy już prawie klęczał ze śmiechu, Luk podszedł do niego i uderzył
go kroczem w twarz- Tak by to wyglądała. Na stojąco od przodu!- zaczął
się śmiać a Jimmy, spadł z bujanej ławki.

- Niedobrze mi!- skrzywił się Luk- Idziemy jeść-

- Odechciało mi się- rzekł Jimmy podnosząc się- I tak byś wybrał mnie.
Zawsze przegrywasz- zatrzymał się obok Patricka. Patrząc na niego,
podał mu rękę.

- Tylko pozwalam ci tak myśleć- poklepał brata po plecach.

- Ok, Kelly świry! Koniec tych obrzydliwych fantazji!- śmiał się Luk biorąc
Ninę na ręce- Chodź do mnie, księżniczko!-

- Zaproszenie mam wam wysłać?- w drzwiach pojawiła się Elsa.

- Kochanie, oni chcą mnie…Jakby ci to powiedzieć…Fantazjują o mnie-
fotograf objął żonę i musnął jej jasne włosy.

- On jest tylko mój- pokazała im język- I nie oddam- pogroziła im palcem.

Jimmy zasiadł do stołu wołając swoje pociechy, Paddy, zajął miejsce obok
brata- Chyba wszystko?- zapytał Luk, patrząc na żonę.

- Sztućce!- posłała mu całusa- Przyniosę- w kuchni zastała Lenę.

- Sztućce- otworzyła szufladę i mocno zgięła się w pół.

- Znowu cię boli?- zapytała Lena dotykając przyjaciółkę.

-Nie. Czasem tylko coś mnie ukłuje – blondynka masowała dół brzucha.

- Na pewno wszystko jest ok?- Lena wyglądała na zatroskaną.

- Tak. Konsultwałam to z Natalią. Dostanę jakieś zastrzyki rozrzedzające-
otarła pot z czoła.

- Ok. Chodźmy- objęła blondynkę i wróciły do salonu.

Po jakiś trzydziestu minutach, Jimmy trzymając się za brzuch, wrzasnął.
Nażarłem się jak…-

- Nie kończ!- upomniała go Elsa.

- Pycha!- Lena wytarła usta i pocałowała roześmianą córkę- Zjadłam za
dwóch albo i nawet za trzech- musiała odpiąć guzik w spodniach- To mi się
nie zdarz – roześmiała się- A za dwa tygodnie maraton- sięgnęła po kieliszek
z winem.

- Jak żyliście bez nas- śmiał się Luk trzymając rękę żony.

- Wcale nie żyliśmy. Wegetowaliśmy- zarechotał Jimmy trzymając się brzuch.

-Weź Ninę- Lena, szepnęła do Patricka- Czuję szpinak- dotknęła ust.

- Przecież lubisz szpinak- Luk, zerknął na przyjaciółkę.

- No lubię i chyba przesadziłam – wstała od stołu.

- Tylko tam z kulturą!- śmiejąc się, Elsa pogroziła jej palcem.

- Idź do wujka- Paddy, posadził Ninę na kolanach Jimma- Zaraz wracam-

- Moja dziewczynka- Jimmy mocno objął Ninę, Paddy, słysząc to, przewrócił
oczami- Lena- zapukał w drzwi od łazienki.

Po chwili wyszła- Co?!- wycierała dłonie.

- Dobrze się czujesz?- zapytał.

- Dobrze. Jak mam się czuć? Stoisz pod drzwiami, w tym domu jest
więcej łazienek- pociągnęła błyszczykiem usta.

Uśmiechnął się- Przez chwile myślałem, przepraszam. Martwię się
o ciebie- ich wzrok spotkał się w odbiciu lustra.

-To miłe, ale to, że noszę nazwisko Kelly nie oznacza, że nie mogę
się przejeść- oboje się uśmiechnęli- Nic co ludzkie nie jest nam obce-
śmiejąc się wrócili do salonu.

- Zagralibyście coś- zaszczebiotała Elsa- Tylko dla mnie- wskazała na
siebie- Przez Emmę, byłam tylko na jednym waszym koncercie – zerknęła
na Jimma- I na jednym  twoim, jeszcze jakaś Helga mnie przygniotła!-
przewróciła oczami.

- Przez Emmę!- wrzasnął Luk- Słyszałaś kochanie?- zakołysał wózkiem.
- Masz wyrodną matkę ale tatuś się tobą zajmie- pochylił się by pocałować
córkę.

- Dobra, dobra!- szturchnęła go Elsa.

- Tylko koncerty ci w głowie!- fotograf pokiwał głową z udawaną irytacją.
- Przejdźcie w końcu na emeryturę! Ile można grać?!-

- Do śmierci- śmiał się Paddy.

- Chcesz powiedzieć, że umrzesz na scenie?- zapytał go Luk.

- Podczas rzucania się w tłum- odpowiedział Jimmy- Fanki się zestarzeją
i cię nie zdążą złapać. Ich wykrzywione z reumatyzmu dłonie nie utrzymają
cię i gleba!-

- To nie jest śmieszne- Paddy, postukał się w czoło.

- Posikam się zaraz ze śmiechu- Lena parsknęła śmiechem- Jimmy, ma
rację – przybiła piątkę z przyjacielem – Doigrasz się! Sikać!- znów wstała.

- Damie to nie przystoi. Jakoś wieśniacko się dzisiaj zachowujesz!- jęknął
Jimmy mieszając łyżką w tiramisu.

- Coś ty jadła?- zapytał oburzony Luk.

- A ja nie jestem damą?- wrzasnęła Elsa udając obrażoną.

- Nie, kochanie- Luk, wbił się usta żony- Ty, nie- odwzajemniła pocałunek.

- Ok. Zagrajcie coś!- Elsa, drążyła temat- Proszę!-

- Ale co mamy zagrać?- zapytał Jimmy- Nie gramy razem od lat! Nie znam
jego hitów!-

- Coś z Kelly repertuaru?- Elsa spojrzała na braci.

- Nieee…- skrzywił się Paddy- Nie chcę z nim grać…Zresztą nie mamy
nic wspólnego żeby tak zaśpiewać…- upił łyk czerwonego wina.

- Carry my Soul- do salonu weszła Lena.

- Tobie chyba naprawdę coś dzisiaj zaszkodziło- Jimmy wbił wzrok w
przyjaciółkę.

- Oooo! Tak! Carry my soul!- piszczała Elsa- Proszę!No już!-

- Kochanie, powinnaś zostać ich menedżerem- Luk wstał by nosić córkę.
- Skrzyknęłabyś ich szybciej niż stary!-

- Wasze gitary nawet gdzieś tu są- blondynka również wstała by się
rozejrzeć.

- Nie graliśmy tego chyba z 10 lat- rzekł Paddy nie patrząc na Jimma.

- No bez przesady!- Elsa, wręczyła mu gitarę, podeszła do Jimma i
szturchnęła go instrumentem.

- Nie pamiętam słów…- próbował się wykręcić.

- Przestań!!!- ponownie uderzyła go instrumentem- Wszyscy znamy
te twoje ściemy! Tak samo ściemniałeś z Nanana,jak byłeś z Meike!
O co wam chodzi?- zapytała spoglądając na braci- Przecież minęły
lata, wszyscy jesteśmy pogodzeni z przeszłością, szczęśliwi?-
pomachała gitarą przed oczami Jimma.

- Ja zagram- powiedział cicho Patrick- Jimmy, nie musi mieć gitary-
haczył palcami po strunach.

Jimmy,poprawił się na krześle,wbił wzrok w podłogę,zacisnął usta.
Nie podobał mu się ten pomysł, nie chciał tego śpiewać, podniósł
wzrok i prawie zderzył się z chłodnymi, błękitnym oczami Elsy.
No właśnie, jak zwykle nie potrafił jej odmówić- To głupie…- westchnął.

Wstał i stanął za plecami brata- My name is Jimmy…(…) -

Piosenkę przerwał dzwonek do drzwi, Paddy, przerwał granie, Jimmy,
odwrócił się w stronę drzwi- Może to Paul?- blondynka zatrzepotała
rzęsami- Wzruszyłam  się-

- Nasz hymn- rzekła również wzruszona Lena- Ta piosenka jest
ponadczasowa-

- Zerknij kto tam, Jimmy- rzekł Luk karmiąc Emmę.

- Powinniście wrócić do grania razem- Jimmy zdążył usłyszeć jeszcze
głos Luk- Taaa. Jasne- rzekł ze sarkazmem łapiąc za klamkę.

………………..
Między lutym a majem.

Aż do tego dnia życie przyjaciół toczyło się spokojnie. Luk wraz z Elsą,
po długich rozmowach postanowili wrócić do Niemiec czym sprawili wielką
radość swoim dzieciom. Mała Emma rozwijała się książkowo, Elsa, rozkwitała
każdego dnia na nowo. Kochała i była kochana. Po raz kolejny zrozumiała
jak wspaniałego człowieka  miała przy sobie. Był nie tylko przystojnym
mężczyzną, wspaniałym kochankiem ale i najlepszym przyjacielem.

Chrzestną ich córki, została Larysa, mimo iż Elsa, była temu przeciwna,
w końcu zgodziła się. Młoda fotografka na chrzciny przyszła z jakimś
modelem, z którym współpracowała, tryskała radością.

Po powrocie do Niemiec, odświeżyli dom i studio Luka. Wszystko dobrze
się układało.

Jimmy przez kilka miesięcy koncertował, Nadin wycofała oskarżenia,
postępowanie przeciwko niemu zostało umorzone. Oczywiście nie obyło
się bez kłótni z Paddym i cichych dni z Cleo. Jakoś udało im się zarzeganć
kryzys i żyć dalej. Niespodziewanie menedżerka podjęła decyzję o wyjeździe
do Londynu i Nowego Jorku. W końcu chciała zostać producentką i pobyt
tam miał jej w tym pomóc. Dalej kierowała Paddym ale zatrudniła też kogoś
do pomocy. Mijali się z Jimmem, on koncertował ona nie śpieszyła się z
powrotem. Jimmy więc większość swojego wolnego czasu spędzał w Kolonii,
z Meike i dziećmi. Na szczęście wracała do zdrowia, zabrał ją nawet na
kilka dni Chorwacji. Kiedyś byli tam razem, musiał przyznać, że i tym
razem miło spędzili czas. Ralph musiał wyjechać zawodowo, Meike,
potrzebowała kilku dni gdzieś indziej niż w Kolonii czy u rodziców. Nie
mógł jej odmówić. Ale nie było dni aby nie dzwonił do Cleo, tęsknił za
nią.

Paddy również koncertował, Lena, zajmowała się domem i pisaniem
książki. Nie tęskniła za pracą za życiem w mieście. W końcu czuła się
w domu na końcu świata, na swoim miejsca. Nie pragnęła niczego
zmieniać, byli z Paddym bardzo szczęśliwi.

…………………….

Nicol,w końcu czuła się na swoim miejscu. Paryż, sesje zdjęciowe, blaski
fleszy. Jej kariera modelki nabierała tempa. Mieszkała sama, kochanków
zmieniła co kilka nocy. Była adorowana, rozpieszczana i czuła się doceniona.
Sporadycznie odwiedzała ojca i nie utrzymywała kontaktów ze swoją młodszą
siostrą.

Czasem kiedy siedziała na balkonie sącząc wytrawne wino i zajadając się
przysmakami francuskiej kuchni,patrzyła na blask wieży Eiffla, w tle słyszała
głos Patricka. Wydał wspaniałą płytę. Często o nim myślała. Był jej marzeniem.
Tym niespełnionym. Czyli był przyszłością. Sięgnęła po książkę, spojrzała
na zakładkę. Było to zdjęcie. Jej i Jimma.

…………………………

Livia, wróciła na studia, niebawem miała je ukończyć. Zamieszkała wraz
z Anią w Krakowie. Kochała Polskę. Nie biegała na randki, nie snuła planów.
Liczyło się tylko tu i teraz. Liczyły się studia i praca. Czasem tylko kiedy
sen nie nadchodził, wracała myślami do wydarzeń z przeszłości. Michael
Patrick Kelly. Szybko jednak przeganiała te myśli, w końcu to był tylko sen.
Tak było łatwiej. Bezpieczniej.

Ania, pięła się po szczeblach kariery, nawet kogoś poznała, planowali wspólną
przyszłość, nie zrezygnowała z koncertów Patricka. Ale nie pchała się już do
pierwszego rzędu, nie czekała na zdjęcie. Razem z Adamem, stali z tyłu
dobrze bawiąc się razem. Kiedy patrzyła na fanki,znała ich marzenia, dzisiaj
już wiedziała, że nie wszystkie marzenia należy spełniać. Czasem idol powinien
zostać idolem a marzenie,marzeniem by było o czym fantazjować.

………..

Maj. Teraźniejszość.

- I jak ci się tu mieszka?- Paul zerknął na przygaszoną Olivię- Hej- dotknął
jej ramienia.

- Ok. Nie wiem- opadła bez sił na kanapę- Czuję się tu dziwnie. Nie wiem
czy dobrze zrobiłam – pogładziła włosy.

- Dobrze zrobiłaś- Paul nie wypuszczał jej dłoni, usiadł obok- Tea czeka
tu lepsze życie, wiele możliwości. Luk, przychyli wam nieba. Ty masz
pracę…-

- Teo jest szczęśliwy- uśmiechnęła się smutno- Nie odstępuje Lucasa,
grają w piłkę. Jest wpatrzony w Mary. Ale ja…Duszę się tu…-

- Pewnie ci duszno jak widzisz swoją sąsiadkę- przygryzł usta.

- Czuję się jak w strzeżonym więzieniu. Ona to zrobiła specjalnie. Chce
mieć nas na oku. Jest cwana- mówiła cicho.

- Po prostu żyj po swojemu- rzekł Paul idąc do kuchni, wrócił z kubkiem
herbaty, podał go brunetce. Sam otworzył drzwi od balkonu- Widok masz
na mur berliński- roześmiali się. Zmrużył oczy, ktoś wchodził do bramy od
domu Elsy i Luka. To była kobieta.

……

- Cześć- Jimmy usłyszał znajomy głos. Bardzo powoli podniósł wzrok i
zamarł a może był to moment w którym serce zatrzymuje się na zawsze?
Bo czy może być jeszcze jakieś jakieś potem? Spojrzał w jej oczy i bardzo
powoli zamknął drzwi, oparł się o nie- Co jest?- Paddy, podszedł bliżej.
- Kto to?-

- Nikt- Jimmy usłyszał swój głos. Czuł, że zaczynał się pocić, że zaczęła
ogarniać go panika. Tylko nie Paddy!- Nikt- próbował się poruszyć.

- Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha- Paddy zaśmiał się i już chciał odejść
ale coś go zatrzymało. Wbił wzrok w brata, coś było nie tak- Jimmy…-

- Odsuń się!- Jimmy, odepchnął brata, ale ten złapał za klamkę- Błagam cię!
Błagam cię, bracie!- patrzył w granatowe oczy brata- To pomyłka, nie wzbudzaj
sensacji- chciał się uśmiechnąć ale z jego oczu popłynęły łzy- Błagam cię,
bracie. Nie otwieraj…Jeśli mnie kochasz. Nie otwieraj…-

Na chwilę czas się zatrzymał, a powietrze zgęstniało, napięcie było wręcz
namacalnie wyczuwalne- Wracajmy- delikatnie zdjął dłoń Patricka z klamki.
Objął go- Czekają na nas- wolno ruszyli do salonu, Paddy, obejrzał się za
siebie. Chciał zawrócić, coś powiedzieć,sprawdzić kto dzwonił do drzwi.

- Jimmy, wszystko ok?- zatrzymał brata.

- Tak. Tak, wszystko ok- wydukał.

- Kto to był?- wrzasnęła Elsa.

-Pomyłka. Nikogo tam nie było- odpowiedział Jimmy siadając na swoim
miejscu.

- Dziwnie wyglądacie- Lena, spojrzała na męża,nawet nie drgnął.

Jimmy, usiadł, miał wrażenie, że głowa zaraz mu eksploduje, dotknął
klatki piersiowej, zaczęło kręcić mu się w głowie, usłyszał płacz Mary.

Paddy miał przeczucie, że wie kogo Jimmy zobaczył. Zapragnął odwrócić
się i otworzyć drzwi. Odsunął żonę od siebie, zrobił kilka kroków do tyłu,
już miał podbiec do drzwi gdy usłyszał wrzask Elsy i Leny. Jimmy zsunął
się z krzesła. Paddy, uklęknął obok bladego brata- Jimmy!- wrzasnął.

……………………………….

Obudził się w wąskim, białym pokoju, słyszał odgłos aparatury medycznej.

- Jimmy!- Lena stała nad nim.

- Boże, ale nas przestraszyłeś- Elsa, lamentowała.

Nie słuchał tego co do niego mówią, próbował się podnieść ale bolała
go klatka piersiowa. Szukał wzrokiem Patricka. Był! Wstał z krzesła i
podszedł do łóżka- Jak się czujesz?- zobaczył w jego oczach troskę.

- Co się stało?- wydukał.

- Zemdlałeś podczas obiadu!- wyjaśniła Elsa dmuchając w chusteczkę.
-Tak nagle!-

- Zrobili ci badania. Serce. Stres- Lena, usiadła na łóżku- Koncerty,
stres, nie dbasz o siebie! Masz ciśnienie!-

- Jesteś coraz starszy a  zachowujesz się jak młodzieniaszek…-
rzekła z oburzeniem Elsa.

-Paddy…- Jimmy, pociągnął brata, ten pochylił się- Otworzyłeś drzwi?-
wbił w niego wzrok.

- Jakie drzwi?- ich wzrok się spotkał.

- Jak zemdlałem. Poszedłeś otworzyć?-

- Nie. Nikt nie dzwonił- Patrick wyprostował się.

- Jak to się stało?- wychrypiał.

- Mówiłam ci! Stres, twój niezdrowy tryb życia…- odpowiedziała Elsa.

- Ale ktoś dzwonił do drzwi?-

- Jakich drzwi?- blondynka zmarszczyła brwi- Powinni zbadać mu głowę…-
zerknęła na Lenę.

- Gdzie Luk?- dopytywał.

- Ktoś musiał zostać z dziećmi- odpowiedziała Lena.

- Czy dzwonił ktoś do drzwi?- wrzasnął, czuł, że ogarnia go panika.

- To pewnie szok- rzekła pewnie blondynka.

- Dzwoniłam  do Cleo, ale nie odbiera- Lena, czule pogłaskała Jimma
po twarzy- Jak tylko oddzwoni, podam  ci telefon-

- Przed tym zanim zemdlałem…- mówił wolno, walcząc z bólem głowy
i ogarniającym go przerażeniem- Zanim zemdlałem…Ktoś dzownił do
drzwi?- całą swoją uwagę skupił na Patricku, i o ile zawsze czytał z
niego jak z otwartej książki, tak teraz nie wyczytał nic.

- Nie- odpowiedziała Elsa.

- Ktoś dzwonił kilka godzin wcześniej – sprecyzowała szatynka.

- I ja otworzyłem drzwi?- zapytał cicho.

- No chyba ty…- Lena zmarszczyła brwi- Ale nic szczególnego się
nie wydarzyło. Przysnąłeś przy stole, Mary zaczęła płakać, rozbiła
kolano poderwałeś się i upadłeś-

Czyli to wszystko było tylko snem, uśmiechnął się- Wcześniej ktoś
dzwonił. W tym domu zawsze ktoś dzwoni- Elsa, wzruszyła ramionami.
- Wróciłeś jakiś blady- jego świat rozpadł się na miliony kawałków.

Czyli jednak to nie był sen… – Paddy…- wydukał obserwując brata.

- Nie wiem kto to był- odpowiedział unikając wzroku brata- Odpoczywaj-
uścisnął jego ramię- Nie otworzyłem tych drzwi- szepnął mu do ucha.
- Wracaj do zdrowia- musnął włosy brata.

- Jesteś silny- Lena uśmiechnęła się czule – Wszystko się ułoży. Potrzebujesz
czegoś?- zapytała sięgając po torebkę.

- Wodę -

- Skoczymy do sklepu- Elsa, wstała i wraz z Leną opuściły pokój Jimma.

- Przeraziłeś mnie- Paddy,usiadł na łóżku- Boże, tak strasznie się bałem-

-Ja też się bałem…Chyba nigdy w życiu tak się nie bałem…- odpowiedział.
- I co teraz będzie?-

Paddy, wzruszył ramionami- Jimmy, nie jest z tobą jakoś fatalnie. Wrócisz
z nami do Monachium, później zajmie się tobą Cleo. Przeżyjesz nas wszystkich!-

Jimmy wysilił się na uśmiech. Wiedział jedno, nie będzie rozpamiętywać, może
to był sen a może po prostu coś mu się wydawało? Może to jakieś wizje przed zawałem? Ostrzeżenie. Potrzebował Cleo! Chciał wrócić do domu, uciec z
Kolonii na dłuższy czas. Wysilił się by się przesunąć, Paddy, zaraz wygodnie
się rozsiadł- Jimmy,  kogo zobaczyłeś za drzwiami?-

- Nikogo. Naprawdę nikogo…- odpowiedział.

…………….

Ostenda. Belgia.

Siedziała na drewnianych schodach przed domem. W dłoniach przesypywała
piasek, obserwowała zachód słońca. Pociągając nosem wyjęła z kieszeni
dżinsów pierścionek z diamentem, rozprostowała palce, pierścionek zanurzył
się w piasku. Rozpłakała się. Drżącą dłonią dotknęła złotego łańcuszka, mocniej
wtuliła się w za duży, kremowy sweter. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą.

KONIEC

 

 

Rozdział 287- Amazing Grace

Rozdział jest zakręcony, niejasny i trochę pociągnięty na siłę ale musiałam
tak zrobić żeby mi się zgrało z zakończeniem. Tak więc kolejny, będzie
ostatnim ;) Pozdrawiam.

Lena, poczuła zimny powiem mroźnego, jeszcze grudniowego powietrza
na swoim policzku. Zerknęła na duży zegar, za dziesięć minut wybije północ,
nowy rok, nowa nie zapisana jeszcze książką. Jaka będzie? Spokojna,
romantyczna? Żywiła nadzieję,  że to nie będzie kryminał, z nieba niczym
puchate, białe pierze zaczął sypać śnieg- Lena, wszystko ok?- spojrzała
na Svena- Możemy porozmawiać?-

- Chyba nie mamy o czym- odpowiedziała ale nie ruszyła się z miejsca.

- Chyba jednak mamy. Przepraszam cię- śnieg osiadł na jego wełnianej
czapce.

Jeśli się zgodzi z nim porozmawiać, nowy rok przywita w jego towarzystwie,
czy to nie była aby zła wróżba? Czy ta rozmowa wpłynie na pierwszą jeszcze
nie zapisaną stronę w książce?- Ok- usłyszała swój głos.

………….

- Co ty chrzanisz?!- warknął Paddy, stawiając szampana na stole- Idę
poszukać Leny- poprawił biały szalik.

- Ja pójdę- powiedziała Cleo- Nie mam ochoty w tym uczestniczyć- sięgnęła
po skórzaną kurtkę.

- Cleo!- Jimmy, poderwał się na równe nogi, ale w odpowiedzi usłyszał
jedynie trzask drzwi.

- Nadin, przestajesz być zabawna- rzekł Patrick- Pojawiasz się niczym
zjawa, znikasz- pokręcił głową, miał złe przeczucie.

- Nie próbuję być zabawna- wyjaśniła kobieta- Jestem w Berlinie od kilku
dni. Przyjechałam na targi kulinarne. Można to łatwo sprawdzić- usiadła
na rogu wielkiej kanapy, założyła nogę na nogę- Grasz koncert, wpadłam.
Lubię twoją muzykę. Szczególe płytę ID- uśmiechnęła się- I jakoś tak
mi się skojarzyła z chorobą Niny. Dlatego zapytałam- rozłożyła ręce.

- ID, nie jest o chorobie Niny…-

- Jest o tożsamości. O czynnikach które na nią wpływają. Więc i o
chorobie. Schizofrenia,to też rodzaj tożsamości- rzekła wpatrując się
w Patricka.

- Pisałeś to z myślą o Ninie?- zapytał Jimm.

- Nie!- wrzasnął- Ogólnie. O Ninie też- rzekł ze złością w głosie.

- A Higher Love jest o kim?- zapytała Nadin.

- O Lenie!- wrzasnął poirytowany, poczuł suchość w ustach i czujny
wzrok brata na sobie.

- Płyta jest dość osobliwa. Friends R Family, wiadomo o waszej paczce.
Tej samej w której próbowaliście mną zatkać dziurę- wstała poprawiając
zielonkawą sukienkę- Moglibyśmy każdą z tych piosenek rozkładać na
zdania, słowa, przesłania…-

- Przestań. O co ci chodzi?- wrzasnął Paddy.

- O nic. Nie można porozmawiać?- również podniosła głos- Tak bardzo
chcieliście ze mnie zrobić Ninę, że się nią zainteresowałam. Jej choroba
na swój sposób była dość fascynująca-

- Nadin, do czego zmierzasz?- zapytał Jimmy stojąc pod ścianą.

- U was i tak wszystko zmierza w jednym kierunku. Do Niny. Ani upływ
czasu ani nawet jej śmierć was nie zmieniła- zamyśliła się- Was może
tak ale nie waszego uczucia do niej. To musiała być jednak niesamowita
kobieta- uśmiechnęła się tajemniczo.

- Nie jesteś do niej ani trochę podobna- rzekł Patrick- Ale chyba coś
was łączy…- zerknęła niepewnie w stronę Jimma.

- Więzy krwi- rzekła Nadin poprawiając rude włosy.

- Choroba- dokończył Jimmy- Nadin, powinnaś się przebadać- szepnął.

Zmierzyła ich wzrokiem- Może już to zrobiłam?- mrugnęła figlarnie- Nie
chcecie ze mną świętować, ani zaakceptować mnie takiej jaką jestem-
wzruszyła ramionami- Więc czas na mnie- w tym momencie niebo pojaśniało,
zmieniło swój czarny kolor na kolorowy. Z balkonu dochodził śpiew, brawa,
wesołe okrzyki- Szczęśliwego Nowego Roku!- wrzasnęła Nadin przytulając
do siebie braci- Uważajcie z marzeniami, czasem lubią się spełniać!-
szepnęła.

……………………………..

Cleo, od kilku minut szukała Leny, ale ta jakby zapadła się pod ziemię, nie
chciało jej się wierzyć, że wmieszała się w tłum! Zatrzymała się na chwilę,
ludzi wokół niej składali sobie życzenia, jedni śpiewali, inni ze wzruszenia
płakali, zatkała uszy, nie lubiła odgłosu wystrzelanych w niebo petard ale
lubiła na nie patrzeć. Uśmiechnęła się. Miała wrażenie, że biało czarny
świat,na dworze było ciemno, z nieba sypał śnieg, nagle ożywił się, jakby
ktoś pomalował go kolorową kredką. Czuła znajomy zapach. Zapach
szampana – Cleo!- ktoś nią szarpnął.

- Paddy, za 15 minut zaczyna! Gdzie on jest?-

- Jadę po niego- odpowiedziała idąc w stronę szklanej widny. Wcisnęła
piętnaste piętro. Jadąc w górę patrzyła tępo przed siebie, widziała
nadjeżdżającą drugą windę. Ona jechała w górę a winda obok, w dół.

Stała w niej kobieta, tyłem do niej, miała rude włosy. Pomyślała o
Nadin, ale kobieta była inaczej ubrana.

- Patrick!- wpadła do apartamentu- Na scenę- rzekła zdyszana.

- Gdzie Lena?- zapytał. Zauważyła, że był zdenerwowany. Obaj byli
zdenerwowani. Uśmiechnęła się bezwiednie. Przecież chodziło o rude
włosy. Zawsze chodziło o rude włosy.

- Nie wiem- odpowiedziała- Idź już. Pewnie po twoim występnie będzie
na ciebie czekać-

- Wybiła dwunasta- rzekł Jimmy kiedy zostali już sami, podszedł bliżej
i mocno ją do siebie przytulił- Czego mam ci życzyć?- spojrzał w jej
oczy.

- Nie wiem- szepnęła, czuła jego zdenerwowanie- Spokoju. Spokojnego
życia z tobą- pocałowała go.

- Więc tego nam życzę- pocałował ją mocno, namiętnie.

- A czego ja mam życzyć tobie?- zapytała dotykając jego ust.

- Mam wszystko…Zdrowia-

- Więc życzę nam zdrowia i żebyś w końcu zapomniał- zamknęła mu
usta pocałunkiem- Przed nami kolejny rok, nie pytaj mnie…o TO, przez
cały rok, ok?- oparła głowę o jego czoło.

- Ok- zgodził się niechętnie, nie chciał i nie miał siły na kolejną kłótnię.

………..

- Wszystkiego dobrego w Nowym Roku- rzekł Sven stawiając na stole
dwa kubki z grzanym winem.

- Wzajemnie. Co u twojej żony? Widziałam, że urodziło wam się drugie
dziecko- objęła kubek dłońmi- Gratuluje- zbliżyła kubek do twarzy. Lubiła
zapach goździków i posmak suszonej pomarańczy.

- Wszystko w porządku. Dziękuję- odpowiedział.

- Sven, do sedna- upiła łyk.

- Chciałbym pogodzić się z Paddym. Chciałbym uzyskać jego przebaczenie.
I twoje- spojrzał na szatynkę- Potrzebuję tego-

Spuściła wzrok- O tym musisz rozmawiać z Paddym. Jeśli o mnie chodzi,
wybaczam ci- spojrzała mu w oczy- Wybaczyłam ci. Ale ani moje wybaczenie
ani Patricka nie wróci życia Joelle- zobaczyła w jego oczach łzy.

- Wiem-

- Nie chodzi o to, że namieszałeś między nami- uśmiechnęła się smutno.
- Chodzi o Joelle. Podsycałeś w niej nadzieję, nie zauważyłeś, że jej
odbiło?! Nie potrafiła ułożyć sobie życia. To ją przerosło. To mnie
przerosło- splotła dłonie- Tego nie cofniemy- poprawiła miodowy szalik.

- Nawet nie wiesz jak żałuję…-

- Nie da się pokochać kogoś na siłę. Nie da. Tak samo jak kogoś zatrzymać.
Nigdy nie trzymałam siłą przy sobie Patricka i nigdy tego nie zrobię. A Paddy,
nie jest święty, nie trzeba mu torować przejścia, ani podsuwać innej kobiety.
Jak będzie chciał zdradzić to zrobi to- pomyślała o Livii, ale szybko przegoniła
mary przeszłości ze swojego umysłu.

- Chciałem dla niego jak najlepiej. Naprawdę- Sven zaczął mówić- Byłem
świadkiem tego całego szaleństwa między nim a Jimmem. Nina, ona była
ich przekleństwem. Dopiero po latach, w sumie niedawno, zrozumiałem,
że może to oni byli jej przekleństwem- przetarł twarz- Widziałem go kiedy
był z Joelle. Był wtedy inny. Spokojny. Ona nie była fanka, była jego
dawną znajomą, znajomą rodziny. Jakby jedną z nich. Pasowała do niego.
Ale wróciła Nina a wraz z nią całe to szaleństwo- zaśmiał się nerwowo.
-Kiedy odeszła, wtedy kiedy myślał, że umarła…Widziałem jak on sam
umiera za życia, jak się pogubił. Fanki szalały, koncert za koncertem ,
odejście Jimma, to całe szaleństwo. Wypalał się. Nie mogłem się z tym
pogodzić. Paddy, to najlepszy człowiek jakiego znam. On po prostu jest
dobry- spojrzał na szatynkę,milczała- Kiedy dowiedziałem się, że chce
ze sobą skończyć, że nie chce dalej żyć, coś we mnie pękło. Później
zakon. Chyba jako jedyny poparłem jego decyzję. Cieszyłem się, że
Niny nie ma i, że w końcu odetnie się od was. Więc kiedy wyszedł i
na nowo zaczął walczyć o Ninę, zacząłem namawiać Joelle, żeby o
niego walczyła. Bałem się o niego, to wszystko znowu się działo!
Później ślub z tobą- ukrył twarz w dłoniach- Widziałem w ciebie to
samo co w Ninie. Znowu zaczęły się problemy, ten cały medialny
szał! Wszystko zaczęło się na nowo. Wiem, że to nie tłumaczy mojego
zachowania, ale czasu nie cofnę. Przepraszam- rzekł ze wstydem w
głosie.

-Trochę cię rozumiem. Może Joelle, była idealna dla Patricka, ale
serce kieruje się własnym rozumem- odstawiła pusty kubek.

- Po naszej kłótni dałem mu pendriva. Zniszcz go- zaskoczył ją.

- O czym ty mówisz?- zmarszczyła brwi.

- Joelle, była dziennikarką, przed śmiercią…Robiła ciekawy materiał
o ludziach chorych na DID. Jakieś bzdury. Jeśli go znajdziesz, zniszcz-

- Co na nim jest?- spytała.

-  Pisała ciekaw artykuł o Kelly Family-

- Oddałeś nam wszystko. To znaczy Cleo…-

- Tak. Ale ten jeden pendrive dałem Patrickowi, pewnie go zgubił- skrzywił
się- Może to i dobrze. Dziękuję ci za rozmowę- wstał i uścisnął jej dłoń.

……………………..

- Lena!- Paddy, podbiegł do żony kiedy wchodziła do budynku- Lena!
Szukam cię!- objął ją mocno- Gdzie byłaś?-

- Spotkałam Svena- odpowiedziała.

- Svena?- zdziwił się.

- Tak. Porozmawialiśmy. Chodźmy już- ruszyła w stronę winy- Strasznie
zimno- wyciągnęła dłoń którą szybko ujął.

- Wszystko ok?- patrzył na żonę.

- Ok- odpowiedziała- Wszystkiego dobrego- pocałowała go.

- Wszystkiego dobrego- odpowiedział- Kocham cię-

- Ja, ciebie też- przytulenie weszli do windy.

………………………………

Połowa stycznia

- Jesteś prawdziwym idolem -Cleo, szturchnęła Jimma, patrząc przez
okno w garderobie. Połowa tych lasek jest napalona na ciebie!-

- Jesteś zazdrosna?-

- Ani trochę!- prychnęła odchodząc od okna- Wielka trasa właśnie się
rozpoczyna. Co czujesz?- usiadła na wysokim krześle.

- Zmęczenie- odpowiedział i oboje parsknęli śmiechem.

- Dzisiaj pierwszy koncert a ty już jesteś zmęczony- śmiała się.

- Cieszę się- sprecyzował przyglądając się z ukrycia fankom – Nie wiem
jak długo potrwa ta radość a raczej wiem, do pierwszego wkurwienia na
moją rodzinę. Ale na razie się cieszę- nie odrywał wzroku od szyby- Paddy,
ma jednak fajnie-

- Bo?-

- Sam nie wiem. Jest po za tym? – podrapał się po głowie- Albo jeszcze
w większym gównie. Chłopak z Sony. Sam nie wiem-

-No która ci się podoba?- Cleo, podeszła do Jimma i go objęła.

- Ta- spojrzał na nią i ją pocałował- Tylko ta-

- Wiem, ale chyba ślepy nie jesteś?-

- Oślepłem przy tobie. Tylko ty- musnął jej usta.

- Gadaj! Bo pomyślę, że się starzejesz- szturchnęła go.

- Ta- wskazał na dziewczynę w pierwszy rzędzie- Żeby było jasne, nie lecę
na nią. Ale jest ładna. Taka normalna. Tak, ona by zwróciła moją uwagę.
Ale taką normalną uwagę- zaznaczył.

Cleo z uśmiechem przyjrzała się dziewczynie. Była młoda, wysoka,
szczupła i miała ciemne włosy za ramiona. Była ładna, może nie tak
spektakularnie ładna jak na przykład Nicol, ale na pewno miała coś
w sobie. No i nie była ruda! Miała kasztanowe włosy- Ładna- rzekła.

- Bo ja mam gust- naprężył się Jimmy.

Miała na sobie, ciemno zieloną, dłuższą kurtkę która była rozpięta,
spod niej wychodził długi sweter, wąskie, czarne dżinsy. Nie widziała
butów, ale wyglądały na trampki co było raczej niemożliwe w styczniu.

- Idziemy!- ktoś zajrzał do garderoby.

- Leć- pocałowała Jimma- Widzimy się później -kopnęła  go na szczęście.

Przez szybę obserwowała jak Kelly wychodzą do fanów,  pozują do zdjęć,
rozdają autografy. Uśmiechnęła się widząc, że Jimmy, rozmawia z ową
dziewczyną- Mój wariat- szepnęła i odeszła od szyby. Czas coś zjeść.

- Skąd jesteście?- zapytał Jimm, grupkę dziewczyn ale patrzył na dziewczynę
którą wcześniej pokazał Cleo. Wiedział, że pewnie ukochana go obserwuje,
miał ochotę jej pomachać ale powstrzymał się. Dziewczyna faktycznie była
ładna. Taka w jego stylu. Miała to coś.

- Z Polski- odpowiedziała nieznajoma.

- Jak się nazywasz?- zapytał podpisując płytę.

- Marta- odpowiedziała.

- Marta- powtórzył i ustawił się do zdjęcia. Podszedł do kolejnej dziewczyny.

”Marta, może w kolejnym życiu” pomyślał zatrzymując wzrok na dziewczynie.
Tak, bylo w niej coś intrygującego, coś na co zwróciłby uwagę. Była fanką
jak kiedyś Nina, taka zwyczajną dziewczyną w trampkach.Zanim się oddalił
przez głową przebiegła mu jedna,myśl, nie przedstawiłby ją Patrickowi. Sam
nie wiedział dlaczego tak pomyślał, z wrażenia prawie wpadł na Angelo a ten
z kolei na Joeya,która zaczął ich opierdalać i powtarzać ”Jak chodzą?!”

………………………………………………

Toskania

- Cześć- w drzwiach stała Nadin. Luk, odłożył aparat i podszedł bliżej.

- Cześć- skrzyżował ręce na klatce piersiowej.

- Wiesz, że wychodzę za mąż?-

- Słyszałem. Cieszę się- powiedział szczerze.

- Mogę wejść? – zapytała zamykając za sobą drzwi.

- Jasne- wskazał na duży komplet wypoczynkowy w przestronnym holu.

- Nie zaprosiłam cię bo…- przygryzła usta.

- Nie musisz mi się tłumaczyć- usiadł na wprost niej- Życzę ci szczęścia-
fotograf uśmiechnął się.

- A ty?- zapytała- Jesteś szczęśliwy?-

- Jestem- odpowiedział patrząc jej w oczy.

Wpatrywała się w jego twarz jakby chciała z niej coś wyczytać- Macie
dziecko. Kolejne-

- Tak- na jego twarzy pojawił się czuły uśmiech.

- Nie zaprosiłam cię bo…Bo byłam  w tobie zakochana i sama nie wiem
czy dalej nie jestem- powiedziała- Nie chcę cię tam. Nie chcę ci zaszkodzić.
Chciałabym ci tego zaoszczędzić- zauważył, że nie mruga, tępo patrzy
przed siebie.

- Czego?- zmarszczył brwi.

- Nie znoszę Elsy- wyrzuciła z siebie, bezwiednie bawiła się kolorową
bransoletką- Nie dla tego, że jest beznadziejna. Tylko dlatego, że zajęła
moje miejsce- w końcu zamrugała, spojrzała w inny punkt- Była jej siostrą,
jest twoją żoną, była na moim miejscu. Zajęła je- po jej policzku spłynęła
łza.

- To nie tak!- przerażony Luk, wstał.

- Dlaczego jej rodzice adoptowali tylko jedno dziecko? Rozłączyli
rodzeństwo?- również wstała.

- Nie wiem! To znaczy przecież wiesz- podszedł do stolika na którym
stał dzbanek z wodą.

- Elsa,miała wszystko a ja nie miałam niczego-

- Jeszcze niedawno tak mówiłaś o Ninie- prychnął ironicznie pijąc
wodę.

- Pomyliłam się. Luk, przecież kochałeś Ninę- podeszła do niego tak
nagle, zarzuciła mu ramiona na szyję- Jedno twoje słowo…-

- Przestań!- odsunął ją od siebie- Kochałem Ninę jak siostrę! Nigdy
nie jako…Kobietę. Nie tak jak Elsę- wyjaśnił.

- Dlaczego jesteś z kimś takim jak Elsa?!- nie mogła tego zrozumieć.

- Bo ją kocham- odpowiedział podchodząc do drzwi- Ale ty chyba nie
wiesz czym jest miłość. Życzę ci szczęścia na nowej drodze. Jestem
umówiony- sięgnął po kurtkę- Do widzenia- nie patrzył na nią kiedy
wychodziła.

………………………………………

Luty. Monachium.

- Ma gorączkę- Lena, z termometrem w dłoni stała obok łóżeczka.

- Zadzwonię po lekarza- Paddy, podszedł do żony.

- To tylko grypa…Ale nie możemy lecieć z nią do Ameryki- pochyliła
się nad śpiącą córką, czule pogłaskała jej ciepłe czoło, policzka.

- To oczywiste!-

-  Leć z Jimmem. Ja zostanę-

- Zostanę z wami- objął żonę- Nie mam ochoty tam lecieć, nie
chcę być na tym ślubie- w końcu powiedział to na głos- Ona mnie
przeraża-

- Musisz polecieć!- oburzyła się Lena- To siostra Niny! Paddy, nie
robi się takich numerów kilka dni przed ślubem- wzięła go za rękę
i usiedli na łóżku- Leć z Jimmem-

- Nie chcę!- jęknął- Jeszcze z tobą, no ok ale z Jimmem tyle godzin!
Cleo, też nie leci!- upierał się- Nina jest chora. Nie mogę was zostawić!-

Szatynka uśmiechnęła się czule, wtuliła się w męża- Kochanie, prawie
cały czas cię nie ma i jakoś sobie radzimy. Leć na ślub-

- Lena, nie chcę- mocno objął ją ramionami – Zostanę z wami. Mam tylko
kilka dni wolnego- wtulił twarz w jej włosy- Tęsknię za tobą- zamruczał.

Położyła się, nie odrywała od niego wzroku, Paddy, podparł się na dłoni,
drugą wsunął pod jej luźną bluzkę- Płytę ID pisałeś o Ninie? To znaczy
niektóre piosenki…-

- Nie, Lena. Nie pisałem z myślą o niej i nie pytaj mnie o to więcej. Ty
nie masz konkurencji i nie zadajesz takich pytań- pocałował ją.

- Leć na ten ślub i szybko do mnie wracaj- pociągnęła go do siebie.

………………………………..

Luty. Monachium

- Podróż mnie wykończyła- Elsa, potrząsała wózkiem- Ale cieszę się,
że tutaj jestem – uśmiechnęła się do przyjaciółki.

- Kocham cię- Lena, objęła blondynkę – Mamy tydzień dla siebie- zerknęła
na stół w salonie. Przystawki, ciasto, zapiekanki z tuńczykiem i kurczakiem.
- Nie pijesz?- zapytała napełniając okrągły kieliszek.

- Piję- Elsa, podała jej swój- Nie karmię piersią. Jestem coraz starsza-
dotknęła swoich piersi- Hiszpańskie?- wskazała na butelkę.

- Tak- stuknęły się kieliszkami- Ciekawe jak tam w Los Angeles-
Lena,opadła na kanapę.

- Ciociu!- do salonu wbiegły dzieci Elsy- Możemy pobawić się z Niną?-

- Nina, jest chora- odpowiedziała- Uważajcie na nią- podała Mary, córkę.

- Jakoś mnie nie interesuje ten ślub- Elsa,przykryła małą Emmę kocem
i zajęła miejsce na wprost szatynki- Żeby mnie nie zaprosić!- prychnęła.
- Szmata!-

- Przestań- Lena, machnęła ręką.

- Ciekawe co to za gość-

- Dowiemy się niebawem. Luk, też w Ameryce?- zapytała.

- Taaa. Jakaś sesja. Poleciał z Larysą i Evą. Dlaczego mam wrażenie,
że wszystkie baby na niego lecą?!- jęknęła blondynka nakładając na
talerz, zapiekankę.

- Bo to prawie ideał. To Luk- Lena oblizała usta.

- Miałam się odchudzać- Elsa, wbiła wzrok w sałatkę z orzechami i
makronem- Ale uwielbiam ją- zamieszała widelcem- Luk, kocha moje
boczki. Wróci do zrzucimy- wzruszyła ramionami.

- Kochaliście się już od porodu?-

- Jeszcze nie. Ale chcę. Bardzo- odpowiedziała szczerze- Byłam u
lekarza, wszystko jest ok. Jestem gotowa- zarumieniła się.

- Cieszę się- Lena uśmiechnęła się ciepło ponownie napełniając
kieliszki- Musimy się delektować. Mamy pod opieką dzieci-

- Dla mnie tylko lampka. U was zima stulecia. Ja bym się tu bała sama
mieszkać- patrzyła na szalejącą za oknem zamieć śnieżną- Co to?-
pochyliła się po białą kopertę, zanim Lena, zdążyła odpowiedzieć, wyjęła
dwa bilety- Mark Forster- zagwizdała- Jak ja bym poszła!- pisnęła.

- Pocztą przyszło- rzekła niby obojętnie Lena- Koncert jest za dwa dni-

- Pójdziemy?-

- Z dziećmi na szyi?!-

- Przecież masz kogoś do pomocy-

-Nina, jest chora. Nie zostawię jej- rzekła jakoś tak niepewnie.

- Zastanów się. Ja bym poszła- Elsa, zakołysała wózkiem- Też nam się
jeszcze coś należy- obie wybuchły śmiechem.

- Widziałam się ze Svenem- Lena, objęła ramionami kolana.

- Nie masz się z kim widywać? – prychnęła blondynka sięgając po zapiekankę.

- Zaskoczył mnie-

- Dałaś mu w ryj?!- posmarowała zapiekaną bułkę majonezem.

- Przestań! Mówił z sensem. Przeprosił-

- Jebnięty jest i tyle-

- Mówił o jakimś pendrivie-

- O czym?!- zapytała Elsa oblizując palec.

- Rok temu dał go Patrickowi. Chyba chcę go poszukać- szatynka
przygryzła usta.

- Nie będę oglądała niczego od Svena. Może się tam masturbuje?!
Po co ci to?- przewróciłam  oczami.

- Przestań!- Lena, zatkała dłonią usta- Niedobrze mi!-

- Więc nie oglądaj!-

- Paddy, gdzieś go zgubił…Jak zasną dzieci to poszukamy, ok?-

Elsa, westchnęła przeciągle i z lekkim obrzydzeniem.

…………………..

Los Angeles

- Gryzie mnie ten krawat- Paddy, rozejrzał się po niewielkim kościele.

- Na cholerę ci ten krawat?!- prychnął Jimmy- Pełno tu ochrony…Nadin,
wychodzi za samego Trumpa?!- czuł się tutaj nieswojo.

- Trump ma żonę!- oburzył się Paddy- Uduszę się zaraz!- dotknął szyi.

- To go rozwiąż- Jimmy,szarpnął krawat brata.

- Paddy?!- przed oczami mignął mu dość pokaźny obiektyw- Jimmy?!-
bracia spojrzeli na drobną dziewczynę.

- Larysa?!- wrzasnęli równocześnie.

- Co wy tu robicie?!- szepnęła wchodząc do ich ławki.

- Bierzemy ślub- wypalił Paddy- To znaczy jesteśmy na ślubie!- poprawił
się szybko- Na ślubie Nadin- było mu gorąco.

- Nadin wychodzi za Ryana?!- Larysa wytrzeszczyła oczy.

- Kim jest ten cały Ryan?!- dopytywał Jimmy, zaczął czuć się dziwnie.

- Luk, tu jest!- powiedziała.

-Luk?!- znów wrzasnęli równocześnie.

- Larysa. Proszę ze mną- przy ławce stali dwaj barczyści ochroniarze.

- Co tutaj się dzieje?- zapytał Paddy który nagle zrobił sie nienaturalnie
blady. Jimmy, milczał.

- Wychodzimy- popchnął Patricka. Bracia ruszyli w stronę drzwi i w tym
samym momencie drzwi od kościoła otworzyły się i stanęła w nich Nadin
a zaraz za nią stał jakiś mężczyzna.

- Ślub się nie odbędzie. Został odwołany- rzekła trzęsącym się głosem.

……………………………………

Paddy kręcił się w kółko rozmawiając przez telefon z Leną, jak tylko
zobaczył Nadin, podbiegł do niej- Co się dzieje?- złapał ją za łokieć.
Zauważył na jej twarzy ślady łez,była poruszona i jakby przerażona.

- Rozejrzyj się Patrick – uśmiechnęła się przez łzy i ruszyła przed siebie.

- No wariatka!- oburzony warknął do telefonu.

Jimmy, stał opierając się o mury kościoła, ludzie rozchodzili się, luksusowe
limuzyny przyjeżdżały i odjeżdżały. Zrobił kilka kroków przed siebie i zauważył
Nadin. Rozmawiała z jakimś wysokim blondynem. Wyglądał na pana młodego
ale Nadin nie wyglądała jak pani młoda. Miała na sobie krótką, czerwoną sukienkę.

Widział, że się odwracają, obok nich przebiegła drobna kobieta, odepchnęła
od siebie Nadin, nie chciała rozmawiać z mężczyzną. Czarna limuzyna odjechała
z piskiem opon.

Jimmy czuł jak bije mu serce, samochód przejeżdżając obok niego zwolnił,
prawie się zatrzymał, odruchowo złapał za klamkę, ale drzwi były zablokowane.
Uderzył dłonią w zaciemnione szyby, chciał coś powiedzieć, zawołać ale
samochód odjechał. Miał wrażenie,że zaraz oszaleje.

…………………..

Luk, spacerował brzegiem plaży, nie mógł wejść na ślub, nie miał przepustki
więc postanowił się przejść. Los Angeles. Lubił tu powracać, wspominać,
dawno temu poznał tutaj Ninę. Była przerażona,chora i próbowała targnąć
się na swoje życie. Przypominała mu zaszczute zwierzę. Gdyby wiedział
co ją czeka, zostałby z nią tutaj. Ale dzięki niej poznał swoją żonę…

Zatrzymał się, zasłonił dłonią oczy, daleko od niego, biegła jakaś kobieta,
wbiegła prosto do oceanu i nie wyglądała jakby miała zamiar się kąpać!
Zaczął biec przed siebie ale w tym momencie jakiś mężczyzna wbiegł
za nią, zaczęli krzyczeć, szarpać się, postanowił się nie wtrącać, zawrócił.

……………………

Monachium.

- Mam!- wrzasnęła Lena.

- Jest noc…Naprawdę nie chcę oglądać Svena…- jęknęła Elsa.

Szatynka przez chwilę wpatrywała się w mały, czarny plastik po czym
odpaliła swój laptop.

Rozdział 286- They Cut Me Down

Wątek Svena, wyjaśniony będzie w kolejnym ;)No i w kolejnym ślub.

………………………

- Emma Mary- szepnęła blondynka tuląc córkę w ramionach.

- Emma Elsa?- Luk zerknął w błękitne oczy żony.

- Nie- odpowiedziała pewnie- Emma Mary- postanowiła- Emma po twojej
matce, która jest wspaniałą kobietą. I Mary na drugie, po mojej mamie-
jej oczy wypełniły łzy – Która była… Kochana, dobra, wyrozumiała- łzy
spłynęły po jej twarzy- Niech to będzie dobra wróżba- otarła łzy wnętrzem
dłoni.

- W porządku- Luk uśmiechnął się czule, położył się obok blondynki.
- Jestem taki szczęśliwy. Dziękuję, kochanie- zapomniał o troskach
i złości.

Naprawdę był szczęśliwy, miał też wrażenie, że Elsa jest jakaś inna,
bał się jak zareaguje na dziecko, czy nie odrzuci córki ale nie zawiodła
go. Cały czas się uśmiechała, nie narzekała, co chwilę łapała go za
rękę, by się pochylił i by mogła go pocałować. Emanowała szczęściem.

- Możemy wejść?- do sali zajrzały dzieci, szybko znalazły się przy
rodzicach.

- Jest słodka- szepnęła Mary- I jak się nazywa?-

- Emma. Emma Mary- odpowiedziała blondynka. – Ślicznie!- pisnęła.

- Mary?! To konieczne?- skrzywił się Lucas- Będzie taką samą zołzą
jak ona!- szturchnął siostrę, która szybko potraktowała go kopniakiem.

- Emma Mary. Pięknie- szepnęła wzruszona Mary- Będę jej aniołem-

- Ty?! Aniołem?- Lucas parsknął śmiechem – Mamo! Mamo!- złapał
Elsę, za ramię- Zapomniałem ci powiedzieć!- chłopiec wyglądał jakby
wygrał co najmniej główną nagrodę w totolotka, Luk, roześmiał się,
wiedział czym syn chce się pochwalić- Grałem! W końcu mnie wystawił
do pierwszego składu!- szarpał kobietą.

- No gratuluję kochanie!- Elsa, pocałowała syna.

- Zasłużyłeś- rzekł Luk- Opłacało się czekać, swoją pracą i determinacją
zasłużyłeś na szansę -

- Wszystko super, ale niebawem wracamy do Kolonii, i znów wylądujesz
na ławce- oznajmiła Mary, głaszcząc drobną rączkę siostry.

- Ale, że co? Wracamy?- wydukał Lucas.

Elsa, wraz z Lukiem, roześmiali się – No wracamy. Wracamy w maju-
czule pogłaskała syna.

Lucas szybko policzył miesiące- Zostało 5 miesięcy. Nie jest źle- ale
już nie wyglądał jak bohater, minę miał nietęgą.

- Jak się czuje mama i nasza księżniczka?- do pokoju weszła Natalia.

- W porządku. Kiedy będę mogła wyjść?- zapytała blondynka – Na Wigilię
chciałbym być w domu- zrobiła słodka minę.

- Zostały trzy dni- lekarka zajrzała do karty, podeszła bliżej – Rodzina
uda się na gorącą czekoladę, tata zabierze córkę a my się zbadamy
i wtedy podejmę decyzję- uśmiechnęła się.

…………………….

- Jak to nie wpadniecie na święta?!- lamentowała Patricia- Zawsze w
święta się widzimy! To tradycja! W dodatku rodzinna!- na zmianę potrząsała
Paddym i Jimmem.

- Wiesz, że prawie się rozwiedliśmy- wtrąciła się Lena tuląc do siebie Ninę.
- Chcemy nacieszyć się sobą. Paddy ciągle jest w rozjazdach, za nim i
przed nim trasa- mrugnęła do męża.

- Jimmy, no ale ty musisz być!- Patricia podparła się pod boki- Co roku
przyjeżdżasz!-

- Nie będzie mnie- odpowiedział- To znaczy NAS- zaznaczył- Chcemy
spędzić ten dzień w spokoju. W naszym domu. Za nami ciężki rok-
urwał kawałek ciasta.

- Talerzyk!- grzmiała Patka.

- Sama widzisz! Po co mam się stresować w święta?- mówił z pełną buzią
czym doprowadzał siostrę do furii- Dzieci spędzą święta z Meike a z nami
sylwestra-

-Więc wpadnijcie w sylwestra! Zaszalejemy!- Patricia uśmiechnęła się.

- Lecimy do Toskanii. Elsa, jest słaba więc…- Lena nie dokończyła widząc
wściekłe spojrzenie szwagierki- Na nas już czas- przytuliła kobietę do siebie.
- Wpadniemy między świętami a sylwestrem – spojrzała na braci – I dziękuję
za opiekę nad Niną- podała Patrickowi córkę.

Lena wraz z mężem i Jimmem, spędzili dwa dni w Paryżu, zima  w tym
roku była wyjątkowo sroga więc zostawili Ninę u Patricii. Kilka godzin
później Jimmy, zaparkował pod domem Patricka i Leny, pomógł im się
wypakować, chwilę pokręcił się po domu, obśmiał kożuch brata i zapytał.
- To na którą mamy być?-

-Wigilię zaczynamy o 18- odpowiedziała Lena- Rozmawiałam z Cleo,
wie, co ma przywieźć- cmoknęła przyjaciela i udała się do sypialni.

- To widzimy się!- Paddy, odprowadził brata do samochodu.

- Trzymaj się i nie puszczaj!- Jimmy, pożegnał się i wsiadł do samochodu.

…………….

Wigilia. Toskania.

- Jest piękna- rzekła Elsa, wpatrując się lśniącą kolię- Nie wiem wprawdzie
gdzie ją założę przez najbliższe trzy lata- musnęła usta męża- Ale w kuchni
też można wyglądać atrakcyjnie-

- Kochanie, dziadki chętnie zostaną z dziećmi. A my znów zaczniemy
wychodzić. Ok?- odwzajemnił pocałunek.

- Ok- uśmiechnęła się.

Fotograf pomógł żonie wygodnie ułożyć się na kanapie, sam nie wypuszczał
z ramion małej Emmy. Dzieci przekrzykując się rozpakowywały kolorowo
zapakowane prezenty, a rodzice Luka sprzątali po świątecznej kolacji co
chwilę podchodząc do roześmianych wnuków.

- Elsa, dałaś nam tyle szczęścia- wzruszona Emma, przytuliła synową.
- Luk, tak bardzo cię kocha, macie dzieci. Tworzycie wspaniałą rodzinę-

- To prawda. Ale to ja mam wam za co dziękować- odpowiedziała
wzruszona blondynka.

- Wnuki są dla nas wszystkim- rzekł Thom otwierając wino i napełniając
nim głębokie kieliszki- Może zostaniecie w Toskanii? Pomożemy wam-

- Tato, i tak nam pomagacie- powiedział Luk podchodząc do stołu – Emma,
zasnęła. Pewnie na chwilę ale zawsze coś- usiadł.

- Jesteście tutaj szczęśliwi, bezpieczni. I macie naszą pomoc ale nic na
siłę -matka Luka uśmiechała się ciepło- Kolonia to nie koniec świata, ale
przemyślcie to- pocałowała czoło synowej i mocno przytuliła do siebie syna.

………….

Kiedy wykończone dzieci w końcu zasnęły, a rodzice Luka, udali się na
wigilijną mszę, Luk, pomógł żonie usiąść przy kominku- Jak się czujesz?-

- Fatalnie- zacisnęła zęby – Ale jestem szczęśliwa, chodź do mnie- wyciągnęła
dłoń, szybko ją ujął  i usiadł obok żony.

- Śpi już drugą godzinę- szepnął cicho Luk-Już za nią tęsknię- objął Elsę.

- Niech śpi- uśmiechnęła się- A ja tęsknię za tobą- wyznała patrząc mu
w oczy,ich usta szybko się odnalazły- Bardzo cię kocham- szepnęła.

- Ja, ciebie bardziej- odpowiedział pieszcząc językiem jej usta- Ale ty
o tym wiesz, prawda?-

- Wiem- pocałowała go namiętnie- Mam wrażenie, że wraz z urodzeniem
Emmy, coś przestało mnie przyduszać. Łatwiej mi się oddycha. Czuję ulgę-

- Wszystko się ułoży- przytulił żonę.

- Luk- jej głos zabrzmiał poważnie, spojrzał na żonę- W tym roku nie
zdążyłam kupić ci prezentu ale mam coś dla ciebie-

- Elsa, dałaś mi prezent!- roześmiał się ale kiedy zobaczył, że spod koca
wyjmuje kopertę z adresem z laboratorium, jego uśmiech zniknął – Prosiłem
cię…- poczuł złość, rozczarowanie.

- Zaczekaj!- mocno złapała go za rękę- Wysłuchaj mnie! Musiałam to zrobić!
To mnie zabijało! Musiałam- z jej oczu popłynęły łzy- Ta niewiedza by mnie
zabiła, by zatruła nasze małżeństwo- podała mu kopertę- Luk, ja musiałam
wiedzieć!-

Przez krótką chwilę miał ochotę cisnąć kopertą w ogień ale dobrze znał
Elsę, gdyby wynik był negatywny, nie on byłby ojcem, nie wręczyłaby mu
tej koperty! Pewnym ruchem wyjął dokument z koperty, przeczytał go.
Wzruszenie odebrało mu mowę, nie chciał wiedzieć, ale skoro poznał
prawdę, przepełniało go szczęście, wzruszenie. Nie tak miało być, miał
nie wiedzieć, nigdy się nie dowiedzieć…

Był ponad to, kochałby dziecko całym sobą, a teraz miał wrażenie,
że kocha córkę jeszcze mocniej. Nie chciał dzielić, wyróżniać, ale nie
potrafił ukryć radości, dumy…

Bez słowa położył głowę na kolanach żony, kopertę spalił- Cieszę się.
Bardzo się cieszę- zamknął oczy

- Kamień z serce- dopowiedziała Elsa- Przepraszam, że nie uszanowałam
twojej decyzji, ale musiała wiedzieć- głaskała jego włosy- Musiałam-

- A gdyby wynik był inny?- patrzył w tańczące płomienie.

- Pewnie bym ci o tym nie powiedziała  -

Przynajmniej nie skłamała- pomyślał.

…………………………….

- Nażarłem się jak świnia- Jimmy głośno beknął.

- Powiało świętami- upomniała go Cleo- Jimmy!-

- Bo jesteś świnią- zaśmiał się Patrick wędrując po salonie z Niną.

- Powiem wam, że to wyjątkowo udane święta- powiedziała zadowolona
Lena, sącząc wino.

- Kto by pomyślał…Tak wszyscy razem- dodała Cleo sącząc gorącą,
waniliową czekoladę z dodatkiem syropu karmelowego.

- To przez magię świąt- Patrick nie zdążył dobiec do córki która prawie
zawisła na choince i kilka kolorowych baniek potłukło się.

- To na szczęście- zarechotał Jimmy- Podobno dzisiaj zwierzęta mówią
ludzkim głosem, Patrick, daj głos!-

- Auuuułłł- zawył muzyk a pozostali wybuchli śmiechem, Nina genialnie
naśladowała swojego tatę- Ona będzie śpiewać, mówię wam!- rzekł
dumnie Paddy.

Jimmy, roześmiał się – Każdy śpiewa, sęk w tym, że nie każdy tak dobrze
jak ja…-

- Dobra. Dobra!- przerwał mu Patrick kołysząc córkę w ramionach.

- Dzwoni Sven- Lena, zerknęła na wibrującą komórkę męża.

- Masz z nim kontakt?- zapytał Jimmy bujając się na krześle.

- Nie mam. Ale dzwonił do mnie- odpowiedział stojąc obok bogato
przystrojonej choinki.

- Odebrałeś- Lena bardziej stwierdziła niż zapytała.

- Tak. Odebrałem. Minął rok, a właściwie ponad rok. Zapytał czy mu
wybaczyłem-

- A ty wybaczyłeś jak na świętego przystało- parsknął zniesmaczony Jimmy.

- Nie spotkałem się z nim ani nie rozmawiałem- rzekł Paddy, całując Ninę.

Lena, spojrzała na męża, dobrze go znała i wiedziała, że chce się z nim
spotkać jednak nic nie powiedziała.

- Patrick, Sven nie wpływa na ciebie dobrze. To co zrobił…- Cleo, odłożyła
pusty kubek- Tak nie robi najlepszy przyjaciel. A jeśli chodzi o drogę
zawodową -poprawiła włosy- Bez komentarza-

- Nie ma o czym rozmawiać- Paddy, chciał zamknąć temat- To zamknięty
rozdział - pocałował czule córkę.

- Czas spać- szatynka podeszła do męża – Idziemy wziąć kąpiel, zjemy
coś i spać- pocałowała roześmianą córkę.

-Zrobię kaszkę- Paddy, wstał i pomaszerował do kuchni, odblokował swój
telefon, wysłał wiadomość i wsunął go do  w kieszeń.

- Gotowe- wszedł do sypialni, uśmiechnął się widząc jak żona osusza
wrzeszczącą Ninę.

- Ona chyba wszystko ma po tobie. Wody też nie lubi- próbowała uspokoić dziewczynkę.

- Nie wspominałem ci o Svenie, bo nie ma o czym- usiadł na łóżku.

- Nie musisz mówić mi o wszystkim, ale nie powinieneś pomijać ważnych
szczegółów. Nigdy nie lubiłam Svena, ale szanowałam waszą przyjaźń,
ale posunął się za daleko- spojrzała na Patricka.

- Wiem-

- Nie mówię tutaj o tym, że chciał żebyś był z Joelle. Nie musiał też nam
kibicować. Ale karmił Joelle nadzieją, sama nie mogła sobie z tym poradzić
a on podsycał to w niej aż doszło do tragedii. Myślę, że jej śmierci można
było zapobiec…-

- Masz rację. Nie rozmawiajmy teraz o tym- podał żonie żółtą miseczkę.

- Nie zamierzam. Przypominam ci tylko co zrobił Sven. Jeśli chcesz się
z nim spotkać to się spotkaj ale na tym koniec,  rozumiemy się?-

- Rozumiem- musnął włosy szatynki.

….. ………

Dochodziła północ kiedy Jimmy z Cloe, dotarli do domu- Całkiem miła
Wigilia- powiedział muzyk przepuszczając ukochaną w drzwiach.

- Bardzo! – powiedziała zdejmując kurtkę i wysokie kozaki- Kto by pomyślał
tak wszyscy razem- objęła Jimma.

- Paddy, przy Lenie, jest znośny- odpiął  dwa guziki w koszuli po czym
rzucił się na kanapę- Chodź do mnie- rozłożył szeroko ramiona.

Cleo, uśmiechając się mocno do niego przywarła- Jutro nie robimy nic
- szepnęła wdychając jego zapach.

- Jestem za. Seks, seks i seks- wodził palcem po jej udzie.

- Ok. Kiedy jedziesz do Kolonii?-

- W drugi dzień. Pojedziesz ze mną?- spojrzał na kobietę.

- Nie. Zostanę w domu. Odpocznę- ziewnęła.

- Aż tak cię męczę?- podparł się na boku.

- Trochę- uśmiechnęła się zamykając oczy.

- Pojedź ze mną-

- Jimmy, nie napiję się- warknęła- Pozdrów wszystkich ale Meike, plus
twoja rodzina, to dla mnie odrobinę za dużo-

- Nie zapominaj, że Meike jest chora…- podłożył po jej głowę poduszkę
a sam wstał, podszedł do okna.

- Nie zapominam i życzę jej z całego serca zdrowia. Zajmuję się dziećmi.
Chcę odpocząć- czuła w powietrzu zapach nadchodzącej kłótni- Jimmy,
to twoja rodzina, którą szanuję- złapała go za rękę- Ale zostanę w domu-

- Być może to będzie kiedyś i twoja rodzina!- rzekł z wyrzutem, odtrącił
jej dłoń.

- Nie mam siły na kłótnię- wstała- Idę spać- podeszła do niego by go
pocałować i udała się do sypialni.

Szybko zrzuciła z siebie pończochy, sukienkę i biustonosz. W samych
majtkach weszła do łazienki. Kwadrans później leżała już pod kołdrą.

Kiedy następnego dnia się obudziła, Jimma, nie było, jedynie krótka
wiadomość, że wróci na obiad. Naciągnęła kołdrę na głowę i zasnęła.

……………

- Zwariowałeś!- Paddy, nieświadomi pociągnął mocniej sanki i Nina
wpadła do zaspy śnieżnej- Kochanie!- szybko wziął córkę na ręce.
- Kochanie,nie płacz! Tatuś nie chciał!- strzepywał z córki śnieg.

- Ty nawet sanek nie potrafisz ciągnąć- parsknął Jimmy biorąc Ninę
na ręce- Wujek Jimmy, cię powiezie!-

- Potrafię się obchodzić z sankami, to wszystko przez twoje pierdolenie!-
rzekł wściekły.

- Co w tym złego?!- zapytał Jimmy maszerując przed siebie.

- Jimmy, byłeś już dwa razy żonaty! A nawet trzy!- wyliczał Patrick idąc
obok sanek- Coś ty jest jakiś hollywoodzki podstarzały amant?!-

- Mam kobietę! Dom! Kochamy się! -

- Powiedzmy, że wierzę w tę twoją miłość…Ale miałeś się już nigdy
nie żenić! – zagrodził mu drogę.

Jimmy, zatrzymał się, spojrzał bratu w oczy- I sam nie wiem czy chcę-
wyznał- Chodzi mi o Cleo. Ona wciąż dopasowuje się do mnie! Chcę
jej coś udowodnić- poprawił kocyk którym była przykryta Nina- Ona
wciąż czuje się niepewna, jest niepewna moich uczuć- naciągnął
mocniej futrzaną czapkę.

- Bo jest inteligentna! I nie dziwię jej się- Paddy, przejął sznurek od sanek.

-  Zjeżdżaj- warknął Jimm.

 

- Ale po co ci ten ślub?!- Paddy, nie dawał za wygraną, poprawił czapkę
która zakryła mu oczy – Cleo, powtarza, że nie ma parcia na ślub…-

- Może tylko tak mówi?- Jimmy,zatrzymał się- Może chce mieć dzieci,
założyć białą sukienkę…No to wszystko o czym marzą kobiety- posłał
całusa Ninie.

- Widziałeś kiedyś Cleo choćby w białej bluzce?!- wydukał Paddy.

- Jesteś kretynem! – Jimmy, aż podskoczył ze złości- Po co ja ci to mówię?!
Po cholerę!- ruszył przed siebie- Jak chciałem z  kimś pogadać to mogłem
z Leną albo Lukiem!  Albo pogadać z zaspą śnieżną!- ruszył w stronę domu
Patricka

- Nie o to chodzi…- Paddy, przyśpieszył kroku co chwilę zerkając za siebie
czy córka wciąż siedzi na sankach- I jak miałaby się nazywać Cleo? Cleo
Kelly? Mamy nosić to samo nazwisko?!- wrzasnął, chciał coś jeszcze
powiedzieć, ale kulka śnieżna zakryła mu twarz, zamykając usta, czuł
śnieg. Zanim zdążył przetrzeć twarz, wylądował w zaspie.

- Ty nie jesteś kretynem a zjebem! W dodatku popapranym!- grzmiał
Jimmy- Ja ci się zwierzam! Mam dylemat! Problem! A ty…Się martwisz
o nazwisko!- usłyszeli głośny płacz Niny, spadła z sanek i przerażona
próbowała dokopać się do swojego taty.

- Co tu się wyprawia?!- w ich stronę szła Lena- Nina, kochanie- kucnęła
obok córki- Jimmy, co zrobiłeś?!- wbiła w niego oskarżycielski wzrok.
- Patrick! Wstawaj!No już dobrze,myszko- strzepywała z córki śnieg.
- Do domu!- wrzasnęła.

Kilkanaście minut później siedzieli w salonie gapiąc się w ogień w kominku.
- Proszę!- postawiła na stole kubki z gorącą herbatą – Jeśli Nina będzie
chora, wsadzę was do więzienia!- powiedziała okrywając córkę kocem.
- A jeśli on będzie chory- wskazała na przemarzniętego męża- Będziesz
się nim opiekował! – zerknęła na Jimma, który spuścił wzrok- W więzieniu!
- dodała.

- Nic mu nie zrobiłem. Wpadł do zasypy-

- Ty, już nic nie mów! Paddy, jest…Wrażliwy i ma słabą odporność!-
podeszła do męża i jego również okryła kocem.

- Jimmy, jesteś pojebany- rzekł Patrick.

- Wiesz co on powiedział?!- oburzył się Jimmy- Że nie mogę wziąć ślubu
z Cleo, bo by się nazywała tak jak on!- wymierzył palec w brata.

- Tak powiedziałeś?- zapytała, Paddy, skinął głową.

- Oddaj koc!- szarpnęła i sama się nim okryła.

- Lena!- wrzasnął Paddy i sięgnął po inny koc- Jimmy, chce się żenić!
A Cloe, nie. Popieram ją-

- Nie powiedziałem, że chcę ale, że to ma…Sens- wydukał speszony czując
na sobie przenikliwy wzrok przyjaciółki.

- Jimmy, naprawdę?- zapytała.

- Nie chciałem się żenić…Ale może tak należy zrobić- wstał i podszedł
do kominka- Myśleliśmy, że Cleo, jest w ciąży-

- Na rany Chrystusa!- Paddy, zrobił znak krzyża- Niekończące się zwolnienia
lekarskie, macierzyńskie…-

-Mam go zabić czy ty to zrobisz?- wściekły Jimmy zapytał Lenę.

- Ja to zrobię. W nocy -odpowiedziała spokojnie, Paddy, posłał jej mordercze spojrzenie- I co?-

- No nic- Jimmy, wzruszył ramionami- Nie jest. Chyba bym się ucieszył-
uśmiechnął się mimowolnie, szatynka również się uśmiechnęła- I wtedy
pomyślałem o ślubie. Cleo, na to zasługuje, od początku przystała na moje
warunki. Chciałbym jej dać pewność, gwarancję…Kocham ją-
- Boże…- Paddy, zakrył dłonią oczy.

- Jimmy, bardzo się cieszę ale…-  Lena podciągnęła nogi pod brodę, zerknęła
na córkę- Nie każda kobieta marzy o pieluchach i białej suknie, szczególnie
jeśli jest się po rozwodzie. Wtedy ma się inne priorytety…- Paddy, prychnął.

- On nie ma! Jedynie głupota postępuje!- wskazał na Jimmy.

- Kelly, nie wymądrzaj się tak- upomniała go szatynka- Gdybym się rozwiodła
z Paddym, nie wyszłabym już za mąż. Nigdy-

- No to rozumiem- Patrick przyciągnął do siebie żonę.

- Paddy, jest twoim drugim mężem. Wyszłaś za niego- Jimmy, odwrócił się
i spojrzał Lenie, w oczy.

- To prawda, ale trochę mi to zajęło- westchnęła- Ale nie marzyłam o ślubie, pierścionku…Pewnie w szoku byłam, w sumie nie wiem dlaczego się zgodziłam
- wypaliła a Paddy, przeciągając się prawie spadł z kanapy.

Jimmy, roześmiał się- Chciałbym coś dla niej zrobić. Tak od serca-

- Bądź przy niej- Lena, uśmiechnęła się ciepło- Cleo, jest trochę podobna
do Niny…-

- W jakim sensie?- zainteresował się Paddy.

- Też się o nią kłócicie- przewróciła oczami- Tak poważnie, to też cieszą ją
małe rzeczy. To nie Elsa. Kobiety nie zawsze marzą o ślubie. Jeśli chcesz
ją zadowolić, spraw, że będzie czuła się bezpiecznie, pewnie, możesz
jeszcze dorzucić dobry orgazm. O tym marzymy. I żadnych byłych żon,
fanek, panienek, incydentów. To nam wystarczy- dotknęła dłoni męża.
- Według mnie życie w spokoju, bez afer, romansów, jest dużo bardziej
seksowne niż sam pierścionek!- wyznała szczerze.

-  Musze to przemyśleć. Myślałem, że…- Jimmy, potarł dłonie i sięgnął
po kurtkę.

- To nie myśl- Paddy, również wstał- I jedź już- podszedł do córki, która
zaczęła kichać- Idziemy pod ciepłą kołdrę- wziął Ninę na ręce.

- Myślałem, że to będzie coś…Super- zatrzymał się przy drzwiach,
ujął dłonie Leny- Że tak należy postąpić żebyśmy żyli długi i szczęśliwie-

Szatynka pokręciła głową- Sam wiesz, że obrączka to żadna gwarancja-
przytuliła go do siebie- Bądź przy niej i bądź dobrym człowiekiem, takim
jak ja cię widzę-

- Dlaczego za niego wyszłaś?- zapytał zakładając czapkę.

Roześmiała się- Bo to Paddy Kelly, musiałam- zrobiła śmieszną minę.
- Jakoś tak wyszło. Pewnie za dużo wypiłam- śmiała się zamknęła za
Jimmem drzwi.

- Dlaczego za mnie wyszłaś?- Paddy stał w holu z Niną na rękach.

- Gdybym wiedziała co mnie czeka…- podeszła bliżej, okrążyła go.

- To?- szepnął lekko ochrypłym głosem.

- Uciekłabym – parsknęła śmiechem- A tak poważnie- Bo lubię seks z
tobą, to jak się uśmiechasz, twoje oczy…- objęła go a on się uśmiechnął.
- Podobasz mi się. Kręcisz mnie no i to nazwisko…- zrobiła teatralną pozę.
- Te fanki…- zamknął jej usta pocałunkiem.

………………………….

Jimmy, usiadł do nakrytego stołu- Wróciłeś- Cleo, kończyła jeść obiad.

- Byłem się przewietrzyć-

- Są święta, ugotowałam i sama zjadłam – sięgnęła po półmisek z kaczką.

- Chętnie zjem z tobą- Jimmy, uśmiechnął się, nachylił się sięgnąć po
dzbanek z mrożoną herbatą.

- Przecież nie lubisz- usłyszał.

- Chce mi się pić- odpowiedział napełniając szklankę.

- Nie lubisz- powtórzyła- Chciałeś sprawdzić czy się nie napiłam-
włożyła widelec do ust.

Zrobiło mu się głupio- Nie…-

- Nie piłam-

- Wiem- złapał jej dłoń- Wiem, kochanie- uśmiechnął się cicho.

- Nie pojadę jutro do Kolonii- spojrzała mu w oczy przeżuwając.

- Wiem. Ok- starał się opanować złość- Ale na sylwestra…-

- Pojadę. Chcę zobaczyć małą Emmę- rozgrzebała widelcem
sałatkę- Nie pojadę na ślub Nadin-

Jimmy, wypuścił z dłoni sztućce- Leć z Paddym i Leną. Nie polecę-

- Bo?!-

-Nie znam jej i nie chcę tam być- odpowiedziała.

- Ale może ja chcę żebyś była tam ze mną- starał się pokazać po sobie
złości.

Uśmiechnęła się- Nie chcę pierścionka ale na siłę próbujesz mi go
wepchnąć…Chcę tak niewiele…Chcę spokoju i żebyś szanował
moje zdanie. To tak wiele, Jimmy?- wstała od stołu.

Przez chwilę zaciskał szczękę, pobielały mu pięści- Kurwa- zaklął
cicho i uderzył w talerz który roztrzaskał się na drobny mak.

………

Sylwester

-No i nasze plany szlag trafił- powtarzała Lena, podchodząc do dużego
okna w hotelowym apartamencie. Z ostatniego piętra roztaczał się piękny
widok na oświetlony i rozśpiewany Berlin.

- Nie musiał tego brać. Głupota występować w sylwestra- rzekł Jimmy
bawiąc się z Niną- Chyba chce jej się spać. Nie dotrzyma do północy-

- Zaraz się nią zajmę- szatynka podeszła do córki- U ciebie i Cleo, ok?-

- Ok. Ten etap gdy kończą się motyle i zaczynają nietoperze- zrobił
wielkie oczy, Nina wybuchła śmiechem ale zaraz zaniosła się płaczem.

- Śpiąca jest- Lena, przytuliła córkę.

- Elsa, się nie obraziła. Nie zjebała nas- powiedział Jimm kładąc nogi
na stole.

- Jest szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa- uśmiechnęła się.

- Za godzinę północ- do pokoju wpadła Cleo- Lena, za chwilę wystąpi
Paddy, zjedź na dół. My zajmiemy się Niną- usiadła Jimmowi na kolanach.

- Z balkonu widać i słychać- odpowiedziała szatynka- Nakarmię ją i
przebiorę- skierowała się do drugiego pokoju.

Dwadzieścia minut później, stała zamyślona w windzie,namówili ją
i postanowiła dołączyć do męża,a raczej do bawiącego się tłumu.

Przez chwilę stała i wpatrywała się w scenę- Hej- usłyszała i spojrzała
w oczy Svena.

……..

- Za dziesięć minut północ a za dwadzieścia wchodzę na scenę- Paddy
z szampanem w dłoni wpadł do apartamentu. Zastygł w bezruchu- Gdzie
jest Lena?- wydukał zaskoczony widokiem Nadin.

- Pojechała na dół. Do ciebie- odpowiedziała blada Cleo.

- Niespodzianka!- zawołała radośnie Nadin- Znowu jestem w Niemczech
i znowu grasz koncert! Wow!- klasnęła w dłonie- Zadzwoniłam do Jimma
i mnie zaprosił- wskazała na muzyka.

- Kupiłam twoją płytę. ID. Ta płyta to ukłon w stronę Niny? Ku jej pamięci?-

- Nie rozumiem – odpowiedział.

- ID. DID. Tożsamość. Zaburzenia tożsamości. To choroba na którą
chorowała Nina. Osobowość wieloraka. Rozdwojenie jaźni. Schizofrenia.
W sumie mogliście być z nią obaj. Bo mogła mieć kilka osobowości-
mówiła przechodząc się po salonie- Szkoda, że nigdy jej nie poznałam-
uśmiechnęła się tajemniczo.

Rozdział 285- Golden Age

Saint Croix

Kilka dni wcześniej.

Jimmy siedział na łóżku z wbitym wzrokiem w rozciągający się za oknem
ocean, zakaszlał, a właściwie prawie zaczął się dusić kiedy uświadomił
sobie, że wstrzymał oddech. Kaszląc wyszedł na balkon. Cleo, była w
łazience, robiła test ciążowy! Łapczywie wdychał rześkie powietrze,
mimo, że szła prawie bezszelestnie, usłyszał jej ciche kroki. Odwrócił
się, nie bardzo wiedział jaki ma wyraz twarzy, ale dokładnie widział twarz
ukochanej.

- Spokojnie- rzekła- Nie jestem w ciąży. To pewnie przez tą moją popijawę-
pokazała mu test, zerknął na niego przez ułamek sekundy bo w kolejnej
sekundzie test wylądował w koszu na śmieci. Nawet nie zdążył mu się
przyjrzeć- Idziemy na plażę?- Cleo, wciągnęła na siebie jasną, krótką
sukienkę.

- Tak po prostu na plażę?- wydukał, kobieta zerknęła na niego.

- A jak się idzie na plażę?- upięła wysoko włosy- Nie po prostu?-
sięgnęła po dużą, plażową torbę. W milczeniu obserwował jak wrzuca
do niej, krem, jeszcze jeden krem i kolejny, książkę, telefon, portfel,
ręcznik – Jestem gotowa- przewiesiła ją przez ramię a na jej głowie
wylądował różowy kapelusz – A jeszcze to!- z wielkiego salonu
przyciągnęła dmuchanego flaminga.

- Cleo, porozmawiajmy-

- Porozmawiamy. Na plaży. Nie chcę tracić czasu-

- Cleo- zatrzymał szatynkę- Porozmawiajmy – poprosił, kobieta
usiadła, sprawiała wrażenie, całkowicie wyluzowanej.

- Jeszcze chwilę temu, myśleliśmy, że zostaniemy rodzicami- mówił
cicho.

- Ale nie zostaniemy. To znaczy ty już jesteś ojcem, więc nie wiem
skąd ta mina- uśmiechała się- Wszystko ok- chciała wstać ale ją
zatrzymał.

- A ty? Co czujesz?-

- Ulgę- odpowiedziała szybko czym go zaskoczyła- Jimmy- pogłaskała
go czulę- Nie chcę mieć dziecka. Nie czuję jakiegoś instynktu- chciała
to jakoś wytłumaczyć- Wiesz z jakiego domu pochodzę, mam inne
ambicje no i są twoje dzieci. Uwielbiam je- musnęła jego usta- A ty?
Wyglądasz na…Zawiedzionego- rzekła z niedowierzaniem, wstał.

- Sam nie wiem co czuję- odpowiedział- Czasem się czegoś nie
planuje i wtedy los za nas decyduje. Dziecko, czemu nie- zerknął
na nią.

- Mało ci?!- wrzasnęła porywając torbę, z ociąganiem wziął swoją
i ruszył za kobietą.

- Pomyślałem, że może ty jednak chcesz zostać matką- zaczął
męczący temat leżąc na leżaku- Ja mam już dzieci…Musiałaś
zaakceptować moich znajomych,moje dzieci,moją byłą żonę,
zmarłą…-

- Możesz nie kończyć?- przerwała mu odrywając się od lektury.
- Zacznijmy, że niczego nie musiałam, po prostu chciałam- usiadła.

- Ok- rzekł.

- Dzieci nigdy nie chciałam. Może nie tak, że jestem wyrodną kobietą
i nie chcę dzieci- zamyśliła się- Moje nieudane małżeństwo, wyrok,
alkohol, jakoś życie mi uciekało,później zaczynanie od początku-
westchnęła- Czas biegnie, lata mijają i tak wyszło. A teraz nie chcę
już niczego zmieniać. Nie chcę, Jimmy- wycisnęła krem na dłoń i
posmarowała nim nogi. Jimmy, szybko przejął tę przyjemną czynność.
- Przestraszyłeś się, że będziesz musiał się żenić?- szturchnęła go
stopą i wybuchnęła śmiechem.

- Nie prawda!- zaprotestował zawstydzony i zakrył twarz książką
którą czytał, ale tak naprawdę nie przeczytał dzisiaj ani jednej
linijki. A gdyby Cleo była w ciąży?Ta myśli przysłaniała mu od
wczoraj wszystko inne. Ucieszyłby się! Ale czy by się oświadczył?
Nie planował dzieci, oświadczyn, ale też dawno temu, po śmierci
żony, nie planował się zakochać…

- Cleo- pewnie odłożył książkę, przysunął bliżej jej leżak- Cleo-
powtórzył- Chcę…-

- Jimmy, nic nie mów- przerwała mu- Powiedz, że mnie kochasz,
pocałuj, kochaj się ze mną ale nie mów tego co chcesz powiedzieć-
poprosiła cicho. Odłożyła swoją książkę, usiadła na jego leżaku,
pocałowała go namiętnie- Nie chcę nazywać się Kelly, nie marzę
o pierścionku, ślubie, dzieciach. Mogliśmy zaliczyć wpadkę, jak
wiele par, wtedy mielibyśmy dziecko, ale nie jestem w ciąży-
objęła go – Jimmy, nie zadręczaj się. Nie czuj się do czegoś
zobowiązany. Nie zmieniajmy niczego, ok?- patrzyła mu głęboko
w oczy- Ok?- mocno się do niego przytuliła.

- Ok- odpowiedział.

……………………..

Siedzieli na plaży i rozmawiali, Jimmy, grzebał patykiem  w piasku,
rysował coś na kształt serca- Chcę mieć pewność, że coś cię nie
ominie w życiu- mówił cicho- Na samy początku powiedziałem, że
nie chcę mieć dzieci, żony…Zgodziłaś się…-

- Bo też nie chciałam ślubu i dzieci. Odpowiadały mi twoje warunki-
uśmiechnęła się.

- Ta ciąża, a właściwie jej brak- zerknął na kobietę, parsknęła śmiechem.
- Jesteś okropna! Staram się! Boję się, że kiedyś będziesz żałować, że
wciąż się boisz, że nie jesteś mnie pewna- chciał ją zapewnić o swojej
miłości, być może same słowa nie wystarczały? Być może pierścionek
byłby wystarczającym dowodem? Starali się nie wracać do minionych
wydarzeń, ale Jimmy, często kiedy spała jej się przyglądał, widział ją na
podłodze, nieprzytomną, bladą. Po raz pierwszy zadał sobie pytanie,
dlaczego nie chce się ożenić? Odpowiedź była prosta. Nina. Ale wiele
się zmieniło, wiele lat upłynęło, już nie miał poczucia, że ją zdradza.

- Jimmy, przepraszam za ten wyskok- spuściła wzrok.

- To ja przepraszam- ujął w dłonie jej twarz- Ale może…-

- Nie. Nie chcę, Jimmy- wiedziała o co chce ją zapytać- Proszę cię-
dotknęła dłonią serca na plaży- Tak mnie kochasz?- zapytała wskazaując
na koślawe serce- I jeszcze się dziwisz, że nie chcę za ciebie wyjść-
śmiała się.

Taką ją kochał, radosną, bezproblemową, uśmiechniętą- Bardzo cię
kocham- sypnął w nią piaskiem- I poczekam. Mamy czas, całe życie-
przyciągnął ją do siebie.

…………….

Irlandia

- Muszę coś powiedzieć- Luk zadzwonił kieliszkiem, objął wzrokiem
wszystkich przy stole, musiał jednak przenieść wzrok z jednego końca
na drugi, bo sporo ich było i jednym spojrzeniem ich nie objął- Angelo-
spojrzał na gospodarza- Na pewno jesteś najmłodszy?- zaczął z żartem.
- Bo rozumem przewyższasz swoich nieogarniętych braci- zerknął na
Patricka który zaszczycił go karcącym spojrzeniem i na chwilę przestał
przeżuwać- Więc Angelo- fotograf zatrzymał wzrok na nieco pulchnym
blondynie- Zdrowie twoje i twojej wspaniałej rodziny- rzekł z nieudawanym
uznaniem- Wspaniały dom, wszystko w nim zrobiliście sami- rozejrzał
się z zachwytem – Wspaniale wychowujecie dzieci, jesteście bardzo
zżyci, szanujecie się…Kira, kłaniam się nisko- uśmiechnął się ciepło
do brunetki- Musisz naprawdę go kochać- poklepał blondynka po
brzuchu – Jak wy to robicie? Żadnych zdrad, narkotyków…Nuda!-

- Uwierz mi, nie zawsze tak było- odezwała się Kira, dzieci zaczęły
wstawać od stołu- Było ciężko, bardzo ciężko- Luk, widział w jej
oczach miłość kiedy tak wpatrywała się w swojego męża. Tworzyli
coś wyjątkowego, mało spotykanego.

- Niczego nie szukaliśmy nigdy i chyba to jest nasz sekret- Paddy,
słysząc słowa brata ostatecznie stracił apetyt.

Angelo zauważył minę brata- Po części to kim teraz jestem
zawdzięczam Patrickowi- teraz to już Paddy, odsunął od siebie
talerz, przewrócił oczami, wiedział, że czeka go kolejna opowieść
o tym jaki był zły, że go zostawił…-  Byłem najmłodszy, wszystko
działo się na moich oczach. Ten cały szał…- poprawił okulary.
- Paddy, od zawsze czegoś szukał, do czegoś dążył, miał coś
ale zawsze pragnął więcej, czegoś innego. Więc ja poszedłem
dokładnie w odwrotną stronę, w stronę naszych korzeni a miłość-
sięgnął po dłoń żony i ją ucałował- Najpierw miał wszystkie a
później zapragnął tej jednej, jedynej.Nieosiągalnej. Nie chciałem
takiej miłości, która niszczy, która niesie za sobą śmierć-

- Angelo, wszyscy już to znamy- szepnął poirytowany Patrick.

- Nie chciałem szukać, tak mocno pragnąć, doceniłem to co
mam. Kira była tuż obok i tak już zostało. Wybrałem inną drogę
właśnie dzięki twoim błędom. To wszystko rozgrywało się na moich
oczach, pomogłeś uniknąć mi swoich błędów- Angelo uśmiechnął
się, Paddy, czując na kolanie dłoń Leny, również się uśmiechnął.

- Zazdrościłem ci. Tobie i Jimmowi. Wszystkim wam. Potrafiliście
żyć normalnie, mieliście kogoś- wyrzucił z siebie- Dzisiaj wiem, że
warto było czekać. Naprawdę warto- objął ramieniem szatynkę.

- Masz rację. Jestem z ciebie niesamowicie dumny- rzekł szczerze
Angelo- Zdrowie!- uniósł kieliszek- Za rodzinę!- wszyscy poszli za
jego przykładem.

……………………….

- To był wspaniały dzień- Luk wtulił się w blond włosy żony- Tęskniłem-
zatrzymał dłoń na jej brzuch, drugą zatrzymał na pełnej piersi, ustami
musnął szyję. Wytrzymał moment jej niechęci, czuł jak napinają się
jej mięśnie, jak wstrzymuje oddech by po chwili walki z sobą samą,
rozluźnia się i nie odtrąca, pozwala na pieszczoty. Kiedy jego dłoń z
brzucha zaczęła się zsuwać coraz niżej i niżej, odtrąciła go, usiadła
przy toaletce i zaczęła rozczesywać włosy, w lustrze uchwycił jej wzrok.
Nie odtrąciła go ze względu na traumę, była obrażona! Dobrze ją znał.

Westchnął przeciągle- Chodzi o Tea?- usiadł na łóżku.

- Nie chodzi o niego, ale o fakt, że mnie zaskoczyłeś-

- Sam byłem zaskoczony faktem, że Olivia, pozwoliła mi zabrać syna
na wakacje- odpowiedział szczerze.

- Olivia- Elsa, wypowiedziała imię znienawidzonej kobiety- Olivia-
powtórzyła szczotkując blond włosy- Nie rozmawiamy o jakiejś Olivii,
lecz o dzikusce! I tak będę ją nazywać!- rzekła z zawziętością- Po drugie,
dzikuska nie zrobiła ci łaski, też masz swoje prawa! Więc po co te oklaski?!
- odłożyła szczotkę.

Luk, milczał- Teo mi nie przeszkadza- kontynuowała- Rozumiem tez twoją
radość, ale mogłeś mnie poinformować, chociaż wysłać wiadomość. Angelo
wraz z Kirą, tworzą świętą rodzinę a ty przywozisz do tej świątyni, dziecko
które masz z kochanką!- wyrzuciła swój żal.

- Olivia, nie była moją kochanką!-

- Więc kim?!-

- Nie chcę się kłócić, nie wstydzę się syna…Zresztą wszyscy wiedzą o Teo!
Nie ukrywam go! Gdzie miałem go zawieść?-

- Do Toskanii!- wypaliła- Wróciłabym pierwszym samolotem!-

- Mam dość!- rzekł z rezygnacją w głosie Luk- Ciągle coś! Niekończące
się pretensje! Nie mogę oddychać!- złapał się za szyję.

- To uchyl okno!- również wrzasnęła. Wiedziała, że balansuje na granicy
wytrzymałości Luka- Ok, nie kłóćmy się!- sama nie miała siły na kolejną
kłótnię, tęskniła za nim, za dziećmi, sam Teo jej nie przeszkadzał, ale jego
matka zostawiła trwałą zadrę w jej chłodnym sercu.

- Olivia, chce się przeprowadzić do Europy. Chodzi o lepsze życie dla Tea,
sam ją na to namawiałem- stał z twarzą w oknie.

- Pierwsza mądra decyzja-

- Ukąsiła ją żmija. Nie wygląda dobrze-

-Żmija- Elsa, uśmiechnęła się- Jakoś mnie to nie wzrusza, mam zapłakać?-

Luk, nie dał się sprowokować- Od prawie 15 lat żyje w Afryce, nie ma w
Europie rodziny, pochodzi z Ameryki. Chce pracować z Paulem, chce
zamieszkać w Kolonii, żebym miał kontakt z synem, żebym mu pomógł-
musiał to z siebie wyrzucić. Nie chciał kłamać, nie chciał czekać na kolejną
kłótnią- Nie mogę jej zabronić, ma prawo żyć gdzie chce, Teo, to mój syn i
nie zapomnę o nim. Nie wyprę się go nawet dla ciebie. Chcę żeby był blisko
- spojrzał w oczy żony- Wiesz, że cię kocham, że zrobiłbym dla ciebie
wszystko, zawsze ci pomagam, wspieram. Ale chyba jestem już zmęczony,
ostatnio znów gorzej się czuję. Nie mam siły na kolejną wojnę z tobą-
podszedł bliżej żony – Wiesz, że jej przyjazd niczego nie zmieni, że kocham
tylko ciebie, że to wszystko można pogodzić. Wiesz o tym ale pewnie
zmienisz życie nas wszystkich w piekło. Rób co chcesz- sięgnął po
koszulkę, na głowę założył czapkę z daszkiem. Mam dla kogo żyć- złapał
za klamkę.

- Dokąd to?!-

- Na spacer. Pamiętasz, kiedyś spacerowaliśmy, wychodziliśmy razem,
kochaliśmy się- od ostatniego gwałtu,Elsa, zaszyła się w domu, stroniła
od bliskości, ludzi,  rozumiał ją, ale nagle zaczęło mu tego wszystkiego
brakować. – Lena, przeżyła naprawdę wiele,prawdziwe tragedie, mimo
wszystko jest dobrą, sprawiedliwą kobietą, potrafi wybaczać, dawać
druga szansę. Nie wraca do przeszłości. A ty, sama ściągnęłaś na siebie
wszystkie problemy, wiele razy cię o coś prosiłem, chciałem cię chronić
ale nie! Idę, a ty wymyśl dla mnie jakąś karę- została sama i teraz jej
zaczęło brakować powietrza, podeszła do okna, a po jej chłodnych
policzkach popłynęły łzy.

Rzadko kiedy płakała, zacisnęła powieki, zobaczyła swoją córkę,
przypomniała sobie jej wypadek, rozpacz Luka. Wtedy obiecała sobie,
że będą szczęśliwi. A co jeśli Luk kiedyś odejdzie? Jeśli dzieci nie
wystarczą by go przy sobie zatrzymać? Przeraziła ją ta myśl, szybko
się ubrała i wyszła przed dom, zauważyła Lenę.

- Widziałaś Luka?-

- Tak. Poszedł gdzieś z Paddym i Angelo. Pewnie na piwo- poprawiła
czapkę na głowie córki- A my idziemy spać- pocałowała dziewczynkę.

- Elsa, co znowu zrobiłaś?!- od razu wiedziała, że coś jest na rzeczy.

- Nic!- wrzasnęła blondynka- Olivia, wraca. Do Kolonii-

- No i?-

- Naprawdę moja nienawiść do tej kobiety nie znajduje u was
uzasadnienia?-

- Masz prawo jej nienawidzić. Ale nie wciągaj w to Tea!-

- Nie wciągam!-

- Elsa, sama dawno temu wepchnęłaś Luka w ramiona tej kobiety! Odpuść.
W końcu odpuść, albo go stracisz- Lena, przytuliła do siebie przyjaciółkę i
weszła do domu, zatrzymała się w progu- Ja wybaczyłam ale i zapomniałam
i nie żałuję i wiem, że nie pożałuję- Elsa, jeszcze przez chwilę patrzyła w
gęsty las, ruszyła wolno przed siebie, chciała poszukać męża, przeprosić
go ale zawróciła.

Poczuła kłucie w dole brzucha, wolnym krokiem wróciła i pół godziny
później, zasnęła. zasnęła. Kiedy się obudziła, Luk spał obok, mocno
się do niego przytuliła, obudziła go pocałunkiem.

- Przepraszam- szepnęła.

- Przepraszasz mnie, bo się przestraszyłaś- odpowiedział- Przy mnie miałaś
stać się lepszą osobą, ale nie wyszło. Może ja nie jestem ci pisany, Elsa?
Może za bardzo się upierałem żebyśmy byli razem?- nie wiedziała co
powiedzieć, podparła się na łokciu- Może czasem trzeba odpuścić?-

- Nie odpuszczaj, Luk. Proszę-

…….

Kilka miesięcy później. Paddy wraz z Leną i córką, wrócili na dwa tygodnie
do domu, muzyk miał w tym czasie umówionych kilka wywiadów i występów.
Zaraz po tym udali się na malowniczą, francuską wyspę, Korsykę. Spacerowali, zwiedzali, w ciągu dnia bawili się z córką a nocą oddawali się namiętności
która wciąż była tak samo silna jak przed wielu laty w małej chatce gdzieś
w dzikim sercu Afryki. Na wyspie odnowili swoją przysięgę małżeńską. Była
to spontaniczna decyzja. Miała być rodzina, wielka impreza, ale Kelly, promowali
płytę, Elsa nie czuła się najlepiej i co chwilę trafiała do szpitala więc uznali, że
złożą kolejną przysięgę jedynie w obecności zaprzyjaźnionego księdza, córki
i Boga. Po powrocie, Patricka pochłonęła promocja nowej płyty,próby, a wraz
z nadejściem późnej jesieni, ruszył w trasę. Lena, cały swój czas poświęcała
córce, w wolnej chwili udzielała się anonimowo na forum prawniczym, pisała
felietony do jednej z gazet a wraz z długimi jesiennymi wieczorami, zasiadła
do pisania książki.

Jimmy, promował zbliżającą się trasę, w sekrecie przed wszystkim, zaczął
pisać nowe piosenki, jeszcze nie wiedział, czy być może trafią one na nową
płytę z rodzeństwem czy na solową, ale pisanie i tworzenie szło mu dobrze
jak przed laty. Dzieci Jimma, zamieszkały z nim i Cleo w Ettal, stan Meike,
wciąż był niestabilny, kolejne terapie, zabiegi ją wyniszczały ale nie poddawała
się. Jimmy, często ja odwiedzał, zawsze zabierał ze sobą dzieci, chciał żeby
wiedziała, że są razem z nią, że ją wspierają. Promocja trochę go przytłaczała,
co kilka tygodni wygrażał się, że więcej nie da się namówić na taki cyrk ale
szybko kapitulował. Wolny czas spędzał z Cleo, która nie wróciła do nałogu
ani nie przyjęła jego oświadczyn, mimo kilku prób, oraz z dziećmi. Wspólnie
tworzyli coś naprawdę fajnego.  Często razem gdzieś wyjeżdżali, a najczęściej
był to dom Patricka i Leny. Bracia bardzo się do siebie zbliżyli. W końcu
osiągnęli wewnętrzny spokój, nie rywalizowali ze sobą, niczego już sobie
nie udowadniali, można by rzec, że przestali się wykłócać o wspólne zabawki,
bo w końcu każdy miał swoje.

………

Elsa, do rozwiązania musiała zostać w szpitalu, nie czuła się źle, ale częste
bóle brzucha, spowodowały, że umieszczono ją w szpitalu w Toskanii a dwa
tygodnie przed planowanym terminem porodu, który przypadał na tydzień
przed Wigilią, miała zostać przewieziona do kliniki w Paryżu, tej samej w
której rodził Lena. Luk, zajmował się dziećmi, odwiedzał żonę każdego dnia,
wybaczył, wspierał, ale blondynka czuła niewidzialny,lodowy mur między nimi.
Olivia, wraz z synem miała przylecieć do Kolonii w sierpniu przyszłego roku.
Luk, wspierał Larysę w jej nowej społecznej kampanii, sam wystawił swoje
prace, które od razu zrobiły furorę, zaangażował się w kilka projektów, coraz
częściej pracował z Evą i chyba po raz pierwszy przez jego umysł przebiegła
myśl, że gdyby miał się z kimś umówić prócz swojej żony, byłaby to właśnie ta
kobieta. Ale szybko zapomniał o tej wstydliwej myśli. Kochał żonę, rodzina była
dla niego najważniejsza. Elsa, była, jest i będzie miłością jego życia, tego był
pewien. Tak więc rodzina Jeffeyów, w napięciu oczekiwała nowego członka
rodziny.

………

Paryż.

- Masz śliczną, zdrową córkę- Natalia pokazała niemowlę zmęczonej
blondynce- Cesarskie cięcie, zakończyło się sukcesem, masz córkę i
wszystko jest w porządku- uśmiechnęła się.

- Zrób test- pisnęła patrząc na płaczącą dziewczynkę.

- Elsa, może jednak…-

- Zrób!-

- W porządku. Pielęgniarka za jakiś czas przyniesie ci córkę- lekarka podała
dziecko, młodej kobiecie.

- Nie trzeba- Elsa, zacisnęła powieki- Muszę odpocząć-

- Ma pan córkę- Luk, poderwał się tak gwałtownie, że przewrócił z hukiem
krzesło, dzieci zaczęły skakać wokół ojca. Niemowlę cicho kwiliło, fotograf
czule przytulił je do swojej twarzy.

- Tatuś specjalnie się ogolił- szeptał- Cichutko, kochanie. Tatuś bardzo cię
kocha- pochylił się by pokazać dzieciom, ich siostrę.

- Jaka słodka!- pisnęła wzruszona Mary.

- Jakaś taka pomarszczona- rzekł przerażony Lucas ale ucałował główkę
dziewczynki.

- Mama dała nam wspaniały prezent na święta- Luk,  uśmiechnął się
przez łzy.

- Ale to znaczy, że pod choinką już niczego nie będzie?- zapytał chłopak
a Luk wraz z Mary, wybuchli śmiechem.

- Będą pieluchy- żartował.

……..

Elsa, szybko przebiegła wzrokiem przez dokument, Lena,która stała obok
łóżka, wyrwała jej go i szybko przeczytała- Luk, jest ojcem dziecka-
odetchnęła z ulgą.

-Boże, dziękuję ci! Boże, dziękuję!- z oczu blondynki kapały łzy.

- Bóg po raz kolejny pogroził ci palcem ale i dał ci kolejną szansę, nie
zmarnuj jej- rzekła Lena.

- Nie zmarnuję. Dziękuję ci dobry Boże!- płakała na przemian śmiejąc się.
- Dziękuję ci!-

- Luk, nie chciał żebyś zrobiła ten test, powiesz mu?- zapytał Jimmy, siedząc
na łóżku przyjaciółki.

- Nie wiem- odpowiedziała- Nie mogę sobie pozwolić na błąd, ale on musi
się o tym dowiedzieć. Czułam się gorsza, zalewała mnie złość, ale koniec
z tym!- klasnęła w dłonie- Boże, dziękuję ci!- złożyła ręce.

- Powiedz mu. Po prostu mu powiedz- Paddy, bawił się niebieskim balonem.

- Zasłużyliście na szczęście-  mówił Jimmy, trzymając dłoń przyjaciółki- Bądź
po prostu szczęśliwa,chcę w końcu spać spokojnie i się o ciebie nie martwić!-

- Kiedyś to ja martwiłam się o ciebie- przypomniała mu.

Jimmy, mocno ją do siebie przytulił- Więc teraz oboje przestańmy się zamartwiać-

………………………….

Los Angeles

- Za trzy dni Wigilia- rzekł Rayan przyciągając do siebie narzeczoną- Wiem,
że nie lubisz świąt, ale może w tym roku…-

- Też nie. Nie obchodzę- przerwała mu wpatrując się w okno. Potarła dłońmi
fioletowy żakiet, ciężko westchnęła.

- Kochanie, spójrz na mnie- dotknął jej twarzy- O co chodzi? O nasz ślub?-

- Stres panny młodej- zaśmiała się nerwowo.

- Nie musimy brać ślubu. Mówiłem ci…-

- Chcę tego ślubu. Naprawdę- zarzuciła mu dłonie wokół szyi- Kocham cię-

- Ja, ciebie też. Bardzo. Czego się boisz?- patrzył w jej duże oczy- Nigdy
cię nie skrzywdzę-

- A ja nigdy nie dam ci rozwodu- szepnęła- To transakcja na całe życie-
uśmiechnęła się. Jednak dobrze wiedziała, że nie ma niczego na całe
życie, niczego trwałego.

Rozdział 284- Blowing In The Wind

W kolejnym będzie wyjaśniona ostatnia scena z Jimkiem i Cleo, nie chciałam
przedłużać i będzie kilka miesięcy później. Święta.

Irlandia

- Zabrał dzieci- Elsa, wygięła usta w podkowę- Zabrał…-

- Luk, jest wspaniałym ojcem, poradzi sobie- Kira postawiła na stole
talerz z ciastem, Helen, podała kawę i herbatę dla blondynki.

- Przecież już raz je zabrał do Kapsztadu- wtrącił Patrick- I wróciły całe
i zdrowe- posadził Ninę na swoich kolanach.

- To nie to samo!- warknęła Elsa, skubiąc placek z wiśnią- Tam były hotele,
ochrona, jakaś namiastka cywilizacji…A on pojechał do dziczy! Ta wieśniara
ciąga Tea po lesie, po tych wioskach…Co z niej za matka?! - była bliska płaczu.
- Pewno coś wymyśli żeby ich zwabić…Tak samo jak kiedyś Luka- przypomniała
jej się zdrada Luka, gdzieś tam w puszczy, dziczy, pieprzył się z Olivią! Kawałek
placka utknął jej w gardle, dotknęła brzucha, sięgnęła po serwetkę i wypluła
ciasto.

- Ciociu nie smakuje ci?- zapytała Emma.

- Elsa?!- przeraziła się Lena- Wszystko ok?!- usiadła obok przyjaciółki.

- Muszę się przewietrzyć- Elsa, w pośpiechu opuściła dom Angelo.

Lena, szybko ją dogoniła, okryłą ją swoim swetrem- Co jest?- wzięła ją
pod rękę.

- Nic… Prócz tego, że zaraz mnie szlag trafi!- syknęła- Nienawidzę tej
kobiety!-

- Masz do tego prawo, ale Luk nie pojechał do Olivii, tęskni za synem. To
normalne- szatynka objeła przyjaciółkę- Jak się czujesz?- położyła dłoń na
brzuchu ciężarnej.

-Trzecia ciąża, można się przyzwyczaić- wzruszyła ramionami- Muszę wiedzieć-

- Po co ci to?-

- Muszę wiedzieć czyje to dziecko-

- To coś zmieni?-

Elsa, milczała, zbliżały się do klifów- Tutaj jest pięknie- zacisnęła powieki,
wdychała świeże powietrze.

- To prawda- Lena, złapała mocno dłoń blondynki- Nie rób tych testów-

- I tak zrobię ale nie wiem czy powiem o wyniku Lukowi- patrzyła w przepaść.

Lena, odetchnęła z ulgą- Co sądzisz o ostatnich wydarzeniach? Pamiętnik…-

- Nic- przerwała jej blondynka- Nie zastanwiam się nad tym! Mam swoje
problemy, jestem w ciąży, Luk, szlaja się po Afryce z dziećmi…Nie mam
czasu bawić się w duchy! Moja siostra nie żyje, więc nad czym mam się
zastanwiać?- odwróciła twarz w stronę szatynki- Obchodzę mnie moje
problemy, a nie jakieś pierdoły! Kobieta podobna do Niny…- prychnęła
ale jej nerwowe ruchy zdradzały, że i ją to przeraziło- Jest wiele kobiet
podobnych…Jimmy, zawsze i wszędzie ją widział…W Dortmundzie były
tłumy i on akurat ją zobaczył?!- spojrzała z ironią na Lenę- A Paddy…On
mógłby przestać skakać w tłum, pewnie go tak macają, że duchy widzi!-
skrzyżowała ramiona, Lena parsknęła śmiechem- Myślisz, że go tam nie
dotykają?- Elsa, hamowała śmiech.

- No myślę, że go dotykają- szatynka dławiła się ze śmiechu.

- Fetyszysta!!!- wrzasnęła blondynka.

- No trochę- Lena zrobiła śmieszną minę- Już wolę to, to tylko las bezimiennych
rąk a nie jedna, rzeczywista, imienna dłoń-

- O mój Boże!- blondynka śmiała się- Na chwilę zapomniałam o wywłoce
z lasu!-

- Widzę, że humor wam dopisuje- podszedł do nich Patrick, kobiety nie
przestawały się śmiać, muzyk objął je ramionami- Co was tak bawi?-

-Nie pytaj- Lena założyła ciemne okulary, poprawiła ciasny kok na czubku
głowy.

- Zapomniałem jak tutaj jest pięknie- Patrick, jeszcze mocniej przytulił do
siebie roześmiane kobiety- Pamiętasz nasz ślub?- potarł nosem po szyi
żony.

-Pamiętam – uśmiechnęła się czule.

- Ja też! Jimmy, oblał mnie szampanem!- Elsa, przewróciła oczami- Czujecie,
że Jimmy, właśnie moczy dupę w oceanie! I to gdzie?! Sant Croix! Nigdy tam
nie byłam! – rzekła oburzona- I ty też nie!- wskazała na Lenę- Cleo się ustawiła!-

- Zacząłem w nich wierzyć- odezwał się Paddy- Naprawdę! On naprawdę ją
kocha!- Lena, objęła męża w pasie.

- Oczywiście, że ją kocha- uśmiechnęła się.

- Może i kocha- wzdrygnęła się Elsa- No musi ją kochać skoro zabrał ją
na takie wakacje!-

- On ją kocha od bardzo dawna, może nie od samego początku ich związku
ale zakochał się w niej już dawno temu- rzekła Lena.

- Ok, słodziaki. Siku i placek z wiśnią mnie wzywa- Elsa, odwróciła się- Wracam-

- Przejdziemy się?- Paddy zapytał żonę, ta kiwnęła głową- Wiesz co mi chodzi
po głowie?- wbił wzrok w szatynkę.

- Chyba nie chcę wiedzieć- zaśmiała się Elsa, zakładając sweter- Gadaj i idę.
Albo nic nie mów. Idę!- pomachała im i wolno ruszyła przed siebie.

Przez chwilę szli w milczeniu, objęci, szczęśliwi- To co chodzi ci po głowie?
I komu sprzedałeś Ninę?- zapytała Lena podziwiając widok z klifów.

- Nina bawi się z dziećmi, tylko jej przeszkadzałem- zaśmiał się- To niesamowite
jak bardzo dom Angelo jest podobny do tego naszego z dzieciństwa i jak się różni
od naszego-

- Chciałbyś mieć więcej dzieci?-

- Nie- odpowiedział od razu- Nie wiem, nie zastanwiałem się nad tym- musnał
usta żony- Wiadomo, co Bóg da, ale mam tak wiele, że nie śmiałbym pragnąć
więcej- zatrzymał się- Pomyślałem o odnowieniu przysięgi małżeńskiej- patrzył
w oczy żony, milczała, nie zdradzała żadnych emocji.

- Sama nie wiem- usiadła na zboczu, Patrick, usiadł obok- Wiem, że wtedy
płakałam, nie było z nami Luka, ale to był nasz dzień. Ten jeden, jedyny, ten
który pamiętam- spojrzała na swoją obrączkę- Z drugiej strony…Tyle się
wydarzyło, że może dobrze byłoby odnowić nasz ślub…Nie wiem- skupiła
wzrok na ustach Patricka, pocałowała go, pewnie, namiętnie, szybko
rozchylił usta, odwzajemnił pieszczotę- Pomyślałam, że może po Irlandii,
pojedziemy gdzieś…Sami, tylko z Niną. Zdążymy przed twoją trasą?-
wodziła jęzkiem po jego ustach.

- Zdążymy- delikatnie położył ją na zieloną trawę, uśmiechnął się- Pojedziemy-
dotknął palcem jej brzucha, obrysował kontury piersi, zatrzymał się na szyi.
- Jestem szczęśliwy- położył się obok żony- Bardzo. Muzyka jest moim
przeznaczeniem, naprawdę kiedy jestem na scenie jestem szczęśliwy,
ale to nic z tym co czuję kiedy jestem przy tobie i Ninie. Nie jestem w stanie
tego opisać- odnalazł w trawie dłoń żony- Wiem, że cię zraniłem, że zawiodłem,
mam swoje słabości….- podparł się na ręce- Zrozumiałem, że nie jestem
nadzwyczajny tylko cholernie ludzki- zrobił zawadiacką minę, Lena, wybuchła
śmiechem.

- Nie pogrążaj się, Kelly- przyciągnęła go- Nie chcę już o tym rozmawiać,
kocham cię strasznie mocno i możemy odnowić przysięgę. Kupię sobie
nową kieckę, biżuterię…- drażniła go- Ale to musi odbyć się tutaj!- pocałowała
go- Irlandia- znów wbiła się w jego usta- Skromna uroczystość i bez moich
rodziców!- pocałowała go tak, że zabrakło mu tchu, a gorąca fala miłości
zalała jego serce.

………………..

- Więc po wam ta trasa?- Elsa, otarła serwtką usta- Pyszne!- szturchnęła
Kirę.

- To nasz projekt, chcemy to kontynuować- odpowiedział Angelo, wszyscy
zebrali się przy dużym, owalnym, suto zastawionym stole, gdzieś z oddali
przedzierały się dźwięki folkowej, irlandziej muzyki skutecznie zagłuszanej
przez żywą rozmowę i głośny śmiech.

- Trasa chyba dobrze wam się sprzedaje?- dopytywała blondynka.

- Bardzo dobrze- odpowiedział muzyk wkładając widelec z mięsem do
ust.

- Więc po co ci kolejna trasa?- nie rozumiała- W dodatku z dziećmi?!-
objęła wzrokiem pociechy Angelo.

Blondyn przez chwilę przeżuwał, poprawił okulary i chrząknął- Kelly Family
to kontynuacja, coś wspólnego. A moja trasa to moja trasa, mój projekt-
zerknął na Kirę, która karmiła ich syna- Ruszam z rodzeństwem w trasę,
nagraliśmy płytę, ale to na razie powrót do przeszłości. Jest wielkie wow
ale jeśli będziemy chcieli to kontynuować to nie możemy bazować jedynie
na starych kawałkach. Nowa płyta, wspólne występny…Jesteśmy starsi,
mieszkamy w różnych miejscach, trzeba się spotkać, opracować plan…-

- Angelo do sedna. Wiem o co ci chodzi, bez niepotrzebnego wstępu…-
przerwała mu znudzona Elsa.

- Więc nie wiadomo jeszcze co z tego wyjdzie- nie zrażony muzyk
konytnuował- Jeśli zdecydujemy się na nową płytę, opracujemy plan,
być może Paddy, do nas dołączy- przy stole zapanowała cisza, Lena,
z kawałkiem ziemniaka w ustach spojrzała na męża- Więc jest wiele
znaków zapytania. Na razie jest fajne, ale Jimmy, juz narzeka na promocję,
więc to musi być dobrze przemyślana decyzja. Wiem, że się stara ale
znamy go- sięgnął po dzban z domowym winem- Szybko się nudzi.
Wiec stąd moja trasa- wskazał na rodzinę.

- Chcecie występować z Ange…Z tatusiem?- blondynka uśmiechnęła się
do dzieci.

- Lubię śpiewać- odpowiedziała Emma

- Ja też, ale trochę w innym stylu, ale też folk- powiedziała Helen.

- Mnie to nie bawi- burknął Gabriel.

- A co ciebie bawi oprócz układania włosów?!- ironizował Angelo- Kira
była ze mną zawsze, od zawsze…- spojrzał z czułością na żonę.

- Dobra to też już znamy, Paddy cię opuścił, było ci ciężko. Bla bla bla-
Elsa, upiła łyk soku- Dzieci macie wspaniałe, ale nie pomyślałeś, że
może żona która od zawsze z tobą była, klapała biedę, pochorowała
się i większość swojego życia spędza w ciąży, zreszta podobnie jak
ja. To dla nas taki stan normalny, jak dla słoni- wysiliła się na słodki
uśmiech - Wolałaby Karaiby, czy inny, luksusowy prezent. Podziwam
cię- zerknęła na brunetkę- Ciebie i Meike. Pomnik się należy- wcisnęła
w usta galaretkę- Zresztą sobie też bym postawiła-

- Nie lubię luksusowych prezentów- roześmiała się Kira.

- Lubisz, lubisz, każdy lubi. Może jeszcze o tym nie wiesz, bo nie
dostałaś takiego- Elsa, nie dała się przekonać.

- Mamy inne wartości- śmiał się Angelo- I kupuję Kirze prezenty-

- Paddy?- Lena, odzyskała głos.

- Też ci nie kupuje prezentów?- rechotał blondyn.

Patrick, uśmiechnął się- Nigdy nie powiedziałem, że nie wrócę do
zespołu, po prostu teraz to nie jest odpowiedni czas. I z czymś
nowym. Nie chcę wracać tylko ze starymi kawałkami, albo idziemy
do przodu albo się w tym nie widzę- nieśmiało wbił wzrok w młodszego
brata.

- Mnie pasuje, też chciałbym nagrać nową płytę. Wspólną płytę-

- I Jimmy, musi chcieć pracować- Patrcik, sięgnał po piwo.

- Nie przesadzaj!- oburzyła się Elsa- On śpiewał na ulicy, upał, deszcz,
śnieg, to naprawdę ciężki kawałek chleba!-

- Wiem ale nie musiał tego robić- rzekł Paddy.

- Kiedy nie wiesz co dalej, wracasz do korzeni- Angelo również sięgnął
po piwo.

- Paddy, słodziak nasz, kiedy nie wie co dalej, wraca do zakonu- wyjaśniła
Elsa.

- Już nie- zaprzeczył muzyk- Dlatego czekam na rozwój sytuacji i nie mówię
nie- wzrok braci spotkał się.

- Bardzo się cieszę!- ucieszyła się Lena.

- Zobaczyć was razem, przy An Angel- rozmarzyła się blondynka, Kira zaczęła
się śmiać.

- Jak dla mnie, Jimmy w An Angel rozłożył was na łopatki!- oznajmiła Lena,
biorąc córkę na ręce.

- O NIE!!!- bracia jednocześnie się oburzyli.

- Potraficie mówić jeszcze jednym głosem!- śmiała się Elsa.

………………….

Lena słysząc huk, usiadła na łóżku i zapaliła nocną lampkę, ujrzała wstawionego
męża- Przepraszam- przycisnął palec do ust.

- Już wróciłeś?- usiadła po turecku, zerknęła w stronę łóżeczka córki- Paddy,
obudzisz ją!-

- Moja księżniczka- pochylił się nad łóżeczkiem.

- Wpadniesz do środka- podeszła do męża- Oparami ją otrujesz!- skrzywiła się.

Spojrzał na nią- Ale ciebie nie- pocałował żonę, ta odchyliła się- Całuj! Całuj męża
swego bo innego mieć nie będziesz!- przytulił żonę do siebie, pocałował.

Lena, z trudem tłumiła śmiech, zaczęła się wygłupiać, wyswobodzać z jego objęć.

- Całuj!- drażnił się z nią- Jak nie chcesz w usta to możesz gdzieś indziej- rozpiął
pasek.

- Kelly! Przestań!- śmiała się- Jesteśmy w domu twojego brata, w domu pełnym
dzieci…- popchnęła go na łóżko- Spać!-

- A ty myślisz, że gdzie Angelo płodził dzieci? W lesie na kamieniu?- pociągnął ją
na siebie.

- Nadrobimy na jakiejś wyspie!- pokazała mu język, a on odchylił jej spodnie od
piżamy i wymierzył klapsa.

Delikatnie go kopnęła- Znów zaczynasz?!- podniosła głos- Nie potrafisz tego
robić! Boli!- dotknęła pulsującego pośladka.

- Serce moje, przepraszam- jednym ruchem zsunął spodnie i pocałował
czerwony ślad, szatynka odtrąciła go.

- Nie możesz pić!- pogroziła mu, ale uśmiechnęła się- Jak było z Angelo?-

- Było…Ok, na początku sztywno, ale ok. Jest coraz lepiej, pokłóciliśmy się
z pięć razy, ale zapiliśmy to piwem. Jest ok- powtórzył się, na tym zawsze
najbardziej mu zależało- Wybaczył mi i nawet mnie trochę rozumie. Odrobinę-
odwrócił się na łóżku- Ale rozumie. Nie tak jak kiedyś,bez słów, bez wyjaśnień,
bez pretensji, ale zaczyna znów mnie rozumieć-

- Cieszę się. Bardzo- podeszła bliżej- Jestem z ciebie dumna- powiedziała
szczerze.

- Oooo- wybełkotał podnosząc w górę dłoń- To już trzeci raz!-

- Odnowimy naszą przysięgę- powiedziała cicho- Jeszcze niedawno byłam
w potrzasku, przerażona, ale teraz jestem szczęśliwa- zrzuciła z siebie
koszulkę- Bo wszystko dzieje się po coś, ważne, że wyszliśmy z tego
silniejsi- spodnie od piżamy zsuneły się na podłogę- Skup się Kelly bo
piłeś- mrugnęła po czym rzuciła się na męża.

…………………………….

- Tutaj będziemy mieszkać- dzieci z przerażeniem rozejrzały się- To tylko
tydzień. Pójdziemy teraz do Tea, macie być mili – Luk, siedział na wprost
swoich pociech- Niedaleko budowana jest szkoła, pomożemy. Lucas,
pograsz z innymi w piłkę, ty, kochanie, będziesz malować…-

- Tato, nie będę grał w piłkę…- wrzasnął Lucas.

-Będziesz przynajmniej grał a nie siedział na ławce!- Luk, ostatnio tracił
cierpliwość do swojego syna. Mary, mimo paniki, próbowała się uśmiechać,
ojciec był jej idolem, zawsze próbowała mu dorównać, nie chciała go zawieść
ale najchętniej razem z bratem uderzyłaby w płacz.

- Tato, ale po co ci on? Masz nas- pisnęła mała blondynka.

-Mary, tłumaczyłem wam, to wasz brat- odpowiedział  fotograf- Przecież
go znacie, bawiliście się z nim-

- Ja, go lubię. Może być- rzekł Lucas- Ale wracajmy do domu, zabierz go i
lećmy do Kolonii-

- Boże, jeśli istniejesz, pomóż mi- szepnął Luk- Idziemy!- zarządził.

Godzinę później siedział na drewnianej ławce w obecności syna, chciał go
dotykać, przytulać, ale chłopak jak zwykle zachowywał rezerwę ale cieszył
się z odwiedzin ojca i przybranego rodzeństwa. Był bardzo podobno do Luka
nie tylko z wyglądu, ale i myślał podobnie, jak na małego chłopca, szanował
innych ludzi i wyznawał podobne wartości. To nie tak, że Mary i Lucas byli
rozpieszczonymi snobami, nigdy by tak nie powiedział o swoich dzieciach.
Do niedawna Lucas uchodził ze ideała, po prostu przechodzili gorszy okres,
jak wiele rodzin, a może jak każda, normalna rodzina. Na pewno mieli łatwiejszy
start i wiele możliwości rozwojowych, najlepsze szkoły, zajęcia dodatkowe,
ale mimo luksusu jakim się otaczali, to dobre dzieciaki. Dzieci były najważniejsze
w życiu Luku, były łącznikiem z Elsą, razem tworzyli rodzinę, a rodzina była
dla Luka, priorytetem.

- Nie chcesz do mnie przylecieć? Wszyscy za tobą tęsknimy- Luk, objał
chłopca, ich stopy zakrywała woda.

- Chcę- odpowiedział- Miałem dużo nauki, mam zaległości-

- Dlaczego?-

- Dużo podróżuję z mamą, opiekuję się nią-

- To mama powinna opiekować się tobą-

- Niedawno ukąsił ją wąż, bardzo boli ją noga. Nie chcę jej zostawiać-

- Rozumiem, ale wakacje możesz spędzać u nas- pogłaskał plecy syna.

Chłopczyk milczał- O co chodzi Teo?-

- NIkt mnie nie lubi w twoim domu, nie pasuję do was- odpowiedział.

Luk, czuł jak jeżą mu się włosy- Kto ci to powiedział?- Teo spuścił głowę.

- Odpowiedz, proszę, powiedz mi. Mary? Lucas?- chłopczyk zaprzeczył.

- Elsa?- fotograf wstrzymał oddech- Elsa, ci to powiedziała?-

- Nie- zaprzeczył- Mama idzie!- podbiegł do brunetki, Luk, spojrzał na
lekarkę, postarzała się, zniknął gdzieś jej beztroski uśmiech.

- Pobaw się na chwilę z Mary i Lucasem- wskazał ręką na dzieci które
stały otoczone wianuszkiem dzieci z wioski i nie bardzo wiedziały jak
mają się zachować- Porozmawiam z twoją mamą-

- Cześć- przywitał się.

- Cześć- odpowiedziała.

- Słyszałem o twoim wypadku- zauważył, że delikatnie kuleje, widać było,
że nogą jej dokucza-  Mam nadzieję, że już lepiej-

- Mówisz o ukąszeniu przez węża?- skinął głową- Pewnie twoja żona
przybrała w końcu odpowiednią postać- usiadła na ławce.

- Naprawdę chcesz się kłócić?- zapytał spokojnie- Poczujesz się wtedy
lepiej? Ulży ci?- również usiadł- To ty dołożyłaś nam trosk, ukrywałaś Tea
i jeszcze masz pretensje?!- zaczął się zastanwiać co za ludzie go otaczają?!
- Mogę ci odebrać Tea bardzo szybko! Nie zapominaj o tym!- nie chciał jej
straszyć ani pogrywać synem, ale był zły, czuł wielki żal do tej kobiety!
- Dlaczego nie dzwoniłaś? Nie odbierałaś telefonów? Teo miał spędzić
ze mną wakacje!-

- Miałam wypadek-

- I nie mogłaś zadzownić?!-

- Jakoś nie miałam głowy- pogładziła dłonią swoje ciemne włosy.

- Jeśli macie jakieś problemy, pomogę ci. Wiesz o tym- próbował się
uspokoić, kłótnia niczego nie rozwiąże- Fundacja Leny i Paula bardzo
się rozwija, pomaga, zawsze możesz się tam zwrócić albo do mnie-

Olivia spojrzała na fotografa, bezwiednie się uśmiechnęła- Ty się nic
nie zmieniłeś- jej głos brzmiał miękko, czule- Świat się zmienia, życie
nas doświadcza, czas biegnie nieubłagalnie a ty się nie zmieniasz-
wyciągnęła dłoń aby go dotknąć ale szybko ją cofnęła – Ostatnio
zastanawiałam się dlaczego ty? Dlaczego to musiałeś być ty?-
Luk, odwrócił wzrok- Ale właśnie sobie przypomniałam. Jesteśwyjątkowy-

- Olivia, każdy jest wyjątkowy- nie patrzył na nią- I ja też się zmieniłem-
zanurzył stopy w wodzie, wbił wzrok w roztaczający się przed nim
krajobraz. Rzeka, jakaś tratwa wolno płynąca, drzewa, garstka bawiących
się dzieci. Zdecydowanie mógłby tutaj zamieszkać.

- Teo, bardzo ciebie przypomina. Jestem z niego dumna, to wspaniały,
mądry chłopiec- również wstała, stanęła obok fotografa.

W końcu na nią spojrzał- Wiem i boli mnie to, że mnie od niego seperujesz.
Nie uważasz, że w Europie byłoby mu lepiej? Nie chcę ci go odbierać, ale
może już czas wrócić, Olivio? – dostrzegł w jej oczach przerażenie- Zrobiłaś
wiele dobrego, zawsze będę cię za to podziwiał i szanował! Ale masz syna,
on zasługuje na coś więcej. Ma słabą odporność, chorował, zamieszkaj z
nim w Europie…-

-Luk! To niemożliwe!- przerwała mu, zrobiła kilka, nerwowych kroków przed
siebie- Przyjechałam do Afryki po raz pierwszy jako studentka, zakochałam
się- uśmiechnęła się, dostrzegł w jej uśmiechu coś znajomego- To była
miłość od pierwszego wejrzenia. Później przeżyłam taką miłość jeszcze
tylko dwa razy- zerknęła na niego, jednym ruchem pozbyła się klamry,
uwalniając tym samym gęste, czarne włosy- Ty i Teo. Tylko was tak samo
pokochałam- patrzyła mu w oczy- Żałuję tego, że cię przetrzymywałam,
bardzo żałuję- uwierzył jej- To przeze mnie tam trafiłeś i ja chciałam cię
z tego wyciągnąć, umierałeś Luk. Chciałam tylko cię uratować, zwrócić
ci zdrowie, sama nie wiem dlaczego to zrobiłam- westchnęła- Nie mogłam
zrozumieć, że chcesz do niej wrócić, że ją tak kochasz, że nazwałeś
naszą noc, błędem. Nie mogłam słuchać jak bardzo ją kochasz.
Przepraszam. Nie rozumiem tej twojej miłości….Ale swojej też nie, bo
bardzo cię skrzywdziłam. Przepraszam. Nie chciałam żeby Elsa poroniła.
Naprawdę-

- Nie chcę już do tego wracać, nie przyjechałem rozmawiać tutaj o
przeszłości. Elsa, jest w ciąży, będziemy mieli dziecko- sam nie
wiedział dlaczego podzielił się tą nowiną.

- Gratuluję – rzekła- Ktoś mi kiedyś powiedział, że za wszystko w
życiu się płaci. Za dobro, zło, że wszystko do nas wraca- pochyliła
się by zanurzyć dłonie w wodzie- Do niej wraca tylko dobro. Musiałam
ją źle ocenić skoro spotyka ją tyle dobra- wysiliła się na uśmiech.

- Dziękuję- zerknął na jej nogę, nie wyglądała dobrze- Jest choćby
cień szansy, że zastanowisz się nad przeprowadzką do Europy?-
zapytał.

- Raczej nie. Nie pasuję tam, nie nadaję się do pracy w przychodni-

- Nawet Paul się odnalazł!- podniósł głos- Pracuje w szpitalu, ma swój
gabinet w przychodni, angażuje się w fundację, co kilka miesięcy wraca
do Afryki- już sam nie wiedział czym ma ją przekonać.

- Luk, nie mam oszczędności, nie wiem co miałabym tam robić…-

- Kupię ci dom, pomogę na początek. Płacę astronomiczne alimenty-

- Nie chcę od ciebie pieniędzy!-

- Nie daję ci ich, chcę pomóc, chcę być bliżej syna!- nie ustępował.
- Odpocznij! Zadbaj o siebie, Tea, bo mam wrażenie, że zajmujesz się
całą Afryką tylko nie sobą i naszym synem!- złość wóciła- Gdzie on
ma się kształcić? Tuatj?! Pomyśl o nim!-

- Może i mogłabym się zastanowić- powiedziała to tak nagle, że
zaniemówił- Gdybyś mi coś obiecał- zatrzymał na niej wzrok.
- Gdybyś mi obiecał, traktować mnie normalnie, postaraj się
zobaczyć we mnie dziewczynę z przeszłości. Tą w której się
zakochałeś-

- Zwariowałaś- wydukał speszony, ruszył w tronę brzegu chlapiąc
wodą z każdym kolejnym krokiem. Poczuł silny uścisk na nadgarstku,
zatrzymał się- Nigdy nie byłem w tobie zakochany! Zauroczony i to
przez któtką chwilę…-

- Luk, nie chodzi mi o nas! – zaśmiała się gardłowo, potarła kciukiem
jego dłoń- Chcę żebyś traktował mnie normlanie, nie z pogardą, tylko
o tyle cię proszę. Chciałabym żebyś przypomniał sobie, że jestem
wartościowym człowiekiem. Tylko tyle- puściła jego ramię.

- Tylko tyle? Czy aż tyle?!- zapytał z ironią w głosie po czym odszedł.

………..

Saint Croix

Duży, różowy, dmuchany flaming płynnie przemieszczał się po nienaturlanie
błękitnej wodzie w ogromnym basenie. Kiedy w końcu dopłynął do drugiego|
dmuchanego flaminga z kapeluszem na głowie, męska dłoń splotła ich szyje.
- Są idealnie dopasowane – Jimmy zerknął na pogrążoną w błogim lenistwie
Cleo.
- Jak my- dodał.

Kobieta uśmiechnęła się, uniosła wyżej stopę, domagając się kolejnych
pieszczot, kiedy na jej twarzy pojawił się wyraz zadowolenia, odepchnęła
się, tym samym jej flaming rozłączył się ze swoim towarzyszem i płynął
po spokojnej wodzie przed siebie, zatrzymał się idealnie przy krawędzi
basenu, Cleo, sięgnęła po kawałek soczystego arbuza oraz zanurzyła
usta w drinku bezalkoholowym. Słońce, wyborne jedzenie i soki, lazurowy
ocean, wspaniały hotel i Jimmy. Czuła się…Błogo. Nie wierzyła w boski
raj ani diabelskie piekło. Uważała, że zarówno raj zwanym niebem jak
i piekło znajdowały się tutaj. Na ziemi. I ona właśnie znajdowała się w
raju.

Odepchnęła się stopą by znaleźć się bliżej swojego partnera, zerknęła
na flaminga w kapeluszu, tym razem to ona zahaczyła szyjami dmuchane
zwierzęta, dotknęła mokrego brzucha Jimma. Jego twarz pokrytą grubą
wartwą kremu, zasłaniały źle dobrane ciemne okualry i słomkowy kapelusz.

- Kochanie- musnęła mokrą stopą jego jasną łydkę.

- Hmm?- zamruczał.

- Czy mówił ci już ktoś, że w tych szortach jesteś nieprzyzwoicie seksowny?-
tłumiła śmiech obejmując wzokiem fioletowe szorty pokryte śmiesznymi
meduzami.

- Kochanie, nie potrzebuję takich zapewnień- zdjął okulary, zerknął na
kobietę- Nie jestem Paddym. Ja to wiem- nachylił się by mogli się pocałować.

- Jimmy, tutaj jest wspaniale- usiadła wygodniej na flamingu.

- Nie moja bajka ale jest ok- drażnił się z nią.

- Jasne!- śmiała się.

- Seks jest boski!- puścił do niej oczko- Jeszcze tylko nie próbowaliśmy
pod wodą…-

- Jimm!- rozejrzała się – Zbok!-

- Kłóciłbym się które z nas jest większym zbokiem!- pokazał jej język i
odpłynął.

Flaming z roześmianą Cleo, dryfował po wodzie, patrzyła jak wychodzi
z wody, na jego mokre ciało, jak zdejmuje kapelusz i przeczesuje palcami
mokre włosy, jak pochyla się po drinka, również bezalkoholowego, ich
wzrok się spotkał i Jimmy, wskoczył do basenu.  Razem zniknęli pod
wodą.

Przytuleni wynurzyli się, zaczęli się namiętnie całować - Naprawdę nie
przyjęłabyś mojego nazwiska?- zapytał odrywając się od ukochanej,
nawiązał do wydarzeń sprzed kilku dni.

Cleo roześmiała się, Jimmy, pomógł jej wskoczyć na swojego faminga,
sam dosiadł swojego – Kelly, brzmi dumnie!- świdrował ją wzrokiem.

- Jimmy, nie chcę wracać do tego dnia- śmiała się. Kilka dni wcześniej,
zrobiła test ciążowy, przez wymioty, działanie tabletek musiało być mniej
skuteczne, te wydarzenia skłoniły ich do poważnej rozmowy- Lubię swoje
nazwisko- oznajmiła dumnie.
……

Godzinę później, objęci, spacerowali po gorącym piasku, lazurowa woda
oceanu, muskała ich stopy- Jesteśmy tutaj już ponad tydzień- zaczął Jimmy,
czule głaszcząc jej nagie ramię- Zrozumiałem jak bardzo potrzebowałaś
wypoczynku, jak razem go potrzebowaliśmy- pocałował ją.

- Mogłabym tu zostać- szepnęła- Z tobą, dziećmi. Dajesz mi szczęście
Jimm- stnęła na palcach by musnąć jego usta.

-Ranię cię Cleo- westchnął.

- Dajesz mi prawdziwe szczęście. Nie takie książkowe, przesłodzone,
złudne. Tylko takie prawdzie, życiowe, ludzkie. Kocham cię- zatrzymała się.

- Ja bardziej- uśmiechnął się- Inny wynik testu by coś zmienił? Zapragnęłabyś
czegoś innego?- wpatrywał się w nią intensywnie.

- Rozmawialiśmy o tym- odpowiedziała.

- Chcę porozmawiać o tym raz jeszcze. Chcę mieć pewność- nalegał.

- Ok. Zatem porozmawiajmy- usiedli na pisaku i wrócili do tamtego dnia.

……………………………..

Kenia

Luk, słysząc pukanie, poszedł otworzyć- Mogę wejść?- w drzwiach stała
Olivia, irytował go, jej widok, od prawie dziesięciu dni zwodziła go, jutro miał
lecieć do Irlandii a dalej nie wiedział na czym stoi. Uznał, że odda sprawę
swoim prawnikom, nie zamierzał rezygnować z synem, zamirzeał dzisiaj
z nim poważnie porozmawiać.

- Zabierz ze sobą Tea- spojrzał na nią- Spędź z nim wakacje. Zasłużył na
ten wyjazd- usiadła- A ja w tym czasie pozamykam kilka spraw, projektów
i bardzo poważnie zastanowię się nad twoją propozycją. Mam tylko jedną
prośbę, inną niż ostatnio- Luk, również usiadł, słuchał- Jeśli przeprowadzę
się do Europy, to tylko do Kolonii. Będziesz blisko syna, będę potrzebowała
twojej pomocy a ja będę blisko Paula, tylko jego znam, chcę pracować z nim-

W głowie Luka wybuchło wielkie tornado, tysiące myśli szalało w jego umyśle.
Z jednej strony ucieszył się, stracił tyle lat z życia syna, o mały włos go nie
utracił,  z drugie strony jak powie o tym żonie? Uśmiechnął się niepewnie do
OLivii, skinął głową, chciał pokazać jak bardzo się cieszy ale oblał go strach.

Rozdział 283- Traffic Lights

Wybaczcie błędy i niedociągnięcia, ale ten rozdział i tak powstał cudem ;)

……..

Jimmy zapalił dwie wysokie świece w czarnych latarniach, podał bratu szklankę z whisky, sam pociągnął łyka z butelki. – Ty będziesz pił a ja mam się delektować?-
zapytał oburzony Patrick kołysząc się na krześle.

- Dokładnie tak- odpowiedział Jimmy wpatrując się w zarys miasta który stawał się
coraz bardziej niewidzialny pod osłoną nocy. Od godziny siedzieli na balkonie w mieszkaniu Jimma- Dokladnie tak- westchnął i poczuł w ustach gorzki smak whisky. Kątem oka dostrzegl naburmuszoną minę  brata, pomstując pod nosem, udał się do salonu, wrócił z butelką, rzucił nią w brata- Tylko nie bedę cię pilnował, ani zbierał z trawnika. Nie wskocz na kogoś, ani w kogoś- rzucił z sarkazmem zajmując swoje miejsce.

- Bardzo śmieszne. Bardzo- Paddy, mocował się z zakrętką od butelki- Co o tym wszystkim sądzisz?- w końcu otworzył butelkę, pociągnął solidnego łyka.

- O czym?- jednak Jimmy dobrze wiedział co brat ma na myśli- Nic- zmrużył oczy.

- Chcesz udawać, że nic się nie wydarzyło?-

- A co się wydarzyło?- w końcu spojrzał na brata- No powiedz mi Patrick, co się wydarzyło?- odstawił butelkę- Ręka Boża? Cudowne objawienie? Duch Święty?-
Paddy również odstawił butelkę, czuł niesmak w ustach, Jimmy, pocisnął mu jakiś
tani trunek który prócz nazwy niewiele miała wspólnego z ich ulubionym whisky- Nie wiem Jimmy, ale nie mogę udawać, że nic się nie wydarzyło. Jimmy, to nie była Nadin!-

- Więc to była Nina? – nie zamierzał krzyczeć, ale podniósł głos.

- Nie…Nie wiem!- Paddy również wrzasnął, jemu też nie mieściło się to w głowie, ale
nie potrafił zapomnieć kobiety z tłumu. Nie potrafił. Tak samo jak kiedyś… -Nie wiem!
Nie wiem! – Jimmy wstał, zacisnął dłonie na poręczy od balkonu, uśmiechnął się bezwiednie.

- Wtedy w Dortmundzie to też nie była Nadin ale…Mam wrażenie, że ona za tym stoi…Ona chyba też jest chora- wydał z siebie westchnięcie pełne żalu, bólu.

- Może tak być…-

- Na pewno tak jest, bo jak inaczej?- odwrócił się- Nina, nie żyje-

- Wiem-

- Więc po co to wszystko?-

- No właśnie po co Jimmy?- Paddy, odpowiedział pytaniem na pytanie. No właśnie!
Znów spojrzał w gęstą noc, właściwie dochodziła dwudziesta, na ulicach wciąż
panował ruch, ale powietrze wydawało się ciężkie, gęste i morczne jak w
powieściach samego Kinga.

Opadł na krzesło, podparł się na łokciach, poszedł na terapię, zapomniał o niej,
uporał się z przeszłością…Był szczęśliwy! Więc dlaczego teraz? Akurat teraz
ktoś z niego zakpił?! Potarł czoło, kiedyś za taką nadzieję…Za chwilę złudzeń,
nadziei, namiastkę marzeń oddałby wszystko, dzisiaj…Czuł jedynie złość, zmęczenie.
W domu w Ettal, czekała na niego wspaniała kobieta. Kobieta z krwi i kości. Piękna, inteligentna, dobra…Taka którą powinien poznać dawno temu. Przesunął krzesło,
usiadł na wprost brata – Właśnie nie wiem…Powinienem być teraz w domu. W Etall.
Z Cleo!- wyrzucał z siebie- Wyszedłem, chciałem odreagować…Chciałem… Sam
nie wiem co sobie przy tym myślałem- czuł wstyd- Nina, nie żyje od bardzo dawna…Zostawmy to Paddy- spojrzał bratu w oczy, przez chwilę zatracił się w granatowej głębi.

-Jimmy…- nie musiał kończyć, Jimm, dokładnie wiedział co brat chce powiedzieć,
nie musiał kończyć!

- Po co ci to Patrick?! Ktoś z nas zakpił! – krzyczał- Nie po raz pierwszy! Mamy
wrogów! Dlaczego chcesz w tym grzebać?!- mierzył go wzrokiem. – Dlaczego?!-
Patrick milczał.

Jimmy, odsunął krzesło, okrążył balkon- Posłuchaj! Obaj wiemy, że Nina nie żyje…Przyjmijmy, że żyje…- roześmiał się z bezdradności.

- Przyjmijmy, że od ciebie uciekła…- Jimmy, w sekundzie złapał go za kraciastą
koszulę, Paddy zobaczył w oczach brata dobrze znaną mu furię- Dlaczego to
robisz?- wysyczał Jimmy- Dobrze wiem co chcesz powiedzieć…Że Nina mnie
zostawiła, że uciekła jak kiedyś, że miała mnie dość i, że wróciła na twój koncert!-
cisnął nim o parapet, ale nie uderzył. – Jesteś gnojem, Paddy! Takim cichym,
świętym gnojem- rzekł z odrazą- I co gdyby faktycznie wróciła…Rzuciłbyś Lenę,
córkę, mnie i poleciał za nią?!-

-NIE!-

-Zrobiłbyś to! – wrzasnął Jimmy- Zrobiłeś to kiedyś i zrobiłbyś to dzisiaj!-

- Nigdy nie zrobiłbym tego Lenie!- Paddy mówił cicho ale pewnie.

- Zrobiłbyś- Jimmy odwrócił się z odrazą- Mówisz to czego inni od ciebie
oczekują, ale myślisz co innego. Znam cię, Patrick! Masz swoją mroczną
stronę!-

Paddy przez chwilę milczał, jakby analizował słowa brata, wstał- Posłuchaj Jimmy,
ta sytuacja mnie zaskoczyła, przeraziła, chciałem o niej pogadać. Tylko pogadać-

- Może Nina mogła uciec ode mnie, od ciebie ale nigdy nie zrobiłaby tego Lukowi!
Elsie!- sam nie wiedział kogo bardziej chciał przekonać.

Patrick zacisnął dłonie na kutej balustradzie- Kiedy szukałem jakiś dokumentów
dla Luka, trafiłem na jakieś dokumanty ze szpitala psychiatrycznego. Dokumenty
Niny, nie jestem pewien, ale data…Data przyjęcia się nie zgadzała- powietrze
wokół nich stało się ciężkie, gęste, niczym kłęby dymu- Ale nie jestem pewien…-

- Zamiast to sprawdzić wolałeś się spuszczać nad jej zdjęciem-

- Na Boga Jimmy! Nie spuszczałem się!- wrzasnął Patrick.

- Nic wiecej nie mów- szepnął Jimmy składając ręce- Proszę-

- Myślę, że powinniśmy to sprawdzić- Paddy, położył dłoń na ramieniu brata.

Jimmy przez chwilę milczał by po chwili rzec- Powinniśmy być teraz w domu-

- Powinniśmy znać prawdę-

- Przecież ją znamy!- upierał się Jimmy ale jakoś tak bez przekonania.

Godzinę później stali na cmentarzu, patrzyli na marmurową płytę, na zdjęcie
Niny- Wystarczyłoby…-

- Nie otworzymy grobu- Jimmy posłał mordercze spojrzeniu bratu- Ona by
mi tego nie zrobiła, kochała mnie…Umarła. Obojętnie jaka jest prawda, ona dla
mnie umarła- ogarnęła go panika, zapragnął znaleźć się jak najdalej stąd.

- Jimm!- Paddy dogonił brata- Jimmy!- potrząsnął nim.

- Nina nie żyje, kobieta w Dortmundzie była do niej podobna, była jej zjawą
ale nie była  nią!-Jimmy biegł coraz szybciej w stronę furtki, zatrzymał się
dopiero przy samochodzie- To ostatnia noc kiedy do tego wracamy! -
potrząsnął Paddym- Pochowałem żonę, jestem szczęśliwy…-

- Co byś zrobił gdyby Nina jednak wróciła?- pytanie Patricka niosło się echem.

- NIC-

- NIC?-

-NIC!- Jimmy wbił palec w brata- Nie wróciłbym do kłótni z tobą, nie zostawił
Cleo!Nic bym nie zrobił i nigdy więcej nie wrócę do tego tematu!- wsiadł do
samochodu.

- A co jeśli znów coś się wydarzy?- zapytał Paddy.

- Nic się nie wydarzy- zapalił silnik.

……….

Luk siedział na grubym, perskim dywanie blisko kominka, czuł krople potu
spływające po jego szyi. W domu było ciepło, w końcu był środek upalnego
lata a on rozpalił kominek. Siedział boso, bez koszulki jedynie w przetartych
dżinsach i wpatrywał się w tańczący ogień w kominku. Miał wrażenie, że
wraz z pamiętnikami, dokumentami, pali również duszę Niny. Czym była dusza?
Nigdy w nią nie wierzył, podobno była czymś pomiędzy życiem a śmiercią.
W ręku trzymał ostatni pamiętnik przyjaciółki, rzucił go w ogień. Spalił wszystko.
Wszystko co mu zostało po Ninie, usłyszał dźwięk wbijanego alarmu, ruch
kamer i świst klucza w zamku, uśmiechnął się.

- Kelly…Kelly Family. Musimy pogadać- Luk odwrócił się, spojrzał na
przyjaciół inaczej niż zwykle.

- Zimno ci?- zapytał Paddy, podchodząc bliżej.

- Nie-

Jimmy również podszedł bliżej, widział jeszcze niebieską okładkę która powoli
znikała w objęciach ogniach- Dlaczego?- zapytał zwyczajnie.

- Z tego samego powodu z którego ty spaliłeś dom- odpowiedział fotograf.

- Aha-

- Luk, nie możemy udawać, że nic się nie wydarzyło- zaczął Patrick- Ten
pamiętnik wysłała Nadin, kiedy tu była, korzystała z łazienki na górze, na
biurku leżał kod, szyfr. To musiała być ona. Ale kobieta na koncercie to nie
Nadin- trwał przy swojej wersji.

- Spaliłem wszystko żeby nikt nami nie pogrywał. Nigdy więcej- odpowiedział
Luk.

- Powinniśmy otworzyć trumnę- rzekł stanowczo Paddy.

- Nie!- ryknął Jimmy, miał dość!

- Paddy, jakie ty filmy oglądasz?!- Luk, postukał się w czoło- Chcesz wziąć
łopatę i zajrzeć do środka?! Nasrałbyś w gacie i wpadł do trumny! Po drugie
tak to nie działa!-

- Więc załatwimy…Nakaz- wyrwało się Patrickowi.

- NIE!- wrzasnął Jimmy- Widziełeś ją Luk?!- usiadł obok przyjaciela.

- Widziałem. Ja i Paul. Widzieliśmy ją martwą- wciąż widział jej bladą twarz,
przed oczami, wręcz porcelanową – Wyglądała jak lalka która zasnęła-
uśmiechnął się- Kochaliśmy ją- patrzył na braci- I każdy z nas zrobiłby dla
niej wszystko. Gdyby mnie wtedy poprosiła żebym sfingował jej śmierć,
zrobiłbym to- wprawił ich w osłupienie- Błagałem Boga żeby spała, żeby
się obudziła i poprosiła mnie o cokolwiek. Zrobiłbym to, ale ona nie otworzyła
oczu, nie poprosiła o nic, nigdy się nie obudziła- otarł łzy- Nina, chciała
odejść- te trzy słowa złamały Jimmowi serce- Pisała o tym, mówiła mi.
Kochała cię Jimmy, bardzieju niż siebie, niż kogokolwiek. Ciebie również
kochał, ale inaczej- spojrzał na Patricka- Kiedy po raz pierwszy odwiozłem
ją do szpitala, myśleliśmy żeby ją wywieźć do odległego szpitala, gdzieś
na drugi koniec świata, ale nie miała siły by odejść od ciebie- Luk, zanurzył
dłoń w kieszeni dżisnów i wyjął pomiętą kartkę, wyrwaną kartkę z pamiętnika.
- Nina, bardzo cierpiała, choroba postępowała, źle znosiła leki, kuracje,
była w potrzasku między dwoma światami. Chciała żyć…Z dala od was-
zakończył- Ale nie sfingowała własnej śmierci-

Paddy, usiadł za plecami brata, wzrokiem objął treść, pomyślał tylko o
jednym, że może nigdy nie powinien był rezygnować z Niny, z drugiej
strony, Lena. Miłość jego życia- Kim była kobieta na koncercie?- zapytał.

- Na pewno nie Niną- odpowiedział Luk- Gdyby żyła, nigdy by nie wróciła
do starego życia. Gdziekolwiek jest, jest szczęśliwa-

- Nigdy więcej nie chcę o tym rozmawiać- Jimmy wstał, pomikętą kartkę
wrzucił do kominka-Nigdy więcej!-

 

…………………………….

Lena, zajrzała do córki, spała spokojnie, słodko, pomyślała, że dziewczynka
sypia tutaj lepiej niż w jej starym mieszkaniu w Kolonii, czuła obecność ojca,
szczęście rodziców. Szatynka uśmiechnęła się, tak, była szczęśliwa.

Wróciła do salonu, położyła się na kanpie, sięgnęła po  książkę i okulary.
Pomyślała, że to dziwne, ale czuła się w tym domu dobrze jak nigdy wcześniej.
To był jej dom, jej jedyny dom. Mieszkanie w Kolonii, wystawiła na sprzedaż,
nie potrzebowała i nie chciała mieć jakiejś innej alternatywy. To zła wróżba.

Paddy kupił ten dom kiedy jeszcze nie byli małżeństwem, kupił go dla siebie
po rozstaniu z Niną. Nie mogła sobie przypomnieć dlaczego tak łatwo zgodziła
się na przeprowadzkę do Monachium.

Na początku była przerażona, lasy, łąki, kaministe uliczki, wszędzie daleko,
a ona była typem mieszczucha. Wysokie szpilki, kawa na wynos, hałas ulicy,
ale pokochała to miejsce, przeżyła w tym domu najlepsze i nagorsze chwile
swojego życia, ale było warto. Paddy, był mężczyzną jej życia, wiedziała o
tym od chwili kiedy się w nim zakochała. Był wszystkim innym niż to czego
szukała u mężczyzn, ale zawładonął jej serce, dla niego zmieniłła wszystko!

Uśmiechnęła się wertując kartki, długo jej zajęło zaakceptowaniem faktu
jak diametralnie zmieniło się jej życie, ale zaakaceptowała je, a nawet
polubiła.

Pokochała ten dom- klatkę, lasy, swój ogród, buty na płaskim obcasie a
nawet sprzątanie po Paddym. Coraz lepiej odnajdowała się w roli matki,
pani domu, nie pracowała i chyba…Nie wróci do pracy. Owszem porady
online, felietony, pomoc w fundacji, ale do sądu raczej nie wróci. W końcu
pogodziła się ze swoją porażką, w młodym wieku osięgnęła wiele, była na
szczycie ale potknęła się i spadła, chyba nie miała siły by piąć się po raz
drugi. Bo w życiu nie można mieć wszystkiego.

Nie wracała myślami do Livii, do Joelle, zostawiła przeszłość za sobą,
nie myślała nawet o feralnym koncercie, zepchnęła ostatnie wydarzenia
do zakamarków umysłu. Nina umarła wiele lat temu, pochowali ją, opłakali,
była żałoba, depresja, było tak jak być powinno. Ludzie nie wracali z krainy
zmarłych.Nikt jeszcze nie wrócił i nie opowiedział jak tam jest. Kilka razy
sama wymknęła się kościstym ramionom śmierci, przekorczyła jakąś
niewidzieloną granicę, uchyliła furtkę, ale zawróciła. Nina, kiedyś jej
powiedziała, że nie ma nic gorszego niż śmierć za życia i chyba coś w
tym było. Pogrążona we własnych myślach, przysnęła.

Obudził ją znajomy zapach i jeszcze lepiej znany dotyk ust, nie otwierając
oczu, uśmiechnęła się- Hej- szepnęła przeciągając się.

- Hej- znów ją pocałował.

- Zasnęłam- otworzyła szeroko oczy- Zajrzę do Niny- chciała wstać.

- Śpi- Paddy, uśmiechnął się- Zajrzałem do niej-

- Gdzie Jimm?- rozejrzała się wciąż zaspana.

- Pojechał do domu- usiadł obok.

- I co?- wbiła w niego wzrok- Wszystko ok?-

- Ok- poprawił poduszkę pod głową, ujął jej dłoń- Zamknęliśmy temat-
wyczuła żal w jego głosie.

- I słusznie- bawiła się jego palcami- Wiele przeszliśmy, ale nie popadajmy
w paranoję. Do tej pory wszystko udało nam się logicznie wyjaśnić, to również
wyjaśnimy- odgarnęła kosmyki włosów z czoła męża.

Paddy uśmiechnął się- I właśnie za to cię kocham- przyciągnął do siebie żonę.

Oparła głowę na jego klatce piersiowej- Chciałabym żeby wróciła, ale to
niemożliwe-

- Też bym chciał- szepnął-Jimmy mnie zaskoczył- przerwał, myślał o bracie.
- Zachowywał się…Jakby nie chciał jej powrotu- usiadł, Lena, usiadła obok,
słuchała- Marzył o tym latami…Wariował a teraz…Był jakiś dziwny- Paddy
próbował znaleźć odpowienie słowa- Przez chwilę…Pomyślałem, że on jej
nienawidzi, że by ją niszczył…Bo gdyby żyła oznaczałoby, że od niego
uciekła- spojrzał w oczy żony.

- Patrick, ja myślę, że dla Jimma to zbyt trudne- upięła wysoko włosy.
- Wiesz jak bardzo ją kochał, jak przeżył jej śmierć. Każdy z nas cierpiał,
ale my mieliśmy siebie, Luk miał Elsę, dzieci. Każdy kogoś miał a jego
druga połówka umarła…- wzięła męża za rękę- On tak naprawdę dopiero
rok temu pogodził się z jej śmiercią i kiedy wszystko sobie ułożył, ktoś
z niego zakpił. To boli Patrick. Jimmy, też ma serce, duże, dobre- pogłaskała
twarz męża- On cierpi, boi się własnych demonów- Paddy, musnął
wnętrze dłoni żony- Boi się  straconego czasu, wiem coś o tym- On
cię kocha i pewnie boi się tego co by wróciło-

- A  co by wróciło?- zapytał cicho.

- Znów stanelibyście po dwóch stronach, nie obok siebie, a na przeciwko
siebie- odpowiedziała równie cicho.

- Mylisz się- Paddy, zaprzeczył- Nie walczyłbym z nim o Ninę! Kocham ciebie!-

- Wiem. Bylibyśmy w tym samym obozie, wybaczylibyśmy jej zniknięcie,
wspierali. Bo mimo wszystko jesteśmy do siebie podobni, potrafimy
wybaczać. Bylibyśmy w tym samym obozie dopóki byś się nie zakochał…-

- Nie zakochałbym się, Lena- odpowiedział pewnie, wstał, nie chciał aby żona
spojrzała mu w oczy, czytała z nich jak z otwartej książki- Chyba znasz Jimma,
lepiej niż on sam- zaśmiał się nerwowo.

- Szkoda, że ty go tak dobrze nie znasz. Rozumiem go, i jego lęk ma sens- objęła
męża- Rozmawiamy o czymś abstrakcyjnym. Chodźmy spać- ruszyła w stronę
schodów.

- Wiesz, że Nina chciała zostawić Jimma?- usłyszała głos męża, odwróciła się,
spojrzeli na siebie.

- To nie zaczy, że go nie kochała…Ja też chciałam odejść od ciebie, i to nie raz
a nigdy nie przestałam cię kochać. Ja też chciałam zniknąć, myślałam, że nie
donoszę ciąży, ale nie potrafiłam tego zrobić. Nina, nigdy nie zostawiłaby Jimma-
ruszyła przed siebie.

………………………..

Jimmy, zbyt głośno trzasnął drzwiami, padał z nóg, cudem nie zasnął za
kierownicą, w dodatku pił. Miał za sobą wyjątkowo koszmarny dzień, wieczór,
noc. Dochodziła czwarta nad ranem, świat powoli zaczął się budzić ze snu.
Wszedł do domu, żałował, że wczoraj pojechał do Kolonii, powinien pojechać
gdzieś sam, odregować…Zatrzymał się na schodach…Jak mógł chociaż przez
ułamek sekundy pomyśleć, że Nina, mogłaby odejść, że żyje?! Wariował! Nigdy
więcej nie da się sprowkować! Nigdy! Nie będzie rozmyślał, analizował! Koniec!
Nigdy więcej nie zwątpi w Ninę, czuł się podle, miał wrażenie, że zdradził pamięć
o niej.

Na podłodze leżała Cleo! Jego ukochana Cleo! A wokół niej pute butelki, upadł
na kolana, doczołgał się do kobiety, potrząsnął nią, nie reagowała- Cleo…- szepnął,
jej ciałem szarpnęły torsje- Cleo- wziął ją na ręce, była taka lekka, bezbronna- Cleo!- wrzasnął wybiegając z domu.

…….

- Może pan wejść- przed nim stał lekarz, Jimmy, wstał- To zwykłe zatrucie
alkoholowe. Zrobiliśmy płukanie żołądka, podaliśmy kroplówkę, wieczorem
pani Jones zostanie wypisana. Zalecam udanie się do poradni…- Jimm,
minął lekarza, wszedł do środka.

Po jego policzku spłynęła łza, tak bardzo ją kochał, ale wciąż ją krzywdził!
Wczoraj jej nie zostawił, chciał tylko pobyć sam, pomyśleć…Ale jednak
pojechał do Kolonii, zawiódł ją, czuł się jakby podał jej butelkę z alkoholem.

- Hej- usłyszał jej słaby głos.

Otarł łzy, podszedł bliżej, czuł wstyd, nie wiedział jak zacząć, co powiedzieć.
Dotknął jej szczupełj dłoni, łzy kapały na jej białe prześcieradło-Jimmy, to nie
twoja wina- usłyszał- Nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Nie wiem co
mnie napadło- zacisnęła powieki.

- Miałaś prawo być zła…-

- A ty miałeś prawo wyjść-

- Przepraszam-

- Ja też przepraszam. Wstyd mi- szepnęła.

Czuł to samo, było mu wstyd- Jesteś silna, damy radę- usiadł na łóżku.
- Nie pozowlę ci nigdy więcej sięgnąć po alkohol- głaskał jej włosy.

- Jak mogłam zrobić to samej sobie-

- Czasem upadamy, to normlane- uśmiechnął się- Kocham cię-

- Ja, ciebie też. Dowiedziałeś się czegoś wczoraj?- wbiła w niego wzrok,
widział w jej oczach strach.

- Dowiedziałem- westchnął kładąc się obok niej – Dowiedziałem się, że gdyby
Nina wróciła, co jest kompletnym szaleństwem, ja zostałbym z tobą. Na zawsze-
trzymali się mocno za rękę- Czy chcesz zostać ze mną na zawsze?Na dobre
i złe? W zdrowiu i szczęściu?Dopóki śmierć nas nie rozłączy?- odwrócił twarz
w stronę kobiety, z jej oczu popłynęły łzy.

- Chcę. Dopóki śmierć nas nie rozłączy?-

- Chcę- pochylił się aby ją pocałować- Teraz podróż poślubna- wyciągnął ramię a
ona położyła na nim głowę.

- Najpierw Irlandia? Toskania?- zapytała.

- Rozmawiałem z Meike, dzieci zostaną z nią dwa tygdonie, jadą do jej
rodziców. Meike, czuje się trochę lepiej, chce się zregenorwać. Więc…-

- Więc…-

- Wieczorem pakujemy się i jutro lecimy…Gdzieś na koniec świata, ty
wybierasz!- pocałował ją namiętnie.

- Naprawdę?- nie kryła wzruszenia.

- Naprawdę- położył się na niej- Zabieram cię do domu- wsunął dłonie
pod jej cienką koszulkę.

- Jimmy!- pisnęła- A co z twoją promocją?!-

- Walić ją!-

……………………………….

Dwa dni później. Toskania.

- Jimmy poleciał do Saint Croix!!!- darła się Elsa stojąc w drzwiach sypialni.

- Słuch mam dobry- minął ją Luk- Jimmy i Cleo- poprawił ją- Jadę na trening
z Lucasem, znów się z kimś pobił!- nie krył złości.

- Pojedź i załatw to w końcu!- blondynka skrzyżowała ramiona.

- Żebyś wiedziała, że to załatwię! Lucas dostanie szlaban na piłkę!- zaczął
się przebierać.

- Chyba żartujesz!- naskoczyła na męża- Potrząśnij trenerem!-

- Zaraz potrząsnę tobą!- wyrwało mu się- Pamiętasz Tea?!- spojrzał w oczy
żony- Mieszka w fatalnych warunkach, jest skromny, skryty…Nie widziałem
go już od pół roku! – rzucił w kąt dżinsami- Na święta dostał ode mnie piłkę i
wiesz co zrobił? – Elsa nie wyglądała na poruszoną- Oddał ją dzieciom w
Aleppo, które nigdy takiej nie widziały! A Lucas awanturuje się każdego dnia!
Każdego pieprzonego dnia!!!- nerwy mu puściły- Najnowsze korki, orginalne
stroje, piłki podpisane przez piłkarzy!!! I nie potrafi wysiedzieć tygodnia na
ławce rezerwowej!- darł się- A ty każesz mi to załatwić kasą albo nazwiskiem!-
wciągnął spodnie dresowe, bawełnianą koszulę i wyszedł.

- Luk!- Elsa dogoniła męża na podjeździe przed domem- Luk!- zatrzymała go.
- Chyba się zapomniałeś?-

Może faktycznie? Otarł twarz- Przepraszam. Ta sprawa z Niną, ciągłe
histerie Lucasa…Martwię się o Tea- wyznał, usiedli na ławce- Nie mam
kontaktu z Olivią-

- Niech ktoś tam pojedzie-

- Kto?!-

- Pojechałabym z tobą- spojrzał na żonę- Naprawdę, ale sam rozumiesz-

- Wiem, kochanie- przytulił żonę- Elsa, chciałbym polecieć do Afryki. Tydzień-
milczała, przygryzła usta- Tylko tydzień i zabiorę ze sobą dzieci…-

- Nie!- wrzasnęła- NIE!-

- Polecę z dziećmi. To postanowione- nie pozwolił jej wstać- Tydzień-

- Nie! Nie zgadzam się!- pokręciła głową.

- Paddy z Leną jutro tu będą, polecicie na tydzień do Irlandii. Do Angelo-
musnął jej zaciśnięte dłonie- A jak wrócę, polecimy gdzieś razem- otarł
jej łzy, zaprzeczyła ruchem głowy ale nic nie powiedziała- Dbaj o nasze
dziecko- wybuchła płaczem.